Spór o Kapuścińskiego dopiero się zacznie 17
Co najmniej od czasu “Strachu” Jana Tomasza Grossa naród tak nie emocjonował się jedną książką. Wypowiedzi tych, którzy czytali, mieszają się z wypowiedziami tych, którzy coś słyszeli – wszyscy chcę zabrać głos i wyrazić ostre stanowisko; do tego dochodzą doniesienia sądowe związane z budzącymi współczucie zabiegami wdowy po bohaterze książki, by jej wydanie zablokować. Ale “Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego dopiero zapowiada ciekawą dyskusję.
Bo do tej pory słyszeliśmy np., że “dzięki Arturowi Domosławskiemu wiemy, jaką cenę Kapuściński – ów reporter niezmordowany – zmuszany był przez „jego czasy” płacić” (Zygmunt Bauman, Tygodnik Powszechny); “Artur Domosławski różni się tym od biografa Wałęsy, że widać, że kocha mistrza i usprawiedliwia go nawet w najtrudniejszych momentach. Książkę tę szczególnie polecam lustratorom” (Monika Olejnik, Gazeta Wyborcza); “książkę Domosławskiego o Kapuścińskim czyta się ją tak, jakby to był polski przekład książki napisanej przez Amerykanina” (Wojciech Orliński na blogu).
Żeby być uczciwym, nie czytałem jeszcze książki, rozmawiałem tylko i przysłuchiwałem się rozmowom osób świeżo po lekturze, a także z jej autorem. Wnioskuję z tego, że ciekawa rozmowa nas jeszcze czeka – po przetrawieniu biografii. I oby ktoś miał jeszcze na dyskutowanie ochotę, kiedy uspokoi się obecna atmosfera skandalu. Trzy zagadnienia mogą wzbudzić zainteresowanie: życie prywatne Kapuścińskiego, jego uwikłanie w PRL, w końcu – warsztat. Najciekawsze wydaje mi się to ostatnie i nie mogę doczekać się lektury. Domosławski chodził śladami swojego bohatera, ustala, gdzie ten konfabulował; Adam Leszczyński w dzisiejszej Gazecie Świątecznej mówi wprost, że to rozbija tzw. polską szkołę reportażu.
Rozbija czy nie rozbija? Pamiętam, jak pochłaniałem kiedyś Kapuścińskiego, w jedne wakacje siedziałem przez tydzień na pomoście i przeczytałem pięć jego kolejnych książek. Były fascynujące także dlatego, że czytelnik przeżywał przygody reportera ze świadomością, że wydarzyły się naprawdę. Najbardziej zapadają w pamięć momenty dramatyczne, np. pluton egzekucyjny. Teraz dowiadujemy się, że były zmyślone. Jak oceniamy reportaże – przez pryzmat zgodności z faktami czy jako dzieło literackie? Na zdrowy rozum trudno odeprzeć pierwszy punkt widzenia. A jednak reportaże wymykają się takim ocenom.
A co mówi sam Kapuściński? W rozmowie dla PP tłumaczył, że “reportaż jako gatunek przeszedł w ostatnich dziesięcioleciach bardzo dużą ewolucję”.




Przede wszystkim to Artur Domosławski przekroczył wszystkie najniższe standardy dziennikarskie i człowiecze, dlatego w ogóle tej książki nie kupię i nie przeczytam. Nadużycie przyjaźni Kapuścińskich, nadużywanie przez lata nazwiska Kapuscińskiego do promowania swoich książek i w ogóle; nie liczenie się z uczuciami wdowy po pisarzu, nadużycie jej gościnności i życzliwości, sprzeniewiwrzenie się takim warościom jak współpraca i zaufanie ludzkie – dyskwalifikują Domosławskiego jako człowieka i po prostu sprawiają, że nie jest wiarygodny.
Obawiam się, że mitoman oskarzył o mitomanię uczciwego, wrażliwego artystę.
I po całym tym skandalu okaże się, że ta brukowa biografia zbudowana jest na fałszywych założeniach i również w sferze warsztatu nie jest odkrywcza, a na pewno nie dla tych, którzy znają twórczość Kapuścińskiego, potrafią wnikliwie obserwować i wyciągać wnioski.
Można się chociażby zapytać, czy Domosławski wie, co to jest literatura np. wg Roberta Musila?
Poza tym doskonale wiemy, że Kapusciński często podkreślał, że pisze to, co pamięta; nie wykluczone zatem, że w kilku przypadkach zawiodła go pamięć.
Może należało by powrócić do tego, co autor “Ceszarza” napisał i powiedział na temat pamięci?
O jego kontaktach ze służbami specjalnymi PRL traktuje już porzednia biografia; zatem i tu nic nie odkryjemy.
Kapuściński nie ukrywał nigdy, że jest kreującym artystą, że w w swoich reportarzach (np. Jeszcze jeden dzień życia) , podporządkowywał, często akcję regułom reportażu.
Pionta jest taka, że należy się strzec fałszywych przyjaciół. Należy się strzec Domosławskich.
itinerarium.bloog.pl
Podoba mi się felieton Magdaleny Środy na ten temat. Można go przeczytać na wp.pl.
Mam książkę, zaczynam czytać :)
Świat Książki informuje: Pierwszy nakład ksiazki Artura Domoslawskiego „Kapuściński non fiction” – 45 tysiecy egzemplarzy – zostal sprzedany w ciagu 5 dni od wprowadzenia na rynek. W zwiazku z licznymi zapytaniami czytelnikow informujemy, ze dodruk trafi do księgarń jeszcze w tym tygodniu.
Prasa kolorowa też ma najwyższe nakłady. O niczym to nie świadczy.
Z tym jest o tyle problem, że tym, co naprawdę znają twórczość Ryszarda Kapuścińskiego, ta książka nie będzie do niczego potrzebna, a ci, co nie znają, a jest ich zdecydowana większość i tak nic nie zrozumieją. Domosławski może ich jedynie – co najwyżej – wprowadzić w błąd.
I z tego, co czytam o książce – to nie jest odkrywcza, a w części dotyczącej warsztatu autora Cesarza jest wręcz kłamliwa. O rzeczach, które zarzuca Kapuścińskiemu Domosławski, ten pierwszy wielokrotnie się wypowiadał.
A nawet, gdyby to, co napisał Domosławski o Kapuścińskim to była stuprocentowa prawda – a można mieć co do tego watpliwości po ostatnich wypowiedziach wdowy po Kapuśćińskim i po tym, co napisałem wyżej – to, dzięki Bogu, nie jest to jedyna prawda.
Domosławski przyjął pokrętne i fałszywe założenie zrzucenia Kapuśćińskiego z cokołu pomnika (i zajęcia na nim jego miejsca), na którym ten drugi moim zdaniem nigdy nie był. W twórczości, w wywiadach z Kapuścińskim, w filmach o nim, poznałem go jako wrażliwego, uczciwego artystę. I można jedynie powtórzyć strofę jego wiersza: “jak to się wszystko zapomina”. Pozdrawiam.
