Agora. Zachwyt i przerażenie 2
Film “Agora” Alejandro Amenábara musi budzić konsternację i niepokój. Napięcie pomiędzy wysublimowanymi wyżynami ducha i myśli, pasją szukania odwiecznych prawd a okropnością i brutalnością przemocy wzrasta coraz bardziej do samego końca projekcji i staje się nieznośne. Film fascynuje i przeraża zarazem.
Akcja dzieła jest usytuowana w starożytnej, kosmopolitycznej metropolii, tyglu kulturowym i religijnym, jakim przez długie wieki była Aleksandria. Czwarty wiek to czas fundamentalnego zwrotu w dziejach chrześcijaństwa: po trzech wiekach okrutnych prześladowań zaczyna się szybki jego rozwój. W roku 313 zostało ono uznane przez cesarza Konstantyna jako pełnoprawna religia (porozumienie z Mediolanu). W 380 cesarz Teodozjusz I wydaje słynny dekret ”Cunctos Populos”, który zapoczątkował proces identyfikacji cesarstwa i chrześcijaństwa. W tym też czasie nasilają się restrykcje wobec pogan i Żydów, np. w roku 392 zabroniono pogańskich kultów.
Akcja filmu rozpoczyna się dokładnie w 391 roku wydarzeniem zburzenie Serapeionu, oddziału słynnej Biblioteki Aleksandryjskiej znajdującego się przy świątyni Serapisa. Wykonując rozkaz cesarski przemieniono wtedy świątynie Serapisa i inne świątynie pogańskie na kościoły chrześcijańskie. (Ostateczny kres istnieniu Serapeionu położył najprawdopodobniej kalif Omar, który w 642 r., po zdobyciu Aleksandrii, polecił swoim wojskom spalić wszystkie książki niewiernych). W filmie pojawia się trochę sztuczny przeskok do lat 412-415. Jest to czas, kiedy późniejszy Ojciec Kościoła, Cyryl z Aleksandrii (+444) w roku 412 zostaje biskupem Aleksandrii po swoim wuju Teofilu. Żył w czasach bardzo burzliwych sporów o poprawną naukę o Chrystusie (między innymi był on zrzucony z urzędu, uwięziony, następnie znowu przywrócony). Na pierwsze lata jego biskupstwa, dokładnie rok 415, przypada morderstwo Hypatii dokonane przez fanatycznych chrześcijan. Nie da się stwierdzić bezpośredniej winy Cyryla w tym zabójstwie.
Film może rzeczywiście prowadzić do konsternacji. Jest to odczucie, które powstaje, zarówno po oglądnięciu filmu, jak i wtedy, gdy słucha się wywiadów z reżyserem oraz czyta recenzje krytyków i konfrontuje z tym, co pojawiło się na ekranie.
Recenzje skupiają się głównie na twierdzeniu, że istotnym celem filmu jest ukazanie gwałtownego rozwoju chrześcijaństwa i upadku pogan i Żydów w Aleksandrii. Często też dyskutuje się antychrześcijańską wymowę filmu z powodu ukazania scen chrześcijańskiej przemocy. Jednakże sam reżyser w swoich wypowiedziach dotyczących filmu rzadko zwracał uwagę na te wątki. W jednym z nich opowiada on o inspiracji dla powstania tego filmu. Była nią fascynacja niebem, Drogą Mleczną, możliwością życia w kosmosie. Zaczął więc szukać sposobu pokazania historii tych, którzy zajmowali się astronomię i badali kosmos. Chciał pokazać, jak można byłoby dojść do odkrycia ruchu okrężnego Ziemi wokół Słońca bez używania równań matematycznych. Dla Amenábar astronomia to najważniejszy wątek filmu. I jak mówi, chce ten wątek kontynuować w przyszłości.
Amenábar chciał tym filmem oddać cześć wszystkim tym, którzy badali niebo i odkrywali jego tajemnice. W Hypatii z Aleksandrii znalazł człowieka zafascynowanego wiedzą i gwiazdami. O Hypatii, filozofce i matematyczce wiadomo bardzo niewiele (zob. Maria Dzielska, ”Hypatia z Aleksandrii”, Kraków 2006). Brak historycznych źródeł sprawił, że łatwo stała się wielką legendą, często bardzo ideologicznie interpretowaną (w Oświeceniu czy też przez współczesne ruchy feministyczne).
