Kategoria Media

Moherowy beret w śmigu i kask na zakręcie 16 Autor: Małgorzata Felicka

Mar4

W środku sezonu narciarskiego chciałabym trochę powspominać i przedstawić pogląd na to, u kogo i dlaczego rozrywka, jaką jest narciarstwo, cieszy się takim powodzeniem oraz jakie wnioski na temat postępu w ogóle można wyciągnąć na podstawie rozwoju narciarstwa.

Zacznę od drugiej sprawy. Przypominam sobie, że kiedyś na nartach jeździło się wyłącznie w polskich górach, ponieważ paszporty leżały w lokalnych urzędach paszportowych i trzeba było pisać specjalne podania z prośbą o ich wydanie oraz ponieważ średnia pensja w kraju wynosiła według czarnorynkowego kursu jakieś dwadzieścia dolarów miesięcznie, i tyle lub jeszcze mniej zarabiali prawie wszyscy obywatele, więc nawet kupno coca coli poza granicami naszej ojczyzny (pomijając tzw. demoludy) graniczyło z szaleństwem a na pewno było niebywałym luksusem, na który mogli sobie pozwolić tylko nieliczni szczęśliwcy. A byli nimi uprzywilejowani członkowie partii lub posiadacze rodziny za granicą. Dodatkowym utrudnieniem dla amatorów wyjazdów zagranicznych było to, że nie wolno było mieć waluty obcej, a nasza złotówka nie była przeliczalna, więc poza Polską była zwykłym krążkiem lub – w przypadku większych sum – śmiesznym papierkiem. Oficjalny przydział dewiz na wyjazd wynosił, tu mogę się mylić, pięćdziesiąt pięć dolarów. O ten przydział też trzeba było specjalnie prosić i w większości przypadków prośba załatwiana była odmownie. A działo się to już w tym szczęśliwszym okresie PRL-u, w latach siedemdziesiątych, a więc tych dostatnich, gierkowskich, w którym stopa nam rosła a „Polak potrafił” i na pytanie wodza: „Pomożecie?” nie odpowiadał nic, bo nie miał głosu, ale wodza to nie zrażało, bo uważał, że sam będąc Polakiem, może śmiało za Polaka i w jego imieniu odpowiedzieć, że pomoże.

czytaj dalej »

Słucham księży… 36 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Feb29

Po “zagrypionej” nocy zwlokłem się z łóżka. Prysznic: odkręcam kurek, wylewam trochę szamponu na głowę i… w tym momencie brak ciepłej wody. Czekam ileś tam minut w nadziei, że zacznie lecieć. Jest! Dzięki Bogu i rzymskim wodociągom! Odmawiam jutrznię korzystając z www.katolik.pl (duża wdzięczność dla autorów brewiarzowej strony). Po kawie i herbacie zaglądam na wp i Onet.

No tak! Media wywiązują się solidnie ze swej misji i konsekwentnie informują o najważniejszych wydarzeniach z życia Kościoła. Są dwie kościelne ważkie informacje: Księża kradną sobie kazania oraz Wyłudzili od państwa pół miliona zł dzięki… Kościołowi. Zaczynam od tej ostatniej. Okazuje się, że tym razem to nie o. Dyrektor wyłudził, ale jacyś panowie niby-duchowni z bliżej nieznanego Kościoła Głosicieli Dobrej Nowiny. Druga informacja – choć temat odgrzewany – okazuje się bardziej ciekawa. Gazeta wykryła aferę wielką – otóż bywa, że ksiądz zajrzy na jakieś pobożne strony (albo do pobożnej książki) i ściągnie sobie stamtąd tekst, który potem przeczyta w ramach kazania.

Pamiętam, jak kiedys koncelebrowałem Mszę z pewnym kapłanem. Podczas głoszonego przez niego kazania zorientowałem się, że leci ciurkiem z mojego artykułu. Bardzo byłem z tego zadowolony. Wszak nie po to człowiek pisze, aby nikt z tego nie skorzystał. Oświadczam zatem, że gdyby ktoś uznał za stosowne wykorzystać w swoim kazaniu jakiś fragment tekstu (albo cały tekst) mojego autorstwa, to niech to czyni z moim błogosławieństwem. Choć oczywiście nie można z tego rodzaju praktykami przesadzać, gdyż księdzu, który nie stara się mówić “od siebie”, grozi szybkie wyjałowienie. Ale rozumiem, że niektórzy kapłani – bardziej zapracowani niż ja – po katechezie w szkole i dniu spędzonym na kolędzie, mogą niekiedy nie zdążyć z przygotowaniem własnego kazania.

