Artykuł

Molestowania przez księży nie zamiatać pod dywan 1

Jul21

Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. Chciałbym, by w Polsce skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan.

I nie dziwię się krytykom Kościoła, którzy obwiniają całą jego instytucję

***

„Opiekun ministrantów uchodził za fajnego. Organizował dla chłopaków mecze i wycieczki. Wiedział, że wielu przyszło do ministrantury, bo przymusili ich rodzice; chciał im to wynagrodzić. Paweł Śliwa, dziś 23-letni student politologii, kończył wtedy podstawówkę. – W końcu doszło do tego, że ksiądz ciut za bardzo się w tych relacjach rozluźnił – wspomina.

Poszli do niego z dwoma kolegami na plebanię. Ksiądz spytał, czy nie podrzuciliby mu paru filmów pornograficznych, bo on niestety nie ma. Chłopaków to bawiło. – Nagle się okazało, że ksiądz też jest facetem – uśmiecha się Paweł. Filmów porno nie mieli, ale zaproponowali księdzu kreskówkę z Beavisem i Buttheadem. Oburzył się, powiedział, że to atak na Kościół.

Innym razem zwrócił uwagę na jednego z kolegów Pawła: Widzę, Marcinku, że ci już włoski na łydkach rosną. Wzięli nogi za pas. Media nagłaśniały akurat skandale pedofilskie w USA, więc wiedzieli, co się może święcić. Paweł przestał chodzić do kościoła parafialnego.

Po jakimś czasie zadzwonił telefon. Była godzina 22. – Odebrał brat, powiedział: Ksiądz do ciebie. – Było mu żal, że się wypisałem z ministrantów – mówi Paweł. Czuł się winny. Po paru minutach rozmowy się wyluzował i spytał: A bawiłeś się już dzisiaj ze sobą?

Rzucił słuchawką. Ale został w Kościele”.

Znam dalszy ciąg tej opisanej przez „Tygodnik Powszechny” historii (Maciej Müller, „Święty Kościół grzesznych ludzi”, TP, 2007.11.07). Oraz – inne jej wątki. Z Pawłem chodziliśmy razem do podstawówki. Przechodziłem akurat trudny okres. Miałem 15 lat. Umarł mój ojciec. Któregoś razu, gdy z chłopakami siedzimy na ławeczce, widzimy, że przez osiedlowy park idzie w naszym kierunku ksiądz; ten sam. Przysiadł się. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Zakolegowaliśmy się.

Z jednym kolegą zaczęliśmy odwiedzać księdza na plebani. Jeździliśmy – tym razem ksiądz i ja – do wypożyczalni wideo. Było wesoło, dawał potrzymać kierownicę. Był u mnie w domu, ale nie spodobał się mamie. Jednak pomagał nam. Po śmierci taty zorganizował kameralną mszę w kaplicy.

W pewnym momencie poczułem, że coś jest nie tak. Dziwna przyjacielskość, przymilanie się, częste nawiązywanie kontaktu fizycznego – niby serdeczne uściski dłoni, chwytanie za ramiona; niby zwykłe, ale niezwykłe. Powiedziałem mu: czasami zachowuje się ksiądz jak pedał.

Postawiłem sprawę jasno, więc pewnie dlatego nie odbierałem takich telefonów jak Paweł. Nasz kontakt z księdzem się rozluźniał. Potem dowiedziałem się, że księdza przeniesiono do innej parafii. A potem dowiedziałem się, dlaczego.

Piszę o tym po wielu doniesieniach z Watykanu o tym, jak papież stara się zaradzić problemowi pedofilii w Kościele. Kibicuję mu. U nas księża mają ogromny autorytet. Uczą w szkołach, a większość społeczeństwa określa się jako katolicy, ceni tradycję itd. Przy braku kontroli, gdy ksiądz o nieuporządkowanym życiu emocjonalnym albo chory pedofil znajdzie odpowiednie dziecko, może wyrządzić straszną krzywdę. I raczej nic się o tym głośno nie mówi.

Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. 11 czerwca mówił: – Tak się stało, że właśnie w tym roku radości z sakramentu kapłaństwa, wyszły na światło dzienne grzechy kapłanów – przede wszystkim nadużycia wobec najmłodszych, w których kapłaństwo jako troska Boga o człowieka obrócona została w swoje przeciwieństwo. My także prosimy nieustannie o przebaczenie Boga i dotknięte osoby, zamierzając obiecać, że chcemy uczynić wszystko co można, żeby nadużycie to już nigdy nie wydarzyło się; obiecać, że w przyjmowaniu do posługi kapłańskiej i w kształceniu podczas przygotowania do niej zrobimy wszystko, by ocenić autentyczność powołania.

Chciałbym, by skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan. Jak z czystym sumieniem przełożony może przenosić księdza, który molestuje seksualnie dzieci, z jednej parafii do innej? Przecież wtedy staje się współodpowiedzialny – tuszuje jedne incydenty i zdaje sobie sprawę, że gdzie indziej dojdzie do kolejnych.

I jak nie obwiniać wówczas całego Kościoła?

Komentarze przez RSS

Jest jeden komentarz dla tego wpisu

  1. maria chodyko says:

    Osobny problem, a z całą pewnością powszechniejszy, to nierozpoznawanie w konfesjonale problemu przemocy z którym borykają się molestowane dzieci. Takie ośmio- i dziesięciolatki często nie umieją powiedzieć o koszmarze w jakim żyją i co gorsza, obwiniają siebie
    (jeden z symptomów wyznawanie ciężkich grzechów, których z racji wieku nie mogły popełnić). Wczesna spowiedź zamiast pomóc, wpędza w jeszcze większą zapaść. Najwyższa pora, aby dostrzec ten problem i mu zaradzić.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com