O co tu chodzi? Dzieje pewnego zdziwienia. 13
Trafiłam do grona autorów tego bloga, ponieważ zwierzyłam się o. Tomaszowi Kotowi, ówczesnemu redaktorowi naczelnemu PP, a obecnie prowincjałowi Prowincji Północnej Zakonu Jezuitów w Polsce (pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że nie pokręciłam brzmienia tej funkcji), że lubię pisać krótkie formy i że nie muszę za to dostawać pieniędzy. Blog właśnie powstawał i ustaliliśmy, że – jeśli będzie mi pasował – mogę do niego pisać. W ciągu pierwszego miesiąca istnienia bloga zorientowałam się, że to może być miejsce na fantastyczną – bo merytoryczną a zarazem nieskrępowaną – dyskusję, w której można będzie konfrontować swoje przekonania, ale też wątpliwości i niepokoje, ze zdaniem innych myślących osób, w tym ze zdaniem inaczej myślących osób. Pomyślałam, że – być może – powstaje coś na kształt współczesnego Areopagu. Wydało mi się to miejsce wyjątkowe również przez to, że stanowi swego rodzaju wykwit Przeglądu Powszechnego.
I właśnie dzisiaj rano postanowiłam dać wyraz rozczarowaniu. Cóż to za rozczarowanie? Przede wszystkim dotyczy ono Was, Ojcowie Jezuici. Nie ma Was tu. Gdzie jesteście? Do jakich mysich dziurek pochowaliście się? Co w nich robicie? Dlaczego nie rozmawiacie z Waszymi owieczkami? Po co uczycie się co najmniej trzynaście lat? Żeby dumnie nosić głowy czy żeby tymi głowami służyć? A może macie (wszyscy) jakieś szalenie ważne zadania, przy których roztrząsanie spraw dotyczących wiary, wspólnie z poszukującymi sensu świeckimi, blednie. Jeśli tak, to czy mogłabym dowiedzieć się, jakie są to zadania? Minął właśnie Rok Modlitwy za Kapłanów. Miliony wiernych przez cały rok modliło się o dobrych pasterzy. Ja również w tym miejscu o to proszę. Nie zostawiajcie nas samych, uwierzcie, że jesteście nam potrzebni. (Gdyby ktoś chciał mieć do mnie pretensję o użycie zaimka pierwszej osoby liczby mnogiej – że niby, kto mnie do tego upoważnił i kim są ci „my” – wyjaśniam: mówię w imieniu swoim i co najmniej czterech osób, z którymi na ten temat rozmawiałam. Liczę też, że takich osób jest więcej.)
Konkretnie chodzi mi o to, że nie wiadomo, o co w tym blogu chodzi.
Spytałam o to o. Tomasza Kota i Kubę Pleskaczewskiego po mniej więcej roku od stworzenia bloga, na jedynym spotkaniu redakcyjnym, na jakim kiedykolwiek byłam. Zobaczyłam tam Kubę, Andrzeja i Rafała. Chwilę rozmawialiśmy. Spytałam, czy dobrze myślę, że twórcom bloga chodziło i chodzi o nową, nowoczesną, nienachlaną, światłą ewangelizację. O taką ewangelizację, która szanuje wolność inaczej myślących, szanuje ich rozum i uwzględnia trudności związane z warunkami, w których żyją. O taką ewangelizację, która ciesząc się z różnorodności kultur i tradycji nie wstydzi się mówić, że Jedyną Drogą jest Chrystus. O taką ewangelizację, która namyśla się, co odpowiedzieć nauce i filozofii współczesnej, gdy oświadczają, że Bóg jest niepotrzebną hipotezą. Hm…, pamiętam, że zdziwiłam się tym, co mi Twórcy Bloga odpowiedzieli. To zdziwienie w miarę upływu czasu pogłębia się.