Pierwsza scena w filmie uderza od razu swoją niezwykłością. Hypatia prowadzi lekcję astronomii, której udziela młodym mężczyznom: poganom, Żydom i chrześcijanom. Wszyscy razem w zgodnej wspólnocie dociekają tajemnic nieba. Hypatia jest jedyną kobietą w filmie, która cokolwiek mówi. Wraz z rozwojem akcji filmu staje się ona symbolem mądrości, filozofii, nauki, kontemplacji nieba, poszukiwania prawdy o istocie rzeczy, o sprawach boskich (niektórzy doszukują się w niej uosobienia gnozy). Nie jest ona jednak religijna w jakimś zwyczajnym sensie. Nie opowiada się ani za bogami pogańskimi ani a Bogiem chrześcijan. Jest uosobieniem Rozumu i Mądrości. Całe swoje życie poświęciła poszukiwaniu prawdy, rezygnując z kochanków, małżeństwa i rodziny. Film ukazuje jej pasję poznawania tajemnic świata i świeżość zachwytu nad odnajdywanymi prawidłowościami. Tylko dzięki niej sprawy stają się jasne i przejrzyste. Bez niej wszyscy pozostali bohaterowie – w filmie są to tylko mężczyźni – tracą rozsądek, gubią się, nie potrafią sobie poradzić w życiu. Jest więc postacią, która zachwyca i urzeka: taką wykreował ją reżyser. Nie można, w każdym razie zarzucać mu (jak to czynią niektórzy krytycy), że nie przedstawia dokładnie historycznej postaci Hypatii. Jest ona legendą żyjącą własnym życiem, artysta natomiast ma prawo do wolnych skojarzeń oraz luźnej inspiracji, tym bardziej, że chodzi mu o symbol wysiłku ludzkiego ducha, starającego się zrozumieć, jak działa wszechświat.
Sposób postępowania reżysera z postacią Hypatii kłóci się jednak w pewnym stopniu z innymi jego deklaracjami. Mianowicie, bardzo istotne dla Amenábara było pragnienie wierności starożytnej architekturze, sztuce, klimatowi tamtych czasów. Reżyser bardzo chciał odtworzyć Aleksandrię z tamtej epoki, chciał by była realna, rzeczywista, by uczynić widzów świadkami wydarzeń, dać im odczucie bycia w tamtym miejscu i czasie. Wielu recenzentów urzekała realistyczna rekonstrukcja historii i poszczególnych zdarzeń oraz miejsca tych zdarzeń. Jednakże umieszczenie w realistycznej scenerii legendarnej postaci, przetwarzanej przy tym w symbol, kształtuje w rezultacie pewien przekaz, który jest swoistą interpretacją historii. Dodajmy, arbitralną interpretacją.
Dla chrześcijańskiego widza film „Agora” może być doświadczeniem budzącym przerażenie i sprzeciw – zwłaszcza dzisiaj, gdy codziennie media donoszą o torturowanych czy zabijanych chrześcijanach. Można mieć wrażenie, że film jest adaptacją głównych wątków z książek nowych ateistów: Richarda Dawkinsa, Christophera Hitchensa, Sama Harrisa czy też Michela Onfray. Właściwie co krok reżyser piętrzy przykłady demonicznego działania religii. „Agorę” można odbierać jako skondensowaną dwutysiącletnią historię chrześcijańskiej przemocy odmalowaną ze stoickim spokojem kronikarza. Jest więc bezmyślne burzenie zdobyczy antycznej kultury, pogromy Żydów, symbolicznie wyprawy krzyżowe, polowania na czarownice, bezwzględne manipulowanie Biblią i religią w celu zdobycia władzy i zniszczenia politycznych przeciwników, w końcu, najbardziej kuriozalne i budzące sprzeciw: symboliczne krematorium – stos na którym palone są ciała Żydów, a na jego tle dwaj chrześcijanie rozmawiają o tym, czy się aby nie pomylili przyjąwszy wiarę chrześcijańską. Szokiem jest, gdy fanatyczny katechista, który niejednokrotnie pobudzał do rozruchów i zamieszek, zostaje przez biskupa Cyryla ogłoszony świętym męczennikiem o imieniu Taumazjusz. Przerażające są też ostatnie słowa filmu: ów Cyryl, w filmie przedstawiony jako czarny charakter, okazuje się być późniejszym Ojcem i Doktorem Kościoła, Cyrylem Aleksandryjskim, jednym z głównych protagonistów pierwszych soborów powszechnych i gorliwym obrońcą ortodoksyjnej chrystologii. To wszystko budzi konsternację i jest zarazem głęboko niesprawiedliwe. Nieodparcie nasuwa się odczucie, że reżyser chce dać wyraz swoim niechęciom względem chrześcijaństwa (Amenábar jest hiszpańskim reżyserem młodej generacji). Choć nie można zaprzeczać temu, że wielu chrześcijan dopuszczało się przemocy, i to nieraz w oparciu o cytaty z Biblii i opacznie rozumianą wolę Bożą, to jednak przemoc w imię religii jest przecież, na tle całokształtu oddziaływania religii, marginalnym elementem chrześcijaństwa oraz każdej inne religii w ogólności (co nie oznacza, że przemoc należy marginalizować).
