<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Powszechny &#187; Kościół</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/category/kosciol/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 19 Aug 2010 09:49:24 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Celibat w kontekstach</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/19/celibat-w-kontekstach</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/19/celibat-w-kontekstach#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Aug 2010 09:49:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Poznański SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1331</guid>
		<description><![CDATA[Przebywając w Niemczech nie sposób nie dostrzec toczącej się debaty nad obowiązkowym celibatem księży diecezjalnych. Impuls do jej ponownego ożywienia dało ujawnienie nadużyć seksualnych duchownych wobec nieletnich. I choć wszyscy doszli już do porozumienia, że celibat nie jest przyczyną tych przestępstw (argument z nadużyć prawie nie pojawia się w dyskusjach), to debata trwa dalej.

Polskiemu obserwatorowi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przebywając w Niemczech nie sposób nie dostrzec toczącej się debaty nad obowiązkowym celibatem księży diecezjalnych. Impuls do jej ponownego ożywienia dało ujawnienie nadużyć seksualnych duchownych wobec nieletnich. I choć wszyscy doszli już do porozumienia, że celibat nie jest przyczyną tych przestępstw (argument z nadużyć prawie nie pojawia się w dyskusjach), to debata trwa dalej.</p>
<p><span id="more-1331"></span></p>
<p>Polskiemu obserwatorowi dosyć szybko ukazują się różnice w podejściach do celibatu. Tak jak w Polsce celibat wydaje się mniej więcej sprawą niedyskutowaną i dla prawie wszystkich oczywistą, tzn., dobrze uargumentowaną i ugruntowaną, tak w Niemczech, kwestia ta wydaje się być widziana i odczuwana dokładnie odwrotnie. O celibacie dyskutują wszyscy, nawet biskupi pozwalają sobie na niestandardowe wypowiedzi. Wszelkie argumenty przedstawiane za celibatem wydają się kruche, nieprzekonujące, a nawet ocierające się o ideologię i niebezpieczną wersję spirytualizacji. Jedynym argumentem za celibatem pozostaje stwierdzenie, że sprawa dotyczy całego Kościoła, a więc my, w Kościele partykularnym, nic nie możemy zrobić.</p>
<p>Warto popatrzeć jak może wpływać na moc przekonującą argumentów różnica kontekstów i sytuacji Kościoła, a także poziom teologicznej debaty i zakres przestrzeni dla wewnątrzkościelnej dyskusji (ciągle się dąży do poszerzenia tego zakresu, np. zaapelował o to ostatnio przewodniczący Centralnej Rady Niemieckich Katolików, Alois Glück). W Polsce tym kontekstem jest przede wszystkim ciągle duża liczba księży, możliwość łatwego kontaktu z kapłanem, wielość możliwości uczestniczenia w mszy św., łatwość przyjmowania sakramentów, znaczna jednolitość religijna i narodowa.</p>
<p>W Niemczech i innych krajach niemieckojęzycznych z kolei mocno odczuwany jest brak kapłanów i powołań. Z tym wiąże się nieraz brak możliwości uczestniczenia w niedzielnej mszy świętej. Wspólnoty parafialne są w większości złożone z ludzi starszych, a obsługiwane są przez starzejących się kapłanów. Większość zaś księży żyje bardzo często w pojedynkę mając pod opieką wiele wspólnot (Pfarrverbände), co tak naprawdę odsuwa ich od ludzi, uniemożliwia głębsze więzi i przeciąża pracą (parę dni temu pisał o tym ks. Paul M. Zulehner w <em>Süddeusche Zeitung</em>). Innym elementem kontekstu jest też odmienny sposób funkcjonowania Kościoła. W Niemczech księża otrzymują pensje za swoją pracę; o pracy kapłańskiej mówi się „Priesterberuf”, zawód księdza, (choć termin „Beruf” znaczy też „powołanie”) i jako zawód, jak każdy inny, jest postrzegana. W zakres tej pracy wchodzi, często w ogromnej mierze (niektórzy mówią, że aż do 70 procent czasu), administracja, praca biurowa i spotkania wielu różnych gremiów. Księża odczuwają, że tak naprawdę muszą być managerami.</p>
<p>Patrząc na kontekst teologiczny, trzeba powiedzieć, że teologia w Niemczech jest o wiele bardziej spluralizowana niż w Polsce: różne sposoby uprawiania, ujęcia i punkty widzenia są mocno wyartykułowane. Jest duża świadomość tego, że wszystkie konstrukcje dogmatyczne mają swoją historię i będą miały swoją dalszą historię (a więc świadomość historycznej natury teologii). W rezultacie wielowiekowej oraz ekumenicznej interakcji ze wspólnotami po-reformacyjnymi jest także głęboka świadomość biblijnych podstaw życia Kościoła oraz niejednoznaczności wielu biblijnych wypowiedzi, a w związku z tym potrzeby interpretacji – tych z kolei jest wiele. Ogromną rolę gra troska o teologię odpowiadającą na wyzwania czasu i wrażliwą na zmiany kulturowe oraz na potrzeby ludzi. Teologia nie jest widziana bowiem jako ponadczasowy monolit ale jako narzędzie interpretacji rzeczywistości w duchu chrześcijańskim. Myślenie teologiczne jest też bardziej oparte na kulturze debaty niż ogłaszania niepodważalnych stwierdzeń.</p>
<p>W końcu, w krajach niemieckojęzycznych dyskusję nad celibatem i rolą kapłanów określa bardzo mocne akcentowanie roli świeckich w życiu Kościoła (liturgia i administracja), a kontekst niewielkich wspólnot sprawia, że duży nacisk jest położony na pielęgnowanie poczucia wspólnotowości, partnerstwo i braterstwo. Prawie całkowite zaniechanie praktyki nabożeństw w parafiach (czasami różaniec), sprawia, że jedyną formą wspólnej modlitwy staje się Eucharystia (oczywiście, wielki akcent na Eucharystię postawił Sobór Watykański II). Przy braku księży – a twierdzi się, że brak ich w dużej mierze z powodu obowiązkowego celibatu – brak Eucharystii, prowokuje nieuniknione pytanie, co jest ważniejsze: celibat księdza czy wspólnotowa Eucharystia? Odpowiedź wydaje się nie być taka prosta.</p>
<p>Różnic jest o wiele więcej. Tutaj chodzi tylko o zwrócenie uwagi na wpływ kontekstu na rozumienie pewnych kwestii, a przede wszystkim na moc przekonywania argumentów. Argumenty, czy też ich sformułowania, w jednym kontekście dobre, w innym są nie do obrony. W Polsce wielu mogą przekonać argumenty typu: „celibat kapłański jest realizacją ideału całkowitego wydania się Chrystusowi”, „celibat daje większą dyspozycyjność”, „celibat posiada szczególną zdolność bycia znakiem Królestwa Bożego”. W Niemieckim kontekście całkiem przekonująco są one podważane (oczywiście podważane wyłącznie w odniesieniu do powszechnego obowiązku celibatu księży diecezjalnych. Ślub czystości składany przez osoby zakonne ma bowiem inny charakter).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/19/celibat-w-kontekstach/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kto ma bronić Krzyża?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/05/kto-ma-bronic-krzyza</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/05/kto-ma-bronic-krzyza#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Aug 2010 10:23:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Poznański SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1322</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnie dyskusje wokół krzyża wydają się sugerować, że potrzebna jest poważna refleksja nad krzyżem, nad jego znaczeniem w życiu chrześcijan, a przede wszystkim zwykła katecheza z akcentem na katechezę dorosłych (jest to nagląca sprawa Kościoła w Polsce). Być może brak albo niedostateczna świadomość religijnego znaczenia krzyża i treści, które on ze sobą niesie, jest przyczyną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnie dyskusje wokół krzyża wydają się sugerować, że potrzebna jest poważna refleksja nad krzyżem, nad jego znaczeniem w życiu chrześcijan, a przede wszystkim zwykła katecheza z akcentem na katechezę dorosłych (jest to nagląca sprawa Kościoła w Polsce). Być może brak albo niedostateczna świadomość religijnego znaczenia krzyża i treści, które on ze sobą niesie, jest przyczyną tego, że niektórzy sami sobie to znaczenie konstruują i pustą przestrzeń wypełniają własną treścią. Świadczyłoby to o pewnych zaniedbaniach w religijnym wychowaniu. (Interesujące byłoby też studium nad historycznymi nadużyciami krzyża przez chrześcijan).</p>
<p><span id="more-1322"></span></p>
<p>Oczywiście, krzyż jest znakiem sprzeciwu i sprzeciw ten wywołuje. Ale warto się zapytać, dlaczego niektórzy nie chcą obecności krzyża w miejscach publicznych? Czy aby na pewno jest to wyraz ich niechęci do Boga, Transcendencji, religii. Pewnie w jakiejś mierze też, ale może raczej jest to wyraz niechęci do ogromnego ideologicznego wykorzystywania krzyża. Sytuacja która wydarzyła się pod Pałacem Prezydenckim może tylko utwierdzać w przekonaniu, że krzyż (a w rzeczywistości to, co niektórzy ludzie z nim kojarzą) jest znakiem wywołującym mocne emocje, agresję, przemoc, zaślepienie na wszelkie argumenty i lepiej żeby się nie pojawiał w pewnym miejscach. I to właśnie w imię pokoju i porządku publicznego.</p>
<p>Kto ma prawo określać, co oznacza krzyż? Kto ma prawo przywłaszczać sobie krzyż jako znak rozpoznawczy własnych poglądów? Krzyż jest zbyt cenny i zbyt naładowany znaczeniowo, aby oddać go we władanie dziwnym grupom. Wtedy stanie się on narzędziem manipulacji ludźmi i ideami. Oczywiście, pewni ludzie potrzebują mitologii (narodowej, religijnej, grupowej), aby móc funkcjonować w złożonym świecie i łatwo, bez większego wysiłku odnaleźć orientację. Ideologie potrzebują swoich mitycznych światów. I państwo powinno stworzyć ku temu przestrzeń, bo i te osoby są obywatelami i mają prawo do wyrażania swoich poglądów. Jednakże Kościół, wspólnota wierzących w Chrystusa, w sposób zdecydowany nie może pozwolić, by składnikami ideologii stawały się symbole i znaki religijne. W przeciwnym razie Kościół sam sobie przygotowuje następną falę antychrześcijańskich ataków.</p>
<p>W tym kontekście bardzo ważne są głosy takie, jak abp Kazimierza Nycza w homilii w czasie Mszy św. rozpoczynającej XXX. jubileuszową Warszawską Akademicką Pielgrzymkę Metropolitalną na Jasną Górę. Oby było ich więcej, i to nie tylko ze strony hierarchów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/05/kto-ma-bronic-krzyza/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Molestowania przez księży nie zamiatać pod dywan</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/21/molestowania-przez-ksiezy-nie-zamiatac-pod-dywan</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/21/molestowania-przez-ksiezy-nie-zamiatac-pod-dywan#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 15:51:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1315</guid>
		<description><![CDATA[Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. Chciałbym, by w Polsce skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan.
