Kategoria Europa

List o pojednaniu polsko-rosyjskim 0 Autor: Andrzej Figas

Feb27

Wiadomość o pomyśle powstania wspólnego listu służącego pojednaniu polsko-rosyjskiemu autorstwa polskiego Kościoła katolickiego oraz rosyjskiej Cerkwii przyjąłem z dużym entuzjazmem. Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek doczekam się takiej inicjatywy. Jeżeli mamy pracować nad pojednaniem obu narodów, to jest to jedna z głównych dróg osiągnięcia tego porozumienia i na pewno znacznie skuteczniejsza od nieporadnych działań polityków, zwłaszcza w czasach gdy liczba wiernych Kościoła w Rosji ma tendencję rosnącą.

Wiem, że do ogłoszenia listu jeszcze daleka droga i wiele przeszkód będzie stało przed jego powstaniem, ale jestem dobrej myśli. Mam nadzieję, że już wkrótce usłyszę go w swoim kościele. Trzymam kciuki!

Jagiellonizm szkodzi 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep11

Wilno
Obecnie wydaje się, jakby polityka zagraniczna Polski od zawsze budowana była na fundamentach założeń Jerzego Giedroycia i jego „Kultury”; założeń pojmowanych w III RP dogmatycznie, a więc nie podlegających dyskusji. Nie dziwi więc ostra reakcja Mirosława Czecha („Gazeta Świąteczna”, 5-6 września) na artykuł szefa MSZ Radosława Sikorskiego „Lekcja historii, modernizacja i integracja” („Gazeta”, 29-30 sierpnia).

Problem polega na tym, że Mirosław Czech tak przestraszył się krytycznej rewizji poglądów na miejsce Polski w Europie i świecie, że wolał na zapas nadinterpretować słowa ministra. Tymczasem jego tekst ani nie zapowiada zasadniczej zmiany naszej polityki zagranicznej, ani nie jest – jakby można było się spodziewać z okazji kolejnej rocznicy wybuchu wojny – polityczną laurką czy laniem wody. Zasługuje na uwagę, bo proponuje inny punkt widzenia i prowokuje do debaty o sprawach dla państwa kluczowych, w gruncie rzeczy nie dyskutowanych.

Sikorski zachęca do trzeźwego spojrzenia, pozostawienia na chwilę narodowej martyrologii i „zdjęcia korony cierniowej”. Mówi: „Przegrana wojna polsko-niemiecka 1939 roku oznaczała klęskę cywilizacyjną »państwowości jagiellońskiej«. II Rzeczpospolita była przednowoczesnym w istocie państwem wielonarodowym”. Takie słowa, zwłaszcza po niedawnych obchodach 65. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, to wiadro zimnej wody. Żywimy się mitem II RP – z nostalgii, z chęci odreagowania propagandy PRL czy budowania tożsamości i poszukiwania wzorców – nie chcemy pamiętać, że nie było to państwo idealne, ale targane wewnętrznymi konfliktami i biedne. Jego historia fascynuje, ale – czego uczy np. „Wyprawa w Dwudziestolecie” Czesława Miłosza – fascynacja nie powinna przysłaniać prawdy. Bo w przeciwnym razie ślizgamy się po wierzchu. Mało który polityk ma dziś – w czasach wzmożenia uczuć patriotycznych – odwagę o tym mówić.

Z klęski II RP wyciąga Sikorski wniosek, że „właściwej odpowiedzi na dylematy geostrategiczne i tożsamościowe Polski nie oferują jagiellońskie ambicje mocarstwowe”. Czech bije na alarm: Sikorski próbuje odejść od linii Giedrojcia i III RP, „wizja Sikorskiego jest fałszywa politycznie i groźna dla właściwego kształtowania polityki zagranicznej”, a o ambicjach mocarstwowych nikt przytomny sobie jego zdaniem nie roi. Czyżby? Zaznaczam, że nie mam do dawnych Kresów Wschodnich stosunku obojętnego. Część rodziny brała udział w Powstaniu Warszawskim, ale bliżsi mieszkali w Wilnie, brat prababki dowodził operacją „Ostra Brama”, częścią akcji „Burza”. W Wilnie czuję się trochę jak u siebie, porównuję budynki z obrazami z rodzinnych fotografii. Jednak jest mi przykro, gdy słyszę pogardliwe wypowiedzi Polaków o narodzie litewskim, jakoby wymyślonym, zupełnie zależnym historycznie i kulturowo od Polski. Czuję się nieswojo, kiedy po spotkaniu z mieszkającymi na Litwie Polakami moi rówieśnicy mówią o nich „ruscy Polacy”.