Ojciec Dariusz (poza jednym wyjątkiem) pisał tylko o tym, że media są “be”. Ojciec Tomasz kilka razy świetnie zainterweniował, ale właściwie to umywał ręce. Ojciec Krzysztof przynajmniej coś do nas pisze. Pięknie pisze – okrągłymi zdaniami. Miło się je czyta, naprawdę. Ale z jakiejś przyczyny nie nawiązuje się dialog. Dlaczego? Może zdania są za gładkie? Może są tak gładkie, że nie można się do nich w ogóle odnieść? No bo jak tu dyskutować z monumentem? A może by tak Ojciec podzielił się z nami jakimiś swoimi trudnościami? Może byśmy sobie tak normalnie porozmawiali? Jak człowiek z człowiekiem? Może Ojciec ma inne, pochłaniające go sprawy? Właściwie od razu, nie czekając na odpowiedź, można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że tak właśnie jest. Ale czy tam wśród Was, Ojców, nie ma nikogo, kto by się blogowiczami zainteresował?
Przepraszam, jeśli kogoś urażam. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że wiem, o co mi chodzi. Mianowicie o to, żeby nie zmarnować szansy, jaką jest to forum, tak unikalne ze względu na to, że jezuickie. O to, żebyśmy ze sobą rozmawiali. Wiem, że to niemodne, bo teraz nie rozmawia się, lecz mówi. A mówi się głównie po to, żeby wypromować siebie. Do tego rozmowa jest niepotrzebna, a nawet przeszkadza i jest stratą czasu – wystarczy bowiem bombardować swoimi racjami. A jednak, byłoby tak pięknie…


Posty Ojca Krzysztofa to oznajmienia, nie dyskusje. Ciężko się z nimi z resztą nie zgodzić, bądź chcieć dyskutować. Udział SJ na tym blogu od zawsze był stosunkowo ubogi, czego nie byłem specjalnie w stanie nigdy zrozumieć. Zobaczymy co przyniesie czas. Dobry apel Małgorzato i dobre pytania :).
Pozdrawiam Cię, Andrzeju, i czekam na twoje teksty. :)
Nie rozmawiałam o tym z Małgorzatą, ale podzielam tę opinię. Choć, problem w tym, że pewnie każdy ma inną wizję bloga, poruszanych tematów czy choćby uczestnictwa światłych Ojców. Też żałuję, że nie jest to forum wymiany myśli teologicznej.
Gwoli informacji – przy Bobolanum powstaje koło naukowe – chcemy wypełnić tę lukę :)
Przepraszam, że odpisuję z opóźnieniem, ale musiałem to przemyśleć. Przede wszystkim – dzięki. Za słowa: ”wiem, o co mi chodzi. Mianowicie o to, żeby nie zmarnować szansy, jaką jest to forum, tak unikalne ze względu na to, że jezuickie. O to, żebyśmy ze sobą rozmawiali”.
Mało ostatnio piszemy – inaczej niż na początku, dwa i pół roku temu. Wtedy musieliśmy się powstrzymywać, by nie publikować za dużo, a dziś? zapominamy? nie czujemy tego? myślimy, wyczerpała się formuła? Może niech każdy odpowie za siebie.
Ja chciałbym kilka rzeczy wyjaśnić.
Piszesz: ”postanowiłam dać wyraz rozczarowaniu. Cóż to za rozczarowanie? Przede wszystkim dotyczy ono Was, Ojcowie Jezuici. Nie ma Was tu. Gdzie jesteście? Do jakich mysich dziurek pochowaliście się? Co w nich robicie? Dlaczego nie rozmawiacie z Waszymi owieczkami? Po co uczycie się co najmniej trzynaście lat? Żeby dumnie nosić głowy czy żeby tymi głowami służyć?”
