Artykuł

Filozofowie, do roboty! 1

Nov10

Wyobraźmy sobie, że Pan Bóg stworzył ludzi nie tylko na Ziemi, ale też w jakiejś innej galaktyce. Stworzył nie jakieś stworzenia inteligentne, obcą formę życia, stwory znane z filmów amerykańskich, ale po prostu ludzi. Tak jak stworzył ich na Ziemi na różnych kontynentach, tak też w skali kosmosu na różnych planetach. I do tych ludzi z rubieży wszechświata też dotarł ze swoim objawieniem, też im pokazał swoją miłość w Jezusie Chrystusie.

Jezus narodził się u nas, na Ziemi, tutaj nauczał i tutaj umarł na krzyżu, ale to przecież wcale nie musi być żadnym problemem, żeby nauka Jezusa dotarła na odległą planetę i stała się tam tą samą siłą zbawczą, co u nas. Ci ludzie z innej galaktyki mogą być na przykład inaczej rozwinięci technologicznie, mogą mieć inaczej zaawansowaną cywilizację, mogą nas mieć na wyciągnięcie ręki, posiadać wielki ekran na nasz świat. Bóg mógł im dać takie zdolności, żeby patrzyli na to, co się dzieje u nas, czerpali z tego, korzystali z przesłania Kościoła, który u nas się narodził, na naszej planecie, nie u nich. Bóg mówi przez znaki materialne, nie jest hochsztaplerem, nie robi sztuczek. Jest konkretny. My mamy sakramenty. Ale kto wie, jak wyglądałaby materialność tych ludzi z kosmosu. Może jakoś zupełnie nie do pojęcia przez nas.

Załóżmy więc sobie tak zdefiniowaną sytuację. Że gdzieś w kosmosie są pełnoprawni w Bożym porządku ludzie, kochają, dotarł do nich kerygmat, mają życie tak samo zorientowane. Ale ich świat wygląda inaczej niż nasz, ma inne ukształtowanie fizyczne, inne tam występują procesy chemiczne, jest inna biologia. Na przykład tym ludziom z kosmosu palą się cztery słońca, inna jest atmosfera, inny metabolizm. Jeden ich dzień jak nasz jeden rok, oddychają innymi gazami, ich ustrój inaczej pracuje. I nieco inaczej też wygląda. Są ludźmi, bo Bóg ich ludźmi stworzył, dał im rozum, wolną wolę, ciało materialne i jego funkcje, dał im pewien konkret życia, przemówił do nich przez Jezusa Chrystusa i chce ich zbawienia. Ale jednak ci ludzie inaczej się prezentują niż my, ich człowieczeństwo inaczej się jawi, bo ewoluowało w innym środowisku.

I teraz wyobraźmy sobie, że dochodzi do spotkania. I nie poznajemy w przybyszach ludzi. Bo ich ciała, choć ludzkie, to jednak są nam nieznane. Widzimy coś obcego. Ich język nie pozwala nam na komunikację. I jak się zachowujemy? Czy nie bierzemy tych ludzi za przedmioty, za podludzi, czy nie gotujemy im jakiejś krzywdy? Oczywiście, pojawia się głos mądrych uczonych, którzy ogarnęli tych przybyszów, nawiązali z nimi więź, zauważyli, że w zupełnie innej konstytucji biologicznej kryją się ludzkie postawy takie same jak nasze. Kościół zaczyna apelować o miłość do nowo poznanych bliźnich, ale głos teologów nie jest słyszalny, zaczęły się eksterminacje, uchwalono prawo, że wolno zabijać nowych. Dlaczego?

Dlatego, że w nowych większość nie rozpoznała ludzi. Inaczej wyglądali, nie śmiali się tak jak my, nie jedli tak jak my, mieli inne kształty, bo na ich planecie były inne warunki. Zobaczyć człowieka w takiej strukturze jest rzeczą karkołomną. Trzeba się przedrzeć przez warstwę powierzchownych zależności. I trudno mieć tu do kogoś pretensję, że mu się to nie udało, zawiodły po prostu mechanizmy percepcyjne, rozum nie dostrzegł człowieka w człowieku, bo kontekst był niecodzienny.

Jakże inne to jest niż znane nam z przeszłości totalitaryzmy, na przykład nazizm. Naziści rozumnie kombinowali, jak z kogoś, kto jest rozpoznawany człowiekiem, kto się zachowuje zupełnie naturalnie, jak wszyscy, kto ma pewne standardowe życie, w zupełnie definiowalnych wspólnotach, uczynić podczłowieka. A w naszej opowieści pojawia się po prostu niemoc poznawcza. Ktoś patrzy na przybysza i człowieka w nim najnormalniej nie widzi. I cóż poradzić?

Podobnie, myślę, z przyzwoleniem na aborcję. Wiedzą Państwo, dlaczego niektórym tak łatwo przychodzi wzgardzić płodem i skąd apele, takiej na przykład Wandy Nowickiej, żeby aborcja była powszechnie możliwa? Rzecz jest prostsza niż się nam wydaje i nie ma niczego wspólnego z dynamiką rodzenia się nazizmu, do którego bardzo ochoczo przeciwnicy aborcji porównują ruch proabrocyjny. Naziści odczłowieczyli Żydów szeregiem posunięć ideologicznych, z powodów politycznych, ekonomicznych i społecznych, bardzo rozbudowanymi procesami. A zwolennicy aborcji w istocie nikogo nie odczłowieczają.

Oni pierwotnie, w pierwszym już kontakcie, automatycznie nie widzą w płodzie człowieka. Nie umieją go dostrzec w tej rzeczywistości. Jest to przed nimi jakoś zakryte. Po prostu brzuch matki jest nietransparentny. Nie widać, czy jest w nim człowiek, czy nie. A tym bardziej nie widać, gdy mówimy o okresie, gdy nie ma jeszcze płodu, a jest zarodek czy wcześniej zygota.

Można się posługiwać aparaturą, pokazywać zdjęcia wykonane ultrasonografem, można wieszać na ulicy plakaty udowadniające, że w łonie matki rozwija się życie, ale niektórzy ludzie i tak nie umieją uznać, że człowiekiem może być nie tylko ten byt, z którym rozmawiają, który mija ich na ulicy, który wykonuje jakieś działania, ale i jakieś „coś” podłączone do organizmu kobiety.

Po prostu sytuacja człowieka w jego okresie prenatalnym nie jest typowa dla międzyludzkich doświadczeń i poznawania drugiego człowieka. To jest coś wyjątkowego. Tak jak nietypową sytuacją dla relacji z drugim człowiekiem byłoby nagłe pojawienie się jakichś innych ludzi z kosmosu. W ich wypadku nie widzielibyśmy ich człowieczeństwa, ale ich inność cywilizacyjną i inną organizację ciała.

W wypadku płodu widać zaś matkę, to ona uchodzi za człowieka, skupia wzrok i uwagę, płód wydaje się być częścią niej, czymś podporządkowanym. To nie jest zła wola, że ktoś w rozwijającym się płodzie nie widzi człowieka, to jest po prostu naturalne ograniczenie jego zdolności percepcyjnych, pogubienie się, niezdolność popatrzenia szerzej, spoza klucza codziennych relacji. Ktoś codziennie widzi męża, brata, dzieci, mają dwie nogi, dwie ręce, mówią. Jak z takiego przyzwyczajenia przejść do widzenia ludzi na innym poziomie, bardziej fundamentalnym? To bywa często niemożliwe, ale na pewno nie świadczy o tym, że ktoś chce zła.

Spójrzmy na to naprawdę uczciwie, bez ideologicznego zacięcia, szczerze, może wtedy nie będziemy na zwolenników aborcji patrzeć jak na wyrachowanych morderców. Na ogół poznajemy ludzi w sytuacjach społecznych, w działaniu, w wyrazie twarzy, w słowach, w bliskości, w rozmowie, w jakiejś współpracy, a w tym wypadku ktoś nam nakazuje rozpoznać człowieka w czymś schowanym w organizm matki.

I naprawdę nie może dziwić, że ktoś takiego rozpoznania nie dokonuje, że jego wrażliwość nie widzi człowieka w sytuacji niestandardowej, w doświadczeniu innym niż dotyk, rozmowa, spojrzenie w oczy, usłyszenie głosu, dostrzeżenie ruchu. To jest całkiem możliwe, że ktoś ludzi widzi tylko w pewnej konkretnej przestrzeni i konfiguracji: ruszają się, robią coś, są wokół. A z płodem przecież tak nie jest.

Zamiast się zatem oburzać na zwolenników aborcji i nazywać ich mordercami czy nawet nazistami, warto się zastanowić, jak ludziom tłumaczyć, że płód jest człowiekiem. Jak ich do tego przekonywać, jak rozszerzać ich osobiste zdolności poznawcze, jakimi metodami. To zadanie dla filozofów, teologów, myślicieli, literatów. Dla całej humanistyki. Trzeba po prostu nauczyć ludzi poznawać człowieczeństwo bliźniego w różnych doświadczeniach skrajnych.

Jarosław Dudycz

Komentarze przez RSS

Jest jeden komentarz dla tego wpisu

  1. Wyobrażam to sobie. Od dawna. Rozumiem oczywiście, że kosmici w tekście są tylko obrazową przenośnią. Myślę jednak, że gdyby doszło do Kontaktu – takiego, który nastąpiłby z ich inicjatywy (nasza technologia jeszcze chyba długo na to nie pozwoli) – mielibyśmy przede wszystkim problem z samymi sobą. I to, przypuszczam, nader poważny. Ale w sumie drugi człowiek to tak naprawdę zawsze lustro, w którym widzimy prawdę o sobie. Niezależnie, czy będzie przybyszem z innej galaktyki, czy zygotą w brzuchu ziemskiej matki.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com