Artykuł

Czas barbarzyńców 3

Sep15

Do takiego Micińskiego Nergalowi bardzo daleko. Nie to pokolenie, nie ta formacja umysłowa, umiejętności także nie te. To zupełnie inna liga, trzeba to powiedzieć uczciwie. Nergal nie jest intelektualistą, o żaden mu nie chodzi dyskurs, o żadne tradycje filozoficzne, rzecz wyłącznie w pewnej koniunkturze, w zagospodarowaniu określonej niszy i czerpaniu z niej zysków. Nergal zauważył po prostu zapotrzebowanie na daną estetykę, zajął obszar wcześniej niemal dziewiczy, zręcznie znalazł target, użył odpowiednich narzędzi marketingowych. Wykreował swój wizerunek przemyślanie i teraz odcina kupony. Oto cała tajemnica jego satanizmu: to niezła taktyka finansowa, bardzo lukratywna, prostą drogą prowadząca Nergala od jego dokonań muzycznych na salony naszej przaśnej popkultury.

Pan Darski jest niewątpliwie bardzo sprawnym biznesmenem, potrafi robić duże interesy, w kaszę sobie nie da dmuchać. Ma strategię i się jej trzyma. Jakby śpiewanie Barki było bardziej dochodowe, to śpiewałby Barkę. Zresztą, nigdy nie można wykluczać spektakularnego, przed kamerami, nawrócenia Nergala. Historia zna takich przypadków bez liku. W polskim show-biznesie ikonami chrześcijańskiego stylu są mdła Eleni wybaczająca mordercy swojej córki, twierdząca przy tym, że do jednego stołu i tak by z nim nie usiadła, i uduchowiony po wypadku samochodowym Krzysztof Krawczyk, traktujący różaniec jak bransoletkę, ale to ikony nieco już zmurszałe, przydałyby się świeższe. Przemieniony Nergal byłby jak znalazł. Styl Nergala-satanisty kiedyś się na pewno wyeksploatuje i nie będzie już tak nośny, być może właśnie wtedy muzyk gruntownie przekształci swój wizerunek. Będzie pozował w koszulce z napisem JPII i wszem wobec mówił o tym, jak bardzo kiedyś był ślepy. Wszystko przed nim. Może i jestem ironiczny, ale trudno odmówić mi nosa,  dobrą mam intuicję. Od nonszalanckiego, agresywnego odcinania się od religii do ostentacyjnej, niedojrzałej religijności jest rzut beretem.

Jak tak spojrzymy na sprawy Nergala ex post, to wszystko się układa w logiczny ciąg, wyraźnie widać, że Nergal od dawna pręży muskuły, by stać się rozpoznawany na ulicy, co chwila przekracza coraz to kolejne granice parcia na szkło: wpierw był tylko liderem kontrowersyjnego zespołu metalowego, który znany był wyłącznie w swojej dziedzinie, potem nadszedł czas namiętnego związku z piosenkarką Dodą, płomienne relacje w tabloidach z każdego ich kroku, regularne raporty z uczuciowych napięć, następnie cała Polska handlowała tematem zdrowia muzyka, a teraz Nergal został muzycznym ekspertem i komentuje koślawą polszczyzną występy młodych wokalistów w telewizyjnym programie, każdemu uczestnikowi mówiąc te same dyrdymały, operując spranymi bon motami i niezbyt angielskim poczuciem humoru. Nędza wyłazi uszami, to estetyka zdecydowanie naiwna, dla amatorów igrzysk i walki w kisielu. Ale Nergal czuje się w tym jak ryba w wodzie. Zdaje się, że o to mu chodziło.

Precyzyjną reżyserię i konsekwentne, z fascynacją, eksplorowanie siermiężnego światka polskich mediów widać w tym wszystkim gołym okiem. Wielki, niezależny Pan Satanista gustuje dokładnie w tej samej aurze, co każda inna gwiazdka telewizyjna, nieodróżniająca Austrii od Australii i prymasa od premiera. Pan Nergal, tak się złożyło, jest w tej chwili kolegą po fachu niejakiej Joanny Krupy, Jolanty Rutowicz czy pamiętnej Frytki, przystał do bardzo szlachetnego towarzystwa, może się wymieniać z nim doświadczeniami. Może przybić piątkę Krzysiowi Ibiszowi i poklepać po plecach Kasię Cichopek. Jak widać, daleko go ten jego satanizm nie zaprowadził, nie mamy mu czego zazdrościć. Wielkie honoraria za nic nierobienie, nudne ględzenie w telewizji o niczym i zespół podbijający zachodnie rynki to trochę za mało, żeby uznać Nergala za człowieka ciekawego i oryginalnego.

