<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Powszechny &#187; Książki</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/category/ksiazki/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 22:32:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Odzieram rzeczy z kory i rozcinam słoje. Gdzie się podziewa Adam Ważyk?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/04/odzieram-rzeczy-z-kory-i-rozcinam-sloje-gdzie-sie-podziewa-adam-wazyk</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/04/odzieram-rzeczy-z-kory-i-rozcinam-sloje-gdzie-sie-podziewa-adam-wazyk#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 04 Oct 2011 09:43:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław Dudycz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Adam Ważyk]]></category>
		<category><![CDATA[Andrzej Sosnowski]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1568</guid>
		<description><![CDATA[Tekst poniższy został już raz opublikowany, miał swój czas, tu i ówdzie był dyskutowany. Ukazał się w kwietniu 2009 roku w czasopiśmie &#8220;Cyc Gada&#8221;, które dziś &#8211; a było to ciekawe miejsce, więc wielka szkoda &#8211; nie działa. Od tamtej pory ten szkic się nieco zdezaktualizował. Na pytanie postawione w tytule, a potem rozwijane w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Tekst poniższy został już raz opublikowany, miał swój czas, tu i ówdzie był dyskutowany. Ukazał się w kwietniu 2009 roku w czasopiśmie &#8220;Cyc Gada&#8221;, które dziś &#8211; a było to ciekawe miejsce, więc wielka szkoda &#8211; nie działa. Od tamtej pory ten szkic się nieco zdezaktualizował. Na pytanie postawione w tytule, a potem rozwijane w trakcie tekstu:&#8221;gdzie się podziewa Adam Ważyk?&#8221;, czy jest dziś w polskim myśleniu o poezji, więcej: w polskiej kulturze, miejsce na recepcję jego stylów, odpowiedział w tym roku Andrzej Sosnowski, przygotowując bardzo celny wybór wierszy Ważyka. Tym samym troska o świadomość dykcji autora &#8220;Semaforów&#8221; nie jest już potrzebna, Ważyk został przypomniany, coraz szerzej się go kojarzy, zaczyna się pielęgnować jego literackie wizje i czucia. </em></p>
<p><em>Mimo tego jednak, że nas spotkała taka nowa jakość, chciałbym tekst raz jeszcze przywołać, bo prócz &#8211; dziś już faktycznie nieważnej &#8211; prośby o nowe spojrzenie na poetę, zawiera próbę opisu, czym Ważykowa poezja jest, co ją stanowi i wyróżnia. I to akurat może być dla czytelników przydatne.</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Można by wymienić wiele — w zasadzie każdy pilny czytelnik mógłby — takich nazwisk twórców literatury, których działalność charakteryzowała się pewną innowacyjnością, świeżością, niemałą oryginalnością, która była swoistym gestem wobec przemian i nowych osiągnięć ważkich momentów historii świata, która pilnie rejestrowała rozmaite wstrząsy niespokojnych epok, ich burze, napory, ale także rozluźnienia kulturowo-społeczne, a która nagle przestała być zauważana i czytana, a została odłożona do lamusa. Albo wręcz zupełnie została pominięta przez następne pokolenia czy nawet wypaczona. Brak pamięci o dobrym twórcy może przyjąć także inną postać, postać przekłamania, niekompletnego spojrzenia, zogniskowania uwagi czytelniczej na najmniej istotnych i najmniej reprezentatywnych elementach danego dorobku literackiego. Przykładem powyższych procesów wydaje mi się być Adam Ważyk, który nie tyle trafił na literacki śmietnik, w przestrzeń totalnego wykluczenia ze współczesnej świadomości krytycznoliterackiej, nie tyle został zanegowany, co dotknięty kompletnym przeformułowaniem podejścia do jego życia i twórczej aktywności, skażony zbyt wąskimi interpretacjami, niepełną, wybrakowaną recepcją, uwagą nie wychodzącą dalej niż poza wąskie momenty działalności.</p>
<p><span id="more-1568"></span></p>
<p>Ważyk, i jest to największa krzywda jaka mogła go spotkać, prezentowany jest dzisiaj poprzez socrealizm, w który się zaangażował i którego był, przyznać to trzeba otwarcie, zaangażowanym heroldem. Ważyk jest dziś odczytywany głównie przez pryzmat tego — tak to trzeba powiedzieć — makabrycznego marginesu swojej działalności, przez swoje jałowe i siermiężne inicjatywy z lat pięćdziesiątych. Podręczniki do nauczania literatury polskiej, z których korzystają maturzyści, przedstawiają Ważyka jako orędownika prostych i kostropatych dykcji poetyckich realizmu socjalistycznego, jako aktywnego propagatora traktorów i lokomotyw w poezji, jako twórcę, dla którego znaczenie ma wyłącznie polityczna aktywność wyrażana w peanach ku czci komunistycznej rzeczywistości. Ważyk stał się symbolem zachwytu kołchozem, prostych fraz o klasie robotniczej i gospodarce centralnie sterowanej, synonimem marazmu i przypowiastek o murarzach. Ważyka można spotkać w podręcznikach obok Władysława Machejka, co tylko pogłębia traumę lektury i ukazuje poetę w kategoriach wybryku, aberracji, pustosłowia, doprowadzając ostatecznie do wyśmiania jego talentu i do niemożności odkrycia największych walorów Ważykowej poezji. Przeciętny licealista, młody umysł, człowiek wyrabiający sobie dopiero gusta i otwarty przecież na czytelnicze poszukiwania, traci w ten sposób szansę na odkrycie Ważyka, na dotarcie do największych zalet jego pisania, na spostrzeżenie zręczności i autentyzmu poetyckich zapisów, traci możliwość zapoznania się z kunsztem twórcy, który tak bardzo urzeka w utworach przedwojennych. W najlepszym razie ma dziś okazję czytelnik dotrzeć do <em>Poematu dla dorosłych</em>, wówczas poszerzy sobie widzenie Ważyka, zmieni odrobinę stosunek do człowieka, do jego biografii i politycznych błędów. W jego ręce jednak nie trafi raczej nigdy tomik <em>Semafory</em>, a tylko zetknięcie z nim pozwala na wykształcenie sobie opinii o Ważyku jako poecie wybitnym i w historii polskiej literatury bezprecedensowym.</p>
<p>Na metodzie prezentowania twórczości Ważyka rzeczywiście zaważył życiorys poety i partyjne zacięcie. Sznyt politruka, który z umysłu otwartego i wszechstronnego, bardzo błyskotliwego i czarującego, uczynił narzędzie cenzury, aparatczykowskiego rozrachunku i bezwzględności, partyjnego zakłamania. Ważyk jako człowiek jest nieznośny, prześladuje nawet Jarosława Iwaszkiewicza, górę bierze w nim ideologia, fascynacja komunizmem, służba organom władzy, wierność politycznej linii, którą realizuje z niezdrową fascynacją i maniakalnym uporem. Wielu twórców przeżyło romans z socrealizmem, choćby Wisława Szymborska, której wiersz o Stalinie stał się legendą dla sztubaków, którzy usilnie pragną zawsze przyłapać pomnikowych poetów <em>in flagranti,</em> na jakiejś niegodziwości, dla Ważyka jednak to nie jest łóżkowa przygoda, chwilowa oznaka słabości, pokątnie składane hołdy i w sekrecie wymieniane pocałunki, dla niego to program, plan na życie, wiara i zadania konieczne. Ważyk nie ubiera maski, nie jest pragmatycznym oportunistą, komunizm mu się podoba, podoba mu się pisanie o robotnicach na traktorach i z kielnią w dłoni, on, zdaje się, wierzy w sens i porządek takiego modelu świata, wyznaje, że rolą sztuki jest ten ład uchwycić i prezentować. Ważyk jest, jak już napisałem, poetą wiarygodnym i autentycznym, jego wiersze zawsze sprawdzały się w odbiorze, uderzały lirycznym turgorem, ciężkością, psychiczną prawdą, zatem i socrealistyczny etap jego twórczości wypływa z faktycznych nastrojeń umysłu i ducha, to nie jest stylizacja i zabawa, to nie jest udawanie. Dlatego tak niejednoznaczny musi być stosunek czytelnika do Ważyka, musi być on wolny od uprzedzeń i zbyt prostych klasyfikacji. Z jednej strony, trzeba przecież Ważykowi socrealizm wytknąć, może i wręcz wyśmiać, a z drugiej strony każdy uważny czytelnik będzie widział w poecie <em>continuum</em>, nieprzerwany ciąg pomysłów na sztukę, wciąż tę samą prawdę zapisu, prawdę patrzenia i prawdę emocji. Czy raczej odwrotnie: Ważyk zawsze wpierw będzie patrzył, a potem pisał. Napisze zawsze to, co widzi i to, co poczuje. Prawdziwie. Ważyk nie udaje przeżyć, to jego największy walor. Socrealistyczne nastrojenie jest u niego echem dawnych brzmień, pozostałością starych utworów, wyraźny jest związek z najpierwszą aktywnością literacką. Ważyk jest poetą o jednolitej drodze twórczej. Jest to jednak prawda, wydaje mi się, dziś już nie do odkrycia w sposób masowy i podręcznikowy.</p>
