Kategoria Kościół

“Okno Życia” Hoża 53 działa 7 Autor: Małgorzata Felicka

Dec21

Dostałam wczoraj późnym wieczorem radosną wiadomość. To był krótki sms od zaprzyjaźnionej siostry franciszkanki: „ W “Oknie Życia” uratowany chłopczyk. Bogu niech będą dzięki” Przekazuję tę wiadomość dalej. “Okno Życia” otwarte 6-tego grudnia na ul. Hożej 53, zadziałało. Tak szybko okazało się potrzebne! I oto ktoś nie został wczoraj zabójcą, a ktoś inny nie stracił życia zanim na dobre otworzy oczy. Zostałam poproszona, aby informację o “Oknie Życia” przekazać na tym forum. Zatem wiedzcie wszyscy, którzy tu zaglądacie – o ile jeszcze nie wiecie – że jest takie miejsce w Warszawie, gdzie zdesperowana matka może położyć swoje dziecko, albo ktoś, kto znalazł porzucone dziecko, może je odnieść i uratować. Nikt go nie będzie widział, a jak zobaczy – o nic nie będzie pytał. Zbudowana została specjalna wnęka w murze klasztoru  Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w centrum Warszawy wyposażona w system alarmowy sygnalizujący, że coś zostało w nią włożone. Dzieckiem zajmą się od razu zaalarmowane siostry – jeśli trzeba, umieszczą dziecko w inkubatorze, umyją, ogrzeją, zawiną w pieluszki, nakarmią, trafi do szpitala, z którym jest podpisana umowa, później do ośrodka adopcyjnego i, jak najszybciej, do nowych rodziców. Będzie żyło i rosło.

Skóra cierpnie, gdy się pomyśli, co musiało się dziać w życiu i duszy matki lub ojca, jeśli to oni  to pięciodniowe dzieciątko przynieśli, ale nie nam to oceniać. Z jakiegoś powodu nie mieli siły, aby stać się rodzicami, ale ważne że mieli jej przynajmniej tyle, żeby dać szansę dziecku powierzając je innym, którzy tę siłę znajdują. Wiem, że siostry modlą się również za nich, aby ich też Ktoś przytulił i pocieszył w taki jak wczoraj mokry, zimowy wieczór, tuż przed Bożym Narodzeniem.

Brawo Siostry!   Wesołych Świąt!

(więcej informacji na www.siostryfranciszkanki.pl)

Czy Boże Narodzenie to najważniejsze święta? 6 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Dec9

Rok liturgiczny ma dwa zasadnicze okresy: wielkanocny i bożonarodzeniowy, z dwoma centralnymi dniami, wokół których kształtują się te okresy: Wielkanoc i Boże Narodzenie. Mogłoby się zdawać, że rozważania o wyższości jednych świąt na drugimi brzmią dość groteskowo przypominając znany dylemat – co było pierwsze: jajko czy kura? Pytanie jest jednak zasadne, co więcej, stanowi okazję do zwrócenia uwagi na kilka podstawowych elementów wyznawania wiary w Jezusa Chrystusa.

            Warto najpierw zauważyć, że święta i okresy świąteczne, takie jak je znamy dzisiaj, nie istniały od początku chrześcijaństwa, ale kształtowały się i narastały stopniowo. Dla pierwszych chrześcijan w centrum znajdowało się cotygodniowe łamanie chleba, czyli świętowanie niedzieli (począwszy od soboty wieczór) jako Paschy, przejścia Zmartwychwstałego Pana w Jego wspólnocie. To, co dzisiaj nazywamy Wigilią Paschalną, i co stanowi centrum obchodów Świąt Wielkanocnych, początkowo nie różniło od wszystkich pozostałych sobót, a raczej wigilii niedzielnych. Potem obrzędy Nocy Paschalnej zostały wzbogacone o różne elementy jak np. znane nam dzisiaj błogosławieństwo ognia i świecy woskowej (paschału). Inne święta chrześcijańskie powstawały na przestrzeni wieków jako wyraz przeżywania wiary w Chrystusa w konkretnym czasie i kulturze. Treścią świąt i liturgii Kościoła jest Bóg, który dokonał i dokonuje wielkich dzieł dla zbawienia człowieka, ale to nie znaczy, że liturgia jest rzeczywistością raz na zawsze określoną, co do formy. Święto Narodzenia Pańskiego zostało ustanowione w Rzymie z początkiem IV w. Data 25 grudnia nie jest historyczną datą narodzin Jezusa w Betlejem. Została ona wybrana przez Kościół po to, aby zastąpić (“ochrzcić”) pogańskie święto “Narodzin niezwyciężonego słońca”, które obchodzono właśnie w czasie zimowego przesilenia. Nie znaczy to oczywiście, że Boże Narodzenie nie opiera się ostatecznie na historycznym wydarzeniu narodzin Syna Bożego.

