Kategoria Bóg powiedział raz…

III niedziela Adwentu (14 XII): Działo się to w Betanii 2 Autor: Wacław Oszajca SJ

Dec14

(Iz 61,1-2a.10-11; 1 Tes 5,16-24; J 1,6-8.19-28)

Pismo Święte mocno trzyma się ziemi. Jan zanurza w wodzie ludzi w Betanii po drugiej stronie Jordanu, Jezus rodzi się w Betlejem Judzkim, umiera w Jerozolimie, a przedtem Mojżesz spotyka się z Bogiem na Synaju, Izajasz i Jeremiasz „robią” w polityce, troszczą się przecież o swój naród, król Dawid, pomazaniec Boży, i Machabeusze mieczem „uskuteczniają” Bożą opiekę nad Jego narodem. Tych ostatnich jednak nie skazujmy na zapomnienie mówiąc, że wojna jest zawsze złem. Zanim ich potępimy czy dyskretnie usuniemy w cień, pomyślmy o naszych narodowych bohaterach, choćby powstańcach listopadowych i styczniowych, a z najnowszych czasów o górnikach z kopalni „Wujek”. Tak czy inaczej, biblijne historie, wydarzenia nie dzieją się poza ziemią, w jakiejś bliżej nieokreślonej przeszłości. Wszystkie dzieją się tu, na ziemi, i w swoim czasie. Nawet te, o których człowiek nie może pamiętać, jak początek wszechświata, są datowane, a wszystko po to, by nikt nie posądzał Boga Biblii, że jest On jedynie wytworem naszych lęków czy marzeń.

Dlatego Adwent niekoniecznie musi być oczekiwaniem na narodziny Pana Jezusa. My już nie mamy na co czekać, szkoda czasu na to. Przecież Jezus już przyszedł i mimo naszych usilnych, gwałtownych, zawziętych, świadomych i nieświadomych starań w przeszłości i dzisiaj nie jesteśmy w stanie się Go pozbyć. Czasami mówienie o przychodzeniu Boga, a tym bardziej o Jego odchodzeniu, wygląda na sprytny wybieg, pozwalający pobożnemu człowiekowi na święte lenistwo. Nic prostszego nad nieustanne czekanie. Czekając, nic więcej już nie muszę robić, gdy tymczasem Jezus pragnie nas posłać do roboty, do tych, pośród których sam żyje, byśmy wspólnie z Nim zaradzali biedom tego świata.

* * *

Chodzi o to, by spełniły się słowa Psalmu 113, który mówi o Bogu, że jest tym, który ubogiego wziąwszy z gnoju prawie/ Umie posadzić na książęcej ławie. To wydobywanie biedaka z nędzy Chrystus dokonuje przez ludzi, może zwłaszcza przez polityków.

II niedziela Adwentu (7 XII): Chrzcić Duchem Świętym 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Dec6

(Iz 40,1-5.9-11; 2 P 3,8-14; Mk 1,1-8)

Z czym kojarzymy słowo „chrzest”? Obrzęd, woda, świeca, chrzestni rodzice, trzeba iść do spowiedzi, przyjęcie, nadanie imienia… A potem? Nudne i na dodatek długie kazanie, naburmuszony urzędnik w kancelarii parafialnej, wrzeszczące wniebogłosy dzieciaki, rozhisteryzowana ciotka, podpity wujek, stos brudnych naczyń, poplamiony obrus i mocno nadszarpnięty budżet. I po chrzcinach! Już po chrzcie!

A przecież chrztu udziela, lepiej powiedzieć: chrzci, sam Jezus Chrystus i to chrzci przede wszystkim Duchem Świętym. Mówiąc językiem technicznym teologów, wylewa na nas swego Ducha, wlewa Go w nas, zanurza nas w Ducha Świętego jak w wodę. Te określenia, precyzyjne przecież i to bardzo, mogą jednak wprowadzać w błąd. Zdają się przedstawiać Ducha Świętego jako przedmiot, gdy tymczasem jest On kimś, jest osobą. A zatem być ochrzczonym Duchem Świętym to znaczy nieustępliwie trzymać się przekonania, że przez obrzęd chrztu Bóg potwierdza, iż z całą pewnością, bez względu na to, jak się będziemy sprawować, jak obchodzić ze światem, ludźmi i Bogiem, On nas od siebie nigdy, przenigdy nie odepchnie.

