Dlaczego Feniks nie powstał z popiołów? 2
Po pierwszej połowie przegranego w fatalnym stylu meczu eliminacyjnego ze Słowenią, miałem nadzieję, że jakimś cudem nasza reprezentacja niczym “Feniks powstanie z popiołów”. Tak się nie stało. W kolejnych 45 minutach przeciwnik trafił jeszcze raz do naszej bramki zadając nokautujący cios. Po meczu pomyślałem, że można przegać z Anglią, Brazylią czy Italią, nawet 3:0, ale ze Słowenią, nieco ponad dwumilionym krajem to straszny obciach i wstyd.
Oczywiście nie zostawiono suchej nitki na Leo, bo wiadomo, że porażka ma zawsze jednego “ojca” w przeciwieństwie do zwycięstwa. Owszem selekcjoner w czasie meczu stał sztywno, jakby nie grał z drużyną, zwlekał ze zmianami i obrał zbyt defensywną taktykę. Nie da się jednak zamknąć sprawy krótkim: “Beenhakker musi odejść!”. Zapytajmy: ilu naszych zawodników gra w pierwszych drużynach swoich klubów i jakie to są zespoły? Czy któryś z nich wyrasta ponad europejskiego średniaka? Trzeba spytać, czy naszym zawodnikom poza zarabianiem pieniędzy chodzi o doskonalenie umiejętności? Chyba szkoda już czasu na załamywanie rąk nad poziomem naszej ligi oraz porażkami we wstępnych rundach europejskich pucharów. Co ze szkoleniem młodzieży w szkółkach piłkarskich i klubach? Dlaczego boisk podwórkowych mamy jak na lekarstwo? Ilu działaczy, sedziów a także piłkarzy wyprowadzano w kajdankach pod zarzutem ustawiania wyników, a to wszystko przy milczącym akompaniamencie i całkowitej bezradności piłkarskiej centrali.
Do Euro 2012 zostało trzy lata. Szkoda, że na ten okres wypadniemy ze światowej piłki. Budujemy piękne stadiony. Ufajmy, że polska piłka będzie przyżywać na nich lepsze chwile niż te w Mariborze. O ile oczywiście przejdzie głębokie uzdrowienie. W oczekiwaniu na jego dobre efekty polecam Ligę Mistrzów. Będzie co oglądać.




To ktoś jeszcze ogląda polską piłkę? Tu wszystko trzeba budować od nowa.
Rzeczywiście, Polacy zagrali bardzo zły mecz. Ale niektórzy komentatorzy też nie byli w najwyższej formie. Choć Leo Beenhakher odpowiada za ten wynik, krytyka, jaka na niego spadła, nie jest chyba do końca sprawiedliwa. Bo gdyby zawierzyć krytykom, można by dojść do wniosku, że mamy wyjątkowo silną drużynę i tylko przez nieudolność selekcjonera przegrywamy.
Jak to już często podkreślano, wielu zawodników mało gra w swoich klubach, inni zbyt często zawodzą. Ktoś powie, że w takim razie pan Beenhakker wybrał nie tych, co trzeba. Ale kogo w takim razie powinien był wybrać?
Może lepiej przyznać, że ostatnie mecze wystawiają świadectwo nie tylko holenderskiemu szkoleniowcowi, lecz także nam.