Artykuł

Celibat w kontekstach 19

Aug19

Przebywając w Niemczech nie sposób nie dostrzec toczącej się debaty nad obowiązkowym celibatem księży diecezjalnych. Impuls do jej ponownego ożywienia dało ujawnienie nadużyć seksualnych duchownych wobec nieletnich. I choć wszyscy doszli już do porozumienia, że celibat nie jest przyczyną tych przestępstw (argument z nadużyć prawie nie pojawia się w dyskusjach), to debata trwa dalej.

Polskiemu obserwatorowi dosyć szybko ukazują się różnice w podejściach do celibatu. Tak jak w Polsce celibat wydaje się mniej więcej sprawą niedyskutowaną i dla prawie wszystkich oczywistą, tzn., dobrze uargumentowaną i ugruntowaną, tak w Niemczech, kwestia ta wydaje się być widziana i odczuwana dokładnie odwrotnie. O celibacie dyskutują wszyscy, nawet biskupi pozwalają sobie na niestandardowe wypowiedzi. Wszelkie argumenty przedstawiane za celibatem wydają się kruche, nieprzekonujące, a nawet ocierające się o ideologię i niebezpieczną wersję spirytualizacji. Jedynym argumentem za celibatem pozostaje stwierdzenie, że sprawa dotyczy całego Kościoła, a więc my, w Kościele partykularnym, nic nie możemy zrobić.

Warto popatrzeć jak może wpływać na moc przekonującą argumentów różnica kontekstów i sytuacji Kościoła, a także poziom teologicznej debaty i zakres przestrzeni dla wewnątrzkościelnej dyskusji (ciągle się dąży do poszerzenia tego zakresu, np. zaapelował o to ostatnio przewodniczący Centralnej Rady Niemieckich Katolików, Alois Glück). W Polsce tym kontekstem jest przede wszystkim ciągle duża liczba księży, możliwość łatwego kontaktu z kapłanem, wielość możliwości uczestniczenia w mszy św., łatwość przyjmowania sakramentów, znaczna jednolitość religijna i narodowa.

W Niemczech i innych krajach niemieckojęzycznych z kolei mocno odczuwany jest brak kapłanów i powołań. Z tym wiąże się nieraz brak możliwości uczestniczenia w niedzielnej mszy świętej. Wspólnoty parafialne są w większości złożone z ludzi starszych, a obsługiwane są przez starzejących się kapłanów. Większość zaś księży żyje bardzo często w pojedynkę mając pod opieką wiele wspólnot (Pfarrverbände), co tak naprawdę odsuwa ich od ludzi, uniemożliwia głębsze więzi i przeciąża pracą (parę dni temu pisał o tym ks. Paul M. Zulehner w Süddeusche Zeitung). Innym elementem kontekstu jest też odmienny sposób funkcjonowania Kościoła. W Niemczech księża otrzymują pensje za swoją pracę; o pracy kapłańskiej mówi się „Priesterberuf”, zawód księdza, (choć termin „Beruf” znaczy też „powołanie”) i jako zawód, jak każdy inny, jest postrzegana. W zakres tej pracy wchodzi, często w ogromnej mierze (niektórzy mówią, że aż do 70 procent czasu), administracja, praca biurowa i spotkania wielu różnych gremiów. Księża odczuwają, że tak naprawdę muszą być managerami.

Patrząc na kontekst teologiczny, trzeba powiedzieć, że teologia w Niemczech jest o wiele bardziej spluralizowana niż w Polsce: różne sposoby uprawiania, ujęcia i punkty widzenia są mocno wyartykułowane. Jest duża świadomość tego, że wszystkie konstrukcje dogmatyczne mają swoją historię i będą miały swoją dalszą historię (a więc świadomość historycznej natury teologii). W rezultacie wielowiekowej oraz ekumenicznej interakcji ze wspólnotami po-reformacyjnymi jest także głęboka świadomość biblijnych podstaw życia Kościoła oraz niejednoznaczności wielu biblijnych wypowiedzi, a w związku z tym potrzeby interpretacji – tych z kolei jest wiele. Ogromną rolę gra troska o teologię odpowiadającą na wyzwania czasu i wrażliwą na zmiany kulturowe oraz na potrzeby ludzi. Teologia nie jest widziana bowiem jako ponadczasowy monolit ale jako narzędzie interpretacji rzeczywistości w duchu chrześcijańskim. Myślenie teologiczne jest też bardziej oparte na kulturze debaty niż ogłaszania niepodważalnych stwierdzeń.

