Artykuł

Wolność z wyboru 13

Jan26

Różnie myśli się o wolności: można uważać, że wolny, to ten, kto nie doświadcza przemocy; albo że wolny to ten, kto nie jest niczym związany; lub też że wolny to ten, kto może robić co mu się podoba. Święty Tomasz określał wolność jako możliwość dokonywania wyboru.

Wolność pojmowana jako wolność wyboru jest – w większym stopniu niż inne rodzaje wolności -wyznaczona nie tylko przez czynniki zewnętrzne, ale również przez czynniki wewnętrzne, mianowicie przez rozum. Bowiem to właśnie rozum pozwala człowiekowi na formułowanie sądów na temat tego, co jest najlepszą ewentualnością i na tej podstawie człowiek dokonuje wyboru. W tej koncepcji stworzenie nierozumne nie jest wolne, bo nie umie wydać sądu. Z drugiej strony, gdyby człowiek miał doskonałą wiedzę o rzeczywistości, nie miałby wahań i niczego nie musiałby wybierać, bo najlepsza decyzja zawsze byłaby oczywista. Zatem wolność przysługuje człowiekowi dlatego, że znajduje się gdzieś pośrodku pomiędzy bezrozumnością a wszechwiedzą. Wszechwiedza nam nie grozi, więc wnioskiem powinno być, że im więcej rozumu, tym większa jest wolność. Tymczasem daje się zauważyć, że człowiek ulega złudzeniu, iż staje się tym bardziej wolny, im większy jest wachlarz ewentualności, które może wybrać. Jednak – zwłaszcza w obecnych czasach – takie przekonanie jest tylko złudzeniem: ponieważ natłok możliwości jest ogromny, a zmienność sytuacji zawrotna, to nie starcza czasu ani sposobu, aby te ewentualności rozpoznać. W rezultacie zamiast realizować swą wolność trwa się tylko w gorączkowej pogoni za następnymi możliwościami.

Co więcej, człowiek zachowuje się tak, jakby uważał, że rozumność to coś, co wolność ogranicza, bo zawęża gamę możliwości. Zastanówmy się nad następującym przykładem: Wiedza o tym, że w odległości dwóch kroków przed nami zaczyna się przepaść ograniczy nasz wybór co do kierunku, w którym chcemy dalej się posuwać. Nie można jednak powiedzieć, że wiedza o tym umniejszyła naszą wolność, ponieważ nadal mamy możliwość wyboru, ale będzie to wybór mądrzejszy. O tym właśnie się zapomina: że do bycia wolnym nie wystarczy mieć możliwości wybierania, ale trzeba jeszcze rozumieć, dlaczego wybiera się coś jednego, a nie innego.

Narzuca się wniosek, że w sytuacji nadmiaru możliwości – a o taką właśnie sytuację człowiek z sukcesem zabiega – rozum powinien służyć przede wszystkim do tego, żeby wiele możliwości od razu wykluczyć. Człowiek powinien dokonać rozumnego samoograniczenia. Swoje życie przeżywają pierwsze pokolenia ludzi, którzy żyją w warunkach powszechnej obfitości dóbr. U nich często motywacją do działania nie jest już potrzeba ani nawet pragnienie, ale przypadkowa zachcianka. Ponieważ jednak realizacja zachcianek nie zbliża do odkrywania sensu życia, więc jeśli człowiek chce przeżywać swoje życie w sposób rozumny, musi od nowa nauczyć się rozumnie wybierać i tak odzyskać prawdziwą wolność. Podobne wymaganie nie pojawiło się dotąd nigdy na taką skalę. Dotychczas w wielu sprawach ludziom nawet nie przychodziło na myśl, że powinni się sami ograniczać, bo ograniczał ich trudny do zniesienia niedostatek. Wydaje się wszakże, że teraz już nie tylko asceci, ale i zwykli ludzie muszą dobrowolnie zrezygnować z wyborów, które na pierwszy rzut oka zdają się przyjemne i korzystne.

Trzeba mieć jednak podstawę do zdecydowania, które elementy mozaiki możliwości należy wyeliminować. Jako osoba wierząca myślę, że taką podstawę dla wierzących powinny stanowić wskazania wiary. Wszakże nie wystarczy tego tak skwitować, bo często owe wskazania wiary nie są ani oczywiste ani zrozumiałe ani prawdziwie zinterioryzowane. Simone Weil brzmiała radykalnie, ale miała rację, kiedy przynaglała do namysłu nad tym, z czego może wypływać i jaką formę może mieć samoograniczenie, które byłoby możliwe do przyjęcia dla współczesnego człowieka. Taki namysł jest nieodzowny, gdyż wybór polegający na tym, żeby ograniczyć samemu sobie możliwość wyboru ze względu na jakąś wartość lub wartości naczelne jest wyborem zasadniczym i fundującym naszą wolność. Ci, którzy by go dokonali byliby wolni z wyboru.