Od początku istnienia BP był odrębny od Przeglądu Powszechnego. Kierunek rozczarowania jest zupełnie nietrafiony. Zawsze to podkreślaliśmy. Wymyśliłem BP po to, żeby stworzyć miejsce do rozmowy dla ludzi, którzy stawiają sobie podobne pytania jak ja – o sprawy społeczno-kulturalne, o Kościół, wiarę, politykę. Tym zajmuje się PP, tym interesują się jego czytelnicy, autorzy, czyli nasze środowisko. Zaczęliśmy rozmawiać o tym z Romkiem Swobodą SJ, który pisał wówczas komentarze polityczne w PP. Blog to był pomysł na to, by rozmawiać z naszymi przyjaciółmi – przyjaciółmi PP – a jednocześnie wyjść do osób, które PP nie znają, ale czytają blogi. I to się przez ponad roku udawało świetnie.
W czasie działania BP rzeczywiście mieliśmy tylko jedno spotkanie redakcyjne. Ale przecież w działalności internetowej to normalne. Osobiście jestem za spotkaniami, rozmowami, planowaniem itd., ale tak wyszło.
”Konkretnie chodzi mi o to, że nie wiadomo, o co w tym blogu chodzi. (…) na jedynym spotkaniu redakcyjnym, na jakim kiedykolwiek byłam (…) chwilę rozmawialiśmy. Spytałam, czy dobrze myślę, że twórcom bloga chodziło i chodzi o nową, nowoczesną, nienachlaną, światłą ewangelizację. (…) Hm…, pamiętam, że zdziwiłam się tym, co mi Twórcy Bloga odpowiedzieli. To zdziwienie w miarę upływu czasu pogłębia się”.
Nie pamiętam, co mówiliśmy, ale na pewno nie to, że chodzi nam o ewangelizowanie. Na BP miała odbywać ciekawa dyskusja o różnych sprawach. Z czasem okazało się – co właściwie nie dziwi – że najbardziej żarliwe rozmowy dotyczyły duchowości i seksu. Blog okazał się bardzo cenny, bo w tym miejscu spotykali się świeccy, wierzący, stawiający sobie ważne pytania, a w ich dyskusje włączali się czasem (albo je inspirowali) jezuici. Były to wyjątkowe, mądre i kulturalne spotkania.
Jakie owieczki, do ciężkiego pioruna?
Jak Ołdakowski prezentuje nowy numer PP, stawia się go pod ścianą, że ksiądz, a mówi o kobietach. Może raczej należałoby zwrócić uwagę, aby popracować nad językiem reklamy PP, adekwatną do jego zawartości.
Blog oscyluje między czystą formą a prowokacją, dlatego też poszłam rozmawiać z plebsem. Oni maja problemy inne, niż tego rodzaju, że motyl o nazwie paź królowej szybę wybił.
@kuba
Zgoda, ale skoro jest to blog przyjaciół PP i jednocześnie funkcjonuje jakoś przy akceptacji i wsparciu SJ, to w sposób naturalny oczekuje się tutaj również i ich głosu. Inaczej, to czy duża byłaby różnica gdybyśmy założyli BP zupełnie poza Rhetosem? :)
Możemy trzymać się wersji, że to blog świeckich, których zainteresowania oscylują gdzieś przy linii PP, ale czy to przypadkiem trochę nie zubaża naszego przedsięwzięcia?
Patrząc trochę szerzej niż tylko na obecność jezuitów na blogpowszechny.pl muszę powiedzieć, że w moim odczuciu sprawa jest warta refleksji. Rzeczywiście, będąc wewnątrz, także zauważam, że jezuici mają problem z dyskutowaniem, czy ogólniej z rozmawianiem. Nie chce tutaj wchodzić w szczegóły, bo dużo by o tym mówić. W każdym razie nie tylko BP przeżywa trudności, ale także np. Areopag na opoka.pl czy „Rozmawiamy o wierze” na jezuici.pl. Oba miejsca w internecie założone przez jezuitów, a mające służyć może nie tyle do dyskusji, co do odpowiedzi jezuitów na różnorakie problemy internautów. Oba przeżywają od jakiegoś czasu znaczne trudności (np. na „Rozmawiamy o wierze” odpowiada tak naprawdę tylko inicjator strony, o. Kowalczyk). Jest w tym wszystkim wiele różnych przyczyn: wielość nieraz bardzo różnych misji zleconych przez przełożonych, duże obciążenie wielu bardziej zaangażowanych jednostek, ogólne zmęczenie i brak czasu na refleksje, słomiany zapał, i inne sprawy. W każdym razie od dawna mam odczucie, i słyszę, że wielu jezuitów ma podobne, iż powinniśmy wewnątrz naszych jezuickich wspólnot w Polsce porozmawiać o naszym rozmawianiu i podyskutować o naszym dyskutowaniu.
