Kategoria Kultura

Między goryczą i nadzieją 2 Autor: Tomasz Jędrzejewski

Jun3

Być może jedną z największych trudności w zrozumieniu i ocenie historii III Rzeczpospolitej jest – paradoksalnie – wielkie medialne zainteresowanie bardziej i mniej doniosłymi zdarzeniami w świecie polityki, nieustanne koncentrowanie się na detalach. Wyolbrzymianie znaczenia nawet drobnych decyzji politycznych – deformuje perspektywę, oddala kwestie zasadnicze, przez co frazes wykrzyczany z trybuny sejmowej, zmiany w składzie rządu i problem bezrobocia zrównują się pod względem istotności. Co więcej, za sprawą dużych nadawców usuwają się w cień całe obszary wiedzy, np. przemiany w obyczajowości, wpływ mediów na pojmowanie kultury wysokiej – chyba że dadzą się przedstawić w formie ciekawostki czy anegdoty.

Piotr Wojciechowski w swojej książce „Café Navarra” podejmuje próbę syntetycznego opisu kultury (politycznej, obyczajowej, religijnej) polskiego społeczeństwa po przełomie roku 1989. Zastanawia się nad zależnościami między demokratyzacją życia publicznego a moralnością, rozważa wpływ popularnych audycji telewizyjnych i kolorowych czasopism na świadomość młodego pokolenia, ostrzega przed niebezpieczeństwami, jakie niesie ze sobą rozwój nowych technologii. Autor postawił sobie zatem ambitne, interdyscyplinarne zadanie określenia obecnej sytuacji cywilizacyjnej Polaków. Przy tego typu przedsięwzięciach – w dobie bardzo daleko posuniętej specjalizacji – zawsze można postawić zarzuty ogólności, powierzchowności, przekraczania kompetencji, ale chyba nie mniejsza byłaby wina zaniechania: niebezpieczeństwo wzrasta, kiedy każdy zamyka się w swojej kajucie i nie ma komu pilnować kierunku rejsu. W pewnym znaczeniu książka ta została napisana przeciw rozszczepieniu uwagi, przeciw medialnemu informacyjnemu rozdrobnieniu, przeciw dezorientującej lawinie strzępów wiadomości.

czytaj dalej »

Kawa po polsku 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun3

CAFÉ NAVARRAAutor podejmuje próbę syntetycznego opisu kultury polskiego społeczeństwa po przełomie 1989 r. Spoiwem refleksji jest wrażliwość obywatelska doświadczonego pisarza i publicysty.

Z Tomkiem Jędrzejewskim rozmawiamy o książce Piotra Wojciechowskiego „Café Navarra” (Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2007):

Między goryczą i nadzieją
Proza, której nie ma

Gdzie jest zło w Dolinie Elah? 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May18

Weteran wojenny dowiaduje się, że jego syn – żołnierz – wrócił właśnie z Iraku i już w kraju został poćwiartowany, a części jego zwłok podpalone. To wstęp do filmu „W Dolinie Elah”, który od tygodnia możemy oglądać w kinach. Ponieważ rolę ojca gra Tommy Lee Jones (ostatnio świetny np. w filmach „To nie jest kraj dla starych ludzi” czy „Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady”), nie czytałem recenzji, od razu do kina. Smutno i gorzko. Obraz oszczędny w środkach i mocny w przekazie.

Przede wszystkim przypomina on prostą prawdę, że pierwszą ofiarą wojny jest prawda. Reżyser Paul Higgs nienachlanie, ale dobitnie pokazuje kontrast między opisami wojny: w kraju i na miejscu zdarzeń. Z jednej strony – komentatorzy telewizyjni i politycy, którzy odmieniają „demokrację” przez wszystkie przypadki; z drugiej – chłopaki, młodzi żołnierze, którzy w zdaniach używają przerywników z półki o wiele niższej. Z jednej – wyobrażenie o heroicznej walce młodych narodowych bohaterów w imię szczytnych wartości; z drugiej – znęcanie się nad słabszym przeciwnikiem, narkotyki, wyuzdanie. Irak widzimy z filmików nagranych na komórkę – słabej jakości, przerażających dosłownością; film staję się jakby bliższy rzeczywistości – podobny obraz na komórce mógłby nagrać każdy (jak zrobić zdjęcia w Abu Ghraib).

