Krzyż. Chętnie tam wracam i obserwuję 3
17:30, Warszawa, Pałac Prezydencki.
Fragment Krakowskiego Przedmieścia – od strony Pałacu, wraz z jezdnią – jest odgrodzony barierkami, przy których stoi kilku mundurowych. Przechodzić można jedynie chodnikiem po drugiej stronie ulicy. Tam też gromadzą się tzw. obrońcy krzyża (krzyż stoi teraz samotnie). Mobilizują się, przygotowują do czegoś, co ma się zacząć o 18.
Ktoś odmawia różaniec. Niektórzy czują się jak konspiratorzy. Trzech mężczyzn zasłania jednego, który na barierce nakleja dużą naklejkę: białą, z krzyżem na środku i napisem „Wytrwamy” – lekko stylizowanym na logo telewizji o. Rydzyka. Zbierają się chmury. Grzmi. Jedna kobieta mówi, że zaraz Bóg pokaże tych, którzy nie umieją uczcić krzyża.
Tłum obserwuje znany historyk. – To straszne – żachnie się.
Kobiety rozmawiają o policjantach. – Jak oni się zachowują! Wczoraj jeden stał i tylko nabijał się z dziecka za barierką!
– Może jeden tak, ale proszę zobaczyć, że nic nie robią, jest spokojnie.
Być może niektórzy woleliby, żeby „coś” się działo, żeby można było stawić opór. Kiedy przechodzą dwaj policjanci, kilku mężczyzn staje przed naklejką, by ją zasłonić. Tak jakby była zagrożona. Ale nikomu ona nie przeszkadza. Ci, którzy właśnie przychodzą, nawet nie zwracają na nią uwagi. To młodzi ludzie, którzy zamierzają znów robić sobie z tzw. obrońców jaja. Niosą transparent z napisem: „Przenieść Pałac, zasłania krzyż”.
Zbliża się 18, grzmi coraz częściej. Przy barierce grupka obrońców i grupka ich przeciwników. Obrońcy puszczają głośno nagranie, w którym narrator opowiada o ateizacji Polski. Mówi o budowaniu wspólnej Europy, która nie chce odwoływać się do religii. Bo religii jest wiele. Lepszy ateizm, bo jeden – więc może być wspólny. Niebo już czarne, zaczyna padać.
– Niebo płacze – słyszę od obrońców. Oni jeszcze wytrwale słuchają o masonach europejskich, którzy pod rękę z katolewicą, ateizują Polskę. Przeciwnicy krzyża, tak jak i cały tłumek wokół, zawijają się i szukają dachu. Grupa ludzi chowa się w arkadach budynku obok. Jest muzyka, wesoło. W końcu dołączają obrońcy. Nie wytrzymali.
Chodzę tam regularnie, bo nigdy nie widziałem czegoś takiego. Takiej dyskusji ulicznej, w którą angażują się tysiące ludzi; takiego wzmożenia katolicko-narodowego jak obrońców i takiej chęci odreagowania, jaką mają młodzi przeciwnicy krzyża. Autorytet państwa na tym nie traci. Choć przy nieudanej próbie przeniesienia krzyża tak to wyglądało. Traci niewątpliwie Kościół, bo od początku nie wie, co robić. Dla mnie to wszystko jest więcej niż atrakcją lata w mieście. Napisałem już, że uważam to za święto demokracji. Może trochę na wyrost, ale jednak. Takiej demonstracji jeszcze nie było. Chętnie tam wracam i obserwuję.





“Krzyżacy” żyją w oparach konspiracji i żyją tą atmosferą tworząc sobie swój własny świat i problemy. Cała reszta sobie z nich robi wspomniane jaja. Nie Kuba, ja tu nie widzę święta demokracji. Im dłużej to trwa, tym bardziej jest mi to obojętne, a “krzyżaków” mi zwyczajnie zaczyna być żal.
Ja też uważam, że naśmiewanie się z tzw. obrońców jest nie na miejscu. W ogóle naśmiewanie się z ludzi. Wolę tam pójść ich posłuchać, niż siedzieć przed kompem i tylko krytykować.
Z drugiej strony, jeśli tzw. obrońcy tak żywo się angażują, nie można się dziwić, że wywołali reakcję.
Obrońcom trzeba jakoś pomóc godnie stamtąd odejść.
Na Filipinach ludzie o 15.00 wszyscy klekaja i odmawiaja koronke do miłosierdzia Bożego a czy my Polacy nie możemy zbierac się na każdym rogu i odmawiać różaniec.
Obrończy krzyża to obrońcy naszej wiary.
Kolumbia intronizowala Jezusa Chrystusa na Króla Kolumbii a my Polacy sie boimy kogo!!!! czego !!!!!!! tej śmiertelnej władzy .