Artykuł

Boże Ciało obecne – bez transsubstancjacji? 18

Jun11

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, różni teologowie, katoliccy i protestanccy, pojedynczo ale i we współpracy, na zjazdach i konferencjach, próbowali opracowywać nowe, przystające do myśli współczesnej formuły, wyrażające rzeczywistość przemiany, jaka zachodzi podczas wypowiadania sakramentalnych słów konsekracji. Próby takie podejmowane były także podczas trwania Soboru Watykańskiego II. Niestety, nie dopracowano się systematycznego i satysfakcjonującego wykładu. Jakby w odpowiedzi, a nawet na przekór nie przynoszącym konkretnych owoców spekulacjom, Papież Paweł VI ogłosił Encyklikę Mysterium Fidei (czyli Tajemnica Wiary), w której przedstawiał to, w co Kościół wierzy na temat rzeczywistej obecności Chrystusa w sakramencie Eucharystii.
Paweł VI użył w encyklice pojęcia transsubstancjacji, chociaż Sobór Watykański II nie chciał posługiwać się tym pojęciem. Sobór jednak nie zajmował się Eucharystią od strony dogmatycznej. Nie miał na celu opisu jej rzeczywistości. Przypuszczalnie z tego powodu Paweł VI sięgnął po wyrażenie transsubstancjacja: dlatego, że było jedynym potwierdzonym przez poprzedni Sobór Trydencki (1545 – 1563). Z kolei ów Sobór głosił rzeczywistą, prawdziwą i substancjalną obecność (całego) Chrystusa w Eucharystii w reakcji na głoszenie przez niektóre nurty protestanckie jedynie symbolicznego znaczenia Ciała i Krwi Pańskiej.
Można prowadzić dyskusję, czy Paweł VI miał intencję utrzymania pojęcia transsubstancjacja dla opisu tajemnicy eucharystycznej przemiany. Za tym świadczyłoby stwierdzenie, iż nie można zmieniać, pomijać czy reinterpretować raz już wyłożonej dokładnie doktryny oraz poszczególnych słów (10, 23). Nie można również mówić o tajemnicy przeistoczenia bez wspomnienia, iż cała substancja chleba ulega cudownej przemianie w substancję Ciała, zaś cała substancja wina przemienia się w Krew Chrystusa (11). Z drugiej strony, w następnych akapitach czytamy: (…) przecież te formuły jak również i inne, których Kościół używa dla określenia dogmatów wiary wyrażają pojęcia, które nie są związane z żadnym określonym typem kultury, ani z żadnym etapem rozwoju nauki ani z tą czy inną szkołą teologiczną (…) (24). I dalej: Można je wprawdzie jaśniej i bardziej przystępnie wyłożyć – co jest z wielką korzyścią – zawsze jednak tylko w tym znaczeniu w jakim zostały użyte, żeby w miarę rozwoju zrozumienia, wiary, sama prawda wiary pozostała niezmieniona (25). Jest więc tu zachęta do pogłębiania rozumienia i wyjaśniania wiary, przy zachowaniu jej tożsamości.