Film nie pokazuje prostej sytuacji z biblijnej Doliny Elah, gdzie naprzeciw siebie stanęli Dawid i Goliat. Kim jest Dawid? Są nim tysiące młodych żołnierzy, bez doświadczenia, nieodpornych, wystawianych na próbę człowieczeństwa, którzy jednak próby nie przechodzą? A może Dawidem jest ojciec, który próbuje zrozumieć sens swojego życiorysu, nazwać dobro dobrem, a zło złem? Tylko – czym jest zło, kim jest Goliat? Na pewno jest większy i silniejszy, jednak, inaczej niż w Biblii i inaczej niż wielu filmach, trudny do zidentyfikowania i nazwania. Kapitulacja wydaje się jedynym rozwiązaniem, nie ma nadziei.

Krytycy piszą, że takie właśnie kino rozwija się po 11 września. Że klimat zagrożenia, świadomość istnienia wroga, który może zaatakować w dowolnym czasie i miejscu, udziela się w kulturze. Dlatego nie poznajemy motywów postępowania negatywnych postaci, nie dostajemy jasnego podziału na dobro i zło ani nawet zakończenia, które zamyka czas spędzony w kinie w klamrę, udzielając nam wszelkich odpowiedzi. Przeciwnie, podobne filmy pozostawiają z pytaniami. Opisują rzeczywistość krytycznie, zmuszają do zastanowienia, nie pozwalają na obojętność. To duża wartość w czasach, gdy przywykamy nazywać filmy komercyjną papką.

O wartościach, pieniądzach i niekonsekwencji w Sztuce. Wilhelm Sasnal 0 Autor: Gościnnie

Apr1

Podesłał Artur Filip

„Nie lubię, kiedy sprowadza się to, co robię, do stwierdzeń typu:
‘Obrazy Sasnala kosztują tyle a tyle’.”

A sprowadza się?
Tak.
Niestety.

Jego obrazy osiągają rekordowe (jak na polskie warunki) ceny, choć zwykle dopiero w drugim, spekulacyjnym obiegu. Jego twórczość, od momentu otrzymania paru prestiżowych, międzynarodowych nagród traktowana bywa jako znakomita lokata kapitału.
Nie dziwi nas, że ich autor narzeka na ten proceder.
Ale kto jest winny?

Jean-François Lyotard pisał, że władza kapitału promuje chaos i przemieszanie. Kształtowany przez kapitał realizm „jest realizmem pieniądza: pod nieobecność kryteriów estetycznych ocenianianie wartości dzieł staje się możliwe i użyteczne tylko wedle zysku, jaki przynoszą.”
Michalina Golinczak, w rozmowie z malarzem, przytacza wypowiedź pewnego ‘kolekcjonera’: „Obraz Sasnala uchodzi za perłę naszej kolekcji. Podobną pracę tego artysty na aukcji w Londynie sprzedano za 20 tys. funtów. My kupiliśmy go za niespełna tysiąc. Jak widać, aby dokonać pierwszego zakupu, wystarczy wyłożyć kilka tysięcy złotych. A przy odpowiednim rozeznaniu rynku w ciągu kilku lat obraz może przynieść nawet kilka tysięcy procent zysku!”
Cóż za wybitny znawca! Palce lizać.
Lyotard nie pomylił się.

czytaj dalej »

Świat Sztuki. Asymetria. Sztuka Wilhelma Sasnala 7 Autor: Gościnnie

Mar12

Wilhelm Sasnal jest malarzem. Maluje obrazy, rysuje komiksy, kręci filmy. To jasne. A Sztuka?

Artur Filip

Tak wiele powiedziano na temat Sztuki, na temat sztuk, na tematy anty-, że nie sposób ten problem ominąć. Ale tak wiele napisano na temat jej istoty, esencji i ich braku, że dzis poruszanie go trąci dziecinadą. Każdy dobrze wie, że ‘wszystko jest względne’ i ‘wszystko może być sztuką’. Ale skoro to pojęcie funkcjonuje (i ma się świetnie) to spróbujmy je rozważyć. Zróbmy skrót, resztą jeden tylko z wielu możliwych. Przyjmijmy ujęcie historyczne i na kiedy indziej odłóżmy spieranie się o istotę Sztuki. Dokonajmy obserwacji.