I nie dziwię się krytykom Kościoła, którzy obwiniają całą jego instytucję
 
***
„Opiekun ministrantów uchodził za fajnego. Organizował dla chłopaków mecze i wycieczki. Wiedział, że wielu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. Chciałbym, by w Polsce skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan.</p>
<p>I nie dziwię się krytykom Kościoła, którzy obwiniają całą jego instytucję</p>
<p><strong> </strong><span id="more-1315"></span></p>
<p>***</p>
<p>„Opiekun ministrantów uchodził za fajnego. Organizował dla chłopaków mecze i wycieczki. Wiedział, że wielu przyszło do ministrantury, bo przymusili ich rodzice; chciał im to wynagrodzić. Paweł Śliwa, dziś 23-letni student politologii, kończył wtedy podstawówkę. &#8211; W końcu doszło do tego, że ksiądz ciut za bardzo się w tych relacjach rozluźnił &#8211; wspomina.</p>
<p>Poszli do niego z dwoma kolegami na plebanię. Ksiądz spytał, czy nie podrzuciliby mu paru filmów pornograficznych, bo on niestety nie ma. Chłopaków to bawiło. &#8211; Nagle się okazało, że ksiądz też jest facetem &#8211; uśmiecha się Paweł. Filmów porno nie mieli, ale zaproponowali księdzu kreskówkę z Beavisem i Buttheadem. Oburzył się, powiedział, że to atak na Kościół.</p>
<p>Innym razem zwrócił uwagę na jednego z kolegów Pawła: Widzę, Marcinku, że ci już włoski na łydkach rosną. Wzięli nogi za pas. Media nagłaśniały akurat skandale pedofilskie w USA, więc wiedzieli, co się może święcić. Paweł przestał chodzić do kościoła parafialnego.</p>
<p>Po jakimś czasie zadzwonił telefon. Była godzina 22. &#8211; Odebrał brat, powiedział: Ksiądz do ciebie. &#8211; Było mu żal, że się wypisałem z ministrantów &#8211; mówi Paweł. Czuł się winny. Po paru minutach rozmowy się wyluzował i spytał: A bawiłeś się już dzisiaj ze sobą?</p>
<p>Rzucił słuchawką. Ale został w Kościele”.</p>
<p>Znam dalszy ciąg tej opisanej przez „Tygodnik Powszechny” historii (Maciej Müller, „Święty Kościół grzesznych ludzi”, TP, 2007.11.07). Oraz &#8211; inne jej wątki. Z Pawłem chodziliśmy razem do podstawówki. Przechodziłem akurat trudny okres. Miałem 15 lat. Umarł mój ojciec. Któregoś razu, gdy z chłopakami siedzimy na ławeczce, widzimy, że przez osiedlowy park idzie w naszym kierunku ksiądz; ten sam. Przysiadł się. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Zakolegowaliśmy się.</p>
<p>Z jednym kolegą zaczęliśmy odwiedzać księdza na plebani. Jeździliśmy &#8211; tym razem ksiądz i ja &#8211; do wypożyczalni wideo. Było wesoło, dawał potrzymać kierownicę. Był u mnie w domu, ale nie spodobał się mamie. Jednak pomagał nam. Po śmierci taty zorganizował kameralną mszę w kaplicy.</p>
<p>W pewnym momencie poczułem, że coś jest nie tak. Dziwna przyjacielskość, przymilanie się, częste nawiązywanie kontaktu fizycznego &#8211; niby serdeczne uściski dłoni, chwytanie za ramiona; niby zwykłe, ale niezwykłe. Powiedziałem mu: czasami zachowuje się ksiądz jak pedał.</p>
<p>Postawiłem sprawę jasno, więc pewnie dlatego nie odbierałem takich telefonów jak Paweł. Nasz kontakt z księdzem się rozluźniał. Potem dowiedziałem się, że księdza przeniesiono do innej parafii. A potem dowiedziałem się, dlaczego.</p>
<p>Piszę o tym po wielu doniesieniach z Watykanu o tym, jak papież stara się zaradzić problemowi pedofilii w Kościele. Kibicuję mu. U nas księża mają ogromny autorytet. Uczą w szkołach, a większość społeczeństwa określa się jako katolicy, ceni tradycję itd. Przy braku kontroli, gdy ksiądz o nieuporządkowanym życiu emocjonalnym albo chory pedofil znajdzie odpowiednie dziecko, może wyrządzić straszną krzywdę. I raczej nic się o tym głośno nie mówi.</p>
<p>Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. 11 czerwca mówił: &#8211; Tak się stało, że właśnie w tym roku radości z sakramentu kapłaństwa, wyszły na światło dzienne grzechy kapłanów &#8211; przede wszystkim nadużycia wobec najmłodszych, w których kapłaństwo jako troska Boga o człowieka obrócona została w swoje przeciwieństwo. My także prosimy nieustannie o przebaczenie Boga i dotknięte osoby, zamierzając obiecać, że chcemy uczynić wszystko co można, żeby nadużycie to już nigdy nie wydarzyło się; obiecać, że w przyjmowaniu do posługi kapłańskiej i w kształceniu podczas przygotowania do niej zrobimy wszystko, by ocenić autentyczność powołania.</p>
<p>Chciałbym, by skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan. Jak z czystym sumieniem przełożony może przenosić księdza, który molestuje seksualnie dzieci, z jednej parafii do innej? Przecież wtedy staje się współodpowiedzialny &#8211; tuszuje jedne incydenty i zdaje sobie sprawę, że gdzie indziej dojdzie do kolejnych.</p>
<p>I jak nie obwiniać wówczas całego Kościoła?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/21/molestowania-przez-ksiezy-nie-zamiatac-pod-dywan/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Agora. Zachwyt i przerażenie</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/26/agora-zachwyt-i-przerazenie</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/26/agora-zachwyt-i-przerazenie#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 23:36:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Poznański SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1252</guid>
		<description><![CDATA[
Film “Agora” Alejandro Amenábara musi budzić konsternację i niepokój. Napięcie pomiędzy wysublimowanymi wyżynami ducha i myśli, pasją szukania odwiecznych prawd a okropnością i brutalnością przemocy wzrasta coraz bardziej do samego końca projekcji i staje się nieznośne. Film fascynuje i przeraża zarazem.
Akcja dzieła jest usytuowana w starożytnej, kosmopolitycznej metropolii, tyglu kulturowym i religijnym, jakim przez długie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/26/agora-zachwyt-i-przerazenie#more-1252"><img class="alignnone" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2010/03/agorafilm.jpg" alt="" width="340" height="461" /></a></p>
<p>Film “Agora” Alejandro Amenábara musi budzić konsternację i niepokój. Napięcie pomiędzy wysublimowanymi wyżynami ducha i myśli, pasją szukania odwiecznych prawd a okropnością i brutalnością przemocy wzrasta coraz bardziej do samego końca projekcji i staje się nieznośne. Film fascynuje i przeraża zarazem.</p>
<p>Akcja dzieła jest usytuowana w starożytnej, kosmopolitycznej metropolii, tyglu kulturowym i religijnym, jakim przez długie wieki była Aleksandria. Czwarty wiek to czas fundamentalnego zwrotu w dziejach chrześcijaństwa: po trzech wiekach okrutnych prześladowań zaczyna się szybki jego rozwój. W roku 313 zostało ono uznane przez cesarza Konstantyna jako pełnoprawna religia (porozumienie z Mediolanu). W 380 cesarz Teodozjusz I wydaje słynny dekret ”Cunctos Populos”, który zapoczątkował proces identyfikacji cesarstwa i chrześcijaństwa. W tym też czasie nasilają się restrykcje wobec pogan i Żydów, np. w roku 392 zabroniono pogańskich kultów.</p>
<p><span id="more-1252"></span></p>
<p>Akcja filmu rozpoczyna się dokładnie w 391 roku wydarzeniem zburzenie Serapeionu, oddziału słynnej Biblioteki Aleksandryjskiej znajdującego się przy świątyni Serapisa. Wykonując rozkaz cesarski przemieniono wtedy świątynie Serapisa i inne świątynie pogańskie na kościoły chrześcijańskie. (Ostateczny kres istnieniu Serapeionu położył najprawdopodobniej kalif Omar, który w 642 r., po zdobyciu Aleksandrii, polecił swoim wojskom spalić wszystkie książki niewiernych). W filmie pojawia się trochę sztuczny przeskok do lat 412-415. Jest to czas, kiedy późniejszy Ojciec Kościoła, Cyryl z Aleksandrii (+444) w roku 412 zostaje biskupem Aleksandrii po swoim wuju Teofilu. Żył w czasach bardzo burzliwych sporów o poprawną naukę o Chrystusie (między innymi był on zrzucony z urzędu, uwięziony, następnie znowu przywrócony). Na pierwsze lata jego biskupstwa, dokładnie rok 415, przypada morderstwo Hypatii dokonane przez fanatycznych chrześcijan. Nie da się stwierdzić bezpośredniej winy Cyryla w tym zabójstwie.</p>
<p>Film może rzeczywiście prowadzić do konsternacji. Jest to odczucie, które powstaje, zarówno po oglądnięciu filmu, jak i wtedy, gdy słucha się wywiadów z reżyserem oraz czyta recenzje krytyków i konfrontuje z tym, co pojawiło się na ekranie.</p>
<p>Recenzje skupiają się głównie na twierdzeniu, że istotnym celem filmu jest ukazanie gwałtownego rozwoju chrześcijaństwa i upadku pogan i Żydów w Aleksandrii. Często też dyskutuje się antychrześcijańską wymowę filmu z powodu ukazania scen chrześcijańskiej przemocy. Jednakże sam reżyser w swoich wypowiedziach dotyczących filmu rzadko zwracał uwagę na te wątki. W jednym z nich opowiada on o inspiracji dla powstania tego filmu. Była nią fascynacja niebem, Drogą Mleczną, możliwością życia w kosmosie. Zaczął więc  szukać sposobu pokazania historii tych, którzy zajmowali się astronomię i badali kosmos. Chciał pokazać, jak można byłoby dojść do odkrycia ruchu okrężnego Ziemi wokół Słońca bez używania równań matematycznych. Dla Amenábar astronomia to najważniejszy wątek filmu. I jak mówi, chce ten wątek kontynuować w przyszłości.</p>
<p>Amenábar chciał tym filmem oddać cześć wszystkim tym, którzy badali niebo i odkrywali jego tajemnice. W Hypatii z Aleksandrii znalazł człowieka zafascynowanego wiedzą i gwiazdami. O Hypatii, filozofce i matematyczce wiadomo bardzo niewiele (zob. Maria Dzielska, ”Hypatia z Aleksandrii”, Kraków 2006). Brak historycznych źródeł sprawił, że łatwo stała się wielką legendą, często bardzo ideologicznie interpretowaną (w Oświeceniu czy też przez współczesne ruchy feministyczne).</p>