Jeśli tak, to nie ma potrzeby martwić się o to, czy Bóg się na nas gniewa, czy nie. W gruncie rzeczy nawet przepraszanie Boga za nasze grzechy nie ma większego sensu, jako że to nie Bóg nas opuścił, ale my opuściliśmy Boga. I nie Bóg powinien zmienić swoje nastawienie wobec nas, ale my musimy zacząć inaczej traktować Boga.

Zatem chrzest Duchem Świętym trwa przez całe nasze życie, gdyż jest to inna nazwa miłości Boga do nas i naszej miłości do Boga. Strach pomyśleć, ale ta miłość jest również przyczyną istnienia piekła. Czymże bowiem jest piekło, jeśli nie zmarnowaną miłością!

* * *

Tegoroczny synod biskupów zajął się Biblią, a szerzej, słowem Bożym. Jednocześnie ewangelicy ogłosili ten rok pierwszym rokiem dekady Lutra. Znamienny zbieg okoliczności, wart zastanowienia, bo wygląda na to, że ks. Marcin Luter i jego podejście do słowa Bożego wciąż jest na czasie. Twierdzi tak Otto Herman Pesch w książce pt. „Zrozumieć Lutra”.

I niedziela Adwentu (30 XI): Czuwajcie 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Nov30

(Iz 63,16b-17.19b; 64, 3-7; 1 Kor 1,3-9; Mk 13,33-37)

Czuwajcie to nie znaczy stójcie w miejscu, nie ruszajcie się i umierajcie ze strachu, bo co to będzie, jak Pan Domu wróci? Przecież ten Pan już wrócił! Co prawda zrobiliśmy wszystko, by się Go pozbyć, o czym świadczy Jego śmierć na krzyżu, ale On, jakby o tej wyrządzonej Mu krzywdzie zapomniał. Zmartwychwstał, a to znaczy, że jest i nie ma zamiaru nigdzie i nigdy odchodzić. Dzień w dzień słyszymy Jego mowę, widzimy Go w Jego Ciele i Krwi, a więc słyszymy i widzimy Go na nasz ludzki sposób. Mało tego, jak się dobrze wpatrzeć i wsłuchać w to, co mówią ludzie, choćby w to, co przekazują nam środki społecznego komunikowania, to i tam można, a nawet należy, jeśli jest się chrześcijaninem, dopatrzeć się i dosłyszeć głosu Pana Domu.

Pan Domu, o którym mówi Ewangelia Marka, swoich domowników, czyli nas, traktuje z miłością. Nie wyręcza nas, nie jest nadopiekuńczy, nie pozbawia nas rozumu, wolnej woli, serca. Przeciwnie, powołuje do współpracy z Nim nad nieustanną przebudową Domu, czyli już nie tylko Ziemi, ale i Wszechświata i to w dosłownym znaczeniu, jako że nasi naukowcy współpracują z badaczami Kosmosu.

Czuwać, znaczy działać. Zarówno strzec Domu, ale też Dom rozbudowywać, by dla każdego starczyło w nim miejsca. Pan Domu nakazuje odźwiernemu, a więc portierowi, by jego czuwanie wyrażało się w gotowości na przyjęcie każdego, kto do Domu zapuka, bo już z założenia, a więc z Ewangelii, wiemy, że Pan najczęściej przychodzi w sposób zwyczajny, powszedni, ziemski.