Święty Tomasz wskazywał, że wolność wyboru jest jedynie środkiem do prawdziwej wolności, która jest tym większa, w im większym stopniu człowiek posiada prawdę (mądrość) i dobro (miłość) i im bardziej jego wybory są przez nie podyktowane. Myślę, że jest to wskazówka nader aktualna.

Komentarze przez RSS

13 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Andrzej says:

    To ciekawe, ale myślałem dzisiaj o tym samym :D.

    I tak zastanawiałem się nad tymi wszystkimi korporacjami, które używają różnych socjotechnik i burz mózgu po to, aby stworzyć nową ofertę marketingową, jeszcze lepszą niż konkurencja. Za miesiąc konkurencja zrobi to samo i tak maszyna będzie się napędzała. Nowe produkty, nowe oferty. I jakiś swoisty przymus do tego, aby tę ofertę znać, orientować się i wybierać, to co dla nas najlepsze – telewizja, komórki, technologie, kosmetyki. Kreowanie potrzeby jest dobre w momencie, kiedy nie uświadamiamy sobie, że dane rozwiązanie jest dla nas dobre i zmieni jakość mojego życia. Natomiast wiele jest takich produktów, które zmieniają jeden problem na inny, a nie rozwiązują w zasadzie żadnego. I tak, mamy wolność wyboru. Wyboru, którego podjęcie zostaje nam w pewien sposób narzucone.

    I tutaj pojawia się to samoograniczenie, o którym wspominasz. Żeby to wszystko obserwować z boku, z dystansem, bez napinania się i podejmować decyzję tylko wtedy, kiedy potrzeba powstanie samoistnie, niezależnie. Kiedy tak człowiek pomyśli spokojnie, dojdzie do wniosku, że 99,9% produktów, które oferuje im świat, nie jest mu do niczego potrzebna :).

  2. jarek says:

    Ludzie, ktorzy doznali glodu sa podobno bardziej podatni na obzarstwo. Spoleczenstwo polskie ma jeszcze w swojej ´zbiorowej pamieci´ glod. Nie ten fizyczny, bo takiego w Polsce nie bylo od wielu dziesiecioleci, ale GLOD MOZLIWOSCI. W jakis sposob Polacy, i to nie tylko ci, ktorzy rzeczywiscie doznali pozno-PRL-owskiej beznadziejnej szarzyzny, ale rowniez ich dzieci i wnuki, sa wciaz tym doswiadczeniem naznaczeni. I z tego korzystaja scojotechnicy i technicy marketingu. Spoleczenstwo wciaz jeszcze przypominajace sobie, ze kiedys – w sumie calkiem niedawno jeszcze – brakowalo mu mozliwosci wyboru podda sie tym latwiej iluzji, ze wolnosc wyboru to ta Wolnosc ‘przez duze W’, ta, o ktora chodzi.

    Ciekawie byloby moze przeprowadzic porownanie z krajami Europy Zachodniej. Oczywiscie, i tam istnieje i raz po raz triumfuje konsumpcjonizm etc., etc., ale to wlasnie stamtad nadchodza rowniez przyklady ‘zycia alternatywnego’.
    Zyjac od lat na Zachodzie, musze przyznac, ze nigdy nie spotkalem sie tu z tak razacym i wulgarnym materializmem, konsumpcjonizmem etc. jak w Polsce. Wizyty w Polsce sa dla mnie, rowniez z tego powodu, emocjonalnie trudne. Moze przesadzam, ale czesto ten kraj jawi mi sie jak trawiony jakas goraczka, jakas maligna, w ktorej do swiadomosci przebija sie tylko jedno slowo: ‘Wiecej, wiecej, wiecej…’. Nie twierdze, ze spoleczenstwa zachodnie nie dzialaja w swej masie podobnie. Twierdze natomiast, ze o wiele latwiej jest znalezc w nich nisze, pozwalajace wylamac sie z tego owczego pedu. Spora role w kreowaniu tych nisz odgrywaja Koscioly. I to jest kolejna kwestia: Koscioly na Zachodzie nie obawiaja sie ‘wchodzic’ w ten temat nie tylko na poziomie ogolnikow, komunalow, ktorych pelne sa kazania. Staraja sie byc konkretne (zwrocmy np. uwage na kontrowersyjne wypowiedzi Prymasa Wszej Anglii, abp. Rowana Williamsa) – rowniez za cene popelniania bledow. Maja odwage ‘wychylic sie’ i zaproponowac cos konkretnego w zamian. Np. model tzw. ‘ekonomii wystarczy’, ktora godzi w dogmat, ze zdrowa ekonomia to ekonomia rosnaca, narodzil wsrod ekonomistow zwiazanych z kregami koscielnymi (kalwinistycznymi). Tylko, ze jak sie przejdzie od ogolnikow na poziom konkretow, trzeba sie poddac normalnej ludzkiej racjonalnej i praktycznej weryfikacji, a to juz (bywa, ze) boli, a przede wszystkim nie mozna przyjmowac wygodnej pozycji ‘wszystko wiedzacego obserwatora z boku’.

