Po raz trzeci nie tam, gdzie powinno sie być tego dnia… Nie tam, gdzie chciałoby się być. Bez zabiegania między cmentarzami w Marysinie, na Brudnie, na Powązkach; bez wizyty na zakwieconym, prawie jak ogród cmentarzu w Otwocku.
Jedyne święto, którego na prawdę nie da się przenieść za morze. Można samemu zrobić bożonarodzeniowe potrawy, zaprosić przyjaciół i zagłuszać w ten sposób brak bliskich wokół. Zadzwonić. Tu jednak niewiele da sie poradzić. Skąd wziać dziesiejszą wieczorną łunę nad Powązkami, zapach liści, rodzinne spacery do grobów zmarłych bliskich, rozmowy i spotkania w ich trakcie, wyprawę w Aleję Zasłużonych, na kwatery powstańców, wreszcie na miejsce straceń, dwie ulice od domu…
Nawiedzamy groby tutaj. Jak zawsze o 14 na katolickim cmentarzu na Górze Syjon, gdzie leżą m.in. żołnierze Andersa. Leżą i tu, i w Ramla i w Gazie. Zatem schodzimy sie pomodlić sie na ich grobach, ale chyba też, aby tak jak w Polsce, być w tym dniu na cmentarzu.
Ciekawe, że tak tego brakuje. Mnie brakuje bardzo.
Ale ide jutro rano, w Dzień Zaduszny, zaszyc sie w jakims cichym kącie Bazyliki Grobu i nacieszyć tym, że grob jest pusty…
Patrzymy tępo przez moje okno, to przez które widać całe miasto. Trasą tuż obok nas pędzą w stronę miasta ciągle nowe karetki. Siedzimy, czekamy. Bezsilność, smutek i to miasto w dole, w którym nie wiadomo co się dziś jeszcze zdarzy.
Kilka minut wcześniej usłyszałam dzwięk kilku karetek i przemknęło mi przez myśl, że to zamach. Wyjrzałam przez okno, to na pewno większy wypadek; głupia myśl z tym zamachem. Zwłaszcza, że zamachu nie było tu od dawna, choć nie jest tajemnicą, że w zeszłym roku udaremniono dwieście prób ataku na Jerozolimę.
Parę minut później puka Johanna – Słyszałaś, był zamach w Jerozolimie? Tłumaczy za radiem, że zginęło dziesięć osób a czterdzieści jest rannych i że drugi zamachowiec zbiegł ubrany w pas z materiałami wybuchowymi.
Te pierwsze informacje okazały się potem nieprawdziwe, ale zanim je zdementowano patrzyłyśmy na miasto przybite czekając na radiowe wieści o kolejnym zamachu.
Ofiar śmiertelnych było osiem. Najmłodszy 15, najstarszy 26 lat. W niedziele rano na okładce leżącego na wycieraczce Haaretz uśmiechają się beztrosko.
Najłatwiej byłoby tu tylko studiować. Studiować i nie myśleć o tym, co dzieje się wokół nas. Wielu studentów zagranicznych przyjmuje taką postawę: studiuję tu Biblię, nie zajmuję się współczesnością. Z drugiej strony udawanie, że konflikt izraelsko-palestyński nas nie dotyczy jest nieuczciwe. Mieszkamy tu, więc słyszymy, widzimy…. Chyba że ktoś bardzo nie chce zobaczyć.
Uczyliśmy się słówka “mur”. Lektorka pyta o przykłady gdzie można zobaczyć mur. “W Chinach”- odpowiada Chińczyk Hu-Ha, “Na Starym Mieście” – dopowiada ktoś inny. “A gdzie jeszcze w Izraelu?” – dopytuje nauczycielka. Mam na końcu języka Betlejem, ale chyba nie o to jej chodzi. Im bardziej dopytuje, tym bardziej myślę, że może jednak, bo gdzie indziej mamy jeszcze mur. Z drugiej strony to pewnie nie mur, bo nazywa się go poprawniej “barierą bezpieczeństwa”… Poprawna odpowiedź brzmiała: mur jest jeszcze w Qesarii (Cezarea Nadmorska) – do końca zajęć usiłuję sobie przypomnieć czy widziałam tam jakiś mur. Wciąż też myślę, że trzeba było zaryzykować z Betlejem, może wtedy Hiba – Palestynka która uczy się z nam hebrajskiego, nie byłaby do końca zajęć taka smutna…
(Studenci w proteście blokują wejścia na uniwersytety)
Państwo, rząd, premier, prezydent, minister, strajk – to słówka z zakresu polityki i funkcjonowania kraju, których w pierwszym semestrze nauczyliśmy się na hebrajskim. Strajk. To słowo jest teraz ważne i na ustach wszystkich. Dokładniej mówiąc strajk profesorów, który trwa już 88 dni, czyli od początku roku akademickiego i jest najdłuższym strajkiem uniwersyteckim w historii kraju. Jeśli do jutra nic nowego się nie wydarzy w negocjacjach, w niedziele uczelnie mąją się zamknąć. Prezydenci uniwersytetów poważnie mówią o anulowaniu roku akademickiego jeśli najbliższe dni nie przyniosą rozwiązania kryzysu.
