Artykuł

Cyfrowa zabawka – polemika (“PP” 7-8, 2009) 2

Aug26

Jako blogowy “spec” od spraw technicznych czuję się niejako zobligowany do napisania komentarza do artykułu Jana Kłossowicza z wakacyjnego numeru “Przeglądu Powszechnego”. Pozwolę sobie przywołać fragment tekstu a następnie go skomentować. Zatem od początku:

Projektanci [telewizorów – przyp. AF] nie byliby jednak sobą, gdyby nie popełnili jakiegoś głupstwa. I dlatego największe telewizory (ekrany) rzeważnie mają fatalne proporcje. Po prostu niewłaściwy jest w nich stosunek wysokości do szerokości. Są bardzo szerokie i niskie.

Ten fragment bardziej się odnosi do gustów i jedynym powodem, dla którego go tutaj umieszczam, jest urocza pewność z jaką Autor deklaruje, że te proporcje są “po prostu niewłaściwe”.

Dla wielu ludzi, w tym dla mnie, są one doskonałe. Bo o ile “Casablanca”, czy jest w 16:9, czy w 4:3, to wszystko jedno, o tyle wolę oglądać “Miami Vice” Manna na panoramicznym ekranie, aby podziwiać spektakularne zwroty akcji. Panorama ma również duże znaczenie przy pracy z komputerem. Pracuję również na panoramicznym ekranie 16:10. Większość monitorów 20″ i więcej, ma taką przekątną, ponieważ wygodniej się na niej pracuje – mogę układać okienka obok siebie i nie marnować dzięki temu przestrzeni, a co za tym idzie moja praca z komputerem jest bardziej produktywna.

Bo pomyślcie Państwo, że od ćwierć wieku ludzie na komputerach piszą i nikt dotąd nie wpadł na pomysł, by wymyślić i zastosować tryb “do pisania”, który wyłączałby tzw. klawisze funkcyjne, i pozostawiałby nam do dyspozycji tylko czcionki (litery, cyfry, znaki przestankowe) i mysz. Tymczasem przy włączonych funkcyjnych klawiszach (które zastępują operacje dokonywane za pomocą myszy), raz po raz może nam się zdarzyć, że pomyliwszy się, uderzymy w jakąś kombinację i otworzy się nam jakieś niepotrzebne okno wypełnione jakimś menu, albo nawet skasujemy sobie tekst.

Najlepsza rada – proszę się nie mylić. Jeżeli trafi się jakaś niefortunna kombinacja zawsze można cofnąć wykonaną czynność. Z resztą nie rozumiem o co chodzi z tymi klawiszami funkcyjnymi. Na klawiaturze Windows jest ich zdaje się 12 (F1-F12) i nie przypominam sobie, żeby którykolwiek potrafił skasować tekst. Komputer to takie samo urządzenie jak toster – trzeba nauczyć się go obsługiwać.

A by jeszcze bardziej udowodnić, że spece od komputerów nie są mądrzejsi niż spece od samochodów i telewizorów, zaproponuję, żebyście w tekście, który będzie pisali spróbowali po jakimś słowie wstawić myślnik. Umiecie? Oczywiście. To przypomnijcie sobie, jak to robiliście na starej maszynie do pisania. A dla tych, którzy poczciwych maszyn już w ogóle nie znają mam krótkie zadanie: zróbcie to co ja i napiszcie: “myślnik: –”. Czekam na wiadomości, ilu zabiegów musieliście w tym celu dokonać…”

Proszę uprzejmie. Myślnik: –. Powiem więcej, pauza: —. Nie mam z tym specjalnego problemu. Osobiście używam komputera Mac i w nim myślnik to po prostu kombinacja klawiszy “alt” oraz “-” (minus). Trochę mi to wszystko pachnie ignorancją informatyczną. Brzmi to tak samo jak aktor udziela wywiadu i cieszy się niemal z tego, że z matematyki w szkole był noga. Drogi Autorze, tak pisać po prostu nie wypada. Myślę, że czas zużyty na napisanie tego akapitu można spędzić na wygoogle’anie problemu: wpisujemy “microsoft word jak wstawić myślnik” (dla leniwych – http://www.google.com/search?hl=pl&q=microsoft+word+jak+wstawi%C4%87+my%C5%9Blnik&btnG=Szukaj&lr=) i już wszystko wiemy. Także ja robić nie muszę nic, bo to wiem. Ktoś kto nie wie, ale wie jak szukać informacji też by się zaraz dowiedział.

Różnica między maszyną do pisania i wykorzystanym do pisania komputerem polega przede wszystkim na tym, że na maszynie robiło się to, co się chciało, trzymając się prostych zasad, które można było poznać w pięć minut. Natomiast uruchamiając komputer dostajemy się w szpony specjalistów od software i wszelkiej maści programistów, którzy wymyślili i zastosowali całą masę bardzo mądrych i zarazem skomplikowanych rzeczy, a co gorzej, nie raz się tęgo pomylili, skazując nas na błędy, stratę czasu i poczucie ubezwłasnowolnienia.