<p>Co charakteryzuję tę jednolitość drogi twórczej Ważyka? Dlaczego ta droga musi się nam wydać spójna? Podstawową właściwością poezji Ważyka jest, co już tutaj zostało powiedziane, autentyzm spojrzeń. To, co w poezji Ważyka najbardziej oryginalne, świeże i inspirujące, ma charakter kubistyczny. Tak, Ważyk jest poetą kubistycznym. To zdanie musi brzmieć dziwnie, a może i szokująco, jeśli na ogół o Ważyku mówi się, i tak się go powszechnie przedstawia, że jest poetą socrealistycznym. Poezja Ważyka to nie konserwowanie utartych znaczeń, czczych symboli, sprawdzonych figur retorycznych i mentalnych, to zrywanie z klasycznymi wyobrażaniami o sztuce, która chce narzucać metafory, widzenia, która chce propagować wtórne zdania o przedmiotach. Która chce być przetworzeniem przedmiotów, ich interpretacją czy analizą, a nie prezentacją. Ważyk, jak na kubistę przystało, nie chce roztaczać widzenia <em>ex post</em>, żadnych sumarycznych wejrzeń i oglądów, nie chce patrzyć z dystansu. Chce ukazywać rzeczy w momencie ich widzenia, w chwili patrzenia, w momencie doświadczenia. Chce epatować szczegółem, niuansem, drobinkami świata. Chce podążać krok w krok za akcją psychiczną człowieka, która zapisuje sobie detale oglądanego świata, snuje na ich temat domysły, a dopiero potem je porządkuje i nadaje im bardziej poukładany wydźwięk. Kolejność poetyckiego zapisu Ważyka jest mniej więcej taka: wpierw jawi się rzecz, element rzeczy, potem dzieje się ruch, coś się wydarza, rzecz pośród tego jakoś funkcjonuje. Ważyk niczego nie zamierza tutaj postulować, niczego proponować, zamierza wyłącznie pokazywać. Nie propaguje żadnej hierarchii ważności ukazywanych elementów, pozwala aby czytelnik sam ją sobie ustalił. Pozwala czytelnikowi w dowolnym momencie zdecydować, kiedy uruchomi widzenie ogólniejsze i przenośnię, kiedy — i czy w ogóle — odniesie poetycki zapis do jakichś może szerszych programów, propozycji, komentarzy. Jeśli jednak tylko zechce, może pozostać przy doświadczeniu oglądanych przedmiotów, nie musi ich wcale wynosić na wyższe poziomy, może się zadowolić samą tylko sekwencją. Poezja Ważyka staje się w ten sposób, co może być niebezpieczne, życiem. Przejściem przez ulicę. Można wtedy spoglądać na rozmaite obiekty, obserwować je, dokonywać rozbiorów, syntez, ale można także trwać wobec rzeczy i niczego z nimi konstruktywnego nie czynić. A można dopisywać do nich mity, legendy, złudzenia. Można snuć dopowiedzenia, coś uzupełniać, wzbogacać. Ważykowi nie jest to obce, przecież żyje w czasach rozwoju techniki, zawierzenia nauce, w epoce blichtru, swoje pierwsze wiersze wydaje dekadę po tragedii Titanica. Fascynuje go psychologia, rozwój technologii, żelazo, nowe narzędzia. Nie jest zatem tak, że Ważyk nie dysponuje konkretnym programem, że nie posiada apriorycznych założeń, że liczy się dla niego tylko dotykanie rzeczy. Nie, Ważyk włącza się w szeroki nurt poetycki, w nurt światowy, w swoją epokę. Zakłada to w takim razie pewne manifesty. Ale najważniejsza i tak jest rzecz jako taka, prawdziwość doznania, swobodny tok myślenia, swobodne łączenie obrazów. Zmysłowość, siła tej zmysłowości, siła obrazu.</p>
<p>Ta siła charakteryzować będzie wszystkie etapy twórczości Ważyka, również ten socrealistyczny. U Ważyka zmieniać się będzie ton wierszy, forma wierszy, eksperymentowanie będzie zyskiwać uzupełnienie w fascynacjach klasycyzujących. Jedna cecha zawsze wystąpi: skupienie się wiersza na samym sobie, wybrzmiewanie do wewnątrz, silny introwertyzm, z którym każdy uczyni, co zechce, na który każdy spojrzy, jak umie i jak poczuje. A nie według zewnętrznych prawideł, nakazów czy postaw „wypadałoby”.</p>
<p>Co będzie dalej z Ważykiem? Kto go czyta i kto ma szansę go przeczytać? Ja, nie ukrywam, swoje zainteresowanie jego poezją zapoczątkowałem także w czasach licealnych, także od utworów socrealistycznych, nie trzymałem się jednak kurczowo socrealistycznych treści, ale umiałem zawsze pochwalić Ważyka za doskonały warsztat. W poszukiwaniu źródeł tego warsztatu, w dochodzeniu do prawdy o jego początkach, w szukaniu genezy Ważykowych środków wyrazu, fraz, użytych zabiegów stylistycznych, dotarłem do lat dwudziestych, kiedy Ważyk rozpoczynał swoją twórczą drogę. Jak Ważyka odkryć przed młodym czytelnikiem, a, co chyba udowodniłem, odkryć go warto? Trzeba by chyba skłonić autorów podręczników do prezentowania choćby jednego niesocrealistycznego utworu poety. W zasadzie w podręcznikach brakuje utworów kubistycznych, brak Ważyka nie znaczy wcale, że znaleziono jakieś uzupełnienie, że zapełniono lukę. Brak Ważyka znaczy brak pewnego poetyckiego nurtu, pewnej poetyckiej klasy. Namawiałbym szczerze na drukowanie wiersza „Apolog”:</p>
<p><em>Nie chcę klucza od przepaści, od żadnych studzien,<br />
nie jest perłą perła na dnie mórz ukryta.<br />
Kamienie kradną imiona niebu,<br />
kamieniom — ludzie.<br />
Zginie królestwo rzeczy — będzie rzecz pospolita.</em></p>
<p><em>Rubin gorący patrzy okiem cherubina,<br />
jak kot kosmiczny krzemień zachwala się iskrzeniem;<br />
w maszynach, w drzewach, we mnie, wszędzie woła: Przemień!<br />
Daj piękne imię mnie i maszynie.</em></p>
<p><em>Sokami rzeczy tętnią.<br />
Pod rzeczy korą płonie i płynie!<br />
Prądy faliste, zasupłane linie<br />
schodzą się ze mną w pulsujące jedno<br />
i porastają w urodę<br />
barw wielorakich i w kształtów polot.<br />
Jak trzoda pastucha, tak mnie więzi miasto,<br />
drzewo mówiące płodem,<br />
gniazdo ciężarne ptactwem,<br />
rozkwitających rzeczy apolog.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>Jak koń łaciaty rży świat do wodopoju!<br />
Jak pies się pręży w słońcu i na księżyc szczeka!<br />
Odzieram rzeczy z kory i rozcinam słoje<br />
diamentem wypalonym przez mądrą maszynę,<br />
krzemieniem, który ma imię człowieka,<br />
rubinem,<br />
mitologią dni moich.</em></p>
<p>Dostrzec w nim można wszystkie cechy Ważykowego stylu, wszystkie harmonie dźwiękowe i stylistyczne, wszystkie te elementy, o których wyżej napisałem. To utwór wielce egzemplaryczny. Czy mógłby znaleźć dziś odbiorców? Kwestia gustu, jak napisał Ważyk. Nie można jednak raczej pozwolić sobie na jego pominięcie. Kryje zbyt istotne wartości literackie, aby można na nie było machnąć ręką.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>Jarosław Dudycz</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/04/odzieram-rzeczy-z-kory-i-rozcinam-sloje-gdzie-sie-podziewa-adam-wazyk"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/04/odzieram-rzeczy-z-kory-i-rozcinam-sloje-gdzie-sie-podziewa-adam-wazyk" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/04/odzieram-rzeczy-z-kory-i-rozcinam-sloje-gdzie-sie-podziewa-adam-wazyk" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/04/odzieram-rzeczy-z-kory-i-rozcinam-sloje-gdzie-sie-podziewa-adam-wazyk/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mamy prawo być rozczarowani</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Mar 2010 21:00:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1235</guid>
		<description><![CDATA[Dawno nikt nie powiedział tego tak trafnie jak ks. Tomáš Halík: &#8220;Podczas gdy ja korzystam ze spokoju pustelni bez jakiejkolwiek łączności ze światem zewnętrznym, w kraju z pewnością toczą się dalej zażarte spory o restytucję majątku kościelnego, o prawo do katedry itd., itd. To wszystko udało się wtłoczyć w głowy czeskiej opinii publicznej jako pierwsze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani"><img class="alignleft" src="http://www.znak.com.pl/files/covers/card/HALIK_Dotknijran_popr_500pcx.jpg" alt="" width="165" height="236" /></a>Dawno nikt nie powiedział tego tak trafnie jak ks. Tomáš Halík: &#8220;Podczas gdy ja korzystam ze spokoju pustelni bez jakiejkolwiek łączności ze światem zewnętrznym, w kraju z pewnością toczą się dalej zażarte spory o restytucję majątku kościelnego, o prawo do katedry itd., itd. To wszystko udało się wtłoczyć w głowy czeskiej opinii publicznej jako pierwsze skojarzenie ze słowami Bóg, wiara, religia i Kościół. <strong>Ponieważ zależy mi bardzo na tym, by słowa te otwierały zupełnie inne, głębsze i znacznie ważniejsze pytania i drogi refleksji, przyrzekłem sobie, że nie będę się w te spory wdawał</strong>.</p>
