Żyjemy od sobotniego poranka 10 kwietnia pogrążeni w bólu i zadumie po tragicznej śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii oraz członków delegacji naszego kraju na uroczystości oddania hołdu pomordowanym w Katyniu polskim oficerom. W katastrofie zginęła elita naszego narodu, ludzie wszystkich stanów, reprezentujący wszystkie niemal grupy społeczne: oprócz Pary Prezydenckiej i ostatniego Prezydenta na Uchodźctwie śmierć ponieśli parlamentarzyści ze wszystkich klubów, ministrowie, urzędnicy państwowi, dowódcy wojskowi, biskupi i księża różnych wyznań, artyści i naukowcy, żołnierze Biura Ochrony Rządu, członkowie rodzin pomordowanych oficerów, przedstawiciele organizacji kultywujących pamięć o zbrodni katyńskiej oraz załoga samolotu. Na miejscu zbrodni, która była aktem bestialstwa i zemsty, w katastrofie lotniczej po 70 latach zginęła cząstka całego narodu. Przez to Katyń stał się szczególnie współczesny również naszemu pokoleniu. Nikt na świecie nie będzie mógł już powiedzieć, że nie wie co to jest Katyń, również w Rosji.
Trwa tydzień żałoby narodowej. Czuje się to na ulicach naszych miast: ludzie są wyciszeni, bardziej spokojni i uprzejmi, nie słychać pokrzykiwań, klaksonów i głośnej muzyki. W modlitewnej zadumie składamy życie wszystkich, którzy zginęli w sercu Boga. Prosimy o ukojenie w bólu dla rodzin i przyjaciół zmarłych. Z wielkim trudem próbujemy zrozumieć sens tego, co się stało w wymiarze osobistym i społecznym. Pewnie towarzyszy nam myśl o kruchości życia, o tym, że tak niewiele od nas zależy, czujemy, że bardziej powinniśmy doceniać ludzi, lepiej o nich myśleć i po prostu mocniej ich kochać póki są z nami. Warto wydobywać z siebie to, co najlepsze, nie czekać do czasu, kiedy wydarzy się coś złego.
Przeżywamy w tych dniach coś w rodzaju narodowego misterium śmierci, która łączy ludzi w bólu i we współczuciu, ale oprócz tego uczestniczymy w wielkiej lekcji patriotyzmu, miłości do ojczyzny, poświęcenia dla jej dobra. Jest obecna jakaś niezwykła symbolika w osobach, miejscu i czasie, w których obecny jest wyczuwalny, ale nie do końca zrozumiały sens. To trudna “łaska chwili”, która ma szansę przerodzić się w jakieś dobro. Niektórzy pytają: czy to jest możliwe, skoro nie udało się pięć lat temu? Odpowiadam: to jest możliwe i potrzebne. W jakich obszarach? Na pewno w zjednoczeniu serc w rodzinach, środowiskach i wspólnotach, dalej we wzajemnych relacjach polityków różnych opcji oraz ich stosunku do obywateli. W tych dniach politycy odzyskali zaufanie społeczeństwa. Nie można tego zmarnować. Czekamy na mądre i niekonwencjonalne posunięcia. Na płaszczyźnie międzynarodowej mamy prawo oczekiwać postępu na drodze pojednania między narodami oraz nowego otwarcia w stosunkach pomiędzy Rosjanami i Polakami. Wielu ludzi tego pragnie. Wiem, że nie zbudujemy raju na ziemi i nie należy naiwnie oczekiwać, że wszystko się zmieni, ale niech nie będzie już tak jak było.