<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Powszechny &#187; Europa</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/category/europa/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 22:32:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Ksiądz Skarga jako odtrutka?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Oct 2011 19:30:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław Dudycz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Paweł II]]></category>
		<category><![CDATA[jezuici]]></category>
		<category><![CDATA[rok Skargi]]></category>
		<category><![CDATA[Sejm]]></category>
		<category><![CDATA[Skarga]]></category>
		<category><![CDATA[święci]]></category>
		<category><![CDATA[żydzi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1587</guid>
		<description><![CDATA[Polacy mają ogromne inklinacje do myślenia mitologicznego i hagiograficznego, które charakteryzuje się naiwnością wyjętą żywcem z przedszkolnej katechezy. Zaznacza się ta naiwność chociażby w kanonach ikonograficznych sztuki sakralnej, w tych wszystkich niebieskich oczętach zwróconych ku niebu, licznych liliach, mdłym wyrazie twarzy, ustach wąskich i zaciśniętych, żeby przypadkiem żadne niepotrzebne słowo się z nich nie wydostało. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka"><img class="alignnone size-medium wp-image-1687" title="&quot;Kazanie Skargi&quot;, obraz Jana Matejki" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2011/12/Skarga-300x169.jpg" alt="" width="300" height="169" /></a></p>
<p>Polacy mają ogromne inklinacje do myślenia mitologicznego i hagiograficznego, które charakteryzuje się naiwnością wyjętą żywcem z przedszkolnej katechezy. Zaznacza się ta naiwność chociażby w kanonach ikonograficznych sztuki sakralnej, w tych wszystkich niebieskich oczętach zwróconych ku niebu, licznych liliach, mdłym wyrazie twarzy, ustach wąskich i zaciśniętych, żeby przypadkiem żadne niepotrzebne słowo się z nich nie wydostało. A poza malarstwem czy rzeźbą widać tandetę i miałkość naszego rozumienia świętości w różnych narracjach o świętych, w legendach, podaniach, modlitewnikach, różnej pobożnej literaturze, w której ulubionymi zajęciami Bożych ludzi są: mdleć na widok nagości, biczować się i ciągle być w gotowości do największych rzeczy, które świętym przytrafiają się na każdym kroku. Przekaz jest prosty: święty mało je, mało śpi, mało mówi, nie chodzi do toalety, nigdy się nie brudzi, zawsze ładnie pachnie, mężnie znosi wszystkie bóle, prędzej umrze niż zgrzeszy, pracuje za dziesięciu, modli się za cały Kościół.</p>
<p>Bohaterów mamy zatem w naszym panteonie, przynajmniej pozornie, wyjątkowo szablonowych i mało pociągających, którzy nikogo nigdy nie zapalą do chrześcijańskiego życia, za to utrwalą mnóstwo stereotypowych wyobrażeń na temat Kościoła i wiary, sprowadzając sprawy Boże do jakichś rytuałów i dewocyjnych praktyk. Chciałoby się powiedzieć: pokaż mi swojego świętego, a powiem ci, kim jesteś. Jak rozumiesz dzieło Jezusa Chrystusa. Spora liczba naszych rodaków na tę prośbę wskazałaby tak spreparowane, urobione, lukrowane życiorysy świętych, że od razu byłoby znać, iż wiara to tylko dodatek do ich życia, odpustowy pistolet na kapiszony, obrazeczek kupiony na jarmarku, tradycja odziedziczona po babci, która ma postać wykrochmalonej białej bluzki ubieranej na niedzielną mszę, ale nie niesie ducha zmian.</p>
<p><span id="more-1587"></span></p>
<p>Procesy te dotknęły chociażby Jana Pawła II, który wzorem życia aktywnego i twórczego, rozumnego mógł się stać pierwszorzędnym, szybko został przemielony jednak przez naszą narodową maszynkę hagiograficzną. O Karolu Wojtyle mówiło się u nas zawsze, jak o człowieku ze skały, jakby był postacią literacką, żadnego błędu nie popełnił, jakby nie miał żadnej drogi życiowej, nie uczył się, nie pracował nad sobą, jakby nie był zrodzony, a stworzony, jakby go z niebios przysłano na obłoku. Masowa wyobraźnia wykreowała Wojtyłę na swój obraz i podobieństwo, stworzyła sobie bożka, którym może usprawiedliwiać swoje infantylne rozumienie świata, w którym niczego nie trzeba osiągać, ale wszystko zostaje dane. I tak oto Polacy Janem Pawłem II zaczęli wygładzać błędy polskiego Kościoła, rozgrzeszać wszystkie swoje niedostatki, umywać ręce od reform, rosnąć w chorą pychę, że jakoś to zawsze będzie, skoro się ma takiego orędownika.</p>
<p>Karol Wojtyła stał się herosem. Zaczęły o nim krążyć niestworzone historie. Że przepływa dziennie sto długości basenu, że zna wszystkie języki świata, że na nartach jeździ jak Hermann Mayer, że biega szybciej niż Irena Szewińska. Ktoś nawet twierdził, że Wojtyła sam pilotował samolot, spał tylko godzinę na dobę, w świeckim ubraniu przechadzał się po Rzymie i pomagał ubogim. W Polsce pojawiła się osobliwa metoda erystyczna, o której nie śniło się nawet Schopenhauerowi, wystarczyło mianowicie zaczynać wypowiedź od „<em>Jan Paweł II swego czasu zrobił&#8230;”</em> i już otwierały się wszystkie drzwi, rozmówca kapitulował, na wszystko się zgadzał. Po kraju zaczęły krążyć nachalne anegdoty o papieżu, które wcale nie były kolportowane przez niewykształcone panie z parafii w Pcimiu, ale przez wysoko postawionych hierarchów. Mogliśmy się nasłuchać więc różnych bon motów: co papież jadł, jak odpoczywał i jak <em>emanowała z niego świętość.</em></p>
<p><em> </em>W pewnym momencie namnożyło się różnych kolegów Karola Wojtyły, okazywało się, że w jego klasie było ze sto osób i nagle wszyscy chcą się wypowiedzieć, jacyś księża przypominali sobie, że studiowali u Karola Wojtyła, a siostry zakonne odkrywały, że mu gotowały i prały, chociaż przez ostatnie lata nic im na ten temat nie było wiadomo.</p>
<p>Ruszyła pewna fabryka, pracuje na pełnych obrotach i długo jeszcze będzie. Produkuje się w niej Karola Wojtyłę-geniusza, taternika, mistyka, poetę lepszego niż Szekspir, aktora zdolniejszego niż Marlon Brando. Z takim Janem Pawła II naród może być samozadowolony w nieskończoność, z takim Janem Pawłem II może obrastać w piórka. Z prawdziwym musiałby się wziąć ostro do roboty. Łatwo opowiadać młodym ludziom komunały, że Jan Paweł II odbył mnóstwo podróży zagranicznych, sprzeciwiał się aborcji i <em>szanował każdego człowieka, </em>ale trudniej już go prezentować jako wzór tytanicznej pracy intelektualnej, autora ciekawych książek, człowieka, który odebrał trudną i wymagającą, klasyczną formację umysłową, która go kosztowała wiele wyrzeczeń i nie miała niczego wspólnego z miałkością dzisiejszego systemu edukacji.</p>
<p>Może nasi politycy, którzy mają usta pełne frazesów o Janie Pawle II, wzięliby się do roboty i zreformowali, właśnie pod patronatem papieża, szkolnictwo tak, żeby dawało młodym ludziom tę samodzielność, śmiałość zadawania pytań i uczciwość poznawczą, którą miał Karol Wojtyła, a nie było tylko tresurą jałowych egzaminów, pamięciowym opanowywaniem wiedzy, okrojonym kanonem lektur? Dziś system edukacji jest ściśle podporządkowany rynkowi pracy, uczy się ludzi po to, żeby nie byli bezrobotni, a nie po to, żeby poznawali określone wartości. Chcemy mieć Jana Pawła II za patrona, musimy to zmienić, poprawić nasz aparat edukacyjny, podnieść jego poziom. Sęk w tym, że Jan Paweł II to dla większości obywateli wyłącznie sympatyczny duchowny nie zgadzający się na antykoncepcję, który ładnie mówił w wielu językach, a nie mąż stanu i wielki impuls naprawy społeczeństwa.</p>
<p>Ze względu na powyższe sprawy z radością powitałem pomysł, żeby patronem roku 2012 został ksiądz Piotr Skarga, który pomnikową postacią nie jest i nigdy nie będzie, a zatem ma szansę rzeczywiście zagrać ludziom w głowach i rozpalić dyskusję. Zresztą, już ją rozpala, atmosfera powoli staje się namiętna. Skarga to człowiek głęboko złamany, dwuznaczny, którego nie sposób zaszufladkować i okadzić. To wielki mistrz polszczyzny, prekursor kultury języka polskiego, autor bardzo interesującej literatury, której nie można nie znać, jeśli się chce mieć panoramiczny obraz cywilizacji europejskiej. Poza tym, to wzięty działacz charytatywny i akademicki, jezuita pełną gębą, który tożsamość Towarzystwa Jezusowego miał we krwi. To budowniczy kościołów i szkół, jednostka przedsiębiorcza i zaradna, wybitny umysł, porywający mówca, esteta. Jakby żył dzisiaj i stał na czele polskich struktur jezuickich, to „Przegląd Powszechny” miałby, mówiąc pół żartem, pół serio, nakład „Gazety Wyborczej”, portal Deon.pl siłę Google, a Blog Powszechny tętniłby życiem Facebooka.</p>
<p>Złośliwi twierdzą, że Skarga poprowadziłby dzisiaj jezuitów w tę stronę, w którą ojciec Rydzyk powiódł redemptorystów. „Przegląd Powszechny” byłby jak „Nasz Dziennik”. Nic z tych rzeczy! Ksiądz Skarga nie byłby dzisiaj drugim ojcem Rydzykiem, to zdecydowanie nie ta mentalność, to zupełnie inny typ wrażliwości. Piotr Skarga był szaleńcem, prezentował pewien typ wariactwa, które, mimo wielu ograniczeń, wad i obsesji, było paradoksalnie niezwykle otwarte i śmiałe, odważne, skłonne do prekursorskich eksperymentów. Skarga, choć obcych nie lubił i postawy ksenofobiczne nie były mu obce, potrafił ryzykować, rozwijać się, był bardzo dynamiczny, wieloma rzeczami się interesował, miał ogromną wiedzę. Jestem przekonany, że Skarga byłby dziś w awangardzie rozwoju kultury, tworzyłby media i uczelnie wyższe, połączyłby w sobie wszystkie kościelne charaktery, które obserwujemy w przestrzeni publicznej. Byłby więc trochę jak ojciec Kłoczowski, trochę jak ksiądz Boniecki, trochę też jak Bartoś, ale zarazem byłoby w nim widać ojca Krąpca, ojca Badeniego, ojca Oszajcę. Słowem, Skarga był postacią polifoniczną, wielobarwną i nie sposób o nim wypowiadać się dogmatycznie. Zaskakiwał, i dzisiaj, gdyby żył współcześnie, też by nas zaskoczył.</p>
<p>Co tu dużo mówić, miał też skłonność do różnych świństw i mówienia podłości. To taka ludzka cecha, my też to mamy, z wieloma ludźmi jesteśmy na bakier. Nienawidzimy sąsiadów, rodziców, szefa, kolegów, gejów, Palikota, Kaczyńskiego, PiS czy Platformy, Romów, kibiców Górnika Zabrze albo Widzewa Łódź. Mamy w sobie dużo skłonności rasistowskich, skandalicznie upraszczamy życie ludzi z naszego otoczenia. Często jest w nas za mało miłości bliźniego, ta miłość kuleje, nie jest zasilana Ewangelią i posługą Kościoła. Skarga, jako człowiek z krwi i kości, przeżywał ten sam problem, też go to trapiło, nie umiał wiernie przyjmować miary Chrystusowej. Żydów odsądzał od czci i wiary, nie znosił heretyków, o Turkach mówił z takim szwungiem, aż mu się pewnie nóż w kieszeni otwierał. Był maniakiem kontrreformacji, głosił niejednokrotnie radykalne opinie, pisał, że mało kto jest w stanie Żydów przewyższyć w nieuczciwości, a z wyznaniami heretyckimi nie wiąże się żadne dobro. Wierzył też w różne teorie spiskowe, często przemawiał językiem linczu, szukał kozłów ofiarnych. Prymitywne, żenujące diagnozy przeplatały się u niego z błyskotliwością, mądrością i dobrą wolą.</p>