<p><span id="more-1235"></span></p>
<p>Jeśli w zbiorze medytacji o ranach Chrystusa, w rozdziale poświęconym ranom Jego Kościoła, dotykam na moment tych właśnie spraw, to na pewno nie dlatego, by proponować jakieś praktyczne rozwiązania. W sporach tych widzę raczej jeden z przykładów na to, o czym wspomniałem wyżej &#8211; pewne pomieszanie idealnego obrazu Kościoła jako eschatologicznej Oblubienicy z rzeczywistym odbiorem Kościoła jako pątniczki, przybrudzonej kurzem naszych dróg. <strong>Żałuję, że w tych emocjonalnych debatach czeski Kościół niepotrzebnie otrzymał tyle ran, ale i sam także sporo zranień i zgorszenia spowodował</strong>&#8220;.</p>
<p>Innymi słowy, mamy prawo być rozczarowani &#8211; w nauczaniu Kościoła centralna kwestia zmartwychwstania, miłości bliźniego, miłosierdzia często schodzi na drugi plan, ustępując miejsca wątpliwym wystąpieniom w sprawach politycznych i społecznych. Zadajemy sobie pytania: na ile pomaga nam to zbliżyć się do Prawdy? na ile odpowiada na nasze problemy?</p>
<p>Większy fragment książki ks. Halíka <a href="http://wyborcza.pl/1,76842,7613232,Majatek_i_lek.html" target="_blank">tutaj</a>. Książkę <a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2613,tytul,Dotknij%20ran" target="_blank">&#8220;Dotknij ran&#8221;</a> wydaje Znak.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/05/mamy-prawo-byc-rozczarowani/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spór o Kapuścińskiego dopiero się zacznie</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 11:41:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1221</guid>
		<description><![CDATA[Co najmniej od czasu &#8220;Strachu&#8221; Jana Tomasza Grossa naród tak nie emocjonował się jedną książką. Wypowiedzi tych, którzy czytali, mieszają się z wypowiedziami tych, którzy coś słyszeli &#8211; wszyscy chcę zabrać głos i wyrazić ostre stanowisko; do tego dochodzą doniesienia sądowe związane z budzącymi współczucie zabiegami wdowy po bohaterze książki, by jej wydanie zablokować. Ale [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie"><img class="alignleft" src="http://www.swiatksiazki.pl/wcsstore/SwiatKsiazki/images/okladki/d7735.jpg" alt="" width="165" height="248" /></a> Co najmniej od czasu &#8220;Strachu&#8221; Jana Tomasza Grossa naród tak nie emocjonował się jedną książką. Wypowiedzi tych, którzy czytali, mieszają się z wypowiedziami tych, którzy coś słyszeli &#8211; wszyscy chcę zabrać głos i wyrazić ostre stanowisko; do tego dochodzą doniesienia sądowe związane z budzącymi współczucie zabiegami wdowy po bohaterze książki, by jej wydanie zablokować. Ale &#8220;Kapuściński non-fiction&#8221; Artura Domosławskiego dopiero zapowiada ciekawą dyskusję.</p>
<p><span id="more-1221"></span></p>
<p>Bo do tej pory słyszeliśmy np., że &#8220;dzięki Arturowi Domosławskiemu wiemy, jaką cenę Kapuściński – ów reporter niezmordowany – zmuszany był przez „jego czasy” płacić&#8221; (Zygmunt Bauman, Tygodnik Powszechny); &#8220;Artur Domosławski różni się tym od biografa Wałęsy, że widać, że kocha mistrza i usprawiedliwia go nawet w najtrudniejszych momentach. Książkę tę szczególnie polecam lustratorom&#8221; (Monika Olejnik, Gazeta Wyborcza); &#8220;książkę Domosławskiego o Kapuścińskim czyta się ją tak, jakby to był polski przekład książki napisanej przez Amerykanina&#8221; (Wojciech Orliński na blogu).</p>
<p>Żeby być uczciwym, nie czytałem jeszcze książki, rozmawiałem tylko i przysłuchiwałem się rozmowom osób świeżo po lekturze, a także z jej autorem. Wnioskuję z tego, że ciekawa rozmowa nas jeszcze czeka &#8211; po przetrawieniu biografii. I oby ktoś miał jeszcze na dyskutowanie ochotę, kiedy uspokoi się obecna atmosfera skandalu. Trzy zagadnienia mogą wzbudzić zainteresowanie: życie prywatne Kapuścińskiego, jego uwikłanie w PRL, w końcu &#8211; warsztat. Najciekawsze wydaje mi się to ostatnie i nie mogę doczekać się lektury. Domosławski chodził śladami swojego bohatera, ustala, gdzie ten konfabulował; Adam Leszczyński w dzisiejszej Gazecie Świątecznej mówi wprost, że to rozbija tzw. polską szkołę reportażu.</p>
<p>Rozbija czy nie rozbija? Pamiętam, jak pochłaniałem kiedyś Kapuścińskiego, w jedne wakacje siedziałem przez tydzień na pomoście i przeczytałem pięć jego kolejnych książek. Były fascynujące także dlatego, że czytelnik przeżywał przygody reportera ze świadomością, że wydarzyły się naprawdę. Najbardziej zapadają w pamięć momenty dramatyczne, np. pluton egzekucyjny. Teraz dowiadujemy się, że były zmyślone. Jak oceniamy reportaże &#8211; przez pryzmat zgodności z faktami czy jako dzieło literackie? Na zdrowy rozum trudno odeprzeć pierwszy punkt widzenia. A jednak reportaże wymykają się takim ocenom.</p>
<p>A co mówi sam Kapuściński? <strong><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2007/12/25/ryszard-kapuscinski-w-labiryncie-kultur">W rozmowie dla PP tłumaczył</a></strong>, że &#8220;reportaż jako gatunek przeszedł w ostatnich dziesięcioleciach bardzo dużą ewolucję&#8221;.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Europejski kanon literacki</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/10/20/europejski-kanon-literacki-2</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/10/20/europejski-kanon-literacki-2#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Oct 2009 14:34:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz Jędrzejewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1139</guid>
		<description><![CDATA[Od poniedziałku, tj. od dzisiaj, do środy na Uniwersytecie Warszawskim odbywa się ciekawa konferencja &#8220;Europejski kanon literacki. Edycje XXI wieku&#8221;. Referenci, wśród których znalazło się sporo postaci (niekoniecznie uczonych uniwersyteckich) o znanych nazwiskach, przedstawiają swoje poglądy na to, czym jest w naszych czasach kanon literacki, kto go ustanawia, czy rzeczywiście jest komuś potrzebny. Już pierwszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od poniedziałku, tj. od dzisiaj, do środy na Uniwersytecie Warszawskim odbywa się ciekawa konferencja &#8220;Europejski kanon literacki. Edycje XXI wieku&#8221;. Referenci, wśród których znalazło się sporo postaci (niekoniecznie uczonych uniwersyteckich) o znanych nazwiskach, przedstawiają swoje poglądy na to, czym jest w naszych czasach kanon literacki, kto go ustanawia, czy rzeczywiście jest komuś potrzebny. Już pierwszy dzień dowiódł znacznych różnic w postrzeganiu literatury kanonicznej. Na szczęście nikt nie bronił kanonu jako &#8220;listy lektur obowiązujących każdego kulturalnego człowieka&#8221;, co zresztą zrozumiałe.</p>
<p>Ktoś może powie, że najlepiej byłoby, gdyby kanon tworzył się samoistnie, w przestrzeni rozmów o literaturze, i wtedy spełniałby swoje funkcje społeczne i kulturalne. Ale jak tu zaprzeczyć, że wiele ważnych dzieł pozostaje niedocenionych, ledwo zauważonych, mimo że nie są gorsze od utworów usankcjonowanych przez autorytet uczonych, autorytet tradycji?</p>
<p>Jutro w Sali Senatu Pałacu Kazimierzowskiego przy Krakowskim Przedmieściu odbędzie m.in. sesja &#8220;Kanon kulturowy a kształtowanie wspólnej świadomości europejskiej&#8221;. Szczegółowe informacje znajdują się na stronie <a href="http://www.kanon-uw.pl/" target="_blank">www.kanon-uw.pl</a>.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/10/20/europejski-kanon-literacki-2"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/10/20/europejski-kanon-literacki-2" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/10/20/europejski-kanon-literacki-2" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/10/20/europejski-kanon-literacki-2/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Coś więcej niż Zieliński</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/28/cos-wiecej-niz-zielinski</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/28/cos-wiecej-niz-zielinski#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Apr 2009 21:34:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Gościnnie</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=956</guid>