W końcu, w krajach niemieckojęzycznych dyskusję nad celibatem i rolą kapłanów określa bardzo mocne akcentowanie roli świeckich w życiu Kościoła (liturgia i administracja), a kontekst niewielkich wspólnot sprawia, że duży nacisk jest położony na pielęgnowanie poczucia wspólnotowości, partnerstwo i braterstwo. Prawie całkowite zaniechanie praktyki nabożeństw w parafiach (czasami różaniec), sprawia, że jedyną formą wspólnej modlitwy staje się Eucharystia (oczywiście, wielki akcent na Eucharystię postawił Sobór Watykański II). Przy braku księży – a twierdzi się, że brak ich w dużej mierze z powodu obowiązkowego celibatu – brak Eucharystii, prowokuje nieuniknione pytanie, co jest ważniejsze: celibat księdza czy wspólnotowa Eucharystia? Odpowiedź wydaje się nie być taka prosta.

Różnic jest o wiele więcej. Tutaj chodzi tylko o zwrócenie uwagi na wpływ kontekstu na rozumienie pewnych kwestii, a przede wszystkim na moc przekonywania argumentów. Argumenty, czy też ich sformułowania, w jednym kontekście dobre, w innym są nie do obrony. W Polsce wielu mogą przekonać argumenty typu: „celibat kapłański jest realizacją ideału całkowitego wydania się Chrystusowi”, „celibat daje większą dyspozycyjność”, „celibat posiada szczególną zdolność bycia znakiem Królestwa Bożego”. W Niemieckim kontekście całkiem przekonująco są one podważane (oczywiście podważane wyłącznie w odniesieniu do powszechnego obowiązku celibatu księży diecezjalnych. Ślub czystości składany przez osoby zakonne ma bowiem inny charakter).

Komentarze przez RSS

19 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Andrzej says:

    Dlaczego odpowiedź na pytanie “co jest ważniejsze: celibat księdza czy wspólnotowa Eucharystia?” nie jest taka prosta? Celibat nie był podstawą chrześcijaństwa i nie jest obowiązkowy w innych wyznaniach chrześcijańskich, w przeciwieństwie do Eucharystii.

  2. Odpowiedź byłaby prosta, gdyby brak księży zależał tylko i wyłącznie od celibatu. A tak nie jest.

  3. anuszka says:

    w Polsce celibat wydaje się mniej więcej sprawą niedyskutowaną i dla prawie wszystkich oczywistą, tzn., dobrze uargumentowaną i ugruntowaną

    Dla kogo??? Najwyżej dla części księży (z badań prof. Baniaka można wnioskować, że jakieś 25%) i dla większości biskupów. Na pewno nie dla świeckich. Świeccy czytają świeckie gazety i wiedzą, co się dzieje dookoła. W świeckich mediach atmosfera wokół celibatu księży jest taka, że właściwie przeważa oczekiwanie, kiedy wreszcie Kościół go zniesie.

    Skoro więc ma Ksiądz na myśli odczucia duchownych, a nie świeckich – to ten kontekst:
    W Polsce tym kontekstem jest przede wszystkim ciągle duża liczba księży, możliwość łatwego kontaktu z kapłanem, wielość możliwości uczestniczenia w mszy św., łatwość przyjmowania sakramentów
    - dotyczy potrzeb księży, a nie potrzeb świeckich. Polscy biskupi uważają, że póki jest “nas” tak dużo, to nie ma potrzeby dyskutować o celibacie.

  4. Nie dzieliłbym na odczucia duchownych i odczucia świeckich i nie przeciwstawiałby świeckich duchownym, a tych razem biskupom. Nie tutaj przebiega granica. Nie wiem też dlaczego Pani (Pan?) anuszka wypowiada się w imieniu wszystkich świeckich.