<p>Skarga miał niewątpliwie spory problem życiowy z szacunkiem wobec bliźnich, był pyszny i wyniosły, wierzył w różne mity, ale jakoś z tym sobie, można to wyczytać z jego pism, radził, był świadomy swoich ograniczeń, próbował własne problemy obłaskawiać, neutralizować innymi działaniami. Na pewno była to postać walki i duchowego wzrostu, na pewno się starała, na pewno wiele się udało jej osiągnąć. To była na pewno postać drogi i ryzyka. Człowiekowi trudno jest zwalczyć swoje wady, przezwyciężyć patologie osobowości, zrzucić z siebie ciężar różnych utartych schematów, w których został wychowany, wartościowe nie jest zatem bycie idealnym, bo to się nigdy nie uda, ale sublimacja, wyciszanie wad, trzymanie je w ryzach. Skarga to robił, z różnymi skutkami, raz lepiej, raz gorzej, ale jednak, trzeba mu oddać sprawiedliwość, robił.</p>
<p>I jako taki jest bardzo dobrym przykładem dla ludzi obarczonych rozmaitymi skazami charakteru, jak można różne swoje wady pacyfikować poprzez zaangażowanie w kulturę, naukę, pracę u podstaw. Sęk w tym, żeby się nie okłamywać, nie zamiatać brudów pod dywan, nie zakładać masek. Skarga nigdy nie twierdził o sobie, że jest tolerancyjny, nie udawał przyjaciela heretyków, nie bratał się z nikim ostentacyjnie, nie próbował grać kogoś, kim nie był, nie stroił min. Często wyżywał się na ludziach obcych, traktował ich źle, przedmiotowo, nie próbował tego jednak przypudrować kulturą osobistą, kindersztubą, konwenansami. Nie był taki, jak my często jesteśmy: w istocie obojętni, zimni, wyrachowani, mający w nosie prawdę, nieznający samych siebie, za to kolekcjonujący uśmiechy i umizgi. Skarga zaś w tym, w czym był złamany i parszywy, był gorący, szczerze mówił, co myślał, uczciwie wyznawał swoją pogardę. Był jej świadom i próbował z nią coś zrobić, nosiło go od tej pogardy, rzucał się w wir filantropii, budował, tworzył. Mam wrażenie, że im więcej Skarga nautyskiwał się na heretyków, tym potem mocniej wychodził do ludzi. Tylko taka postawa pozwala na przemianę, tylko na żywej, odsłoniętej, zranionej tkance może działać Chrystus.</p>
<p>Dobrze się zatem stało, że Sejm zechciał Skargę zaprezentować. Może się on stać swoistą odtrutką na ten sposób mówienia o ludziach Kościoła, którego ofiarą padł wspomniany w pierwszej części tekstu błogosławiony Jan Paweł II. Skarga nie jest świętym, nie jest podatny na hagiografię, może ludzi autentycznie zafascynować, może nie oberwać porcją gorącego brązu.</p>
<p>Problem teraz w tym, czy wierni Kościoła nie będą chcieli Skargi na siłę kolorować, rozmiękczać i upiększać. Już się można z tymi próbami spotkać. Czytam tu i ówdzie, że Skarga może i nie lubił Żydów, ale to były takie czasy, inny porządek społeczny, inne obyczaje i nie warto przykładać dzisiejszych norm do tamtych struktur. Sęk w tym, że dla chrześcijan normą jest Ewangelia, a ona zawsze była taka sama i zawsze rysowała ten sam model świata i interpersonalnych więzi.  I jeśli ktoś gardził innowiercami, to po prostu naruszał logikę Ewangelii, niezależnie, czy to był wiek XVI, XIX czy XXI. Święty Paweł może i nie walczył z niewolnictwem, ale przecież na pewno nie pochwalał złego traktowania niewolników, nie mówił o nich z pogardą. Jeśli zatem Skarga źle pisał o Żydach, to odchodził w tym miejscu od Ewangelii i trzeba to jasno przyznać. I jeśli był wówczas taki klimat społeczny, żeby źle mówić o Żydach, to też trzeba szczerze przyznać, że był to klimat niezgodny z duchem Jezusowym, a nie opowiadać, że to były <em>inne czasy i inne zasady.</em></p>
<p>Tylko wtedy Skarga – jako człowiek, który bywał na bakier z Ewangelią – może być rzeczywiście pociągającym autorytetem. Jeśli zaś uznamy, że wszystko ze Skargą było w porządku, to wytraci on swój impet i stanie się kolejnym polskim złotym cielcem, narkotykiem, który naród wprawi w hurraoptymistyczne przekonanie, że wszystko w narodzie gra jak należy.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Jarosław Dudycz</em></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>List o pojednaniu polsko-rosyjskim</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/list-o-pojednaniu-polsko-rosyjskim</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/list-o-pojednaniu-polsko-rosyjskim#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 08:12:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Andrzej Figas</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1217</guid>
		<description><![CDATA[Wiadomość o pomyśle powstania wspólnego listu służącego pojednaniu polsko-rosyjskiemu autorstwa polskiego Kościoła katolickiego oraz rosyjskiej Cerkwii przyjąłem z dużym entuzjazmem. Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek doczekam się takiej inicjatywy. Jeżeli mamy pracować nad pojednaniem obu narodów, to jest to jedna z głównych dróg osiągnięcia tego porozumienia i na pewno znacznie skuteczniejsza od nieporadnych działań polityków, zwłaszcza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://wyborcza.pl/1,75248,7607290,Koscioly_zbliza_Polakow_i_Rosjan.html" target="_blank"></a><a href="http://wyborcza.pl/1,75248,7607290,Koscioly_zbliza_Polakow_i_Rosjan.html" target="_blank"><img class="alignleft" src="http://bi.gazeta.pl/im/2/7603/z7603412N,-Metropolita-Hilarion---Grigorij-Alfiejew---ma-43.jpg" alt="" width="165" height="232" /></a>Wiadomość o pomyśle powstania wspólnego listu służącego pojednaniu polsko-rosyjskiemu autorstwa polskiego Kościoła katolickiego oraz rosyjskiej Cerkwii przyjąłem z dużym entuzjazmem. Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek doczekam się takiej inicjatywy. Jeżeli mamy pracować nad pojednaniem obu narodów, to jest to jedna z głównych dróg osiągnięcia tego porozumienia i na pewno znacznie skuteczniejsza od nieporadnych działań polityków, zwłaszcza w czasach gdy liczba wiernych Kościoła w Rosji ma tendencję rosnącą.</p>
<p>Wiem, że do ogłoszenia listu jeszcze daleka droga i wiele przeszkód będzie stało przed jego powstaniem, ale jestem dobrej myśli. Mam nadzieję, że już wkrótce usłyszę go w swoim kościele. Trzymam kciuki!</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/list-o-pojednaniu-polsko-rosyjskim"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/list-o-pojednaniu-polsko-rosyjskim" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/list-o-pojednaniu-polsko-rosyjskim" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/list-o-pojednaniu-polsko-rosyjskim/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jagiellonizm szkodzi</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/11/jagiellonizm-szkodzi</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/11/jagiellonizm-szkodzi#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Sep 2009 21:18:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Prasa polska]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[gazeta]]></category>
		<category><![CDATA[gazeta wyborcza]]></category>
		<category><![CDATA[litwa]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[sikorski]]></category>
		<category><![CDATA[wyborcza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1089</guid>
		<description><![CDATA[Obecnie wydaje się, jakby polityka zagraniczna Polski od zawsze budowana była na fundamentach założeń Jerzego Giedroycia i jego „Kultury”; założeń pojmowanych w III RP dogmatycznie, a więc nie podlegających dyskusji. Nie dziwi więc ostra reakcja Mirosława Czecha („Gazeta Świąteczna”, 5-6 września) na artykuł szefa MSZ Radosława Sikorskiego „Lekcja historii, modernizacja i integracja” („Gazeta”, 29-30 sierpnia). [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/11/jagiellonizm-szkodzi"><img class="alignnone" title="Wilno" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2009/jagiellonizm-jhp.jpg" alt="Wilno" width="480" height="210" /></a><br />
Obecnie wydaje się, jakby polityka zagraniczna Polski od zawsze budowana była na fundamentach założeń Jerzego Giedroycia i jego „Kultury”; założeń pojmowanych w III RP dogmatycznie, a więc nie podlegających dyskusji. Nie dziwi więc <a href="http://wyborcza.pl/1,97737,7004231,Duch_Jagiellonow_nie_bladzi_po_Polsce.html" target="_blank"><strong>ostra reakcja Mirosława Czecha</strong></a> („Gazeta Świąteczna”, 5-6 września) na artykuł szefa MSZ Radosława Sikorskiego <a href="http://wyborcza.pl/1,75478,6978098,Min__Sikorski_dla__Gazety___1_wrzesnia___lekcja_historii.html" target="_blank"><strong>„Lekcja historii, modernizacja i integracja”</strong></a> („Gazeta”, 29-30 sierpnia).</p>
<p>Problem polega na tym, że Mirosław Czech tak przestraszył się krytycznej rewizji poglądów na miejsce Polski w Europie i świecie, że wolał na zapas nadinterpretować słowa ministra. Tymczasem jego tekst ani nie zapowiada zasadniczej zmiany naszej polityki zagranicznej, ani nie jest – jakby można było się spodziewać z okazji kolejnej rocznicy wybuchu wojny – polityczną laurką czy laniem wody. Zasługuje na uwagę, bo proponuje inny punkt widzenia i prowokuje do debaty o sprawach dla państwa kluczowych, w gruncie rzeczy nie dyskutowanych.</p>
<p>Sikorski zachęca do trzeźwego spojrzenia, pozostawienia na chwilę narodowej martyrologii i „zdjęcia korony cierniowej”. Mówi: „Przegrana wojna polsko-niemiecka 1939 roku oznaczała klęskę cywilizacyjną »państwowości jagiellońskiej«. II Rzeczpospolita była przednowoczesnym w istocie państwem wielonarodowym”. Takie słowa, zwłaszcza po niedawnych obchodach 65. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, to wiadro zimnej wody. Żywimy się mitem II RP – z nostalgii, z chęci odreagowania propagandy PRL czy budowania tożsamości i poszukiwania wzorców – nie chcemy pamiętać, że nie było to państwo idealne, ale targane wewnętrznymi konfliktami i biedne. Jego historia fascynuje, ale – czego uczy np. „Wyprawa w Dwudziestolecie” Czesława Miłosza – fascynacja nie powinna przysłaniać prawdy. Bo w przeciwnym razie ślizgamy się po wierzchu. Mało który polityk ma dziś – w czasach wzmożenia uczuć patriotycznych – odwagę o tym mówić.</p>
<p>Z klęski II RP wyciąga Sikorski wniosek, że „właściwej odpowiedzi na dylematy geostrategiczne i tożsamościowe Polski nie oferują jagiellońskie ambicje mocarstwowe”. Czech bije na alarm: Sikorski próbuje odejść od linii Giedrojcia i III RP, „wizja Sikorskiego jest fałszywa politycznie i groźna dla właściwego kształtowania polityki zagranicznej”, a o ambicjach mocarstwowych nikt przytomny sobie jego zdaniem nie roi. Czyżby? Zaznaczam, że nie mam do dawnych Kresów Wschodnich stosunku obojętnego. Część rodziny brała udział w Powstaniu Warszawskim, ale bliżsi mieszkali w Wilnie, brat prababki dowodził operacją „Ostra Brama”, częścią akcji „Burza”. W Wilnie czuję się trochę jak u siebie, porównuję budynki z obrazami z rodzinnych fotografii. Jednak jest mi przykro, gdy słyszę pogardliwe wypowiedzi Polaków o narodzie litewskim, jakoby wymyślonym, zupełnie zależnym historycznie i kulturowo od Polski. Czuję się nieswojo, kiedy po spotkaniu z mieszkającymi na Litwie Polakami moi rówieśnicy mówią o nich „ruscy Polacy”.</p>
<p>Nie są to sprawy błahe ani marginalne. Klimat społeczny sprzężony jest z polityczną praktyką. Każdy naród ma prawo do wspomnień, historii, ale i do szacunku, tymczasem ze względu na nasz „jagielloński” bagaż traktujemy Wschód z góry, paternalistycznie, a nie podmiotowo. Litwę widzimy przez pryzmat „Pana Tadeusza”. Białoruś – to rozmodlone kobiety klęczące przed Donaldem Tuskiem, który zdobywa wyborcze punkty składając wizytę Andżelice Borys (sierpień 2005). Ukrainie pomagaliśmy w pomarańczowej rewolucji i – o ironio – chyba zdała egzamin: pomarańczowi są w rozsypce, tak jak rozeszły się drogi tych, którzy walczyli z PRL-em. Czy jesteśmy dobrym nauczycielem, czy dajemy przykład choćby na to, jak chronić system polityczny przed populizmem? Chcemy Ukrainy w NATO, bo leży to również w interesie Polski, ale czy wsłuchujemy się w głos Ukraińców? Warto być jej rzecznikiem w Unii Europejskiej, ale w stosunkach dwustronnych bądźmy partnerami.</p>