<p>Pierwsza scena w filmie uderza od razu swoją niezwykłością. Hypatia prowadzi lekcję astronomii, której udziela młodym mężczyznom: poganom, Żydom i chrześcijanom. Wszyscy razem w zgodnej wspólnocie dociekają tajemnic nieba. Hypatia jest jedyną kobietą w filmie, która cokolwiek mówi. Wraz z rozwojem akcji filmu staje się ona symbolem mądrości, filozofii, nauki, kontemplacji nieba, poszukiwania prawdy o istocie rzeczy, o sprawach boskich (niektórzy doszukują się w niej uosobienia gnozy). Nie jest ona jednak religijna w jakimś zwyczajnym sensie. Nie opowiada się ani za bogami pogańskimi ani a Bogiem chrześcijan. Jest uosobieniem Rozumu i Mądrości. Całe swoje życie poświęciła poszukiwaniu prawdy, rezygnując z kochanków, małżeństwa i  rodziny. Film ukazuje jej pasję poznawania tajemnic świata i świeżość zachwytu nad odnajdywanymi prawidłowościami. Tylko dzięki niej sprawy stają się jasne i przejrzyste. Bez niej wszyscy pozostali bohaterowie – w filmie są to tylko mężczyźni – tracą rozsądek, gubią się, nie potrafią sobie poradzić w życiu. Jest więc postacią, która zachwyca i urzeka: taką wykreował ją reżyser. Nie można, w każdym razie zarzucać mu (jak to czynią niektórzy krytycy), że nie przedstawia dokładnie historycznej postaci Hypatii. Jest ona legendą żyjącą własnym życiem, artysta natomiast ma prawo do wolnych skojarzeń oraz luźnej inspiracji, tym bardziej, że chodzi mu o symbol wysiłku ludzkiego ducha, starającego się zrozumieć, jak działa wszechświat.</p>
<p>Sposób postępowania reżysera z postacią Hypatii kłóci się jednak w pewnym stopniu z innymi jego deklaracjami. Mianowicie, bardzo istotne dla Amenábara było pragnienie wierności starożytnej architekturze, sztuce, klimatowi tamtych czasów. Reżyser bardzo chciał odtworzyć Aleksandrię z tamtej epoki, chciał by była realna, rzeczywista, by uczynić widzów świadkami wydarzeń, dać im odczucie bycia w tamtym miejscu i czasie. Wielu recenzentów urzekała realistyczna rekonstrukcja historii i poszczególnych zdarzeń oraz miejsca tych zdarzeń. Jednakże umieszczenie w realistycznej scenerii  legendarnej postaci, przetwarzanej przy tym w symbol, kształtuje w rezultacie pewien przekaz, który jest swoistą interpretacją historii. Dodajmy, arbitralną interpretacją.</p>
<p>Dla chrześcijańskiego widza film „Agora” może być doświadczeniem budzącym przerażenie i sprzeciw – zwłaszcza dzisiaj, gdy codziennie media donoszą o torturowanych czy zabijanych chrześcijanach. Można mieć wrażenie, że film jest adaptacją głównych wątków z książek nowych ateistów: Richarda Dawkinsa, Christophera Hitchensa, Sama Harrisa czy też Michela Onfray. Właściwie co krok reżyser piętrzy przykłady demonicznego działania religii. „Agorę” można odbierać jako skondensowaną dwutysiącletnią historię chrześcijańskiej przemocy odmalowaną ze stoickim spokojem kronikarza. Jest więc bezmyślne burzenie zdobyczy antycznej kultury, pogromy Żydów, symbolicznie wyprawy krzyżowe, polowania na czarownice, bezwzględne manipulowanie Biblią i religią w celu zdobycia władzy i zniszczenia politycznych przeciwników, w końcu, najbardziej kuriozalne i budzące sprzeciw: symboliczne krematorium – stos na którym palone są ciała Żydów, a na jego tle dwaj chrześcijanie rozmawiają o tym, czy się aby nie pomylili przyjąwszy wiarę chrześcijańską. Szokiem jest, gdy fanatyczny katechista, który niejednokrotnie pobudzał do rozruchów i zamieszek, zostaje przez biskupa Cyryla ogłoszony świętym męczennikiem o imieniu Taumazjusz. Przerażające są też ostatnie słowa filmu: ów Cyryl, w filmie przedstawiony jako czarny charakter, okazuje się być późniejszym Ojcem i Doktorem Kościoła, Cyrylem Aleksandryjskim, jednym z głównych protagonistów pierwszych soborów powszechnych i gorliwym obrońcą ortodoksyjnej chrystologii. To wszystko budzi konsternację i jest zarazem głęboko niesprawiedliwe. Nieodparcie nasuwa się odczucie, że reżyser chce dać wyraz swoim niechęciom względem chrześcijaństwa (Amenábar jest hiszpańskim reżyserem młodej generacji). Choć nie można zaprzeczać temu, że wielu chrześcijan dopuszczało się przemocy, i to nieraz w oparciu o cytaty z Biblii i opacznie rozumianą wolę Bożą, to jednak przemoc w imię religii jest przecież, na tle całokształtu oddziaływania religii, marginalnym elementem chrześcijaństwa oraz każdej inne religii w ogólności (co nie oznacza, że przemoc należy marginalizować).</p>
<p>Wielu recenzentów stara się widzieć film jako ponadczasową opowieść o fundamentalizmie, nie tylko chrześcijańskim. Idą w tym za stwierdzeniami samego reżysera. Amenábar deklaruje, że chciał stworzyć pewną metaforę dla zdarzeń współczesnych, naznaczonych religijnym fundamentalizmem. Dla niego tytułowa „Agora” to „nasza planeta dzisiaj i wczoraj. Agora, to miejsce gdzie wszyscy musimy być razem, to miejsce spotkania, gdzie wszyscy musimy rozmawiać a nie zabijać się.” Reżyser kilkakrotnie stosuje też zabieg spojrzenia z kosmosu, jakby z dystansu (z odwiecznego punktu widzenia „Boga”?).</p>
<p>Ale czy rzeczywiście udało się stworzyć w filmie ponadczasową metaforę? Amenábar ma ambicję zabierania głosu w ważnych sprawach społecznych. Widać to było we wcześniejszych jego filmach. „Agora” to pierwszy film Amenábara, w którym podejmuje tematykę historyczną. Dotychczas jego filmy były osadzone we współczesności. Jak można się przekonać oglądając „W stronę morza” Amenábar potrafi być bardzo subtelny i niejednoznaczny. W „Agorze” jednak rzuca się w oczy czarno biały schemat. Poganie ubrani są na biało, chrześcijanie na czarno, subtelne twarze pogan i przestępcze, budzące niechęć twarze chrześcijan. Po stronie religijnej sami fanatycy, dla których jedynymi argumentami są dosłownie brane słowa Biblii i wola Boga, która objawia się im w każdej chwili. Po stronie pogan ludzie światli, wykształceni, dla których ważniejsze od życia jest ratowanie zdobyczy kultury przed barbarzyńskimi hordami chrześcijan. Parę sytuacji, w których raz poganie, a raz Żydzi atakują chrześcijan jest bardzo schematycznych i prawie niezauważalnych na tle dokonań chrześcijan. W odwecie za atak pogan, chrześcijanie, po odczytaniu podczas liturgii ośmiu błogosławieństw rozpoczynają kampanie przemocy. Takie zabiegi sprawiają, że trudno uwierzyć w chęć rzetelnej analizy sytuacji i zaproponowania pogłębionej refleksji nad mechanizmami historyczno-społecznymi. We współczesnym kontekście zmagań religii i walczącego ateizmu, prześladowań chrześcijan oraz terroryzmu inspirowanego fundamentalizmem islamskim (zakorzenionego często w problemach społeczno-kulturowo-ekonomicznych i manipulowanego politycznie), próby budowania metafor dla współczesności na wybranym przez reżysera temacie muszą okazać się chybione.</p>
<p>Film raczej nie jest antychrześcijański, w tym sensie, że nie nawołuje do przemocy przeciw chrześcijanom. Trzeba przyznać, ze mimo wszystko ukazuje – bardzo schematycznie, skrótowo i w skondensowanej artystycznej formie – to, czego dopuszczali się chrześcijanie na przestrzeni dziejów. Amenábar oszczędza widza, nie epatuje krwią czy terrorem. Hypatia, jak podają opisy jej śmierci, zginęła w makabryczny sposób. W filmie zostaje „tylko” ukamienowana. Bulwersuje jednak jednostronność ujęcia, która jest tym bardziej uderzająca, im bardziej współczesne chrześcijaństwo – w wyniku wieków teologicznej i filozoficznej refleksji – zdobyło pełniejszą świadomość tego, co jest centrum wiary i przesłania ewangelicznego.</p>
<p>Najbardziej niepokojąca jest sugestia Amenábara, że nie jest możliwe pogodzenie rozumu i wiary, rozumu i religii. W filmie widać bardzo ostre przeciwstawienie tych dwóch rzeczywistości. Z jednej strony Hypatia – areligijna postawa szukania prawdy, z drugiej, ludzie religijni, ale przedstawieni wyłącznie jako fanatycy albo ludzie wykorzystujący religię dla własnych celów. Nawet chrześcijański uczeń Hypatii, Synesius, który zostaje biskupem Cyreny, ostatecznie okazuje się być religijnym fanatykiem i gwałcąc sumienie Orestesa, prefekta Aleksandrii, zmusza go do wyparcia się Hypatii w imię Biblii. Takie ukazanie spraw bardzo kłóci się z sytuacją faktyczną. Od samego początku chrześcijaństwo zdecydowanie opowiedziało się po stronie rozumu, Logosu. To przecież w Aleksandrii wychowali się i działali intelektualiści tej miary, co Klemens z Aleksandrii (który pierwszy na wielką skalę zaadaptował myśl pogańską dla chrześcijaństwa), czy też Orygenes, który w swoim czasie (II-III wiek) był największym myślicielem w basenie Morza Śródziemnego.</p>
<p>Wychodząc z kina myślałem z jednej strony, o tym, jak bardzo potrzebne jest chrześcijanom solidne i obiektywne studium historii Kościoła, także historii chrześcijańskiej przemocy, by się coś z tej historii nauczyć i jej nie powtarzać; z drugiej strony, jak bardzo religii potrzebny jest mocny związek z rozumem, by nie popaść w szaleństwo, co jest szczególnie niebezpieczne, gdy religia zwiąże się z polityką. Warto też dbać o to, by wyniki badań, czy to nad historią chrześcijaństwa, czy nad relacjami rozum-wiara, nauka-wiara były kompetentnie upowszechniane i popularyzowane. W ten sposób trzeba zapobiegać utrwalaniu się XIX wiecznych, błędnych schematów, które wprowadzają zamieszanie i uprzedzenia. Są to sprawy ogromnie ważne zwłaszcza teraz, gdy zachęca się chrześcijan do zaangażowania w życiu społeczno-politycznym i aktywnego udziału w dyskursie publicznym.</p>
<p><em>„Agora”, reżyseria Alejandro Amenábar; scenariusz: Alejandro Amenábar i Mateo Gil; zdjęcia: Xavi Giménez; muzyka Dario Marianelli; scenografia: Guy Dyas; produkcja: Hiszpania-Malta; czas trwania: 126 minut. Obsada: Rachel Weisz jako Hypatia; Max Minghella jako Davus; Oscar Isaac jako Orestes. Premiera światowa: 18 grudnia 2009. Premiera w Polsce: 13 lutego 2010.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/26/agora-zachwyt-i-przerazenie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rodzina jest dobra – kontrapel</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/09/rodzina-jest-dobra-%e2%80%93-kontrapel</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/09/rodzina-jest-dobra-%e2%80%93-kontrapel#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 06:27:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Figas</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1241</guid>
		<description><![CDATA[Niedawno dostałem od Kolegi, zagorzałego katolika, link do pewnej akcji pod hasłem „Rodzina jest dobra”:
http://www.opoka.org.pl/rodzinajestdobra/2799.1,Przeczytaj_to_wazne.html
Przeczytałem z zainteresowaniem, zadziwiłem się i zacząłem wnikać w szczegóły. Zrobiłem to, pomimo tego, że apel ukazał się na stronach Opoki, która do tej pory kojarzyła mi się z w miarę rzetelnym traktowaniem spraw Kościoła.
