Molestowania przez księży nie zamiatać pod dywan 2
Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. Chciałbym, by w Polsce skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan.
I nie dziwię się krytykom Kościoła, którzy obwiniają całą jego instytucję
***
„Opiekun ministrantów uchodził za fajnego. Organizował dla chłopaków mecze i wycieczki. Wiedział, że wielu przyszło do ministrantury, bo przymusili ich rodzice; chciał im to wynagrodzić. Paweł Śliwa, dziś 23-letni student politologii, kończył wtedy podstawówkę. – W końcu doszło do tego, że ksiądz ciut za bardzo się w tych relacjach rozluźnił – wspomina.
Poszli do niego z dwoma kolegami na plebanię. Ksiądz spytał, czy nie podrzuciliby mu paru filmów pornograficznych, bo on niestety nie ma. Chłopaków to bawiło. – Nagle się okazało, że ksiądz też jest facetem – uśmiecha się Paweł. Filmów porno nie mieli, ale zaproponowali księdzu kreskówkę z Beavisem i Buttheadem. Oburzył się, powiedział, że to atak na Kościół.
Innym razem zwrócił uwagę na jednego z kolegów Pawła: Widzę, Marcinku, że ci już włoski na łydkach rosną. Wzięli nogi za pas. Media nagłaśniały akurat skandale pedofilskie w USA, więc wiedzieli, co się może święcić. Paweł przestał chodzić do kościoła parafialnego.
Po jakimś czasie zadzwonił telefon. Była godzina 22. – Odebrał brat, powiedział: Ksiądz do ciebie. – Było mu żal, że się wypisałem z ministrantów – mówi Paweł. Czuł się winny. Po paru minutach rozmowy się wyluzował i spytał: A bawiłeś się już dzisiaj ze sobą?
Rzucił słuchawką. Ale został w Kościele”.
Znam dalszy ciąg tej opisanej przez „Tygodnik Powszechny” historii (Maciej Müller, „Święty Kościół grzesznych ludzi”, TP, 2007.11.07). Oraz – inne jej wątki. Z Pawłem chodziliśmy razem do podstawówki. Przechodziłem akurat trudny okres. Miałem 15 lat. Umarł mój ojciec. Któregoś razu, gdy z chłopakami siedzimy na ławeczce, widzimy, że przez osiedlowy park idzie w naszym kierunku ksiądz; ten sam. Przysiadł się. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Zakolegowaliśmy się.
Z jednym kolegą zaczęliśmy odwiedzać księdza na plebani. Jeździliśmy – tym razem ksiądz i ja – do wypożyczalni wideo. Było wesoło, dawał potrzymać kierownicę. Był u mnie w domu, ale nie spodobał się mamie. Jednak pomagał nam. Po śmierci taty zorganizował kameralną mszę w kaplicy.
W pewnym momencie poczułem, że coś jest nie tak. Dziwna przyjacielskość, przymilanie się, częste nawiązywanie kontaktu fizycznego – niby serdeczne uściski dłoni, chwytanie za ramiona; niby zwykłe, ale niezwykłe. Powiedziałem mu: czasami zachowuje się ksiądz jak pedał.
Postawiłem sprawę jasno, więc pewnie dlatego nie odbierałem takich telefonów jak Paweł. Nasz kontakt z księdzem się rozluźniał. Potem dowiedziałem się, że księdza przeniesiono do innej parafii. A potem dowiedziałem się, dlaczego.
Piszę o tym po wielu doniesieniach z Watykanu o tym, jak papież stara się zaradzić problemowi pedofilii w Kościele. Kibicuję mu. U nas księża mają ogromny autorytet. Uczą w szkołach, a większość społeczeństwa określa się jako katolicy, ceni tradycję itd. Przy braku kontroli, gdy ksiądz o nieuporządkowanym życiu emocjonalnym albo chory pedofil znajdzie odpowiednie dziecko, może wyrządzić straszną krzywdę. I raczej nic się o tym głośno nie mówi.
Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. 11 czerwca mówił: – Tak się stało, że właśnie w tym roku radości z sakramentu kapłaństwa, wyszły na światło dzienne grzechy kapłanów – przede wszystkim nadużycia wobec najmłodszych, w których kapłaństwo jako troska Boga o człowieka obrócona została w swoje przeciwieństwo. My także prosimy nieustannie o przebaczenie Boga i dotknięte osoby, zamierzając obiecać, że chcemy uczynić wszystko co można, żeby nadużycie to już nigdy nie wydarzyło się; obiecać, że w przyjmowaniu do posługi kapłańskiej i w kształceniu podczas przygotowania do niej zrobimy wszystko, by ocenić autentyczność powołania.
Chciałbym, by skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan. Jak z czystym sumieniem przełożony może przenosić księdza, który molestuje seksualnie dzieci, z jednej parafii do innej? Przecież wtedy staje się współodpowiedzialny – tuszuje jedne incydenty i zdaje sobie sprawę, że gdzie indziej dojdzie do kolejnych.
I jak nie obwiniać wówczas całego Kościoła?




Osobny problem, a z całą pewnością powszechniejszy, to nierozpoznawanie w konfesjonale problemu przemocy z którym borykają się molestowane dzieci. Takie ośmio- i dziesięciolatki często nie umieją powiedzieć o koszmarze w jakim żyją i co gorsza, obwiniają siebie
(jeden z symptomów wyznawanie ciężkich grzechów, których z racji wieku nie mogły popełnić). Wczesna spowiedź zamiast pomóc, wpędza w jeszcze większą zapaść. Najwyższa pora, aby dostrzec ten problem i mu zaradzić.
znam osobiście kapłanów, którzy wspominają o nadużyciach wobec nich, gdy byli małymi dziećmi…niestety często dzieje się tak, że gdy jesteśmy małymi dziećmi i nie znajdzie się ktoś dorosły, kto nazwie niegodziwość, kto obroni bezbronnego młodego człowieka, ten młody człowiek, pogubiony, zraniony może nigdy nie znaleźć światła na swoje życie. Jeśli dorosły, który nie radzi sobie ze swoja seksualnością nie otrzyma koniecznej pomocy, będzie krzywdził innych… Trzeba chronić dziecko, ale należy bezzwłocznie pomóc dorosłemu. Według psychologii, pedofilia, jest jednym z najtrudniejszych zaburzeń do wyleczenia…