		<description><![CDATA[Autorka: Katarzyna Grabarczyk Mało jest dziś, o ile w ogóle, postaci o rozległej i głębokiej wiedzy. Przereklamowana specjalizacja nie pozostawia nam wyboru. Nie oszukujmy się, liczy się ten, kto jest fachowcem w swojej branży, a tylko przypadek sprawia, że od czasu do czasu zasłyszymy coś niecoś z sąsiedniego podwórka. Skala tego zjawiska oswoiła nas już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Autorka: <strong>Katarzyna Grabarczyk<br />
</strong><br />
Mało jest dziś, o ile w ogóle, postaci o rozległej i głębokiej wiedzy. Przereklamowana specjalizacja nie pozostawia nam wyboru. Nie oszukujmy się, liczy się ten, kto jest fachowcem w swojej branży, a tylko przypadek sprawia, że od czasu do czasu zasłyszymy coś niecoś z sąsiedniego podwórka. Skala tego zjawiska oswoiła nas już z myślą, że tak ma być i nie warto tego zmieniać. Tymczasem ktoś wyciągnie z kieszeni małą, bordową książeczkę i całe to mozolnie budowane przekonanie upada. Był taki jeden, co nie bał się ogromu pracy i zaufał swojej pasji. A zwał się Tadeusz Zieliński.</p>
<p>Szczęście zadecydowało, że podzielił się z czytelnikiem całym swoim dorobkiem, sumą doświadczeń, pragnień. Dokładnie opisał, jakiego człowieka uczyniło z niego życie. Odpowiedź dosyć banalna, w naszych czasach na pewno i obśmiana: człowieka erudytę, człowieka z pełną świadomością siebie. Niespotykane. Może już zapomniane? Zieliński dojrzewał, pracował i działał przecież ponad sto lat temu.</p>
<p><span id="more-956"></span></p>
<p>W książce znajdziemy <em>Autobiografię</em> oraz zapis <em>Dzienników</em> z lat 1939—1944. Poprzedza je wstęp Hanny Geremek, wyjątkowa próba oceny postaci Zielińskiego. Jej naukowy charakter harmonizuje z innymi, o wiele bardziej emocjonalnymi tekstami, które poświęcono osobie bohatera. Jest wśród nich barwny esej autorstwa Jana Parandowskiego, oto fragment: „(&#8230;) co było szczególnie radosne, to praca, którą wśród nas wykonywał. Spotykało się jego nazwisko w każdym poważnym czasopiśmie polskim i na okładkach szkolnych, słyszało jego głos w salach odczytowych, występował jako przedstawiciel nauki polskiej na zjazdach i kongresach międzynarodowych, i każdy kraj zazdrościł nam tak wspaniałego reprezentanta“. Teraz już wypada oddać głos autorowi <em>Autobiografii</em>. Nikt nie opowie lepiej i jaskrawiej własnej historii, jak on sam. Zaczyna może skromnie, na pewno zaś rzeczowo: „Pochodzę z polskiej rodziny szlacheckiej, której losy można z grubsza prześledzić na podstawie rodzinnych dokumentów sięgających XVII wieku. W wieku XVIII w miarę zamożna, w pierwszej połowie XIX wieku zubożała (&#8230;)“. Już to daje nam wyobrażenie o tym, jak widział sam siebie ten jeden z największych intelektów swojej epoki. Nie powiemy, że skromnie, bo odjęłoby to cały animusz i wyjątkowość tej postaci. Pozostańmy więc przy określeniu na pewno trafnym i nie wymagającym korekty: „instynkt wielkości“. Napisał to już wspomniany Parandowski, co dowodzi jedynie jak śmiało i skutecznie radził sobie Zieliński z kreowaniem własnego wizerunku. Dla świata zaangażowany uczony, dla znajomych i bliskich – postać uczuciowa, szczera w swoich emocjach. Czego chcieć więcej? To taka zgoda ze sobą i na siebie jest nieodzownym towarzyszem wspaniałych sukcesów w pracy pisarskiej i naukowej (trzeba dodać wielotematycznej!).</p>
<p>Wielu z nas szuka zawzięcie sensu życia. Albo przynajmniej ukrytego znaczenia, duchowego klucza, jedynych wartości, prawdy o sobie, o przodkach, o szczęściu. Zieliński znalazł tę tajemnicę już u swego źródła: „Skończyło się tym, że 2(14) września 1859 roku przyszło na świat w Skrzypczyńcach drugie dziecko tej pary [Ludwika i Franciszek]. Rozczarowanie, zwłaszcza ciotek, było spore, ponieważ było ono równie brzydkie, jak piękna była jego siostra [Maria]. Za to był to chłopiec. Ochrzczony po przyjeździe ojca, otrzymał na cześć Mickiewicza imię głównego bohatera Pana Tadeusza, a ponadto imię dziadka ze strony matki. A więc: Tadeusz Stefan Zieliński, to miałem być ja“. Jak napisał, od samego początku los związał go z literaturą. Później nie mogło być inaczej: kariera, nauka, książki, filologia, pomysł na życie: nic bez litery, bez języka; cum ventis litigare? Oczywiście wszystko w rozsądnym wydaniu. Na drodze młodego Tadeusza pojawiły się jeszcze pasje przyrodnicza i chemiczna (stopniowo skompletował całe laboratorium). Nie przegrały ze słowem. Nigdy! Wręcz przeciwnie, zaprowadziły tak pożądaną harmonię i umiar. Tak, że kolejne rozdziały autobiografii zyskały w toku opowieści niesłychaną głębię i przenikliwość, podczas gdy przełożone martwym spisem lat i dokonań mogłyby tylko czytelnika zanudzić. Śmierć rodziców, relacje przyjacielskie, życie uczuciowe, stosunki towarzyskie, wszystko to zastanawia swoją ilością i trwa dumnie w przestrzeni tego książkowego świata. W rzeczywistości Zieliński zwiedził więcej niż niejeden z nas dziś, w dobie szybkiej i wygodnej komunikacji. Żył od Rosji, przez Niemcy po Włochy, a więc Europa – współcześni idealiści podobnie, dla takich nie ma granic. Ale pewnie i dalej, w planach czy marzeniach&#8230; Te zaś zrealizował w 1922 r., zaraz po wojnie, gdy Polska po latach zaborów wróciła na mapy świata. Z Warszawy uczynił swoje polskie Eldorado, ukochane miejsce na ziemi; to tu powstała jego największa twórczość, tu też osiągnął długo oczekiwany spokój, przeżył drugą młodość, rozkwitł. Zbierał, co posiał, a tam, jak pisze: „Wszędy kłosy – kłosy – kłosy“. Do czytania o tym w autobiografii jest mnóstwo i więcej!</p>
<p>Byłoby nieporozumieniem streszczać tę historię, która przykuwa magią opisu i prostotą języka. To, co zasługuje na podkreślenie, to niebywały wręcz dystans z jakim autor próbuje zilustrować siebie i swoje przygody. Piszę przygody, bo nie znajduję innego, lepszego słowa. Sam Zieliński nierzadko wspominał bliżej nieznaną<em> łaskę pani Przygody</em>. W rezultacie cała autobiografia jest precyzyjnie skonstruowaną opowieścią o bohaterze niespotykanym w rzeczywistości. Oczywiście mamy w pamięci, że postać Zielińskiego to osoba z krwi i kości, że to człowiek równy naszym miarom. Na inny odbiór tekstu wpływa jednak tło zdarzeń. Zdarzeń podobnych do epickich obrazów, scenerii z modelującym je zręcznie narratorem (w tej roli również Zieliński). Takie obrazy zaplanowane w każdym szczególe (nie nazwiemy ich w żadnym razie fikcją!) wydobywają z bohatera samo bogactwo zalet. Opisane w toku płynnej narracji mogą prowadzić czytelnika do pochopnego wniosku: że bohater w życiu nie doświadczył trudności dnia powszedniego i niepewności jutra, że ominął go, szczęściarza, zły los i bieda. A to przecież nieprawda&#8230; Więc idealizacja świata? Być może. Nie oceni tego osoba, która z bliska nie poznała profesora. Nie ocenię tego i ja. W końcu fakt, że „historia żywota“ jest składna i przejrzysta nie jest w żadnym wypadku wadą. A raczej nieocenioną zaletą! Zaletą godzenia w sobie niepomyślnego losu, wypadków, biegu spraw i pozytywnego ich oswajania. Tu też daje o sobie znać epikureizm, z którym autor zaznajamiał się jeszcze w czasach szkolnych. Lata studiów w Lipsku  pogłębiły ten filozoficzny wybór. Wtedy był on być może już na tyle świadomy i pewny, że wystarczył na całe życie. Epikurejska glossa: „Gdy żyjemy sprawiedliwie i mądrze, gdy tworzymy dzieło, które nas przeżyje, pozostajemy w pamięci potomnych, osiągając naszą ludzką nieśmiertelność poprzez rozum“ – nie mogła być mu obca. Mimo że brak bezpośrednich dowodów na ten typ relacji Epikur &#8211; Zieliński, ciąży on gdzieś mimowolnie. Co tam materializm (bezwarunkowe lektury tamtego czasu, Marks, Engels, Rodbertus), z drugiej strony romantyzm (choć silny i twórczy), na domiar Schopenhauer, i jeszcze Nietzsche. Taki wiek! Dziewiętnasty! Wtedy warto wracać do źródeł, a filolog klasyczny to już obowiązkowo! Młody Zieliński czytywał z ojcem Horacego, by potem zasiąść do szachów. Ars poetica i czarno-biała plansza – czy to nie prawdziwe życie? Nasz bohater znalazł w tym logikę, uporządkował  to według własnych reguł. Nie traktował życia wybiórczo, to by wyraźnie je zubożyło! Postawił odważnie na całość, choćby dla paru chwil rozkoszy (tej epikurejskiej). Może wtedy na przekór, tak dla potwierdzenia reguły, pojawia się zbiór zapisków dziennika. Kim jest bowiem ich autor? Ten sam Tadeusz Zieliński, ale jakby inny. Inny, bo starszy, bo przeżyty, bo inna historia, polityka? Taki wiek! Dwudziesty! Poznajemy szczegółowe, suche fakty kolejnych dni lat 1939—1944  (aż do śmierci). Pogoda (wiatr), temperatura (-2° C), spacer, kąpiel, odwiedziny, kłucie w sercu, noc. Taki obraz w lutym, a w kwietniu, maju: czasem kalafior, piwo, jest i Engels, dwa dni wcześniej Wergiliusz, kawa, szczaw, +9° C. To żadna nuda, żaden konsumpcjonizm! Jesteśmy świadkami krytycznego podsumowania, nie rozliczenia, a szczerego spojrzenia, ironii na miarę mistrza! Ktoś powie taki dziennik to szaleństwo, ja odpowiem: tak, ale świadome. Można choć rzucić okiem!</p>