    Natomiast co się tyczy argumentów to nie wszyscy je nawet znają. Po prostu, często ludziom wydaje się tak albo inaczej.

    W mojej refleksji mówiłem o teologicznych argumentach za celibatem. Te w Polsce w dużej mierze nie są kwestionowane w poważny, to znaczy przemyślany i teologicznie uzasadniony sposób (proszę przejrzeć czasopisma teologiczne i religijne). Oczywiście zdarzają się odosobnione głosy (właśnie w prasie świeckiej), które szybko nikną. Ale raczej nie są zbyt przekonujące, gdyż bazują na starych, wciąż powtarzanych toposach.

    Nie znam tych badań prof. Baniaka tak dokładnie, aby o nich dyskutować. Interesowałoby mnie na przykład, jak brzmiały pytania, i o czym tak naprawdę mówią odpowiedzi. Z dyskusji wokół tych badań, które pamiętam, nie wynikały zbyt jednoznaczne wnioski co do ich interpretacji.

    Świat mediów nie tylko oczekuje, kiedy Kościół zniesie celibat, ale przede wszystkim, kiedy Kościół całkowicie się rozsypie. I dlatego nie wiem, czy najlepszym pomysłem jest czytanie tylko prasy świeckiej. Takie podejście zdecydowanie zniekształca widzenie Kościoła, i to znacznie (podobnie zresztą jak czytanie wyłącznie prasy kościelnej).

  5. Albina says:

    Ja może wypowiem sie nie na temat, jednak od jakiegoś czasu nurtuje mnie dlaczego mężczyźni (księża i zakonnicy) coraz częściej pojawiają się w cywilu, podczas gdy siostry zakonne nie mają takiej możliwości. Oczywiście noszenie habitu, czy sutanny powinno być zaszczytne dla tego kto go nosi, a wydaje mi się, że jest zupełnie odwrotnie i na dodatek nieuczciwe wobec żeńskiej części “powołanych do życia w wyższym stanie”.

  6. maria chodyko says:

    a od czego wyższy jest ten stan?

  7. Rzeczywiście to inny temat, byc może też na artykulik. Co do stroju zakonnego sióstr odpowiedź jest prosta: same muszą o tym zdecydować. W wielu krajach siostry mogą wybierać rodzaj stroju jaki dziś albo jutro chcą ubrać – dokładnie tak samo jak mężczyźni-duchowni. Tak zdecydowały przełożone zgromadzeń zakonnych. W Polsce przełożone zadecydowały, że siostry będą nosiły strój zakonny obowiązkowo. Nie ma więc tutaj niesprawiedliwości. Księża i zakonnicy mogą wybierać, więc korzystają.

    Wyższych albo niższych stanów nie ma w Kościele. Są tylko święci i grzesznicy. Z tym, że tymi drugimi są wszyscy, a święci to ci, którzy sobie to lepiej uświadamiają.

  8. maria chodyko says:

    Wypowiem się jako sceptyk. To prawda, że można podać, specjalnie się nie wysilając, bardzo poważne argumenty teologiczne i moralne na to żeby przynależności do stanu kapłańskiego nie warunkować celibatem (pomijam już utożsamianie kapłaństwa z celibatem, to jest zbitka strasznie silna, a gazety z lubością nią manipulują). Tylko czy można sobie wyobrazić, że po zniesieniu obowiązkowego celibatu, stan cywilny kapłana, jego życie osobiste pozostanie zupełnie ad libitum? Na pewno będą kapłanów obowiązywać jakieś normy dyscyplinarne. Chyba że katolicyzm stanie się ruchem charyzmatycznym i w dodatku zdecentralizowanym. (Chyba wyszło raczej ironicznie, niż sceptycznie.)

