…czyli niby przewrotnie, trochę pusto
Tygodnik Powszechny wziął w ubiegłym tygodniu Radio Maryja na temat numeru. Ks. Boniecki zaczął od przyznania, że o tym „niechętnie piszemy”. Ale w zasadzie dlaczego? Dlatego, że wszystko zostało już powiedziane? Dlatego, że czegokolwiek by się nie powiedziało, to spływa po o. Rydzyku jak woda po gęsi. Dlatego, że – trzymając się wody – wszelkie krytyczne głosy będą i tak wodą na młyn propagandy Radia Maryja? Dlatego, by nie narazić się kościelnym konserwatystom i rzeszom słuchaczy, którzy Tygodnika i tak do ręki nie wezmą? Te pytania pozostają bez odpowiedzi, choć moim zdaniem pismo naraża się raczej tym, którzy czytali je do tej pory.
Przygnębiające są wypowiedzi prowincjała redemptorystów o. Ryszarda Bożyka. Mając w pamięci oczekiwania formułowane wobec niego, gdy niedawno obejmował funkcję, że przyjrzy się radiu i jego dyrektorowi, dziś można doznać rozczarowania. O. Bożyk nie widzi żadnego problemu: „Nie widzę powodów, by podejmować dziś jakąkolwiek decyzję odnośnie o. Tadeusza Rydzyka. Jestem w tej decyzji suwerenny, nikt mnie nie naciska, nikogo się nie obawiam, nie mam nic do ukrycia. Powiem więcej: życzyłbym wszystkim kapłanom, biskupom, ba, sobie samemu takiej wierności, gorliwości kapłańskiej, jaką ma ojciec Tadeusz i osoby zaangażowane w Radio Maryja”. Albo, zapytany o kwestie własnościowe i finansowe Radia Maryja, odwraca kota ogonem: „Jest to skomplikowane, ale pragnę zwrócić uwagę, że w Polsce w ogóle wiele rzeczy jest bardzo skomplikowanych. Długo mieszkałem we Włoszech. Potoczna opinia o tym kraju jest taka, że panuje tam bałagan, ale w porównaniu z Polską wszystko jest proste. […]Nie zajmuję się sprawami finansowymi. Od tego mam ekonoma [uśmiech], on się na tym zna najlepiej”.
Przeprowadzający wywiad okazał o. Bożykowi wielkoduszność. Wystarczyło odwołać się do konkretnych słów, które padają na antenie Radia Maryja, telewizji TRWAM czy na wykładach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, być może wydobyłby z siebie i pokazał czytelnikom jasno swój stosunek do treści promowanych przez o. Rydzyka. Choć nie robiąc tego, także pokazał nam, co myśli.
Tomasz Potkaj, który przeprowadzał wywiad, napisał też artykuł, którego tytuł pyta „Czy ojciec dyrektor jest celebrytą?”. Tekst niezrozumiały, zwieńczony pointą: „na ludziach, którzy naprawdę zetknęli się z Tadeuszem Rydzykiem podczas różnych etapów jego życia, osoba zakonnika pozostawiła niezatarte piętno. Ich opowieści bywają barwne, czasem dziwaczne, przeważnie – fascynujące. Bo taki właśnie jest ojciec Tadeusz. Choć z drugiej strony jest też celebrytem. Nawet, jeśli o tym sam nie wie”. Potkaj tłumaczy, kim jest tzw. celebryta i jak w tym kontekście wygląda o. Rydzyk. Wydaje się jednak, że nie w tym tkwi problem „ojca dyrektora”.
Opisowy artykuł „Wieża z kości” napisali Maciej Müller i Tomasz Ponikło. Przedstawia on fakty podawane już przez prasę. Na początku odwołuje się do nowych tekstów z wrześniowego Znaku: „Niektóre wnioski są zaskakujące. Bo kto się spodziewał, że ludzie skupieni wokół rozgłośni zdołali zbudować tak pożądane w Polsce społeczeństwo obywatelskie?”. Teza rzeczywiście zaskakuje. Zwłaszcza, że u podstaw społeczeństwa obywatelskiego leży autonomiczna, samodzielna i samorealizująca się jednostka zainteresowana sprawami publicznymi, kulturalnymi i innymi, a nie „ludzie starsi, samotni, którzy tylko w nim [Radiu Maryja] potrafią odnaleźć więź społeczną, niezaangażowani w żadne inne struktury” (tak słuchaczy opisuje w TP prof. Mirosława Grabowska, dyrektorka CBOS i socjolog z Instytutu Socjologii UW).
Jest więc temat potraktowany niby przewrotnie, trochę pusty. A „Ojciec dyrektor – jak pisze w swoim felietonie Wojciech Bonowicz – przetrwa wszystkie burze”. Na forum tygodnikowym Goldenline czytelnik pyta: „A kogóż ma zachęcić/zniechęcić do czytania TP bycie w.w. celebrytą czy też nie?”.
Więcej w BP: