Kategoria Filozofia

Wolność z wyboru 9 Autor: Małgorzata Felicka

Jan26

Różnie myśli się o wolności: można uważać, że wolny, to ten, kto nie doświadcza przemocy; albo że wolny to ten, kto nie jest niczym związany; lub też że wolny to ten, kto może robić co mu się podoba. Święty Tomasz określał wolność jako możliwość dokonywania wyboru.

Wolność pojmowana jako wolność wyboru jest – w większym stopniu niż inne rodzaje wolności -wyznaczona nie tylko przez czynniki zewnętrzne, ale również przez czynniki wewnętrzne, mianowicie przez rozum. Bowiem to właśnie rozum pozwala człowiekowi na formułowanie sądów na temat tego, co jest najlepszą ewentualnością i na tej podstawie człowiek dokonuje wyboru. W tej koncepcji stworzenie nierozumne nie jest wolne, bo nie umie wydać sądu. Z drugiej strony, gdyby człowiek miał doskonałą wiedzę o rzeczywistości, nie miałby wahań i niczego nie musiałby wybierać, bo najlepsza decyzja zawsze byłaby oczywista. Zatem wolność przysługuje człowiekowi dlatego, że znajduje się gdzieś pośrodku pomiędzy bezrozumnością a wszechwiedzą. Wszechwiedza nam nie grozi, więc wnioskiem powinno być, że im więcej rozumu, tym większa jest wolność. Tymczasem daje się zauważyć, że człowiek ulega złudzeniu, iż staje się tym bardziej wolny, im większy jest wachlarz ewentualności, które może wybrać. Jednak – zwłaszcza w obecnych czasach – takie przekonanie jest tylko złudzeniem: ponieważ natłok możliwości jest ogromny, a zmienność sytuacji zawrotna, to nie starcza czasu ani sposobu, aby te ewentualności rozpoznać. W rezultacie zamiast realizować swą wolność trwa się tylko w gorączkowej pogoni za następnymi możliwościami.

czytaj dalej »

Wyjątkowy wykładowca 0 Autor: Małgorzata Felicka

Jun5

Tym, co od razu rzucało się w oczy była jego uprzejmość i elegancja w sposobie bycia. Niemal nadmierna, taka nie pasująca do naszej kultury, jakby przeniesiona z innego świata, w którym każdy jest ważny i wart skupienia na nim uwagi. Przy bliższym obcowaniu ujawniały się oczywiście dalsze jego cechy pozwalające wyczuć, że ma się przed sobą prawdziwego filozofa, ginący gatunek miłośnika mądrości. Mądrości, która nie jest wiedzą, chociaż się na niej wspiera, ale umiejętnością docierania do istoty rzeczy dzięki zaangażowaniu całej osoby.

Miałam przywilej i zaszczyt być uczennicą Jerzego Wociala, bo o nim jest mowa.

Zachęcam do przeczytania wywiadu przeprowadzonego z nim przez Katarzynę Jabłońską a wydrukowanego w Rzeczypospolitej w zeszłą sobotę, bo zawarte w nim wyznania wprost unoszą czytelnika. http://www.rp.pl/artykul/61991,312794_Bliski_jak_powietrze.html

Dzień później, w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, o szóstej rano Jerzy Wocial zmarł.

Kto wymyślił duszę 9 Autor: Małgorzata Felicka

May7

Gdyby urządzono konkurs na to, który opis rzeczywistości najdłużej pobudzał wyobraźnię i najsilniej oddziałał na przekonania, pierwsze miejsce trzeba by chyba przyznać platońskiemu podziałowi na świat idei i świat materii, i wynikającemu stąd dualizmowi ducha i ciała.