Naukowcy już dawno poznali się na braku zgodności opisywanych zdarzeń z rzeczywistością i zwracali nie raz uwagę na liczne przypadki ignorancji i zapewne celowych nierzetelności w pracach Kapuścińskiego, zob. np.: http://www.jstor.org/pss/3171827 (praca z 1990 r.). Dziś musimy się po prostu wstydzić, np. wobec Etiopczyków! Zabito tam 250 tys. wykształconych ludzi, aby zrealizować komunistyczny raj – na ten temat Kapuściński się nawet nie zająknął. Wszystko wskazuje na to, że był trybikiem w machinie Dezinformacji Imperium Zła. Podobno z książki Domosławskiego wynika (nie czytałem jej i nie przeczytam raczej, bo współpraca z komunistycznym wywiadem, mentorem Kapuścińskiego, to dla mnie żadna rewelacja!), że Kapusta lubił sobie postrzelać do Murzynków podczas angolskiej wojny „domowej” z broni udostępnionej usłużnie przez Kubańczyków. Taka jest prawda i „piękno” literackie bajek Kapuścińskiego tego nie zmieni. Ogrom bezczelności tego Światowego Ignoranta zdumiewa: ja w każdym razie nie wymyśliłbym, że mój Ojciec uciekł z transportu do Katynia! „Mam” Dziadka, zamordowanego w kopalni na Uralu (1940 r.), Ojca-obrońcę Helu w 1939 r., potem w niemieckiej niewoli, a Ciocia mojej Żony, zakonnica zginęła w hitlerowskim obozie. I to mi „wystarcza” i musi wystarczyć. Na przekor modom, które każą np. przygłupasom stroić się w podobizny „Che” (osobiście zamordował na Kubie kilkaset niewinnych przeciwników rewolucji.
Zasadniczo się z moim przedmówcą nie zgadzam, choć współczuję wszytkich ofiar w jego rodzinie, i szanuję Jego poglądy.
Kapuściński również miał swoje poglądy. Czy w imię ich w Angoli sięgnął po broń, czy w obronie własnej? – tego nie wiem, ale w każdym razie faktu tego nie ukrywał.
W ogóle o wiele mniej ukrywał, niż zarzucił mu to jego fałszywy uczeń.
Zgadzam się z jednym, że niby-odkrycia Domosławskiego – to żadna rewelacja.
Jeśli chodzi o Katyń, to przynam, że przeczytałem prawie całego Kapuścińskiego, do tego wiele wywiadów prasowych, wysłuchałem wieczorów autorskich, audycji radiowych i obejrzałem filmy dokumentalne o Kapuścińskim, ale historia ucieczki ojca z transportu do Katynia jakoś nie utkwiła mi w pamięci, może nie przywiązałem do niej wagi?
W kazdym razie o transportach R.K. pisał.
Śledzę dyskusję o książce Domosławskiego i gołym okiem widać, że pełno w jego “dziele” przekłamań, insynuacji i nadużyć, których sam nie porafi wytłumaczyć.
Na przykład sprawa Che. Wiadomo powszechnie, o czym mówił gdzieś bodaj sam Kapuściński, że przebył szlak Che rok po jego smierci, a tu niby miałby chwalić znajomością z Che. (Co – jeśli mnie pamięć nie myli – Kapuściński wręcz dementował!) Itd.
Swoje (niektóre) poglądy na tę sprawę wyraziłem na internetowych łamach “Studia Opinii” http://alfaomega.webnode.com/ .
Pozdrawiam serdecznie. I zapraszam do lektury.
Wiele hałasu o nic. Ryszard Kapusciński nie jest wart wrzawy, która czyniono od wielu lat wokół niego jak wokół jakiegoś guru. Nie czytałam żadnej z jego książek – właśnie dlatego, na przekór wrzawie. Z tego samego powodu nie sięgnę po książkę o nim. A to, że kapuś? To ani trochę nie zwieksza mojej ciekawości.
‘Vicky’ ma rację. “Światowej sławy reporter” – jak chcą poniektórzy – “nie jest wart wrzawy”. Natomiast nieżyjący Ryszard Kapuściński wciąż bardzo dobry jest do “odwracania kota ogonem”! Cóś, jak “Profesor” Friszke, który z Niezłomnego Antoniego Maciarewicza, Twórcy-Założyciela KOR-u (wbrew Kuroniowi i Michnikowi!), robi obecnie człowieka złamanego przez Służbę Bezpieczeństwa PRL. TYLKO KTO NA TO JESZCZE DA SIĘ NABRAĆ?
