Większość z ludzi ma nadzieję, że ich życie nie skończy się wraz z ostatnim uderzeniem serca, czy też z ostatnim impulsem w mózgu. Wierzymy w życie po życiu. Tam, gdzie żyją Wszyscy Święci. Warto jednak czasem pomyśleć o tej rzeczywistości, której się spodziewamy, a którą nazywamy niebem. Tym bardziej, że mamy w tym względzie niemałe trudności. Niejednokrotnie nasze wyobrażenia nieba są mało zachęcające: tchną nudą. Obrazy przedstawiające niebo są dużo mniej ciekawe od tych, które przedstawiają piekło. Widzimy niebiańskie chóry złożone z anemicznych chórzystów śpiewających „Alleluja”. Albo jak na obrazach Angelico kółko graniaste, a inne postaci ze złożonymi rękami ze wzrokiem utkwionym gdzieś w górze. Czyżby było tak, że jest nam o wiele łatwiej pokazywać zło, grzech, brzydotę, potępieńczą rozpacz niż niebiańską radość?
A w jaki sposób Biblia mówi o niebie? U proroka Izajasza czytamy: „Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze (tj. na Syjonie) ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę zapuszczoną na twarz wszystkich ludów [...] raz na zawsze zniszczy śmierć”. Uderza uniwersalność i zmysłowa konkretność tej wizji: niebo jako wspaniała uczta. Problem polega na tym, że większość z nas wie, iż nawet po najwyborniejszych winach może boleć głowa. Ale – oczywiście – nie wino jest tu ważne, ale to, że niebo w tej przenośni jawi się jako coś dynamicznego, żywego, zaskakującego.
W Liście do Rzymian czytamy: „Królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym” (14,17). Paweł Apostoł mówi też, że wiara przemija, nadzieja przemija, a pozostaje miłość. A zatem niebo to miłość: to wciąż zaskakujące doświadczenie bycia chcianym i kochanym, oraz zdolność kochania innych. Jedną z najpiękniejszych ksiąg Biblii jest „Pieśń nad pieśniami”. Ten pełen wzniosłego erotyzmu poemat jest wielką metaforą miłości między Bogiem i człowiekiem, i pomiędzy ludźmi. „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust! Bo miłość twa przedniejsza od wina” – woła Oblubienica stając się symbolem ludzi zbawionych, czyli doświadczających miłości. Rzeczywiście, miłość Boga jest wyborniejsza od najwyborniejszych win, o których wspomina Izajasz. W świetle Pieśni nad pieśniami nie szokuje sposób, w jaki architekt i rzeźbiarz Bernini przedstawił ekstazę św. Teresy, czyli mistyczne doświadczenie nieba. Ta emanująca erotyzmem rzeźba znajduje się w rzymskim kościele, Santa Maria della Vittoria.
W niebie (dzięki byciu kochanym i kochaniu) będziemy nareszcie w pełni sobą. Ksiądz Tischner przytacza w jednym z wywiadów opowieść góralską o Zwyrtale Muzykancie, który umarł i dusa jego wybrałą się do nieba. Przechodzi przed Niebieską Bramę, puka, patrzy – zamknione. Burzy się jeszcze raz i wtedy słyszy głos św. Piotra: „Kto tam?”. Odpowiaada „Jo”. „Co za Jo”. No Jo, Zwyrtała. W tym „jo” jest dużo prawdy – konkluduje ks. Tischner – bo przed Bramą Niebieską nie stoimy jako magister X, doktor Y, dyrektor Z, ale właśnie jako „Jo”. Dodajmy „Jo” kochane i chciane przez Boga i zbawionych.
Różne opowieści można by snuć o niebie, ale ostatecznie prawda jest to, co znajdujemy w 1 Liście do Koryntian: „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”. Mówienie o niebie nasuwa pytanie: A jak my tam będziemy wyglądać? Okazuje się, że łatwiej nam wyobrazić sobie siebie w niebie w formie niematerialnych dusz, niż – jak to obiecuje Ewangelia – z duszą i ciałem. Z drugiej strony, wychodzi na to, że chrześcijanie to prawdziwi materialiści, skoro ciągną do nieba swoje ciało. Warto zauważyć, że nie chodzi tutaj o jakąś reanimacje doczesnych szczątków, ale o otrzymanie zupełnie nowego, niebieskiego – jak mówi św. Paweł – ciała. Cud zmartwychwstania polega na tym, że będzie to zupełnie nowe, inne ciało, a zarazem rozpoznamy je jako nasze ciało. Będziemy czuć się po prostu u siebie z naszym nowym ciałem.
Na koniec można by jednak zadać pytanie: No tak, skoro ma być tak wspaniale, to dlaczego tak bardzo boimy się śmierci? Myślę, że obietnica nieba wcale nie ma na celu zniesienia odrazy przed śmiercią. Śmierć bowiem pozostaje czymś nienaturalnym, ohydnym. Nie jest ona dziełem Boga… Ale dlaczego w ogóle jest? Kiedyś w niebie będziemy mogli o to zapytać.