Od dwóch tysięcy lat judeochrześcijańska koncepcja człowieka jako duchowo-cielesnej całości przegrywa z tym utrwalonym przez Platona podziałem. Według Platona dusza jest tym,  co w człowieku boskie, wieczne i piękne. Tę duszę spotyka przykrość: upada i ląduje w ciele na naszym niedoskonałym, bo materialnym, a więc poddanym zmianom, świecie. Po śmierci ciało ulega rozpadowi, a dusza porzuca je i rozpoczyna swą pozaziemską wędrówkę, żeby w zależności od tego, jak sprawowała się na ziemi, doznać wyzwolenia i zasłużyć na przebywanie w niezmiennym świecie idei, lub ponownie stoczyć się na ziemię i zamieszkać w kolejnym ciele. Tymczasem, jak pisał teolog angielski N. Lash, „rozróżnienie biblijne nie opisuje różnicy między żywymi systemami i ich zdolnościami (jak w przypadku umysłu i materii czy duszy i ciała), ale między tym, co rodzi się do życia, i tym, co rozpada w proch, między nie-życiem lub złym życiem a życiem: życiem rzeczywistym, życiem prawdziwym, życiem Bożym i życiem całego stworzenia w Bogu”. czytaj dalej »

Niepolityczna uczta w „Polityce” 4 Autor: Małgorzata Felicka

Mar4

Były tłumy! Ludzie w wieku od podstawówki do zupełnie starych (celowo nie piszę starszych, bo trzeba patrzeć prawdzie w oczy), zajęli wszystkie wolne krzesła, których nie starczyło, więc sporo osób stało w dużym ścisku. Część tłumu – ze znanych mi twarzy dojrzałam o. Oszajcę – nawet wylewała się przez drzwi i stała w korytarzu. Profesor Tadeusz Gadacz na podstawie takiej frekwencji zmienił zdanie o Warszawie. Okazja? To zdumiewające, ale okazją była zorganizowana w siedzibie „Polityki” promocja książki „Historia filozofii XX wieku” i spotkanie z jej autorem, Tadeuszem Gadaczem. Nie żadna lustracja, ani aborcja, ani konflikt izraelsko-palestyński. A jednak nie jest z nami tak źle. Nie tylko warszawiakom (ujawniła się na przykład 50 osobowa grupa z Gdańska) pozostał jeszcze jakiś instynkt pozwalający wykrywać wielkość i chcieć się do niej zbliżać.

Chociaż ja również przez dwie bite godziny stałam, ani przez chwilę nie żałowałam, że przyszłam. Uwielbiam spotykać ludzi z pasją, a jeśli na dodatek pasję ma mądry człowiek i jest nią myślenie i dzielenie się rezultatami swoich poszukiwań i przemyśleń z czytelnikiem, któremu okazuje się szacunek, choćby przez to, że stara się mówić jak najbardziej zrozumiale o sprawach skomplikowanych, to jest to wyjątkowo smakowita uczta.

Dla Tadeusza Gadacza życie jest filozofią i właśnie takie życie kocha. Odpoczywa, kiedy śpi – pięć godzin dziennie. Poza tym – czyta. Wyjeżdża zagranicę, po to tylko żeby czytać w bogatszych bibliotekach. Czyta – w sześciu językach – również to, co czytali inni filozofowie i na tej podstawie znajduje związki ich myśli z tradycją, o których oni sami nie wiedzieli. Także na tej podstawie odkrywa wzajemne podobieństwa między z pozoru dalekimi od siebie prądami myślowymi. Napęd do życia daje mu filozofia, pocieszenie daje mu filozofia. Ciekawe, co je na śniadanie?

Niebywała erudycja Profesora budzi podziw i może onieśmielać, ale nie jest wymierzona przeciw mniej sprawnym, nikogo nie wyklucza, nie pomniejsza. Raczej można powiedzieć, że szczodrze udziela się. Szereg stwierdzeń Tadeusza Gadacza sprawiło mi wiele radości. Wymienię kilka: Autor w sporze między poszukiwaniem prawdy a dążeniem do oryginalności staje po stronie prawdy – nawet jeśli prawdopodobnie nigdy się jej nie odkryje. W filozofii interesuje go człowiek. Ceni filozofię dialogu. Dialog jest według niego zarówno instrumentem (Habermas) jak i egzystencją (Levinas). Nie lubi powojennej filozofii francuskiej, bo zrezygnowała z pytania o prawdę i zajmuje się grami. Uważa, że filozofia powinna uczestniczyć w ważnych wydarzeniach współczesności, na przykład powinna przemyśleć obecny kryzys i to że tak nie jest Profesor uważa za zjawisko negatywnie świadczące o naszej kulturze i niebezpieczne.

