Wracając do Abrahama 0
Wątek ofiary z Izaaka, którą na wezwanie Boga gotów jest złożyć pełen wiary Praojciec, pojawia się od czasu do czasu w wierzących lub choćby wątpiących tylko umysłach. Pojawił się też na blogu. Postanowiłam do niego wrócić.
Interpretacja tego epizodu na przestrzeni wieków podlegała zmianie. Inną funkcję pełni w ST; w NT poddany jest reinterpretacji. Możliwe, że niepokoił odwiecznie, odkąd przestały być regułą ofiary z dzieci. Nawet jeśli naoczny tego dowód mamy dopiero w ostatnich dziesiątkach lat, choćby w postaci pism Kierkegaarda.
W czasach, kiedy tworzyła się historia praojców, praktyką niemal zwyczajną było poświęcanie życia swych dzieci, często pierworodnych, w celu przebłagania bogów wyżyn, Baalów, Kemosza… I w ST znajdujemy tego rodzaju przykłady. Bóg Jahwe w Prawie wyraźnie zakazuje składania ofiar z ludzi. Bibliści twierdzą, że w tekst o Abrahamie włączone jest stare opowiadanie o zastąpieniu ofiar z ludzi przez ofiary ze zwierząt. Jednocześnie ukazana jest pełna zaufania wiara Praojca, którą Bóg wystawia na próbę. Judaizm rabiniczny podkreśla znaczenie samo-poświęcenia i uzyskania wyższej samoświadomości, a tym samym wywyższenia Abrahama przez Jahwe.
W świetle Nowego Testamentu, historia ofiary z Izaaka staje się zapowiedzią ofiary z Syna, której dokonuje sam Bóg. Abraham zostaje odczytany jako figura Ojca, który dla zbawienia ludzi wydaje swego Umiłowanego Syna. Ten, który do tej pory przyjmował ofiary nakazane Prawem, wychodzi z inicjatywą i sam w ręce ludzi wkłada żertwę doskonałą. Izaak, przez posłuszeństwo ojca poświęcony w ofierze i przez to odzyskany, jest figurą Chrystusa, który umiera i zmartwychwstaje. Bóg nie cofa się i nie zatrzymuje, jak zatrzymał rękę Abrahama. Odtąd nie żąda już niczyjej śmierci, już żadnej krwawej ofiary.
A dziś, dla nas, kiedy wciąż nas niepokoi postać Abrahama ofiarującego swego Izaaka, spełnienie swoich nadziei, jakie jeszcze znaczenie może mieć ten fragment? Bo, może, będzie sprawdzianem tego, jaki obraz dobrego Boga Ojca nosimy w sercu? Dobrego? Żądającego gotowości do złożenia całkowitej ofiary z tego, co najcenniejsze, upragnione, z ukochanych bliskich? Jeśli taki jest nasz obraz Boga, to może czas się z nim rozstać..? Bóg nie chce kreować sobie niewolników. Nie potrzebuje sobie niczego udowadniać. Nie potrzebuje naszych ofiar, wyrzeczeń, obietnic…
Bóg chce byśmy byli wolni. W wolności rodzi się miłość. I dopiero miłość uzdalnia nas do takiej ofiary, którą może przyjąć Bóg. Niemal co krok – miłość to gotowość do ofiarności. Ale nie wymóg, nie oczekiwanie, nie żądanie. To wolność.




Komentarze przez RSS
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy dla tego wpisu