Upały szkodzą 3
Po przeczytaniu jednego z ostatnich wpisów na blogu dowiedziałem się, że mój język bywa czasami zbyt gładki, co utrudnia polemikę z moimi wypowiedziami. Postanowiłem wziąć sobie do serca tę słuszną uwagę i popracować nad sobą. Może efekty nie będą widoczne od razu, ale intencje mam szczere. Spróbuję odnieść się do atmosfery, jaka ogarnęła naszym życiem publicznym w ostatnich tygodniach, szczególnie po wyborach prezydenckich. Nie wiem, w jakim stopniu to wszystko jest powrotem “starego” stylu konfrontacji głównych sił politycznych, a w jakim wywoływaniem sztucznych konfliktów na bazie stosunku do krzyża ustawionego przed pałacem prezydenckim. A może po prostu w sezonie “ogórkowym” trzeba wrzucić temat, żeby było o czym pisać i dyskutować. To chyba znaczyłoby, że niektórym mocno zaszkodził upał i przydałoby się, żeby ostudzili głowy w morskiej kąpieli. Zacznę do krzyża, który dla chrześcijanina jest znakiem miłości i zbawienia, w tym również przebaczenia i pojednania. Używanie krzyża jako narzędzia walki z przeciwnikami politycznymi jest świadectwem instrumentalnego traktowania tego świętego znaku. Szacunek wobec niego okazujemy nie tylko dążąc do postawienia go fizycznie w symbolicznym miejscu, ale przede wszystkim poprzez szacunek dla wartości, które on w sobie zawiera m.in. wielkoduszność, służba i oddanie innym. Krzyż to nie tylko dwie skrzyżowane belki, to przede wszystkim uczucia i myśli z nich wypływające. Chciałbym jeszcze jedno słowo powiedzieć o czci dla zmarłych. Jest wiele sposobów na godne pożegnanie ofiar katastrof i wypadków oraz utrwalenie ich pamięci. Niektóre z nich wziązane są z bezpośrednim okresem żałoby. W tym zakresie polskie władze i społeczeństwo zachowały się po 10 kwietnia bardzo godnie. Nie można jednak po odpływie pierwotnego smutku i żalu odgrzewać pamięci o ofiarach, po to, aby rozgrywać swoje akcje przeciwko przeciwnikom politycznym. To jest prawdziwym brakiem szacunku dla zmarłych. Nie raz w historii okazywało się, żę bezwzględna walka o władzę i wpływy odwracała popracie polityczne wyborców i kierowała ich preferencje w inną stronę. Tak całkiem niedługo może się stać. I wtedy po raz kolejny ktoś komuś zaśpiewa: miałeś albo mogłeś mieć…. złoty róg i to nie jeden. Nie narzekajmy jednak ponad miarę. Cieszmy się z rozsądnych decyzji. Dzięki nim krzyż tak naprawdę ocaleje.


No właśnie – krzyz to nie maczuga, nie okłądajmy się nim.
http://mojawiarakatolicka.blox.pl/2010/07/Krzyz-to-nie-maczuga-nie-okladajmy-sie-nim.html
Gdzieś w internecie przeczytałem komentarz, że tylko w Polsce dwie deski i gwoździe mogą urosnąć do sprawy problemu narodowego. Jacyś harcerze przyszli i postawili sobie krzyż, a ktoś jeszcze domaga się pomnika, ponownie zawłaszczając sobie prawo do reprezentowania “prawdziwej Polski”.
Najbardziej żenujące będzie przenoszenie samego krzyża, gdzie należy spodziewać się walki i spazmów. Nie mniej, należało to zrobić wcześniej, zanim jeszcze politycy zrobili z niego symbol narodowy.
A najbardziej martwi mnie kolejny symbol-legenda podziału Polski. Pierwszy był Okrągły Stół, teraz Smoleńsk i krzyż. I coraz nam od siebie dalej.
Dziękuję za ten post.:)
Uświadomił mi Ojciec z całą oczywistością, że mamy w tym wydarzeniu do czynienia z profanacją i to w najbardziej gorszącej wersji a mianowicie w takiej, że – przez rzekomych wyznawców – symbol czegoś wzniosłego, świętego, zostaje odarty z treści, w którą był wyposażony i zaczyna funkcjonować jako narzędzie do czegoś znacznie mniej wzniosłego. Gdy takie zjawisko powtarza się i narasta trzeba szukać innego symbolu, bo ten stary nie budzi już pierwotnych skojarzeń, tylko te, które profani mu nadali.