Jacku, to moze zastanowilibyśmy się tutaj, co hamuje dyskusję? Albo raczej, co zrobić, żeby uruchomić wymianę myśli i uczuć?
Mario: jak zwykle Twoje komentarze, ten też jest intrygujący, bo muszę domyślać się o co Ci chodzi i domyślam się, że o coś ważnego. A tak w ogóle, to co masz przeciw byciem owieczką?
Kuba: no właśnie, Ty odżegnujesz się od ewangelizowania, to mnie dziwi. No bo, co robisz wśród jezuitów?
Andrzej, Agata: serdecznie pozdrawiam
Andrzej,
napisałem, jak cenna jest dla mnie na BP wymiana poglądów między wierzącymi, niewierzącymi a jezuitami właśnie, to nie podlega wątpliwości.
Jacek,
nie szukam winy za brak dyskusji po stronie jezuitów, ale pewnie coś w tym jest, zwłaszcza że zdajecie się być w ciągłym ruchu, szkoły, sprawowane funkcje, co utrudnia zaangażowanie w jednym miejscu; ale to obserwacja z zewnątrz.
Wydaje mi się, że w jakimś sensie kłopot jest też technologiczny, dużo rozmów przeniosło się na Facebooka, blogi są mniej dynamiczne. Ale może to takie gadanie i trzeba się po prostu wziąć do roboty.
Małgorzata,
tak, odżegnuję się od ewangelizowania, chcę rozmawiać niekoniecznie o wierze; czasem podzielić się wątpliwościami w wątkach dotyczących wiary, choć niezbyt wylewnie; nie jestem jezuitą, ale PP zajmuje się sprawami społeczno-kulturalnymi, co mi odpowiada. Wśród TJ spotkałem dobrych ludzi. Dlatego trochę się koło nich kręcę.
Pozdrawiam
Kuba: czy ewangelizowanie źle Ci się kojarzy? Czym ewangelizowanie według Ciebie jest? Bo ja nie widzę przeszkód, żeby mówiąc o sprawach społecznych i kulturalnych odnosić to, co się wydarza, do Ewangelii. To dla mnie jest ewangelizowaniem i to moim zdaniem powinno mieć miejsce na jezuickim forum. Rozmowy o sprawach społecznych i kulturalnych oderwane od Ewangelii kwitną. Są na różnym poziomie, ale ich nie brakuje. Nie rozumiem po co Ci to forum do takich rozmów. Twoja deklaracja o odżegnywaniu się od ewangelizowania jest co najmniej zastanawiająca.
Po prostu nie czuję potrzeby pisania o tym. Ty to robisz i uważam, że jest to cenne.
Jak miło, że więcej osób zauważyło problem. Księża – jezuici i inni – nie wymieniają poglądów. W internecie oni tylko przedstawiają własne poglądy ex cathedra. To są paternalistyczne monologi i nie da się z nimi dyskutować.
Ks. Jacek wyżej słusznie zwraca uwagę na internetowe fora jezuitów. To nie są fora. Tam się tylko zadaje pytanie autorytetowi i wysłuchuje jedynie słusznej odpowiedzi. Tak są od początku zaprojektowane, również funkcjonalnie. To się powoli sypie, aż się całkiem sypnie. Mało kto chce korzystać z takich serwisów.
Ale, żeby nie było tylko na “nie” – ks. Żmudziński na jezuickim forum Rozmawiajmy prezentuje inną jakość. Dyskutuje z internautami. Tak trzymać.