Wojna o krzyż 7
Kiedy wojna o krzyże stanie się tematem kolejnego polskiego sporu ideologiczno-politycznego, zdewaluujemy symbol, którego połowa dyskutantów tak mocno broni.
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł niedawno, że wieszanie krzyży w klasach szkolnych to naruszenie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz wolności religijnej uczniów. Orzeczenie to ETPC wydał w sprawie mieszkającej we Włoszech Finki, która od 2002 r. bezskutecznie próbowała w sądach włoskich dochodzić prawa do wychowania dzieci zgodnie z przekonaniami – ateistycznymi.
Wyrok Trybunału nie wiąże wszystkich krajów-członków Rady Europy (nie Unii Europejskiej), ale jest sygnałem dla tych, w których może zaistnieć problem podobny do włoskiego. Na przykład dla Polski, w której krzyż jest w szkołach obecny. Według interpretacji ETPC stanowi to naruszenie europejskiej konwencji praw człowieka.
Możliwe zatem, że ktoś poskarży się na Polskę (choć najpierw będzie musiał wyczerpać drogę sądową w kraju). Ale nawet bez tego wybucha już u nas polityczno-ideologiczna wojna o krzyże. Niestety nie ma szans na to, by dyskusja osiągnęła wyższy poziom niż choćby spór o lustrację. Najpewniej skompromituje się sama. Do gry wejdą politycy i telewizja, będziemy używać krzyża do waliki politycznej i zdewaluujemy symbol, którego przynajmniej połowa dyskutantów chciałaby bronić.
„Świeccy bigoci zwalczają krzyże” – straszy w komentarzu o. Dariusz Kowalczyk SJ. „Komuniści walczący z krzyżami to byli jednak amatorzy” – ironizuje. Jeśli nawet podzielam częściowo jego obawy, uważam ten głos w dyskusji za duże uproszczenie, a ostre sądy za broń obosieczną.
Nie pomagają wypowiedzi o. Kowalczyka, który rysuje porównanie sprawy Lautsi przeciwko Włochom do sprawy Alicji Tysiąc: „której ten sam Trybunał nakazał wypłacić odszkodowanie za straty moralne spowodowane brakiem możliwości odwołania się od odmowy wyskrobania jej dziecka”.
Orzeczenie Trybunału w Strasburgu skłania do postawienia pytań o miejsce chrześcijaństwa i jego symboli sferze publicznej w Europie i w Polsce. Jeszcze na studiach mój były wykładowca opowiadał z lekką pogardą o tym, jak na początku lat 90. zaczęto u nas manifestować publicznie wiarę, święcić wszystko, co się da. Z drugiej strony ze zrozumieniem dla tej reakcji po dziesięcioleciach waliki państwa z Kościołem tłumaczył tę potrzebę obecności religii w życiu społeczno-politycznym jeden z pierwszych ministrów spraw wewnętrznych po 89 r. Potrzeba religijnej manifestacji nie ominęła jego urzędu, dawniej centrali milicji.
Jeżeli zaraz po przemianach 1989 r. ta naturalna potrzeba była silna, o tyle później ewoluowała. W różnym czasie w różnych państwach Europy stosunek do religii i ich symboli jest inny. Na przykład XIII-wieczny kościół dominikanów w Maastricht uratowano tylko dzięki temu, że sieć księgarni Selexyz urządziła w nim swój sklep. To dziś najpiękniejsza księgarnia na świecie. Ale też – pusty kościół.
Czy tak korzystna dla Polski integracja europejska pociągnie za sobą sekularyzację – to chyba główne pytanie, które się nasuwa w związku z orzeczeniem ETPC.




Zacznę od tego, że od zawsze denerwowało mnie publiczne i ostentacyjne manifestowanie wiary, bądź niewiary.
Mogąc odpocząć trochę w przystani Bloga Powszechnego od wojny jaka toczy się na różnych blogach, stwierdzam spokojnie, że jakoś mi krzyż w urzędzie czy szkole nie pasuje. I to nie tylko jako symbol konkretnej religii, podczas gdy urząd czy szkoła powinien być neutralny. Nie pasuje mi też dlatego, że wydaje mi się nie na miejscu.