  9. Albina says:

    Ojciec napisał “Odpowiedź byłaby prosta, gdyby brak księży zależał tylko i wyłącznie od celibatu. A tak nie jest.”
    No właśnie, należałoby sie raczej zastanowić nad powołaniem. Co to w ogóle jest powołanie? Czy wyrzekanie się czegoś (np. miłości do kobiety), czy silny pociąg do tej jedynej Drogi, do Boga. Jeśli ktoś naprawdę jest blisko Boga, to pragnie ofiarować się Mu na wieki i nie pragnie małżeństwa. Tylko z tej przyczyny ksiądz zostaje księdzem. Zakonnik zostaje zakonnikiem.
    Osoba, która wybrała tę drogę, powinna być w pełni dla ludzi, to jest istotą tego powołania. (To jest również istotą powołania samotnych. Ich życie – w kościele – powinno należeć do innych ludzi. Są ogniwem, które pomoże tym, co podjęli się największego trudu, trudu rodzenia i wychowania, utrzymać się “na wodzie”).
    Co do stanu, cofnę się do tego, co napisałam w poprzednim poście, ponoć jest różnica, bo ksiądz może stać się zakonnikiem, ale odwrotnie nie (czyli różnią się stany). Co do żywota, moim zdaniem, najtrudniejszy jest żywot matki i spracowanego ojca. O wiele trudniejszy, niż żywot księdza. Więc może na stany dzielić się, rzeczywiście, ludzi nie powinno.
    Natomiast wracając do osób duchownych, tak jak każdego z nas i duchownych czasami dościga t.zw. osłabienie gorliwości. Wówczas dopuszcza się szatana wraz z jego pokusami (dla kogoś, kto ślubował, myśl o złamaniu ślubów jest pokusą).
    Zaczyna się np. od schowania sutanny :), do tego dochodzi mechaniczne odmawianie Brewiarza, chęć zaimponowania innym, którzy wstydzą manifestować miłość do Chrystusa (też ze wstydu przed tymi, którzy ich słuchają). Wstyd. To jest przyczyna naszych ludzkich grzechów. Wstyd przed tym, że nas wyśmieją, jak króla Dawida, który tańczył dla Pana. My świeccy też się tego wstydzimy.
    I tak dom, który miał stalowe fundamenty, staje się ruiną. A potem gazety, filmy, czyn …
    I od razu to pomieszanie pojęć. To wina celibatu, bo gdyby miał żonę ………………………….. To by się rozwiódł. I byłoby jeszcze gorzej.
    To jest zwykłe ludzkie osłabienie gorliwości i dopuszczenie pokus szatańskich. Takie samo jakie dopada nas, świeckich, jak sobie odpuścimy jedną modlitwę, drugą, telewizorek zamiast niedzielnej mszy, potem przyjaźń z rozwódką, Pan Bóg juz zdążył zniknąć z naszego sumienia, potem przyjaźń z kolejną rozwódką, pornografia, gwałt ………..
    Nie można mylić tej szczególnej cechy każdego śmiertelnika, jaką jest możność popadnięcia w bagno, ze złym wyborem powołania, czy złym określeniem reguły i zakresu wymagań stawianych przed osoba duchowną.

  10. Albina says:

    Oczywiście, dokończę tę moją powyższą wypowiedź, jest kryzys powołań i niestety zniesienie celibatu, nie będzie żadną zachetą do wstępowania w szeregi kapłanów. Pocieszające jednak może być to, że Pan Jezus obiecał, że nie zostawi nas samych i będzie z nami do skończenia świata. Nie byłby, gdyby nie było kapłanów, więc bynajmniej co do tego możemy mieć pewność, że powołania nie zanikną.

  11. „Tylko czy można sobie wyobrazić, że po zniesieniu obowiązkowego celibatu, stan cywilny kapłana, jego życie osobiste pozostanie zupełnie ad libitum? Na pewno będą kapłanów obowiązywać jakieś normy dyscyplinarne.” Tutaj bym się nie obawiał. W Kościele Katolickim obrządku łacińskiego są przecież żonaci księża (np. księża, którzy przeszli z anglikanizmu na katolicyzm), a w katolickich obrządkach wschodnich jest to uświęcona kilkunastoma wiekami tradycja. Tak więc pewne wzorce i rozwiązania dyscyplinarne, kanoniczne, i inne są już do podpatrzenia i przystosowania na wielką skalę (gdyby w ogóle myśleć o zniesieniu obowiązkowego celibatu). Poza tym bracia protestanci, prawosławni oraz staroobrządkowcy mają długie tradycje (tzn. instytucje, rozwiązania prawne, majątkowe, dyscyplinarne i inne) żonatych duchownych. Teoretycznie rzecz biorąc mogli by się tą wiedzą podzielić.