Treść apelu: Pracownik socjalny ma prawo odbierania [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niedawno dostałem od Kolegi, zagorzałego katolika, link do pewnej akcji pod hasłem „Rodzina jest dobra”:</p>
<p><a href="http://www.opoka.org.pl/rodzinajestdobra/2799.1,Przeczytaj_to_wazne.html" target="_blank">http://www.opoka.org.pl/rodzinajestdobra/2799.1,Przeczytaj_to_wazne.html</a></p>
<p>Przeczytałem z zainteresowaniem, zadziwiłem się i zacząłem wnikać w szczegóły. Zrobiłem to, pomimo tego, że apel ukazał się na stronach Opoki, która do tej pory kojarzyła mi się z w miarę rzetelnym traktowaniem spraw Kościoła.</p>
<blockquote><p><em>Treść apelu:</em> Pracownik socjalny ma prawo odbierania dzieci z domu, bez wyroku sądu.</p></blockquote>
<p><em>Moje odkrycie</em>, fragment nowelizacji:</p>
<p>„Art. 12a. 1. W razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka, w szczególności kiedy opiekun dziecka znajduje się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, pracownik socjalny wykonujący obowiązki służbowe ma prawo odebrać dziecko z rodziny i umieścić je w rodzinie zastępczej lub w całodobowej placówce opiekuńczo-wychowawczej.<br />
2. Tryb umieszczania dzieci w rodzinie zastępczej lub w całodobowej placówce opiekuńczo-wychowawczej regulują przepisy ustawy z dnia 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej.<br />
3. Czynności, o których mowa w ust. 1, pracownik socjalny wykonuje przy udziale lekarza lub ratownika medycznego, lub pielęgniarki, lub Policji.<br />
4. Pracownik socjalny ma obowiązek niezwłocznego powiadomienia sądu opiekuńczego, nie później jednak niż w ciągu 24 godzin, o odebraniu dziecka z rodziny i umieszczeniu go w rodzinie zastępczej lub w całodobowej placówce opiekuńczo-wychowawczej.”</p>
<p>Wynika z tego, że rzeczywiście pracownik socjalny będzie miał takie uprawnienie. Autor jednakże zapomniał dodać, że jest to przepis z założenia na sytuacje  bardzo wyjątkowe i w żadnym wypadku nie wyklucza on z obiegu sądu.</p>
<p><span id="more-1241"></span></p>
<blockquote><p><em>Treść apelu:</em> W każdej gminie powstaną zespoły monitorujące nie tylko rodziny, w których występuje przemoc, lecz także przemocą zagrożone. Do ich uprawnień należeć będzie m.in.: zbieranie i przetwarzanie wrażliwych danych (takich jak np. przebyte choroby) o sprawcach przemocy i ich rodzinach, także bez ich zgody (!)</p></blockquote>
<p><em>Moje odkrycie:</em> Nie udało mi się znaleźć miejsca, gdzie mowa jest o zbieraniu danych na przykład o przebytych chorobach. Nie znalazłem tego ani w nowelizacji, ani na wzorze Niebieskiej Karty, o której mowa dalej. Nie wiem o czym autor apelu mówi. Abstrahując zupełnie od tego, że trudno mi sobie wyobrazić, że sprawca przemocy musi wyrazić zgodę na przetwarzanie jego danych. Zupełnie jakby złodziej samochodów musiał wyrazić zgodę na zbieranie danych na jego temat na komendzie policji…</p>
<blockquote><p><em>Treść apelu:</em> Rozszerza się definicję przemocy na takie zachowania jak m.in.: jednorazowe albo powtarzające się działanie lub zaniechanie naruszające wolność, w tym seksualną, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą. Niedawno wydany poradnik pracownika socjalnego tak definiuje przemoc, że rodzic podejmujący normalne działania wychowawcze może być o nią posądzony. W konsekwencji tej definicji zabranie dziecka spowodować mogą m.in: dawanie klapsów, &#8220;zawstydzanie&#8221;, &#8220;krytykowanie&#8221; np. &#8220;krytykowanie zachowań seksualnych&#8221;.</p></blockquote>
<p><em>Moje odkrycie:</em> Zwyczajne kłamstwo. To przeciwko czemu protestują autorzy, to <strong>nowelizacja</strong> istniejącej ustawy z 2005 roku. Definicja przemocy znajduje się w art. 2 powyższej ustawy. Nowelizacja rozpoczyna zmiany od art. 3, co oznacza, że <strong>nie zmienia definicji przemocy</strong>. Powyższa definicja obowiązuje od 2005 roku! Niestety, gdyby przyznać to wprost, okazałoby się, że apel traci na dramatyzmie, ponieważ na kanwie tezy o rozszerzeniu definicji autor buduje dramatyczną i całkowicie czarną wizję karania wszystkich za wszystko. Gdyby wziąć pod uwagę, że definicja ta obowiązuje od 5 lat, a nie mieliśmy do tej pory lawiny nadużyć spowodowanych takim, a nie innym sformułowaniem, niestety cały dramatyzm bierze w łeb.</p>
<blockquote><p>Treść apelu: Buduje się gigantyczną strukturę urzędniczą: od Krajowego Koordynatora do spraw Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, w randze ministra, przez wojewódzkich koordynatorów, po tzw. zespoły interdyscyplinarne w każdej gminie. W sytuacji gdy nie ma ani ministra ds. rodziny, ani nawet programu polityki rodzinnej.</p></blockquote>
<p><em>Moje odkrycie:</em> Zastanawiający zabieg retoryczny autora. Krytykuje rozbudowę aparatu administracyjnego, argumentując krytykę niedostatecznie rozbudowanym aparatem administracyjnym… Abstrahując, to prawda, że nie ma ministra ds. rodziny, ale jednocześnie to prawda, że mamy Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy. Poza tym Państwo pozwolą na dwa cytaty z Konstytucji RP:</p>
<p>„Art. 38 Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.”<br />
„Art. 40 Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych.”</p>
<blockquote><p>Treść apelu: Ustawodawca przewiduje, że problem przemocy dotyczy 50% rodzin w Polsce. Oznacza to, że połowa społeczeństwa ma zostać objęta systemem inwigilacji, poza kontrolą wymiaru sprawiedliwości.</p></blockquote>
<p>Moje odkrycie, za uzasadnieniem:</p>
<p>„Znaczny odsetek, bo prawie dwie trzecie (64%) Polaków zna w swoim otoczeniu, sąsiedztwie takie rodziny, o których słyszeli lub wiedzą, że dochodzi w nich do różnych form przemocy.”</p>
<p>„Kiedykolwiek jakiejkolwiek formy przemocy od członka rodziny doświadczył więcej niż co trzeci Polak (36%).”</p>
<p>Czytanie ze zrozumieniem się kłania…</p>
<blockquote><p>Treść apelu: Przepisy ustawy są niezgodne z Konstytucją RP, która mówi Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. (art. 47) ograniczenie lub pozbawienie praw rodzicielskich może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu (art. 48 ust. 2) Przepisy są niezgodne z prawem międzynarodowym. Konwencja o prawach dziecka ONZ, mówi w art. 9:<br />
1. Państwa-Strony zapewnią, aby dziecko nie zostało oddzielone od swoich rodziców wbrew ich woli, z wyłączeniem przypadków, gdy kompetentne władze, podlegające nadzorowi sądowemu zdecydują, że takie oddzielenie jest konieczne.</p></blockquote>
<p>Mój komentarz:</p>
<p>Ponownie za Konstytucją RP:<br />
„Art. 40 Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych.”<br />
Ponadto jak przytoczyłem powyżej przepis odebranie dzieci przez pracownika socjalnego ma charakter prewencyjny i wymaga powiadomienia o takim fakcie sądu w czasie 24h od wystąpienia zdarzenia.</p>
<p>Mój ogólny komentarz do całej sprawy.</p>
<p>Życie nienarodzone jest święte. Życie narodzone już nie. Rodzic dał dziecku życie i ma prawo mu je odebrać… Wiele środowisk katolickich poparło ten protest: „Opoka”, o której już wspomniałem, a nawet jeden z najważniejszych organów KK w Polsce – Episkopat: <a href="http://www.episkopat.pl/?a=kalendarium_show&amp;typ=INFORMACJE&amp;id=12320" target="_blank">http://www.episkopat.pl/?a=kalendarium_show&amp;typ=INFORMACJE&amp;id=12320</a></p>
<p>Na stronach Związku Dużych Rodzin (<a href="http://www.3plus.pl/artykuly/szczegoly/sid/1/id/3/aid/183" target="_blank">http://www.3plus.pl/artykuly/szczegoly/sid/1/id/3/aid/183</a>) czytamy, iż:</p>
<p>„Projektodawcy ustawy chcą wprowadzić do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego zakaz stosowania „<em>kar cielesnych, zadawania cierpień psychicznych i innych form poniżania dziecka</em>”. Każdy rodzic świadomie wychowujący dziecko wie, że nie da się dziecka wychować bez cierpienia.”</p>
<p>Abstrahując od tego, że autorzy pomylili akty prawne, zupełnie nie kryguje się ów Związek publikować takich twierdzeń, w momencie kiedy Konstytucja naszego kraju zakazuje stosowania kar cielesnych, a pod tym wszystkim podpisują się księża, biskupi i wierni katolicy. To jest właśnie ten dominujący ostatnio katolicyzm, z którym ja nie chcę mieć nic wspólnego.</p>
<p>Bardzo przykro zrobiło mi się również w związku z tym, iż Opoka, która wzbudzała pewne moje zaufanie dokonuje publikacji do tego stopnia niesprawdzonych materiałów. Zaufanie to zostało właśnie poważnie nadszarpnięte.</p>
<p>Odwoływanie się do Kodeksu Karnego, co czyni Związek argumentując, że zawiera on dostatecznie dużo regulacji w tym zakresie jest czystym nieporozumieniem. Kodeks Karny jak sama nazwa wskazuje jest „karny”, czyli mówi o tym, jak karamy przestępców. Ustawa, o której mowa ma charakter prewencyjny, czyli zapobiegający tym przestępstwom. To jest tak samo mądry argument jakby powiedzieć, że wydział prewencji policji jest niepotrzebny, bo mamy przecież wydział zabójstw… Ilu z Państwa się z tym zgadza? Lepiej zapobiec śmierci dziecka, czy też ukarać sprawcę tej śmierci?</p>
<p>W całej sprawie chodzi jeszcze o jedno. O definicję rodziny. Wielu katolików alergicznie reaguje na próbę określenia jako rodziny czegoś innego niż związku małżeńskiego kobiety i mężczyzny z ich dziećmi. Na stronach Związku czytamy:</p>