  3. Andrzej says:

    @Jarek

    Wiesz, ja też się łapię czasami na tym bezsensownym więcej, a ja już czasów PRL nie pamiętam, więc raczej zjawisko jest globalne.

  4. jarek says:

    Zbiorowa podswiadomosc jednak? Wspomnienie przechodzace z pokolenia na pokolenie, w formie nieswiadomego leku?

  5. Małgorzata says:

    @ Andrzej
    tak masz rację zalewają nas niepotrzebne towary i trudno się jest oprzeć pragnieniu ich posiadania, bo wmawia się nam, że świadczą o naszej wartości i po chwili sami w to wierzymy i w dodatku według tego oceniamy wartość innych. Tak niestety było od zawsze. (Jarek dobrze zauważył, że zachłanność wiąże się trochę z uprzednią deprywacją, ale byłoby zbyt pięknie, gdyby o to wstępne nasycenie tylko chodziło. Faktem jest, że nie ma nasycenia, żeby nie wiem ile się skonsumowało, zawsze chce się więcej).
    Ale nowe i jeszcze bardziej uderzające dla mnie jest to, że zmianę, o której sami decydujemy, zaczęliśmy uważać za wartość. Bogaty, a takim chciałby być każdy, wymienia jak rękawiczki takie rzeczy jak: wygląd fizyczny,kraj zamieszkania, klimat,w którym decyduje się żyć, język, którym mówi, religię, zawód, miejsce pracy, dom, rodzinę. Wyborowi podlega czas urodzenia dziecka, jego płeć, nawet brzuch, w którym ma przeżyć życie płodowe, własna płeć, moment śmierci. Nie mówiąc o tak trywialnych wyborach jak żona czy przyjaciele. A w rezultacie, czy o to chodzi? czy to jest takie fajne? czy też od tych ciągłych zmian poza zawrotem głowy i traceniem poczucia przynależności, więzi i wręcz tożsamości coś naprawdę zyskujemy?

  6. Andrzej says:

    @Małgorzata

    Jakby nie patrzeć, żyjemy w odduchowionych czasach. Ale nie martwię się jakoś specjalnie o przyszłość. Od czasów nowożytnych mamy okresy “rozumu” i “wiary”. Myślę, że kiedyś znajdziemy złoty środek.

    Trzeba robić swoje, zwracać na to uwagę, Kościół musi skupić się bardziej na rozwoju duchowym, mniej na sprawach przepisów i spraw przyziemnych. Czasami trzeba odejść od Kościoła, żeby go znaleźć i Kościół powinien zrobić to samo, wyjść trochę z tego kręgu niedzielnych mszy i kolędy, obracania się wokół “swoich”, a sięgnąć po tych co już z Kościoła zrezygnowali, ale jednak czegoś im brakuje. Dotyczy to głównie księży, ale również świeckich, którzy obserwują to wszystko bardziej z bliska, może czasami warto powiedzieć “stary, co robisz?”

  7. jarek says:

    Z tym jest mi sie bardzo trudno zgodzic, musze przyznac. Rzecz pierwsza, i najbardziej zasadnicza, to to, ze doprawdy nie wiem jak rozdzielic ‘rozwoj duchowy’ od ‘spraw przyziemnych’. Czlowiek jest psychofizyczna jednoscia a ‘sprawy przyziemne’… No coz, wystarczy wziac do reki Pismo Swiete. Jest ono pelne ‘przyziemnych spraw’. Jego ‘bohaterowie’ nie sa w zaden specjalny sposob ‘uduchowieni’ i zajmuja ich najbardziej ‘przyziemne’ rzeczy pod sloncem. I jakos – przez ten ogrom ‘przyziemnych spraw’ – Pan Bog przetyka swoja nic. Czyni z nich rzeczy wazne, przemienia je, nadaje im sens, albo moze pomaga odkryc sens w nich zawarty. Jesli Kosciol ma ‘wyjsc z kregu swoich’, sila rzeczy musi wejsc w sprawy jak najbardziej ‘przyziemne’, codzienne. W te ludzka wolnosc wlasnie: darowana, zdobywana, uzywana, naduzywana… Powiedziec ‘stary, co robisz?’ oznacza w koncu rowniez zajecie sie bardzo przyziemnymi rzeczami.

