Załączam (za zgodą autora) tekst wygłoszony przez o. Andrzeja Koprowskiego SJ, dyrektora programowego Radia Watykańskiego, na antenie tejże rozgłośni.
Zgrzyt na rzymskim uniwersytecie Sapienza można banalizować. Jest tak absurdalny, że łatwo go skwitować krótkim sloganem o laickim totalitaryzmie, o manipulacji, która kryje się „za” i tak dalej. Wydaje mi się, że warto spojrzeć na to smętne wydarzenie jako swoisty znak pobudzający do głębszej refleksji. Europa, szerszej „świat atlantycki” od dziesięcioleci ma trudność w zaakceptowaniu faktu, że wydarzenie religijne przenika całe życie człowieka… że nie da się go spłaszczyć i zepchnąć do zakrystii, na margines tylko indywidualnego, najlepiej – tylko płytko uczuciowego przeżycia i co najwyżej cichej, nie przeszkadzającej innym, modlitwy gdzieś w kąciku… Ma to swoje konsekwencje dla klimatu kulturowego, dla spójności tkanki społecznej w poszczególnych krajach Starego Kontynentu. Ale ma też konsekwencje szczególne w okresie wielkich migracji… Europa, chce czy nie chce, musi skonfrontować się z przybyszami z krajów, o dominacji islamu. Dla nich religia jest faktem społecznym i faktem znaczącym dla całości ich życia… Za kilka lat Europa uświadomi sobie, że stała się miejscem zamieszkania milionów, dziesiątków milionów, przybyszów z Azji. Z zapleczem ich kultur i religii… Na ile „Stary Kontynent” wejdzie dojrzale w to spotkanie? Czy stanie się ono dialogiem kultur i religii, naznaczonym szacunkiem czy konfrontacją u podstaw której będzie lęk „bogatego świata”, demograficznie kurczącego się, niezaradnego w tym, co dotyczy tożsamości osób, środowisk, społeczeństw, narodów? Kościół jest świadom tych problemów od szeregu już lat. Wystarczy odwołać się choćby do przesłania poprzedniego Papieża, Jana Pawła II na Dzień Migranta i Uchodźcy 2005 roku. By zobaczyć z jaką mocą mówił o pilnej konieczności dialogu kultur i szacunku dla wymiaru religijnego ludów i narodów…
Konfrontacja krzykliwego sprzeciwu małej grupki na Uniwersytecie Sapienza protestującej przeciw dyktatowi Papieża – w zestawieniu z treścią Jego przemówienia, którego skrót słyszeliśmy przed chwilą w programie mówi sama za siebie. Ale za tym wszystkim jawi się głęboki kryzys kultury, jaki przeżywają nie tylko Włochy… Samotność człowieka, który traci poczucie swojej tożsamości i zaczyna bać się każdego Innego; reaguje na niego agresją. Przekreślam go, bo się go boję… A skoro oczywistość faktu mówi, że ten Inny istnieje, to nie chcę mieć z nim kontaktu… Wieża Babel rozprzestrzeniona na społeczeństwa, gnieżdżąca się w wielkomiejskich środowiskach bez zdolności wzajemnej komunikacji. Nie tylko w wypadku zaproszenia Papieża na inaugurację roku akademickiego na rzymskim uniwersytecie, ale i w innych kontekstach przed kilkoma miesiącami – w Belgii, małym kraju UE, któremu groził rozpad państwowości właśnie z powodu braku umiejętności komunikacji, rozmawiania, uznania wartości Drugiego człowieka, wspólnoty – przy zachowaniu własnej tożsamości i specyfiki. Myślę, że trzeba się uczyć szacunku dla samego siebie i dla Drugiego, który jest inny niż ja… Trzeba się uczyć jak wyrazić samego siebie, a zarazem potrafić słuchać tego, co ktoś inny ma do powiedzenia. Z krytycznym nastawieniem z mojej strony., ale i z szacunkiem…
Moim kolegom i koleżankom – dziennikarzom RV powiedziałem wczoraj: Kościół broni tego, co niesie Pismo św. i wydarzenie Jezusa Chrystusa, co niesie jego wielowiekowe doświadczenie zakorzenione w przekazie Księgi Rodzaju: Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństw. Stworzył go jako mężczyznę i kobietę. Powstała sytuacja, w której tworzy się wrażenie, że Kościół jest jakby „ideologicznie zafiksowany” na kilku sprawach i dlatego bardzo uważnie musimy szukać języka przekazu, któryby ułatwiał zrozumienie, że to, co niesie Kościół i chrześcijaństwo, jest czymś innym, bez porównania głębszym i otwiera przed nami horyzont życia, oparty o rzeczywistość Pana Boga, o miłość Boga ku człowiekowi, którą ukazał „do końca” w wydarzeniu krzyża i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.