Autor tworzy dzieło, które będzie miało kilka tysięcy stron i będzie przeglądem stanowisk kilkuset filozofów. Na pytanie kolegi, po co pisze takie dzieło, przecież wszystko można znaleźć w googlach, mówi, że gdy wpisuje w google słowo “sens”, wyskakuje mu miasto we Francji.

Na początku spotkania pada pytanie, dlaczego pisze książkę  tak obszerną. Wyjawia w odpowiedzi, że nie da się krócej napisać tego, co chce. Dla zobrazowania problemu przytacza mail anonimowej studentki, która poprosiła go o napisanie, jaki jest według niego sens życia, ale żeby było w jednym zdaniu. Śmiechy z sali, bo wszyscy wiedzą, że się nie da.

Pod koniec spotkania ktoś dociekliwy chce jednak wiedzieć, co odpowiedział tej anonimowej studentce na jej pytanie o sens życia. Tadeusz Gadacz uśmiecha się i mówi: „Odpowiedziałem jej, że miłość”.

A więc jednak się da! I to nawet jednym słowem!

Niepokoje na temat Boskich nakazów 25 Autor: Małgorzata Felicka

Feb27

Czy Bóg może nakazać coś, co jest sprzeczne z Jego przykazaniami?  Starożytność udzieliła odpowiedzi na to pytanie ustami Sokratesa, który w jednym z dialogów Platona wypowiada się następująco: „Bośmy się zgodzili, że bogowie dlatego lubią to, co zbożne, że jest ono zbożne, a nie ono jest zbożne dlatego, że bogowie je lubią.” Mowa tu o pogańskich bogach. Wydawałoby się, że tym bardziej Bóg Jedyny powinien lubić to, co jest zbożne.
Dlatego tak niepokojące są te fragmenty Biblii, które wydają się świadczyć o czymś przeciwnym. Ks Rdz 22 to jedno z najbardziej przejmujących zdarzeń, jakie kiedykolwiek zostały opisane. Jest nim dramat Abrahama, któremu Bóg nakazał zabicie długo wyczekiwanego i ukochanego syna, Izaaka. Ta opowieść frapowała wielu myślicieli różnych epok i różnie ją interpretowano. Sens tej biblijnej sceny genialnie zgłębia między innymi duński XIX-wieczny prekursor egzystencjalizmu, Soren Kierkegaard, w swym dziele pt „Bojaźń i drżenie”. Stwierdza tam, że ponieważ Abraham chciał być posłuszny Bogu, to tym samym w swym sercu został mordercą syna. To, że czynu nie dokonał nie ma istotnego znaczenia. Co więcej – pisze Kierkegaard – jego decyzja była słuszna, chociaż niemoralna, gdyż wiara zawiesza etykę. Inaczej mówiąc, nakaz Boga anuluje normy etyczne, ma wyższy niż one priorytet. Ale wiedzieć o tym może tylko ten, argumentuje Kierkegaard, kto podjął ryzyko wiary, zgodził się na absurd i stał się rycerzem wiary.
Boję się rycerzy wiary. Myślę sobie: a co, jeśli pomylą głos Boga z jakimś innym głosem?
W książce „O sytuacjach bez wyjścia w etyce” Barbara Chyrowicz pisze o tym, jaki pogląd na decyzję Abrahama ma współczesny etyk, Philips Quinn. Mówi on, że ma nadzieję, iż takie wybory nie mogą się zdarzyć. Mówi dalej, że gdyby mimo wszystko, wbrew swej nadziei, znalazł się w sytuacji Abrahama, pewnie pomyślałby, że nakaz zabicia Izaaka nie jest nakazem Boga. Jednak powodem, dla którego tak właśnie by pomyślał, nie byłoby przeświadczenie, że doskonale dobry Bóg nie mógłby zlecić takiego nakazu, ale to, że nakaz taki nie mógłby być skierowany bezpośrednio do niego. czytaj dalej »