Pozostawiając na boku potoczne, wielobarwne znaczenie >sztuki<, przyjmijmy (na potrzeby tej analizy, bez wgłębiania się w dowody, na które nie ma tu miejsca), że >Sztuka< jest rodzajem miana, które funkcjonuje z nadania. Któż ma taką moc? Świat Sztuki, oczywiście, czyli: artyści, filozofowie, krytycy, media, poeci, czasem ‘zwykli’ ludzie… (tylko niektóre, a podane w porządku alfabetycznym). Wyobraźmy sobie (zresztą co tu sobie wyobrażać, tak przecież jest), że istnieje dyskurs, którego podmiotami
są wymienione grupy. Wszystko to, co się myśli, mówi, pisze – Dyskurs. Duch myśli w Duchu historii. Dyskurs mógłby istnieć sam dla siebie. Z samego siebie czerpać i samego siebie odkładać na później. Nadpisywać się. Samego siebie zacierać i samego siebie kumulować. Kisić się we własnym sosie. Ale Dyskurs chciałby być na temat, chciałby być po coś. Taki Dyskurs wymaga przedmiotów. Więc wygląda czasem z siebie, wyciąga rękę i coś ze świata ‘pożycza’. A jak już czegos dotknie, to bezlitośnie pozostawia swoje nieuniknione piętno, swój ślad.

 

czytaj dalej »

Marzec 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Mar10

Biurko, przy którym pracuję, stoi na środku pokoju. Na ścianie przede mną wisi oprawione „Po prostu” z artykułem „POLSKI PAŹDZIERNIK” (Ryszard Turski i Eligiusz Lasota); dokładnie naprzeciwko niego „Gazeta Wyborcza” z wielkim napisem „DO JUTRA DO UNII” i artykułem Adama Michnika „Dzień radości”. Pomyślałem o tym układzie w swoim pokoju dziś wieczorem, w drugi dzień obchodów 40. rocznicy Marca ’68.

Polski Październik dał historyczną i intelektualną podstawę wydarzeniom marcowym; wejście Polski do Unii Europejskiej, a wcześniej do NATO, stanowiło zaś zwieńczenie marzeń osób, które wydarzenia sprzed 40 lat uformowały w pokolenie Marca ’68. Nie chcę tu pisać o historycznym znaczeniu Marca i tym podobnych rzeczy, bo o nich w prasie i książkach sporo. Właśnie odbyła się w sobotę i niedzielę fascynująca, wieloaspektowa sesja na ten temat na Uniwersytecie Warszawskim. I to nie jedyne wydarzenie tego typu. Centralna postać 68 r., Adam Michnik dostał owację, jakiej wcześniej na podobnych spotkaniach nie widziałem. To budujące, zwłaszcza w kontekście surrealistycznych obchodów rocznicy Marca w Pałacu Prezydenckim, gdzie Michnika nie zaproszono.

W sobotę i niedzielę Krakowskie Przedmieście, jak w piosence T.Love, zalało słońce. Od pięciu lat nie mogę nacieszyć się urokiem tego miejsca; od początku studiów mam wrażenie, że jest magiczne (a obecnie bruk z dalekich Chin jeszcze to wizualnie podkreśla). Ta magia, ruch, poranna zawierucha, wieczorne rozmowy w gronie przyjaciół, bezinteresowne lektury, otwarci na studentów wykładowcy, ten, jak go nazwał Karol Modzelewski, “życiodajny impuls chuligaństwa”, wszystko to kojarzy mi się z Marcem. Nie wiem, czy dziś mamy takie jaja jak Michnik, Seweryn Blumsztajn, Jan Lityński, Jan Gross, Jacek Kuroń czy Karol Modzelewski, by wymienić tylko kilka nazwisk. Dziś słowa, gesty, bunty nic nie kosztują; wtedy znaczyły bardzo wiele. Jestem dumny – i nie przepraszam za skłonność do patosu – że kończę ten Uniwersytet i że mieliśmy w naszej historii taki Marzec.