    „jest kryzys powołań i niestety zniesienie celibatu, nie będzie żadną zachetą do wstępowania w szeregi kapłanów.” Myślę, że trzeba brać poważnie wypowiedzi wielu młodych ludzi (spotkałem się z nimi w Polsce i za granicą), którzy twierdzą, iż mają powołanie i zostaliby księżmi, gdyby tylko można było założyć rodzinę. Także wielu dobrze zapowiadających się kleryków i bardzo dobrych księży musiało opuścić stan kapłański tylko dlatego, że pokochali kobietę i chcieli założyć rodzinę. Trudno powiedzieć, że nie mieli powołania. Nieraz też bardzo trudno osądzić i powiedzieć, że po prostu zdradzili powołanie i Pana Boga zadając się z kobietą. Dlatego wydaje się, że zniesienie celibatu byłoby zachętą dla wielu młodych mężczyzn, natomiast raczej nie podniosłoby (jakościowo czy ilościowo) kapłaństwa z kryzysu. Oczywiście, zniesienie celibatu rozwiązałoby w jakimś stopniu (!) pewne problemy (np. zwiększyło dostępność Eucharystii), ale też stworzyło dużo nowych problemów (np. zjawisko rozwodów wśród księży).

    „Jeśli ktoś naprawdę jest blisko Boga, to pragnie ofiarować się Mu na wieki i nie pragnie małżeństwa. Tylko z tej przyczyny ksiądz zostaje księdzem. Zakonnik zostaje zakonnikiem.” – Byłoby źle, gdyby to pragnienie (tj. pragnienie bycia blisko Boga), nie motywowało zakochanych do bycia razem i założenia rodziny.
    - Gdyby mężczyzna nie nadawał się do małżeństwa, nie nadawałby się też do kapłaństwa. Do małżeństwa wszyscy są nakierowani z natury, do życia w samotności (udanego i owocnego życia w samotności) potrzeba specjalnej łaski i obietnicy Boga.
    - Może zadziwię Panią, ale te dwa pragnienia (ofiarowania Bogu i małżeństwa) nie muszą się wykluczać, a nawet nie powinny. Inaczej trzeba by powiedzieć coś strasznego: małżonkowie nie są blisko Boga, nie pragną (a nawet nie mogą pragnąć) ofiarować Mu się na wieki, mimo, że „najtrudniejszy jest żywot matki i spracowanego ojca. O wiele trudniejszy, niż żywot księdza.”

  12. maria chodyko says:

    Zasadniczo – co do idei – zgadzam się.
    Ale: katolicyzm to nie protestantyzm. Zachód to nie Wschód.
    By odwołać się do przykładu analogicznego: Idea Soboru Watykańskiego była wielka, święta i wspaniała. Jednak jego realizacja w praktyce w wielu krajach na Zachodzie, była związana z dekretami i dokumentami – powiedzmy eufemistycznie, dość luźno. Otrzymaliśmy kilku świetnych teologów i dynamicznych ruchów, a niechcący puste kościoły. Nie umiem powiedzieć czy wolę to, czy rzekomo płytki i powierzchowny katolicyzm Polaków, wśród którego- rzekomo -brak ciekawej teologii.
    Dziś krytyka lub otwarta niechęć do reform soborowych jest – u młodszego pokolenia- zdumiewająca. Ale czy zupełnie niezrozumiała?
    Błąd Kościoła Zachodniego jest tego rodzaju, że radykalizm sprowadzono w nim do jednej kwestii – celibatu – pomijając sprawę o wiele ważniejszą – ubóstwo. Ewangelia była, jest i będzie – głoszona ubogim. Nie celibatariuszom. Ale żeby móc głosić ewangelię ubogim, trzeba mówić ich językiem. Oczywiście ubóstwo obejmuje tu nie tylko dobra materialne.