            Z tego historyczno-liturgicznego punktu widzenia wynika, że święta Bożego Narodzenia są czymś późniejszym od świętowania Zmartwychwstania Pańskiego. Trzeba tu jednak zauważyć, że w tajemnicy Wielkiej Nocy jest przecież ukryta betlejemska tajemnica Wcielenia, a zatem celebrowanie Wigilii Paschalnej jest również celebrowaniem Bożego Narodzenia. Innymi słowy, chrześcijańskie święta, które dzisiaj przeżywamy, podkreślają różne aspekty naszej wiary, ale znajdują się w ścisłej ze sobą jedności: łączy je jedna, niepodzielna osoba Jezusa Chrystusa.

            Warto też uświadomić sobie dynamikę doświadczenia, które leży u podstaw chrześcijaństwa. Centralnym punktem jest tutaj doświadczenie Ukrzyżowanego jako Zmartwychwstałego, czyli po prostu tego, że Jezus Chrystus wrócił z cmentarza żywy. Kiedy Piotr, po Zesłaniu Ducha Świętego, zaczął głosić Ewangelię, to w swoim pierwszym wystąpieniu głosił, że “tego Męża [...] przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim” (Dz 2,23-24). Ta właśnie nowina jest początkiem i centrum chrześcijańskiego doświadczenia wiary. Dzięki niej przypominano sobie inne wydarzenia z życia Jezusa i zgłębiano ich sens. To w perspektywie zmartwychwstania apostołowie zrozumieli, że narodziny Jezusa były Bożym Narodzeniem. Nie znaczy to, że Wcielenie jest czymś mniej ważnym, bo przecież bez narodzin nie byłoby śmierci i zmartwychwstania. Trzeba jednak podkreślić, że nie wiedzielibyśmy, co naprawdę wydarzyło się w Betlejem, gdyby nie dotarła do nas wieść o Zmartwychwstałym. Dlatego można wyobrazić sobie chrześcijaństwo bez świąt Bożego Narodzenia (tak było w pierwszych trzech wiekach), ale nie można go sobie wyobrazić bez Wigilii Paschalnej i Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. A zatem, choć nie można oddzielić Wielkiej Nocy od Bożego Narodzenia, to z punktu widzenia chrześcijańskiego doświadczenia wiary bardziej fundamentalna jest Wielkanoc.

Obama o rozdziale państwa od religii 7 Autor: Andrzej Figas

Nov17

Było dzisiaj na wykopie, ale myślę, że warto to umieścić również tutaj:

[AKTUALIZACJA]

Nie mogę się powstrzymać. Jeszcze to:

Z drugiej strony patrząc na działki 4 Autor: Małgorzata Felicka

Oct31

Jeśli jakieś zjawisko powtarza się, to rozsądne wydaje się poszukanie łączącej poszczególne przypadki przyczyny. Spróbuję zrobić to w miarę moich możliwości w sprawie agresywnego i niesprawiedliwego traktowania Kościoła przez media, którą to kwestię podnosił na tym blogu kilkakrotnie o. Dariusz Kowalczyk. Muszę przyznać, że dziwi mnie zdziwienie, że media używają sobie na przykład na ostatnio poruszanej sprawie przydziału działek w zamian z utracone Kościelne mienie. Przyczyna niezdrowego zainteresowania mediów, dokonywania uproszczeń i nawet niefrasobliwego pomijania oczywistych faktów wydaje się dość jasna: Kościół dla wielu ludzi w tym kraju jest autorytetem, ale dla wielu innych nim nie jest i właśnie ci ostatni próbują przekonać tych pierwszych, że obdarzają kredytem zaufania organizację, której się to nie należy. W tym celu trzeba podważyć prawdomówność Kościoła.

Najlepiej jeśli mijanie się z prawdą albo stosowanie podwójnych standardów udowodni się Kościołowi w tych obszarach, w których jego nauczanie jest trudne do przyjęcia i stosowania. A są to, jak nietrudno się domyśleć, sfera stosunku do seksu i stosunku do bogactwa.

Twierdząc, że Kościół ubija podejrzane interesy mówi się ni mniej ni więcej: „Patrzcie, głoszą wam, że macie dążyć do bogactwa w sferze ducha a sami spokojnie urządzają się na tym świecie, więc robią z was durniów”. To samo dzieje się, jeśli uda się przyłapać jakiegoś hierarchę na nieprzestrzeganiu celibatu, lub, co gorsza, na zachowaniach piętnowanych przez Kościół jako dewiacyjne. To też wzbudza emocje, bo świadczy to o tym, że wierni wzywani są do zaprzeczania swoim zachciankom przez tych samych ludzi, którzy im ulegają.

Ośmielę się zaryzykować twierdzenie, że taki stosunek mediów miałby miejsce również, gdyby dotyczyło to innego autorytetu. Nie jest to sytuacja specyficzna tylko dla stosunku mediów do Kościoła.

Po prostu, będąc kimś na świeczniku, trzeba mieć świadomość, że jest się oglądanym przez lupę i że wielu ludziom i środowiskom sprawi przyjemność pokazanie najmniejszej skazy u tego kogoś. Im wyższy świecznik, tym potężniejsza lupa. Tak więc wyjątkowa złośliwość mediów wobec Kościoła nie jest wcale wyjątkowa, tylko proporcjonalna do tego, jakim Kościół jest w Polsce autorytetem. Prawie że można się z niej cieszyć. czytaj dalej »

Raz jeszcze o atrakcyjnych działkach jezuitów w Krakowie 17 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Oct30