<p>Kilka tygodni temu pokazywałem Warszawę Litwinkom, koleżankom studiującym w Wilnie. Na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie czuły się jak w domu – bo przecież przypominają ulice Wilna. Jednak szczerze się ucieszyłem, że nie pytały zanadto o historię, a chciały obejrzeć wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej i w Zachęcie. W dusznym klimacie paternalizmu w stosunku do ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś) było to dla mnie wielką radością i sprawiło ulgę.</p>
<p>„Jagiellonizm” czy paternalizm nam szkodzi: prowadzi do niezrozumienia (jak rozmawiać z tymi, dla których budowanie tożsamości oznaczało uniezależnienie się od polskiej kultury?), stawia też w gorszej sytuacji, gdy trzeba walczyć o nasze rzeczywiste racje (np. spory o fakty historyczne z XX w. między Polakami a Litwinami).</p>
<p>Czy odejście od „jegiellonizmu” rodem z II RP miałoby oznaczać zaledwie prowadzenie polityki zagranicznej na zasadzie skromnego pragmatyzmu, jak mówi Czech? Stawiane przez Sikorskiego hasła integracji i modernizacji – typowe dla naszej centroprawicy – nie są skromne, jeśli potraktować je poważnie.</p>
<p>Według Mirosława Czecha, „część polityków i komentatorów na bezczelnego serwuje nam interpretacje partyjne”. Nawet jeśli taki charakter ma artykuł ministra Sikorskiego, czytanie go bez partyjnych okularów pozwala w nowym świetle zobaczyć ważny problem polskiej polityki zagranicznej.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/11/jagiellonizm-szkodzi"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/11/jagiellonizm-szkodzi" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/11/jagiellonizm-szkodzi" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/11/jagiellonizm-szkodzi/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Straszą Niemcami</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/25/strasza-nas-niemcami</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/25/strasza-nas-niemcami#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 May 2009 23:17:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Prasa zagraniczna]]></category>
		<category><![CDATA[holocaust]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=984</guid>
		<description><![CDATA[Der Spiegel napisał bardzo ciekawy tekst o uwikłaniu w zbrodnie Holocaustu narodów Europy (polskie tłumaczenie na wyborcza.pl). Belgów, Francuzów, Holendrów, Litwinów, Polaków, Rumunów, Ukraińców… Tekst podkreśla – i nie podlega to dyskusji – że odpowiedzialność za Zagładę ponoszą Niemcy. Jednocześnie pokazuje, co rzadko mamy okazję spotkać, przegląd różnych postaw wobec Żydów – zarówno naszych wschodnich, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Der Spiegel napisał bardzo ciekawy tekst o uwikłaniu w zbrodnie Holocaustu narodów Europy (<a href="http://wyborcza.pl/1,97849,6640582.html" target="_blank">polskie tłumaczenie na wyborcza.pl</a>). Belgów, Francuzów, Holendrów, Litwinów, Polaków, Rumunów, Ukraińców… Tekst podkreśla – i nie podlega to dyskusji – że odpowiedzialność za Zagładę ponoszą Niemcy. Jednocześnie pokazuje, co rzadko mamy okazję spotkać, przegląd różnych postaw wobec Żydów – zarówno naszych wschodnich, jak i zachodnich sąsiadów. No i Polaków.</p>
<p>Przecież to szalenie ciekawe. A artykuł jest wyważony, pomaga zrozumieć wydarzenia, które widzimy w nowym świetle. Co więcej, przywołuje liczby, które dają nam powody do dumy: autorzy przytaczają wyliczenia ekspertów, według których w „pomoc” hitlerowcom mogło być zaangażowanych 200 tys. osób, a w innym miejscu mówią, że Żydów ratowało aż 125 tys. Polaków. W gruncie rzeczy informacje o zachowaniach Polaków nie są dla nas nowe; najciekawszy jest tu kontekst europejski.</p>
<p>Tymczasem prawie cała polska prasa rzuciła się na Spiegla. Może nie trzeba się dziwić – wielu komentatorów nie od dziś powtarza mantrę o relatywizowaniu przez Niemców winy za zbrodnie drugiej wojny światowej. Ale krzyk podnieśli też politycy. I to zgodnie: „skandaliczny artykuł!”. Czytali go? Nie jest krótki. Pewnie niewiele osób go przeczyta. Dlatego tak łatwo przychodzi straszenie Niemcami?</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/25/strasza-nas-niemcami"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/25/strasza-nas-niemcami" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/25/strasza-nas-niemcami" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/25/strasza-nas-niemcami/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>2004-2009. Tu byłem</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/01/2004-2009-tu-bylem</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/01/2004-2009-tu-bylem#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Apr 2009 23:02:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>
		<category><![CDATA[unia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=959</guid>
		<description><![CDATA[1 maja 2004 r. roku wieczór był zimny. Uroczystość odbywała się w nocy. Wiele osób nie przyszło. Ale atmosfera była podniosła. Na naszych oczach działa się historia. O północy nad placem Piłsudskiego w Warszawie powiewała flaga Unii Europejskiej. Nasza flaga. Czasami patos jest ważny. I to jest właśnie chyba ten moment. Trudno mi sobie wyobrazić, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-960" title="Pięć lat Polski w UE, for.: 1 maja 2004, Warszawa, JHP" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2009/05/5ue22.jpg" alt="Pięć lat Polski w UE, for.: 1 maja 2004, Warszawa, JHP" width="480" height="360" /></p>
<p>1 maja 2004 r. roku wieczór był zimny. Uroczystość odbywała się w nocy. Wiele osób nie przyszło. Ale atmosfera była podniosła. Na naszych oczach działa się historia. O północy nad placem Piłsudskiego w Warszawie powiewała flaga Unii Europejskiej. Nasza flaga.</p>
<p>Czasami patos jest ważny. I to jest właśnie chyba ten moment.</p>
<p>Trudno mi sobie wyobrazić, co czują osoby z pokolenia moich rodziców i dziadków, kiedy mogą bez wyciągania rąk z kieszeni przechodzić przez granicę polsko-niemiecką, polsko-czeską, polsko-słowacką, polsko-litewską i przez tak wiele kolejnych granic między innymi państwami jednoczącej się – bo jeszcze nie zjednoczonej – Europy. Janusz Głowacki mówił niedawno, że będąc przy granicy cały czas jeszcze czuje niepokój.</p>
<p>Kiedy sam siebie pytam, jakie są moje pierwsze wspomnienia związane z Europą, przypomina mi się wymiana, jaką moja podstawówka organizowała wspólnie ze szkołą Garibaldiego w miasteczku Genzano pod Rzymem. Było to w 1996 albo 1997 r. Jechaliśmy do Włoch autokarem, po drodze nocowaliśmy bodaj niedaleko Vicenzy. Wieczorem nasza dyrektorka zwołała wszystkich do jednego pokoju, by pokazać nam i opisać – uwaga, uwaga – „jak się w Europie ścieli łóżka”.</p>
<p>Dziś nasza szkoła nosi zaszczytne imię Roberta Schumana.</p>
<p>Ale wracając do rocznicy… W 2004 r. obecność Polski w UE dla wielu osób była sprawą do dyskusji albo pożywką dla gry politycznej. Pamiętamy poparcie Jana Pawła II dla naszej akcesji oraz żenujące próby reinterpretacji jego słów przez środowiska skrajnej prawicy; pamiętamy eurosceptycyzm PiS oraz wcale nie tak odważną i proeuropejską jak dziś PO. Przynależność do zachodnich struktur wcale nie była oczywista dla polskiej klasy politycznej. Być może chodziło o zbicie kilku punktów w sondażach, prezentując postawę ostrożną, zdystansowaną, sceptyczną czy wręcz niechętną. Wówczas wydawało mi się to politycznym cynizmem, który może przynieść tylko szkodę. Teraz myślę, że był to koszmar. A gdyby tak przeciwnikom Unii się udało?</p>
<p>Dzisiejsza rocznica pomaga spojrzeć na politykę nie tylko jak na partyjne przepychanki, których można mieść szczerze dość. Pięć lat obecności w Unii, po których trudno myśleć, że moglibyśmy w Unii nie być, po których wydaje się, że jesteśmy w Unii od zawsze, pokazuje, że istnieją w polityce cele ważne, historyczne, nadające polityce wyższy sens.</p>
<p>A żeby nie wszyło za prosto zachęcam do lektury majowego Przeglądu Powszechnego, w którym zastanowimy się nad problemami, przez jakie przechodzi Unia. Jak to jest z jej tożsamością? Czy faktycznie wspólna Europa jest jeszcze marzeniem? I czy mamy przyjąć euro? A były premier Jerzy Buzek powie, jak posłowie z Polski odnaleźli się w Parlamencie Europejskim. Warto przeczytać – zanim zdecydujemy, których posłów wyślemy tym razem.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/01/2004-2009-tu-bylem"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/01/2004-2009-tu-bylem" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/01/2004-2009-tu-bylem" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/05/01/2004-2009-tu-bylem/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kogo obchodzi Europa Wschodnia?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/29/kogo-obchodzi-europa-wschodnia</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/29/kogo-obchodzi-europa-wschodnia#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Sep 2008 20:40:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Prasa polska]]></category>
		<category><![CDATA[gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[rosja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=481</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio wprawdzie nasza uwaga się na niej koncentruje w kontekście konfliktu w Gruzji, ale czy zainteresowanie nie jest chwilowe? Powiedziano już o nowej zimnej wojnie, o możliwościach rozszerzenia NATO, prezydent Kaczyński „podjął walkę”. I na tym właściwie się kończy. W takim kontekście na rynku prasowym pojawił się nowy dwumiesięcznik „Nowa Europa Wschodnia”. „W polu zainteresowania [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.new.org.pl/"><img class="alignnone size-full wp-image-482" title="hpnewlogo" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2008/09/hpnewlogo.jpg" alt="" width="480" height="120" /></a></p>
<p>Ostatnio wprawdzie nasza uwaga się na niej koncentruje w kontekście konfliktu w Gruzji, ale czy zainteresowanie nie jest chwilowe? Powiedziano już o nowej zimnej wojnie, o możliwościach rozszerzenia NATO, prezydent Kaczyński „podjął walkę”. I na tym właściwie się kończy.</p>
<p>W takim kontekście na rynku prasowym pojawił się nowy dwumiesięcznik „Nowa Europa Wschodnia”. „W polu zainteresowania pisma będzie zarówno polityka, historia, kultura, jak i życie codzienne – by pokazać możliwie najpełniejszy obraz regionu. Niemal wszystkie ważne wydarzenia, które miały i mają miejsce na wschód od Polski, w jakimś stopniu wpływają także na nasz kraj”, piszą Bogumiła Berdychowska – przewodnicząca Rady Redakcyjnej, Andrzej Brzeziecki – redaktor naczelny, Jan Andrzej Dąbrowski – prezes Kolegium Europy Wschodniej i Adolf Juzwenko – przewodniczący Rady Kolegium Europy Wschodniej. „Zmiany zachodzące na wschodzie Europy stanowią dla Polski wyzwanie, ale też ogromną szansę” &#8211; piszą.</p>