  13. Wydaje mi się Pani Mario, że jest Pani niesprawiedliwa wobec katolików w innych krajach. Większośc mojego życia zakonnego spędziłem w kilku różnych krajach i Kościołach. I nauczyłem się szanowac ich samych i ich wysiłki, pomimo pustych Kościołów. Przynajmniej na serio i muszę powiedziec z wielkim męstwem starają się stawic czoło nowoczesności i integrowac wartości zdobyte w wyniku przemian ostatnich trzystu lat (np. takie, jak: wolnośc osobista, wolnośc słowa, autonomia ludzka, autonomia rzeczy stworzonych, równośc, odpowiedzialnośc za świat, demokracja, społecznośc obywatelska, państwo prawa).
    Poza tym, to właśnie Kościoły Zachodnie są najbardziej ubogie w sensie ewangelicznym: patrząc na swój stan, pozostaje im często całą ufnośc złożyc tylko w Bogu.
    Co do protestantów, katolików i protestantów: króciutko: proszę nie zapominac o ponad stuletnim procesie zbliżenia ekumenicznego.

  14. Albina says:

    “Także wielu dobrze zapowiadających się kleryków i bardzo dobrych księży musiało opuścić stan kapłański tylko dlatego, że pokochali kobietę i chcieli założyć rodzinę”.
    Moim zdaniem pokochali kobietę, bowiem osłabiła się ich gorliwość (o czym napisałam powyżej). Ponieważ – powtórzę coś, o czym również pisałam – jeśli ktoś już wszedł na tę Drogę, to rozmyślanie o kobiecie jest tylko szatańską pokusą. Czy znani nam święci, zakonnicy myśleli kiedykolwiek o małżeństwie? Mało, wśród tych świętych, których najbardziej lubię, spotkałam się z bardzo wczesnym, prywatnie dokonanym Panu Bogu ślubem czystości i celibatu.
    Kontynuując wątek, myśli o kobiecie można odpędzić: nie objadać się, nie stosować glutaminianu sodu :), nie nadużywać alkoholu, nie projektować wizji kobiecego ciała, itp. Prosić Boga o miłość do Niego, pamiętając zarazem, że jest się dla Niego-ukrytego-w-bliźnich. Kiedy duchowny, osoba samotna całkowicie poświęci się bliźnim, wówczas nie będzie czasu na myślenie o kobiecie. A gdyby nie było celibatu, proszę sobie wyobrazić, ile dobra przeznaczonego dla innych by przepadło, bo duchowny, siłą powołania, musiałby starać się przypodobać żonie, a nie braciom. Osoba duchowna wkraczając na tę Drogę, musi wiedzieć, że jest to powołanie “dla ludzi”, a nie dla rodziny.

    Nie, nie jestem za celibatem, bowiem obserwuję, że małżonkowie – zdaje się, prowadzeni przez naturę tego powołania – wszystko znoszą do swojego gniazdka (nie zawsze zresztą opływającego w bogactwa), a osoby duchowne i samotne powinny myśleć jak tu dodać coś do czyichś gniazdek, to jest prawdziwa natura tego powołania. Ulżyć rodzinom w ich trudzie.

  15. maria chodyko says:

    Mnie bliższy jest, ojcze Jacku, kościół polski. Właśnie tu w Polsce zetknęłam się protestanckimi grupami charyzmatycznymi które mają niewielkie poważanie wśród “poważnych” kościołów, a i same raczej nie przejmują się ekumenizmem. I właśnie ci wyznawcy spowodowali we mnie głęboki wstrząs jak dosłownie traktują ewangelię i naukę Chrystusa. Była to najlepsza lekcja ekumenizmu i świadectwa Ewangelii jaką dostałam. Żadnej “czapy” tradycji (rzecz jasna celibatu tez nie) żadnej wielkiej teologii. Można się spytać: no to z czym do ludzi? Do ludzi idą z otwartym sercem, rozbrajającą szczerością, a przy tym bez fanatyzmu i sekciarstwa. Nie mogę zaprzeczyć, że doświadczyłam wśród nich obecności Chrystusa. A my się kręcimy przy takich dziwnych pobocznych tematach jak celibat.

  16. maria chodyko says:

    Nie twierdzę, że wśród wspólnot katolickich brak takiego świadectwa, ale takie stwierdzenie na tym blogu mogłoby wypaść nieco propagandowo.

  17. Mam wrażenie, że kryzys celibatu jest w dużej mierze, kryzysem wiary i miłości (to bardzo ogólne i banalne stwierdzenie, ale mam tu na myśli wiele różnych konkretnych spraw). Celibat, jak każda wartośc, może funkcjonowac tylko w pewnej sieci odniesień, na pewnym ideowym tle. Teraz ta siec i to tło się załamały. Pytaniem jest czy celibat może funkcjonowac w pewnej próżni.
    Kościół z pośród tych, którzy mają powołanie do służby Bogu wybiera tych, którzy chcą i są w stanie tę wartośc (celibat) realizowac i daje im święcenia kapłańskie. Czasami źle jest to rozeznawane, czasami ci wybrani rezygnują z wyboru, a czasami istnieje jakaś tajemnica.
    Wydaje mi się, że Albina ma zbyt wygórowany obraz kapłana. Życie wiary i miłości, nie jest bezproblemowym życiem. Trudno mówic też o zaniku gorliwości, jako przyczynie odejśc. Dosyc często to wielka gorliwośc kapłanów doprowadza ich na krawędź tragedii. Angażują tak wiele sił i uwagi i dobrych intencji, tak zapominają o sobie, że niszczą się fizycznie i psychicznie i w pewnym momencie – przy czasami bardzo niesprzyjającym otoczeniu: współbraciach kapłanach, przełożonych (również biernych świeckich, czekających z napięciem na skandalik) – księża nie wytrzymują napięcia, po prostu nie da się przy najlepszych chęciach przekraczac bez konsekwencji pewnych granic.
    Poza tym wejście na ścieżkę wiary i próba jej realizacji w jakiś widoczny na zewnątrz sposób, jest zawsze związane z wieloma zmaganiami i wątpliwościami. Pytaniem dla kapłana jest, czy chce je podjąc i przeprawcowac. Pytaniem dla wiernych jest, czy jest ktoś, kto chce i potrafi mu pomóc. Księża byc moze dlatego doświadczają tak głębokich kryzysów wiary (a nawet stają się – jak to się mówi – “niewierzącymi – praktykującymi”, że właśnie są traktowani jako herosi i tytani, którym żadna wątpliwośc, zachwianie wiary nie może miec miejsca. Tymczasem i oni w swojej wierze i miłości potrzebują wsparcia, pocieszenia, umocnienia, pomocy w interpretacji czasem przerastających ich samych życiowych sytuacji.

    Mam duży szacunek dla młodych, dynamicznych wspólnot chrześcijańskich. Młode wspólnoty protestanckie czy katolickie jednak, choc mogą byc atrakcyjne, dla mnie nie są do końca wiarygodne, dopóki nie przejdą pewnych etapów i wyborów, które wymusza przejście przez autentyczne ludzkie doświadczenia. Kościół obrósł tym wszystkim właśnie z racji swojego dwutysiącletniego doświadczenia przeżywanego w nieskończenie różnych sytuacjach. To, że przetrwał i potrafił się do nich dostosowac, a także stara się dalej dostosowywac, jest dla mnie świadectwem, że w Kościele jest coś bardzo autentycznego, żywego i głębokiego.

  18. maria chodyko says:

    To prawda że w życiu celibatariusza najtrudniejszą próbą jest konfrontacja z brakiem pełnej rekompensaty za własne zaangażowanie. Często jest zupełnie przeciwnie – ile by z siebie nie dawał zawsze będzie za mało, a pretensje wokół będą coraz większe.
    Sądzę że taka negatywna argumentacja nie byłaby jednak wystarczająca do zmiany dyscypliny celibatu może nawet nie byłaby adekwatna. Mówiac zdroworozsądkowo, zakaz żenienia się jest równie bezsensowny co nakaz żenienia się , zwłaszcza gdy sprawę się rozważa w świetle Nowego Testamentu. Małżeństwo jest w nim punktem wyjścia do rozważań o sposobie życia człowieka. 1 list do Tymoteusza mówi wprost, że umiejętność utrzymania własnego domu jest najlepszym sprawdzianem umiejętności troski o Kościół dla przyszłego kandydata.
    Pozostaje jednak motyw szaleństwa dla Chrystusa: wyrzeczenia się wszystkiego, jak zrobili to apostołowie, św Paweł i wielu innych po nich. Jedno jest pewne: że funkcja kapłana nie była i nie będzie jednym z wielu zawodów.