Krzyż pasuje mi do miejsca, w którym ludzie się modlą ze szczerego serca – do domu, do kościoła. Czy do salki katechetycznej w szkole (Tak wiem, że prowadzę akcję mającą na celu usunięcie katechezy ze szkół i finansowania jej z budżetu państwa, ale nie oznacza to, że katecheza nie może odbywać się w budynku szkolnym po zajęciach), a nie do klasy w której dzieci uczą się chemii czy wiedzy o społeczeństwie. A już tym bardziej do urzędu.
Oczywiście, nie pasuje mi też dlatego, że jestem zwolennikiem bezwzględnej neutralności światopoglądowej państwa. Ale ta neutralność, w moim rozumieniu, nie wyklucza wspierania pracowników urzędów w organizowaniu pielgrzymek (poprzez np. taką organizację pracy dla chętnych, aby mogli się na taką udać). Chodzi mi o neutralność bezwzględną w sferze symboliki, ale życzliwą tam, gdzie liczy się człowiek.
Jedno jest pewne, jak słusznie zauważyłeś, orzeczenie ETS w sprawie Lautsi przeciw Włochom nie jest dla Polski wiążące. Daje nam za to czas do zastanowienia się jak możemy postąpić, aby uniknąć takich szkodliwych dla Nas procesów. I niestety dało okazję prezydentowi do nabicia paru punktów u tzw. moherowego elektoratu, poprzez zlekceważenie Konstytucji.
A ja bym jednak wolał spokojną dyskusję na temat tego jak rozwiązać ten problem w sposób kompromisowy. Skrajne punkty wyjścia znamy, znajdźmy jakiś środek.
No jak zwykle wszyscy się podniecają sprawami, o których mówienie nie wymaga używania mózgu w zbyt dużym stopniu. Zadajmy pytanie dot. polityki monetarnej, to jakoś nikt nie będzie miał zdania.
Ale ad rem. Chciałbym, żeby o tym, co wisi na ścianie w szkole, decydowali rodzice dzieci, które się tam uczą. Jeżeli w głosowaniu rodzice stwierdzą, że chcą żeby ten krzyż tam wisiał, bo jest to dla nich ważne, to ja nie widzę przeszkód.
Dlatego nie rozumiem tego wyroku. Pani by chciała, żeby dziecko wychowywało się w duchu ateistycznym. Nie rozumiem dlaczego krzyż ma w tym przeszkadzać? I coraz częściej mam wrażenie, że jest to walka dla walki.
@Andrzej
A ja się z Tobą nie zgadzam :).
W znakomitej mierze przychylam się do zdania intel-e-genta.
Kwestia wiary i istniejących symboli nie jest kwestią wyboru demokratycznego, na zasadzie, że większość stwierdziła, że w sali od chemii krzyż chce, to krzyż wisieć ma, jak piszesz. A jak szkoła jest katolicka to oczywiście problemu nie widzę, bo jest katolicka.
Myślę, że na zadane przez Kubę pytanie czy integracja pociągnie za sobą sekularyzację, myślę, że odpowiedź brzmi w pewnym sensie tak. Może nie sama integracja, ale ogólnie zmiany społeczne tę sekularyzację pociągną.
Społeczeństwa przestają być monolitami religijnymi, stają się dalece bardziej zróżnicowane. Z tego powodu manifestacja jednego tylko światopoglądu wydaje mi się być kłamliwa i dyskryminująca. Dlaczego obok krzyża nie wiszą symbole innych religii?
Szczerze mówiąc temat krzyży w szkołach średnio mnie wzrusza i raczej nie będę darł szat tylko z tego powodu, że wiszą. Jestem odporny na reklamę i tego zamierzam nauczyć swoje dziecko :). Dla mnie jest to raczej taki “junk” medialny, jak aborcja, eutanazja i lustracja.