<p>Wyzwaniem dla czytelnika będzie przeczytanie całej zawartości numeru. Nie będzie to czas stracony. Pierwsze dwadzieścia stron uświadamia nam, jak mało wiadomości z Europy Wschodniej i Azji Centralnej przenika do naszych mediów; znajdziemy tu kronikę i komentarze: Azja Centralna, Białoruś, Kaukaz, Rosja, Ukraina. Dalej działy Publicystyka i Analizy; Historia; Rozmowa; Reportaż; Prezentacje; Recenzje.</p>
<p>Andrzej Brzeziecki, naczelny, wcześniej w „Tygodniku Powszechnym”, zebrał do pierwszego numeru ciekawe nazwiska. O „obcej i niezrozumiałej historii Europy Wschodniej” pisze Timothy Snyder.</p>
<p>O współczuciu dla Rosjan mówi w wywiadzie Barbara Skarga: „Jeśli i my mamy sowieckie nawyki, które dają o sobie znać na każdym kroku, to co mówić o Rosjanach? Ta mentalność jest jak zaraza, która gdzieś się zakorzenia i potem jest nie do wyleczenia. Trzeba mieć wyrozumiałość wobec ludzi, którzy przez tyle lat cierpieli, i szukać porozumienia z nimi”.</p>
<p>Niektóre teksty można już przeczytać na <a href="http://www.new.org.pl/" target="_blank">stronie internetowej</a>.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/29/kogo-obchodzi-europa-wschodnia"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/29/kogo-obchodzi-europa-wschodnia" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/29/kogo-obchodzi-europa-wschodnia" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/29/kogo-obchodzi-europa-wschodnia/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ks. Mazurkiewicz: Sekularyzacja czy „ureligijnienie” polityki?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/10/ks-mazurkiewicz-sekularyzacja-czy-%e2%80%9eureligijnienie%e2%80%9d-polityki</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/10/ks-mazurkiewicz-sekularyzacja-czy-%e2%80%9eureligijnienie%e2%80%9d-polityki#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Sep 2008 12:33:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA["Przegląd Powszechny"]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=383</guid>
		<description><![CDATA[Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz został sekretarzem generalnym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE), informują dziś media (Rz.: &#8220;Asceta w Brukseli&#8221;). Zachęcamy do lektury rozmowy z ks. Mazurkiewiczem, teologiem i politologiem, opublikowanej w Przeglądzie Powszechnym (7-8/2007), aby lepiej poznać nominata. Ks. Mazurkiewicz: &#8220;Jesteśmy wyjątkowym w Europie, w pewnym sensie „nienormalnym” krajem, w którym religia ma ogromny wpływ [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz został sekretarzem generalnym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE), informują dziś media (Rz.: <a href="http://www.rp.pl/artykul/13,188583.html" target="_blank"><strong>&#8220;Asceta w Brukseli&#8221;</strong></a>).</p>
<p>Zachęcamy do lektury rozmowy z ks. Mazurkiewiczem, teologiem i politologiem, opublikowanej w Przeglądzie Powszechnym (7-8/2007), aby lepiej poznać nominata. Ks. Mazurkiewicz: <strong><em>&#8220;Jesteśmy wyjątkowym w Europie, w pewnym sensie „nienormalnym” krajem, w którym religia ma ogromny wpływ na życie polityczne&#8221;</em></strong>.</p>
<p>Rozmawiali ROMAN SWOBODA SJ i RAFAŁ HUZARSKI SJ</p>
<p><span id="more-383"></span></p>
<p>Przy okazji proponowanych zmian Konstytucji dotyczących ochrony życia poczętego powrócił temat związków polityki i religii. I nie chodziło tutaj, jak się wydaje, o jakiekolwiek rozgrywki personalne, walkę o wpływy instytucji, partii, polityków czy ludzi Kościoła. Chodziło o wartości i sprawy najbardziej fundamentalne zarówno dla Kościoła, jak i dla państwa. Przy tej okazji pojawiło się w mediach wiele komentarzy na temat roli religii w polityce a także na temat oddziaływania polityki na Kościół. W niektórych spośród komentarzy podkreślano, że jesteśmy wyjątkowym w Europie, w pewnym sensie „nienormalnym” krajem, w którym religia ma ogromny wpływ na życie polityczne.</p>
<p><strong>RAFAŁ HUZARSKI SJ, ROMAN SWOBODA SJ: – Czy faktycznie Polska jest krajem, w którym religia i polityka przenikają się nadmiernie, w którym stale dochodzi do upolitycznienia religii i, jak to się od niedawna mówi, „ureligijnienia polityki”?</strong></p>
<p><strong>KS. PIOTR MAZURKIEWICZ:</strong> – Pytanie sugeruje, że istnieje jakaś uniwersalna norma owego „przenikania się” polityki i religii. Mnie natomiast wydaje się, że kwestię tę trzeba rozpatrywać zarówno w pewnym kontekście historycznym – tego, co właściwe dla danego kraju, jak i w kontekście tego, co dzieje się w tej dziedzinie zarówno w Europie, jak i w świecie. Na tle Europy Zachodniej Polska niewątpliwie jest krajem wyjątkowym.</p>
<p>Powstaje jednak pytanie, czy Europa jest tym właściwym punktem odniesienia. Po pierwsze, sama w sobie jest pod tym względem bardzo zróżnicowana. Mamy tam zarówno państwa wyznaniowe, jak Wielka Brytania czy Dania, jak i zupełnie wyjątkową pod tym względem Francję, która jest silnie przywiązana do swojego sekularyzmu. Mamy zlaicyzowane społeczeństwa Europy Północnej i stosunkowo podobne do nas społeczeństwa Włoch czy – najbardziej pasującej do stereotypu kraju wschodnioeuropejskiego – Irlandii.</p>
<p>Ale trzeba również pamiętać, co nie jest łatwe dla Europejczyka, że, gdy chodzi o współczesne przemiany religijności, niewielki i dość silnie, mimo wszystkich zróżnicowań, zsekularyzowany Stary Kontynent jest zupełnie wyjątkowy. Jeśli na podstawie przemian, które na nim zachodzą, chcielibyśmy stworzyć jakąś ogólniejszą teorię, raczej nie będzie ona pasować do reszty świata.</p>
<p>Tak zresztą chyba się stało. Teoria spontanicznej sekularyzacji, następującej nieuchronnie w ślad za procesami modernizacji, głosząca stopniową marginalizację religii, aż do jej niemal całkowitego zaniku, do niedawna jeszcze królowała niepodzielnie w naukach społecznych. Rzeczywistość jednak okazała się inna. Od pewnego czasu mamy bowiem do czynienia z czymś w rodzaju „powrotu sacrum”. Religia nie tylko stosunkowo często pojawia się w mediach, ale również całe numery ważnych kwartalników politycznych poświęcane są właśnie roli religii w polityce wewnętrznej i zagranicznej różnych państw.</p>
<p><strong>– Największą rolę odegrały tu chyba wydarzenia z września 2001 r.?</strong></p>
<p>– Wydarzenia te miały oczywiście olbrzymie znaczenie. Niezależnie od tego, co wyznawcy islamu naprawdę myślą na temat zamachów z 2001 r., zamachowcy niewątpliwie powoływali się na motywacje religijne. Warto zwrócić uwagę na fakt, że także w reakcjach społeczeństwa i władz amerykańskich odniesienia religijne pełniły istotną rolę. Z jednej strony, usłyszeliśmy użyte przez prezydenta Busha, wprawdzie tylko jeden raz, słowo „krucjata”. Z drugiej zaś, ważną rolę w powstrzymaniu odruchów zemsty w stosunku do muzułmanów odegrały Kościoły chrześcijańskie.</p>
<p>Jednak nie tylko te zdarzenia przyczyniły się do powrotu tematu religii na łamy gazet. Innym przykładem są toczone w Europie, szczególnie we Francji, spory dotyczące noszenia znaków religijnych. Przypadek francuski jest tutaj ważny, ponieważ, teoretycznie, mamy tam do czynienia z modelem doskonałej separacji państwa i religii. Tymczasem religia jest tam wciąż powracającym tematem sporów, choćby w orzecznictwie sądów cywilnych. Weźmy przykład małżeństw poligamicznych, legalnych z punktu widzenia prawa szariatu, a nielegalnych w świetle prawa europejskiego.</p>
<p>Sądy jednak muszą ustosunkowywać się do kwestii ważności związków poligamicznych, rozpoznając np. w sprawach spadkowych. Jeśli bowiem mamy do czynienia z majątkiem po zmarłym, który z punktu widzenia prawa państwowego był kawalerem lub monogamistą, a z punktu widzenia prawa religijnego miał cztery żony, i z każdą z nich dzieci, czy owe dzieci trzeba traktować identycznie w procedurze spadkowej, czy też część z nich można zignorować? Każda z tych decyzji, niezależnie od werdyktu, odnosi się do religii, ponieważ związki te miały charakter religijny.</p>
<p><strong> – To wszystko jednak dotyczy islamu. Czy wzrost zainteresowania sprawami religijnymi zbiega się z szerszym podejmowaniem spraw związanych z religią w ogóle, także z chrześcijaństwem? </strong></p>
<p>– To prawda, ale dzieje się to w Europie. Istotne jest jednak to, że wspomniane zjawiska wykraczają poza paradygmat zakładający postępujący zanik znaczenia religii.</p>
<p>Myśląc o Europie Zachodniej, przywykliśmy do traktowania jej jako centrum świata. Obierając ten punkt widzenia, przyjmujemy, że to, co dzisiaj dzieje się w Europie Zachodniej, z czasem znajdzie swoje odwzorowanie także w innych częściach świata, które są po prostu zapóźnione. U podstawy leży zaś wiara w determinizm w ewolucji cywilizacji i kultury, które mogą rozwijać się wyłącznie w jednej linii, zgodnie z jednym wzorcem. My zaś mamy tę przewagę, że jesteśmy trochę z przodu. Inni muszą pójść naszym śladem.</p>
<p>W socjologii religii wyobrażenia o przyszłości religii tworzone były niejednokrotnie na bazie tego, co działo się w Europie Zachodniej i to w ostatnich dwóch wiekach. Warto zaś dodać, że w Europie mieliśmy w tym czasie do czynienia z wielką wojną religijną, jaką była rewolucja francuska czy też z nie mniej istotnym, gdy chodzi o współczesne losy religii, wydarzeniem, jak Holocaust. W sytuacji zaś, gdy wobec ludzi religijnych tak powszechnie używano przemocy, procesy sekularyzacji trudno tłumaczyć w kategoriach jedynie spontaniczności.</p>
<p>Niektórzy badacze, głównie amerykańscy, zaczęli ostatnio dostrzegać, że formułowane na Starym Kontynencie paradygmaty nie wyjaśniają wystarczająco głęboko procesów toczących się poza Europą. W innych bowiem częściach świata niewątpliwie mamy do czynienia z wyraźnymi przemianami w przeżywaniu religijności, ale mają one zupełnie inny charakter.</p>
<p><strong> – Ale trudno też zaprzeczyć, że Europejczycy, których korzenie tkwią w chrześcijaństwie, stają się coraz bardziej obojętni religijnie. </strong></p>
<p>– W różnych miejscach różnie to wygląda. Trudno także ustalić jakieś obiektywne „miary” religijności. Według Europejskiego Sondażu Wartości z 2000 r. w zsekularyzowanej Europie 72,2% badanych przyznaje się do bycia ludźmi religijnymi, z czego 58,1% – do bycia katolikami. Z drugiej strony, np. w społeczeństwie szwedzkim, które obok czeskiego jest jednym z najbardziej zlaicyzowanych społeczeństw w Europie, niemal 100% określa się jako luteranie. Luteranizm do niedawna był tam religią państwową.</p>
<p>Związek deklaratywny z religią istnieje u Szwedów nadal, chociażby przez obrzędy chrztu, konfirmacji, małżeństwa i pogrzebu. Przeciętny Szwed, choć pojawia się w kościele niewiele więcej niż cztery razy w życiu, wciąż deklaruje się jako luteranin. Istnieje także dosyć specyficzny związek z kościołem za pośrednictwem pieniądzy. Ludzie, którzy właściwie latami nie uczęszczają na nabożeństwa, wciąż chcą dawać datki na utrzymywanie kościołów, niekiedy nawet bardzo duże.</p>
<p><strong>– Przypadek Niemiec?</strong></p>
<p>– Także, ale chodzi tu nie tylko o podatek kościelny, ale i o dodatkowe, niekiedy bardzo duże datki, jakie składają, np. przedsiębiorcy, którzy na co dzień wydają się osobami niezbyt religijnymi. Trudno oceniać ich intencje, ale, ponieważ nie chodzi tu tylko o wsparcie kościelnej działalności charytatywnej, więc być może jest to jakaś specyficzna forma praktyki religijnej.</p>