Mówiąc o rzeczywistej obecności Jezusa Chrystusa w Eucharystii, jako pierwsze należy podkreślić, iż jest to wielka Tajemnica. A więc wymaga uległości rozumu i zawierzenia Bożemu Słowu, które mówi To jest Ciało moje [Łk 22, 19]. Nie kierujemy się tym, co przedstawiają nam zmysły: widok, zapach, smak chleba, ale wyznajemy prawdziwą obecność Chrystusa w sakramencie, prawdziwego Ciała i Jego Krwi. Przyjęcie tego od początku wydawało się trudne, a niektórym nawet niemożliwe.
Postawa uległości w przyjmowaniu nauki Kościoła wymaga wiary w rzeczywistość przemienienia chleba i wina. Nie wymaga zaś skupienia na formie opisu tej przemiany. Gdyż to, jak się ona odbywa jest tajemnicą, podobnie jak tajemnicą jest, że Ciało jest Ciałem, Krew jest Krwią, a jednocześnie w każdej postaci jest cały i wszystek Chrystus, Bóg-człowiek. Co więcej, żadne słowo, transsubstancjacja czy transfinalizacja, czy transsignifikacja, nie wyjaśnia tajemnicy, ani nawet nie opisuje jej w sposób adekwatny.  
Pewną wskazówką dla intelektualnego ujmowania Przemiany może być pojęcie realnego symbolu, którym posługiwali się Ojcowie wschodni w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, a które nie było rozumiane już wówczas na zachodzie ani też później, w średniowieczu, nawet jeśli studiowano pisma Ojców. Pojęcie to związane jest z wpływami idei platońskich i myśleniem hierarchicznym w nauce o zbawieniu i odkupieniu. Wyraża stosunek między odbiciem oraz pierwowzorem. Istotą obrazu jest wskazywać na pierwowzór. Jedna rzeczywistość jest symbolem innej, wyższego rzędu i to w tym sensie, że rzeczywistość wyższego stopnia wyraża samą siebie w rzeczywistości niższego rzędu, uobecnia się w niej i przez nią działa, chociaż w sposób osłabiony. Ojcowie greccy posługiwali się teologią rzeczywistości obrazów do przedstawienia Eucharystii i dostrzegali w niej rzeczywistą, choć ukrytą obecność Chrystusa
Również Tomasz z Akwinu nie posługiwał się pojęciem transsubstancjacji dla opisu obecności eucharystycznej (za R. Laurentin’em). Wg niego obecność eucharystyczna jest możliwa dzięki nowej, misteryjnej relacji chleba i wina do Ciała i Krwi Chrystusa. Stają się one urzeczywistniającym znakiem osobowej obecności. Eucharystia czyni Chrystusa obecnym bez rozmnażania Go, przemieszczania, zmieniania. Postacie chleba i wina, chociaż nie ulegają żadnej zmianie zaczynają istnieć z inną celowością, na innej zasadzie (stąd mówi się o transfinalizacji). Chleb i wino są wyrwane z ziemskiego używania i istnienia i sprawiają jako znaki, że stajemy w obecności Ciała i Krwi Chrystusowej (transsignifikacja). Przez Słowo Boże są włączane w nową, transcendentną relację o wymiarze wertykalnym. Komunikowanie duchowe, komunikowanie z Bogiem jest transcendentne w stosunku do naszej czasoprzestrzeni. On jest obecny tam, gdzie konsekrowana hostia, ponieważ z Jego woli, stała się znakiem Jego rzeczywistej, osobowej obecności. 
Teologia dogmatyczna chcąc opisać tajemnicę obecności Chrystusa w Eucharystii w sposób czytelny i zrozumiały dla chrześcijan dziś, rzetelny, nie naiwny i nie opierający się o uprzywilejowane w scholastyce wyrażenia, napotyka wiele trudności. Szczególnym zagrożeniem wydaje się możliwość redukcji Obecności do symbolu – znaku. Nie zrozumienie tego, co teologia wschodu chce wyrazić mówiąc o znaku uobecniającym, prowadzić może do stwierdzenia, że Chrystus obecny jest tylko w niebie, a Ciało i Krew stanowią znaki wspólnoty z Nim wierzącego człowieka / Kościoła. A takie pojmowanie Eucharystii nie jest katolickie i dlatego, jak sądzę, Paweł VI usilnie zabiegał pół wieku temu o przypomnienie transsubstancjacji jako najbardziej adekwatnie, jego zdaniem, opisującej tajemnicę obecności Chrystusa pośród nas w Eucharystii.

Komentarze przez RSS

18 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. yostefan says:

    Usia, siusia, transsubstancjacja, w ogrodeczku panna Mania.
    Nic sie w nic nie zamienilo, belkot nie do wytrzymania.