<p>Nieco inaczej, a na pewno oryginalnie pielęgnuje autor swoją pamięć miłosnej sfery życia. Próżno tu szukać osławionych legendą porwań, uniesień, czy skrajnie, oznak flirtu. Co prawda trudno jest rozsądzić, na ile sposób przedstawienia tych zdarzeń jest zgodny z rzeczywistością. Padają tu przecież imiona (za nimi nazwiska), tak obce słowiańskiemu brzmieniu: Emma, Olga, Barbl, inne. Co może chwilami zastanawiać i każe z utęsknieniem  wypatrywać choć jednej polskiej Marysieńki&#8230; Ale nie to jest najważniejsze. Liczy się sam fakt obecności takich historii w autobiografii. I to czyjej? Uczonego, osoby, reprezentanta świata nauki, skostniałego od konwenansów i ograniczonego w uczuciu. Zieliński tym samym daje dowód swojej romantycznej duchowości. Określenie to nie jest przesadne, wziąwszy pod uwagę fakt, że używa go sam autor, który zaraz potem z powodzeniem stylizuje swoje kontakty z damami na ulotne: „Oczywiście, zabierałem ją również do opery i do Burgtheater, ale naprawdę dobrze czuła się dopiero w «kwietnych salonach», tzn. tam, gdzie były śpiewy ludowe, tańce i tanie uczty. A kiedy zagrano walca Straussa i tańczący podejmowali melodię śpiewając «takiego skarbu, jak ty, na świecie nie ma nikt» – a ja z pełnym przekonaniem wraz z nimi – ona czuła się jak w niebie, a dzięki niej ja też“. Zaczytani w balladowym guście wspomnień nie mamy wątpliwości: Zieliński to romantyk pierwsza klasa! Potwierdzają to jego pióro i wrażliwość. Względne oczytanie, ba, o czym tu mówić, tak znakomity stylista śledził z pewnością literackie trendy. Wiedział jak i co pisać. W autobiografii nieraz zdradza się znajomością Goethego (romantyczna fascynacja?). Szereg nazwisk rosyjskich autorów (m.in. Lermontow), same najciekawsze polskie, Mickiewicz, Słowacki. Tak to Polak bez ojczyzny świadczył o swej polskości. I tu już bez zbędnej kreacji. Miłość, uczucia patriotyczne, ojczyźniane, one nie wymagają przerysowania. Ładne słowa, estetyka zdania, wtedy już raczej nie jako instrumenty, tylko wynik pewnej świadomości twórczej, własnej formy. I już zaraz nie przeszkadza, że to nie sąsiadka Marysia czy Zosia, może być ta Luiza; ważne, że uczucie szczere i pełne, aż do końca&#8230;</p>
<p>Istotne, że tych kilka stron nie burzy przekazu całego tekstu. Tym chwilom ucieczki w miłość pana Zielińskiego towarzyszy nie-zorientowanie. Weźmy zdanie: „O jej życiu nie myślałem wcale, taniec przesłaniał wszystko, miałem wrażenie, że przeżywam baśń, moją baśń taneczną“. I bal, i taniec, i spojrzenie, kto by pomyślał, a to było naprawdę. Tu jeszcze szczegół, bo właściwie na co ten uczony nam to opowiada? No właśnie&#8230; Chce się zrehabilitować przed sobą, przed dziećmi? Pragnie zapisać swoje dokonania i podboje miłosne? Chce być w zgodzie z własnym sumieniem? Mówi o tym przekonująco: „Pamiętajcie jednak [dzieci], jeśli będziecie to czytać, że byłem wówczas młodszy, niż dziś najmłodsze z was, i że od dziecka brak mi było miłości matki – najwspanialszej ze wszystkich – w ten sposób gromadziła się we mnie niezaspokojona potrzeba czułości“. Czy mu wierzyć? To inna sprawa. Nie rozpatrujemy przecież wiarygodności tekstu. Autobiografia to autobiografia. Kto zaufa tej radzie już jest o krok do przodu w interpretacji, a kto jeszcze w to uwierzy&#8230; Hm, no cóż, zostanie więźniem Zielińskiego, w lepszym wydaniu – jego zakładnikiem, ale zaręczam, szybko się nie zorientuje. Tajemnicza wielkość będzie i tak o krok przed nami.</p>
<p>Tadeusz Zieliński, „Autobiografia, Dziennik 1939—1944“,  podali do druku Hanna Geremek i Piotr Mitzner, Warszawa 2005, wyd. DiG.</p>
<p>PS Pozycja ta, na rynku wydawniczym od 2005 roku, przeszła raczej bez echa w literackim światku. Jej interesujący bohater i zarazem autor, Tadeusz  Zieliński, dotąd nieznany większemu gronu czytelników odkrywa przed nami swój intymny i prywatny świat. Już ten fakt zasługuje na uwagę, a na jeszcze większą sprawa odwagi, jaką wykazało się wydawnictwo DiG proponując czytelnikowi autobiografię (dotąd niepublikowaną) człowieka, który zmarł w 1944 roku, gdzieś w Niemczech, czyli dawno i nie jak to trzeba <em>po polsku</em>, w Polsce. O którym milczał PRL, bo był chrześcijaninem. Ten trud i odwaga godne podziwu potwierdziły jedynie nieprzemijalność pewnych wartości. Otóż że prawda, piękno i dobro obronią się same, że ta antyczna trójca wciąż jest jeszcze na wyciągnięcie ręki, rzut oka&#8230; Polecam.</p>
<p>Autorka: <strong>Katarzyna Grabarczyk<br />
</strong></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/28/cos-wiecej-niz-zielinski"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/28/cos-wiecej-niz-zielinski" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/28/cos-wiecej-niz-zielinski" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/28/cos-wiecej-niz-zielinski/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowa Jola: &#8230;Do kochania</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/25/nowa-jola-do-kochania</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/25/nowa-jola-do-kochania#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 25 Apr 2009 06:18:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agata Słyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[jola nova]]></category>
		<category><![CDATA[poezja chrześcijańska]]></category>
		<category><![CDATA[poezja miłosna]]></category>
		<category><![CDATA[wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=938</guid>
		<description><![CDATA[Chciałabym przedstawić bliską mi osobę. Bliską, bo jest dla mnie dzielącą się swym bogactwem życiowym dojrzałą kobietą, ciepłą i obiektywną powierniczką. To, że jest bliska, ułatwia mi odczytywanie i interpretację jej twórczości w pewnym kluczu. Każdy jednak, w tym przypadku, korzystał będzie z własnego klucza. Przedstawiam poetkę: Jola Nova. Jej twórczość została zaprezentowana czytelnikom w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="TEXT-ALIGN: justify">Chciałabym przedstawić bliską mi osobę. Bliską, bo jest dla mnie dzielącą się swym bogactwem życiowym dojrzałą kobietą, ciepłą i obiektywną powierniczką. To, że jest bliska, ułatwia mi odczytywanie i interpretację jej twórczości w pewnym kluczu. Każdy jednak, w tym przypadku, korzystał będzie z własnego klucza. Przedstawiam poetkę: Jola Nova.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify">Jej twórczość została zaprezentowana czytelnikom w pięciu zbiorkach poezji (&#8220;Erotica&#8221;, &#8220;Unisex&#8221;, &#8220;Tylko miłość&#8221;, &#8220;Psyche i eros&#8221;). Ostatni z nich &#8220;&#8230;Do kochania&#8221; miał swoją premierę w lutym tego roku. Jola Nova w swoich wierszach zawsze dawała wyraz przekonaniu, że miłość jest najważniejsza. Również dziś, za o. Krąpcem głosi: <em>Człowiek urodził się jako produkt miłości i istnieje w miłości i do miłości</em>. Oto jej wczesny, bodaj sztandarowy wiersz:</p>
<address>Miłość moja<br />
krucha i silna<br />
soczysta i pachnąca<br />
jak róża<br />
tysiącem<br />
zakamarków bogata<br />
nieodgadniona<br />
nienasycona<br />
niezgłębiona<br />
tajemnica &#8211; miłość </address>
<p><span id="more-938"></span></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify"><img class="size-full wp-image-939 alignleft" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2009/04/dokochania.jpg" alt="dokochania" width="147" height="212" />Autorka jawi się jako kobieta czerpiąca i udzielająca ze swojej seksualności. Pełna namiętności i pasji w smakowaniu życia i odkrywaniu jego tajemnic. Choć te tajemnice często okazują się mroczne i skrywają wiele bólu. To &#8211; kiedy coś się kończy, kiedy ktoś odchodzi&#8230;</p>
<p style="padding-left: 180px; text-: left;"><em>Tu i tam</em></p>
<p style="padding-left: 180px; text-align: left;"><em>Tam w Niebie<br />
Było nam<br />
Gorąco<br />