Rzecz o sumieniu 46 Autor: Rafał Figas

Aug30

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie refleksja jaka naszła mnie po wysłuchaniu wykładu wskazanego przez Cypiska. Jeśli ktoś jest zainteresowany wysłuchaniem to należy się udać tu: http://www.it.dominikanie.pl/spotkania/ wykład “Kiedy należy słuchać swojego sumienia?” Zbigniewa Bomerta OP.

Osobiście wykład uważam za taki sobie, ale zawiera parę ciekawych myśli. Wykład jest taki sobie, bo o. Bomert w wielu miejscach mówi w sposób albo bardzo skomplikowany, albo bardzo infantylny.

Jednakże do meritum. Wg tezy wykładu bazującej na naukach św. Tomasza:

  1. sumienie jest tożsame z rozumem,
  2. sumienie może być błędne,
  3. sumienie powinno ewoluować.

Przyjmijmy, że zgadzam się ze wszystkimi 3 tezami, bo skoro sumienie może być błędne to, żebyśmy mieli szansę żyć zgodnie z tym czego oczekuje od nas Bóg musi móc ewoluować. Umiejscowienie sumienia w umyśle jest przekonujące, bo to dobre miejsce, które ewoluuje i podpowiada nam jak się zachować. To czy sumienie może w ogóle być błędne oczywiście można poddać w wątpliwość, jednakże myślę, że da się znaleźć trochę przykładów, że tak, rzeczywiście może takie być.

Co z tego wynika? Wynika tyle, że sumienie nie jest absolutnym miernikiem dobra i zła. Jest subiektywnym miernikiem wykształconym w oparciu o nasze życie i zdobyte przez nas doświadczenie. A z tego z kolei wynika, że skoro mamy różne doświadczenia, to znaczy, że mamy różne sumienia. A skoro mamy różne sumienia to nikt z nas nie potrafi powiedzieć co jest absolutnie dobre, a co jest absolutnie złe. Z tego z kolei wynika, że nikt nie może powiedzieć z całą pewnością, że czynię dobrze lub źle, bo nie ma gwarancji, że jego sumienie nie jest błędne. Ergo nikt z nas nie jest pewien, co jest dobre, a co jest złe. Jeszcze lepiej: dzisiaj uważam, że X jest dobre, ale w związku z nowym doświadczeniem jutro uważam, że X jest jednak złe. W praktyce oznacza to, że cały czas się uczymy i odkrywamy świat. W dodatku pech chciał, że nigdy nie będziemy wiedzieli, czy nasz rozum jest już doskonały i potrafi zawsze ocenić prawidłowo, dlatego, że nie mamy punktu odniesienia, nie wiemy, czyj rozum jest doskonały.

czytaj dalej »

Szeroki kąt 58 Autor: Rafał Figas

Aug17

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś poza czasem i szybujesz nad gęstymi lasami w górach i obserwujesz starożytne plemię Indian. Prowadzi ich wódz, który próbuje znaleźć dla nich nowe schronienie po tym jak poprzednie uległo zniszczeniu przez kataklizm. Docierają do doliny bogatej w roślinność i zwierzynę. Rozpoczynają nowe życie. Żyje wśród nich mały chłopiec, który obserwuje życie plemienia. Z niezrozumiałej dla niego przyczyny, pewnego dnia, dochodzi do walki między dwoma członkami plemienia, w trakcie której jeden z nich ginie. Niespokojny dzień przemienia się w niespokojną noc – w trakcie burzy piorun powoduje pożar chat, które pobudowali. Wielu ginie, tracą domy. Załamany wódz wykrzykuje błagalnie w niebo, z którego szczęśliwie spada deszcz i ratuje to, co jeszcze zostało.