<blockquote><p>„Ustawa nazywa „rodziną” każdego zgrupowania „osób najbliższych” w rozumieniu art. 115 § 11 kodeksu karnego i innych osób wspólnie zamieszkujących lub gospodarujących. Takie definiowanie rodziny jest rażącym błędem. Rodzina jest instytucją korzystającą z ochrony konstytucyjnej i używanie terminu „rodzina” w całym systemie prawnym winno być zgodne z jego znaczeniem konstytucyjnym. Związek Dużych Rodzin zwraca się do Ustawodawcy o usunięcie tego błędu.”</p></blockquote>
<p>Konstytucja RP nie definiuje w żaden sposób rodziny. Istnieje art. 18 w konstytucji o treści:</p>
<blockquote><p>„Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.”</p></blockquote>
<p>Czyli nie ma w tym zapisie definicji rodziny. Podobnie nie ma również takiej definicji w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym. Zatem Ustawodawca nie popełnił tu błędu. Przeciwnie, można powiedzieć, że jak najbardziej słuszne jest wprowadzenie określenia do Ustawy, co rozumiane jest pod pojęciem rodziny, jako, że w prawodawstwie pojęcie to nie jest zdefiniowane. A sama definicja jest bardzo celna, bo w zagadnieniu przemocy poruszanym przez Ustawę chodzi o przemoc pomiędzy osobami wspólnie zamieszkującymi – w stosunku do współmałżonka, konkubenta, partnera, dzieci, babci, dziadka, matki, ojca itd. Nikt nie jest bezpieczny przed przemocą: ani konkubenci, ani katolickie małżeństwo. Być może istnieje statystyczna korelacja pomiędzy charakterem związku, a częstotliwością przemocy, ale nie zachodzi żadne wykluczenie, ani gwarancja. Zatem definicja jest potrzebna i jest trafna w aktualnym kształcie.</p>
<p>Każde prawo jest swego rodzaju ograniczeniem wolności. Moją wolność ograniczają na przykład konieczność płacenia podatków i zakaz stosowania kary śmierci. Troszczycie się o życie morderców opowiadając się przeciwko karze śmierci, jednocześnie oponując w sprawie zwiększonego monitoringu bezpieczeństwa najbardziej bezbronnych członków naszego społeczeństwa… Zastanawiające…</p>
<p>Drodzy Katolicy popierający ten apel, weźcie pod uwagę, że nawet uwzględniając konstytucyjne zakazy, ustawa nie zmierza do tego, żeby karać Was za klapsa czy krytykę onanizmu czy homoseksualizmu, jakkolwiek obie rzeczy uważam za żenujące, to powiedzmy sobie szczerze, że głównie o to Wam chodzi. Ustawa zmierza do tego, żeby dziecko zaniedbane (głodne i brudne) na skutek piątkowej, wieczornej libacji za przeproszeniem „rodziców”, być może również upite lub pobite nie musiało czekać do poniedziałku na wyrok sędziego w nadziei, że dożyje. Tak, optymizmem jest wiara w to, że sędzia wyda taki wyrok w poniedziałek rano… Ustawa zmierza do tego, żeby zwiększyć szanse na to, że nie znajdziemy za kilka miesięcy kilku noworodków martwych, w beczkach po kapuście… Cały problem z ludźmi takimi jak Wy, polega na tym, że widzicie wyłącznie koniec własnego nosa i chcecie, aby prawodawstwo świeckiego kraju, Rzeczypospolitej Polskiej, było dostosowane do wyznawanych przez Was zasad i ograniczeń, podczas gdy wartości tych nie podzielają współobywatele, którzy nie są członkami Waszych wspólnot religijnych.</p>
<p>Jak dla mnie, każdy dzień Waszej działalności, której skutkiem jest powstrzymywanie wejścia w życie tej ustawy, z powodu tak niskich pobudek jak potrzeba klapsa, krytyki homoseksualizmu czy życie w poczuciu obronienia katolickiej definicji rodziny, obciąża Wasze sumienia życiem i cierpieniem każdego dziecka, które nie miało szczęścia przeżyć, albo straciło zdrowie.</p>
<p>Na zakończenie zachęcam Państwa do udziału w proteście przeciwko użytkowaniu monotlenku diwodoru (DHMO), w Polsce niewiele się o tym mówi, a jest to główny składnik kwaśnych deszczy i bardzo często jest również przyczyną śmierci ludzi. Szczegóły tutaj: <a href="http://chemia.pg.gda.pl/Chemiczny_Hihot/Zakazac_DHMO.html" target="_blank">http://chemia.pg.gda.pl/Chemiczny_Hihot/Zakazac_DHMO.html</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/09/rodzina-jest-dobra-%e2%80%93-kontrapel/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mamy prawo być rozczarowani</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Mar 2010 21:00:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1235</guid>
		<description><![CDATA[Dawno nikt nie powiedział tego tak trafnie jak ks. Tomáš Halík: &#8220;Podczas gdy ja korzystam ze spokoju pustelni bez jakiejkolwiek łączności ze światem zewnętrznym, w kraju z pewnością toczą się dalej zażarte spory o restytucję majątku kościelnego, o prawo do katedry itd., itd. To wszystko udało się wtłoczyć w głowy czeskiej opinii publicznej jako pierwsze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani"><img class="alignleft" src="http://www.znak.com.pl/files/covers/card/HALIK_Dotknijran_popr_500pcx.jpg" alt="" width="165" height="236" /></a>Dawno nikt nie powiedział tego tak trafnie jak ks. Tomáš Halík: &#8220;Podczas gdy ja korzystam ze spokoju pustelni bez jakiejkolwiek łączności ze światem zewnętrznym, w kraju z pewnością toczą się dalej zażarte spory o restytucję majątku kościelnego, o prawo do katedry itd., itd. To wszystko udało się wtłoczyć w głowy czeskiej opinii publicznej jako pierwsze skojarzenie ze słowami Bóg, wiara, religia i Kościół. <strong>Ponieważ zależy mi bardzo na tym, by słowa te otwierały zupełnie inne, głębsze i znacznie ważniejsze pytania i drogi refleksji, przyrzekłem sobie, że nie będę się w te spory wdawał</strong>.</p>
<p><span id="more-1235"></span></p>
<p>Jeśli w zbiorze medytacji o ranach Chrystusa, w rozdziale poświęconym ranom Jego Kościoła, dotykam na moment tych właśnie spraw, to na pewno nie dlatego, by proponować jakieś praktyczne rozwiązania. W sporach tych widzę raczej jeden z przykładów na to, o czym wspomniałem wyżej &#8211; pewne pomieszanie idealnego obrazu Kościoła jako eschatologicznej Oblubienicy z rzeczywistym odbiorem Kościoła jako pątniczki, przybrudzonej kurzem naszych dróg. <strong>Żałuję, że w tych emocjonalnych debatach czeski Kościół niepotrzebnie otrzymał tyle ran, ale i sam także sporo zranień i zgorszenia spowodował</strong>&#8220;.</p>
<p>Innymi słowy, mamy prawo być rozczarowani &#8211; w nauczaniu Kościoła centralna kwestia zmartwychwstania, miłości bliźniego, miłosierdzia często schodzi na drugi plan, ustępując miejsca wątpliwym wystąpieniom w sprawach politycznych i społecznych. Zadajemy sobie pytania: na ile pomaga nam to zbliżyć się do Prawdy? na ile odpowiada na nasze problemy?</p>
<p>Większy fragment książki ks. Halíka <a href="http://wyborcza.pl/1,76842,7613232,Majatek_i_lek.html" target="_blank">tutaj</a>. Książkę <a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2613,tytul,Dotknij%20ran" target="_blank">&#8220;Dotknij ran&#8221;</a> wydaje Znak.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>List o pojednaniu polsko-rosyjskim</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/list-o-pojednaniu-polsko-rosyjskim</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/list-o-pojednaniu-polsko-rosyjskim#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 08:12:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Andrzej Figas</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1217</guid>
		<description><![CDATA[Wiadomość o pomyśle powstania wspólnego listu służącego pojednaniu polsko-rosyjskiemu autorstwa polskiego Kościoła katolickiego oraz rosyjskiej Cerkwii przyjąłem z dużym entuzjazmem. Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek doczekam się takiej inicjatywy. Jeżeli mamy pracować nad pojednaniem obu narodów, to jest to jedna z głównych dróg osiągnięcia tego porozumienia i na pewno znacznie skuteczniejsza od nieporadnych działań polityków, zwłaszcza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://wyborcza.pl/1,75248,7607290,Koscioly_zbliza_Polakow_i_Rosjan.html" target="_blank"></a><a href="http://wyborcza.pl/1,75248,7607290,Koscioly_zbliza_Polakow_i_Rosjan.html" target="_blank"><img class="alignleft" src="http://bi.gazeta.pl/im/2/7603/z7603412N,-Metropolita-Hilarion---Grigorij-Alfiejew---ma-43.jpg" alt="" width="165" height="232" /></a>Wiadomość o pomyśle powstania wspólnego listu służącego pojednaniu polsko-rosyjskiemu autorstwa polskiego Kościoła katolickiego oraz rosyjskiej Cerkwii przyjąłem z dużym entuzjazmem. Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek doczekam się takiej inicjatywy. Jeżeli mamy pracować nad pojednaniem obu narodów, to jest to jedna z głównych dróg osiągnięcia tego porozumienia i na pewno znacznie skuteczniejsza od nieporadnych działań polityków, zwłaszcza w czasach gdy liczba wiernych Kościoła w Rosji ma tendencję rosnącą.</p>
<p>Wiem, że do ogłoszenia listu jeszcze daleka droga i wiele przeszkód będzie stało przed jego powstaniem, ale jestem dobrej myśli. Mam nadzieję, że już wkrótce usłyszę go w swoim kościele. Trzymam kciuki!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/list-o-pojednaniu-polsko-rosyjskim/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bez retuszu</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/08/bez-retuszu</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/08/bez-retuszu#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Apr 2009 11:11:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=909</guid>
