<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Powszechny &#187; Kultura</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/category/kultura/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 19 Aug 2010 09:49:24 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Agora. Zachwyt i przerażenie</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/26/agora-zachwyt-i-przerazenie</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/26/agora-zachwyt-i-przerazenie#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 23:36:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Poznański SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1252</guid>
		<description><![CDATA[
Film “Agora” Alejandro Amenábara musi budzić konsternację i niepokój. Napięcie pomiędzy wysublimowanymi wyżynami ducha i myśli, pasją szukania odwiecznych prawd a okropnością i brutalnością przemocy wzrasta coraz bardziej do samego końca projekcji i staje się nieznośne. Film fascynuje i przeraża zarazem.
Akcja dzieła jest usytuowana w starożytnej, kosmopolitycznej metropolii, tyglu kulturowym i religijnym, jakim przez długie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/26/agora-zachwyt-i-przerazenie#more-1252"><img class="alignnone" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2010/03/agorafilm.jpg" alt="" width="340" height="461" /></a></p>
<p>Film “Agora” Alejandro Amenábara musi budzić konsternację i niepokój. Napięcie pomiędzy wysublimowanymi wyżynami ducha i myśli, pasją szukania odwiecznych prawd a okropnością i brutalnością przemocy wzrasta coraz bardziej do samego końca projekcji i staje się nieznośne. Film fascynuje i przeraża zarazem.</p>
<p>Akcja dzieła jest usytuowana w starożytnej, kosmopolitycznej metropolii, tyglu kulturowym i religijnym, jakim przez długie wieki była Aleksandria. Czwarty wiek to czas fundamentalnego zwrotu w dziejach chrześcijaństwa: po trzech wiekach okrutnych prześladowań zaczyna się szybki jego rozwój. W roku 313 zostało ono uznane przez cesarza Konstantyna jako pełnoprawna religia (porozumienie z Mediolanu). W 380 cesarz Teodozjusz I wydaje słynny dekret ”Cunctos Populos”, który zapoczątkował proces identyfikacji cesarstwa i chrześcijaństwa. W tym też czasie nasilają się restrykcje wobec pogan i Żydów, np. w roku 392 zabroniono pogańskich kultów.</p>
<p><span id="more-1252"></span></p>
<p>Akcja filmu rozpoczyna się dokładnie w 391 roku wydarzeniem zburzenie Serapeionu, oddziału słynnej Biblioteki Aleksandryjskiej znajdującego się przy świątyni Serapisa. Wykonując rozkaz cesarski przemieniono wtedy świątynie Serapisa i inne świątynie pogańskie na kościoły chrześcijańskie. (Ostateczny kres istnieniu Serapeionu położył najprawdopodobniej kalif Omar, który w 642 r., po zdobyciu Aleksandrii, polecił swoim wojskom spalić wszystkie książki niewiernych). W filmie pojawia się trochę sztuczny przeskok do lat 412-415. Jest to czas, kiedy późniejszy Ojciec Kościoła, Cyryl z Aleksandrii (+444) w roku 412 zostaje biskupem Aleksandrii po swoim wuju Teofilu. Żył w czasach bardzo burzliwych sporów o poprawną naukę o Chrystusie (między innymi był on zrzucony z urzędu, uwięziony, następnie znowu przywrócony). Na pierwsze lata jego biskupstwa, dokładnie rok 415, przypada morderstwo Hypatii dokonane przez fanatycznych chrześcijan. Nie da się stwierdzić bezpośredniej winy Cyryla w tym zabójstwie.</p>
<p>Film może rzeczywiście prowadzić do konsternacji. Jest to odczucie, które powstaje, zarówno po oglądnięciu filmu, jak i wtedy, gdy słucha się wywiadów z reżyserem oraz czyta recenzje krytyków i konfrontuje z tym, co pojawiło się na ekranie.</p>
<p>Recenzje skupiają się głównie na twierdzeniu, że istotnym celem filmu jest ukazanie gwałtownego rozwoju chrześcijaństwa i upadku pogan i Żydów w Aleksandrii. Często też dyskutuje się antychrześcijańską wymowę filmu z powodu ukazania scen chrześcijańskiej przemocy. Jednakże sam reżyser w swoich wypowiedziach dotyczących filmu rzadko zwracał uwagę na te wątki. W jednym z nich opowiada on o inspiracji dla powstania tego filmu. Była nią fascynacja niebem, Drogą Mleczną, możliwością życia w kosmosie. Zaczął więc  szukać sposobu pokazania historii tych, którzy zajmowali się astronomię i badali kosmos. Chciał pokazać, jak można byłoby dojść do odkrycia ruchu okrężnego Ziemi wokół Słońca bez używania równań matematycznych. Dla Amenábar astronomia to najważniejszy wątek filmu. I jak mówi, chce ten wątek kontynuować w przyszłości.</p>
<p>Amenábar chciał tym filmem oddać cześć wszystkim tym, którzy badali niebo i odkrywali jego tajemnice. W Hypatii z Aleksandrii znalazł człowieka zafascynowanego wiedzą i gwiazdami. O Hypatii, filozofce i matematyczce wiadomo bardzo niewiele (zob. Maria Dzielska, ”Hypatia z Aleksandrii”, Kraków 2006). Brak historycznych źródeł sprawił, że łatwo stała się wielką legendą, często bardzo ideologicznie interpretowaną (w Oświeceniu czy też przez współczesne ruchy feministyczne).</p>
<p>Pierwsza scena w filmie uderza od razu swoją niezwykłością. Hypatia prowadzi lekcję astronomii, której udziela młodym mężczyznom: poganom, Żydom i chrześcijanom. Wszyscy razem w zgodnej wspólnocie dociekają tajemnic nieba. Hypatia jest jedyną kobietą w filmie, która cokolwiek mówi. Wraz z rozwojem akcji filmu staje się ona symbolem mądrości, filozofii, nauki, kontemplacji nieba, poszukiwania prawdy o istocie rzeczy, o sprawach boskich (niektórzy doszukują się w niej uosobienia gnozy). Nie jest ona jednak religijna w jakimś zwyczajnym sensie. Nie opowiada się ani za bogami pogańskimi ani a Bogiem chrześcijan. Jest uosobieniem Rozumu i Mądrości. Całe swoje życie poświęciła poszukiwaniu prawdy, rezygnując z kochanków, małżeństwa i  rodziny. Film ukazuje jej pasję poznawania tajemnic świata i świeżość zachwytu nad odnajdywanymi prawidłowościami. Tylko dzięki niej sprawy stają się jasne i przejrzyste. Bez niej wszyscy pozostali bohaterowie – w filmie są to tylko mężczyźni – tracą rozsądek, gubią się, nie potrafią sobie poradzić w życiu. Jest więc postacią, która zachwyca i urzeka: taką wykreował ją reżyser. Nie można, w każdym razie zarzucać mu (jak to czynią niektórzy krytycy), że nie przedstawia dokładnie historycznej postaci Hypatii. Jest ona legendą żyjącą własnym życiem, artysta natomiast ma prawo do wolnych skojarzeń oraz luźnej inspiracji, tym bardziej, że chodzi mu o symbol wysiłku ludzkiego ducha, starającego się zrozumieć, jak działa wszechświat.</p>
<p>Sposób postępowania reżysera z postacią Hypatii kłóci się jednak w pewnym stopniu z innymi jego deklaracjami. Mianowicie, bardzo istotne dla Amenábara było pragnienie wierności starożytnej architekturze, sztuce, klimatowi tamtych czasów. Reżyser bardzo chciał odtworzyć Aleksandrię z tamtej epoki, chciał by była realna, rzeczywista, by uczynić widzów świadkami wydarzeń, dać im odczucie bycia w tamtym miejscu i czasie. Wielu recenzentów urzekała realistyczna rekonstrukcja historii i poszczególnych zdarzeń oraz miejsca tych zdarzeń. Jednakże umieszczenie w realistycznej scenerii  legendarnej postaci, przetwarzanej przy tym w symbol, kształtuje w rezultacie pewien przekaz, który jest swoistą interpretacją historii. Dodajmy, arbitralną interpretacją.</p>
<p>Dla chrześcijańskiego widza film „Agora” może być doświadczeniem budzącym przerażenie i sprzeciw – zwłaszcza dzisiaj, gdy codziennie media donoszą o torturowanych czy zabijanych chrześcijanach. Można mieć wrażenie, że film jest adaptacją głównych wątków z książek nowych ateistów: Richarda Dawkinsa, Christophera Hitchensa, Sama Harrisa czy też Michela Onfray. Właściwie co krok reżyser piętrzy przykłady demonicznego działania religii. „Agorę” można odbierać jako skondensowaną dwutysiącletnią historię chrześcijańskiej przemocy odmalowaną ze stoickim spokojem kronikarza. Jest więc bezmyślne burzenie zdobyczy antycznej kultury, pogromy Żydów, symbolicznie wyprawy krzyżowe, polowania na czarownice, bezwzględne manipulowanie Biblią i religią w celu zdobycia władzy i zniszczenia politycznych przeciwników, w końcu, najbardziej kuriozalne i budzące sprzeciw: symboliczne krematorium – stos na którym palone są ciała Żydów, a na jego tle dwaj chrześcijanie rozmawiają o tym, czy się aby nie pomylili przyjąwszy wiarę chrześcijańską. Szokiem jest, gdy fanatyczny katechista, który niejednokrotnie pobudzał do rozruchów i zamieszek, zostaje przez biskupa Cyryla ogłoszony świętym męczennikiem o imieniu Taumazjusz. Przerażające są też ostatnie słowa filmu: ów Cyryl, w filmie przedstawiony jako czarny charakter, okazuje się być późniejszym Ojcem i Doktorem Kościoła, Cyrylem Aleksandryjskim, jednym z głównych protagonistów pierwszych soborów powszechnych i gorliwym obrońcą ortodoksyjnej chrystologii. To wszystko budzi konsternację i jest zarazem głęboko niesprawiedliwe. Nieodparcie nasuwa się odczucie, że reżyser chce dać wyraz swoim niechęciom względem chrześcijaństwa (Amenábar jest hiszpańskim reżyserem młodej generacji). Choć nie można zaprzeczać temu, że wielu chrześcijan dopuszczało się przemocy, i to nieraz w oparciu o cytaty z Biblii i opacznie rozumianą wolę Bożą, to jednak przemoc w imię religii jest przecież, na tle całokształtu oddziaływania religii, marginalnym elementem chrześcijaństwa oraz każdej inne religii w ogólności (co nie oznacza, że przemoc należy marginalizować).</p>
<p>Wielu recenzentów stara się widzieć film jako ponadczasową opowieść o fundamentalizmie, nie tylko chrześcijańskim. Idą w tym za stwierdzeniami samego reżysera. Amenábar deklaruje, że chciał stworzyć pewną metaforę dla zdarzeń współczesnych, naznaczonych religijnym fundamentalizmem. Dla niego tytułowa „Agora” to „nasza planeta dzisiaj i wczoraj. Agora, to miejsce gdzie wszyscy musimy być razem, to miejsce spotkania, gdzie wszyscy musimy rozmawiać a nie zabijać się.” Reżyser kilkakrotnie stosuje też zabieg spojrzenia z kosmosu, jakby z dystansu (z odwiecznego punktu widzenia „Boga”?).</p>
<p>Ale czy rzeczywiście udało się stworzyć w filmie ponadczasową metaforę? Amenábar ma ambicję zabierania głosu w ważnych sprawach społecznych. Widać to było we wcześniejszych jego filmach. „Agora” to pierwszy film Amenábara, w którym podejmuje tematykę historyczną. Dotychczas jego filmy były osadzone we współczesności. Jak można się przekonać oglądając „W stronę morza” Amenábar potrafi być bardzo subtelny i niejednoznaczny. W „Agorze” jednak rzuca się w oczy czarno biały schemat. Poganie ubrani są na biało, chrześcijanie na czarno, subtelne twarze pogan i przestępcze, budzące niechęć twarze chrześcijan. Po stronie religijnej sami fanatycy, dla których jedynymi argumentami są dosłownie brane słowa Biblii i wola Boga, która objawia się im w każdej chwili. Po stronie pogan ludzie światli, wykształceni, dla których ważniejsze od życia jest ratowanie zdobyczy kultury przed barbarzyńskimi hordami chrześcijan. Parę sytuacji, w których raz poganie, a raz Żydzi atakują chrześcijan jest bardzo schematycznych i prawie niezauważalnych na tle dokonań chrześcijan. W odwecie za atak pogan, chrześcijanie, po odczytaniu podczas liturgii ośmiu błogosławieństw rozpoczynają kampanie przemocy. Takie zabiegi sprawiają, że trudno uwierzyć w chęć rzetelnej analizy sytuacji i zaproponowania pogłębionej refleksji nad mechanizmami historyczno-społecznymi. We współczesnym kontekście zmagań religii i walczącego ateizmu, prześladowań chrześcijan oraz terroryzmu inspirowanego fundamentalizmem islamskim (zakorzenionego często w problemach społeczno-kulturowo-ekonomicznych i manipulowanego politycznie), próby budowania metafor dla współczesności na wybranym przez reżysera temacie muszą okazać się chybione.</p>
<p>Film raczej nie jest antychrześcijański, w tym sensie, że nie nawołuje do przemocy przeciw chrześcijanom. Trzeba przyznać, ze mimo wszystko ukazuje – bardzo schematycznie, skrótowo i w skondensowanej artystycznej formie – to, czego dopuszczali się chrześcijanie na przestrzeni dziejów. Amenábar oszczędza widza, nie epatuje krwią czy terrorem. Hypatia, jak podają opisy jej śmierci, zginęła w makabryczny sposób. W filmie zostaje „tylko” ukamienowana. Bulwersuje jednak jednostronność ujęcia, która jest tym bardziej uderzająca, im bardziej współczesne chrześcijaństwo – w wyniku wieków teologicznej i filozoficznej refleksji – zdobyło pełniejszą świadomość tego, co jest centrum wiary i przesłania ewangelicznego.</p>
<p>Najbardziej niepokojąca jest sugestia Amenábara, że nie jest możliwe pogodzenie rozumu i wiary, rozumu i religii. W filmie widać bardzo ostre przeciwstawienie tych dwóch rzeczywistości. Z jednej strony Hypatia – areligijna postawa szukania prawdy, z drugiej, ludzie religijni, ale przedstawieni wyłącznie jako fanatycy albo ludzie wykorzystujący religię dla własnych celów. Nawet chrześcijański uczeń Hypatii, Synesius, który zostaje biskupem Cyreny, ostatecznie okazuje się być religijnym fanatykiem i gwałcąc sumienie Orestesa, prefekta Aleksandrii, zmusza go do wyparcia się Hypatii w imię Biblii. Takie ukazanie spraw bardzo kłóci się z sytuacją faktyczną. Od samego początku chrześcijaństwo zdecydowanie opowiedziało się po stronie rozumu, Logosu. To przecież w Aleksandrii wychowali się i działali intelektualiści tej miary, co Klemens z Aleksandrii (który pierwszy na wielką skalę zaadaptował myśl pogańską dla chrześcijaństwa), czy też Orygenes, który w swoim czasie (II-III wiek) był największym myślicielem w basenie Morza Śródziemnego.</p>
<p>Wychodząc z kina myślałem z jednej strony, o tym, jak bardzo potrzebne jest chrześcijanom solidne i obiektywne studium historii Kościoła, także historii chrześcijańskiej przemocy, by się coś z tej historii nauczyć i jej nie powtarzać; z drugiej strony, jak bardzo religii potrzebny jest mocny związek z rozumem, by nie popaść w szaleństwo, co jest szczególnie niebezpieczne, gdy religia zwiąże się z polityką. Warto też dbać o to, by wyniki badań, czy to nad historią chrześcijaństwa, czy nad relacjami rozum-wiara, nauka-wiara były kompetentnie upowszechniane i popularyzowane. W ten sposób trzeba zapobiegać utrwalaniu się XIX wiecznych, błędnych schematów, które wprowadzają zamieszanie i uprzedzenia. Są to sprawy ogromnie ważne zwłaszcza teraz, gdy zachęca się chrześcijan do zaangażowania w życiu społeczno-politycznym i aktywnego udziału w dyskursie publicznym.</p>
<p><em>„Agora”, reżyseria Alejandro Amenábar; scenariusz: Alejandro Amenábar i Mateo Gil; zdjęcia: Xavi Giménez; muzyka Dario Marianelli; scenografia: Guy Dyas; produkcja: Hiszpania-Malta; czas trwania: 126 minut. Obsada: Rachel Weisz jako Hypatia; Max Minghella jako Davus; Oscar Isaac jako Orestes. Premiera światowa: 18 grudnia 2009. Premiera w Polsce: 13 lutego 2010.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/03/26/agora-zachwyt-i-przerazenie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spór o Kapuścińskiego dopiero się zacznie</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 11:41:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1221</guid>
		<description><![CDATA[ Co najmniej od czasu &#8220;Strachu&#8221; Jana Tomasza Grossa naród tak nie emocjonował się jedną książką. Wypowiedzi tych, którzy czytali, mieszają się z wypowiedziami tych, którzy coś słyszeli &#8211; wszyscy chcę zabrać głos i wyrazić ostre stanowisko; do tego dochodzą doniesienia sądowe związane z budzącymi współczucie zabiegami wdowy po bohaterze książki, by jej wydanie zablokować. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie"><img class="alignleft" src="http://www.swiatksiazki.pl/wcsstore/SwiatKsiazki/images/okladki/d7735.jpg" alt="" width="165" height="248" /></a> Co najmniej od czasu &#8220;Strachu&#8221; Jana Tomasza Grossa naród tak nie emocjonował się jedną książką. Wypowiedzi tych, którzy czytali, mieszają się z wypowiedziami tych, którzy coś słyszeli &#8211; wszyscy chcę zabrać głos i wyrazić ostre stanowisko; do tego dochodzą doniesienia sądowe związane z budzącymi współczucie zabiegami wdowy po bohaterze książki, by jej wydanie zablokować. Ale &#8220;Kapuściński non-fiction&#8221; Artura Domosławskiego dopiero zapowiada ciekawą dyskusję.</p>
<p><span id="more-1221"></span></p>
<p>Bo do tej pory słyszeliśmy np., że &#8220;dzięki Arturowi Domosławskiemu wiemy, jaką cenę Kapuściński – ów reporter niezmordowany – zmuszany był przez „jego czasy” płacić&#8221; (Zygmunt Bauman, Tygodnik Powszechny); &#8220;Artur Domosławski różni się tym od biografa Wałęsy, że widać, że kocha mistrza i usprawiedliwia go nawet w najtrudniejszych momentach. Książkę tę szczególnie polecam lustratorom&#8221; (Monika Olejnik, Gazeta Wyborcza); &#8220;książkę Domosławskiego o Kapuścińskim czyta się ją tak, jakby to był polski przekład książki napisanej przez Amerykanina&#8221; (Wojciech Orliński na blogu).</p>
<p>Żeby być uczciwym, nie czytałem jeszcze książki, rozmawiałem tylko i przysłuchiwałem się rozmowom osób świeżo po lekturze, a także z jej autorem. Wnioskuję z tego, że ciekawa rozmowa nas jeszcze czeka &#8211; po przetrawieniu biografii. I oby ktoś miał jeszcze na dyskutowanie ochotę, kiedy uspokoi się obecna atmosfera skandalu. Trzy zagadnienia mogą wzbudzić zainteresowanie: życie prywatne Kapuścińskiego, jego uwikłanie w PRL, w końcu &#8211; warsztat. Najciekawsze wydaje mi się to ostatnie i nie mogę doczekać się lektury. Domosławski chodził śladami swojego bohatera, ustala, gdzie ten konfabulował; Adam Leszczyński w dzisiejszej Gazecie Świątecznej mówi wprost, że to rozbija tzw. polską szkołę reportażu.</p>
<p>Rozbija czy nie rozbija? Pamiętam, jak pochłaniałem kiedyś Kapuścińskiego, w jedne wakacje siedziałem przez tydzień na pomoście i przeczytałem pięć jego kolejnych książek. Były fascynujące także dlatego, że czytelnik przeżywał przygody reportera ze świadomością, że wydarzyły się naprawdę. Najbardziej zapadają w pamięć momenty dramatyczne, np. pluton egzekucyjny. Teraz dowiadujemy się, że były zmyślone. Jak oceniamy reportaże &#8211; przez pryzmat zgodności z faktami czy jako dzieło literackie? Na zdrowy rozum trudno odeprzeć pierwszy punkt widzenia. A jednak reportaże wymykają się takim ocenom.</p>
<p>A co mówi sam Kapuściński? <strong><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2007/12/25/ryszard-kapuscinski-w-labiryncie-kultur">W rozmowie dla PP tłumaczył</a></strong>, że &#8220;reportaż jako gatunek przeszedł w ostatnich dziesięcioleciach bardzo dużą ewolucję&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/02/27/spor-o-kapuscinskiego-dopiero-sie-zacznie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Europejski kanon literacki</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/10/20/europejski-kanon-literacki-2</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/10/20/europejski-kanon-literacki-2#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Oct 2009 14:34:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz Jędrzejewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1139</guid>
		<description><![CDATA[Od poniedziałku, tj. od dzisiaj, do środy na Uniwersytecie Warszawskim odbywa się ciekawa konferencja &#8220;Europejski kanon literacki. Edycje XXI wieku&#8221;. Referenci, wśród których znalazło się sporo postaci (niekoniecznie uczonych uniwersyteckich) o znanych nazwiskach, przedstawiają swoje poglądy na to, czym jest w naszych czasach kanon literacki, kto go ustanawia, czy rzeczywiście jest komuś potrzebny. Już pierwszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od poniedziałku, tj. od dzisiaj, do środy na Uniwersytecie Warszawskim odbywa się ciekawa konferencja &#8220;Europejski kanon literacki. Edycje XXI wieku&#8221;. Referenci, wśród których znalazło się sporo postaci (niekoniecznie uczonych uniwersyteckich) o znanych nazwiskach, przedstawiają swoje poglądy na to, czym jest w naszych czasach kanon literacki, kto go ustanawia, czy rzeczywiście jest komuś potrzebny. Już pierwszy dzień dowiódł znacznych różnic w postrzeganiu literatury kanonicznej. Na szczęście nikt nie bronił kanonu jako &#8220;listy lektur obowiązujących każdego kulturalnego człowieka&#8221;, co zresztą zrozumiałe.</p>
<p>Ktoś może powie, że najlepiej byłoby, gdyby kanon tworzył się samoistnie, w przestrzeni rozmów o literaturze, i wtedy spełniałby swoje funkcje społeczne i kulturalne. Ale jak tu zaprzeczyć, że wiele ważnych dzieł pozostaje niedocenionych, ledwo zauważonych, mimo że nie są gorsze od utworów usankcjonowanych przez autorytet uczonych, autorytet tradycji?</p>
<p>Jutro w Sali Senatu Pałacu Kazimierzowskiego przy Krakowskim Przedmieściu odbędzie m.in. sesja &#8220;Kanon kulturowy a kształtowanie wspólnej świadomości europejskiej&#8221;. Szczegółowe informacje znajdują się na stronie <a href="http://www.kanon-uw.pl/" target="_blank">www.kanon-uw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/10/20/europejski-kanon-literacki-2/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/22/z-wierzchu-zimna-i-twarda-sucha-i-plugawa</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/22/z-wierzchu-zimna-i-twarda-sucha-i-plugawa#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Sep 2009 13:10:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz Jędrzejewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1119</guid>
		<description><![CDATA[Wprawdzie jeszcze grubo ponad miesiąc do tego jubileuszu, ale pozwolę go sobie zapowiedzieć już teraz: 6 listopada minie dokładnie 20 lat od premiery &#8220;Lawy: opowieści o &#60;&#60;Dziadach&#62;&#62; Adama Mickiewicza&#8221;. Film ten Tadeusza Konwickiego uważam za mistrzowski, nie zatraca siły wyrazu samych &#8220;Dziadów&#8221;, a wystawia jeszcze mnóstwo scen pięknych; wśród nich tyle urzekających obrazów z Wilna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wprawdzie jeszcze grubo ponad miesiąc do tego jubileuszu, ale pozwolę go sobie zapowiedzieć już teraz: 6 listopada minie dokładnie 20 lat od premiery &#8220;Lawy: opowieści o &lt;&lt;Dziadach&gt;&gt; Adama Mickiewicza&#8221;. Film ten Tadeusza Konwickiego uważam za mistrzowski, nie zatraca siły wyrazu samych &#8220;Dziadów&#8221;, a wystawia jeszcze mnóstwo scen pięknych; wśród nich tyle urzekających obrazów z Wilna (m.in. Rossa, dziedziniec ks, Skargi, podwórzec bazyliański): można zobaczyć, jak surowo wyglądał jeszcze niedawno (no, przed 20 laty) plac Katedralny, dziś tak zadbany i ludny w godzinach wypoczynku. Do tego nastrojowa i przejmująca muzyka Zygmunta Koniecznego, scenografia Allana Starskiego, zdjęcia Piotra Sobocińskiego, i wiele wspaniałych ról: Gustawa Holoubka (ba!), Andrzeja Żmijewskiego, Jolanty Piętek-Góreckiej. Mai Komorowskiej (dla mnie guślarz już na dobre ma twarz i głos Mai Komorowskiej), Jana Nowickiego, długo by wyliczać!</p>
<p>Widzę w &#8220;Lawie&#8221; niezwykle udany obraz polskości, tradycyjnej polskości, z którą wiecznie musimy się rozliczać. Jeśli istotnie film T. Konwickiego nie jest ceniony tak, jak na to zasługuje, to teraz nadarza się dobra okazja, żeby oddać mu sprawiedliwość. &#8220;Wewnętrznego ognia&#8221; &#8220;Lawy&#8221; &#8220;sto lat nie wyziębi&#8221;.</p>
<p><object width="480" height="385"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/TcmcAQfPKWk&#038;hl=en&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/TcmcAQfPKWk&#038;hl=en&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/22/z-wierzchu-zimna-i-twarda-sucha-i-plugawa/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ołtarz z polnych kamieni</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/10/oltarz-z-polnych-kamieni</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/10/oltarz-z-polnych-kamieni#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Sep 2009 12:29:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz Jędrzejewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1077</guid>
		<description><![CDATA[9 września minęła 70. rocznica śmierci Józefa Czechowicza, poety bardzo osobliwego, nie tylko wśród autorów międzywojnia. Zauważyłem ostatnio sporo oznak zainteresowania tym twórcą (nie zawsze mówiono o Czechowiczu chętnie i dość głośno), z czego wypada się cieszyć. Bo i teraz w dyskusjach o poezji dwudziestolecia międzywojennego wymienia się go dopiero jako któregoś tam z kolei; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>9 września minęła 70. rocznica śmierci Józefa Czechowicza, poety bardzo osobliwego, nie tylko wśród autorów międzywojnia. Zauważyłem ostatnio sporo oznak zainteresowania tym twórcą (nie zawsze mówiono o Czechowiczu chętnie i dość głośno), z czego wypada się cieszyć. Bo i teraz w dyskusjach o poezji dwudziestolecia międzywojennego wymienia się go dopiero jako któregoś tam z kolei; nie zapisał się tak wyraźnie w świadomości czytelniczej pewnie m.in. dlatego, że jego postać nie jest anegdotyczna, nie tak barwna jak postaci innych poetów.</p>
<p>A przecież właśnie w jego wierszach czuć atmosferę Polski przedwojennej, ubogiej i wiejsko-małomiasteczkowej. W tych obrazach poetyckich sielskość miesza się zwykle z poczuciem zagrożenia, zachwyt nad urokiem drobiazgu łączy się z bólem i przygnębieniem. Swoje wizje oddawał Czechowicz w oryginalnej formie: językiem nie rządziła gramatyka, nie rządziły zasady interpunkcji i ortografii, ponieważ był to język wrażeń zmysłowych. Jak powiedział śp. Eligiusz Szymanis, &#8220;od jego czasów do dzisiaj siano zawsze będzie pachnieć snem&#8221;.</p>
<p>Czytelnikom &#8220;Bloga Powszechnego&#8221; podsunąłbym wiersz &#8220;oracz&#8221;, ogłoszony przez Czechowicza w 1925 r. w &#8220;Przeglądzie Lubelsko-Kresowym&#8221;:</p>
<p> </p>
<p><strong>oracz</strong></p>
<p> pługu jasny mój pługu</p>
<p> ciche niebo nad strugą</p>
<p> ciche ręce u skroni</p>
<p> cichy dom w miodnej woni</p>
<p> </p>
<p> pługu bracie jesieni</p>
<p> już po kośbie po żniwach</p>
<p> puch matowy na śliwach</p>
<p> ołtarz z polnych kamieni</p>
<p> </p>
<p> na ołtarzu marzanna</p>
<p> godów panna ostatnich</p>
<p> dni jesiennych dostatnich</p>
<p> i więdnących róż panna</p>
<p> </p>
<p> pługu lustro skoworończe</p>
<p> któż nam wrota otworzy</p>
<p> któż otworzy nam wrota</p>
<p> kiedy taka tęsknota</p>
<p> </p>
<p> pługu pługu na smugu</p>
<p> dziś wieczorem nad strugą</p>
<p> o zachodzie o zorzy</p>
<p> ona wrota otworzy</p>
<p> </p>
<p>i za dunaj za wodę</p>
<p> ciebie pługu powiodę</p>
<p> ku umarłych dusz słońcom</p>
<p> glebę orać pachnącą</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/09/10/oltarz-z-polnych-kamieni/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ptaki w Dwójce</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/07/08/ptaki-w-dwojce</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/07/08/ptaki-w-dwojce#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Jul 2009 06:08:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agata Słyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[dwójka]]></category>
		<category><![CDATA[polskie radio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1045</guid>
		<description><![CDATA[Włączyłam moje ulubione radio. Nadają śpiewające ptaki a nie, jak zwykle o tej porze, klasyków wiedeńskich. Głosy ptaków też są piękne. Pada deszcz. Dobrze się komponuje, czuję się jak na mazurach.
Okazuje się, że to akcja protestacyjna Zespołu Programu 2 Polskiego Radia. Przeciwko pogarszającej się sytuacji finansowej radia i możliwości zamilknięcia Radia, które, jako jedno z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Włączyłam moje ulubione radio. Nadają śpiewające ptaki a nie, jak zwykle o tej porze, klasyków wiedeńskich. Głosy ptaków też są piękne. Pada deszcz. Dobrze się komponuje, czuję się jak na mazurach.<br />
Okazuje się, że to akcja protestacyjna Zespołu Programu 2 Polskiego Radia. Przeciwko pogarszającej się sytuacji finansowej radia i możliwości zamilknięcia Radia, które, jako jedno z nielicznych, promuje kulturę, i to na najwyższym poziomie. <a href="http://www.polskieradio.pl/dwojka/muzykaklasyczna/artykul104983.html">Tu można przeczytać, co mają do powiedzenia.</a><br />
Nie chcę żeby moja ulubiona Dwójka przestała nadawać.</p>
<p>Chciałam od ręki zapłacić abonament. Jednak to nie jest takie proste, skoro nie mam spersonalizowanej książeczki opłat&#8230; Na szczęście, można to załatwić przez internet. <a href="http://www.polskieradio.pl/mediapubliczne/faq/">O tym tutaj.</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/07/08/ptaki-w-dwojce/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Coś więcej niż Zieliński</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/28/cos-wiecej-niz-zielinski</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/28/cos-wiecej-niz-zielinski#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Apr 2009 21:34:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Gościnnie</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=956</guid>
		<description><![CDATA[Autorka: Katarzyna Grabarczyk

Mało jest dziś, o ile w ogóle, postaci o rozległej i głębokiej wiedzy. Przereklamowana specjalizacja nie pozostawia nam wyboru. Nie oszukujmy się, liczy się ten, kto jest fachowcem w swojej branży, a tylko przypadek sprawia, że od czasu do czasu zasłyszymy coś niecoś z sąsiedniego podwórka. Skala tego zjawiska oswoiła nas już z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Autorka: <strong>Katarzyna Grabarczyk<br />
</strong><br />
Mało jest dziś, o ile w ogóle, postaci o rozległej i głębokiej wiedzy. Przereklamowana specjalizacja nie pozostawia nam wyboru. Nie oszukujmy się, liczy się ten, kto jest fachowcem w swojej branży, a tylko przypadek sprawia, że od czasu do czasu zasłyszymy coś niecoś z sąsiedniego podwórka. Skala tego zjawiska oswoiła nas już z myślą, że tak ma być i nie warto tego zmieniać. Tymczasem ktoś wyciągnie z kieszeni małą, bordową książeczkę i całe to mozolnie budowane przekonanie upada. Był taki jeden, co nie bał się ogromu pracy i zaufał swojej pasji. A zwał się Tadeusz Zieliński.</p>
<p>Szczęście zadecydowało, że podzielił się z czytelnikiem całym swoim dorobkiem, sumą doświadczeń, pragnień. Dokładnie opisał, jakiego człowieka uczyniło z niego życie. Odpowiedź dosyć banalna, w naszych czasach na pewno i obśmiana: człowieka erudytę, człowieka z pełną świadomością siebie. Niespotykane. Może już zapomniane? Zieliński dojrzewał, pracował i działał przecież ponad sto lat temu.</p>
<p><span id="more-956"></span></p>
<p>W książce znajdziemy <em>Autobiografię</em> oraz zapis <em>Dzienników</em> z lat 1939—1944. Poprzedza je wstęp Hanny Geremek, wyjątkowa próba oceny postaci Zielińskiego. Jej naukowy charakter harmonizuje z innymi, o wiele bardziej emocjonalnymi tekstami, które poświęcono osobie bohatera. Jest wśród nich barwny esej autorstwa Jana Parandowskiego, oto fragment: „(&#8230;) co było szczególnie radosne, to praca, którą wśród nas wykonywał. Spotykało się jego nazwisko w każdym poważnym czasopiśmie polskim i na okładkach szkolnych, słyszało jego głos w salach odczytowych, występował jako przedstawiciel nauki polskiej na zjazdach i kongresach międzynarodowych, i każdy kraj zazdrościł nam tak wspaniałego reprezentanta“. Teraz już wypada oddać głos autorowi <em>Autobiografii</em>. Nikt nie opowie lepiej i jaskrawiej własnej historii, jak on sam. Zaczyna może skromnie, na pewno zaś rzeczowo: „Pochodzę z polskiej rodziny szlacheckiej, której losy można z grubsza prześledzić na podstawie rodzinnych dokumentów sięgających XVII wieku. W wieku XVIII w miarę zamożna, w pierwszej połowie XIX wieku zubożała (&#8230;)“. Już to daje nam wyobrażenie o tym, jak widział sam siebie ten jeden z największych intelektów swojej epoki. Nie powiemy, że skromnie, bo odjęłoby to cały animusz i wyjątkowość tej postaci. Pozostańmy więc przy określeniu na pewno trafnym i nie wymagającym korekty: „instynkt wielkości“. Napisał to już wspomniany Parandowski, co dowodzi jedynie jak śmiało i skutecznie radził sobie Zieliński z kreowaniem własnego wizerunku. Dla świata zaangażowany uczony, dla znajomych i bliskich – postać uczuciowa, szczera w swoich emocjach. Czego chcieć więcej? To taka zgoda ze sobą i na siebie jest nieodzownym towarzyszem wspaniałych sukcesów w pracy pisarskiej i naukowej (trzeba dodać wielotematycznej!).</p>
<p>Wielu z nas szuka zawzięcie sensu życia. Albo przynajmniej ukrytego znaczenia, duchowego klucza, jedynych wartości, prawdy o sobie, o przodkach, o szczęściu. Zieliński znalazł tę tajemnicę już u swego źródła: „Skończyło się tym, że 2(14) września 1859 roku przyszło na świat w Skrzypczyńcach drugie dziecko tej pary [Ludwika i Franciszek]. Rozczarowanie, zwłaszcza ciotek, było spore, ponieważ było ono równie brzydkie, jak piękna była jego siostra [Maria]. Za to był to chłopiec. Ochrzczony po przyjeździe ojca, otrzymał na cześć Mickiewicza imię głównego bohatera Pana Tadeusza, a ponadto imię dziadka ze strony matki. A więc: Tadeusz Stefan Zieliński, to miałem być ja“. Jak napisał, od samego początku los związał go z literaturą. Później nie mogło być inaczej: kariera, nauka, książki, filologia, pomysł na życie: nic bez litery, bez języka; cum ventis litigare? Oczywiście wszystko w rozsądnym wydaniu. Na drodze młodego Tadeusza pojawiły się jeszcze pasje przyrodnicza i chemiczna (stopniowo skompletował całe laboratorium). Nie przegrały ze słowem. Nigdy! Wręcz przeciwnie, zaprowadziły tak pożądaną harmonię i umiar. Tak, że kolejne rozdziały autobiografii zyskały w toku opowieści niesłychaną głębię i przenikliwość, podczas gdy przełożone martwym spisem lat i dokonań mogłyby tylko czytelnika zanudzić. Śmierć rodziców, relacje przyjacielskie, życie uczuciowe, stosunki towarzyskie, wszystko to zastanawia swoją ilością i trwa dumnie w przestrzeni tego książkowego świata. W rzeczywistości Zieliński zwiedził więcej niż niejeden z nas dziś, w dobie szybkiej i wygodnej komunikacji. Żył od Rosji, przez Niemcy po Włochy, a więc Europa – współcześni idealiści podobnie, dla takich nie ma granic. Ale pewnie i dalej, w planach czy marzeniach&#8230; Te zaś zrealizował w 1922 r., zaraz po wojnie, gdy Polska po latach zaborów wróciła na mapy świata. Z Warszawy uczynił swoje polskie Eldorado, ukochane miejsce na ziemi; to tu powstała jego największa twórczość, tu też osiągnął długo oczekiwany spokój, przeżył drugą młodość, rozkwitł. Zbierał, co posiał, a tam, jak pisze: „Wszędy kłosy – kłosy – kłosy“. Do czytania o tym w autobiografii jest mnóstwo i więcej!</p>
<p>Byłoby nieporozumieniem streszczać tę historię, która przykuwa magią opisu i prostotą języka. To, co zasługuje na podkreślenie, to niebywały wręcz dystans z jakim autor próbuje zilustrować siebie i swoje przygody. Piszę przygody, bo nie znajduję innego, lepszego słowa. Sam Zieliński nierzadko wspominał bliżej nieznaną<em> łaskę pani Przygody</em>. W rezultacie cała autobiografia jest precyzyjnie skonstruowaną opowieścią o bohaterze niespotykanym w rzeczywistości. Oczywiście mamy w pamięci, że postać Zielińskiego to osoba z krwi i kości, że to człowiek równy naszym miarom. Na inny odbiór tekstu wpływa jednak tło zdarzeń. Zdarzeń podobnych do epickich obrazów, scenerii z modelującym je zręcznie narratorem (w tej roli również Zieliński). Takie obrazy zaplanowane w każdym szczególe (nie nazwiemy ich w żadnym razie fikcją!) wydobywają z bohatera samo bogactwo zalet. Opisane w toku płynnej narracji mogą prowadzić czytelnika do pochopnego wniosku: że bohater w życiu nie doświadczył trudności dnia powszedniego i niepewności jutra, że ominął go, szczęściarza, zły los i bieda. A to przecież nieprawda&#8230; Więc idealizacja świata? Być może. Nie oceni tego osoba, która z bliska nie poznała profesora. Nie ocenię tego i ja. W końcu fakt, że „historia żywota“ jest składna i przejrzysta nie jest w żadnym wypadku wadą. A raczej nieocenioną zaletą! Zaletą godzenia w sobie niepomyślnego losu, wypadków, biegu spraw i pozytywnego ich oswajania. Tu też daje o sobie znać epikureizm, z którym autor zaznajamiał się jeszcze w czasach szkolnych. Lata studiów w Lipsku  pogłębiły ten filozoficzny wybór. Wtedy był on być może już na tyle świadomy i pewny, że wystarczył na całe życie. Epikurejska glossa: „Gdy żyjemy sprawiedliwie i mądrze, gdy tworzymy dzieło, które nas przeżyje, pozostajemy w pamięci potomnych, osiągając naszą ludzką nieśmiertelność poprzez rozum“ – nie mogła być mu obca. Mimo że brak bezpośrednich dowodów na ten typ relacji Epikur &#8211; Zieliński, ciąży on gdzieś mimowolnie. Co tam materializm (bezwarunkowe lektury tamtego czasu, Marks, Engels, Rodbertus), z drugiej strony romantyzm (choć silny i twórczy), na domiar Schopenhauer, i jeszcze Nietzsche. Taki wiek! Dziewiętnasty! Wtedy warto wracać do źródeł, a filolog klasyczny to już obowiązkowo! Młody Zieliński czytywał z ojcem Horacego, by potem zasiąść do szachów. Ars poetica i czarno-biała plansza – czy to nie prawdziwe życie? Nasz bohater znalazł w tym logikę, uporządkował  to według własnych reguł. Nie traktował życia wybiórczo, to by wyraźnie je zubożyło! Postawił odważnie na całość, choćby dla paru chwil rozkoszy (tej epikurejskiej). Może wtedy na przekór, tak dla potwierdzenia reguły, pojawia się zbiór zapisków dziennika. Kim jest bowiem ich autor? Ten sam Tadeusz Zieliński, ale jakby inny. Inny, bo starszy, bo przeżyty, bo inna historia, polityka? Taki wiek! Dwudziesty! Poznajemy szczegółowe, suche fakty kolejnych dni lat 1939—1944  (aż do śmierci). Pogoda (wiatr), temperatura (-2° C), spacer, kąpiel, odwiedziny, kłucie w sercu, noc. Taki obraz w lutym, a w kwietniu, maju: czasem kalafior, piwo, jest i Engels, dwa dni wcześniej Wergiliusz, kawa, szczaw, +9° C. To żadna nuda, żaden konsumpcjonizm! Jesteśmy świadkami krytycznego podsumowania, nie rozliczenia, a szczerego spojrzenia, ironii na miarę mistrza! Ktoś powie taki dziennik to szaleństwo, ja odpowiem: tak, ale świadome. Można choć rzucić okiem!</p>
<p>Nieco inaczej, a na pewno oryginalnie pielęgnuje autor swoją pamięć miłosnej sfery życia. Próżno tu szukać osławionych legendą porwań, uniesień, czy skrajnie, oznak flirtu. Co prawda trudno jest rozsądzić, na ile sposób przedstawienia tych zdarzeń jest zgodny z rzeczywistością. Padają tu przecież imiona (za nimi nazwiska), tak obce słowiańskiemu brzmieniu: Emma, Olga, Barbl, inne. Co może chwilami zastanawiać i każe z utęsknieniem  wypatrywać choć jednej polskiej Marysieńki&#8230; Ale nie to jest najważniejsze. Liczy się sam fakt obecności takich historii w autobiografii. I to czyjej? Uczonego, osoby, reprezentanta świata nauki, skostniałego od konwenansów i ograniczonego w uczuciu. Zieliński tym samym daje dowód swojej romantycznej duchowości. Określenie to nie jest przesadne, wziąwszy pod uwagę fakt, że używa go sam autor, który zaraz potem z powodzeniem stylizuje swoje kontakty z damami na ulotne: „Oczywiście, zabierałem ją również do opery i do Burgtheater, ale naprawdę dobrze czuła się dopiero w «kwietnych salonach», tzn. tam, gdzie były śpiewy ludowe, tańce i tanie uczty. A kiedy zagrano walca Straussa i tańczący podejmowali melodię śpiewając «takiego skarbu, jak ty, na świecie nie ma nikt» – a ja z pełnym przekonaniem wraz z nimi – ona czuła się jak w niebie, a dzięki niej ja też“. Zaczytani w balladowym guście wspomnień nie mamy wątpliwości: Zieliński to romantyk pierwsza klasa! Potwierdzają to jego pióro i wrażliwość. Względne oczytanie, ba, o czym tu mówić, tak znakomity stylista śledził z pewnością literackie trendy. Wiedział jak i co pisać. W autobiografii nieraz zdradza się znajomością Goethego (romantyczna fascynacja?). Szereg nazwisk rosyjskich autorów (m.in. Lermontow), same najciekawsze polskie, Mickiewicz, Słowacki. Tak to Polak bez ojczyzny świadczył o swej polskości. I tu już bez zbędnej kreacji. Miłość, uczucia patriotyczne, ojczyźniane, one nie wymagają przerysowania. Ładne słowa, estetyka zdania, wtedy już raczej nie jako instrumenty, tylko wynik pewnej świadomości twórczej, własnej formy. I już zaraz nie przeszkadza, że to nie sąsiadka Marysia czy Zosia, może być ta Luiza; ważne, że uczucie szczere i pełne, aż do końca&#8230;</p>
<p>Istotne, że tych kilka stron nie burzy przekazu całego tekstu. Tym chwilom ucieczki w miłość pana Zielińskiego towarzyszy nie-zorientowanie. Weźmy zdanie: „O jej życiu nie myślałem wcale, taniec przesłaniał wszystko, miałem wrażenie, że przeżywam baśń, moją baśń taneczną“. I bal, i taniec, i spojrzenie, kto by pomyślał, a to było naprawdę. Tu jeszcze szczegół, bo właściwie na co ten uczony nam to opowiada? No właśnie&#8230; Chce się zrehabilitować przed sobą, przed dziećmi? Pragnie zapisać swoje dokonania i podboje miłosne? Chce być w zgodzie z własnym sumieniem? Mówi o tym przekonująco: „Pamiętajcie jednak [dzieci], jeśli będziecie to czytać, że byłem wówczas młodszy, niż dziś najmłodsze z was, i że od dziecka brak mi było miłości matki – najwspanialszej ze wszystkich – w ten sposób gromadziła się we mnie niezaspokojona potrzeba czułości“. Czy mu wierzyć? To inna sprawa. Nie rozpatrujemy przecież wiarygodności tekstu. Autobiografia to autobiografia. Kto zaufa tej radzie już jest o krok do przodu w interpretacji, a kto jeszcze w to uwierzy&#8230; Hm, no cóż, zostanie więźniem Zielińskiego, w lepszym wydaniu – jego zakładnikiem, ale zaręczam, szybko się nie zorientuje. Tajemnicza wielkość będzie i tak o krok przed nami.</p>
<p>Tadeusz Zieliński, „Autobiografia, Dziennik 1939—1944“,  podali do druku Hanna Geremek i Piotr Mitzner, Warszawa 2005, wyd. DiG.</p>
<p>PS Pozycja ta, na rynku wydawniczym od 2005 roku, przeszła raczej bez echa w literackim światku. Jej interesujący bohater i zarazem autor, Tadeusz  Zieliński, dotąd nieznany większemu gronu czytelników odkrywa przed nami swój intymny i prywatny świat. Już ten fakt zasługuje na uwagę, a na jeszcze większą sprawa odwagi, jaką wykazało się wydawnictwo DiG proponując czytelnikowi autobiografię (dotąd niepublikowaną) człowieka, który zmarł w 1944 roku, gdzieś w Niemczech, czyli dawno i nie jak to trzeba <em>po polsku</em>, w Polsce. O którym milczał PRL, bo był chrześcijaninem. Ten trud i odwaga godne podziwu potwierdziły jedynie nieprzemijalność pewnych wartości. Otóż że prawda, piękno i dobro obronią się same, że ta antyczna trójca wciąż jest jeszcze na wyciągnięcie ręki, rzut oka&#8230; Polecam.</p>
<p>Autorka: <strong>Katarzyna Grabarczyk<br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/04/28/cos-wiecej-niz-zielinski/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niepolityczna uczta w „Polityce”</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/03/04/niepolityczna-uczta-w-%e2%80%9epolityce%e2%80%9d</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/03/04/niepolityczna-uczta-w-%e2%80%9epolityce%e2%80%9d#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Mar 2009 22:32:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filozofia]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Spotkania]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Gadacz]]></category>
		<category><![CDATA[Historia Filozofii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=861</guid>
		<description><![CDATA[ Były tłumy! Ludzie w wieku od podstawówki do zupełnie starych (celowo nie piszę starszych, bo trzeba patrzeć prawdzie w oczy), zajęli wszystkie wolne krzesła, których nie starczyło, więc sporo osób stało w dużym ścisku. Część tłumu – ze znanych mi twarzy dojrzałam o. Oszajcę – nawet wylewała się przez drzwi i stała w korytarzu. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[if gte mso 9]&gt;  Normal 0 21   false false false        MicrosoftInternetExplorer4  &lt;![endif]--><!--[if gte mso 9]&gt;   &lt;![endif]--> <!--[if gte mso 9]&gt;  &lt;![endif]--><!--[if gte mso 9]&gt;   &lt;![endif]-->Były tłumy! Ludzie w wieku od podstawówki do zupełnie starych (celowo nie piszę starszych, bo trzeba patrzeć prawdzie w oczy), zajęli wszystkie wolne krzesła, których nie starczyło, więc sporo osób stało w dużym ścisku. Część tłumu – ze znanych mi twarzy dojrzałam o. Oszajcę – nawet wylewała się przez drzwi i stała w korytarzu. Profesor Tadeusz Gadacz na podstawie takiej frekwencji zmienił zdanie o Warszawie. Okazja? To zdumiewające, ale okazją była zorganizowana w siedzibie „Polityki” promocja książki „Historia filozofii XX wieku” i spotkanie z jej autorem, Tadeuszem Gadaczem. Nie żadna lustracja, ani aborcja, ani konflikt izraelsko-palestyński. A jednak nie jest z nami tak źle. Nie tylko warszawiakom (ujawniła się na przykład 50 osobowa grupa z Gdańska) pozostał jeszcze jakiś instynkt pozwalający wykrywać wielkość i chcieć się do<span> </span>niej zbliżać.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Chociaż ja również przez dwie bite godziny stałam, ani przez chwilę nie żałowałam, że przyszłam. Uwielbiam spotykać ludzi z pasją, a jeśli na dodatek pasję ma mądry człowiek i <span> </span>jest nią myślenie i dzielenie się rezultatami swoich poszukiwań i przemyśleń z czytelnikiem, któremu okazuje się szacunek, choćby przez to, że stara się mówić jak najbardziej zrozumiale o sprawach skomplikowanych, to jest to wyjątkowo smakowita uczta.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Dla Tadeusza Gadacza życie jest filozofią i właśnie takie życie kocha. Odpoczywa, kiedy śpi &#8211; pięć godzin dziennie. Poza tym – czyta. Wyjeżdża zagranicę, po to tylko żeby czytać w bogatszych bibliotekach. Czyta – w sześciu językach &#8211; również to, co czytali inni filozofowie i na tej podstawie znajduje związki ich myśli z tradycją, o których oni sami nie wiedzieli. Także na tej podstawie odkrywa wzajemne podobieństwa między z pozoru dalekimi od siebie prądami myślowymi. Napęd do życia daje mu filozofia, pocieszenie daje mu filozofia. Ciekawe, co je na śniadanie?</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Niebywała erudycja Profesora budzi podziw i może onieśmielać, ale nie jest wymierzona przeciw mniej sprawnym, nikogo nie wyklucza, nie pomniejsza. Raczej można powiedzieć, że szczodrze udziela się. Szereg stwierdzeń Tadeusza Gadacza sprawiło mi wiele radości. Wymienię kilka: Autor w sporze między poszukiwaniem prawdy a dążeniem do oryginalności staje po stronie prawdy &#8211; nawet jeśli prawdopodobnie nigdy się jej nie odkryje. W filozofii interesuje go człowiek. Ceni filozofię dialogu. Dialog jest według niego zarówno instrumentem (Habermas) jak i egzystencją (Levinas). Nie lubi powojennej filozofii francuskiej, bo zrezygnowała z pytania o prawdę i zajmuje się grami. Uważa, że filozofia powinna uczestniczyć w ważnych wydarzeniach współczesności, na przykład powinna przemyśleć obecny kryzys i to że tak nie jest Profesor uważa za zjawisko negatywnie świadczące o naszej kulturze i niebezpieczne.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Autor tworzy dzieło, które będzie miało kilka tysięcy stron i będzie przeglądem stanowisk kilkuset filozofów. Na pytanie kolegi, po co pisze takie dzieło, przecież wszystko można znaleźć w googlach, mówi, że gdy wpisuje w google słowo &#8220;sens&#8221;, wyskakuje mu miasto we Francji.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Na początku spotkania pada pytanie, dlaczego pisze książkę  tak obszerną. Wyjawia w odpowiedzi, że nie da się krócej napisać tego, co chce. Dla zobrazowania problemu przytacza mail anonimowej studentki, która poprosiła go o napisanie, jaki jest według niego sens życia, ale żeby było w jednym zdaniu. Śmiechy z sali, bo wszyscy wiedzą, że się nie da.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Pod koniec spotkania ktoś dociekliwy chce jednak wiedzieć, co odpowiedział tej anonimowej studentce na jej pytanie o sens życia. Tadeusz Gadacz uśmiecha się i mówi: „Odpowiedziałem jej, że miłość”.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">A więc jednak się da! I to nawet jednym słowem!</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/03/04/niepolityczna-uczta-w-%e2%80%9epolityce%e2%80%9d/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wszyscy Święci w niebie. Czyli gdzie?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/11/01/wszyscy-swieci-w-niebie-czyli-gdzie</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/11/01/wszyscy-swieci-w-niebie-czyli-gdzie#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 01 Nov 2008 11:44:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dariusz Kowalczyk SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Teologia]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=642</guid>
		<description><![CDATA[
Większość z ludzi ma nadzieję, że ich życie nie skończy się wraz z ostatnim uderzeniem serca, czy też z ostatnim impulsem w mózgu. Wierzymy w życie po życiu. Tam, gdzie żyją Wszyscy Święci. Warto jednak czasem pomyśleć o tej rzeczywistości, której się spodziewamy, a którą nazywamy niebem. Tym bardziej, że mamy w tym względzie niemałe [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="10.0pt;"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="left;"><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Większość z ludzi ma nadzieję, że ich życie nie skończy się wraz z ostatnim uderzeniem serca, czy też z ostatnim impulsem w mózgu. Wierzymy w życie po życiu. Tam, gdzie żyją Wszyscy Święci. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Warto jednak czasem pomyśleć o tej rzeczywistości, której się spodziewamy, a którą nazywamy niebem. Tym bardziej, że mamy w tym względzie niemałe trudności. Niejednokrotnie nasze wyobrażenia nieba są mało zachęcające: tchną nudą. Obrazy przedstawiające niebo są dużo mniej ciekawe od tych, które przedstawiają piekło. Widzimy niebiańskie chóry złożone z anemicznych chórzystów śpiewających „Alleluja”. Albo jak na obrazach Angelico kółko graniaste, a inne postaci ze złożonymi rękami ze wzrokiem utkwionym gdzieś w górze. Czyżby było tak, że jest nam o wiele łatwiej pokazywać zło, grzech, brzydotę, potępieńczą rozpacz niż niebiańską radość? </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="left;"><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">A w jaki sposób Biblia mówi o niebie? U proroka Izajasza czytamy: „Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze (tj. na Syjonie) ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę zapuszczoną na twarz wszystkich ludów [...] raz na zawsze zniszczy śmierć”. Uderza uniwersalność i zmysłowa konkretność tej wizji: niebo jako wspaniała uczta. Problem polega na tym, że większość z nas wie, iż nawet po najwyborniejszych winach może boleć głowa. Ale – oczywiście – nie wino jest tu ważne, ale to, że niebo w tej przenośni jawi się jako coś dynamicznego, żywego, zaskakującego.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="left;"><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">W Liście do Rzymian czytamy: „Królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym” (14,17). Paweł Apostoł mówi też, że wiara przemija, nadzieja przemija, a pozostaje miłość. A zatem niebo to miłość: to wciąż zaskakujące doświadczenie bycia chcianym i kochanym, oraz zdolność kochania innych. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Jedną z najpiękniejszych ksiąg Biblii jest „Pieśń nad pieśniami”. Ten pełen wzniosłego erotyzmu poemat jest wielką metaforą miłości między Bogiem i człowiekiem, i pomiędzy ludźmi. „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust! Bo miłość twa przedniejsza od wina” – woła Oblubienica stając się symbolem ludzi zbawionych, czyli doświadczających miłości. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Rzeczywiście, miłość Boga jest wyborniejsza od najwyborniejszych win, o których wspomina Izajasz. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">W świetle Pieśni nad pieśniami nie szokuje sposób, w jaki architekt i rzeźbiarz <span style="yes;"> </span>Bernini przedstawił ekstazę św. Teresy, czyli mistyczne doświadczenie nieba. Ta emanująca erotyzmem rzeźba znajduje się w rzymskim kościele, Santa Maria della Vittoria.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="left;"><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">W niebie (dzięki byciu kochanym i kochaniu) będziemy nareszcie w pełni sobą. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Ksiądz Tischner przytacza w jednym z wywiadów opowieść góralską o Zwyrtale Muzykancie, który umarł i dusa jego wybrałą się do nieba. Przechodzi przed Niebieską Bramę, puka, patrzy – zamknione. Burzy się jeszcze raz i wtedy słyszy głos św. Piotra: „Kto tam?”. Odpowiaada „Jo”. „Co za Jo”. No Jo, Zwyrtała. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">W tym „jo” jest dużo prawdy – konkluduje ks. Tischner – bo przed Bramą Niebieską nie stoimy jako magister X, doktor Y, dyrektor Z, ale właśnie jako „Jo”. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Dodajmy „Jo” kochane i chciane przez Boga i zbawionych.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="left;"><span style="10.0pt;"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="left;"><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Różne opowieści można by snuć o niebie, ale ostatecznie prawda jest to, co znajdujemy w 1 Liście do Koryntian: „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Mówienie o niebie nasuwa pytanie: A jak my tam będziemy wyglądać? </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Okazuje się, że łatwiej nam wyobrazić sobie siebie w niebie w formie niematerialnych dusz, niż – jak to obiecuje Ewangelia – z duszą i ciałem. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Z drugiej strony, wychodzi na to, że chrześcijanie to prawdziwi materialiści, skoro ciągną do nieba swoje ciało. </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Warto zauważyć, że nie chodzi tutaj o jakąś reanimacje doczesnych szczątków, ale o otrzymanie zupełnie nowego, niebieskiego – jak mówi św. Paweł – ciała. Cud zmartwychwstania polega na tym, że będzie to zupełnie nowe, inne ciało, a zarazem rozpoznamy je jako nasze ciało. Będziemy czuć się po prostu u siebie z naszym nowym ciałem.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="left;"><span style="10.0pt;"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="left;"><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Na koniec można by jednak zadać pytanie: No tak, skoro ma być tak wspaniale, to dlaczego tak bardzo boimy się śmierci? </span></span><span style="10.0pt;"><span style="Times New Roman;">Myślę, że obietnica nieba wcale nie ma na celu zniesienia odrazy przed śmiercią. Śmierć bowiem pozostaje czymś nienaturalnym, ohydnym. Nie jest ona dziełem Boga&#8230; Ale dlaczego w ogóle jest? Kiedyś w niebie będziemy mogli o to zapytać. </span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/11/01/wszyscy-swieci-w-niebie-czyli-gdzie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pani Profesor</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/08/26/pani-profesor</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/08/26/pani-profesor#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 26 Aug 2008 18:06:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=340</guid>
		<description><![CDATA[Niestety 16 sierpnia zmarła prof. Anna Świderkówna! Jej drobna, coraz bardziej krucha i bielutka postać coraz mniej przystawała do skrywającej się w niej energii. Obdarzona była dźwięcznym i łagodnym głosem, w którym pobrzmiewała radość pochodząca z obcowania ze świętością. Słuchałam – przyznam, że nieregularnie &#8211; jej wykładów u św. Andrzeja Boboli w poniedziałki po Mszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="justify;"><span style="12pt;">Niestety 16 sierpnia zmarła prof. Anna Świderkówna! Jej drobna, coraz bardziej krucha i bielutka postać coraz mniej przystawała do skrywającej się w niej energii. Obdarzona była dźwięcznym i łagodnym głosem, w którym pobrzmiewała radość pochodząca z obcowania ze świętością. Słuchałam – przyznam, że nieregularnie &#8211; jej wykładów u św. Andrzeja Boboli w poniedziałki po Mszy św. o 19.00. Prowadziła je od wielu, wielu lat i miała wieloletnich wiernych słuchaczy, którzy pilnie co tydzień notowali jej rozważania. To u niej, na jej wykładzie, po raz pierwszy w moim życiu zetknęłam się z tak oczywistą miłością do Boga i Jego słowa, że nabrałam szacunku dla Ich cierpliwego poznawania.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="justify;"><span style="12pt;">W kościele siadała zawsze na tym samym miejscu. Modliła się przed wykładem tak, że budziło to respekt. Coraz bardziej pochylona, już od kliku lat wspierająca się na męskim ramieniu, gdy przechodziła z kościoła do sali Emaus. Na wykładach imponowała erudycją, kulturą i wzruszała swą delikatną miłością. Do Boga a więc i do każdego człowieka. Było na co popatrzeć! Niezwykle pociągające było to, że potrafiła mówić o sprawach świętych normalnym językiem, bez przesadnej religijnej retoryki i bez pokrywania niewiedzy i niewiary wysłużonymi i głucho brzmiącymi formułkami. Historie biblijne stawały się w jej interpretacji bardziej zrozumiałe, mówiące o ludziach, którzy żyli dawno i w innych warunkach, ale którzy mieli podobne do nas pragnienia i lęki. Ten dawny świat dzięki niej nabierał życia i stawał się bliski. <span> </span>W ostatnim czasie jej nie słuchałam, ale w pamięci zostanie mi jej doskonała znajomość starożytności, bystrość umysłu i wyczulenie na reakcje i pytania słuchaczy. Kochana i mądra. Wielka szkoda, że nie będzie już następnego wykładu. Dobrze, że zostały książk</span>i.</p>
<p class="MsoNormal"><span style="12pt;">Tak pisze po jej pogrzebie jedna z jej słuchaczek, Hania Krzemińska: „Wczoraj pożegnaliśmy Panią Profesor Annę Świderkównę, została pochowana na Starych Powązkach, kw.242-4-13 w grobie jej rodziców.  Dość daleko od kościoła jeszcze za V-tą bramą. Przed Mszą Św. w imieniu prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej został jej nadany krzyż odrodzenia (była dwuosobowa delegacje z kancelarii). Abp. Muszyński mówił  podczas Mszy Św. i wspomniał ponadto, że przyjęto Panią <span> </span>Profesor do Stowarzyszenia Biblistów Polskich. Koncelebra 3 biskupów (byli też bp. Pikus i bp. Dembowski) oraz 13 prezbiterów (rozpoznałam ks. Chrostowskiego, ks. Santorskiego, ks. Kasowskiego &#8211; był dyr. Radia Józef, i inni).<br />
Nastała cisza, modlitwa trwa, pozostała miłość i wdzięczność Bogu za jej życie &#8230;<br />
Obdarowana jestem obecnością przy Pani Profesor podczas ostatnich miesięcy jej choroby i jestem wdzięczna, że miałam tę możliwość by być blisko niej. Wielką pomocą były dla mnie spotkania, które prowadziła od wielu lat &#8211; chodziłam tam co poniedziałek regularnie równolegle ze studiami. Świadectwo życia Słowem Boga było wielkim światłem i zachętą do pochylenia się nad Biblią i jej umiłowania tak jak ona.<br />
Czy ktoś podejmie jej dzieło jak &#8220;płaszcz Eliasza&#8221; i nadal będzie prowadzić dialog z każdym chętnym i objaśniać Słowo Boże, zachęcając do stawiania pytań&#8230;?<br />
Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie!”</span></p>
<p class="MsoNormal">***</p>
<p class="MsoNormal"><span style="12pt;">I jeszcze zaproszenie od wiernych słuchaczek na tę samą Mszę, w której uczestniczyła Pani Profesor przed swoimi wykładami. Tym razem już bez niej w ławce kościelnej: „Łącząc się w modlitwie w jej intencji zapraszamy także na Mszę Świętą w poniedziałek 15 września b.r. o godz. 19-stej w sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.”</span></p>
<p class="MsoNormal" style="justify;"><!--[if !supportLineBreakNewLine]--><br />
<!--[endif]--></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/08/26/pani-profesor/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