<p>Formy, w jakich przejawia się dzisiaj wiara religijna ulegają gwałtownych zmianom. Fakt, że w niektórych krajach kościoły świecą pustkami, nie oznacza, że ludzie przestali być religijni. Raczej mówi się wówczas od odkościelnieniu, autocenryzmie decyzji religijnych czy indywidualizacji wiary niż o jej zaniku. Warto jednak jeszcze raz podkreślić, że eurosekularyzm jest zjawiskiem nietypowym w skali świata. Trudno przewidywać także, czy będzie czymś trwałym, ponieważ jest także wydarzeniem wyjątkowym w historii Europy. Nie ma więc przekonującego powodu, by obowiązujące aktualnie w Europie Zachodniej standardy obecności religii w sferze publicznej uznawać za niepodważalne kryteria oceny tego, jak być powinno.<br />
<strong> – Skoro, jak Ksiądz na to wskazuje, nie powinniśmy oceniać relacji religii i państwa w Polsce według miar innych krajów europejskich, to czy sam Kościół daje tu jakieś kryteria oceny? </strong></p>
<p>– Katolicka nauka społeczna podaje pewne ogólne normy, np. zasadę świeckości państwa i prawa, reguły politycznego zaangażowania duchowieństwa czy też przypomina o obowiązku politycznego zaangażowania świeckich, przy czym polityka jest tu rozumiana szerzej niż tylko działalność partyjna. Ogólnie można powiedzieć, że w zakresie relacji Kościół–państwo preferowany jest model przyjaznej separacji, ale nie wskazuje się jakichś „jedynie słusznych rozwiązań” szczegółowych. W ramach przyjaznej separacji w praktyce możliwych jest wiele wariantów, dopasowanych do społeczno-historycznego kontekstu. Inna jest więc praktyka w Niemczech, Polsce, Włoszech, Irlandii, a jeszcze inna w Stanach Zjednoczonych.</p>
<p>Wydaje mi się ważne zwrócenie uwagi na to, że chrześcijańska wiara nie jest sprawą prywatną. U jej początku stoi wprawdzie osobisty wybór, w którym nikt człowieka nie może zastąpić, ale pobożność człowieka powinna się przekładać na postawy w sferze publicznej, a więc także politycznej. Istnieje jednak niebezpieczeństwo traktowania polityki jako narzędzia realizacji królestwa Bożego na ziemi. A to jest gnostycyzm, nie chrześcijaństwo. Początki tego sposobu myślenia o polityce można wiązać z ruchem milenarystycznym, a szczególnie z postacią Joachima da Fiore.</p>
<p>Z punktu widzenia Kościoła katolickiego, związek religii z polityką nie następuje za sprawą eschatologii, ale etyki. Ideału królestwa Bożego nie da się bowiem w pełni zrealizować na ziemi. Nie jest to naszym celem. Ideał królestwa Bożego dostarcza pewnych kryteriów etycznych pomocnych w ocenie istniejących systemów politycznych. Mamy więc pewne normy, wartości, zasady, z którymi konfrontujemy rzeczywistość. Najczęściej jednak służą nam one za kryterium negatywne, pozwalające dość łatwo wskazać rozwiązania z nimi niezgodne.</p>
<p><strong>– Czyli Kościół wskazuje na nadużycia?</strong></p>
<p>– Warto tu zaznaczyć istnienie dwóch zasadniczych tendencji: pierwsza, zmierzająca do podporządkowania polityki religii, druga, do podporządkowania religii polityce. W ramach pierwszej, uznaje się nadrzędność religii nad sferą polityczną. Sensem działalności politycznej staje się wówczas realizacja celów religijnych. Władza polityczna i prawo zostają sprowadzone do roli narzędzi w rękach władzy duchowej. Postawę taką najczęściej określamy mianem fundamentalizmu religijnego. W ramach drugiej, to politycy instrumentalizują religię, używają jej jako środka do mobilizacji mas w celu realizacji całkowicie świeckich zamiarów.</p>
<p>Przykładowo „religijne przebudzenie” na Bałkanach było nie tyle przyczyną wojen, ile raczej ich skutkiem. Wybuchały one w środowisku religijnie obojętnym (wyjątek stanowili Chorwaci), nominalnie ateistycznym (Serbowie, Albańczycy). Na czele tych społeczności stali dawni działacze partii komunistycznych, którzy przez „ureligijnienie” konfliktów próbowali legitymizować swoje przywództwo, w sytuacji, gdy komunistyczna ideologia okazała się narzędziem całkowicie już nieprzydatnym. Można by to nazwać świeckim fundamentalizmem.<br />
<strong> – A jak pod tym względem wygląda nasza polska rzeczywistość? </strong></p>
<p>– Fundamentalizm, zarówno klerykalny, jak i antyklerykalny, raczej są zjawiskami marginalnymi. Wystarczy wspomnieć nasz sposób wychodzenia z komunizmu, a więc wydarzenia lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Nie było wówczas silnych pokus, by sięgać po przemoc. Dominowało raczej kompromisowe nastawienie. Warto jednak zwrócić uwagę, że na czynienie z religii czy kwestii etycznych, choćby takich jak aborcja czy stosunek do subkultury gejowskiej, osi konfliktu społecznego prawica nie ma monopolu. Równie często konflikty te prowokowane są przez ludzi lewicy.</p>
<p><strong>– Czyli, mówiąc ogólnie, chodziłoby o tworzenie konfliktu wokół religii&#8230;</strong></p>
<p>– Tak. Najczęściej konflikty tego typu wywoływane są przez nieduże partie tracące gwałtownie poparcie społeczne. Szukają one wówczas jakiegoś hasła, które podzieli elektorat na dwa niemal równe, przeciwstawne obozy. Na tak spolaryzowanej scenie politycznej starają się oni prezentować jako jedyni reprezentanci jednej z opcji. Religia i etyka, z uwagi na to, że dotyczą wartości dla człowieka najważniejszych, dobrze się do tego nadają.<br />
<strong> – Czy także ostatnie wypadki ze zmianami prawnymi dotyczącymi aborcji, widzi Ksiądz jako przypadki takich działań? Pamiętamy sytuację z 1993 r. określaną w mediach jako „wojna o aborcję”. Zawarto tam pewien kompromis polityczny. Teraz odgrzewa się tę sprawę. Czy to jest według Księdza sztuczne generowanie sporu? </strong></p>
<p>– Myślę, że nie. Nie odważyłbym się twierdzić, że osoby, które zgłosiły pomysł nowelizacji Konstytucji miały nieczyste intencje, że chodziło im o coś zupełnie innego, a kwestię obrony życia potraktowały jedynie instrumentalnie.<br />
<strong> – Trudno oceniać intencje, łatwiej może mówić o efektach&#8230; </strong></p>
<p>– Efekty trzeba postrzegać w kontekście historii tego sporu. W 1993 r. został zawarty pewien kompromis. Trzeba jednak pamiętać, że zwolennicy liberalizacji prawa aborcyjnego już kilkakrotnie próbowali ten kompromis naruszyć. Za każdym razem, kiedy zyskiwali większość w parlamencie. Utrzymywanie więc, że to oni są lojalni wobec zawartego w 1993 r. kompromisu, katolicy zaś nie dotrzymują słowa, rozmija się z faktami. Można by więc bronić tego kompromisu, ale musiałyby to czynić lojalnie obydwie strony. Katolik nie jest jednak zobowiązany w sumieniu do tego, aby takiego kompromisowego rozwiązania bronić za wszelką cenę.</p>
<p><strong>– W takim razie po co go zawierano?</strong></p>
<p>– W encyklice „Evangelium vitae” jest akapit dotyczący tego, jak katolicy powinni postępować w sytuacji, gdy wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji do systemu prawa państwowego nie jest w danym momencie możliwe. Wydaje się, że ten fragment powstał na podstawie polskich doświadczeń z 1993 r. Każdy polityk odwołujący się do wiary katolickiej powinien go sobie wielokrotnie przeczytać. Ukazuje on kompromis jako ważne narzędzie uprawiania polityki, istotny element taktyki politycznej.</p>
<p>Encyklika podkreśla jednak, że celem strategicznym w tej kwestii jest zapewnienie pełnej ochrony życia ludzkiego. Kompromis zatem jest tylko chwilowy. Jesteśmy zobowiązani w sumieniu do tego, aby dążyć do stanu, gdy aborcja, eutanazja czy eksperymenty na embrionalnych komórkach macierzystych będą całkowicie zakazane.<br />
<strong> – Czy nie ma w tym jakiejś schizofrenii? Z jednej strony ten sam kompromis wydaje się w danym momencie zdrowym rozwiązaniem, z drugiej strony mamy w nim widzieć „zgniły kompromis”, który powinniśmy zerwać w odpowiednim momencie.</strong></p>
<p>– Nie, to dwie różne rzeczy. Kompromis tego typu nie jest „zgniły”, choć chwilowy. Dobro możliwe do osiągnięcia w danym momencie, oznaczające zwiększenie prawnych gwarancji ochrony życia, związane jest z gotowością do jego zawarcia. Nie istnieje wprawdzie możliwość osiągnięcia ideału, ale istnieje możliwość, a więc także obowiązek, poprawy. Ów kompromis byłby wadliwie skonstruowany, gdyby okazało się, że zatrzymaliśmy się niejako wpół drogi, że przez małoduszność zrezygnowaliśmy z pełni tego, co było możliwe. Trzeba jednak pamiętać, że nadmierne moralizatorstwo może prowadzić do zaprzepaszczenia szansy na dobro, które było w zasięgu ręki.</p>
<p><strong>– Czy jednak każda próba zmiany takiego kompromisu nie będzie narażona na zarzut zaprzęgnięcia religii do polityki? Może oskarżenia o upolitycznienie religii są po prostu logicznie nie do uniknięcia?</strong></p>
<p>– W konstytucji „Gaudium et spes” w odniesieniu do relacji państwo–Kościół użyte są dwa terminy: autonomia i współpraca. Uznanie przez Kościół słusznej autonomii państwa oznacza, że dopóki działania państwa mieszczą się w granicach prawa naturalnego, Kościołowi nie przysługuje prawo do interwencji. W momencie, kiedy państwo wykracza poza te granice, to znaczy: uzurpuje sobie kompetencje, które nie są mu należne, dochodzi do konfliktu z Kościołem. Kościół bowiem uznaje siebie za strażnika prawa naturalnego, za coś w rodzaju sumienia państwa.</p>
<p>Jeśli przypatrzymy się konfliktom, do jakich dochodzi między państwem a Kościołem w ramach demokratycznego porządku, trzeba stwierdzić, że są to głównie kwestie dotyczące etycznych ograniczeń władzy państwowej. Kontrowersje pojawiają się wówczas, gdy władza polityczna uzurpuje sobie kompetencje, które z natury jej nie przysługują. Do takich sytuacji dochodzi coraz częściej, ponieważ procesom sekularyzacji towarzyszy powolne przekształcanie się demokracji w absolutyzm demokratyczny. Władza większości, pozbywając się kolejnych metafizycznych ograniczeń, niepostrzeżenie przemienia się w „łagodną” formę władzy absolutnej.</p>
<p><strong><br />
– Jednak samo pojęcie prawa naturalnego nie wydaje się tu dostatecznie jasne. Przecież w sprawie dotyczącej aborcji czy eutanazji obie strony konfliktu starają się odnieść do natury człowieka, tylko że inaczej ją rozumieją. </strong></p>
<p>– Spór ten ma długą historię. Wystarczy wspomnieć różnicę między poglądami Antyfona i Trazymacha. Obydwaj przyznawali pierwszeństwo naturze, ale pierwszy wywodził z tego naukę, że ludzie rodzą się równi, drugi – przeciwnie, że słabi powinni być podporządkowani silnym. Warto pamiętać, że sama koncepcja prawa naturalnego nie jest koncepcją religijną. Nawet Katechizm Kościoła Katolickiego odwołuje się tu do Cycerona. Prawo to dlatego zwie się naturalnym, że jego treści nie wywodzi się z Objawienia, ale z refleksji nad ludzką naturą.</p>
<p>Ostatecznie, co podkreślał Jan Paweł II, chodzi o antropologię. Nikt oczywiście nie wyjaśni w pełni tajemnicy człowieka. Ale możemy unikać koncepcji z gruntu fałszywych, koncepcji, na których opierają się fałszywe i nieludzkie rozwiązania w polityce, gospodarce, życiu społecznym. Papież używał w tym kontekście terminu „błąd antropologiczny”, przywołując go m.in. jako źródło zła w systemie komunistycznym. Podobne pytania można stawiać w odniesieniu do liberalnej demokracji. Czy proponowane w niej konkretne rozwiązania oparte są na właściwej koncepcji antropologicznej? Formułowane zastrzeżenia nie są tu tak mocne, jak w przypadku marksizmu, ale nie ma też bezwarunkowej zgody na wszystko, co demokracja zechce „wyprodukować”.<br />