Nie są to sprawy błahe ani marginalne. Klimat społeczny sprzężony jest z polityczną praktyką. Każdy naród ma prawo do wspomnień, historii, ale i do szacunku, tymczasem ze względu na nasz „jagielloński” bagaż traktujemy Wschód z góry, paternalistycznie, a nie podmiotowo. Litwę widzimy przez pryzmat „Pana Tadeusza”. Białoruś – to rozmodlone kobiety klęczące przed Donaldem Tuskiem, który zdobywa wyborcze punkty składając wizytę Andżelice Borys (sierpień 2005). Ukrainie pomagaliśmy w pomarańczowej rewolucji i – o ironio – chyba zdała egzamin: pomarańczowi są w rozsypce, tak jak rozeszły się drogi tych, którzy walczyli z PRL-em. Czy jesteśmy dobrym nauczycielem, czy dajemy przykład choćby na to, jak chronić system polityczny przed populizmem? Chcemy Ukrainy w NATO, bo leży to również w interesie Polski, ale czy wsłuchujemy się w głos Ukraińców? Warto być jej rzecznikiem w Unii Europejskiej, ale w stosunkach dwustronnych bądźmy partnerami.

Kilka tygodni temu pokazywałem Warszawę Litwinkom, koleżankom studiującym w Wilnie. Na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie czuły się jak w domu – bo przecież przypominają ulice Wilna. Jednak szczerze się ucieszyłem, że nie pytały zanadto o historię, a chciały obejrzeć wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej i w Zachęcie. W dusznym klimacie paternalizmu w stosunku do ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś) było to dla mnie wielką radością i sprawiło ulgę.

„Jagiellonizm” czy paternalizm nam szkodzi: prowadzi do niezrozumienia (jak rozmawiać z tymi, dla których budowanie tożsamości oznaczało uniezależnienie się od polskiej kultury?), stawia też w gorszej sytuacji, gdy trzeba walczyć o nasze rzeczywiste racje (np. spory o fakty historyczne z XX w. między Polakami a Litwinami).

Czy odejście od „jegiellonizmu” rodem z II RP miałoby oznaczać zaledwie prowadzenie polityki zagranicznej na zasadzie skromnego pragmatyzmu, jak mówi Czech? Stawiane przez Sikorskiego hasła integracji i modernizacji – typowe dla naszej centroprawicy – nie są skromne, jeśli potraktować je poważnie.

Według Mirosława Czecha, „część polityków i komentatorów na bezczelnego serwuje nam interpretacje partyjne”. Nawet jeśli taki charakter ma artykuł ministra Sikorskiego, czytanie go bez partyjnych okularów pozwala w nowym świetle zobaczyć ważny problem polskiej polityki zagranicznej.

Straszą Niemcami 11 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May25

Der Spiegel napisał bardzo ciekawy tekst o uwikłaniu w zbrodnie Holocaustu narodów Europy (polskie tłumaczenie na wyborcza.pl). Belgów, Francuzów, Holendrów, Litwinów, Polaków, Rumunów, Ukraińców… Tekst podkreśla – i nie podlega to dyskusji – że odpowiedzialność za Zagładę ponoszą Niemcy. Jednocześnie pokazuje, co rzadko mamy okazję spotkać, przegląd różnych postaw wobec Żydów – zarówno naszych wschodnich, jak i zachodnich sąsiadów. No i Polaków.

Przecież to szalenie ciekawe. A artykuł jest wyważony, pomaga zrozumieć wydarzenia, które widzimy w nowym świetle. Co więcej, przywołuje liczby, które dają nam powody do dumy: autorzy przytaczają wyliczenia ekspertów, według których w „pomoc” hitlerowcom mogło być zaangażowanych 200 tys. osób, a w innym miejscu mówią, że Żydów ratowało aż 125 tys. Polaków. W gruncie rzeczy informacje o zachowaniach Polaków nie są dla nas nowe; najciekawszy jest tu kontekst europejski.