  19. Albina says:

    Dziękuję za tę odpowiedź.
    Nie uważam kapłanów za herosów, którzy mają dźwigać ciężary tego świata. Po prostu temat Ojca artykułu wydał się bliski moim osobistym zmaganiom z powołaniem życiowym i wypowiedziałam swoje osobiste widzenie takiego trybu (typu) życia.

    Niedoścignionym herosem jest dla mnie matka, zwłaszcza matka kilkorga dzieci. Przy matkach czuję się totalnym zerem. To jest dla mnie jakiś nieosiągalny wierzchołek, nie zdobyty szczyt, którego nie pojmuję. Opisywany przez koleżankę poród, zwłaszcza moment pękania na pół całej konstrukcji kośćca delikatnego, kobiecego ciała, jest dla mnie jakąś heroiczną przeprawą, wobec której chylę czoła, całą swoją nic nie wartą postacią. Zarazem wydaje mi się, że moje odczucia podobne są do odczuć mężczyzn, w tym osób duchownych. Oni też są pełni podziwu dla porodu i macierzyństwa.
    Tak mi się w życiu ułożyło, że jestem sama, a skoro tak się ułożyło, zastanawiam się jakie jest to moje powołanie (choć widzę jakie jest, bo tkwię w nim od dawna, bezwiednie, prowadzona przez Boga).
    Mając do czynienia z księżmi, obserwuję jak żyją i dostrzegam podobieństwo ich powołania do życia samotnych świeckich (mówię tu o księżach, nie o zakonnikach). Wydaje mi się, że osoba świecka (zaangażowana religijnie) powinna starać się zmagać z podobnymi wyzwaniami (oczywiście pominę temat konsekracji tych pierwszych i drugich). Taki człowiek musi być dla ludzi, inaczej bezżenność nie ma sensu. Jaki byłby sens przyjemnej samotności przy takich herosach jak matka, rozrywana, niekiedy wielokrotnie, na pół.
    Ksiądz nie powinien spędzać życia między ołtarzem a czterema ścianami swojego lokum (choć dobrze wiem, a propos ołtarza, że przeistaczanie Ciała Pańskiego to bez wątpienia najważniejsze zadanie kapłana). Musi być z ludźmi, służyc im jak może, a może…
    Konfesjonał, najpiękniejsza posługa (zazdroszczę księżom, że mają tak potężną moc Przemieniania, a z której, chyba nie zdają sobie sprawy); przebywanie z wspólnotą, która zgromadziła się i czeka na księdza, a księdza nie ma, itp.
    Oczywiście, dostrzegam ogromną pracę księży. Tych, których znam, bardzo podziwiam. Osoby duchowne czynią wiele, wiele dobra, które często jest niewidoczne, rozgrywa się ono naprawdę w ukryciu.

    Wracając do tematu celibatu, uważam, że jeśli człowiek (osoba duchowna) zdecydował się na życie w kapłaństwie, bądź jego życie (świeccy samotni) ułożyło się tak, a nie inaczej, należy z tego wyciągnać pewne wnioski. Zastanowić się po co się jest, jaki jest sens tego powołania, określić czego nie wolno, aby nie ulegać pokusom (np. nie wolno snuć fantazji na temat małżeństwa, bo to okrutnie “rozwala” wewnętrznie i zrzuca z Drogi na pobocze). I wcale nie jak heros, ale po trosze z uśmiechem, po trosze z zaciśniętymi zębami pracować od poniedziałku do niedzieli dla dobra potrzebującej ludzkości.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com