* * *

Adwent to czas oczekiwania na przyjście Pana, tak najczęściej mówimy o tym okresie roku liturgicznego. Rzeczywiście, Pan nie dokończył jeszcze swojej roboty, nie przestał budować Domu, jest na co czekać. Z tego jednak nie wynika, że możemy stać z założonymi rękoma i tylko się modlić, czyli odmawiać formułki i odprawiać nabożeństwa. Konstytucja o liturgii mówi, że życie chrześcijańskie nie ogranicza się do liturgii. Owszem, liturgia jest jego źródłem i szczytem, ale samo życie dzieje się również, a może przede wszystkim, poza kościołem i poza pacierzem. Jeśli liturgia jest źródłem i zarazem oceanem, z którego życie wypływa i do którego wraca, to samo życie jest rzeką, która przemienia okolice, przez które przepływa.

XXXI niedziela zwykła (2 XI): Wszyscy będą ożywieni w Chrystusie 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Nov2

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

(Hi 19,1.23 – 27a; 1 Kor 15,20 – 24a.25-28; Łk 23,44 – 46.50.52 – 53;24,1 – 6a)

Nauczono nas, że człowiek składa się z duszy i ciała. Oczywiście ze śmiertelnego ciała i nieśmiertelnej duszy. Śmierć następuje więc wtedy, gdy dusza odłączy się od ciała. Odchodząc do nieba, piekła albo czyśćca, pozostawia martwe ciało, które nadaje się tylko do zakopania w ziemi. Dusza żyje nadal, a ciało oczekuje zmartwychwstania. Tak, mniej więcej, wygląda katechizmowe nauczanie o śmierci człowieka. Przy wszystkich uproszczeniach trzeba jednak powiedzieć, że nie jest to nauczanie jedyne, znamy przecież nie od dzisiaj inne koncepcje śmierci i życia pozagrobowego.

Ot, choćby nazwa dzisiejszego dnia. Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Wszystkich wiernych, a nie tylko ich dusz. Wzywając świętych, wzywamy po imieniu Piotra apostoła, Marię Magdalenę, Ignacego z Loyoli i Faustynę Kowalską, a nie ich dusze. Ale najważniejsze jest to, że Biblia inaczej widzi człowieka niż uproszczone formułki katechizmowe. Dusza i ciało, i jeszcze duch, to nie części, z których składa się człowiek, lecz opis, kim jesteśmy. Jesteśmy ciałem, bo jesteśmy zbudowani z tej samej materii, z jakiej zbudowany jest wszechświat (w tym rośliny i zwierzęta), jesteśmy też duszami – żyjemy przecież. Nie jesteśmy jednak roślinami ani zwierzętami, bo jesteśmy duchowi, podobni do Ducha, jakim jest Bóg, a więc przede wszystkim myślimy, a to znaczy, że jesteśmy wolni i odpowiedzialni. W Biblii umiera nie ciało, ale cały człowiek i cały człowiek zmartwychwstaje i to nie w niebie, ale tu, na ziemi. Jezus jest przecież tym samym Jezusem, ale nie takim samym.

Paweł apostoł zapewnia Kościół, że już teraz umarliśmy. Umarliśmy, by żyć. Stało się to w chrzcie, który jednocześnie jest śmiercią i zmartwychwstaniem. Paweł mówi przecież o wewnętrznym człowieku, który nieustannie wzrasta, dorasta do człowieka tej miary, jakim jest Chrystus. A zatem, myśląc logicznie, nie ma potrzeby rozdzielania ciała od duszy, skoro człowiek jest całością i jako cały jest przez Chrystusa przebóstwiany.

* * *

Może więc nie mówmy o cmentarzu, że jest miejscem wiecznego spoczynku, że droga doń wiodąca jest drogą ostatnią a zmarli odchodzą, nawet jeśli dodajemy, że odchodzą do domu Ojca. My przecież nie mamy dokąd odchodzić, skoro nasz Bóg jest we wszystkim i ponad wszystkim.

XXX niedziela zwykła: Miłość, słowo znane, że aż nieznane 2 Autor: Wacław Oszajca SJ

Oct26

(Wj 22,20-26; 1 Tes 1,5c-10; Mt 22,34-40)

Miłość jest słowem, które, przynajmniej w naszej kulturze, znaczy tak wiele, że czasami już nic nie znaczy. Kochamy ludzi, ale i psy, storczyki i dobrą pogodę, kochamy seks i obiad w dobrej restauracji. Kochamy wakacje i pracę, aż po chorobę pracoholizmu. Benedykt XVI

w encyklice „Deus caritas est” mówi, że prawzorem tych wszystkich miłości, czy jej przejawów, jest miłość kobiety i mężczyzny, a to z tego powodu, że ogarnia całego człowieka z duszą i ciałem, scala go, rozwija, a dając szczęście, pozwala smakować wieczność. Nie bez powodu coraz częściej oczekuje się od chrześcijan, że przywrócą oni, że przywrócimy, miłości właściwe jej piękno i godność.

Co by jednak o miłości nie powiedzieć, o tej miłości świętej ale i grzesznej, takiej, która daje życie, ale bywa, że i odbiera, jedno zawsze będzie prawdą – jest ona źródłem, fundamentem, rusztowaniem, szkieletem całej rzeczywistości. Dzieje się tak z bardzo prostego powodu. Według Biblii, i to obydwu Testamentów, miłość jest imieniem Boga, który jest we wszystkim i ponad wszystkim.

Bywa jednak, że nienawiść, egoizm, zachłanne podejście do ludzi i świata też nazywamy miłością. Świadczy o tym dzisiejsza Ewangelia. Saduceusze dogadują się ze swoimi wrogami faryzeuszami po tym, jak Jezus naraził się jednym i drugim swoim podejściem do życia i Boga. Sprzeciwiają się Jezusowi nie z czystej złośliwości, na to byli zbyt poważni, ale dlatego, że jawił się im On jako zagrożenie dla wszystkiego, co oni kochali, czyli dla tego, co uważali za istotne dla siebie, dla Boga i ojczyzny.

* * *

Nie bez powodu miłość w pierwszym odruchu kojarzymy z seksem. Może warto więc w tym miejscu zapytać, zastanowić się nad prostytucją, tzw. agencjami towarzyskimi, reklamą czy pornografią. Dlaczego te „przejawy”, takie spełnianie się miłości, są złem? Pamiętamy przecież film pod tytułem „Grek Zorba” i szlachetne zachowanie starej prostytutki. A może jest tak, że w ostatecznym rozrachunku i w tym wszystkim chodzi o miłość i jednocześnie o jej wyniszczanie?

XXIX niedziela zwykła: I boskie, i cezara 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Oct19

(Iz 45,1.4-6; 1 Tes 1,1-5b; Mt 22,15-21)

Polityka, to zajęcie nie dla normalnego człowieka, ale dla różnego typu mniejszych lub większych typków. Uczciwy człowiek trzyma się od niej z daleka. Tę zawsze czarną robotę niech odwalają inni, za to się im przecież słono płaci. Nieustanne użeranie się, zabieganie o statystyczne słupki, podlizywanie się wyborcom, wystawianie sumienia na pokusy zgniłego kompromisu, a w szczególnych okolicznościach bywa, że trzeba na wojnę wysyłać żołnierzy i potem jakoś żyć ze świadomością, że mimo najszczerszych intencji popełniło się błąd. Jak udźwignąć śmierć poległych? A jednak, w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele czytamy, że polityka jest szlachetną sztuką i uprawiając ją, można dobrze przysłużyć się zarówno jednostkom jak i całej ludzkości. Zaś ci, którzy chcieliby się w nią zaangażować, powinni solidnie przygotować się do tej służby. Polityk musi być kompetentny i to bardziej od innych, bo od jego decyzji zależy, jak się potoczą losy ludzi i świata.

O tej odpowiedzialności polityków wyraźnie mówi prorok Izajasz. Przecież to Bóg, w ostatecznym rozrachunku, osadził poganina Cyrusa na jego urzędzie, by przez niego ulżyć niedoli Izraelczyków. Podobna sytuacja zaistnieje w innym czasie, gdy w Rzymie inny władca zarządzi spis ludności i w ten sposób jakby przymusi Maryję i Józefa do podróży do Betlejem. Cesarz robił więc swoje, a Bóg swoje. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że Bóg, nie ograniczając wolności cezara, spełnia dane obietnice. Zapewne dzisiaj dzieje się podobnie.