Następne co widzisz to ognisko, przy którym ten, którego pamiętasz jako chłopca, już jako starzec opowiada młodym dawne dzieje plemienia. W dawnych czasach tego plemienia bogowie zniszczyli ich domostwa i kazali im wynosić się z ich wspaniałej krainy. Aby nie pozostawiać ich samym sobie dali im Wielkiego Ducha – wodza, który ich prowadził, aż doprowadził ich do wspaniałej krainy, jednakże pobratymcy nie uszanowali daru bogów i znowu zaczęli czynić zło i zabijać się wzajemnie. Za karę bogowie zesłali ogień z nieba, który zaczął ich zabijać. Tylko gorące modły Wielkiego Ducha powstrzymały bogów, którzy zgasili wielki ogień i uratowały im życie. Od tego czasu plemię wyznaje zasadę, zakazującą zabijania się wzajemnie, a ludzie wznoszą modły do Wielkiego Ducha, by zaniósł ich prośby do bogów, a raz do roku całe plemię wykonuje taniec dziękczynny.

Plemię prosperuje całkiem nieźle i rośnie w siłę. Granice jego terytorium zaczynają stykać się z granicami terytoriów innych plemion. Początkowy strach plemienia zostaje podsycony wizerunkiem nieznanego, bezimiennego boga o dwóch twarzach. Wódz plemienia uznaje obcych za bluźnierców, ponieważ uważają, że ich bóg jest potężniejszy od Wielkiego Ducha. Dochodzi do wojny między plemionami. Skutkiem tej wojny jest podbicie obcego plemienia, ale jednocześnie również wyłonienie się grupy, która uważa, że zasada Wielkiego Ducha „nie zabijaj” musi dotyczyć wszystkich, a nie tylko członków plemienia. W ten sposób powstaje nowy odłam wyznawców Wielkiego Ducha.
czytaj dalej »

Zakazane słówko “miłość” 4 Autor: Małgorzata Felicka

Jul23

Pod koniec XIX wieku chrześcijaństwo dostało się pod ogień zmasowanej, ostrej krytyki, stało się przysłowiowym chłopcem do bicia i nadal, choć mamy już XXI wiek, stanowi wdzięczny temat ataków z różnych stron. Krytyka jest często bardzo bolesna, często uzasadniona (zwłaszcza jeśli postrzega się chrześcijaństwo przez pryzmat instytucjonalnego kościoła), lecz czasem warto się nad nią nieco głębiej zastanowić, żeby zauważyć jak bardzo bywa powierzchowna i niesprawiedliwa.

Rozpatrzmy dla przykładu pokrótce jedną z licznych cierpkich uwag Fryderyka Nietzschego wypowiedzianych pod adresem chrześcijaństwa. Tę, w której nie podoba się Nietzschemu, iż chrześcijaństwo posługuje się słowem „miłość”. czytaj dalej »

Pocieszenie “administratora religii” 5 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Jul16

Warto czasem nadstawić ucha, by usłyszeć, co mówią po drugiej stronie barykady. W tym celu nabyłem kwartalnik „Bez Dogmatu” (wiosna 2008). A w nim przeczytałem m.in. tekst Barbary Stanosz pt. „Mistrz fikcji filozoficznej”. Owym mistrzem fikcji dla prof. Stanosz jest prof. Leszek Kołakowski. Stanosz szuka wyjaśnienia dla „transformacji, po której rzecznik dyktatury proletariatu [...] jako realizatora «historycznej konieczności» staje się rzecznikiem wiary religijnej, wspierającym jej natchnionych przez Ducha Świętego zarządców…”. Jedną z diagnoz – zdaniem pani profesor nie całkiem chybioną – może być wyjaśnienie psychoanalityczne, zgodnie z którym w powyższej transformacji został zachowany „rdzeń postawy życiowej nacechowanej silnym lękiem przed pospólstwem uwolnionym od wędzideł”. A zatem przemiana Kołakowskiego jest pozorna. W istocie chodzi o minimalizowanie lęku: „W warunkach dyktatury – partii politycznej lub politycznie wpływowego kościoła – lęk ten jest mniej dokuczliwy, bo wędzidła wydają się dostatecznie mocno osadzone”.