Tymczasem prawie cała polska prasa rzuciła się na Spiegla. Może nie trzeba się dziwić – wielu komentatorów nie od dziś powtarza mantrę o relatywizowaniu przez Niemców winy za zbrodnie drugiej wojny światowej. Ale krzyk podnieśli też politycy. I to zgodnie: „skandaliczny artykuł!”. Czytali go? Nie jest krótki. Pewnie niewiele osób go przeczyta. Dlatego tak łatwo przychodzi straszenie Niemcami?

2004-2009. Tu byłem 3 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May1

Pięć lat Polski w UE, for.: 1 maja 2004, Warszawa, JHP

1 maja 2004 r. roku wieczór był zimny. Uroczystość odbywała się w nocy. Wiele osób nie przyszło. Ale atmosfera była podniosła. Na naszych oczach działa się historia. O północy nad placem Piłsudskiego w Warszawie powiewała flaga Unii Europejskiej. Nasza flaga.

Czasami patos jest ważny. I to jest właśnie chyba ten moment.

Trudno mi sobie wyobrazić, co czują osoby z pokolenia moich rodziców i dziadków, kiedy mogą bez wyciągania rąk z kieszeni przechodzić przez granicę polsko-niemiecką, polsko-czeską, polsko-słowacką, polsko-litewską i przez tak wiele kolejnych granic między innymi państwami jednoczącej się – bo jeszcze nie zjednoczonej – Europy. Janusz Głowacki mówił niedawno, że będąc przy granicy cały czas jeszcze czuje niepokój.

Kiedy sam siebie pytam, jakie są moje pierwsze wspomnienia związane z Europą, przypomina mi się wymiana, jaką moja podstawówka organizowała wspólnie ze szkołą Garibaldiego w miasteczku Genzano pod Rzymem. Było to w 1996 albo 1997 r. Jechaliśmy do Włoch autokarem, po drodze nocowaliśmy bodaj niedaleko Vicenzy. Wieczorem nasza dyrektorka zwołała wszystkich do jednego pokoju, by pokazać nam i opisać – uwaga, uwaga – „jak się w Europie ścieli łóżka”.

Dziś nasza szkoła nosi zaszczytne imię Roberta Schumana.

Ale wracając do rocznicy… W 2004 r. obecność Polski w UE dla wielu osób była sprawą do dyskusji albo pożywką dla gry politycznej. Pamiętamy poparcie Jana Pawła II dla naszej akcesji oraz żenujące próby reinterpretacji jego słów przez środowiska skrajnej prawicy; pamiętamy eurosceptycyzm PiS oraz wcale nie tak odważną i proeuropejską jak dziś PO. Przynależność do zachodnich struktur wcale nie była oczywista dla polskiej klasy politycznej. Być może chodziło o zbicie kilku punktów w sondażach, prezentując postawę ostrożną, zdystansowaną, sceptyczną czy wręcz niechętną. Wówczas wydawało mi się to politycznym cynizmem, który może przynieść tylko szkodę. Teraz myślę, że był to koszmar. A gdyby tak przeciwnikom Unii się udało?

Dzisiejsza rocznica pomaga spojrzeć na politykę nie tylko jak na partyjne przepychanki, których można mieść szczerze dość. Pięć lat obecności w Unii, po których trudno myśleć, że moglibyśmy w Unii nie być, po których wydaje się, że jesteśmy w Unii od zawsze, pokazuje, że istnieją w polityce cele ważne, historyczne, nadające polityce wyższy sens.

A żeby nie wszyło za prosto zachęcam do lektury majowego Przeglądu Powszechnego, w którym zastanowimy się nad problemami, przez jakie przechodzi Unia. Jak to jest z jej tożsamością? Czy faktycznie wspólna Europa jest jeszcze marzeniem? I czy mamy przyjąć euro? A były premier Jerzy Buzek powie, jak posłowie z Polski odnaleźli się w Parlamencie Europejskim. Warto przeczytać – zanim zdecydujemy, których posłów wyślemy tym razem.

Kogo obchodzi Europa Wschodnia? 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep29

Ostatnio wprawdzie nasza uwaga się na niej koncentruje w kontekście konfliktu w Gruzji, ale czy zainteresowanie nie jest chwilowe? Powiedziano już o nowej zimnej wojnie, o możliwościach rozszerzenia NATO, prezydent Kaczyński „podjął walkę”. I na tym właściwie się kończy.