Bywa jednak, że Bóg niekoniecznie zawsze stoi po stronie tych, którzy szermują Jego imieniem w dzień i w nocy, w sejmie i rządzie, na wiecach i w mediach. Przeciwnie, również dzisiaj ma On swoich pogańskich Cyrusów, którzy nic o tym nie wiedząc, pełnią wolę Boga bez żadnej dla siebie straty, a przeciwnie, z zyskiem.

* * *

Słowa Chrystusa o oddawaniu Bogu, co boskie, a cezarowi, co cesarskie, bywają nadużywane na różne sposoby. Jedni znajdują w nich usprawiedliwienie do lekceważenia polityki, bo tylko Boże sprawy powinny nas interesować, a nie te ziemskie, inni do uzasadniania, że w polityce nie ma miejsca dla Boga i religii. Jeszcze inni sądzą odwrotnie – polityka, dlatego że jest sprawą z tego świata, powinna być podporządkowana religii. Skoro tak, to warto wzmóc czujność, gdy jakiś polityk zaczyna mówić o Bogu. Zresztą, nie tylko o polityków w tej sprawie chodzi, o kaznodziejów również.

XXVIII niedziela zwykła: Wszystko jest gotowe 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Oct12

(Iz 25,6-10a; Flp 4,12-14.19-20; Mt 22,1-14)

Znowu wraca do nas prorok Izajasz. Tym razem ze słowem pocieszenia. Trudnego pocieszenia, bo mającego się spełnić dopiero w przyszłości i to bliżej nieokreślonej. Izrael odzyska wolność, to znaczy, chciałoby się powiedzieć, że Bóg znowu zacznie uprawiać swoją winnicę. Tyle tylko, że Izrael nie jest bezwolnym, bezmyślnym stworzeniem, martwym przedmiotem czy też rośliną albo zwierzęciem. Izraelici są przecież wolnymi dziećmi Boga, rozumnymi, decydującymi o sobie i o innych, a zatem odpowiedzialnymi za swój los. Jeśli tak, to trzeba powiedzieć, że to nie Bóg ich opuścił, ale oni opuścili Boga, a co za tym idzie, to nie Bóg ma się przepraszać z nimi, tylko oni z Bogiem. Nie Pan Bóg ma wracać do swojego ludu, ale tenże lud ma wrócić do swojego Boga.

Taka pokusa przerzucania na Pana Boga odpowiedzialności za naszą dolę i niedolę czyha na każdego religijnego człowieka, chrześcijan nie wyłączając. Łatwiej jest człowiekowi prosić Boga, by przestał się gniewać, niż samemu przestać gniewać się na Niego. Owszem, my ludzie, przeżywamy Boga po swojemu, po ludzku, ale to nie zwalnia nas od ciągłego przypominania sobie i innym, że może się zdarzyć i tak, iż stworzymy sobie Boga na nasz wzór i podobieństwo. Taki Bóg będzie nawet nosił imię Trójcy, Ojca, Syna i Ducha, ale będzie na naszą miarę. Tymczasem to my mamy być na Jego miarę.

Tą ucztą, którą Bóg dla nas nie tyle przygotował, ile wciąż przygotowuje wspólnie ze wszystkimi, którzy razem z Nim stwarzają i zbawiają, jest cały Wszechświat. Tutaj jest nasz dom, stąd pochodzimy i tu zostaniemy. Życie jest przecież ucztą.

* * *

O takim pierwszeństwie Boga przypomina każda msza. Przychodzimy przecież do kościoła na gotowe. Wszystko jest już przygotowane. To wszystko jest najlepszym dowodem na uprzedzającą nas zawsze i wszędzie dobroć Boga. Warto więc uważnie przyglądać się synodowi biskupów w Rzymie poświęconemu Biblii. Zwłaszcza krytycznym uwagom co do znajomości Biblii nie tylko przez świeckich ale i przez duchownych chrześcijan.