W tym kontekście wróciłem do jednego z artykułów jeszcze wówczas kardynała Jozefa Ratzingera, o prowokacyjnym tytule: Dlaczego jeszcze jestem w Kościele? Kardynał Ratzinger zauważa, że poprzez wszechobecność, ale i powierzchowność przekazu medialnego – często dziś tracimy z oczu istotę tego, czym jest Kościół. Widzimy wiele szczegółów, ale tracimy z oczu całość i to, co istotne. Obrazowo mówi – pierwsze domy na przedmieściu nie dają obrazu miasta, pierwszy zagajnik nie daje żadnego wyobrażenia o uroku lasu… Często patrzymy dziś na Kościół pod kątem jego skuteczności w jakimś jednym aspekcie. Często nie istotnym dla całości tego, kim jest Kościół jako taki. Zaczynamy reagować na niego jak na inne instytucje, chcąc coś zreformować. W rezultacie zostajemy na powierzchni wydarzenia chrześcijańskiego, które prowadzi do reformy związanej z poszerzeniem horyzontów i tym, co się określa jako „przemiana wewnętrzna”… Zaczynamy się ślizgać po powierzchowności reformy struktur i potem dziwimy się, że sam Kościół dla nas staje się czymś drugorzędnym… Chrześcijaństwo i Kościół są istotnie związane z „rzeczywistością wiary”. Benedykt XVI z ogromną znajomością przedmiotu w jego historycznym rozwoju mówi o znaczeniu rozumu i bogactwie depozytu wiary, która poszerza spojrzenie . Która niczego nie narzuca przemocą, ale poszerza spojrzenie o rzeczywistość nie byle jaką tylko o rzeczywistość Boga, i to Boga, który umiłował do końca…
Przypomina się, co mówił Mahatma Gandhi, wielki myśliciel i wrażliwy człowiek, acz nie chrześcijanin: człowiek rozbija się przez politykę bez zasad; przez bogactwo bez pracy, przez wiedzę bez mądrości; przez załatwianie spraw bez moralności; przez naukę, ale bez wymiaru ludzkiego, przez religię ale bez wiary, wreszcie – przez miłość ale bez gotowości do poświęcenia ze swojej strony…
Wydaje mi się, że żałosne i będące znakiem głębokiego kryzysu kultury wydarzenia na rzymskim uniwersytecie Sapienza powinny pobudzić nas wszystkich do odnowionego spojrzenia na Kościół jako rzeczywistość wiary, jako – jak mówi we wspomnianym artykule Josef Ratzinger – na Kościół jako Kościół Pana, Jezusa Chrystusa, a nie mój kościółek, konkurujący z kościółkami obok, reprezentowanymi przez inne gwiazdy, nagłaśniane pozytywnie czy negatywnie przez media. Kościół który wyszedł z Wieczernika Eucharystii i Wieczernika Zesłania Ducha świąt, z wydarzenia Krzyża i Zmartwychwstania Jezusa Chrytsusa… Kościół zbudowany na Piotrze jako skale, skale, której nie przemogą zawirowania historii, ani nawet małe, choć bardzo krzykliwe grupki jednego z najstarszych uniwersytetów Europy.