O działce jezuitów w Krakowie napisano i powiedziano w mediach wiele. Znając sprawę od środka stwierdzam (a ode mnie zna ją lepiej tylko o. Ekonom Prowincji), że w 99,9 procentach są to brednie i kłamstwa. I choć widzę, że wyjaśnianie tej sprawy, to walka z wiatrakami, postaram się w punktach raz jeszcze pokazać podstawowe fakty. Najpierw dwie ogólne uwagi.
1. Warto zauważyć, że choć dziennikarze napisali wiele, to nikt z nich nie zgłosił sie do mnie o wyjaśnienie lub komentarz. Nikt! Wyciagam z tego wniosek, że nie interesują ich fakty, ale z góry gotowa teza. Zacytowanie przez GW fragmentu z tego bloga niczego w tej kwestii nie zmienia. Żaden z dziennikarzy perorujących o działce jezuitów nie zapytał mnie o zdanie. A przecież to jest sprawa, którą od lat prowadzi prowincja zakonna, której mam zaszczyt być od 5 lat przełożonym.
2. Nieustannie manipuluje się mowiąc, że Kościoł robi to albo tamto. Otóż na Kościół składa się – z punktu widzenia prawnego, ekonomicznego itd. – bardzo wiele różnych podmiotów, różnie umocowanych społecznie i prawnie. Tymczasem bierze się jakąś sprawę jakiegoś konkretnego podmiotu kościelnego i dowolnie ekstrapoluje na inne podmioty czyniąc im krzywdę.
A teraz w punktach co do działki w Krakowie.
1. Po pierwsze nie jest prawdą, co pisali niektórzy dziennikarze, że Komisja Majątkowa przyznała jezuitom działkę w Krakowie. Takiej decyzji nie ma, gdyż przewidziana prawem procedura nie jest zakończona.
2. Na początku roku 2007 (pomijam wcześniejsze kilkunastoletnie starania i ich efekty) MON wskazał kilka nieruchomości jako możliwe dobra zamienne za teren i budynek w Lublinie, zabrany bezprawnie jezuitom, a obecnie użytkowany przez wojsko.
3. Prowincja warszawska jezuitów z kilku przedstawionych przez MON możliwości wybrała działkę w Krakowie. MON ze swej strony oficjalnie zaakceptował nieruchomość w Krakowie jako nieruchomość zamienną.
4. Prowincja jezuitów na własny koszt dokonała wyceny utraconej bezprawnie nieruchomości w Lublinie. Strona Wojskowa dokonała wyceny nieruchomości zamiennej w Krakowie. Obydwie powyższe wyceny zostały przedstawione do oceny Komisji Arbitrażowej przy Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych. Okazało się, że wartość utraconej działki w Lublinie jest większa niż wartość działki zamiennej w Krakowie, ale Prowincja jezuitów pomimo to uznała obie nieruchomości za równoważne, to znaczy uznała działkę zamienną w Krakowie za sprawiedliwe odszkodowanie za działkę w Lublinie.
5. Kiedy te zgodne z prawem (Ustawa z dnia 17 maja 1989 roku o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego) i sprawiedliwością działania zostały dokonane rozpoczął się oszczerczy ostrzał medialny. Pytanie: Kto dał sygnał do ataku?
6. Sugerowanie, że MON wskazał działkę trzem podmiotom jest matactwem. Otóż MON wskazał na początku 2007 roku tę działkę jezuitom jako nieruchomość zamienną. Krakowowi i Ministerstwu Sprawiedliwości nic nie musiał wskazywać i nic de facto nie wskazał, bo te podmioty nie mają żadnych roszczeń wobec wojska. Kraków mógłby kupić od wojska działkę w Krakowie, gdyby wojsko chciałoby tę działkę sprzedać. Powtarzam: miasto Kraków nie ma nic do tej działki. Może jedynie oznajmić, że byłoby zainteresowane kupnem tej działki. W 2007 roku, kiedy MON wskazał jezuitom tę działkę, nie było mowy, że ktoś inny chce tę działkę kupić i coś tam robić. Raptem, ostatniego tygodnia media donoszą, ile to na tej właśnie działce jest planowanych rzeczy…
7. Sugerowanie, że jezuici mogliby od razu sprzedać działkę kilka razy drożej niż to wycenili rzeczoznawcy jest pomówieniem nie tylko jezuitów, ale i rzeczoznawców (trzech) o jakąś korupcję i krętactwo.
8. Ks. Piesiur zwrócił uwagę, że wiele podmiotów użytkujących nabyte nieprawnie dobra kościelne nie chce współpracować z Komisją Majątkową i konkretnymi podmiotami kościelnymi grając na zwłokę, co tworzy napięcia. Przy czym zaznaczam, że nie wiem, jakie konkretnie sytuację miał ks. Piesiur na myśli. Nie znam tych spraw. Ja znam sprawę “jezuicką” i stwierdzam, że została ona doszczętnie zakłamana w mediach.
9. We wczorajszej “GW” K. Wiśniewska pisze: “zakon składa wniosek o zwrot utraconego majątku. Jest to najczęściej niemożliwe, bo od lat na odebranym terenie stoi szpital czy centrum handlowe. Wtedy zakon wskazuje inną ziemię, którą jest zainteresowany. (…) Rzecz w tym, że cenę obu nieruchomości określa sam zakon. (…) Po uzyskaniu nieruchomości zakon sprzedaje ją na wolnym rynku, często z kilkakrotnym przebiciem”. Oceniam taki tekst jako bałamutny i oszczerczy, gdyż w swojej ogólności rzuca błoto na wszystkich, w tym na jezuitów.
10. Z mojej prowincjalskiej perspektywy sprawa wygląda tak. Skradziono jezuitom nieruchomość. Zgodnie z prawem (ustawą) podejmujemy starania, aby tę nieruchomość odzyskać lub otrzymać nieruchomość zamienną. Robimy to sumiennie, uczciwie, kosztem czasu i wkładanych (np. w wyceny) pieniędzy. Na koniec wylewa się na nas w mediach wiadra pomyj, że niby oszukujemy, kradniemy itp. No cóż! gdyby nie słynna jezuicka pokora, nie wiem, jakbym to przeżył. Co gorsza, mam powody sądzić, że wiele spraw kościelnych jest w mediach przedstawianym z podobnie złą wolą lub głupotą. Trudno wciąż udowadniać, że nie jest się wielbłądem…

