Artykuł

  • 05.09.2009
  • 04:24 PM
  • Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Bieda 5

Sep5

Dwa najważniejsze dzienniki otwierają swoje weekendowe dodatki publicystyczne tym samym tematem. Nie chodzi o spór polityczny, ale sprawę społeczną. O biedę i sposób jej postrzegania – wydaje się, że dominujący – taki, który doprowadził do wysterylizowania bez pytania o zgodę przez lekarza Wioletty Woźnej oraz odebrania jej dziecka przez sąd.

Oba dzienniki patrzą na sprawę nieco inaczej. Paweł Lisicki z Rzeczpospolitej nazywa ją „ostrzeżeniem przed zakusami różnej maści fachowców od naprawiania rodziny”, czyli lekarzy, kuratorów i sędziów, którzy mogą być głupi i bezduszni. Uważa, że nie poradzimy sobie z patologią w rodzinie, zwiększając kompetencje urzędników. Nie podoba mu się przykład Szwecji, bo obawia się powiększenia kompetencji państwa kosztem rodziny.

Tymczasem Gazeta Wyborcza publikuje rozmowę Aleksandry Klich z socjolog prof. Elżbietą Tarkowską. „- Nie znamy biedy?” „- Nie dostrzegamy jej. Moja znajoma z tytułem profesora odkryła biedę dopiero podczas przygotowywania paczek bożonarodzeniowych w swojej parafii. Stało się to, gdy przeczytała list od staruszki, która pisała, że marzy o tym, by wypić kiedyś herbatę earl grey. W dobrej warszawskiej dzielnicy są ludzie, których nie stać na taką herbatę”.

Bardzo polecam ten wywiad. Chociaż nie czyta się go wygodnie. Siedzę w barze burger king, słomka od sprite’a w ustach, w jednej ręce kanapka, w drugiej gazeta – w niej przykład pani, która nie może nawet wypić herbaty. Prof. Tarkowska mówi o studentach: „- Podczas zajęć dla studentów pracy socjalnej zrobiłam ankietę, w której zapytałam, kim jest dla nich biedny. Odpowiadali: pijak, jego dzieci schodzą na złą drogę, przegrany.” Nie tak dawno skończyłem studia, które poniekąd przygotowują do służby publicznej, a sam często wchodzę w logikę myślenia, którą opisuje prof. Tarkowska: „- Im lepiej nam się powodzi, tym bardziej jesteśmy przekonani, że biedni są sami sobie winni”. Z drugiej strony mam poczucie winy oraz wrażenie, że za mało robię dla swojej społeczności. Czy bieda stanie się wyzwaniem intelektualnym i politycznym, czy znajdą się osoby gotowe je podjąć?

Komentarze przez RSS

5 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. marzatela says:

    Mam wrażenie, ze nie tylko nie dostrzegamy biedy wokół nas, ale takze wstydzimy się jej – ci którzy mają i dają również. Łatwiej jest anonimowo wrzucić coś do koszyka np.Caritasu niż zdobyć się na pomoc konkretnej, biednej osobie.
    A sama bieda? Wg ostatnich danych 120 tys. dzieci w wieku szkolnym chodzi niedożywionych. Czy nie powinno to stanowić dla nas wyrzutu sumienia?
    http://mojawiarakatolicka.blox.pl/2009/09/Pomoc-potrzebna-od-zaraz.html

  2. Rafał says:

    Nie znam sporu, o którym Kubo piszesz, niemniej jednak miałem okazję w czymś chyba podobnym uczestniczyć nie tak dawno i twierdzę, że jak ktoś tego na własnej skórze nie sprawdził to nie powinien dyskutować na ten temat. Cała sytuacja doprowadziła jedynie do utwardzenia mojego już od jakiegoś czasu wypracowanego stanowiska w tego typu sprawach.

    Otóż niedawno urodziła mi się córeczka, co samo w sobie było znakomitym zdarzeniem :). Urodziliśmy się w Warszawie, w fantastycznym szpitalu na Żelaznej. Okazało się, że na oddziale poporodowym na jednej sali leży pewna pani. Jak się wkrótce okazało pani jest pod opieką ośrodka pomocy społecznej i ponieważ jak sądzę w związku z tym postanowiła mieć drugie(!) dziecko. Ku mojemu zdumieniu, pozytywnemu, żeby nie było, sytuacją zainteresował się kurator, który postawił pod znakiem zapytania możliwość zapewnienia dziecku właściwych warunków funkcjonowania.

    Na skutek tej decyzji pani oczywiście rozpoczęła krucjatę wspólnie ze swoim “narzeczonym” przeciwko ludziom, którzy byli pod ręką, głównie przeciwko pracownikom szpitala.