Wielu recenzentów stara się widzieć film jako ponadczasową opowieść o fundamentalizmie, nie tylko chrześcijańskim. Idą w tym za stwierdzeniami samego reżysera. Amenábar deklaruje, że chciał stworzyć pewną metaforę dla zdarzeń współczesnych, naznaczonych religijnym fundamentalizmem. Dla niego tytułowa „Agora” to „nasza planeta dzisiaj i wczoraj. Agora, to miejsce gdzie wszyscy musimy być razem, to miejsce spotkania, gdzie wszyscy musimy rozmawiać a nie zabijać się.” Reżyser kilkakrotnie stosuje też zabieg spojrzenia z kosmosu, jakby z dystansu (z odwiecznego punktu widzenia „Boga”?).
Ale czy rzeczywiście udało się stworzyć w filmie ponadczasową metaforę? Amenábar ma ambicję zabierania głosu w ważnych sprawach społecznych. Widać to było we wcześniejszych jego filmach. „Agora” to pierwszy film Amenábara, w którym podejmuje tematykę historyczną. Dotychczas jego filmy były osadzone we współczesności. Jak można się przekonać oglądając „W stronę morza” Amenábar potrafi być bardzo subtelny i niejednoznaczny. W „Agorze” jednak rzuca się w oczy czarno biały schemat. Poganie ubrani są na biało, chrześcijanie na czarno, subtelne twarze pogan i przestępcze, budzące niechęć twarze chrześcijan. Po stronie religijnej sami fanatycy, dla których jedynymi argumentami są dosłownie brane słowa Biblii i wola Boga, która objawia się im w każdej chwili. Po stronie pogan ludzie światli, wykształceni, dla których ważniejsze od życia jest ratowanie zdobyczy kultury przed barbarzyńskimi hordami chrześcijan. Parę sytuacji, w których raz poganie, a raz Żydzi atakują chrześcijan jest bardzo schematycznych i prawie niezauważalnych na tle dokonań chrześcijan. W odwecie za atak pogan, chrześcijanie, po odczytaniu podczas liturgii ośmiu błogosławieństw rozpoczynają kampanie przemocy. Takie zabiegi sprawiają, że trudno uwierzyć w chęć rzetelnej analizy sytuacji i zaproponowania pogłębionej refleksji nad mechanizmami historyczno-społecznymi. We współczesnym kontekście zmagań religii i walczącego ateizmu, prześladowań chrześcijan oraz terroryzmu inspirowanego fundamentalizmem islamskim (zakorzenionego często w problemach społeczno-kulturowo-ekonomicznych i manipulowanego politycznie), próby budowania metafor dla współczesności na wybranym przez reżysera temacie muszą okazać się chybione.