		<description><![CDATA[Na szczęście jest ciepło, ale nie upalnie. Panuje ścisk. Rozczarowani ludzie głośno upominają się o swoje prawa. Przecież mają bilety. Dlaczego nie pozwala im się wejść? Machają zielonymi i żółtymi kartkami z zazdrością patrząc na tych szczęśliwców, którzy siedzą po drugiej stronie ogrodzenia. To proste &#8211; trzeba było przyjść wcześniej. W pewnym momencie jakiś potężny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na szczęście jest ciepło, ale nie upalnie. Panuje ścisk. Rozczarowani ludzie głośno upominają się o swoje prawa. Przecież mają bilety. Dlaczego nie pozwala im się wejść? Machają zielonymi i żółtymi kartkami z zazdrością patrząc na tych szczęśliwców, którzy siedzą po drugiej stronie ogrodzenia. To proste &#8211; trzeba było przyjść wcześniej. W pewnym<span> </span>momencie jakiś potężny mężczyzna koło sześćdziesiątki postanawia skorzystać z okazji: Wierząc w swoją siłę, próbuje się przepchać, kiedy dwaj umundurowani młodzieńcy stojący w bramce kogoś innego jednak przepuszczają. Oj, mundurowi tego nie lubią! Odpychają krzepkiego  jegomościa gwałtownie poza ogrodzenie wykrzykując pod jego adresem nieprzyjazne określenia. Później jeden z porządkowych popycha go z całej siły jeszcze raz, a potem jeszcze. Wszyscy milkną zaskoczeni tak gwałtowną reakcją. Ale już nikt nie ma wątpliwości: gabaryty nic nie pomogą. Porządek musi być. Mundurowi dalej pokrzykują na tego pana <span> </span>śpiewnie, ale z nienawiścią w oku. Trochę strach, że może dojść do bójki, ale nikt nie reaguje i właściwie z przyjemnością konstatuję, że siła nic nie pomogła. To i dobrze &#8211; sama nie mam jej tyle, żeby próbować.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Rozlega się muzyka. Śpiewy. Na telebimie można obserwować uroczystość, która przenosi się w pobliże miejsca, w którym stoimy. Jakiejś starszej kobiecie po policzkach zaczynają płynąć cichutkie łzy. Stróże porządku to widzą i pewnie dla zatarcia niekorzystnego wrażenia bójki, która miał przed chwilą miejsce, wpuszczają tę panią i dwie młodsze kobiety (chyba córki), które jej towarzyszą. Podsuwają im krzesła. No, właśnie, myślę, siła nie pomaga, ale na współczucie można liczyć. I rzeczywiście, umundurowani chłopcy wyłuskują spośród tłumu kolejne starsze osoby, potem niewidomych z przewodnikami. Zerkają spode łba na tego, który się pchał: „Ten nie wejdzie, bo mnie wkurzył” mówi ten wyższy. A postawny mężczyzna (okazało się, że jest to Niemiec) stoi zupełnie spacyfikowany. Piękne śpiewy zakłócane są przez okrzyki młodych Hiszpanów, których stara się wprowadzić do zamkniętego sektora ich opiekun. Nic nie pomaga. Za to nasza sytuacja się poprawia, gdyż docieramy do barierki, bo ci, którzy koło niej stali zrezygnowali ze zmęczenia czy znudzenia i poszli sobie. Mamy teraz uprzywilejowaną pozycję. Tymczasem jakaś pani udaje że mdleje. Porządkowi dają się nabrać. Po drugiej stronie już jej dobrze, porzuca zbolałą minę i stara się o wpuszczenie swojej towarzyszki.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Właściwie nic specjalnego. Ot, zwyczajna scenka. Tyle tylko, że to nie stadion ani koncert rockowy, lecz Msza św. w Niedzielę Palmową na Placu św. Piotra. Właśnie odśpiewana została Pasja Chrystusa. Msza jest piękna i uroczysta, ale koło nas niewielu wydaje się ją śledzić. Nadal trwa napór i przepychanka, która skupia całą uwagą. Jakaś malutka wyfiokowana Francuzka przekonuje włoskiego porządkowego, że przecież wyszła tylko do toalety i ma tam w środku swoje zarezerwowane miejsce. Na to duża żona dużego Niemca odpycha ją biodrem i trafia nim w jej bark a potem przechyla się na nią całym swoim ogromnym ciałem. Francuzka niknie pod nią, sapie z wysiłkiem i wycofuje się pokonana. My dwie, oparte o barierkę, usiłujemy skupić się na Mszy. Klękamy w czasie końcowego akordu Pasji. Wykorzystuje to młody Hiszpan i pokazując zabandażowaną nogę przepycha się na nasze miejsca. Ale nie dajemy się. Kiedy już myślę, że takie to wszystko przykre, że lepiej było zostać w Warszawie, nagle wychodzi grupka ludzi, których Msza zmęczyła i porządkowi zapraszają na zwolnione krzesła do środka właśnie nas dwie i jeszcze trzecią Polkę. Może rozczuliło ich nasze przyklęknięcie? Mamy więc siedzące miejsca i spokój.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">A papieska homilia jest na temat tego, co Jezus pokazuje swym życiem i śmiercią na krzyżu. Papież zwraca uwagę na dwa elementy przesłania płynące z krzyża: że szczęściem, ale też trudem każdej chwili naszego życia jest ufać, że wola Ojca jest wolą, której można się bez protestu podporządkować, (prawda, myślę sobie, na przykład podporządkować temu, że nie zostało się wpuszczonym do sektora z krzesłami), oraz że życie Jezusa było życiem ofiarowanym dla wszystkich. To znaczy, było wskazówką, że wartością jest uniwersalizm. Ten uniwersalizm, zwraca uwagę Benedykt XVI, zazwyczaj jest swoistym krzyżem, bo wymaga porzucenia tego, co własne i partykularne na rzecz tego, co wspólne i łączące. A nie jest to łatwe. Zaiste, ta druga trudność również dała o sobie znać nawet teraz, w czasie tej Mszy! Z jaką łatwością przyklejałam etykietki: Włoch taki, Niemka owaka…</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Komunia. Potem papieskie pozdrowienia w różnych językach. Po pozdrowieniu w języku polskim wylatują w górę wypuszczone przez polskich pielgrzymów czerwone baloniki z biało-czerwoną flagą, na której widnieje <span> </span>napis: „Jan Paweł II”. Lecą najpierw nad ołtarz a potem wysoko, wysoko, do nieba. Jednak warto było przyjechać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/08/bez-retuszu/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Abp Życiński o &#8220;Dzienniku&#8221; w Środę Popielcową</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/02/27/abp-zycinski-o-dzienniku-w-srode-popielcowa</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/02/27/abp-zycinski-o-dzienniku-w-srode-popielcowa#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Feb 2009 22:02:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Prasa polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=847</guid>
		<description><![CDATA[
Co o tym myślicie?
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><object width="480px" height="46px"><param name=FlashVars value="tekst=Kazanie Abp. Życińskiego na Środę Popielcową (fragm.)&#038;plik=http://bi.gazeta.pl/im/0/6324/m6324090.mp3&#038;skora=2&#038;autostart=0&#038;branding=1"><param name="movie" value="http://bi.gazeta.pl/im/7/5492/m5492017.swf" /><param name="menu" value="false" /></param><embed src="http://bi.gazeta.pl/im/7/5492/m5492017.swf" FlashVars="tekst=Kazanie Abp. Życińskiego na Środę Popielcową (fragm.)&#038;plik=http://bi.gazeta.pl/im/0/6324/m6324090.mp3&#038;skora=2&#038;autostart=0&#038;branding=1" menu="false" quality="high" wmode="transparent" width="480px" height="46px" type="application/x-shockwave-flash" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer" /></object><br />
Co o tym myślicie?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/02/27/abp-zycinski-o-dzienniku-w-srode-popielcowa/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lefebryści: zaciemnienie sprawy</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/02/10/lefebrysci-zaciemnienie-sprawy</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/02/10/lefebrysci-zaciemnienie-sprawy#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Feb 2009 15:45:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz Kot SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Teologia]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>
		<category><![CDATA[Z archiwum "PP"]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=824</guid>
		<description><![CDATA[21 stycznia dekretem podpisanym przez Prefekta Kongregacji ds. Biskupów zniesiona została ekskomunika z biskupów konsekrowanych w 1988 r. bez zgody Stolicy Apostolskiej przez abp Marcela Lefebvre’a. Niedługo potem media zdominowały doniesienia o wypowiedzi biskupa Richarda Williamsona, jednego z lefebrystów, negującej istnienie Holokaustu. Na Benedykta XVI posypały się gromy. Zaczęły się wyjaśnienia. Z jednej strony Watykan [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>21 stycznia dekretem podpisanym przez Prefekta Kongregacji ds. Biskupów zniesiona została ekskomunika z biskupów konsekrowanych w 1988 r. bez zgody Stolicy Apostolskiej przez abp Marcela Lefebvre’a. Niedługo potem media zdominowały doniesienia o wypowiedzi biskupa Richarda Williamsona, jednego z lefebrystów, negującej istnienie Holokaustu. Na Benedykta XVI posypały się gromy. Zaczęły się wyjaśnienia. Z jednej strony Watykan wyraźnie odciął się od wypowiedzi Williamsona, z drugiej zaś podobnie uczynił przełożony Bractwa Piusa X biskup Bernard Fellay.<br />
Rozumiem, że głoszone przez biskupa Williamsona poglądy są skandaliczne i absolutnie gorszące. Publiczne ich napiętnowanie jest z pewnością słuszne. Jednak uwaga jaką skupił on na sobie i na sprawie Holokaustu ogromnie zaciemnia sprawę lefebrystów i ich powrotu do Kościoła Katolickiego. A to dlatego, że negacja Holokaustu, choć godna potępienia tak jak negacja każdego zła, nie jest bezpośrednią przyczyną braku jedności między Kościołem Katolickim a lefebrystami.</p>