Do Vicky: Ja też przez wiele lat byłem przekorny. Wrzawa wokół R.K. mnie od niego odpychała. Dlatego w tym względzie do pewnego stopnia Twoja postawa bardzo mi się podoba.
I jeszcze jedno – dla mnie Kapuściński to przede wszystkim pisarz. Naprawdę zapraszam pod podany w poprzednim moim wpisie internetowy adres Studia Opinii. Sądzę, że mój artykuł wiele Wam wyjaśni.
Pozdrawiam serdecznie.
Przeczytałem. Mojego zdania o Kapuścińskim książka ta nie zmieni. Najwyżej na półce bibliotecznej zamiast w dziale reportaż, będziemy mogli ją odszukać w innym miejscu. Sama książka Domosławskiego trochę przegadana, ale polecam ostatnie rozdziałty. Grube tomiszcze, pan Artur chodząc śladami mistrza włożył w
to sporo pracy. Tak przy okazji podejrzewam że wiecej jest kupujących niż czytających. Może ten “skandalik” skłoni kilka osób do czytania… bo wypada.
Ja tam wolę “Źródło Mamerkusa” Leszka Białego przeczytać, niż to wszystko Kapuścińskiego i o jego komunistycznych “uwikłaniach”. Lubię PRAWDĘ a nie FIKCJĘ.
Trochę mało miejsca,ale zawsze.Przeczytałem książkę,dobra ,a jeszcze bardziej zachęciła do kupienia innych prac Kapuścińskiego.To,że współpracował z wywiadem polskim,to tylko zaszczyt.Nie każdy mógł współpracować,miernot nie potrzebują.Biografia to powinny być suche fakty,opinie każdy wyrabia sam,gdybym chciał kupił bym piwo,wybrałem książkę.
No ale Marek, nie rób z siebie bardziej naiwnego niż w rzeczywistości jesteś: to żaden “polski wywiad”, z którym współpracował Kapuściński. To wywiad sowiecki. (A wywiad ten służył zbrodniom: 140 mln zamordowanych przez Komunizm /w tym 80 mln: Chiny/). Wystarczy przeczytać prace podpisane: Ion Mihai Pacepa, nie tylko są w j. angielskim, ale trochę jest też po polsku… Powodzenia…
Vicky – prezentujesz postawę typową dla ignoranta (ignorantki) – wstyd, zabierając głos w jakiejś sprawie trzeba mieć o niej pojęcie. Domosławski napisał kłamliwy paszkwil – Ty mu wierzysz… O ojcu Kapuściński napisał: “Pożegnaliśmy się latem. Był w mundurze oficera,(…) Teraz stoi przed nami w ubraniu poleskiego chłopa (…) Z tego, co mówi mamie, rozumiem, że dostał się do niewoli sowieckiej i że pędzili ich na wschód. Mówi, że uciekł, kiedy szli kolumną przez las, w jakiejś wiosce zamienił z chłopem mundur na koszulę i łapcie.” (R.K. “Imperium” Czytelnik – W-wa 1993 s. 16) – GDZIE TU MOWA O KATYNIU????????
toni – niestety jesteś mądry-inaczej. Kapuściński mimo, że był antykomunistą (przeczytaj “Lapidaria” to się o tym przekonasz – chyba, że masz problemy ze zrozumieniem czytanego tekstu), to jak każdy reporter zagraniczny, musiał pisać raporty dla polskiego wywiadu ze swojego pobytu za granicą. Polski wywiad współpracował z wywiadem sowieckim – niestety takie były czasy. Teraz mamy wolność i demokrację – nasz wywiad współpracuje z wywiadem amerykańskim. I oby nigdy nie pojawił się następny – tym razem promoskiewski – kukliński, który zdradzi w imię jakichkolwiek interesów.
nQUZ2x Very true! Makes a change to see someone spell it out like that. :)