XXVII niedziela zwykła: Pieśń o winnicy 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Oct4

(Iz 5, 1-7; Flp 4,6-9; Mt 21,33-43)

Izrael winnicą Boga. Prorok Izajasz zapewnia, że tak właśnie Bóg podchodzi do swojego narodu, jak dobry winogrodnik do swojej winnicy. Jeden i drugi robią wszystko, co w ich mocy, by chronić swą posiadłość przed rozlicznymi niebezpieczeństwami. Użyźniają winnice w nadziei, że kiedy przyjdzie czas winobrania zbiorą obfity plon. Izajasz nie ma wątpliwości, Bóg otacza Izraelitów i ich ziemie szczególną opieką.

Niestety, mimo wszelkich wysiłków Boga, Izrael nie przynosi spodziewanych owoców, a przeciwnie, rodzi gorzkie owoce ludzkiej krzywdy, bólu, nieprawości. Jednym słowem, prorok zarzuca swojemu narodowi złamanie przymierza, zdradę Boga. Wydawać się może, że zamiast pocieszać strapionych, jeszcze bardziej pogrąża ich w cierpieniu.

Izajasz, którego imię znaczy „Jahwe jest pomocą, zbawieniem”, niejako wbrew swojej naturze głosi nadejście kary, i to takiej, która doprowadzi Izraelitów nieomal do wyniszczenia. Jednocześnie zapowiada, że po odbyciu kary, naród się odrodzi pod panowaniem króla z rodu Dawida. Mimo to, według tradycji, Izajasz zapłaci śmiercią za swoje poglądy i nauczanie.

Tragedia proroka Izajasza, jak też tych, którzy go skazali, bo niewątpliwie jest to tragedia obydwu stron tego konfliktu, jest wciąż przedłużana zarówno w chrześcijaństwie, w Kościele, jak i poza nim. Na styku polityki i religii, w Kościele na styku władzy i charyzmatu, wciąż przecież dochodzi do większych, mniejszych, ale i tragicznych nieporozumień.

* * *

Co jakiś czas słyszymy o tym, że Kongregacja Doktryny Wiary napomniała, a w końcu zakazała któremuś z kolei teologowi głoszenia kazań, wykładania, publikowania. Często w dyskusjach, zwłaszcza z domorosłymi teologami, na nasze pytanie o to, czy o tamto, słyszymy: nie mędrkuj, taka jest nauka Kościoła, tak naucza Kościół i odpowiedni cytat z np. encykliki. Warto więc w tym miejscu przypomnieć pewnego biskupa, który tak bronił o. Sergiusza Bułhakowa, gdy ten popadł w tarapaty: Teolog jest wolny w swoich poszukiwaniach i nie można mu odmawiać prawa do błędu. Kościół jako całość ma ocenić, czy teolog popełnił błąd, natomiast sam teolog ma prawo poszukiwać (cyt. za: H. Paprocki, „Prawosławie, wieczna i niezmienna patrystyka”).

XXVI niedziela zwykła: Nie chcę 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Sep27

(Ez 18,25-28; Flp 2, 1-11; Mt 21,28-32)

Nie chcę – to krótkie zdanie warto zapamiętać, bo wcale nierzadko jest ono najprawdziwszą modlitwą. Co prawda, przybiera ono różne formy, ale treść pozostaje ta sama. Z jednej strony jest propozycja, z drugiej jej odrzucenie. Nie chcę, mówi człowiek, nie chcę, mówi też Bóg. Dla chrześcijanina „nie chcę” najdobitniej ujawnia się w zdaniach: Niech odejdzie ode mnie ten kielich i Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. Na końcu tego drugiego zdania nie wiemy, co postawić. Znak zapytania czy wykrzyknik, a może jeden i drugi?

Modlitwa chrześcijanina rozpięta jest między „chcę”, „nie chcę” i znowu „chcę”. Bywa, że na tym „nie chcę” człowiek się zatrzymuje i przez całe życie mówi Bogu „Nie”! Aż do odmówienia Bogu prawa do istnienia. Na nasze szczęście Bóg nie jest jak człowiek. Boże „nie chcę”, w przeciwieństwie do naszego, nigdy nie jest zagrożone błędem. Owszem, nam się może wydawać, że Bóg, mówiąc „nie” krzywdzi nas, ale jest to tylko złudzenie. Boże „nie” jest zawsze Bożym „tak”.

Nie od razu jednak i nie tak łatwo zorientować się, kiedy Bóg mówi „nie”, i kiedy jest to naprawdę „nie”, a kiedy „tak”. Bywa również odwrotnie. Wydaje nam się, że słyszymy „tak”, gdy tymczasem Bóg mówi „nie”. Dlatego trzeba uważnie słuchać również tego, co mówią tzw. wrogowie Kościoła. Ich krytyka Kościoła nie zawsze i wszędzie musi być wściekłym atakiem Szatana. Przeciwnie, może być również słowem Bożym. Zarówno Jan Chrzciciel, a tym bardziej Jezus Chrystus, w oczach wielu sobie współczesnych jawili się właśnie jako wrogowie. Nie bez powodu przecież zostali zabici.

* * *

Idzie jesień i długie wieczory, zamglone poranki i melancholia, czyli czas na książki. Wiosną otrzymaliśmy jedną, której tytuł w sam raz pasuje na jesień: „O ulotności życia”, autorstwa prof. Tadeusza Gadacza. W tej książce już tytuły rozdziałów mówią same za siebie. Logika szczęścia i sukcesu, przebaczenie, etyka powołania, cierpienie i miłosierdzie, czas, wieczność, sens dziejów – jest czego posłuchać.

Oszajca: Złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? 2 Autor: Wacław Oszajca SJ

Sep20

XXV niedziela zwykła (Iz 55,6-9; Flp 1,20c-24.27a; Mt 20,1-16a)

Sprawiedliwym człowiekiem jest ten, kto daje drugiemu tyle, ile mu się należy. Proporcjonalnie odpłaca, każe za zło i wynagradza za dobro. Okazuje się jednak, że to, co jest sprawiedliwe według prawa, nie wystarcza. Istnieje jeszcze coś ponad prawem, co się nikomu nie należy, a bez czego trudno sobie wyobrazić ludzkie życie.

Gospodarz z dzisiejszej Ewangelii umawia się z robotnikami najętymi o świcie o denara zapłaty za dzień. Następnym najemnikom nie podaje już wysokości zapłaty, ale obiecuje dać, co będzie słuszne. Wiemy, że pod koniec dnia wszyscy otrzymali tyle samo. Ten wspaniałomyślny gospodarz jest obrazem Boga Ojca, a jego zachowanie obrazuje postępowania Boga, który zarówno najętym najwcześniej do pracy w Bożej winnicy, a więc Izraelitom, jak też tym, którzy przyjdą do niej na trzy kwadranse przed końcem pracy, wszystkim daje tyle samo – siebie. Czasami z tego powodu powstają nieporozumienia. Pobożny chrześcijanin woła do swego Boga o pomoc, o to czy o tamto i czeka, kiedy Bóg spełni prośbę, gdy tymczasem Bóg, jak matka, usłyszawszy głos dziecka, pierwsze co robi, to do dziecka przychodzi. Wie przecież, że dziecko, prosząc o mleko, w rzeczywistości prosi o nią samą, o jej obecność przy nim.

* * *

Mówiąc o nagrodzie i karze, nie sposób pominąć sprawy śmierci i piekła, jako że piekło jest przez część chrześcijan postrzegane jako kara nieodwracalna, a więc w jakimś sensie porównywalna ze śmiercią. Podejście katolików do tej sprawy ma swoją historię. Był czas, gdy chrześcijanie nawet dość chętnie stosowali karę śmierci. Obecnie ulega to zmianie, a świadczy o tym Katechizm Kościoła Katolickiego i nauczanie Jana Pawła II. To odchodzenie od dotychczasowego stanowiska odbywa się z niejaką trudnością, zwłaszcza dla tych, którzy wszystkiego, co najlepsze, upatrują w przeszłości, jakby Gospodarz Świata nie był Panem również współczesności.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com