Atrakcyjne działki, Kosowo i Hryniewicz 16 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Oct22

Ostatni dzień spotkania jezuickich prowincjałów w Madrycie. Zaglądam na WP i od razu rzuca mi się w oczy tytuł: „Zakon jezuitów otrzymał atrakcyjne działki w Krakowie”. W tekście  z GW czytamy, że „władze miasta mówią dość”. Otóż owe działki są własnością MON, a nie miasta. Jezuitom zabrano po wojnie – łamiąc wszelkie prawa – ziemię i piękny budynek uczelni „Bobolanum” w Lublinie. Ten budynek wybudowali jezuici tuż przed wojną z własnych środków. Obecnie mieści się tam szpital wojskowy. Dlatego też to właśnie wojsko wskazało działki w Krakowie jako rekompensatę za dobra w Lublinie. Staranna wycena obydwu działek została dokonana przez różnych rzeczoznawców, aby nie było w tej mierze żadnych wątpliwości. Przykro mi, że ktoś robi aferę z tego, co jest zwyczajnym aktem sprawiedliwości.

Spotkanie prowincjałów europejskich odbywa się raz w roku. W zeszłym roku gościliśmy szanownych współbraci w naszym kolegium w Gdyni. Rozmawiamy o wspólnych dziełach apostolskich, najczęściej społecznych, takich jak JRS (Jesuit Refugee Service) lub OCIPE (L’Office Catholique d’Information et d’Initiative pour l’Europe). W Madrycie wysłuchaliśmy też arcyciekawej relacji o. Waltera Happela, jezuity, założyciela i dyrektora Gimnazjum Loyola w Kosowie. To zdecydowanie najlepsza szkoła w całym regionie, w której większość stanowią uczniowie z rodzin muzułmańskich. O. Happel rozbawił nas, gdy stwierdził, że w jego szkole muzułmanie nie mogą używać zawołania „Jak Bóg zechce!”. Dlaczego? Otóż o. Happel uważa, że owo zawołanie jest kwintesencją muzułmańskiej bierności w Kosowie, a on chce wykrzesać z tych ludzi inicjatywę i energię. Ponoć muzułmanie przestrzegają zakazu o. Happela. Jezuicka szkoła w Kosowie jest piękna, ale czesne nie wystarcza na jej utrzymanie. Może Konferencja Prowincjałów Europejskich coś pomoże…

Nie milkną echa kłopotów ks. Wacława Hryniewicza z Kongregacją Nauki Wiary. W mediach wypowiadają się na ten temat najczęściej ludzie, którzy nie są mi znani jako znawcy teologii. Jednak braki w teologicznym wykształceniu nadrabiają z jednej strony tupetem, a z drugiej – przynajmniej w przypadku jednej ze stron sporu – polityczną poprawnością, która głosi, że w sprawach religii każdy ma swoją prawdę, a zatem wszyscy mamy jakąś tam rację. Za eksperta od polifoniczności prawdy w teologii katolickiej uchodzi – jakże by inaczej – eks-jezuita, Obirek. Nie znam dobrze sprawy relacji pomiędzy Hryniewiczem a KNW, ale czytałem tekst (po polsku) Hryniewicza, który wzbudził wątpliwości Rzymu. No i w żadnej mierze się nie dziwię, że wzbudził… Śpieszę jednocześnie donieść, że z tego nie wynika, iż nie cenię dorobku naukowego Hryniewicza. Wręcz przeciwnie! Uważam go za teologa wybitnego. Nie znaczy to jednak, że pisze same mądre rzeczy.

