Lepiej mieć niż być 12
Zasłyszałam wczoraj w tramwaju taką oto rozmowę młodych ludzi:
-Dlaczego autobusy jeżdżą z flagami?
-Prezydent ustanowił trzy dni żałoby narodowej w związku z pożarem.
Dziewczę młode – Ta żałoba nie jest dlatego, że zginęli ci ludzie, ale dlatego, że teraz bardzo dużo ludzi nie ma gdzie mieszkać…
Chłopak – Nie, no nie…
- Ależ tak, przecież słyszałam, że na drogach codziennie ginie 20 osób… To normalne… W ogóle, lepiej jest umrzeć niż stracić wszystko…
- No jak to?!
- Tak! Wyobrażasz sobie, że tracisz wszystko co masz?! Pieniądze, ubrania, sprzęty… Nie masz nic! Nic nie możesz dać swoim bliskim, dzieciom… Lepiej jest umrzeć.
I jakoś tak echem odzywa się we mnie wypowiedź tej dziewczyny. Jak dochodzi do utworzenia takiego światopoglądu? Jak to świadczy o naszym społeczeństwie? Czy takie postawy są popularne? A jeśli się popularyzują, co czeka społeczność, naród, dla którego przedstawicieli życie przestaje być wartością najwyższą i, jako taką, nienaruszalną?
Jaki jest proces dochodzenia do takiego wniosku?
Rozumiem sens rozważań: dlaczego raczej coś niż nic; dlaczego życie ma sens, skoro jest nacechowane frustracją i cierpieniem, itp. Ale to są rozważania o życiu i istnieniu, w których ujmuje się je jako wartości bezwzględne. Nie przyszłoby mi do głowy relatywizować wartość życia względem posiadania. Nie przypuszczałam, że można tak otwarcie i, zdaje się, świadomie stawiać mieć nad być.