Natomiast na gruncie “czyszczenia” prawodawstwa przychylam się do wniosku o usunięcie krzyży z miejsc publicznych z uwagi na fakt, że mają charakter publiczny i przeznaczone są do wyznawców wszystkich religii, a nawet ateistów. Dlaczego więc miałaby tam być reklama jednego tylko dostawcy ;). Tym bardziej, że nie bardzo potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie jaki jest cel zawieszenia krzyża w sali od chemii czy urzędzie.
Natomiast nie ma się co tym podniecać, bo historia Europy jest taka jaka jest i krzyż tak czy inaczej jest w to mocno wplątany i występował będzie w różnych miejscach, więc tak czy siak, człowiek będzie się z nim stykał i musi wiedzieć co symbolizuje i co oznacza.
@Andrzej
Aha i jeszcze jedno. Pytasz dlaczego krzyż ma przeszkadzać w wychowaniu ateistycznym. A dlaczego zdjęcia nagich panienek mają przeszkadzać w wychowaniu w czystości? A jednak nie można ich umieszczać w miejscach publicznych, a ostatnio jest nawet pomysł, żeby blokować strony z panienkami w Internecie.
A dlaczego reklama piwa ma przeszkadzać w wychowaniu w trzeźwości? A jednak można go reklamować tylko w ściśle określonych miejscach i porach.
Skrajne przykłady, ale ładnie ilustrują.
I jeszcze dodam, że mnie tam te krzyże specjalnie nie przeszkadzają jako symbole. Bardziej mi przeszkadza to, że nie znam uzasadnienia, dla którego tam wiszą. Nie wiem czy zawiesili go rodzice, czy dzieci czy dyrektor.
Oprócz tego, że jest to symbol określonego światopoglądu to ma on swoje dodatkowe znaczenie kontekstowe:
* w kościele przypomina on najważniejszą prawdę religii
* na cmentarzu mówi o wyznaniu pochowanego i jego nadziei na przyszłość
* na szyi osoby mówi on o wyznaniu osoby i wartościach jakimi się w życiu kieruje
A co mówi w szkole? Co mówi w urzędzie?
Że szkoła kieruje się wartościami religijnymi? To mi się nie podoba. W szkole moje dziecko ma się dowiedzieć co to jest atom i jak się dodaje, a nie uczyć się zasad jakiejś religii.
Że tutaj wstęp mają tylko katolicy? No też nie oczywiście.
Że to jest dobro społeczeństwa katolickiego, ufundowane przez katolików? No też nie.
Że dyrektor jest katolikiem? To nie jest jego folwark, żeby prezentować swoje poglądy.
No i tak właśnie nie wiem po co ten krzyż tam wisi i co mówi. I to chyba jest istota problemu, że generalnie nie wiadomo jakie jest kontekstowe znaczenie tego symbolu w tym miejscu.
I jeszcze jedno bym chciał dodać :)…
Co mnie jeszcze zaskakuje to głos kościoła w tej sprawie, tzn. głównie księży. Dobry przykład przytoczył sam Autor w postaci ks. Kowalczyka. Jeśli ktoś przychodzi i mówi, że krzyż go uraża i prosi o zdjęcie to czy nie lepiej z nim co najmniej porozmawiać?
A ks. Kowalczyk zachowuje się w swoim tekście jakby zajął bunkier i ktoś chciałby go odbić, więc ks. atakuje ile sił, do komunistów porównuje… Jeśli takich przewodników duchowych potrzebują katolicy… Myślałem, że katolicyzm uczy miłości i dialogu…
eh. czemu wszyscy ciagle klamia na temat tego wyroku. on byl, o OBOWIAZKU wieszania krzyzy. We wloszech Mussolini wprowadzil obowiazkowe wieszanie krzyzy w salach szkolnych. I tylko o tym byl ten wyrok – ze OBOWIAZKOWE wieszanie krzyzy jest be. To jednak duza roznica.
@tbk
To swoją drogą oczywiście, natomiast autor artykułu (JHP) chyba miał na myśli ogólny trend sporu w Polsce, a nie analizę tego wyroku.
Dla zainteresowanych jeszcze bardzo ciekawa analiza prawna już samych skutków wyroku, w szczególności w kontekście prawa polskiego i wspólnotowego:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/tp200950-krzyze.html