To nieprawda, że gorąco jest w piekle<br />
Byłam<br />
Tam i tu<br />
Tu w piekle jest zimno</em></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify">Jola Nova odkrywa tajemnice serca kobiety, które pragnie, tęskni, cierpi, oszukuje, zapomina, pragnie zapomnieć. Kocha. Czyli wszystko znajome każdemu sercu, tyle, że niewypowiadane. A ona ubiera wszystko to w słowa i czyni intymną rzeczywistość serca: intersubiektywną.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: left"><em>Ja nie płaczę, oddycham&#8230; tuż po&#8230;</em></p>
<p style="TEXT-ALIGN: left"><em>Ja nie płaczę<br />
ani nie szlocham<br />
ja tylko tak<br />
głęboko oddycham</em></p>
<p><em></em></p>
<p><em>tuż po twoim odejściu</em></p>
<p><em>Głęboko oddycham,<br />
właśnie po to<br />
żeby nie płakać</em></p>
<p><em>tuż po twoim odejściu</em></p>
<p><em>Żeby usłyszeć,<br />
że nie<br />
umarłam&#8230;</em></p>
<p><em>Tuż po twoim odejściu</em></p>
<p><em>Oddycham głęboko,<br />
żeby wypuścić z siebie<br />
stare przyzwyczajenie</em></p>
<p><em>Tuż<br />
po twoim&#8230;<br />
odejściu.</em></p>
<p> </p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify">I kiedyś następuje większa niż zazwyczaj zmiana. Odpowiednia różnica. Przemiana serca. Wyciszenie. Pragnienie miłości odnajduje swój sens w Bogu Jedynym.</p>
<p style="padding-left: 180px; text-align: left;"><em>Jeżeli Pan<br />
Musnął cię chociaż raz<br />
I zwróciłeś na to uwagę<br />
Nie pociąga cię mrok<br />
Nie smakuje ci grzech<br />
Jak dawniej&#8230;</em></p>
<p style="padding-left: 180px; text-align: left;"><em>&#8230;a jeśli Pan<br />
jeszcze raz cię dotknął<br />
I poczułeś to mocno<br />
Nie ogarnie cię mrok<br />
Nie pociągnie cię grzech&#8230;<br />
&#8230; bo nie może smakować śmierć</em></p>
<p style="padding-left: 180px; text-align: left;"><em>temu,<br />
kto wybrał Życie.</em></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify">To okres twórczości z końca 2005 roku. Nowy okres. Fascynacji absolutem i Bogiem bliskim. Rośnie zażyłość w tej międzyosobowej relacji. Także ufność i pokora ze strony Człowieka. Tych najnowszych wierszy jest w tomiku bardzo niewiele. Jest &#8220;&#8230;Do kochania&#8221; rozliczeniem z własną historią, spina przeszłość klamrą, pozwala ją zobaczyć z punktu &#8220;dziś&#8221;. A jakie jest dziś? Oto świeżutki i niepublikowany wiersz, za pozwoleniem Autorki:</p>
<address>Adoro Te I</address>
<address> </address>
<address>Każdym swoim nerwem<br />
Wielbię Cię<br />
W każdej kropli krwi<br />
Zapisana jest<br />
Pamięć o Tobie<br />
A moje<br />
Krwinki białe<br />
Krwinki czerwone<br />
Krwinki zielone<br />
Krwinki niebieskie<br />
Różowe i błękitne<br />
Radośnie tańczą<br />
Z miłości<br />
Twojej do mnie</address>
<address>Żyję</address>
<address><img class="alignright size-full wp-image-940" style="border: black 1px solid;" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2009/04/jolanova.jpg" alt="jolanova" width="188" height="252" /></address>
<p>Ponieważ w kwestii duchowości jestem zwolenniczką integracji ducha i ciała, spodziewam się wielkiej syntezy. A póki co, serdecznie zapraszam do zapoznania się bliżej z twórczością (mojej bliskiej) Joli Novej.</p>
<address></address>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/25/nowa-jola-do-kochania"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/25/nowa-jola-do-kochania" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/25/nowa-jola-do-kochania" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/25/nowa-jola-do-kochania/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niepolityczna uczta w „Polityce”</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/03/04/niepolityczna-uczta-w-%e2%80%9epolityce%e2%80%9d</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/03/04/niepolityczna-uczta-w-%e2%80%9epolityce%e2%80%9d#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Mar 2009 22:32:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filozofia]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Spotkania]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Gadacz]]></category>
		<category><![CDATA[Historia Filozofii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=861</guid>
		<description><![CDATA[Były tłumy! Ludzie w wieku od podstawówki do zupełnie starych (celowo nie piszę starszych, bo trzeba patrzeć prawdzie w oczy), zajęli wszystkie wolne krzesła, których nie starczyło, więc sporo osób stało w dużym ścisku. Część tłumu – ze znanych mi twarzy dojrzałam o. Oszajcę – nawet wylewała się przez drzwi i stała w korytarzu. Profesor [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[if gte mso 9]&gt;  Normal 0 21   false false false        MicrosoftInternetExplorer4  &lt;![endif]--><!--[if gte mso 9]&gt;   &lt;![endif]--> <!--[if gte mso 9]&gt;  &lt;![endif]--><!--[if gte mso 9]&gt;   &lt;![endif]-->Były tłumy! Ludzie w wieku od podstawówki do zupełnie starych (celowo nie piszę starszych, bo trzeba patrzeć prawdzie w oczy), zajęli wszystkie wolne krzesła, których nie starczyło, więc sporo osób stało w dużym ścisku. Część tłumu – ze znanych mi twarzy dojrzałam o. Oszajcę – nawet wylewała się przez drzwi i stała w korytarzu. Profesor Tadeusz Gadacz na podstawie takiej frekwencji zmienił zdanie o Warszawie. Okazja? To zdumiewające, ale okazją była zorganizowana w siedzibie „Polityki” promocja książki „Historia filozofii XX wieku” i spotkanie z jej autorem, Tadeuszem Gadaczem. Nie żadna lustracja, ani aborcja, ani konflikt izraelsko-palestyński. A jednak nie jest z nami tak źle. Nie tylko warszawiakom (ujawniła się na przykład 50 osobowa grupa z Gdańska) pozostał jeszcze jakiś instynkt pozwalający wykrywać wielkość i chcieć się do<span> </span>niej zbliżać.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Chociaż ja również przez dwie bite godziny stałam, ani przez chwilę nie żałowałam, że przyszłam. Uwielbiam spotykać ludzi z pasją, a jeśli na dodatek pasję ma mądry człowiek i <span> </span>jest nią myślenie i dzielenie się rezultatami swoich poszukiwań i przemyśleń z czytelnikiem, któremu okazuje się szacunek, choćby przez to, że stara się mówić jak najbardziej zrozumiale o sprawach skomplikowanych, to jest to wyjątkowo smakowita uczta.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Dla Tadeusza Gadacza życie jest filozofią i właśnie takie życie kocha. Odpoczywa, kiedy śpi &#8211; pięć godzin dziennie. Poza tym – czyta. Wyjeżdża zagranicę, po to tylko żeby czytać w bogatszych bibliotekach. Czyta – w sześciu językach &#8211; również to, co czytali inni filozofowie i na tej podstawie znajduje związki ich myśli z tradycją, o których oni sami nie wiedzieli. Także na tej podstawie odkrywa wzajemne podobieństwa między z pozoru dalekimi od siebie prądami myślowymi. Napęd do życia daje mu filozofia, pocieszenie daje mu filozofia. Ciekawe, co je na śniadanie?</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Niebywała erudycja Profesora budzi podziw i może onieśmielać, ale nie jest wymierzona przeciw mniej sprawnym, nikogo nie wyklucza, nie pomniejsza. Raczej można powiedzieć, że szczodrze udziela się. Szereg stwierdzeń Tadeusza Gadacza sprawiło mi wiele radości. Wymienię kilka: Autor w sporze między poszukiwaniem prawdy a dążeniem do oryginalności staje po stronie prawdy &#8211; nawet jeśli prawdopodobnie nigdy się jej nie odkryje. W filozofii interesuje go człowiek. Ceni filozofię dialogu. Dialog jest według niego zarówno instrumentem (Habermas) jak i egzystencją (Levinas). Nie lubi powojennej filozofii francuskiej, bo zrezygnowała z pytania o prawdę i zajmuje się grami. Uważa, że filozofia powinna uczestniczyć w ważnych wydarzeniach współczesności, na przykład powinna przemyśleć obecny kryzys i to że tak nie jest Profesor uważa za zjawisko negatywnie świadczące o naszej kulturze i niebezpieczne.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Autor tworzy dzieło, które będzie miało kilka tysięcy stron i będzie przeglądem stanowisk kilkuset filozofów. Na pytanie kolegi, po co pisze takie dzieło, przecież wszystko można znaleźć w googlach, mówi, że gdy wpisuje w google słowo &#8220;sens&#8221;, wyskakuje mu miasto we Francji.