
Mariusz Janicki, Wiesław Władyka, „Cień wielkiego brata. Ideologia i praktyka IV RP”, „Polityka” – Spółdzielnia Pracy, Warszawa 2007, ss. 272.
O tej książce będziemy pisać szerzej w grudniowym „PP”. Nie wnikając w poruszane w niej główne zagadnienia, chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz: Janicki i Władyka swoją robotą bronią dziennikarstwa politycznego. „Bronią”, bo, moim zdaniem, wymaga ono obrony. Z dwóch powodów. Po pierwsze, dziennikarstwo zdaje się pędzić za bieżącymi wydarzeniami, nagłaśniać je i opisywać, ale często brakuje w tym ogólniejszej refleksji, zauważania ciągów przyczynowo-skutkowych, tendencji, procesów; informowanie zmieniło się w rozbawianie, a objaśnianie w zaciemnianie obrazu rzeczywistości.
Po drugie, komentarzom czy innym formom publicystycznej wypowiedzi brakuje rzetelności, a niedobór ten – zamiast pokorą, wyważeniem, rozważaniem racji – uzupełnia się ostrością stylu i demagogią.
Ks. Adam Boniecki, naczelny “Tygodnika Powszechnego”, mówi, że nie poszukuje autorów wśród studentów dziennikarstwa; być może tendencja do chodzenia na skróty i jednocześnie posiadania nieuzasadnionej pewności siebie ich (albo “nas” – kilku autorów Bloga Powszechnego kończy właśnie dziennikarstwo na UW) charakteryzuje. Np. dlatego, że nie zderzają się na studiach z tzw. prawdziwą wiedzą, nie zgłębiają konkretnej dziedziny, zatem nie nabywają pokory wobec ogromu wiedzy (to tylko moje luźne skojarzenia).
W tym zawodzie łatwo, przy pewnych umiejętnościach i ciężkiej pracy szybko zaistnieć i mieć osiągnięcia. Zdarzają się wyjątki, samouki, którym wiedzę akademicką zastąpiły wielkie talenty. Ale nie idealizujmy. Wystarczy spojrzeć na bardzo niski poziom merytoryczny konferencji prasowych. Dziennikarze często nie umieją zadawać pytań. Nie są dociekliwi, brakuje im narzędzi, zwłaszcza wiedzy.
Najgorzej, jeśli prowadzi to do nierzetelności, którą przykrywa zarozumiałość; w dziennikarstwie politycznym – po prostu politykowania, uzupełniania argumentów wyrazistością sądów.
Dewaluacja dziennikarstwa – mówiąc patetycznie – szkodzi demokracji. Dziennikarz, który nie wie, jak i o co pytać, gdzie szukać, co czytać, nie służy społeczeństwu. To on na co dzień w imieniu społeczeństwa wymaga od polityków – jak ma to robić bez przygotowania? Może oczywiście służyć samemu sobie; uprawia zawód, który daje wiele przyjemności i satysfakcji; jeśli jednak wartości te są celami same w sobie, nie mówimy już o dziennikarstwie.
Wracając do „Cienia wielkiego brata”, autorzy napisali dobrą książkę polityczną. Odwołują się do konkretów, sięgają w głąb, analizują. Kto dziś w artykułach powołuje się na badania GUS? Przypominają drobne sprawy, które zebrały się na praktykę rządów braci Kaczyńskich, ale także parzą z dalszej perspektywy. Tłumaczą, pomagają zrozumieć. Wprawdzie książka jest mocno osadzona w bieżącej polityce, można się zastanawiać, na ile będzie aktualna i atrakcyjna za kilka miesięcy, ale mówi wiele o polskiej polityce i nie ma w niej pustosłowia. Takie dziennikarstwo daje się lubić.