  2. Zibik says:

    Tajemnica wymaga, jak wyżej widać zbyt wiele, tj. uległości rozumu i zawierzenia Bożemu Słowu.
    Sz. Panie transsubsatancjacja – przeistoczenie to nie jest “usia, siusia”,czy “belkot” lecz rzeczywista przemiana substancji tj.Hostii w Najświętsze Ciało,a wina w Krew Chrystusa podczas Eucharystii.
    Ma Pan rację rzeczywiście niewiele się zmieniło, dalej głupich nie sieją sami rodzą się.

  3. agata says:

    Niestety, Panowie, z komentarzy można by wnioskować jakbyście je pisali ledwie po przeczytaniu tytułu..

  4. Małgorzata says:

    Ale, tak właściwie, czy ta przemiana nie dzieje się w sercu człowieka, czy to nie tam zwykły chleb i wino przemienia się w całego, żywego, obecnego Jezusa, którego jak pokarm przyjmujemy i jak pokarm używamy do podtrzymywania życia? I czy bez wiary Jego uczniów Hostia nie pozostawałaby opłatkiem? I to nie wiary w przemianę, ale w miłującą obecność przemieniającą?

  5. Zibik says:

    Pani Agatko ! – proszę łaskawie nas nie mierzyć jedną miarą i uprzejmie zauważyć dość istotną różnicę w intencji, także formie w/w komentarzy.
    Pani Małgosiu ! – dziękuję za piękne i poruszające słowa : “I czy bez wiary Jego uczniów Hostia nie pozostawałaby opłatkiem? I to nie wiary w przemianę, ale w miłującą obecność przemieniającą?”
    Wierząc Jemu doświadczamy obecność i bliskość tj. miłość Jezusa Chrystusa.

  6. Agata says:

    Ach, Panie Zibik, świadomie, choć z dwóch krańców, pomierzyłam jedną miarą Panów. Bo ja właśnie o tym, że “transsubstancjacja” to coś, co uważam, że możemy zostawić historykom dogmatu. A Panowie się tego uczepili jak rzepy…
    Małgorzato – na pewno nie w sercu samym, bo Bóg to nie … (waham się między totalsubiektywizm i fenomenologia). Tu się z Tobą Kościół nie zgodzi. Nie wobec formuł: oto Ciało moje,… Krew moja; potem: Oto Chrystus. No i w ogóle jak adorować takie coś!?
    Co do “I czy bez wiary Jego uczniów Hostia nie pozostawałaby opłatkiem? I to nie wiary w przemianę, ale w miłującą obecność przemieniającą?” – jestem otwarta na dyskusję…
    Bo czy to wiara kogokolwiek sprawia, że w Boga obecność wierzymy?
    Bo: gdzie dwóch lub trzech zgromadzonych w Imię moje… – Czy to wystarcza by powiedzieć: gdzie jeden, tam nie przychodzi Jezus?

  7. agata says:

    @Zibik
    Oczywiście, nie miałam w intencji, by Pana urazić. Więc jeśli przekroczyłam granicę, przepraszam :-)

  8. Malgorzata says:

    Mimo najszczytniejszych motywacji niedobrze jest zaprzeczać rzeczywistości. A rzeczywistość jest taka, że w sesie materialnym nic się w hostii nie zmienia. Więc gdzie się zmienia? Gdyby nie było wierzącego kapłana nie byłaby odprawiana pamiątka Eucharystii. Zatem potrzebna jest wiara chociažby kapłana do zaistnienia przeistoczenia. Nie jest ona totalnie subiektywna, ponieważ jest podzielają przez wspólnotę- Kościół.To nadaje jej coś podobnego do ontrrsubiektywnej komunikowalności i wyprowadza z zakamarków serca.

  9. Agata says:

    @Małgorzata

    Rzeczywiście, materialnie nic się nie zmienia. Ale czy to znaczy, że nic się nie zmienia?
    Tak jak ja wierzę i jak rozumiem słowa Kościoła, to się zmienia. I problem jest w opisie – bo jak opisać taką tajemnicę? A jednak, niektórzy próbują i o tym napisałam.

  10. Małgorzata says:

    Przepraszam za błędy w moim komentarzu. W pewnym miejscu miało być “intersubiektywnej”, a zrobiło się coś dziwnego.
    Agato, dzięki Ci za jasny opis. ja się tylko zastanawiam, po co tak to jest opisywane jak w KK.

  11. Agata says:

    Małgorzato,
    ja nie bardzo zrozumiałam Twoje ostatnie pytanie…
    Że dlaczego stoję na stanowisku, jakie prezentuje KK..?

  12. Małgorzata says:

    Agato,
    Nie, nie. Nie chodziło o Twój tekst, tylko o to, dlaczego takie jest stanowisko Kościoła. Czy to rzeczywiście przybliża nas (mnie) do tajemnicy, czy też nie. Jako członkini Kościoła niektóre rzeczy przyjmuję, staram się uznać, że mądrzejsi ode mnie rozeznali jak mówić o tajemnicy. Ale nie przeszkadza mi to zastanawiać się, dlaczego tak właśnie o tym mówią, a nie na przykład tak jak inne kościoły chrześcijańskie. Musi być tego jakaś zaleta. Domyślam się, że jeśli taką wagę przywiązuje się do transsubstancjacji, to dlatego, żeby podkreślić realną, cielesną a nie tylko duchową, a więc całkowitą obecność Chrystusa wśród nas. Jeśli taki jest cel, to można się zastanawiać, czy środek dobrany do osiągnięcia tego celu jest najlepszy z możliwych. Próbuję się dopytać, żeby znaleźć sens w takim mówieniu o tajemnicy.

  13. maria.chodyko says:

    Nie uważacie, że usiłowanie sprecyzowania tajemnic wiary za pomocą pojęć filozoficznych, jak miało to miejsce w scholastyce, jest wypaczaniem pojęć biblijnych?
    Jeżeli tradycję scholastyczną potraktujemy jako ciekawy eksperyment językowy, to możemy powiedzieć, że nasza tradycja teologiczna jest bogata. Jeżeli natomiast takie pojęcia jak “trans- czy konssubstancjacja miałyby uchodzić za wyjaśnienie tego co stało się w wieczerniku, zwłaszcza gdy nie wiadomo co oznacza termin substancja (poza dziedzinę chemii,)to wychodzi tłumaczenie misterium per ignotum.

  14. Agata says:

    Tak, zgadzam się z wątpliwościami i wnioskami obu ostatnich komentarzy.

    Irytuje mnie wyrażanie prawd wiary KK w formułach nie przystających do rzeczywistości i niemożliwych do zrozumienia. Rzeczywiście “misterium per ignotum”…
    Jednak tych, co mocniej są w tym Kościele osadzeni, interesuje by określić, w co wierzymy, w Kogo. Żeby nie być tylko kołem wzajemnej adoracji tych, z których każdy wierzy wg swojego pomysłu.
    Zresztą, Prawda jest. Chcemy się zbliżać. Jak spojrzeć na historię kościoła, to widać te usiłowania; z różnymi skutkami. I dlatego jest sens by myśleć (kontemplować), rozmawiać, pisać. Czerpać z tego, co było, wyjaśniać, oczyszczać.