Pragnę ponadto zauważyć, że schemat „odważny, genialny teolog i głupia, czepiająca się Kongregacja Nauki Wiary” jest tyleż powszechny w mediach, co oderwany od rzeczywistości. Obecnie prefektem Kongregacji Nauki Wiary jest William Joseph Levada, były arcybiskup San Francisco, a jej sekretarzem Luis Ladaria, hiszpański jezuita, wyróżniający się swą wiedzą i pracowitością profesor Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie (pochwalę się, że Ladaria był promotorem mojego doktoratu). Pozwalam sobie zatem postawić tezę, że KNW nie jest głupia. Rozumiem, że dla wielu jest to teza zbyt śmiała, no a przede wszystkim w swojej konserwatywności niedopuszczalna dla „ludzi rozumnych”. Jednak zaryzykuję…

Watykan. Premiera filmu Świadectwo 6 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Oct15


(konferencja prasowa w “La Stampa” w Watykanie. Michael York, Przemysław Häuser, kard. Stanisław Dziwisz, Federico Lombardi SJ. Fot. JHP)

Uroczysta premiera filmu „Świadectwo” na podstawie książki (pod tym samym tytułem) – rozmowy Gian Franco Svidercoschi z kardynałem Stanisławem Dziwiszem o Janie Pawle II – odbędzie się 16 października w Auli Pawła VI w Watykanie.

O filmie w sali „La Stampa” przy Placu Świętego Piotra w Rzymie opowiadali twórcy filmu i kard. Dziwisz. Konferencję prowadził Federico Lombardi SJ, rzecznik Stolicy Apostolskiej.

- Nie pozwoliłbym sobie na taki tytuł, jaki książce nadał włoski wydawca („Una Vita con Karol” – JHP) – mówił kard. Dziwisz. Z Janem Pawłem II łączył mnie taki związek, jak ojca z synem. Nie mówiłbym do niego na „ty”.

Czy były osobisty sekretarz Jana Pawła II czuje się teraz osamotniony? – On nas przygotował na swoje odejście – mówi kardynał o papieżu Wojtyle. – Nie czuję się sam. Niech nasz obecny związek pozostanie tajemnicą, ale modlę się do niego i proszę na przykład o dobrą pogodę. Pomaga. I bardzo wiele osób prosi dziś o modlitwę o wstawiennictwo Sługi Bożego Jana Pawła II.

Włoskim watykanistom brakuje nie tylko Jana Pawła II, ale i jego sekretarza. – Dalej wszyscy pytamy: Gdzie jest kardynał Dziwisz?! – mówił jeden z nich.

Kard. Dziwisz jeszcze przed premierą „Świadectwa” zapowiedział jego kontynuację – po wyniesieniu Jana Pawła II na ołtarze. – Mam nadzieję, że dożyjemy, że będziemy mieli nowego świętego w Krakowie – dodał. Zwracał uwagę na znaczenie filmu jako środka masowego przekazu. A o ekranizacji swojej książki powiedział: – To świadectwo świętości.

Kard. Dziwisz: Ojciec Święty zawsze starał się oglądać filmy

czytaj dalej »

Jaką przyszłość ma chrześcijaństwo? 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Oct9

Kościół kontra pigułka 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Oct3

Czy w papieżu znów odzywa się konserwatysta?