Drogi Autor zaczyna być tutaj już malkontentem. Nie rozumiem zatem dlaczego używa do pisania komputera zamiast starej, dobrej maszyny do pisania. Poza tym, nikt nie broni trzymać zainstalowanego DOSa i starego poczciwego Taga, który działa dokładnie jak maszyna do pisania, a w którym robiłem sobie notatki do geografii lata temu, w szkole podstawowej. Poza tym, rozumiem, że na maszynie do pisania dało się wkleić na kartkę film w MPEG-4, albo narysować diagram UML. Dlatego komputer jest skomplikowany, ponieważ może dużo więcej. Z komputerami mam do czynienia od urodzenia i proszę mi wierzyć, że z każdym rokiem są coraz prostsze w obsłudze.

Chciałbym się dowiedzieć z czym drogi Autor ma takie problemy i z jakiej okazji twórcy oprogramowania skazali go na marnowanie czasu i ubezwłasnowolnienie. Zrozumiałbym, gdyby musiał skompilować jakieś egzotyczne sterowniki w wysłużonym jądrze linuxa, albo stawiał hibernate’a na jakiejś nieznanej szeroko technologii, albo musiał podpiąć 5 konektorów javy do apache’a i coś by szło nie tak, z czym borykają się moi koledzy. Ale z tekstu wnioskuję, że wszystkie rozwiązania problemów dają się znaleźć w Google lub w instrukcji obsługi. Instrukcja obsługi do mojego aparatu fotograficznego ma ponad 200 stron. Nie narzekam, przeczytałem ją całą, bo aparat ten potrafi nieco więcej niż zwykła “małpeczka – wyceluj i naciśnij”.

Dalej w artykule jest już ad rem – o telewizji cyfrowej. Jako największy plus telewizji cyfrowej Autor wskazuje nagrywarkę. Muszę przyznać, drogi Autorze, że jestem wyjątkowo rozczarowany. Nagrywarki stosuje się również w telewizji analogowej – przetwarzają po prostu sygnał analogowy na cyfrowy i zapisują w jakimś standardzie mpeg (2 albo 4). Owszem, telewizja cyfrowa niesie ze sobą plusy, o których Autor wspomina, jak np. automatyczny wybór pozycji do nagrania, czy lepsza jakość, ale to przecież nie wszystko!

Jestem wielkim zwolennikiem telewizji cyfrowej, ale nie z powodów wymienionych przez Autora. Telewizja cyfrowa uwalnia kulturę. W czasach telewizji analogowej oraz ograniczonej pojemności analogowych częstotliwości mamy do wyboru zaledwie kilka kanałów nadawanych przez naziemne nadajniki. Dochodzi do tego, że w niektórych miejscach Polski mamy do dyspozycji telewizję publiczną i może jeden kanał telewizji prywatnej. Dla osoby, która posiada telewizję kablową (i ją ogląda) różnica jest zdecydowana. Telewizja cyfrowa jest w stanie pomieścić w jednym paśmie częstotliwości wiele różnych kanałów zamiast jednego, dzięki czemu posiadając zwykłą antenę oraz dekoder można odbierać zamiast 4, kilkadziesiąt kanałów. Pomyślmy tylko, co by się stało, gdyby nagle każdy mógł odbierać TVP Kultura, Discovery, czy też obcojęzyczne kanały, takie jak BBC World – i to na każdej mazurskiej wsi. Wizja jest fantastyczna, a my jesteśmy o krok od jej wcielenia.

Jeszcze później można będzie zastosować przekaz w jakości HD (to do tych znienawidzonych przez Autora telewizorów), gdzie relacje z koncertów i imprez sportowych nabiorą zupełnie innego wymiaru. Telewizja cyfrowa umożliwia również wybór z której kamery oglądamy widowisko, nie jesteśmy skazani na widzimisię operatorów.

Na zakończenie miałbym prośbę do Autora, aby w tak szanowanym piśmie, jakim jest “Przegląd Powszechny” nie tylko wznosić pochwały nad humanistycznymi osiągnięciami ludzkości, ale również docenić to, co przynosi nam technologia. A kiedy już zabieramy się do oceniania czegoś, najlepiej poświęcić trochę czasu nad tego analizą.

I na koniec filmik, który mi się skojarzył podczas pisania tego tekstu (tak, spróbujcie to zrobić na maszynie do pisania ;-). Niestety, wersja angielska.


“Everything is amazing and nobody is happy”

Komentarze przez RSS

2 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Rafał says:

    Nie czytałem tego tekstu w PP, aczkolwiek myślę, że jak Autor kocha maszyny do pisania to niech ich używa. Myk polega na tym, że komputer ma liczbę funkcji prawdopodobnie 10000 razy większą niż maszyna do pisania.

    Kierując się tą samą logiką wypada zapytać po co wymyślać samochód, skoro rower był prostszy. Samochód się uczy prowadzić na 30 godzinnym kursie, a rower to w zasadzie kwestia złapania równowagi. Można i tak.

  2. kuba says:

    Czasem ogarnia mnie poczucie osaczenia technologią i bycia w tyle; mam wrażenie, że nie zawsze nadążam. Choć czasem po prostu nie chcę nadążać. Nie wszystko jest wszystkim potrzebne. Dlatego rozumiem autora. W felietonie zresztą wolno mu tak pisać. Ale masz rację, Andrzej, ten artykuł składa hołd ignorancji, robi krok w złą stronę.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com