<p>Innym zaciemnieniem w tej sprawie jest przesadne akcentowanie, jakoby lefebrystom chodziło głównie o liturgię sprzed Soboru Watykańskiego II. Zupełnie nie lekceważąc liturgii, należy stwierdzić, że problem jest poważniejszy. Chodzi bowiem o przyjęcie całego nauczania tego soboru. A to sprawa niebagatelna. Trudno podzielać mi entuzjazm red. Pawła Milcarka, który zdjęcie ekskomuniki komentował jako „wielki dzień katolickiej jedności chrześcijan w Kościele” (komentarz dla KAI z 24.01.2009). To raczej malutki kroczek w bardzo długiej drodze do jedności, której na razie nie widać i zdaje się, że nie jest nawet poszukiwana przez wszystkich lefebrystów, o czym świadczyć może choćby wypowiedź bpa Bernard Tissier de Mallerais dla La Stampa, który na pytanie, czy zrewidują lefebryści swoje stanowisko w kwestiach spornych, odpowiedział: „Nie, zdecydowanie nie. My nie zmienimy naszego stanowiska, mamy natomiast zamiar nawrócić Rzym, to jest przeciągnąć Watykan na naszą stronę”.</p>
<p>W Przeglądzie Powszechnym (9/2007) opublikowaliśmy artykuł Bernarda Sesboüé SJ, „Instytut Dobrego Pasterza – nadzieja czy wieloznaczność?”. Warto przypomnieć jego fragment, w którym znajduje się syntetyczna historia rozłamu lefebrystów, jasno wskazująca na istniejące problemy (przypisy umieszczone w nawiasach kwadratowych).</p>
<p><span id="more-824"></span>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
<p><strong>Arcybiskup Lefebvre i Sobór: manifest z 1974 r.</strong></p>
<p>Prześledźmy pobieżnie słowa i czyny [Czerpię ze źródeł: <em>La documentation catholique</em> i dwu publikacji z Ecône: Y. Montagne, <em>L’évêque suspens</em>. Mgr Lefebvre, Catholic Laymen’s League, Rzym 1977 r., bogato udokumentowany dyskurs pamfletyczny; B. Tissier de Mallerais, <em>Marcel Lefebvre. Une vie</em>, Clovis, Etampes, 2002 r., oficjalna biografia, zredagowana przez jednego z bliskich, późniejszego biskupa, którego sakry dokonał Lefebvre]<span style="color: black;">. W 1970 r. abp Lefebvre założył, za zgodą bp. Friburga, instytut nazwany Międzynarodowe Bractwo Kapłańskie św. Piusa X i seminarium w Ecône. Seminarium odrzuciło odprawianie mszy w nowym rycie promulgowanym przez Pawła VI, który powołał komisję kardynalską pod przewodnictwem kard. Garonne’a w celu nadzorowania. Kardynałowie wysłali w 1974 r. do Ecône dwu apostolskich wizytatorów. Zrażony procedurą, uznaną za inkwizycyjną, Lefebvre wystosował gwałtowny w formie i treści manifest, który był iskrą w prochu. Oto dłuższy fragment: </span></p>
<p>Przeciwnie, odrzucamy i zawsze odrzucaliśmy naśladowanie Rzymu o tendencji neomodernistycznej i neoprotestanckiej, która objawiła się jasno w czasie Vaticanum II a następnie we wszystkich reformach, które zainicjował. Wszystkie te reformy w rzeczywistości przyczyniły się i przyczyniają do rujnowania Kościoła, (&#8230;) do naturalistycznego i teilhardowskiego nauczania na uniwersytetach, w seminariach i w katechizacji; nauczania płynącego z liberalizmu i protestantyzmu, które wielokrotnie potępiało uroczyste magisterium Kościoła.<br />
ŻADEN AUTORYTET, NAWET NAJWYŻSZY W HIERARCHII, NIE MOŻE NAS ZMUSIĆ DO PORZUCENIA CZY OSŁABIENIA WIARY JASNO WYRAŻANEJ I WYZNAWANEJ PRZEZ MAGISTERIUM KOŚCIOŁA OD 19 STULECI. (&#8230;)</p>
<p>Nie można głęboko modyfikować lex ordandi bez zmiany lex credendi. Nowej mszy odpowiada nowy katechizm, nowe kapłaństwo, nowe seminaria, nowe uniwersytety, charyzmatyczny, zielonoświątkowy Kościół – wszystko sprzeczne z ortodoksją i odwiecznym magisterium.</p>
<p>CAŁA REFORMA WYROSŁA Z LIBERALIZMU I MODERNIZMU JEST ZATRUTA; WYNIKA Z HEREZJI I KU NIEJ PODĄŻA, NAWET GDY NIE WSZYSTKIE JEJ CZĘŚCI SKŁADOWE SĄ HERETYCKIE. ŻADEN ŚWIADOMY I WIERNY KATOLIK NIE MOŻE PRZYJĄĆ TEJ REFORMY I JEJ SIĘ PODPORZĄDKOWAĆ [Y. Montagne, dz. cyt., s. 35-36. Podkreślenia z oryginału. Formuła „wychodzi z herezji i ku niej podąża” jest modyfikacją klasycznej formuły dotyczącej pożądliwości, która „wychodzi z grzechu i ku niemu podąża, nawet jeśli nie zawsze jest grzechem”].</p>
<p>To zmasowany, frontalny, absolutny atak, nieunikający pomieszania pojęć. Vaticanum II jest nową formą modernizmu i protestantyzmu. Autor miesza modernizm z nowoczesnością. Sobór przyniósł odpowiedzi na liczne problemy spowodowane kryzysem modernistycznym; starał się wyprowadzić Kościół z globalnego konfliktu z nowoczesnością, odziedziczonego po XIX w. (Modernizm wywołał głęboki kryzys w początkach XX w. w egzegezie i teologii. Współczesność jest całościową charakterystyką społeczeństwa zachodniego). W tych dwu jasno określonych dziedzinach Sobór dokonał inteligentnego rozeznania. Podobnie pod etykietkę neoprotestantyzmu Lefebvre podkłada zwrot katolickiego Kościoła ku ekumenizmowi. Sama myśl międzychrześcijańskiego zbliżenia wydaje mu się odrażająca i zatrważająca. Pojęcie „reforma” – pisanej przez niego majuskułą – w sposób oczywisty przywołuje protestancką Reformację z XVI w. Obydwie są <em>całkowicie zatrute</em>. Arcybiskup daje im <em>kategoryczną odmowę </em><span>[</span>Trzecim terminem łączonym z protestantyzmem jest liberalizm. Pojęcie to wyraża rzeczywistości mocno zróżnicowane, w zależności czy dotyczą ekonomii, społeczeństw i obyczajów czy w sferze czysto religijnej<span>].</span></p>
<p>W podkreślonych fragmentach arcybiskup przeciwstawia tradycję i magisterium 19 wieków Kościoła <em>autorytetowi nawet najwyższemu w hierarchii</em> współczesnemu, który miałby żądać <em>porzucenia</em> albo <em>osłabienia</em> katolickiej wiary. Celuje bez wątpienia w Pawła VI. Spór łączy nową mszę z nową katechezą, nowym kapłaństwem, nowymi seminariami, uniwersytetami i jest oskarżeniem ortodoksji Kościoła soborowego w imię rzekomych nadużyć rozprzestrzenionych w Kościele.</p>
<p>Po tym wypowiedzeniu wojny papież prosi kardynalską komisję, by rozmawiała z arcybiskupem o wycofaniu manifestu. Dwa poranki trwa dialog w Rzymie w marcu 1975 r. [Dysponujemy minutą zapisaną na 40 stronach z drugiego z nich, odpowiadającego 3 godzinom spotkania]. Kardynałowie – chociaż chwalą dobry wpływ Ecône na seminarzystów – usiłują nakłonić arcybiskupa do publicznego oświadczenia dotyczącego wycofania manifestu. Długa wymiana zdań dreptała w miejscu, ponieważ za każdym razem, gdy arcybiskup musiał ustosunkować się do konkretnego problemu manifestu, uciekał w dygresje o nadużyciach w Kościele. Ponieważ nadużycia wystąpiły po Soborze, właśnie on odpowiada za nie (post hoc, ergo propter hoc). Arcybiskup przechodzi od rzeczy zewnętrznych (komunia na rękę) do punktów bardziej ważnych, takich jak zanik w nowej liturgii pojęcia ofiary. W pewnym momencie dialog zaostrzył się: <em>Proszę wycofać tekst; on jest nie do przyjęcia</em>. – <em>Waszym zdaniem nie ma, zatem, kryzysu? Nie ma jego przyczyn? </em><span>[Y. Montagne, dz. cyt., s. 59].</span> Abp Lefebvre łączy wyrafinowane subtelności prawne [Odwołując się do Kodeksu kanonicznego i rozróżnienia między soborem duszpasterskim i doktrynalnym] z ogromnym rozmyciem doktrynalnym. On, zdecydowany antyprotestant, przyjmuje założenie typowo protestanckie, osądzając soborowe i papieskie magisterium. W trakcie tej wymiany psychologia abp. Lefebvre’a nie waha się przed zapewnieniami przeciwnymi – by nie powiedzieć przeciwstawnymi.</p>
<p><strong>Pierwsze święcenia kapłańskie </strong></p>
<p>Niepowodzenie tego dialogu wyraża pierwsza sankcja dyscyplinarna. Biskup z Fryburga wycofuje kanoniczne upoważnienie, wydane przez swego zmarłego poprzednika, dotyczące Bractwa św. Piusa X. Seminarium w Ecône traci zatem swój kanoniczny fundament. Abp Lefebvre odwołuje się do Sygnatury Apostolskiej, która ogłasza brak kompetencji [Zdaniem Michela de Saint-Pierre, Lefebvre zorganizował w 1975 r. pielgrzymkę do Rzymu, w czasie której odprawiał msze Piusa V w wielkich bazylikach rzymskich]. Paweł VI kieruje do niego pierwszy list (29 czerwca 1975 r.), prosząc o zmianę postawy i powrót do posłusznej komunii. Arcybiskup nie odpowiada, uważając, że maszynopis nie jest autentycznym listem. Jego odpowiedź na kolejny – rękopiśmienny – list z 8 września zawiera protest co do jego przywiązania do Stolicy Świętej i Zastępcy Chrystusa, ale nie wyraża żadnej skruchy. Wypowiada jednocześnie zamiar udzielenia święceń kapłańskich w czerwcu 1976 r. Przybliżanie się tej daty sprawia, że Stolica Święta wysyła licznych emisariuszy (aż do przedednia uroczystości), szczególnie kard. Thiandoum, arcybiskupa Dakaru i jego duchowego syna, a także o. Dhanisa, by nakłaniać go do rezygnacji z tego zamiaru. 29 czerwca abp Lefebvre ignoruje nakłaniania i udziela 13 kandydatom święceń kapłańskich oraz 13 diakońskich. A oto fragment jego homilii:</p>
<p>Jest jasne i wyraźne, że dramat między Ecône a Rzymem dotyczy mszy. (&#8230;) Ta nowa msza jest symbolem, wyrazem nowej wiary, wiary modernistycznej. Jeśli bowiem najświętszy Kościół zechciał zachować dla nas w ciągu wieków ten cenny skarb, który nam podarował ryt mszy świętej konsekrowanej przez Piusa V, to nie jest to bez znaczenia, ale dlatego, że w tej mszy zawiera się cała nasza wiara, (&#8230;)<em> wiara w krew naszego Pana Jezusa Chrystusa, która spłynęła dla odkupienia naszych grzechów </em><span>[B. Tissier, dz. cyt., s. 513].</span></p>
<p>Msza Pawła VI nie jest, zatem, sprawą liturgii: ona zmienia wiarę. Lefebvre zapłacił za to (22 lipca) suspensą ad divinis, zabraniającą mu dokonywania jakiegokolwiek aktu sakramentalnego i kapłańskiego. Arcybiskup trwa w uporze i pisze: <em>Sobór, odwracając się od Tradycji i zrywając z Kościołem z przeszłości, jest synodem schizmatyckim </em><span>[Tamże, s. 514]</span>. Po raz pierwszy podaje w wątpliwość prawomocność urzędu pontyfikalnego Pawła VI.</p>