Barbarę Stanosz irytuje to, że postawa Kołakowskiego służy „administratorom religii” oraz „ich publicystycznym kibicom”, gdyż „wzbogaca zasób ich środków o argument, iż nawet filozof-ateista, wie, że «rozum bez teologicznych założeń ma ogromne kłopoty»”. Panią profesor irytuje też prof. Kołakowski, kiedy stwierdza: „to, że nie ma [w traktacie lizbońskim] ani słowa o przemożnym udziale chrześcijaństwa w historii Europy, w kształtowaniu europejskiej kultury i europejskich instytucji, jest w moim przekonaniu absurdalne”. Stanosz widzi ostatnie 2000 lat zdecydowanie inaczej: „chrystianizacja była dla Europy dolegliwym «wypadkiem przy pracy», którego skutki odczuwamy do dziś”.

„Na jakiej podstawie [Kołakowski] twierdzi – denerwuje się pani profesor – że chrześcijaństwo i Kościół nigdy nie zginie, natomiast lewicy już teraz nie ma na świecie? Albo że «istnieje pewna ciągłość między Marksem a gułagiem», ale «wyprawy krzyżowe nie są naturalnym owocem wiary chrześcijańskiej»”. Po czym kłuje Stanosz Kołakowskiego ostrzem swej ironii: „Jeśli znalazł kryterium, zgodnie z którym rozsądnie jest wierzyć w cudotwórczą moc pewnego (znanego mu osobiście) papieża, ale już nie w złowrogą moc kobiet zwerbowanych do służby przez Szatana, ani w dyskretną uczynność krasnoludków itp., to czemu nie podzieli się z nami tym wiekopomnym odkryciem?”. Stanosz nie odważa się zanegować inteligencji i wiedzy prof. Kołakowskiego. Dlatego też podejrzewa, że „jego filozofowanie jest świadomą błazenadą”. Na koniec stwierdza: „Wypadałoby jednak, by dość licznej grupie osób, które traktują go jako swego guru, powiedział w końcu: «Przepraszam, żartowałem»”.

Tekst Barbary Stanosz jest dla mnie w gruncie rzeczy pocieszeniem. Pokazuje on bowiem, że myśl ateistyczna, antychrześcijańska i antykatolicka znajduje się dziś w dość opłakanym stanie. Żenująca miałkość dorównuje w niej chorobliwemu zacietrzewieniu. Zastanawiam się tylko, co każe prof. Stanosz pisać takie rzeczy: racjonalna refleksja czy osobiste zranienia? To samo pytanie nasuwało mi się podczas dyskusji, jaką prowadziłem swego czasu na łamach „Życia Duchowego” (kiedy red. naczelnym był St. Obirek) z prof. Janem Woleńskim. Jego książka „Granice niewiary”, w której jestem zaszczycony licznymi odniesieniami, stanowi pomieszanie niby naukowo-logicznych argumentów ze złością na Rydzyka i na to, że jakiemuś zwolennikowi aborcji odmówiono katolickiego pogrzebu. No cóż! mam wrażenie, że nie ma dziś już racjonalnych ateistów, którzy potrafią tyleż logicznie, co spokojnie argumentować przeciwko wierze Kościoła.

WSFiT 6 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jul7

Warszawskie Studium Filozofii i Teologii. Pierwsza tego typu placówka – niezależna od Kościoła – w Polsce. Miejsce wydaje się interesujące. Byliście tam, macie zdanie na jego temat? W Arce Noego pisała o szkole Katarzyna Wiśniewska: “Poszukiwania po czterdziestce”. Raczej zachęcająco.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com