    Oboje na przykład zrobili kilkugodzinną awanturę, że w sali (jednoosobowej), na której leżała pani, jest grzyb! Wyobraźcie sobie mili Państwo, że ludzie, którzy nic nie potrafią w życiu zrobić, a ich wiedza nie wystarcza nawet do określenia kierunku, w którym znajduje się Trójmiasto (tak, tak) zarzucają jednemu z najlepszych szpitali w Polsce, legitymującemu się normą ISO 9002, że na sali jest grzyb…

    Później zrobili awanturę, że płytki na korytarzu są przyklejone niezgodnie z normą budowlaną…

    Dziecko dostanie na imię “Nikol”, tylko pani jeszcze nie wie jak to się pisze…

    Pani przez co najmniej 2 tygodnie zajmuje miejsce na sali poporodowej, podczas gdy inne kobiety muszą leżeć na korytarzu z powodu braku miejsc… Pani oczywiście na NFZ wpłaca rocznie jakieś 0 złotych, podczas gdy panie na korytarzu myślę wpłaciły znakomicie więcej…

    Pani oczywiście ukradła mojej Żonie wszystko co mogła. Od mydła począwszy, przez maść, aż na pieluszkach skończywszy…

    Kiedy pani myślała, że nikt jej nie słyszy, zwracała się do swojego płaczącego dziecka per “czego się znowu kurwa drzesz”…

    Moja konkluzja: nie jesteśmy równi. Nie wszystkim należy się taka sama opieka zdrowotna. Nie ma czegoś takiego jak prawo do dziecka – ale nie w kontekście in vitro. W kontekście posiadania mózgu. Rodzina nie jest nietykalna, jeśli komuś trzeba zabrać dziecko, to trzeba to zrobić. Ja się nie będę potem jako członek społeczeństwa za 18 lat zastanawiał co zrobić z młodym przestępcą, który został przestępcą bo jego mamusia była debilką. Wolę, żeby jej to dziecko natychmiast zabrano. I bardzo byłbym rad gdyby skończyła się retoryka, że dziecko jest darem od Boga. Dziecko jest wynikiem świadomej decyzji dwojga rozsądnych i odpowiedzialnych ludzi. Jeśli ktoś urągając myśleniu powołuje na świat dziecko to moim zdaniem powinien być zwyczajnie karany. I nie wydaje mi się, żebym miał liczne argumenty do zmiany tego stanowiska.

  3. Ksawery says:

    Przeczytałem komentarz Rafała i nie rozumiem, dlaczego opis sytuacji z którą miał do czynienia Rafał pojawia sie właśnie tutaj. Potwierdza on tym samym stereotyp postrzegania biedy. Nie można z góry zakładać, że taką postawę jaka została opisana okazuje każdy, kto jest klientem pomocy społecznej.
    Smuci mnie też, że Rafał z góry segreguje ludzi. Czy gdyby na miejscu tej pani była inna, kulturalna ale równie uboga, czy miała by leżeć na korytarzu tylko dlatego że do systemu wpłaciła zero? To publiczny szpital, a pani, którą Rafał opisuje trafiła do niego wcześniej niż żona. A jeśli komuś się taki stan rzezcy nie podoba, może korzystać z prywatnej opieki zdrowotnej.

  4. Malgorzata says:

    @Ksawery
    dziekuje Ci za komentarz. Ciesze sie, ze ktos zareagowal na komentarz Rafala. Uwazam to, co napisal Rafal, za nieprzyzwoite i zawstydzajace.

  5. Rafał says:

    @Ksawery

    No i tutaj jest fundamentalna różnica w postrzeganiu całego zagadnienia socjału. Ja uważam to za bezsens w formie w jakiej jest zorganizowane w tej chwili. I uważam, że traktowanie ludzi w społeczeństwie jako równych bez względu na to, co dla tego społeczeństwa robią jest przyczynkiem do beznadziejności tego społeczeństwa.

    Socjał demoralizuje. Socjał niekontrolowany demoralizuje jeszcze bardziej. I dlatego ludzie w rodzaju lekarzy, psychologów i kuratorów są niezbędni. Bo natura ludzka wredną i leniwą jest. Poprzedni komentarz, było przykładem ilustrującym. I jeśli ktoś mi mówi, że przedstawiciele społeczeństwa w rodzaju kuratorów czy sędziów nie mają prawa się wtrącać w sprawy rodziny to jest w głębokim błędzie. Bo jeśli ja wpłacam na rzecz społeczeństwa to domagam się kontroli użycia tych środków, domagam się, aby kuratorzy i sędziowie nadal robili to co robią i istotnie ingerowali w życie rodzin.

    Bieda nie bierze się z niczego. 120 tys. dzieci niedożywionych to jest wina nasza, głównie dlatego, że nie prowadzimy działań prewencyjnych powstrzymujących ludzi, przed powoływaniem na świat dzieci, na które ich nie stać. Między innymi dlatego, że zaraz pojawia się ktoś kto twierdzi, że w rodzinę nie można ingerować i jej naprawiać. A niektórych, to by zwyczajnie sterylizować trzeba…

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com