Małgorzata pisała ostatnio w dyskusji pod wpisem „Świeccy, księża, no i oczywiście seks” o audycji ”Na indeksie” w radiu Józef, którym o. Mieczysław, jezuita, „mówił, że przy ocenie postępowania osób stosujących takie środki należy brać pod uwagę, czy ich stosowanie było skutkiem nastawienia lub mentalności antykoncepcyjnej”.

O antykoncepcji znów zaczyna się pisać. Jacek Prusak SJ w „Tygodniku Powszechnym” poruszył w tym kontekście kwestię rozumienia papieskich encyklik. Zaznaczył, że encykliki nie są dokumentami nieomylnymi i można na ich temat dyskutować. Jan Turnau w „Gazecie Wyborczej” pochwalił go zwłaszcza za to, że ks. Prusak kwestionuje argumentację encykliki “Humane vitae”, iż antykoncepcja jest “niezgodna z naturą”.

czytaj dalej »

Nycz odpuszcza religię? 3 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep19


Czy abp Nycz odpuszcza uczniom wiarę, a pozostawia religioznawstwo? Często słychać tego typu opinie, jednak są one nieporozumieniem. Absolutyzowanie praktyk religijnych przez katechetę powoduje, że nie spełnia on swojej roli

Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, której przewodniczy abp Kazimierz Nycz, opublikowała „Zasady oceniania osiągnięć edukacyjnych z religii rzymsko-katolickiej w szkołach”. Według dokumentu, ocena zależy od „poziomu i postępów w opanowaniu przez ucznia wiadomości i umiejętności w stosunku do wymagań edukacyjnych wynikających z Podstawy programowej katechezy Kościoła katolickiego w Polsce oraz realizowanego przez nauczyciela programu nauczania, uwzględniającego tę Podstawę”. Natomiast „ocenianiu nie podlegają praktyki religijne”.

Czy abp Nycz odpuszcza uczniom wiarę, a pozostawia religioznawstwo? Często słychać tego typu opinie, jednak są one nieporozumieniem.

Absolutyzowanie praktyk religijnych przez katechetę powoduje, że nie spełnia on swojej roli. Nie uczy religii, nie podaje wiedzy swoim wychowankom, nie daje im szansy, aby mogli zrozumieć modlitwy, które i tak odmawiają w domu i w kościele. Zatem katecheta, który wymaga od uczniów zaliczania praktyk religijnych i poświęca temu cenny czas zajęć, nie wypełnia swojego zadania. Zaryzykuję twierdzenie, że katecheci, często obarczeni wieloma obowiązkami księża, po prostu nie mają czasu, by solidnie przygotować się do zajęć, i dlatego wybierają wiarę zamiast wiedzy. Jest to dla nich wygodne. Poza tym, nauczyciele często nie traktują uczniów poważnie, jak partnerów do rozmowy.

Gazeta Wyborcza cytuje słowa anonimowego katechety z podwarszawskiej miejscowości: – Człowiek wierzący nie może sobie odpuszczać praktyk religijnych. A teraz uczniowie dostali sygnał, że tak może być. Będą więc ambitnie walczyli o oceny z wiedzy, a wiara zostanie dla nich w tyle.

O ile pamiętam lekcje religii, najbardziej zaangażowani w naukę byli ci, którzy gorliwie praktykowali wiarę. Prawdziwym osiągnięciem katechety było jednak dotarcie do ucznia poprzez przekazywanie mu wiedzy i tłumaczenie prawd wiary nawet wtedy, gdy uczeń wykazywał opór lub obojętność. Niemałe znaczenie miała wówczas postawa katechety, umiejętność znalezienia wspólnej płaszczyzny do rozmowy z młodym człowiekiem, empatia oraz chęć zasłużenia sobie na zaufanie. Miałem szczęście spotkać na swojej drodze takiego katechetę. Później przyszedł nieciekawy ksiądz, więc zapisałem się na etykę, gdzie toczyły się interesujące dyskusje. A zajęcia prowadziła nauczycielka, którą spotykałem na dzielnej mszy w kościele.

Co sądzicie o zasadach nauczania i oceniania religii w szkołach? A może czytają nas katecheci?

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com