W takim kontekście na rynku prasowym pojawił się nowy dwumiesięcznik „Nowa Europa Wschodnia”. „W polu zainteresowania pisma będzie zarówno polityka, historia, kultura, jak i życie codzienne – by pokazać możliwie najpełniejszy obraz regionu. Niemal wszystkie ważne wydarzenia, które miały i mają miejsce na wschód od Polski, w jakimś stopniu wpływają także na nasz kraj”, piszą Bogumiła Berdychowska – przewodnicząca Rady Redakcyjnej, Andrzej Brzeziecki – redaktor naczelny, Jan Andrzej Dąbrowski – prezes Kolegium Europy Wschodniej i Adolf Juzwenko – przewodniczący Rady Kolegium Europy Wschodniej. „Zmiany zachodzące na wschodzie Europy stanowią dla Polski wyzwanie, ale też ogromną szansę” – piszą.

Wyzwaniem dla czytelnika będzie przeczytanie całej zawartości numeru. Nie będzie to czas stracony. Pierwsze dwadzieścia stron uświadamia nam, jak mało wiadomości z Europy Wschodniej i Azji Centralnej przenika do naszych mediów; znajdziemy tu kronikę i komentarze: Azja Centralna, Białoruś, Kaukaz, Rosja, Ukraina. Dalej działy Publicystyka i Analizy; Historia; Rozmowa; Reportaż; Prezentacje; Recenzje.

Andrzej Brzeziecki, naczelny, wcześniej w „Tygodniku Powszechnym”, zebrał do pierwszego numeru ciekawe nazwiska. O „obcej i niezrozumiałej historii Europy Wschodniej” pisze Timothy Snyder.

O współczuciu dla Rosjan mówi w wywiadzie Barbara Skarga: „Jeśli i my mamy sowieckie nawyki, które dają o sobie znać na każdym kroku, to co mówić o Rosjanach? Ta mentalność jest jak zaraza, która gdzieś się zakorzenia i potem jest nie do wyleczenia. Trzeba mieć wyrozumiałość wobec ludzi, którzy przez tyle lat cierpieli, i szukać porozumienia z nimi”.

Niektóre teksty można już przeczytać na stronie internetowej.

Ks. Mazurkiewicz: Sekularyzacja czy „ureligijnienie” polityki? 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep10

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz został sekretarzem generalnym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE), informują dziś media (Rz.: “Asceta w Brukseli”).

Zachęcamy do lektury rozmowy z ks. Mazurkiewiczem, teologiem i politologiem, opublikowanej w Przeglądzie Powszechnym (7-8/2007), aby lepiej poznać nominata. Ks. Mazurkiewicz: “Jesteśmy wyjątkowym w Europie, w pewnym sensie „nienormalnym” krajem, w którym religia ma ogromny wpływ na życie polityczne”.

Rozmawiali ROMAN SWOBODA SJ i RAFAŁ HUZARSKI SJ

czytaj dalej »

Znów ktoś odszedł… 8 Autor: Emil Górecki

Jul13

Bronisław Geremek - Agencja Gazeta
(fot. Agencja Gazeta)

W Warszawie pada…

Być może im jestem starszy, to zauważam że więcej zasłużonych osób odchodzi. Dziś znów. Śmierć niespodziewana, zwłaszcza w pięknym, mojżeszowym wieku.

Można się było z Profesorem Geremkiem nie zgadzać. Można było krytykować niektóre Jego posunięcia, zdarzenia w których brał udział. I wielu z tej możliwości korzystało. A On na zarzuty odpowiadał. Bo dyskusja to brzytwa Ockhama, która oczyści byty z wątpliwośći a zostawi to, co niewzruszalne. Jednak nie można przecenić wkładu Profesora w najnowszą historię Polski. Był On jednym z ojców tej Polski, nowoczesnej, otwartej, bez kompleksów. Nie widzę potrzeby pisania, kim był. Żadne słowa nie wyrażą tego, ile Jemu ten kraj zawdzięcza…

Polska bez Profesora Bronisława Geremka nie będzie silniejsza, ważniejsza i bardziej szanowana. Ta nowa, wolna, poniekąd osierocona Polska będzie musiała żyć dalej już bez Niego. Choć nie do końca. Wszystko, czego nas nauczył możemy dalej pożytkować dla dobra kraju i Europy. Pozostaje pamięć o Nim i Jego wskazówki. Umiejmy je czytać.