    @Małgorzata
    I tak się ja zastanawiałam, czemu papież w 50 latach XX w się upierał, że substancja i transsubstancjacja…
    I mi wyszło, że chodzi o rzeczywistą Obecność; że nie chciał, żeby to się rozmyło. I wierzę, że tu była asystencja Ducha. (I dlatego nie przyjmuję, że tylko w sercu się zmienia)

  15. jarek says:

    Czy TAJEMNICE da sie opisac? hmmm… Czy KAZDA proba jej opisania nie jest skazana na porazke a jedyna miara ‘sukcesu’ proby nie jest to ‘z jak wysokiego konia spadl’ opisujacy. Czy ‘tajemnica opisana’ nie przestalaby byc Tajemnica?
    Wydaje mi sie, ze kazda proba opisania Eucharystii jest jakims sukcesem i jakas porazka jednoczesnie. Sukcesem o tyle, o ile stanowi wyznanie wiary w OBECNOSC, porazka o tyle, o ile stara sie odpowiedziec na pytanie JAK TO JEST MOZLIWE czy JAK TO SIE DZIEJE? i tym samym zaglada do ‘Bozej kuchni’. Scierka po lapach sie moze za to nie dostaje, ale problem w tym, ze na dlugie lata/wieki wiare laczy sie z przyjeciem okreslonej postawy swiatopogladowej/filozoficznej. ‘Symbol realny’ Ojcow to wykwit platonizmu, transsubstancjacja (i jej ‘luteranska konkurentka’ konsubstancjacja) to juz owoc tradycji arystotelejsko-tomaszowej (w wypadku luteranow ‘zlamanej’ konkurencyjnym nominalizmem), ‘ujecie symboliczne’ reformacji helweckiej siega korzeniami mysli renesansu (zreszta z cala jej ontologiczna mialkoscia i pojeciowym rozgardiaszem, ktory w tym wypadku przejawia sie w braku rozroznienia miedzy symbolem i znakiem).
    A moze to wlasnie w ten sposob Pan Bog ‘daje nam scierka po lapach’?

  16. Agata says:

    A ja nie myślę, że Pan Bóg nam daje ścierką po łapach…
    Myślę raczej, że pozwala nam myśleć, mówić, błądzić, szukać, szukać, szukać…
    A kiedyś się nam oczy otworzą i wszystko zobaczymy jasno i oczywiście :) Tego jestem pewna.

  17. jarek says:

    Nie mam watpliwosci, ze pozwala. A raczej ujalbym to w inny sposob: On jest w tym naszym szukaniu, a moze nawet szuka w ten sposob sam siebie (wiem, ze to mysl na krawedzi herezji, a moze juz poza nia…)… Ale to, ze mozemy szukac i bladzic jest wlasnie niejako ‘zagwarantowane’ (w bardzo grubym cudzyslowie) przez Tajemnice. Jesli w naszych poszukiwaniach uderzamy w poczucie Tajemnicy, w swiadomosc obcowania z Misterium, jesli rzeczywiscie wydaje nam sie, ze mozemy zajrzec do ‘Bozej kuchni’, sadze, ze ‘dostajemy scierka po lapach’, np. w ten sposob, ze z czasem uswiadamiamy sobie, ze, choc wydwalo nam sie, ze Go ‘zlapalismy’ w sidla naszych pojec, to sie nie udalo i nie uda. A dostajemy nie dlatego, by On nas chcial zniechecic do zadawania pytan i szukania odpowiedzi na nie, ale wlasnie dlatego, by nam sie nie wydawalo, iz tym, co ‘znalezlismy’ i ujelismy w slowa mozemy w jakikolwiek sposob ograniczyc pole poszukiwan. Ono pozostaje niezmierzone.

  18. jarek says:

    P.S. Co zas sie tyczy ‘ujrzenia jasno i oczywiscie’. Wiesz, gdy przystepuje do Sakramentu Oltarza, to czasem (nie twierdze, ze zawsze ani nawet, ze zazwyczaj!) mam takie wrazenie, ze ‘widze jasno i oczywiscie’. Co widze? Kogo widze? Widze ludzi wokol mnie, widze siebie i smakuje ‘jak dobry jest Pan’. Wtedy wydaje mi sie, ze tak to po prostu ma byc…

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com