  8. Andrzej says:

    @Jarek

    Oczywiście użyłem pewnego skrótu. Jakbym miał wymieniać po kolei o jakie rzeczy mi chodzi, to by kilku ekranów nie starczyło. Może rozwinę odrobinę myśl.

    Bóg jest dosyć “wydajną istotą”. Do opisania całego prawa i zasad, zgodnie z którymi powinien żyć człowiek wystarczyło Mu 10 przykazań. Judaizm, a następnie chrześcijaństwo zdążyło z tych 10 przykazań zrobić dziesiątki tysięcy stron przepisów, zakazów i nakazów. Jednych mniej, drugich bardziej sensownych, a istota rzeczy (te 10 przykazań), pozostaje niezmienna. Dlatego chciałbym, aby mniej w Kościele poświęcać czasu na przepisy, kłótnie teologiczne które nie mają najmniejszego znaczenia dla przeciętnego chrześcijanina a zająć się tym co najważniejsze – kształtowaniem duchowym chrześcijanina.

    W styczniowym numerze Przeglądu Powszechnego jest świetna dyskusja, jakich księży potrzebujemy w XXI wieku. Postaram się odnieść postem na blogu w weekend do tych tekstów, bo choć z większością się zgadzam, to jedna wypowiedź mnie trochę niepokoi. Ale, ad rem, teksty te świetnie wskazują, że Kościół trochę za bardzo siedzi we własnym sosie, a czerpiąc z doskonałej metafory Mikołaja Foksa, księża Kościół (w tym świeckich) zaślubiają i winni są iść razem z nimi, a nie patrzeć na nich z urzędniczej wysokości.

    Mam nadzieję, że dostatecznie sprecyzowałem co miałem na myśli ;-).

  9. jarek says:

    W kazdym razie tym razem juz nie mam uwag. Zgadzam sie z Toba :-)

  10. Marian says:

    Witaj Małgosiu,
    Miło zobaczyć Cię w Internecie.
    Myślę, że nikt nie jest wolny.
    Pozdrawiam Cię pięknie.

  11. Małgorzata says:

    Marianku, zaiste, miło, że mnie odwiedziłeś.
    Polemizowałbym jednak. Myślę, że każdy może być wolny. Co więcej, każdy został stworzony jako wolny. Taki był, jest i będzie plan Boga. Sęk w tym, że człowiek w to nie wierzy i tym samym sam sobie odbiera wolność. Ale na szczęście nie dotyczy to wszystkich. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  12. Marian says:

    Witaj Małgosiu,
    Jestem oczarowany faktem, że odpowiedziałaś na moją zaczepkę.
    Skąd znasz plan Boga?
    Uważam, że jesteśmy niewolni, ponieważ mamy co najmniej obowiązek wychownia dzieci i pogrzebania rodziców.
    Nawet jeśli poza tym nie mamy żadnych innych zobowiązań, to i tak, w związku z tym, wolni całkiem, ani na prawdę, nie jesteśmy.
    Wiara w wolność jednak może być ogromnie ważna.

    Pozdrawiam Cię pięknie,

    Marian

  13. Małgorzata says:

    Nie znam planu Boga. Mam świadomość, że cokolwiek mówię na temat Boga, w tym Jego planów, jest kwestią wiary a nie wiedzy. Ale faktycznie, nie zaznaczyłam tego wyraźnie i dałam się przyłapać na nieuprawnionym skrócie.
    Co do tego, czy jesteśmy całkiem wolni czy nie: jesteśmy wolni w takim zakresie, na jaki pozwala nam nasze ograniczenie. I jest tak, że ktoś, kto zauważy własne ograniczenie (mimo tego, że jest to oczywiste, to często zajmuje długie lata) może się buntować i biadolić, że jest ograniczony a w tym również, że jego wolność jest ograniczona. Odmienną postawą jest akceptacja swojego stanu ograniczenia i zauważenie, że jako istota ograniczona mam dane cudowne rzeczy. Na przykład, umiem kochać, zachwycać się, mam do dyspozycji czas, świat, kolory, zapachy. Wśród tych bogactw mogę codziennie kroczyć i posuwać się w kierunku tego Wszystkiego, co kocham. To jest wolność, której żadne ograniczenie nie jest w stanie ograniczyć. Tak sądzę.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com