<strong> – Mamy więc pewien obszar prawa naturalnego. Prawo pozytywne powinno chronić jego granice. Jeżeli dzieje się inaczej, następuje konflikt. Bywa tak, że w danym momencie rozwiązać go można tylko częściowo na drodze kompromisu. Ale przecież, stosując pewne radykalne środki, takie, jak wspomniane już dzielenie społeczeństwa na zasadzie polaryzacji poglądów, moglibyśmy osiągnąć znacznie więcej, niż stosując łagodne środki, do których nikt nie będzie miał zastrzeżeń. Chociażby w sprawie aborcji, gdzie niektórzy politycy mogą przyjmować, że tak poważny cel upoważnia do użycia pewnych kontrowersyjnych środków? Jakie są granice użycia takich środków?</strong></p>
<p>– Nieprzekraczalną granicę wyznaczają czyny określane jako wewnętrznie złe. Nie wolno się ich dopuszczać nawet, gdyby mogły okazać się skutecznym środkiem do osiągnięcia jakiegoś dobra.</p>
<p>Druga rzecz to roztropność. Ta kategoria użyta jest w samej definicji polityki zapisanej w „Laborem exercens”: „Polityka jest roztropną troską o dobro wspólne”. Cnota mądrości pomaga nam wyznaczyć etyczne cele politycznego działania. Roztropność zakłada, że człowiek potrafi właściwie ocenić sytuację; jak wiele z tego, co powinno być celem politycznej aktywności da się w tym momencie zrealizować i jakimi środkami. Istnieje bowiem możliwość, że ktoś wyznacza sobie dobre etyczne cele, ale – z braku roztropności – skutki jego działania są moralnie złe. „Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane”, jak głosi popularne przysłowie. Niekiedy nadmierna pryncypialność, którą kard. Ratzinger nazywa moralizmem, powoduje wręcz gorsze skutki, niż nazbyt daleko posunięta kompromisowość, która także jest błędna.</p>
<p><strong>– Jakie mogłyby być przykłady takich odwrotnych do zamierzeń skutków działania w Polsce? W odniesieniu na przykład do ochrony życia poczętego?</strong></p>
<p>– W przypadku sporu o aborcję, nie ma wątpliwości, co powinno być celem politycznego działania. Dążąc do jego realizacji trzeba się jednak zastanowić, czy ubocznym efektem konfliktu społecznego nie będzie np. mobilizacja aborcjonistów i zmiana prawa w przeciwnym kierunku. Jeśli proponuje się zmianę ustawy czy też treści jakiegoś artykułu Konstytucji, warto zapytać prawników, czy słowa, do których jesteśmy przyzwyczajeni w języku potocznym, znaczą to samo w języku prawa. Przykładowo, ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci to sformułowanie, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni na gruncie teologii moralnej.</p>
<p>Ale czy umieszczenie takiego zapisu w Konstytucji nie jest równoznaczne z przyznaniem prawa do naturalnej śmierci, a więc zobowiązania państwa do spełnienia żądania pacjenta domagającego się odłączenia go od urządzeń podtrzymujących życie, które przecież nie są naturalne? Nie wiem, bo nie jestem prawnikiem, ale gdyby tak było, to zapis ten otwierałby furtkę dla eutanazji. Nie poradzimy sobie bez kompetentnych prawników, chociaż proponowane przez nich fachowe sformułowania mogą brzmieć znacznie mniej atrakcyjnie w uszach laików niż słowa demagogów. Konstytucja i ustawy nie mają cytować encyklik, ale w fachowy sposób przekładać niektóre ich postulaty na język prawa.<br />
<strong> – Jaki więc warunek musiałby zostać spełniony, żeby w Polsce wprowadzono właściwą ochronę życia bez użycia środków, które byłyby nadużyciem religii w polityce?</strong></p>
<p>– Między prawem a moralnością publiczną musi być jakiś rodzaj korespondencji. Prawo pełni także funkcję wychowawczą, dlatego może niejako wyprzedzać o krok poczucie sprawiedliwości nawet większości społeczeństwa. Może być „lepsze” od tego, co ludzie uważają za dobre, ale musi zarazem uzyskać, choćby w minimalnym stopniu, ich akceptację tak, by traktowali je poważnie. Sam nakaz czy zakaz, niezakorzeniony w społecznych wyobrażeniach o dobru i sprawiedliwości niewiele zmieni. Aby zatem uzyskać społeczne przyzwolenie na pełnoprawną ochronę życia, trzeba także edukować społeczeństwo. Jest to warunek skuteczności i trwałości takiego prawa. Uważam, że spełnienie tego warunku nie jest u nas czymś nierealnym.</p>
<p><strong>– Mimo tendencji do tego, że prawo świeckie raczej oddala się od zasad etyki chrześcijańskiej i to nie tylko w kwestii ochrony życia?</strong></p>
<p>– Znów ujawnia się tu wiara w historyczny determinizm. Niektórzy jednak mówią: przyjdzie czas, gdy współczesnego ustawodawstwa aborcyjnego czy eutanazyjnego potomni będą się wstydzić, tak jak my dzisiaj epoki niewolnictwa czy choćby zagłady Żydów. Nie wiem, jak będzie w przyszłości, ale trzeba wystrzegać się historiozofii. Naukowiec niewiele ma do powiedzenia o przyszłości. Teza zaś, że religia, a wraz z nią wrażliwość na pełną godność człowieka, nieuchronnie będą zanikać, nie jest naukowa, ale historiozoficzna.<br />
<strong> – To teza bardzo powszechna&#8230;</strong></p>
<p>– Owszem. Jest ona wpisana w samą strukturę myślenia oświeceniowego. Idea jednokierunkowych zmian cywilizacyjnych, zmierzających nieuchronnie w kierunku sekularyzacji stanowi ważny nurt w historiozofii. Powoduje to, że w myśleniu o zmianie trudno jest nam oddzielić element racjonalny i ideologię. Także w naukowych hipotezach trudno odróżnić element deskryptywny i normatywny.</p>
<p>Spójrzmy na to inaczej. W Europie Zachodniej rozbieżność między prawem naturalnym a prawem cywilnym w takich kwestiach jak aborcja, eutanazja, eksperymenty na ludzkich embrionach, związki osób jednej płci, jest na ogół większa niż w Polsce. Pytanie, czy to wszystko wcześniej lub później nieuchronnie dotrze do nas?</p>
<p>Nie widzę podstaw do myślenia o tym w kategoriach jakiegokolwiek determinizmu. Ani nie jesteśmy skazani na to, że te procesy będą u nas przebiegały podobnie, jak na Zachodzie, ani też nie jesteśmy przed tym całkowicie zabezpieczeni. Zależy to od wolnych działań człowieka. Wolność bowiem to zdolność do inicjowania nowych łańcuchów przyczynowo-skutkowych, a więc do zmiany kierunku procesów dziejowych, nawet jeśli na gruncie determinizmu wydawały się one nieuchronne. Jan Paweł II mówił, że Europa potrzebuje Kościoła w Polsce. Także Benedykt XVI przywiązuje dużą wagę do polskiego katolicyzmu. Choć nie jesteśmy największym z narodów Europy, ta stosunkowo nieduża wspólnota może na Starym Kontynencie wiele zmienić, jak niegdyś Irlandczycy. Fala emigracji zarobkowej z Polski, z którą mamy do czynienia obecnie, może przyczynić się do ożywienia tamtejszych parafii, co miejscami już się dzieje, do reewangelizacji Zachodu. Ale powrót zlaicyzowanych emigrantów może także wiele zmienić w Polsce.</p>
<p>I jeszcze jedna ważna sprawa. Nie jest prawdą, że cywilizacja europejska rozwija się dzisiaj wyłącznie w jednym kierunku – oddalając się do chrześcijaństwa. Wspomniane punkty zapalne istnieją rzeczywiście. Ale mamy także zjawisko rosnącej wrażliwości etycznej wobec problemu kary śmierci. W tym wypadku, wydaje się, że uzupełnienie nauczania Kościoła jest wynikiem uczenia się lepszego rozumienia nauki Chrystusa, a nauczycielem są ludzie świeccy. Podobnie z kwestią godności kobiety. Wrażliwość na problem dyskryminacji z powodu płci, jest jak najbardziej zgodna z duchem chrześcijaństwa. Kościół w tym przypadku włącza się w ten nurt zmian, starając się dobro, które zrodziło się poza Kościołem, oczyścić i wesprzeć. Można by takich przykładów potwierdzających, że Europa rozwija się także w kierunku chrystianizmu, podać jeszcze kilka.</p>
<p><strong> – Owszem, ale w sprawach, o których Ksiądz wspomina mamy do czynienia z takim Rahnerowskim „anonimowym chrześcijaństwem”, w którym wartości chrześcijańskie działają, ale jednocześnie, zwłaszcza w sferze publicznej wręcz unika się jakiejkolwiek emblematyzacji chrześcijańskiej? Chociażby spór o invocatio Dei w Konstytucji Europejskiej, albo sprawa Rocco Buttiglione&#8230; Wydaje się, że elity polityczne w Unii Europejskiej wręcz lękają się choćby minimalnego skojarzenia z chrześcijaństwem. Nie mówię o pewnych grupach chadeków, ale generalnie chyba można mówić tutaj o nieufności wobec chrześcijaństwa, szczególnie wobec Kościoła katolickiego?</strong></p>
<p>– Sprzeciw wobec odniesienia do chrześcijaństwa w preambule Traktatu konstytucyjnego zgłosiły dokładnie dwa państwa: Francja i Belgia. Gdyby obowiązywała w tym względzie demokratyczna zasada większości, chrześcijaństwo natychmiast znalazłoby się w preambule Traktatu. Mamy tu zatem do czynienia z wetem, a nie ze sprzeciwem większości. W obliczu jednak aktywności środowisk antychrześcijańskich, przynależność do milczącej większości nie wystarcza. Spotykamy się także z zainicjowaną przez Rousseau, a rozwijaną szczególnie przez Nietzschego, podejrzliwością wobec chrześcijaństwa. To w epoce oświecenia rozpoczyna się patrzenie na Biblię, jako na kłamliwą księgę obcych ludzi. Widząc jednak przemiany w Kościele, ciągłą troskę o to, aby mówić językiem zrozumiałym dla współczesnego człowieka, wierzę, że to nie podejrzliwość zwycięży.</p>
<p><strong>– Francja kwestię invocatio Dei widziała jako próbę „ureligijniania polityki”. Nawet Kościół we Francji nie zabierał w znaczący sposób głosu w tej sprawie. Czy to znaczyłoby, że dopuszczalne granice obecności chrześcijaństwa i w ogóle religii w sferze publicznej uzależnione są od kultury i zwyczajów panujących w danym kraju?</strong></p>
<p>– To są delikatne problemy. Każdy kraj ma własną historię relacji między państwem a Kościołem. Nie wymażemy jej. Tu także potrzebna jest roztropność a nie poszukiwanie jedynego słusznego rozwiązania dla wszystkich. Konkretne regulacje prawne wyłaniają się ze zwyczajów i kultury, z całej tradycji prawnej. Warto przypomnieć, że w Unii Europejskiej jest kilka krajów wyznaniowych: Wielka Brytania, Dania, Grecja, Finlandia. Mamy w nich oficjalną religię państwową, i nie jest to katolicyzm. Katolicy w Wielkiej Brytanii dziś już nie skarżą się na to, że mieszkają w państwie wyznaniowym, więc nie ma powodu, by za wszelką cenę dążyć do zmiany tego stanu rzeczy.</p>
<p>Z drugiej strony, mamy bardzo specyficzny model francuski. Nie jest on owocem spontanicznej sekularyzacji, ale dwóch wieków przemocy wobec chrześcijaństwa. Jeszcze na początku XX w. wyrzucono z Francji kilkadziesiąt tysięcy zakonników i zakonnic. Historia Francji pisana jest właśnie takimi doświadczeniami. Rugowanie chrześcijaństwa ze sfery publicznej, kojarzone gdzie indziej z barbarzyństwem, tam utożsamiane jest z postępem cywilizacyjnym. Powoduje to, że nawet jeśli rozmawia się z francuskim księdzem, to najczęściej jest on najpierw republikaninem a dopiero potem kapłanem katolickim. Jeden ze znajomych polskich księży opowiadał mi, że był we Francji, gdy właśnie trwał spór o preambułę. Księża francuscy zupełnie nie rozumieli postawy polskich władz. Pytali: „Czego wy, Polacy, właściwie chcecie? Chrześcijaństwa w preambule?”</p>
<p>Tymczasem po polskiej stronie dążenie to cieszyło się wsparciem także niektórych ateistów. To dlatego, że Polska nie była nigdy terenem bratobójczych wojen religijnych. Tu widać kulturową różnicę. Dla wielu duchownych we Francji oczekiwanie, że w Konstytucji europejskiej będzie wzmianka o chrześcijaństwie, że Traktat może być przyjęty w innej formule niż konstytucja francuska było nie do pomyślenia. W Polsce nie do pomyślenia była sytuacja odwrotna. Usuwanie bowiem chrześcijaństwa ze sfery publicznej i prawnej kojarzy się nam z doświadczeniami komunizmu, z doświadczeniami opresji. Są to różnice historyczne, których nie wolno lekceważyć. Stąd wzięła się po stronie kościelnej rezygnacja z postulatu zamieszczenia w Traktacie invocatio Dei, na rzecz odniesienia się do historycznego faktu, jakim jest wyjątkowa rola odegrana przez chrześcijaństwo w dziejach Europy. To była propozycja kompromisowa, która uwzględniała, jak się wydaje, obydwie wrażliwości.</p>