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Na początku spotkania pada pytanie, dlaczego pisze książkę  tak obszerną. Wyjawia w odpowiedzi, że nie da się krócej napisać tego, co chce. Dla zobrazowania problemu przytacza mail anonimowej studentki, która poprosiła go o napisanie, jaki jest według niego sens życia, ale żeby było w jednym zdaniu. Śmiechy z sali, bo wszyscy wiedzą, że się nie da.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Pod koniec spotkania ktoś dociekliwy chce jednak wiedzieć, co odpowiedział tej anonimowej studentce na jej pytanie o sens życia. Tadeusz Gadacz uśmiecha się i mówi: „Odpowiedziałem jej, że miłość”.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">A więc jednak się da! I to nawet jednym słowem!</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/03/04/niepolityczna-uczta-w-%e2%80%9epolityce%e2%80%9d"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/03/04/niepolityczna-uczta-w-%e2%80%9epolityce%e2%80%9d" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/03/04/niepolityczna-uczta-w-%e2%80%9epolityce%e2%80%9d" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/03/04/niepolityczna-uczta-w-%e2%80%9epolityce%e2%80%9d/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Anders z Harlequina</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/11/09/anders-z-harlequina</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/11/09/anders-z-harlequina#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 09 Nov 2008 15:57:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[andres]]></category>
		<category><![CDATA[histoia]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[rp]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=657</guid>
		<description><![CDATA[Maria Nurowska, &#8220;Anders&#8221;, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008, ss. 254. Zobacz: Książka na stronie wydawnictwa Książka Marii Nurowskiej „Anders” stała się przedmiotem nietrudnej krytyki. W kilku słowach zawarł swoją ocenę Piotr Adamczewski („Romans z generałem”, www.polityka.pl).: Nurowska nie mogła zdecydować się na to, co chce napisać: dokumentalną biografię wybitnego Polaka czy też powieść osnutą wokół autentycznych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-658" title="Maria Nurowska, Anders, WAB" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2008/11/andersjhpwab.jpg" alt="" width="480" height="120" /></p>
<p>Maria Nurowska, &#8220;Anders&#8221;, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008, ss. 254. Zobacz: <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=655" target="_blank">Książka na stronie wydawnictwa</a></p>
<p>Książka Marii Nurowskiej „Anders” stała się przedmiotem nietrudnej krytyki. W kilku słowach zawarł swoją ocenę Piotr Adamczewski („Romans z generałem”, www.polityka.pl).: <em>Nurowska nie mogła zdecydować się na to, co chce napisać: dokumentalną biografię wybitnego Polaka czy też powieść osnutą wokół autentycznych wydarzeń, (&#8230;) powstał chaos (&#8230;). Wspomnienia znanych i wybitnych towarzyszy życia generała oraz członków jego rodziny przeplatają się z wyraźnie fabularyzowanymi wątkami. Cytaty z dokumentów inkrustowane są wymyślonymi dialogami (z Berią, Stalinem i innymi postaciami historycznymi), co irytuje i zgrzyta w trakcie lektury (…) montaż fikcji z autentycznymi wydarzeniami wprowadza niesamowity bałagan chronologiczny. Nie mniejszym błędem jest też patos, z jakim autorka stara się nam wmówić, że jej bohater jest Wielkim Polakiem i Prawdziwym Patriotą</em>.</p>
<p>Zgoda. Trudno powieść „Anders” traktować jako monografię historyczną. Nie może ona być traktowana jako rzetelne źródło wiedzy o Generale. Przyczyniła się do tego autorka także wybiórczym powoływaniem się na źródła. Na przykład, gdy opisuje wydarzenia wokół przewrotu majowego: 12 maja 1926 roku, pod wieczór, Anders wyszedł z domu na spacer, mijał właśnie Belweder, kiedy niemal wybiegł mu na spotkanie nowo mianowany minister spraw wojskowych, generał Malczewski. (…) – To nic pan nie wie? – zdumiał się (…) minister. – Szykuje nam się zamach stanu. Wacław A. Zbyszewski w swoich „Gawendach o ludziach i czasach przedwojennych” (Czytelnik, Warszawa 2000) tak opisuje to zdarzenie, powołując się na słowa Andersa: 12 maja 1926 roku, pod wieczór, (…) wyszedłem z domu, by udać się z wizytą. Gdym przechodził pod Belwederem, za rękę złapał mnie nowo mianowany minister spraw wojskowych, generał Malczewski. – Co, nic nie wie pan, co się stało? (…) Próba zamachu stanu. Autorka nie bierze pod uwagę faktu, że Zbyszewski może po prostu bujać. Sama przecież to robi, o czym pisał wcześniej Adamczewski. Więc o ile Władysław Anders rzeczywiście był szefem obrony Belwederu, okoliczności, w jakich zostało na tę funkcję powołany, nie musiały przedstawiać się równie plastycznie. A to przecież zaledwie jeden przykład sytuacji, której opis znalazł się w tej książce.</p>
<p>Jakkolwiek by jednak było, książkę przeczytać warto.</p>
<p><span id="more-657"></span></p>
<p>Autorka bowiem decyduje się spojrzeć na Władysława Andersa z ciekawej perspektywy. Punkt ciężkości kładzie ona nie na dosłowną biografię twórcy i dowódcy Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, dowódcy Armii Polskiej na Wschodzie i 2 Korpusu Polskiego, legendarnego przywódcy spod Monte Cassino, ale na losy człowieka wplątanego w miłość i wojnę; człowieka, który potrafi niekiedy bardziej denerwować, niż wzbudzać podziw. Czyni go to wprawdzie bohaterem rodem z romansu, ale jeśli takie było drugie oblicze generała, Nurowska je pokazuje.</p>
<p>Jej Anders to mężczyzna, który w czasie wojny porzuca swoją żonę, Irenę Anders, dla młodej Renaty Bogdańskiej, tancerki kabaretowej w wieku własnej córki; tchórz, który nie ma odwagi by powiedzieć generałowej o swojej nowej wybrance; ojciec, który na długie lata traci kontakt z córką. Gdyby przyjąć optykę autorki, omówione powyżej wady powieści tracą na znaczeniu, słabości książki zaczynają przemawiać na jej korzyść. Ważniejsza od faktów staje się bowiem fabuła i dramat. A tych w przypadku złożonej postaci Andersa nie brakuje.</p>
<p>Książka popularyzuje wiedzę o Generale, którego niektórzy stawiają na drugim miejscu po Józefie Piłsudskim, a na przykład cytowany już Zbyszewski porównuje go do księcia Józefa Poniatowskiego.</p>
<p>Nurowska lekko wprowadza czytelnika w meandry sporów historycznych; na poboczu biografii umieszcza cztery odmienne oceny bitwy o Monte Cassino. Daje próbkę tego, czym emocjonowała się polska emigracja po wojnie, relacjonując proces o zniesławienia, jaki Anders wytoczył dziennikarzom „Narodowca”. Pismo zarzucało generałowi, że w czasie pierwszej wojny światowej nie czuł się Polakiem, odmówił udziału w Bitwie Warszawskiej, a podczas drugiej wojny światowej był wrogiem generała Sikorskiego i wierzył w zwycięstwo Hitlera. Przebieg tego procesu jak w soczewce pokazuje nonsensy wojen toczonych w środowisku polskich emigrantów.</p>
<p>Bohater Nurowskiej prawdziwą miłością pałał do koni. To o nie musiał walczyć do końca, jako starzejący się emigrant. Przedwojenny właściciel stajni wyścigowej czuł się obrabowany przez aliantów, którzy na jego koniach wygrywali pieniądze. Domagał się zadośćuczynienia od Amerykanów; na pięć lat przed śmiercią, w 1965 r., wygrał proces o zrabowane konie z Republiką Federalną Niemiec.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/11/09/anders-z-harlequina"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/11/09/anders-z-harlequina" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/11/09/anders-z-harlequina" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/11/09/anders-z-harlequina/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Von Marschall: Czym Obama różni się od Tuska?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Sep 2008 20:10:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[obama]]></category>
		<category><![CDATA[usa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=412</guid>