Chodzi oczywiście o pięniądze, o waloryzację pensji które nie rosły od 1997. Poza tym o niedofinansowanie uczelni, obcinanie budżetów bibliotek. Słowem o uniemożliwianie ucznelni spełnienia swoich zadań.
Poszliśmy piechotą. Bo pasterka co prawda z patriarchą i z Mahmudem Abbasem, ale za to w tłumie i na stojąco. Alternatywnie: kameralna pasterka o 22.00 w St. Etienne przy Bramie Damasceńskiej, potem końcówka liturgii luterańskiej w Redeemer Church i z nimi w drogę. Po niecałych dwóch godzinach przekraczaliśmy checkpoint, potem wzdłuż muru, przez rozświetlone świątecznymi światełkami miasto. Świąteczne dekoracje cieszą tu bardziej niż zwykle, bo prawie ich nie ma.
Ziemia zatrzęsła się już cztery razy w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Po ostatnim, najsilniejszym trzęsieniu izraelski minister infrastruktury powiedział, że jeśli to jest to na co czekaliśmy, to byliśmy świadkami cudu. A na co czekaliśmy?
Tu większe trzęsienia ziemi zdażają się raz na osiemdziesięt lub sto lat. Dwaj izraelscy sejsmolodzy, Shmuel Marko i Oded Katz, opublikowali niedawno raport ze swoich badań w którym piszą: “Powiedzieć, że Izrael dotknie duże trzęsienie ziemi to jak stwierdzić, że wzejdzie jutro słońce. Ono jest w drodze, nie wiemy tylko gdzie dokładnie uderzy.”
Przypomniało mi się zdjęcie Joanny Rajkowskiej leżącej na chodniku w Mea Shearim, tak żeby ortodoksi choć omijając musieli ją w końcu zauważyć. Siedziałam w taksówce spiesząc się bardzo, ale żaden z przechodniów nie chciał rozmawiać z kierowcą, ktory wiózł młodą, „źle ubraną” dziewczynę. Ten z kolei krzyczał, że to moja wina jeśli nie znajdziemy drogi – moja wyprawa do dzielnicy ortodoksów. Tak jak leżąca na ulicy Rajkowska też chciałam przestać być przezroczysta.
Tamtego wieczora wracałam z szabatowej kolacji u Tzipi wyludnionymi ulicami Jerozolimy delektując się atmosferą świętowania. Wracałyśmy spacerem żeby uniknąć szabatowej ceny taksówki; autobusy rzecz jasna nie jeździły. Pierwszy szabat w Jerozlimie zupełnie mnie oczarował. Zatem można wszystko zamknąć, a świat trwa nadal? To nie ma być zachęta do ustawowego zakazu handlu. Raczej zatrzymanie się nad smutną prawdą o człowieku, któremu trzeba przykazać, żeby raz w tygodniu odpoczął, a on i tak nie może sie z tym pogodzić.
(Widok z mojego ona. Dokładniej rzecz biorąc, to widać, gdy się z okna spojrzy w lewo, bo na wprost widać nowe miasto)
Z okna pokoju widzę Jerozolimę, z przeszklonej klatki schodowej wydziału Pustynię Judzką w oddali (Johanna mówi, że przy dobrej widać nawet góry Jordanii). Mieszkam na 8 piętrze, stąd tak dobry widok, no i dużo w tym szczęścia, bo mogłyśmy mieć okna na podwórze naszego studenckiego blokowiska. Na blokowisko też nie ma co narzekać, podobno to najlepszy akademik w mieście. A my mamy stąd 15 minut marszem na kampus.
Mieszkam z trzema Izraelkami i Niemką. Z moich Izraelek tylko jedna tu się urodziła. Bella jest z Rosji, gdzieś z Kaukazu, ale przyjechała, jak miała roczek wiec w sumie jest tu od dziecka, ma osiemnaście lat, zaczęła studia jeszcze przed armią. Diana zrobiła aliję z mamaą z Bułgarii jak miała 16 lat. To dlatego, choć jej matka mieszka pod Tel Avivem, wolała zacząć studia w Jerozolimie – tu przynajmniej zdarza się śnieg, a ona tęskni za śniegiem i za okresem świątecznym w Bułgarii.
Miesięcznik powięcony sprawom religijnym, kulturalnym i społecznym założony w roku 1884. Inicjator Bloga Powszechnego, jego mentor i źródło dobrych wzorców.
list z Krakowa
Zaprzyjaźniony z Blogiem Powszechnym, wydawany w Krakowie magazyn katolicki List, który w każdym swoim numerze starannie objaśnia jeden wybrany temat teologiczny lub społeczny.