Małe biblioteki 5 Autor: Tomasz Jędrzejewski

Mar7

Ta biblioteka jest niedaleko od ulicy, ale dobrze ukryta w bramie, na jednym ze zwykłych szarych osiedli. W pobliżu staruszki spacerują z psami, a gołębie wydziobują z ziemi okruchy. W bibliotece jest dużo książek; nie zgadnę, ile tysięcy, ale wszystkie półki zapełnione. Można powiedzieć, że są tu wszystkie najważniejsze tomy, a więc Biblia, poezje Adama Mickiewicza, powieści Elizy Orzeszkowej, wiersze Juliana Tuwima i mnóstwo innych. Kiedyś myślałem, że to jest bardzo dużo i byłby bardzo mądry ten, który by to wszystko przeczytał.

Jeśli w takiej książnicy znajduje się naraz pięć osób to już sporo; przychodzą tu ludzie w różnym wieku. Wszystkie książki w takiej bibliotece pachną tak samo – i wszystkie takie biblioteki pachną tak samo.

Po skończeniu szkoły elementarnej i liceum staje się jednak oko w oko z olbrzymem wiedzy – sturękim i nie do pokonania. Okazuje się, że każde drzwi prowadzą tylko do innych drzwi, a tej amfilady wspaniałych pokoi nigdy nie zamyka widok zielonego parku. W nadziei obrony wielkiej sprawy przerzuca się stronę po stronie, a zwątpieniu chyba nie należy za bardzo ufać, bo wiadomo, czym jest dbałość o naukę. Gmach wiedzy jest niebosiężny i nie mieści się na zwyczajnym osiedlu.

Tym niemniej bardzo często przechodzę koło tej małej biblioteki z przypuszczeniem, że intuicja młodego ucznia była właściwa i nie będzie źle, jeżeli jako siwe sztubaki znów trafimy do tej niepozornej świątynki.

Spacer po Nowym Świecie 8 Autor: Tomasz Jędrzejewski

Feb17

Zwiedziony tytułem wystawy („Wyprawa w dwudziestolecie”), udałem się na wystawę czasową w Muzeum Narodowym. Trzeba było najpierw przeczytać omówienie ekspozycji – mówię sobie z niezadowoleniem – może rozmyśliłbym się zawczasu. Bo ja trochę naiwnie myślałem, że „Wyprawa w dwudziestolecie” to będzie poniekąd wyprawa w dwudziestolecie, pod czym – obok malarstwa czy rzeźby – domyślam się Skamandra, „Wiadomości Literackich”, Franciszka Fiszera, kabaretu Qui Pro Quo i kilku innych ciekawych zjawisk. Oczywiście okazało się, że wehikuł czasu przeniósł mnie do pracowni artystycznych – powiedzmy – pomysłowych twórców, z którymi – w większości – niestety nie potrafię się porozumieć. Mój niepokój zaczynają wzbudzać już nieforemne bryły, a wobec kwadratów jestem bezradny całkowicie. Na wystawie znalazły się także ciekawe obrazy, ale na zachwyt profana całym przedsięwzięciem to jeszcze za mało.

Myślę, że majestat Muzeum Narodowego niewiele by ucierpiał, gdyby pomyślano o jakichś oryginalnych nośnikach idei kulturalnych danego okresu, o niebanalnych przedstawieniach. Nie sugeruję, że należy skończyć ze zwyczajną prezentacją obrazów, choćby najbardziej awangardowych. Proponuję jednak opatrywać ją stosownym szyldem, który nie wprowadza w błąd.

A co się tyczy dwudziestolecia, to przypuszczam, że niezłym pomysłem będzie powolny spacer po Nowym Świecie albo po Mazowieckiej.

Ach, te przyzwyczajenia 15 Autor: Małgorzata Felicka

Jan22

Właśnie wróciłam ze spotkania w GW na temat książek „Mała książka o feminizmie” i „Mała książka o demokracji” zaadaptowanych przez Magdalenę Środę do realiów polskich. Oprócz Magdaleny Środy, gośćmi byli Marta Kaszubska (psycholog, była pracownica Centrum Edukacji Obywatelskiej, założycielka stowarzyszenia, które prowadzi świetlicę dla trudnej młodzieży na Pradze), Piotr Laskowski (dyrektor szkoły im. Jacka Kuronia) i Włodzimierz Paszyński (wiceprezydent Warszawy d/s edukacji, wieloletni ceniony nauczyciel i pedagog).

