Nie rozumiem podziału dziennikarzy 5
Zbiory Biblioteki Dziennikarzy Polskich od czwartku zostały udostępnione w Czytelni Naukowej nr XXI na warszawskim Mokotowie. Dotąd dostęp do tego księgozbioru, przechowywanego w magazynach Domu Dziennikarza oraz w jednej z warszawskich szkół, był bardzo ograniczony – podaje dziś PAP. Co to znaczy „bardzo ograniczony”? Mniej więcej tyle, że książki, niekiedy bardzo cenne, porastały grzybem. Części zbiorów nie udało się odratować. Obecnie jest to 19 tys. książek, 750 tomów czasopism oprawnych oraz 450 tytułów prasy. Najstarszy wolumin pochodzi z 1589 roku – wierszowana broszura Bartosza Paprockiego “Pamięć nierządu w Polszcze przez dwie fakcye uczynionego w roku 1587″. Sprzed 1948 roku pochodzi 2 tys. książek BDP.
Piszę o tym z dwóch powodów. Pierwszy – bo to ciekawe miejsce. A także pomnik, który pozostawia po sobie mój przyjaciel i były wykładowca, redaktor Henryk Zagańczyk, który w otwarciu tej biblioteki miał swój wielki udział.
Drugi – bo nie rozumiem podziału w środowisku dziennikarzy. To znaczy, rozumiem i nie rozumiem. Przykładem dla wyjaśnienia problemu niech będzie owa biblioteka. Powołuję się dalej na PAP: Księgozbiór Dziennikarzy Polskich gromadzony był przez środowisko od 1948 roku. Jego właścicielem było najpierw Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Po wprowadzeniu stanu wojennego władze komunistyczne rozwiązały SDP, tworząc w jego miejsce prorządowe Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL, które przejęło bibliotekę.
Po 1989 roku SDP zostało reaktywowane, zaś SD PRL zmieniło nazwę na Stowarzyszenie Dziennikarzy RP. Oba stowarzyszenia dzieli organiczna niechęć. Zwłaszcza – jak mówią niektórzy ich działacze – niechęć tę przejawiają kierownictwa stowarzyszeń. Boją się, że w wyniku połączenia stracą pozycję?
Ten spór wydaje się jakoś zrozumiały. Przecież historia najnowsza podzieliła u nas nie tylko dziennikarzy. Czego nie rozumiem, to – jaką rolę widzą dla siebie samorządy dziennikarskie, czym chcą rzeczywiście być, jaką siłę ma mieć ich głos, kogo i jak zamierzają zachęcić do wstąpienia w swoje szeregi? Jak chcą odpowiadać na te pytania skazując się jednocześnie na marginalizację z powodu ciągłego pielęgnowania starego podziału?
Sam zastanawiałem się nad wstąpieniem do stowarzyszenia dziennikarskiego. Nadal uważam, że oprócz legitymacji z redakcji, legitymacja stowarzyszonego dziennikarza ma swoją wagę. Stowarzyszenie może przyczynić się do dbania o zawodowy etos, standardy w mediach i tak dalej. Ale które stowarzyszenie? Pomyślałem – dobrych przyjaciół mam w obu. Lepiej to sobie daruję.
Na tym tle otwarcie – wspólne – Biblioteki Dziennikarzy Polskich może być małym krokiem dla skłóconych dziennikarzy, ale wielkim krokiem dla dziennikarstwa.
Czytelnia Naukowa nr XXI, ul. Bukietowa 4a
Przy okazji znalazłem zdjęcie z otwarcia, na którym się znalazłem;) (fot. Paweł Supernak/PAP)





Myślę, że problemy będą trwały całe pokolenie. Z dziennikarzami jest jak z Solidarnością, a wiadomo, że różni ludzie byli po różnych stronach barykady. Potem się wymieszali i każdy udaje głupiego ;-). Też się kiedyś Kuba interesowałem stowarzyszeniem, ale ostatecznie zdecydowałem się na rozstanie z zawodem. Patrząc na to z boku coraz mniej rozumiem te spory i chyba dobrze zrobiłeś nie decydując się na członkostwo w żadnym z nich.
Ale z drugiej strony, wiesz, chciałoby się jakoś działać wspólnie. Jest o czym gadać, jeśli chodzi o media. Myślałem czasem, że może wokół nagród Grand Press mogłoby wytworzyć się jakieś środowisko. Ale tam chodzi się właściwie tylko po to, żeby się pokazać. A może dziennikarzom środowisko niepotrzebne? Tylko wtedy jak ma się toczyć debata o nowym prawie prasowym, o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, o art. 212 kodeksu karnego i podobnych kwestiach?
Cytat: “A może dziennikarzom środowisko niepotrzebne?”
Kuba wiem, że to prowokacja, każdej istocie żywej jest potrzebne środowisko i to co najmniej przyjazne.
A dziennikarzom, cho nie tylko tzn. istotom powołanym do specjalnego życia społecznego. Według mnie potrzebne są cztery środowiska : rodzinne, społeczne, pracowniane i klubowe(stowarzyszeniowe).
Oczywiście masz rację.
Ale może jest niepotrzebne, bo w naturę naszego polskiego dziennikarstwa wpisały się silne podziały, na redakcje, na środowiska, że nikomu by się nie chciało włączyć w wychodzące poza te podziały stowarzyszenie.
W dowolnym środowisku prawych istot ludzkich tendencje integracyjne, zjednoczeniowe zawsze były korzystne i pożądane nie tylko, dla danej społeczności.
Nie wiem komu może zależeć, aby to zmieniać i czynić zupełnie coś odwrotnego ?…..