<p><strong>– Może w Polsce przyczyną kontrowersji jest to, że wielu naszych polityków chciało by nie tylko fachowo rządzić, ale i nauczać, i prorokować. A może sami Polacy by tego od nich oczekiwali? My przecież mamy narodowy mit wielkich przywódców duchowych; nie sprawnych administratorów, nie „rządu fachowców”, ale bohaterów, u których bardziej niż wiedza liczy się potęga ducha. U nas człowiek, który pokazuje się jako nieugięty obrońca wartości, zyskuje większe poparcie, niż fachowiec, który z dystansem mówi o konkretnych rozwiązaniach politycznych. Wielu polityków stara się zaprezentować w kategoriach przywódców duchowych i w tę grę udaje się też wciągnąć Kościół.</strong></p>
<p>– Chcielibyśmy, by przywództwo czy też kierownictwo duchowe ludzie znajdowali przede wszystkim w Kościele. Jeśli ludzie odnajdą tutaj przewodników zdolnych służyć im pomocą w dążeniu do pełnego rozwoju swojego człowieczeństwa, potrzeba ta zaspokajana będzie poza polityką. Przekornie dodam, że ta funkcja przywódcza może być wypełniona także przez to, że we właściwym momencie powie się, iż jakaś partia czy polityk nie może przypisywać sobie autorytetu Kościoła. Żadna partia nie może sobie uzurpować prawa do czynienia siebie polityczną reprezentacją Kościoła. Mogą zdarzać się chwile, gdy konieczne jest przypomnienie tego elementu nauczania Kościoła.</p>
<p>Inna sprawa to kwestia przyzwolenia społecznego. Proszę zwrócić uwagę, że, mimo iż relacje instytucjonalne Kościoła i państwa są u nas słabsze, niż na przykład w Niemczech, publiczna rola religii jest u nas większa. Jeśli zdarzają się spory publiczne, dziennikarze szukają biskupa czy księdza, żeby także on wyraził swoje zdanie, czy też dokonał moralnej oceny stanowisk. Kościół jest jakimś punktem odniesienia w debacie publicznej. Kościół występuje tu w roli autorytetu, a nie z pozycji władzy. Zgodnie ze starożytną formułą, władza (potestas) przysługuje państwu, autorytet (auctoritas) Kościołowi. W Polsce Kościół wciąż pełni rolę takiego autorytetu. Jego stanowisko rozpatrywane jest uważnie i z powagą przez społeczeństwo i polityków, mimo iż całkowicie pozbawiony jest możliwości instytucjonalnego wpływu na decyzje polityczne. Pełnienie takiej roli wynika z przyzwolenia społecznego. Trzeba uważać, żeby tej pozycji nie „rozmienić na drobne”. Kościół bowiem może uczestniczyć w bieżących sporach, artykułować szczegółowo swoje stanowisko, dbać o swoje interesy, ale wówczas występuje nie jako arbiter, ale jako strona konfliktu. Nie sposób pełnić te dwie role równocześnie, trudno zaś przemieszczać się między tymi dwoma poziomami zaangażowania z dużą częstotliwością.</p>
<p><strong>– Przypomnijmy w tym kontekście wydarzenie, kiedy to przed wyborami kard. Dziwisz zaprosił polityków PO na rekolekcje. To zostało nagłośnione być może w celu pokazania, że i PO ma poparcie autorytetu Kościoła. Zostało to szybko podchwycone przez media i stworzono rozróżnienie na „Kościół toruński” i „Kościół łagiewnicki”. Czy takie współdziałanie Kościoła z politykami było roztropne? Czy, tak jak we wspomnianym przypadku, nie dochodzi do zawłaszczenia ludzi Kościoła, hierarchów przez polityków? Czy nie doszło do takiego dzielenia między opcje polityczne osób pełniących w Kościele ważne funkcje? Jeśli tak, to autorytet Kościoła stawałby pod znakiem zapytania, choćby z powodu wewnętrznego podziału na zwolenników różnych opcji.</strong></p>
<p>– Spójrzmy na ten problem bardziej ogólnie. Autorytet Kościoła jest faktycznie związany z autorytetem hierarchii. Innego rodzaju autorytet ma proboszcz, innego biskup czy kardynał. Są chwile, gdy hierarchia kościelna uważa, że powinna zabrać głos w sprawach dotyczących polityki. Czasem chodzi po prostu o przypomnienie ogólnych zasad katolickiej nauki społecznej, na przykład to, że wszyscy obywatele, także wierni Kościoła, powinni brać udział w wyborach. Czasem chodzi o toczące się aktualnie spory polityczne, odnoszące się do takiej materii, w której katolików obowiązuje jedność. Dotyczy to tak zwanych wartości fundamentalnych.</p>
<p>Papież Benedykt XVI mówi o wartościach nie podlegających negocjacjom. Zadaniem hierarchii lokalnej może być uprzytomnienie wiernym, że mamy właśnie do czynienia z kontrowersją wokół takich nienegocjowalnych wartości, a w związku z tym, wezwać katolików do jedności w działaniu. Jedność w łonie episkopatu jest wówczas pierwszym wyrazem jedności Kościoła. W odniesieniu do działalności politycznej istnieje jednak także obszar uprawnionego pluralizmu stanowisk. Jeśli ów pluralizm oparty jest o regułę: „We wszystkim miłość”, to różnorodność poglądów politycznych, nawet wśród biskupów, może być uprawniona. Pozostaje jednak pytanie, w jakim stopniu mamy prawo ujawniać własne polityczne preferencje. Jan Paweł II wielokrotnie przypominał prezbiterom, że obowiązuje ich w tej kwestii zasada daleko posuniętego ascetyzmu.</p>
<p><strong>– Ale załóżmy, że mamy dwóch biskupów. Jednemu bardziej podoba się PO, drugiemu PiS. Każdy z nich chciałby, choć wcale nie zamierza specjalnie tego ujawniać, żeby właśnie ci, dla których ma więcej sympatii, zwyciężyli. Spotyka się z nimi, dziennikarze robią zdjęcia, publicyści komentują&#8230; Czy to nie jest naiwność z jego strony, że daje się wciągnąć w walkę polityczną w taki sposób? Czy to nie działa jak tajfun, który wciąga ludzi Kościoła do gry politycznej?</strong></p>
<p>– Pierwsza sprawa to pytanie, na ile taka sytuacja jest po prostu wynikiem manipulacji dziennikarskiej. Nie wydaje mi się, by jakikolwiek biskup uważał, że Kościół powinno się podzielić na dwie, tak czy inaczej nazwane, części. Jeśli więc ktokolwiek z dziennikarzy wysuwa tego typu sugestie, jest dla mnie niewiarygodny. Pytanie, na ile my sami, jako odbiorcy, pozwalamy czynić się ofiarą manipulacji i zaczynamy wierzyć w rzeczywistość kreowaną przez media, na ile zaś ufamy hierarchii. Każdy wierzący człowiek, jeśli tylko się chwilę zastanowi, dojdzie do wniosku, że są pewne głupstwa, których żaden z biskupów nigdy się nie dopuści. Jeśli więc czytam w gazecie, że biskupi postanowili rozbić jedność Kościoła, podchodzę do tego z dystansem. Biskupów z zasady uznaję za bardziej wiarygodnych niż polityków i dziennikarzy.</p>
<p>Zresztą słowo „biskup” nie jest tu potrzebne. Pewne zasady uczestnictwa w życiu politycznym obowiązują po prostu osoby duchowne. Zostały one przypomniane w jednej z środowych katechez Jana Pawła II z 1993 r. Słowa te padły w kontekście wyborów w Polsce. Było to przypomnienie, że każdemu duchownemu wolno mieć własne poglądy polityczne, o ile nie stoją one w sprzeczności z Ewangelią. Jednocześnie duchownym nie wolno należeć do żadnej partii politycznej, ani też być wojującym aktywistą. Nasze zachowanie powinno się więc mieścić gdzieś w obrębie stanów średnich.</p>
<p>Powinniśmy bardzo zwracać uwagę, aby ujawnianie przez nas własnych poglądów politycznych, nawet najbardziej słusznych, nie stało się dla nikogo powodem trudności w korzystaniu z sakramentów, których jesteśmy szafarzami. Jako kapłan jestem dyspozycyjny po pierwsze wobec Chrystusa. Dyspozycyjność ta wymaga, abym swoimi poglądami w sprawach polityki, gospodarki, życia społecznego nie przesłaniał nikomu Jego osoby. Może się zdarzyć, że w swoim sumieniu odczytam zobowiązanie do wejścia z kimś w spór polityczny. Jest ono jednak wtórne w stosunku do mojego podstawowego zobowiązania do wypełnienia zadań, jakie wynikają z mojej kapłańskiej tożsamości. Są to inne obowiązki niż te spoczywające na świeckim człowieku.</p>
<p><strong>– Różne środowiska czy partie polityczne w Polsce chętnie powołują się na Kościół, ale nie ma chyba u nas partii nominalnie chadeckiej. Może ZChN na początku było taką partią. Czy w Polsce partia chadecka typu niemieckiej CDU/CSU jest potrzeba? Czym taka partia mogła by być na naszym gruncie?</strong></p>
<p>– Pytanie, czym w ogóle jest chadecja? Potrafię przywołać dwa takie momenty w historii, gdy potrzeba zorganizowania partii chadeckiej była dość oczywista. Pierwszy, to powołanie Partii Centrum w Niemczech za czasów Bismarcka. W sytuacji, gdy władza państwowa dąży do zniszczenia Kościoła, Kościół ma prawo do używania wszystkich godziwych narzędzi, żeby się bronić. Może także zorganizować własną partię i wezwać katolików do udzielenia jej poparcia. W warunkach demokratycznego państwa prawnego takie zagrożenie Kościoła nie powinno w ogóle mieć miejsca. Drugie, to sytuacja we Włoszech bezpośrednio po II wojnie światowej, gdy groziło przejęcie władzy przez komunistów lub powrót, za sprawą demokratycznych wyborów, faszystów. Pojawiła się wówczas potrzeba stworzenia trzeciej siły politycznej.</p>
<p>Pytanie: kto i wokół czego miał ją zorganizować. Nie tyle Kościół był tu bezpośrednio zagrożony, ile najbardziej fundamentalne z punktu widzenia istnienia wspólnoty politycznej wartości. Tak doszło do powołania chrześcijańskiej demokracji. Jeśli te dwie sytuacje potraktujemy jako wzorcowe, ideę chrześcijańskiej demokracji możemy skojarzyć z obowiązkiem jedności chrześcijan w polityce w obliczu bardzo szczególnych zagrożeń. Nie mamy w Polsce sytuacji zagrożenia Kościoła ani zagrożenia wspólnoty politycznej. W związku z tym nie ma też konieczności powoływania partii chadeckiej. Chadecję można jednak rozumieć także inaczej, jako jedną z wielu partii politycznych, w której obecni są chrześcijanie. Tak rozumiane partie chadeckie są w Polsce obecne, niezależnie od tego, czy nazywają się chadecją, czy też nie. Chodzi tu jedynie o wyraźne odwołanie się do chrześcijaństwa.</p>
<p><strong>– Która partia jest najbliższa temu modelowi?</strong></p>
<p>– Wydaje się (akcentowałbym słowo „wydaje się”), że szefami wszystkich partii politycznych będących w Sejmie, łącznie z SLD, są katolicy. Poza SLD wszystkie partie mają w swoich programach coś, co można by nazwać inspiracją katolicką nauką społeczną. W różnym stopniu, oczywiście. Gdy patrzymy np. na głosowania dotyczące nowelizacji Konstytucji w odniesieniu do ochrony życia, właściwie tylko SLD głosowało w całości przeciwko.</p>
<p>Z punktu widzenia katolickiej nauki społecznej istotna jest nie tylko warstwa deklaratywna, ale także rzeczywiste działanie polityczne, a ponadto styl uprawiania polityki. Świadectwo składa się całym sobą. Świadectwo nie ogranicza się do deklaracji, ale też nie do tego tylko, co udało się zrealizować. Istotne jest również to, kim się jest jako człowiek. Weźmy taki drażliwy przykład, jakim są parady równości, w których uczestniczą osoby o skłonnościach homoseksualnych. Mnie się to nie podoba. Po drugiej stronie staje inna grupa ludzi, którym także to się nie podoba. Często jednak sposób, w jaki prezentują stanowisko podobne do mojego sprawia, że nie uznaję ich za reprezentantów własnego poglądu. Nie uznaję, że to jest styl godny chrześcijanina.</p>