Na pierwszy rzut oka książeczki wydają się urocze i pouczające. Ich udostępnienie i przystosowanie na potrzeby polskiego czytelnika – potrzebne. Nie czytałam ich, więc opieram się tylko na ich omówieniu, twierdzeniu tych, którzy je przeczytali. Na spotkaniu były obecne dziewczynki, które razem z Magdaleną Środą współtworzyły polską wersję, co tworzyło sympatyczną, ciepłą atmosferę. W ogóle spotkanie było miłe, bo wiele osób dobrze się znało. Specjalnie powitane zostały co bardziej znamienite osoby: pani Krzyżanowska, córka Jacka Kuronia, pani Szczuka, pani z wydawnictwa Jacka Santorskiego, prof. Obirek. Dyskusja była niezmiernie poważna: o prawach dziecka, w tym prawach wyborczych, i o obyczaju bicia dzieci w Polsce, a także o wychowaniu obywatelskim i o dyskryminacji kobiet. W sumie, żywa i ciekawa rozmowa w kulturalnym gronie.

czytaj dalej »

Przezwisko Michnik 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan21

(Václav Havel i Adam Michnik, Kraków, 3.09.2007)

– Moje nazwisko to już nie jest nazwisko, to przezwisko. A w tej książce jestem ja – mówił Adam Michnik w rozmowie z Romanem Kurkiewiczem w jego wczorajszej audycji „Pod tytułem” (Radio TOK FM, 20.01.2008) o swoim ostatnim zbiorze publicystyki „W poszukiwaniu utraconego sensu” (Zeszyty Literackie, Warszawa 2007).

Książka zbiera eseje Michnika z Gazety Wyborczej z ostatnich dwóch lat (z wyjątkiem tekstu „Ręce chirurga”, 1992 r., któremu jednak aktualność przywraca sprawa dr. G.; autor stawia pytanie, czy lekarzowi można uniemożliwić wykonywanie zawodu), więc ci, którzy czytają prasę raczej będą je pamiętać albo kojarzyć. To teksty, które poruszają się w przestrzeni literatury i historii, czytamy o „Czerwonym i czarnym” Stendhala, o Mickiewiczu, Żeromskim, o rewolucji francuskiej, o Narutowiczu, Piłsudskim, Wojtyle, Miłoszu.

Ale postaci i wydarzenia to tło. Zamysłem książki jest rozrachunek Michnika z tzw. IV RP: – Czytelnikom należy się namysł nad genezą zjawisk, które obserwowaliśmy w Polsce. Pisanie wprost jest nieciekawe, bo ludzie z PiS są nieciekawi. Oni nie prowokują intelektualnie, oni mnie niepokoją – tłumaczył autor w TOK FM. Struktura zjawisk, o których pisze Michnik, jest zawsze taka sama. Dlatego czytając o nagonkach na wielkich bohaterów historii Polski, mamy wrażenie, że obcujemy z metaforą dnia dzisiejszego. Eseje Michnika są przy tym, jak sam podkreśla, bardzo osobiste. Odniosłem takie wrażenie zwłaszcza podczas lektury eseju „Gniew Komendanta” oraz „W poszukiwaniu utraconego sensu”. Sporo tam goryczy. Ma rację prof. Barbara Skarga, która pisze w bieżącym „Tygodniku Powszechnym” (nr 3, 20 stycznia 2008), że artykuły „wyrażają gorycz autora i nieustający gniew”. Pisze jednak Michnik, że główne cele jego generacji zostały osiągnięte; eseje nie są przesiąknięte pesymizmem.

Jest w nich natomiast trochę marzeń i pisania, jak słusznie zauważył Roman Kurkiewicz, anachronicznego. Michnik odpowiada: – Wizja Polski zawsze była anachroniczna, bo marzenia są anachroniczne. Gdyby nie marzenia, nie moglibyśmy zmieniać świata na lepsze. Wszyscy, o których się uczyłem, zostali oskarżeni, że są anachroniczni: Stanisław Wojciechowski, Piłsudski, Kołakowski, Herbert.

O książce Adama Michnika napiszemy szerzej w papierowym „PP”. Jest warta przeczytania, bardziej rozpolitykowana od poprzednich dwóch; erudycja autora uprzyjemnia lekturę, ciekawe tylko – ile osób dzisiaj czyta Michnika?

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com