		<description><![CDATA[Jak różnie patrzą na wybory w Ameryce Polacy i Niemcy, można było się przekonać na spotkaniu z Christophem von Marschallem, autorem książki „Barack Obama czarnoskóry Kennedy” wczoraj w redakcji Polityki. – W Niemczech pytają, dlaczego jestem wobec Obamy tak krytyczny, a tu, w Polsce, dlaczego się nim tak fascynuję – mówił o odbiorze swojej książki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak różnie patrzą na wybory w Ameryce Polacy i Niemcy, można było się przekonać na spotkaniu z Christophem von Marschallem, autorem książki „Barack Obama czarnoskóry Kennedy” wczoraj w redakcji Polityki. – W Niemczech pytają, dlaczego jestem wobec Obamy tak krytyczny, a tu, w Polsce, dlaczego się nim tak fascynuję – mówił o odbiorze swojej książki von Marschall, redaktor berlińskiej gazety Der Tagesspiegel, od 2005 r. korespondent w Waszyngtonie.</p>
<p>Nic dziwnego, jeśli przypomnieć sobie, że Obama zgromadził na wiecu w Berlinie 200 tys. ludzi, czyli więcej niż na jakimkolwiek wiecu w USA. Czy to „prawdziwy łowca ludzi”, jak nazywa demokratycznego kandydata na prezydenta von Marschall? I dlaczego go tak nazywa, pytał prowadzący spotkanie Marek Ostrowski.  – Ludzie są zmęczeni tradycyjną polityką, także Kongresu, dla którego poparcie jest bardzo niskie. Nazywają go „Do Nothing Congress” – tłumaczył von Marschall. Nie robiący nic, bo sparaliżowany przez rywalizację dwóch obozów. Wg autora książki, dopiero Obama ma szansę pojednać Republikanów i Demokratów.</p>
<p>I może to zrobić właśnie teraz. Bo, jak mówi von Marschall, „To powinien być rok Demokratów. Notowania Partii Demokratycznej są znacznie wyższe niż Republikanów”. Ale nie przekłada się to na notowania kandydatów z obu partii. Czy z powodu koloru skóry Obamy? Von Marschall: &#8211; Jeszcze trudniejszy do przełknięcia dla Amerykanów będzie może nie mulat Obama, ale jego czarno-czarna żona Michelle Obama.</p>
<p>Wszyscy chcą być łatwiejsi przełknięcia, dlatego Obama wziął na kandydata na swojego wiceprezydenta jakby McCaina – Joe’go Bidena, a McCain – Sarah Palin. W każdym razie będą to bardzo ciekawe wybory, a obaj kandydaci są dobrzy. Sam raczej obstawiam McCaina. Ale oddolny ruch poparcia dla Obamy i ta rekordowa liczba 1,7 mln Amerykanów, którzy przekazali pieniądze na jego kampanię przez internet – to robi wrażenie.</p>
<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2008/09/okladka_0bama200.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-413" title="okladka_0bama200" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2008/09/okladka_0bama200.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a><br />
<span id="more-412"></span><br />
<object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="344" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/wKsoXHYICqU&amp;hl=en&amp;fs=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/v/wKsoXHYICqU&amp;hl=en&amp;fs=1" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="344" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/jjXyqcx-mYY&amp;hl=en&amp;fs=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/v/jjXyqcx-mYY&amp;hl=en&amp;fs=1" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Taka Polska istnieje naprawdę?!</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/25/taka-polska-istnieje-naprawde</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/25/taka-polska-istnieje-naprawde#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Jun 2008 08:51:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dariusz Kowalczyk SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=277</guid>
		<description><![CDATA[Udając się pociągiem do Gdyni, kupiłem na Dworcu Centralnym powieść Bronisława Wildsteina „Dolina Nicości”. Na okładce kilka opinii o książce. Zdaniem Jarosława Gowina „to najważniejsza książka o współczesnej Polsce – Dolinie nicości, miejscu zła, kraju nierozliczonej zdrady, zapomnianych bohaterów, zakłamania, tchórzostwa, stadnego myślenia i manipulacji. Kraju układów sięgających korzeniami czasów PRL-u, oplatających biznes, media, sądy, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Udając się pociągiem do Gdyni, kupiłem na Dworcu Centralnym powieść Bronisława Wildsteina „Dolina Nicości”. Na okładce kilka opinii o książce. Zdaniem Jarosława Gowina „to najważniejsza książka o współczesnej Polsce – Dolinie nicości, miejscu zła, kraju nierozliczonej zdrady, zapomnianych bohaterów, zakłamania, tchórzostwa, stadnego myślenia i manipulacji. Kraju układów sięgających korzeniami czasów PRL-u, oplatających biznes, media, sądy, politykę, Kościół&#8230; Taka Polska istnieje naprawdę”. Czy rzeczywiście taka Polska istnieje naprawdę? To niepokojące pytanie noszę w sobie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Książka wciągnęła mnie. Żal było ją odłożyć, kiedy dojechałem do Gdyni. Lekturę dokończyłem przy najbliższej okazji. Nietrudno odgadnąć, kogo, jakie sytuacje, Wildstein miał na myśli kreując takie powieściowe postaci jak redaktor Bogatyrowicz, profesor Lew, redaktor Return, biskup Korytko, redaktor Niecnota&#8230; Czy taka Polska istnieje naprawdę?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Kiedy czytam o tym jak Niecnota, Bogatyrowicz i pułkownik Nowak uderzają w prawicowego polityka Widłaka wykorzystując jego nastoletnią córkę, to przypominam sobie oczywiście sprawę Andrzeja Kerna i jego córki Moniki, która uciekła z domu ze swoim chłopakiem. Kern walczy o powrót córki do domu. Zostaje przez największe media okrzyknięty prawicowym oszołomem, który dla kariery politycznej chce zniszczyć piękną miłość córki. W Sejmie dochodzi do głosowania nad odwołaniem marszłka. Kiedy wniosek nie przechodzi, autorytet, prof. Geremek uderza w znane tony: „Sejm dokonał aktu samokompromitacji. Instytucja, która nie potrafi ludzi społecznie skompromitowanych – chociażby nosili oni tytuł wicemarszałka Sejmu – skłonić do zrzeczenia się funkcji, sama jest sobie winna”. Na ślubie Moniki, okrzykniętym przez media „ślubem stulecia”, bawi się doskonale sam Jerzy Urban. „Gazeta Wyborcza” przytacza jego słowa: „Kern jest już chyba skończony w oczach opinii publicznej”. W rekordowym tempie reżyser Marek Piwowski, kręci film „Uprowadzenie Agaty”, w którym pokazuje zdemoralizowanego, solidarnościowego polityka i jego wspaniałą córkę, uciekającą z domu dla miłości. Producentem filmu jest Lew Rywin. Potem okazuje się, że swego czasu Piwowski współpracował z ubecją. Kariera polityczna Andrzeja Kerna legnie w gruzach. Dziś po „wielkiej miłości” i małżeństwie Moniki nie ma już śladu. O dawnych wydarzeniach i jej głównych postaciach Monika Kern mówi: „To jest tak, jakby w pewnym momencie przyszli, odegrali rolę w spektaklu i zniknęli. Kostiumy zabrane, dekoracja sprzątnięta”. W książce redaktor Niecnota dziwi się, że wszystko poszło tak gładko i zakończyło się takim sukcesem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">O sprawie Kernów mało kto chce pamiętać. Nie dziwię się, skoro ma rację prof. Legutko, że to „największa kompromitacja środowiska medialnego w dziejach Trzeciej RP”. Przytaczam tę historię, choć nie jest ona najważniejsza w porównaniu z innymi wydarzeniami. Ale jest bardzo pomocna w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Czy taka Polska istnieje naprawdę? </span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Obejrzałem film „Trzech kumpli” – fabularyzowany dokument o Bronisławie Wildsteinie, Stanisławie Pyjasie i Lesławie Maleszce. Wstrząsający! Pyjas zostaje zamordowany przez ubecję, Maleszka pracuje w GW, a Wildstein zostaje wyrzucony z „Rzeczpospolitej” za próbę popchnięcia lustracji do przodu. Z zażenowaniem i zgrozą patrzę na Krzysztofa Kozłowskiego, redaktora „Tygodnika Powszechnego”, który ujawnienie, że Maleszka był agentem, nazwał „podłym donosem”, a dziś na stwierdzenie, że przecież Maleszka sam się przyznał, bredzi, że to jeszcze nie jest dowód przed sądem. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Czy taka Polska istnieje naprawdę? Mieliśmy wszyscy patrzeć w przyszłość. Błękitną. Cieszyć się niewątpliwymi sukcesami osiągniętymi po 1989. A tu wciąż nie brakuje ludzi, w tym ludzi młodych, którym coś nie gra i wkurzeni zadają pytanie: W jakim kraju, k&#8230;, ja żyję?</span></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/25/taka-polska-istnieje-naprawde"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/25/taka-polska-istnieje-naprawde" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/25/taka-polska-istnieje-naprawde" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/06/25/taka-polska-istnieje-naprawde/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