Pan Nergal może sobie zatem krzyczeć Non serviam ile sił w płucach, może się Szatanem fascynować do woli, może uprawiać satanizm teistyczny albo laveyański, może Szatana wprost czcić albo uważać za źródło inspiracji i metaforę, ale to wszystko i tak będzie jedynie tandetną stylizacją, ledwie tatuażami i brukową symboliką. Nikt poważny nie da się na to nabrać, to tylko popelina, kilka słów bez pokrycia. Fakt, że Nergal to uprawia w mediach, od razu zdradza, jaką to ma proweniencję. Jest zwykłym towarem. I tyle.

Właśnie przez pryzmat wyżej zarysowanych spraw trzeba spojrzeć na zniszczenie przez Nergala Biblii. Nie są potrzebne tony religijne i wysoki diapazon, sprawa jest naprawdę prosta: jeden nieokrzesany błazen zniszczył książkę, a tłum błaznów-analfabetów mu zaklaskał, ktoś w dodatku przyniósł kamerę. Ot, prosta rozrywka gawiedzi, ludyzm, zabawa dla niezbyt wyrobionych. To dokładnie to samo, co Nergal uprawia w telewizji, coś na miarę jego związku ze wspomnianą Dodą Elektrodą, która większości Polaków kojarzy się z publicznymi zwierzeniami dotyczącymi swojego życia seksualnego. Co ciekawe, akces do tego mętnego grona zgłosił również sąd, który najwyraźniej ma podobne gusta. De gustibus…, warto jednak mieć świadomość, że niszczenie książki to praktyki rodem z buszu, nieprzystające do kultury europejskiej. To tak jak ze szczaniem do doniczki: może trudno za to skazywać, ale nazywać sztuką też nie jest najrozsądniej. Za szczanie do kwiatka może i nie grozi więzienie, za to grozi towarzyski ostracyzm.

Niech sobie zatem Nergal o Biblii myśli, co chce, ale niech ma świadomość, że w pewnych kręgach za zniszczenie książki będzie uchodził za oszołoma. Wykształcony Europejczyk nawet Marksa nie może spalić, tak mnie uczono. Książka to dla naszego kręgu kulturowego świętość, zapis ludzkiego doświadczenia, emocji, poglądów, przewodnik po drogach kultury, trop w stawianiu diagnozy o świecie. Książka to metoda rekonstruowania przeżyć, nośnik pamięci, sposób na to, by w poznawaniu świata nie zaczynać za każdym razem od nowa. To busola, środek budowania tożsamości. Im więcej różnych książek w głowie, tym swoboda epistemologiczna człowieka większa. Za Biblią, którą Nergal zniszczył, bo ją uważał za stos kłamstw, kryje się kawał świata, tysiące lat dojrzewania ludzkości, opowieść potężna jak dąb. Wizja człowieka, w której przejrzeć się możemy jak w lustrze. To wszystko poparte jest latami badań dokonywanych przez umysły, którym Nergal do pięt nie dorasta.

Zniszczyć książkę, zwłaszcza tak mięsistą jak Biblia, to podnieść rękę na bogactwo i różnorodność świata, wyrzec się polifoniczności, zostać przy swoim małym ogródeczku. To barbarzyństwo, a nie kreacja artystyczna. Media niewątpliwie promują barbarzyństwo i głupotę. Już od dłuższego czasu. Nergal jest więc na swoim miejscu.

Jarosław Dudycz

Komentarze przez RSS

3 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Monika says:

    Hmm, brakuje takiego głosu rozsądku wśród osób wierzących, a szczególnie wśród księży i biskupów. Kościół w Polsce ma chwili obecnej, moim zdaniem, poważniejsze zmartwienia i problemy do rozwiązania, niż akcje marketingowe Pana Nergala.

  2. andrzej says:

    Darski jest bez dwóch zdań po prostu celebrytą. Trafne określenie: “Może przybić piątkę Krzysiowi Ibiszowi i poklepać po plecach Kasię Cichopek. Jak widać, daleko go ten jego satanizm nie zaprowadził, nie mamy mu czego zazdrościć.”

    Przecież nikt nie ma wątpliwości, że do TV trafił nie z powodu swojego dorobku artystycznego, bo odbiorców ma raczej niszowych ;-).

  3. michał says:

    “Wykształcony Europejczyk nawet Marksa nie może spalić, tak mnie uczono. ”
    Dziwny przykład – jakby książki Marksa były warte spalenia, ale skoro to książka to nie wypada – o pracach Marksa uczymy wciąż na socjologii, a przypuszczam, że na innych kierunkach studiów także się do niego odnosi. To jeden z najwybitniejszych myślicieli społecznych czy się to niektórym podoba czy nie.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com