<p>O jednym z polityków ktoś mi powiedział: „Wierzący to on może i jest, ale nie nawrócony&#8230;” Czy taki człowiek może skutecznie bronić owych nienegocjowalnych wartości? Z pewnością może je propagować, może je nawet przeforsować, ale nie może do nich przekonać. Ludzie, którzy mają kontakt z tego typu politykiem, dochodzą często do wniosku, że chrześcijanie w imię obrony swoich wartości są agresywni, niegrzeczni, aroganccy… Może być taki sposób bycia, który odstręcza od tego, do czego człowiek chciałby zachęcać.</p>
<p><strong>– Forma jest świadectwem. Można więc powiedzieć, że estetyka działalności politycznej, byłaby kolejnym kryterium, które wskazuje, jakie środki w działalności politycznej nie powinny być stosowane przez polityka broniącego wartości chrześcijańskich, ponieważ, patrząc całościowo, przyczyniają się one do wypaczenia obrazu chrześcijaństwa, są antyświadectwem. Czy można według Księdza zaryzykować twierdzenie, że forma uprawiania polityki ma wartość etyczną?</strong></p>
<p>– W dużej mierze bym się z tym zgodził. Mówi się nie od dzisiaj o rozejściu się etyki i estetyki, o rozbiciu klasycznego ideału kalokagathii, czyli piękna-dobra. Dzisiaj, estetyka polityki kojarzy się raczej z krawatami, szkłami kontaktowymi, z „tworzeniem wizerunku”, całą tą socjotechniką i marketingiem politycznym. Klasyczny ideał mówił o tym, że wewnętrzne piękno człowieka widać na jego twarzy. Jest to rodzaj duchowego piękna, niezależnego od tego, czy ktoś jest bardziej czy mniej ładny w tym nowoczesnym znaczeniu. Twarz jest zwierciadłem duszy. Bardzo bym sobie życzył, aby na twarzach polityków w ogóle, ale może szczególnie tych, którzy deklarują się jako katolicy, można było dostrzec to duchowe piękno. Najlepsze bowiem intencje mogą zostać zaprzepaszczone przez butę, sarkazm i brak szacunku wobec politycznego przeciwnika, a więc także wobec potencjalnego wyborcy. W polityce zawsze będą różnice zdań i spory. Taka jest jej natura. Ale także spierać można się w sposób piękny. Może to byłby pierwszy test wiarygodności dla każdego, kto chciałby nazywać siebie politykiem chrześcijańskim.</p>
<p>Rozmawiali ROMAN SWOBODA SJ i RAFAŁ HUZARSKI SJ</p>
<p>***</p>
<p>KS. PIOTR MAZURKIEWICZ, dr hab., profesor UKSW, politolog, Dyrektor Instytutu Politologii UKSW. Zajmuje się historią myśli politycznej, etyką polityczną i Katolicką Nauką Społeczną. Mieszka w Warszawie.</p>
<p>RAFAŁ HUZARSKI SJ, ROMAN SWOBODA SJ, redaktorzy „Przeglądu Powszechnego”.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/10/ks-mazurkiewicz-sekularyzacja-czy-%e2%80%9eureligijnienie%e2%80%9d-polityki"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/10/ks-mazurkiewicz-sekularyzacja-czy-%e2%80%9eureligijnienie%e2%80%9d-polityki" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/10/ks-mazurkiewicz-sekularyzacja-czy-%e2%80%9eureligijnienie%e2%80%9d-polityki" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/10/ks-mazurkiewicz-sekularyzacja-czy-%e2%80%9eureligijnienie%e2%80%9d-polityki/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Znów ktoś odszedł&#8230;</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/13/znow-ktos-odszedl</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/13/znow-ktos-odszedl#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Jul 2008 21:16:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Emil Górecki</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Powszechnik Tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=290</guid>
		<description><![CDATA[(fot. Agencja Gazeta) W Warszawie pada&#8230; Być może im jestem starszy, to zauważam że więcej zasłużonych osób odchodzi. Dziś znów. Śmierć niespodziewana, zwłaszcza w pięknym, mojżeszowym wieku. Można się było z Profesorem Geremkiem nie zgadzać. Można było krytykować niektóre Jego posunięcia, zdarzenia w których brał udział. I wielu z tej możliwości korzystało. A On na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://bi.gazeta.pl/im/8/5451/z5451258Z.jpg" alt="Bronisław Geremek - Agencja Gazeta" width="480" height="180" /><br />
(fot. <a href="http://wyborcza.pl/51,75515,5451228.html?i=0" target="_blank">Agencja Gazeta</a>)</p>
<p>W Warszawie pada&#8230;</p>
<p>Być może im jestem starszy, to zauważam że więcej zasłużonych osób odchodzi. Dziś znów.  Śmierć niespodziewana, zwłaszcza w pięknym, mojżeszowym wieku.</p>
<p>Można się było z Profesorem Geremkiem nie zgadzać. Można było krytykować niektóre Jego posunięcia, zdarzenia w których brał udział. I wielu z tej możliwości korzystało. A On na zarzuty odpowiadał. Bo dyskusja to brzytwa Ockhama, która oczyści byty z wątpliwośći a zostawi to, co niewzruszalne. Jednak nie można przecenić wkładu Profesora w najnowszą historię Polski. Był On jednym z ojców tej Polski, nowoczesnej, otwartej, bez kompleksów. Nie widzę potrzeby pisania, kim był. Żadne słowa nie wyrażą tego, ile Jemu ten kraj zawdzięcza&#8230;</p>
<p>Polska bez Profesora Bronisława Geremka nie będzie silniejsza, ważniejsza i bardziej szanowana. Ta nowa, wolna, poniekąd osierocona Polska będzie musiała żyć dalej już bez Niego. Choć nie do końca. Wszystko, czego nas nauczył możemy dalej pożytkować dla dobra kraju i Europy. Pozostaje pamięć o Nim i Jego wskazówki. Umiejmy je czytać.</p>
<p>W Warszawie nadal pada&#8230;</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/13/znow-ktos-odszedl"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/13/znow-ktos-odszedl" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/13/znow-ktos-odszedl" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/13/znow-ktos-odszedl/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie byliśmy biskupami&#8230;, czyli powrót do „Humanae vitae”</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/21/nie-bylismy-biskupami-czyli-powrot-do-%e2%80%9ehumanae-vitae%e2%80%9d</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/21/nie-bylismy-biskupami-czyli-powrot-do-%e2%80%9ehumanae-vitae%e2%80%9d#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Jun 2008 19:03:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dariusz Kowalczyk SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=275</guid>
		<description><![CDATA[Arcybiskup Wiednia, kardynał Schönborn, jeden z kandydatów na przyszłego Biskupa Rzymu, wygłosił na – zorganizowanym w marcu br. przez Neokatechumenat – spotkaniu biskupów europejskich w Ziemi Świętej, dość mocne przemówienie. Oto fragment: Europa powiedziała trzy razy „nie” swojej przyszłości. Pierwszy raz w 1968 roku – obchodzimy teraz czterdziestolecie – przez odrzucenie „Humanae vitae”. Drugi raz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Arcybiskup Wiednia, kardynał Schönborn, jeden z kandydatów na przyszłego Biskupa Rzymu, wygłosił na – zorganizowanym w marcu br. przez Neokatechumenat – spotkaniu biskupów europejskich w Ziemi Świętej, dość mocne przemówienie. Oto fragment: <em>Europa powiedziała trzy razy „nie” swojej przyszłości. Pierwszy raz w 1968 roku – obchodzimy teraz czterdziestolecie – przez odrzucenie „Humanae vitae”. Drugi raz w 1975 roku, kiedy prawa popierające aborcję zalały Europę. I trzeci raz&#8230;, akurat wczoraj dostałem wiadomość z Austrii o tym, że rząd doszedł do porozumienia w sprawie małżeństw homoseksualnych, również w Austrii, trzecie „nie” przyszłości, życiu. </em>[...]<em> Dzisiaj w Niemczech 100 rodziców ma 64 dzieci i 44 wnucząt; to znaczy, że w ciągu jednego pokolenia populacja niemiecka – nie licząc imigracji – zmniejsza się o połowę. Powiedzieliśmy „nie” wobec „Humanae vitae”. Nie byliśmy biskupami, ale nasi współbracia nimi byli. </em>[...]<em> My byliśmy za zamkniętymi drzwiami, ze strachu. Myślę, że chociaż nie byliśmy biskupami w tamtych latach, mamy żałować za ten grzech europejskiego Episkopatu, który nie miał odwagi, by z mocą wspierać Pawła VI, ponieważ dzisiaj nosimy wszyscy w naszych Kościołach, w naszych diecezjach ciężar konsekwencji tego grzechu</em>.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Cieszą mnie te słowa. Mam nadzieję, że za kard. Schönbornem pójdą inni biskupi, którym niekiedy brakuje odwagi w obliczu agresywnej promocji panseksualizmu, antykoncepcji, aborcji, eutanazji i wszelkich mniejszości seksualnych, czyli tego, co Jan Paweł II nazywał cywilizacją śmierci. Z lęku uciekają w bardziej bezpieczne tematy, jak np. wspólna walka z globalnym ociepleniem. Nie tak dawno pewien duński duchowny przekonywał mnie, że Kościół powinien zająć się kwestią topnienia lodowców.</span></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/21/nie-bylismy-biskupami-czyli-powrot-do-%e2%80%9ehumanae-vitae%e2%80%9d"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/21/nie-bylismy-biskupami-czyli-powrot-do-%e2%80%9ehumanae-vitae%e2%80%9d" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/21/nie-bylismy-biskupami-czyli-powrot-do-%e2%80%9ehumanae-vitae%e2%80%9d" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/21/nie-bylismy-biskupami-czyli-powrot-do-%e2%80%9ehumanae-vitae%e2%80%9d/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Berlusconi, prawicowy populista całuje pierścień</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/06/berlusconi-prawicowy-populista-caluje-pierscien</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/06/berlusconi-prawicowy-populista-caluje-pierscien#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Jun 2008 10:52:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=266</guid>
		<description><![CDATA[Tweet]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><center><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://fpdownload.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=8,0,0,0"  class="advertisePlayerClass" width="500" height="410" id="flashplayerObj" align="middle"><param name="allowScriptAccess" value="always" /><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="movie" value="http://flv.kataweb.it/player/advplayer.swf"><param name="quality" value="high" /><param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /><param name="flashvars" value="videoTitle=Berlusconi va dal Papa&#038;autostart=false&#038;file=repubblicatv/file/2008/papaberlusconi20080606.flv&#038;repeat=false&#038;logo=1&#038;strip=0&#038;image=&#038;brand=brand_repubblicaradio&#038;dState=normal&#038;scaleMethod=stretch&#038;rel=false&#038;fsType=fl" /><embed src="http://flv.kataweb.it/player/advplayer.swf" quality="high" bgcolor="#FFFFFF" width="500" height="410" class="advertisePlayerClass" name="flashplayerObj" align="middle" allowScriptAccess="always" allowFullScreen="true" type="application/x-shockwave-flash" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer" flashvars="videoTitle=Berlusconi va dal Papa&#038;autostart=false&#038;file=repubblicatv/file/2008/papaberlusconi20080606.flv&#038;repeat=false&#038;logo=1&#038;strip=0&#038;image=&#038;brand=brand_repubblicaradio&#038;dState=normal&#038;scaleMethod=stretch&#038;rel=false&#038;fsType=fl" /> </object></center></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/06/berlusconi-prawicowy-populista-caluje-pierscien"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/06/berlusconi-prawicowy-populista-caluje-pierscien" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/06/berlusconi-prawicowy-populista-caluje-pierscien" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/06/berlusconi-prawicowy-populista-caluje-pierscien/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