W Warszawie nadal pada…

Nie byliśmy biskupami…, czyli powrót do „Humanae vitae” 11 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Jun21

Arcybiskup Wiednia, kardynał Schönborn, jeden z kandydatów na przyszłego Biskupa Rzymu, wygłosił na – zorganizowanym w marcu br. przez Neokatechumenat – spotkaniu biskupów europejskich w Ziemi Świętej, dość mocne przemówienie. Oto fragment: Europa powiedziała trzy razy „nie” swojej przyszłości. Pierwszy raz w 1968 roku – obchodzimy teraz czterdziestolecie – przez odrzucenie „Humanae vitae”. Drugi raz w 1975 roku, kiedy prawa popierające aborcję zalały Europę. I trzeci raz…, akurat wczoraj dostałem wiadomość z Austrii o tym, że rząd doszedł do porozumienia w sprawie małżeństw homoseksualnych, również w Austrii, trzecie „nie” przyszłości, życiu. [...] Dzisiaj w Niemczech 100 rodziców ma 64 dzieci i 44 wnucząt; to znaczy, że w ciągu jednego pokolenia populacja niemiecka – nie licząc imigracji – zmniejsza się o połowę. Powiedzieliśmy „nie” wobec „Humanae vitae”. Nie byliśmy biskupami, ale nasi współbracia nimi byli. [...] My byliśmy za zamkniętymi drzwiami, ze strachu. Myślę, że chociaż nie byliśmy biskupami w tamtych latach, mamy żałować za ten grzech europejskiego Episkopatu, który nie miał odwagi, by z mocą wspierać Pawła VI, ponieważ dzisiaj nosimy wszyscy w naszych Kościołach, w naszych diecezjach ciężar konsekwencji tego grzechu.

Cieszą mnie te słowa. Mam nadzieję, że za kard. Schönbornem pójdą inni biskupi, którym niekiedy brakuje odwagi w obliczu agresywnej promocji panseksualizmu, antykoncepcji, aborcji, eutanazji i wszelkich mniejszości seksualnych, czyli tego, co Jan Paweł II nazywał cywilizacją śmierci. Z lęku uciekają w bardziej bezpieczne tematy, jak np. wspólna walka z globalnym ociepleniem. Nie tak dawno pewien duński duchowny przekonywał mnie, że Kościół powinien zająć się kwestią topnienia lodowców.

Berlusconi, prawicowy populista całuje pierścień 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun6

Węgleński na prezydenta! 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun6

Jak podaje Polityka, niemieccy socjaldemokraci ogłosili zamiar wystawienia własnego kandydata w przyszłorocznych wyborach prezydenckich – Gesine Schwan. Jest ona rektorem Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą; prywatnie polonofilka. Dla Niemiec fakt wystawienia tej kandydatury może mieć niedobre skutki – kanclerz Merkel liczyła na poparcie przez SPD reelekcji obecnego prezydenta Horsta Köhlera, a więc na utrzymanie wielkiej koalicji chadeków i socjaldemokratów. Wyłom SPD zacznie kampanię wyborczą (także przed wyborami do Bundestagu i kilku parlamentów) i spięcia w koalicji.

Ale można spojrzeć z innej strony. Ile zyskałby na poważaniu urząd prezydenta w Polsce, gdybyśmy także wybrali sobie choćby byłego rektora UW prof. Piotra Węgleńskiego? Po co się męczyć z Bratem K., jeśli można mieć za prezydenta człowieka, którego postawa mogłaby licować z powagą zajmowanego stanowiska? Po co nam prezydent do ostatniej suchej nitki przesiąknięty bieżącą polityką; taki, który nie potrafi docenić dorobku poprzednich pokoleń, swoich poprzedników, podkopujący autorytet urzędu, a więc mający za nic wizerunek kraju?

+ Rozmowy z Gesine Schwan:
Wspólny podręcznik historii może zbliżyć Polaków i Niemców

Czy Europa istnieje?

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com