Artykuł

  • 18.11.2011
  • 11:32 AM
  • Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Fałszywa alternatywa 11 listopada 1

Nov18

Iluminacja KPRM na 11 listopada. Fot. Grzegorz Rogiński/KPRM

11 listopada społeczeństwo obywatelskie powinno się zjednoczyć w imię wspólnego dobra, a nie politycznych sympatii

11 listopada poszedłem na oficjalne uroczystości przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Chodziłem na nie od dziecka, jednak od kilku lat je opuszczałem. Rok temu z powodu dyżuru w redakcji, a wcześniej dlatego, że nie chciałem pojawiać się w pobliżu władzy wywodzącej się z Prawa i Sprawiedliwości. Uważałem, że Święto Niepodległości jest świętem państwowym, i wolałem wówczas nie zbliżać się do ludzi PiS-u, który chciał mieć monopol na polskość, patriotyzm i praworządność.

Choć w okolicznościowych przemówieniach z okazji Święta Niepodległości prezydent Lech Kaczyński nie dzielił Polaków na lepszych i gorszych, były to raczej wyjątkowe chwile w politycznej praktyce obozu IV Rzeczpospolitej.

Natomiast w tym roku na plac Piłsudskiego wybrałem się chętnie.

„Tego oczekuje większość”

Po drodze, przed drzwiami kawiarni Nowy Wspaniały Świat minąłem grupę ubranych na czarno mężczyzn, przynajmniej jeden trzymał poręczną pałkę (kij bejsbolowy?) ubraną w pokrowiec. Wyglądali groźnie. Nie wiedziałem, czy są z prawicy, czy z lewicy; z lektury późniejszej prasy wnioskuję, że to ci sławni antyfaszyści z Niemiec, których niebawem zatrzymała policja.

Na Krakowskim Przedmieściu widziałem turystów, którzy z zadowoleniem kupowali biało-czerwony szalik, pewnie jako pamiątkę. Nastrój był sielankowy. Na pl. Piłsudskiego było trochę inaczej niż kiedyś. Funkcjonariusze sprawdzili mnie wykrywaczem metali. Na obrzeżach placu nie było tradycyjnych stolików z nacjonalistycznymi publikacjami. Podczas uroczystości widziałem zaledwie jeden transparent jakiejś radykalnej organizacji.

Prezydent Bronisław Komorowski miał bardzo dobre przemówienie. Zwykle drażni mnie jego „biskupi” sposób mówienia i nadmierne zamiłowanie do tradycji. Tym razem nawiązał do przeszłości, ale mówił o dzisiejszej Polsce i dzisiejszych zadaniach.

Odniósł się także do tego, co przy okazji święta dopiero miało się wydarzyć: „W rozległej, polskiej przestrzeni wolności jest miejsce dla różnych poglądów i różnych wrażliwości. Niech zwłaszcza 11 listopada ich manifestowanie odbywa się bez agresji i bez nienawiści, bez uzurpowania sobie przez kogokolwiek monopolu na Polskę. Jestem pewien, że tego oczekuje absolutna większość obywateli, absolutna większość Polaków”.

Niestety dalsza część dnia zależała w Warszawie od mniejszości.

Fajnie?

Poszedłem na plac Konstytucji i zrobiło mi się smutno. Powyrywane kostki chodnikowe, zniszczony sygnalizator przy przejściu dla pieszych, wokoło bandyci, nie wiadomo było, co jeszcze się może stać. Słychać było okrzyki i patetyczno-wulgarne hasła o polskości.

Tyle zostało z Marszu Niepodległości, który się tu wcześniej zebrał, ale potem porozchodził w różne strony.

Dalej kordon policji i wiec-blokada, która miała powstrzymać Marsz. Z wiecu dochodziły okrzyki „Pokojowa demonstracja!”. W ten wiec Kolorowa Niepodległa chciały uderzyć grupy, które zjechały do stolicy na Marsz Niepodległości. Widać było, jak przemieszczają się bocznymi ulicami i szukają drogi do natarcia. Szli z żółto-czerwonymi flagami Obozu Narodowo-Radykalnego. Później przeczytałem, że do drobnych starć doszło.

Poszedłem na plac na Rozdrożu. Narodowcy i bandyci zbierali się pod pomnikiem Romana Dmowskiego. Alejami Ujazdowskimi szło kilkoro osób niosąc drewniany krzyż. Wyglądali jak wyjęci z filmu „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” Marka Koterskiego. Stanęli, rozmawiali z przechodniami. – To jest czas dni ostatecznych – mówili. – Ja też tak uważam – odpowiedziała zaczepiona osoba.

Miasto było już ciemne i ponure. Nie widać było sensu dziejących się wydarzeń. Potem czytałem, że pobito fotoreportera, były podpalenia. Na stronach internetowych różnych mediów, choć nie skrajnych, czytałem sprzeczne informacje. Trudno było wyrobić sobie zdanie, gdy wiarygodność informacji spadła na łeb. I tym trudniej było zgodzić się z pisanymi na szybko komentarzami – gdy autorzy angelizowali tych ze swojej strony barykady, a demonizowali przeciwników. W ciągu kolejnych dnia jedni pisali, że na Marsz przyszły matki z dziećmi; drudzy, że spędzanie czasu w wiecu między szpalerami policji było wyjątkowo fajne.

Moim zdaniem popołudnie 11 listopada fajne nie było. Kiedy radykalizacja nastrojów społecznych będzie narastać, w kolejnych starciach bojówek ktoś może zginąć. Były już takie przykłady w historii państwa, które odrodziło się w 1918 roku. Być może zbyt lekkomyślnie sięgamy do jego dziedzictwa.

Co zrobić, żeby było inaczej?

Proponowane przez przedstawicieli władzy zmiany w przepisach o zgromadzeniach potwierdzają, że 11 listopada organy państwa okazały się nieskuteczne – odpowiednich przepisów nie brakuje, nie są one jednak wykorzystywane, np. przez policję (pisała o tym Ewa Siedlecka, „Gazeta” 15 listopada). Tymczasem zgłaszane pomysły ograniczają wolność zgromadzeń – są zatem niebezpieczne.

Konstytucja daje podpowiedź, jak należy się zachować. W artykule 13. mówi: „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.

Jeżeli na tej podstawie nie można zabronić organizacji Marszu Niepodległości, wyobrażam sobie, że obywatelskim obowiązkiem władz miasta, a może nawet państwa, jest danie świadectwa przywiązania do wartości demokratycznych – stanięcie na drodze pochodowi skrajnej prawicy. Społeczeństwo obywatelskie powinno się zjednoczyć w imię wspólnego dobra, a nie politycznych sympatii.

To się okazuje jednak nie do wykonania: władza umywa ręce, a przestrzeń obywatelskiego sprzeciwu wypełniają ugrupowania lewicowe. Powstaje w ten sposób fałszywa alternatywa: albo Marsz Niepodległości narodowców i wandali, albo jego blokada połączona z wiecem Kolorowa Niepodległa.

Alternatywa jest fałszywa dlatego, że w powszechnym odbiorze zaciera fundamentalną różnicę między zgromadzeniami – z których jedno jest antydemokratyczne.

Fałszywa jest także dlatego, że nie ma nic wspólnego z Świętem Niepodległości, które stało się dniem manifestacji przekonań politycznych. Tego dnia chciałbym wybierać nie prawicę bądź lewicę, ale państwo.

Komentarze przez RSS

Jest jeden komentarz dla tego wpisu

  1. Damian says:

    Dzięki.
    Naprawdę świetny artykuł!

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com