Głosować w wyborach samorządowych? Krótka rozmowa na początek roku wyborczego 2
Jakub Halcewicz-Pleskaczewski: Nie tylko po kłótni o Camerimage, myślę, że nie zagłosuję w wyborach samorządowych.
Andrzej Figas: Już tak wcześnie się poddajesz? Jak się na to patrzy od środka, to to jeszcze gorzej wygląda, ale ja głosował będę. To w sumie ważniejsze wybory niż parlamentarne.
Jakub Halcewicz-Pleskaczewski: To jest ważne tylko teoretycznie. Faktycznie bliżsi są nam polityce centralnego szczebla, bo to ich obejmuje kontrolna funkcja mediów. Osób, które wybieramy do samorządów, nie znamy w ogóle, nie możemy się nawet kierować sympatiami politycznymi, bo one maja inne przełożenie na władzę centralną, inne na samorządową. Chciałbym silnej samorządności, obecnie nie czuję legitymizacji władzy lokalnej.
Andrzej Figas: Kontrolna funkcja mediów chyba mnie osobiście z kolei mniej interesuje. Natomiast jeżeli chodzi o władze lokalne, to ludziom dużo łatwiej na nią wpłynąć niż na centralną. W Łodzi w niedzielę jest referendum za odwołaniem Kropiwnickiego. Wyobrażasz sobie takowe przy odwoływaniu premiera lub prezydenta? Nie ma nawet takiego instrumentu.
Jakub Halcewicz-Pleskaczewski: Akurat do urzędu prezydenta miasta się nie czepiam, chodzi mi raczej o instytucje zupełnie nierozpoznawalne, jak sejmik wojewódzki, rada powiatu itp.
Andrzej Figas: Bo sejmik wojewódzki niewiele może. Raczej wojewoda wybierany przez premiera. Ale już akurat na radę powiatu wpływa się tak samo jak na radę miasta. Może ja to bardziej czuję, bo u nas rada powiatu i starosta mają coś do powiedzenia. W dużych miastach to wszystko się rozpływa.




Doskonałym przykładem tego, że z daleka od polityki samorządy mają się dobrze jest Legionowo i powiat legionowski. Pomimo problemów związanych z budżetem i różnymi wizjami na co te pieniądze należy przeznaczyć, samorząd działa prężnie. Ba! Nawet stara się aktywizować obywateli organizując spotkania, referenda i konsultacje społeczne. Wszystkie głosowania rady miasta są streszczane w lokalnej telewizji a mieszkańcy dostają miejskie biuletyny informacyjne. Prezydent nie jest członkiem ani PO ani PiSu, ale lokalnego stowarzyszenia. Tak samo jak połowa rady miasta i rady powiatu.
Schody zaczynają się tam gdzie są duże miasta, gdzie ludzie czują duży dystans do władzy, to nie są osoby mieszkające “za płotem”. I tam gdzie jest większa polityka, jak np. w Warszawie. Dla Piskorskiego i Kaczyńskiego Warszawa była jedynie odskocznią, nie traktowali poważnie mieszkańców tego miasta. Zobaczymy czym dla HG-W będzie stolica pod koniec jej kadencji.
A co do Łodzi. To specyficzny przypadek. Jak się słucha mieszkańców tego miasta to ciężko zrozumieć czemu takich a nie innych ludzi wybierali ;-).
Mieszkańcy Łodzi wybrali kogo wybrali, bo nie poszli do wyborów :). A karny elektorat w powszechnie rozpoznawalnym nakryciu głowy poszedł i poparł kogo trzeba, bo jednak szatani są ciągle aktywni :).