<p>W następstwie święceń z 29 czerwca 1976 r. popularność Lefebvre’a w tradycjonalistycznych grupach sięga zenitu. Odprawia w tymże dniu uroczystą mszę w Lille, a w homilii podkreśla związek między nową liturgią i kwestiami wiary oraz piętnuje mieszanie wiary z polityką: <em>Czego pragnęli liberalni katolicy w ciągu półtora wieku? Ożenku Kościoła z Rewolucją i dywersji – ożenku Kościoła z niszczącymi siłami społeczeństwa, społeczności rodzinnej, społeczeństwa cywilnego, społeczeństwa kościelnego. Ożenek ten wpisuje się w Sobór. Weźcie schemat „Gaudium et spes” a dostrzeżecie, że należy żenić zasady Kościoła z koncepcjami współczesnego człowieka. Cóż miałoby to znaczyć? To znaczy, że należy ożenić katolicki Kościół, Kościół naszego Pana Jezusa Chrystusa, z zasadami przeciwnymi temu Kościołowi, i które go podminowują, które od zawsze działały przeciw temu Kościołowi, a taki właśnie ożenek usiłowali przeprowadzić w czasie soboru ludzie Kościoła, a nie Kościół; nigdy bowiem Kościół nie może dopuścić do tego</em>.</p>
<p>Zauważmy rozróżnienie na ludzi Kościoła, czyli Sobór z papieżem, i Kościół od zawsze, do którego arcybiskup się odwołuje. Po przywołaniu rewolucyjnych prześladowań, które zawiodły na szafot księży i zakonników, purpurat kontynuuje: <em>Oto, co zrobiła Rewolucja. Otóż, powiem wam, umiłowani bracia i siostry, że to, co zrobiła Rewolucja, jest niczym w stosunku do tego, co uczynił Sobór Watykański II. Niczym. Byłoby lepiej, gdyby trzydzieści, czterdzieści czy pięćdziesiąt tysięcy księży, którzy zrzucili sutannę, którzy zaprzeczyli przysięgom złożonym przed Bogiem, zamordowano, posłano na szafot; zbawiliby oni przynajmniej swoją duszę, którą dziś mogą stracić </em><span>[</span>Cyt. za J.-A. Chalet, <em>Monseigneur Lefebvre</em>, Pygmalion 1976 r., s. 209-210<span>]</span>.</p>
<p>Tekst kontynuuje piętnowania, nazywając nowy ryt <em>bękartem </em>mszy i sakramentów [Nieco dalej wychwala ówczesną dyktaturę argentyńską generała Videla, który dał swojemu krajowi „rząd porządku z zasadami i autorytetem”]. Podczas gdy msza św. Piusa V <em>jest proklamacją królewskości naszego Pana Jezusa Chrystusa, nowa msza jest rodzajem hybrydy niehierarchicznej, lecz demokratycznej, w czasie której zgromadzenie zajmuje więcej miejsca niż kapłan</em><span> [J.-A. Chalet, dz. cyt., s. 217-218]</span>.</p>
<p><strong>Sakra czterech biskupów i ekskomunika </strong></p>
<p>Abp Lefebvre nigdy nie odwołał tych wypowiedzi. Wybór Jana Pawła II przyniósł mu iskrę nadziei, bo nowy papież ze Wschodu wydał mu się bardzo antykomunistycznie nastawiony. Szybko się jednak rozczarował, gdyż Jan Paweł II okazał się zbyt wielkim humanistą. Arcybiskup zareagował negatywnie na publikację nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego w 1983 r. Wysłał list otwarty, w którym wylicza główne błędy soborowej eklezjologii [„Koncepcja szerokościowa i ekumeniczna Kościoła, jego rządy kolegialne i orientacja demokratyczna, jego błędne pojęcie praw naturalnych człowieka, błędne pojmowanie władzy papieskiej jako absolutnej, (...) protestanckie widzenie świętej ofiary mszy świętej a w końcu rozprzestrzenianie herezji”; <em>Documentation catholique </em>(dalej: <em>Doc. Cath.</em>), 1874 r. (1984 r.), s. 544-547].</p>
<p>Jan Paweł II uczynił jednak pewien gest. Indult z 3 października 1984 r., akceptuje – pod autorytetem biskupów – używanie mszału rzymskiego z 1962 r. dla potrzeb zwolenników mszy trydenckiej, pod warunkiem jednak że jednoznacznie i publicznie zarówno księża, jak i wierni tej tendencji nie zwiążą się z tymi, którzy podają w wątpliwość prawomocność i prawość doktrynalną mszału, który promulgował w 1970 r. rzymski pontifeks Paweł VI [Tamże, 1885 r. (1984 r.), s. 1124-1125]. Indult wywołał wewnętrzny konflikt w Bractwie św. Piusa X, odnośnie do pojednania. <em>Czego więcej żądać?</em> – myśleli niektórzy z nich. – <em>Przyjmijmy indult i włączmy się w widzialny Kościół: będąc wewnątrz, możemy</em> [go] <em>przesunąć i podnieść</em>.</p>
<p>Jest to z gruntu fałszywe rozumowanie– natychmiast oświadcza biskup. – <em>Nie wraca się do środowiska i przełożonych, gdy ci dysponują wszystkimi narzędziami, by nas sobie podporządkować. „Uznani, mówicie, będziemy mogli działać wewnątrz Kościoła”. Jest to głęboki błąd i całkowita ignorancja ducha tych, którzy dziś są w hierarchii. Wystarczy przeczytać sławne zdanie kardynała Ratzingera z jego wywiadu, by się o tym przekonać </em><span>[</span>B. Tissier, dz. cyt., s. 561. Zauważmy argumentację zwolenników powrotu: obnaża ona wojowniczego ducha zdobywania Kościoła.<span>]</span>.</p>
<p>W bardzo zniuansowanej wypowiedzi o kulturze liberalnej, kard. Ratzinger wymienił <em>wartości, które – choć zewnętrzne względem Kościoła – mogą znaleźć miejsce, po oczyszczeniu i skorygowaniu, w wizji, którą prezentuje Kościół względem świata</em>. Arcybiskup zaś dostrzegał w tym zamiar <em>ożenku Kościoła z Rewolucją</em>.</p>
<p>W 1986 r. Jan Paweł II organizuje międzyreligijne spotkanie w Asyżu, gdzie członkowie wielu religii <em>zgromadzą się w modlitwie</em> o pokój. Oczom arcybiskupa jawi się to jako <em>ogromny skandal</em>, który wzbudza znowu refleksje Sede vacante [Sytuacja między śmiercią papieża a wyborem następcy]: <em>Chyba jesteśmy zmuszeni wierzyć, że ten papież nie jest papieżem </em><span>[</span>B. Tissier, dz. cyt., s. 565<span>]</span>. Wysyła też do Kongregacji do spraw Wiary listę 39 <em>wątpliwości</em> dotyczących sprzeczności między dekretem Vaticanum II o wolności religijnej i doktryną papieża Piusa IX, zawartą w encyklice „Quanta cura”. Odpowiedź negatywna jest dla niego dodatkowym powodem do podjęcia decyzji – którą, świadomy schizmy, długo wahał się podjąć – o wyświęceniu, <em>sakry</em> w jego słownictwie, biskupa. Groźba zaniepokoiła papieża i kard. Ratzingera, którzy znowu podjęli dialog z purpuratem.</p>
<p>Wówczas Lefebvre wysunął trzy podstawowe żądania: <em>ordynariatu </em><span>[</span>Przydzielenia mu diecezji osobistej, bez rezydencji innych biskupów<span>]</span>; stworzenia rzymskiej komisji, w której członkowie Bractwa mieliby większość; wyznaczenia Bractwu trzech biskupów. W trakcie negocjacji odrzucił kategorycznie <em>kohabitację rytów</em>. Pozostał protokół porozumienia, podpisany 5 maja 1988 r. Z punktu widzenia doktrynalnego, abp Lefebvre i jego Instytut uznali numer 25 konstytucji dogmatycznej „Lumen gentium”, odnoszący się do kościelnego magisterium. Co do innych punktów Soboru, uznanych za <em>trudne do pogodzenia z tradycją</em>, zobowiązali się <em>zająć pozytywne stanowisko studyjne i komunikujące się ze Stolicą Apostolską, unikając wszelkich polemik</em>; uznali też ważność mszy i sakramentów celebrowanych w nowych rytach. Na płaszczyźnie prawnej uznano Bractwo za stowarzyszenie życia apostolskiego na prawie papieskim; stworzono rzymską komisję, w skład której wejdzie dwu (a nie większość) członków Instytutu; z Instytutu zostanie konsekrowany jeden biskup, którego kandydaturę przedstawi Lefebvre.</p>
<p>Nazajutrz jednak arcybiskup wysłał nowe ultimatum, żądając, by Rzym przyjął natychmiast kandydatury przedstawione na nowego biskupa, by mógł on przystąpić do konsekracji najpóźniej 30 czerwca 1988 r. Dokona on jej w tym dniu ze zgodą Jana Pawła II lub bez niej. Powołał się na ustalenia protokołu, który przewidywał wyświęcenie biskupa, członka Bractwa. To typowe postępowanie purpurata: odrzuca on ogólne ustalenia, uważając za oczywiste jakieś pozwolenie jednostkowe.</p>
<p>Jego żądania częściowo zostały przyjęte. Jan Paweł II nie zgodził się na propozycję składu komisji, w której Bractwo miałoby większość. Rzym odrzucił kandydatury osób zaproponowanych na biskupa. Same święcenia powinny być zatem odłożone. Lefebvre uznał wówczas, że <em>cel owego pojednania nie jest wcale ten sam dla Stolicy Świętej i dla niego</em><span> [</span>B. Tissier, dz. cyt., s. 590<span>]</span>. Zgodnie ze swoją logiką, 30 czerwca 1988 r., arcybiskup wyświęca 4 biskupów, we współudziale byłego ordynariusza Campos w Brazylii, bp. Antonio de Castro Mayer. Pierwszego lipca tegoż roku obydwaj konsekrujący biskupi oraz czterej nowo wyświęceni zostają ekskomunikowani, a Jan Paweł II uznał, że wysiłki Stolicy Świętej <em>odznaczyły się skrajną cierpliwością i wyrozumiałością </em><span>[<em>Doc. Cath. </em></span>1967 r. (1988 r.), s. 788-789<span>]</span>.</p>
<p>W końcu trzyaktowego dramatu jedno jest pewne: między abp. Lefebvre’em i członkami jego grupy a Rzymem zaistniała separacja w wierze: z jednej strony wiara tradycyjna, z drugiej wiara modernistyczna. Rytuał mszy jest tego zwięzłym symbolem. Niecelowe jest wyszczególnianie punktów spornych. Odwołanie się do tradycji, utkanej ciągłością i inwencją, tchnie jansenizmem i debatami z XVII w., czyli zwyczajami i rytuałami z dzieciństwa arcybiskupa, często „modernistycznymi” w żywym przekazie wiary od apostolskich czasów. Wymachując tą ideą tyleż naiwną, ile powierzchowną, abp Lefebvre pragnie stosować <em>kryterium tradycji do różnych dokumentów soborowych, by wyłuskać to, co należy zachować, wyjaśnić czy odrzucić</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/02/10/lefebrysci-zaciemnienie-sprawy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
