Karol Samsel jest poetą młodym, ale i doświadczonym; w pisaniu wierszy ćwiczył się od dzieciństwa. Wydał do tej pory trzy zbiory: “Labirynt znikomości” (2003), “Czas teodycei” (2007) i “Manetekefar”, które ukazało się w tym roku nakładem wydawnictwa “Nowy Świat”. K.S. należy do tych autorów, którzy odważnie publikują swoje wiersze na biężąco, co znaczy, że nie czekają, aż się “przedmiot świeży jak figa ucukruje, jak tytuń uleży”; tym samym pozwalają śledzić ewolucję ich twórczości.
“Manetekefar” to tomik refleksyjny, naznaczony niepokojem codzienności i niepokojem metafizycznym. Autor zdaje się przemawiać głosem rozczarowanego idealisty, który z trudem powściąga swój bunt przeciw złu. Szuka sposobów ocalenia piękna, którego zaznał w dzieciństwie; takim sposobem są zaklęcia – przywilej niepewnej władzy duchowej poety, jak w wierszu “Wilno ’32″:
(…)
życie nigdy nie umiera śmierć nie żyje
powtarzał vogel do żony
w tamte dni które przypominały
strukturę kryształu odbitą na tafcie
vogel mówił wiele rzeczy
dopiero gdy bomby usiądą
na jego wiązadłach
zapadnie milczenie
ale o tym cicho sza
przed nim kilka lat życia
niech wieje ciepły
południowy wiatr
W wierszach z “Manetekefar” można się domyślać wyczekiwania na boską ingerencję, bo człowiekowi, który walczy o dobro, brakuje siły albo zrozumienia ze strony innych ludzi. Z upływem czasu ogarnia go bezradność; w dzieciństwie – świat jest w sam raz, jego granica blisko; czyż nie ma Boga tuż za tą granicą? Ale człowiek dorasta, granice się oddalają i pozostaje samotność.
Zostawiam na “Blogu Powszechnym” tych kilka notatek na marginesie zbioru “Manetekefar”, a zainteresowanym polecam wieczór promocyjny tomu Karola Samsela, w najbliższy wtorek, 17 listopada br., o godz. 17.00 w warszawskim Klubie Księgarza (Rynek Starego Miasta 22/24).