Artykuł

Pusty grób 0

Nov1

Niewiasty przyszły do grobu z wonnościami i chciały namaścić ciało Jezusa. Czym są te wonności, co znaczą? Egzegeza na pewno przyniesie jakieś rozwinięte wyjaśnienia, roztoczy przed nami szeroką symbolikę judaizmu, zwyczaje religijne ludu izraelskiego, a także nakreśli tło teologiczne dla gestu namaszczenia. Popatrzmy jednak na sprawę potocznie, bardziej psychologicznie niż biblijnie.

Owe “przygotowane wonności”, z którymi Niewiasty przychodzą do grobu, zdają się oznaczać różne osobiste oczekiwania Niewiast wobec Jezusa, ich pamięć, chęć przywołania wszystkich dobrych spraw z przeszłości, są może także wyrazem rozczarowania, że wszystko się już skończyło. Niewiasty chcą namaścić ciało Jezusa z sympatii do Mistrza, chcą godnie pożegnać przyjaciela, wonności na pewno mieszają się ze łzami, gdzieś w tym wszystkim majaczą frustracja i zniechęcenie.

Wydaje mi się, że wonności są wyrazem zawartości serc Niewiast, które nie uwierzyły w słowa o zmartwychwstaniu i w Królestwo Boże, ale skoncentrowały się na przeżywaniu zupełnie po ziemsku pojętych wypadków z życia Jezusa. Wonności zdają się być zwrotem ku przeszłości, mamy niewątpliwie do czynienia z namaszczaniem wspomnień, z pewną grą sentymentami i tradycjami. Wonności to głos serca, które nie zrobiło jeszcze kroku naprzód, nie podjęło odważnych decyzji, wciąż wpatruje się w grób i w grobowe obyczaje. Jego największym zmartwieniem jest to, “kto nam odsunie kamień?”. Większych spraw to serce nie widzi.

Niewiasty wchodzą do grobu z głowami pełnymi rozmaitych legend i przyzwyczajeń, pełnymi wiedzy o różnych żydowskich zwyczajach i praktykach, chcą Jezusa tymi praktykami niejako wygładzić, wciągnąć go w wir pobożnych gestów, zamaskować nimi wydarzenie krzyża. Uciec w ten sposób od swoich zranień i żalu, że stało się inaczej, niż się spodziewały.

Ale Jezusa w grobie nie ma. Jezus okazał się być kimś przekraczającym wspomnienia, żale i rozczarowanie, kimś, kto pokonuje różne ludzkie śmierci, łącznie z biologiczną.

Przeżywamy czas, kiedy na cmentarze ciągnąć będą pielgrzymki Polaków, ludzie będą dźwigać naręcza różnych “wonności”, mnóstwo zniczy i kwiatów. Po co będą to wszystko dźwigać, czemu to służy, co ludzie chcę w ten sposób wyrazić?

Chcą wypowiedzieć to samo, co niegdyś Niewiasty: pamięć o zmarłych, kulturową cześć, swoją religijną obowiązkowość. Chcą w zniczach i kwiatach zawrzeć swoje ludzkie uczucia, jakieś żale, bóle, ukryte pretensje, rozczarowania. Chcą się ze zmarłymi rozliczyć i wystawić im rachunek, chcą mieć z nimi święty spokój, nie chcą, żeby ci zmarli byli im jakimś wyrzutem sumienia.

Spójrzmy na sprawę w tym kluczu: czy w zniczach i kwiatach nie niesiemy na cmentarz swojego zranionego serca, nieuporządkowanych relacji, niedomkniętych ze zmarłymi spraw, niezaspokojonego apetytu na bliskość? Niewiasty w swoich wonnościach skryły z pewnością myśl: “tyle rzeczy mogłyśmy mu powiedzieć, tyle rzeczy on mógł nam uczynić, ale umarł. Dlaczego, Panie, nas zostawiłeś?”. My podobną myśl kamuflujemy w swoich zniczach. Serce córki daje przez znicz komunikat, choć jej rozum często nie zdaje sobie z tego sprawy: “dlaczego, tato, źle nam było ze sobą, dlaczego nie rozmawialiśmy, dlaczego byłeś oschły?”. Znicze niesione na cmentarz, troska o grób, częste odwiedzanie go wyprzedzają świadomość, zdradzają różne ludzkie traumy, rozdarte relacje. Jeśli się temu przyjrzeć bliżej i uważniej, to widać, że nasze cmentarze odsłaniają tajemnice wielu ludzkich historii. Te nasze monumentalne i wypucowane groby to pogoń za cieniami.

Jest więc chodzenie na cmentarz często jak ściganie starych spraw, których doścignąć już nie sposób, jest jak jakaś antyterapia, jest uciekaniem od prawdy o swoich krewnych i o naszych z nimi sprawach. Wielka kamienna płyta to surogat człowieka, którego się próbuje zatrzymać i mieć przy sobie dla własnego emocjonalnego spełnienia. Być może im więcej zniczy, tym więcej poukrywanych dramatów. Jest wreszcie nasze przywiązanie do cmentarzy fałszywym mniemaniem, że lekarstwem jest stagnacja, powtarzanie obyczajów, ciągły zwrot ku przeszłości.

A lekarstwem jest przecież Jezus Chrystus, nowa wizja ludzkich relacji, przebaczenie względem przeszłości, popatrzenie w przyszłość. W pusty grób. Znam ludzi, którzy mają w swoim życiu wszystkie groby puste. Większość z nas jednak takiego komfortu nie ma, odprawiamy swoje dziady nad tymi grobami. Warto w którymś momencie zrobić pierwszy krok ku zmartwychwstaniu.

Nie śmiem nikomu mówić, jak ma to zrobić, ale doskonale wiem, że każdy z nas musi się na taki krok zdecydować.

 

Jarosław Dudycz

Komentarze przez RSS

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy dla tego wpisu

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com