Film raczej nie jest antychrześcijański, w tym sensie, że nie nawołuje do przemocy przeciw chrześcijanom. Trzeba przyznać, ze mimo wszystko ukazuje – bardzo schematycznie, skrótowo i w skondensowanej artystycznej formie – to, czego dopuszczali się chrześcijanie na przestrzeni dziejów. Amenábar oszczędza widza, nie epatuje krwią czy terrorem. Hypatia, jak podają opisy jej śmierci, zginęła w makabryczny sposób. W filmie zostaje „tylko” ukamienowana. Bulwersuje jednak jednostronność ujęcia, która jest tym bardziej uderzająca, im bardziej współczesne chrześcijaństwo – w wyniku wieków teologicznej i filozoficznej refleksji – zdobyło pełniejszą świadomość tego, co jest centrum wiary i przesłania ewangelicznego.
Najbardziej niepokojąca jest sugestia Amenábara, że nie jest możliwe pogodzenie rozumu i wiary, rozumu i religii. W filmie widać bardzo ostre przeciwstawienie tych dwóch rzeczywistości. Z jednej strony Hypatia – areligijna postawa szukania prawdy, z drugiej, ludzie religijni, ale przedstawieni wyłącznie jako fanatycy albo ludzie wykorzystujący religię dla własnych celów. Nawet chrześcijański uczeń Hypatii, Synesius, który zostaje biskupem Cyreny, ostatecznie okazuje się być religijnym fanatykiem i gwałcąc sumienie Orestesa, prefekta Aleksandrii, zmusza go do wyparcia się Hypatii w imię Biblii. Takie ukazanie spraw bardzo kłóci się z sytuacją faktyczną. Od samego początku chrześcijaństwo zdecydowanie opowiedziało się po stronie rozumu, Logosu. To przecież w Aleksandrii wychowali się i działali intelektualiści tej miary, co Klemens z Aleksandrii (który pierwszy na wielką skalę zaadaptował myśl pogańską dla chrześcijaństwa), czy też Orygenes, który w swoim czasie (II-III wiek) był największym myślicielem w basenie Morza Śródziemnego.
Wychodząc z kina myślałem z jednej strony, o tym, jak bardzo potrzebne jest chrześcijanom solidne i obiektywne studium historii Kościoła, także historii chrześcijańskiej przemocy, by się coś z tej historii nauczyć i jej nie powtarzać; z drugiej strony, jak bardzo religii potrzebny jest mocny związek z rozumem, by nie popaść w szaleństwo, co jest szczególnie niebezpieczne, gdy religia zwiąże się z polityką. Warto też dbać o to, by wyniki badań, czy to nad historią chrześcijaństwa, czy nad relacjami rozum-wiara, nauka-wiara były kompetentnie upowszechniane i popularyzowane. W ten sposób trzeba zapobiegać utrwalaniu się XIX wiecznych, błędnych schematów, które wprowadzają zamieszanie i uprzedzenia. Są to sprawy ogromnie ważne zwłaszcza teraz, gdy zachęca się chrześcijan do zaangażowania w życiu społeczno-politycznym i aktywnego udziału w dyskursie publicznym.
„Agora”, reżyseria Alejandro Amenábar; scenariusz: Alejandro Amenábar i Mateo Gil; zdjęcia: Xavi Giménez; muzyka Dario Marianelli; scenografia: Guy Dyas; produkcja: Hiszpania-Malta; czas trwania: 126 minut. Obsada: Rachel Weisz jako Hypatia; Max Minghella jako Davus; Oscar Isaac jako Orestes. Premiera światowa: 18 grudnia 2009. Premiera w Polsce: 13 lutego 2010.






“Parę sytuacji, w których raz poganie, a raz Żydzi atakują chrześcijan jest bardzo schematycznych i prawie niezauważalnych na tle dokonań chrześcijan.”
Przy tym fragmencie przypomniałam sobie pewną historię z Izraela. Nie sposób stwierdzić, która z religii jest tam bardziej fanatyczna:
http://jedyniesluszne.blox.pl/2008/05/Mesjanisci-i-mesjasze-czyli-wojny-zydowskie.html
Historia jest tak dobra, że ktoś mógłby też nakręcić na tej podstawie film. Najlepiej czarną komedię. Może coś w stylu “Żywota Briana”. Tylko by zrobić taki film o trzech religiach naraz – trzeba być naprawdę odważnym reżyserem. Wszyscy by się poobrażali na amen.
Odwaga jest tania, gdy kręci się film o jednej religii.
“Mocny związek z rozumem” przydałby się każdemu.