Pokrzepiony medialnymi doniesieniami z życia Kościoła wychodzę z Kolegium Bellarmino, aby zdążyć na 9.00 na kolejną sesję jezuickiej Kongregacji. W gronie ponad 200 jezuitów z całego świata staramy się finalizować nasze wielodniowe rozważania o sprawach Kościoła i zakonu. Może brak nam ostrości widzenia istoty sprawy, jaka charakteryzuje polskie media w temacie Kościoła, ale staramy się…

Wieczorem odwiedza mnie w Kolegium Bellarmino znajoma. Przynosi “Theraflu” na przyziębienie i kupiony w niedzielę pod tzw. kościołem polskim w Rzymie tygodnik “Newsweeek”. Zaraz na początku W. Maziarski poraża tytułem: “Politycy i biskupi we mgle”. W tekście czytam m.in., że jeśli obecnie rządzących można za cokolwiek krytykować, to za “ustępowanie pod naciskiem wpływowywch grup zawodowych i instytucji takich jak Kościół”. Rozumiem, że rządzący powinni ulegać jedynie głębi wywodów Maziarskiego. Wtedy byłoby lepiej. Nie wiem, czy wszystkim, ale Maziarskiemu na pewno.

Na okładce “Newsweeka” czytam: “McWiara. Kościół traci rząd dusz. Polacy jeszcze chodzą na msze, ale już nie słuchają księży”. Jasne! Wiadomo przecież, że od pewnego czasy Polacy – dzięki mediom – słuchają eks-księży: Bartosia, któremu w Kościele brak m.in. niezależnych od biskupa sądów, aby ksiądz mógł skutecznie sądzić się z biskupem, oraz Węcławskiego, który formalnie wystąpił z Kościoła katolickiego, jako że stracił wiarę, iż Jezus Chrystus był nie tylko człowiekiem, ale i Bogiem. Nawiasem mówiąc niektórzy sądzą (np. TP), że utrata wiary przez Węcławskiego powinna stać się zaczątkiem narodowej dyskusji o tym, kim rzeczywiście był Jezus. Osobiście wolałbym, aby punktem wyjścia do takiej dyskusji była ostatnia książka Benedykta XVI.

Właściwie to ja dobrze rozumiem te problemy ze słuchaniem księży. Wszak od prawie dwóch miesięcy, dzień w dzień, słucham dyskutujących księży. To nic, że są to moi zakonni współbracia, mądrzy jezuici ze wszystkich kontynentów. Czasem po prostu ciężko się zorientować, którego jezuity należy posłuchać, a którego nie. A zdania mają różne… W każdym razie pragnę zapewnić, że w tym gronie kazań sobie nie kradniemy.

Jak zabrać media politykom 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb11

(Robert Krasowski, Paweł Lisicki, Aleksander Smolar, Adam Pieczyński, Mariusz Ziomecki, Jacek Żakowski)

Jak zabrać media politykom? Pod takim tytułem odbyła się dziś debata publiczna w Fundacji Batorego. „Możemy dziś obserwować kolejną już odsłonę debaty o polskich mediach publicznych, ich stanie i przyszłości. Deklarowanym celem wszystkich podejmowanych po 1989 roku działań (powołanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, szybka i radykalna zmiana tej instytucji dokonana przez Prawo i Sprawiedliwość, czy projekt jej reformy przygotowany przez Platformę Obywatelską) było powstanie silnych i niezależnych mediów publicznych. Jednocześnie od lat podają one łupem kolejnych ekip politycznych zdobywających władzę w Polsce”, piszą organizatorzy.

Dyskusja z udziałem Roberta Krasowskiego (redaktor naczelny, Dziennik Polska Europa Świat), Pawła Lisickiego (redaktor naczelny, Rzeczypospolita), Adama Pieczyńskiego (członek zarządu, TVN), Mariusza Ziomeckiego (publicysta, Superstacja) i Jacka Żakowskiego (publicysta, Polityka) nie wniosła na tym polu wielu świeżych spostrzeżeń, ale po pierwsze potwierdziła, że temat zależności mediów i polityki jest u nas niewyczerpany, a fundamentalne pytania są wciąż aktualne; po drugie włączyła w swój zasięg doświadczenia rządów poprzedniej ekipy oraz plany obecnej.

czytaj dalej »

ŚP “TYGODNIK POWSZECHNY”? 9 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan15

(Zasłonięty Krzysztof Kozłowski)

To, o czym ostatnio mówiło się na uczelniach i w redakcjach, ujrzało w końcu światło dzienne. “Rzeczpospolita” pisze o pożegnalnym liście, który ma ukazać się jutro w “Tygodniku Powszechnym”.

Istniejący od 1980 r. zespół redakcyjny przestaje istnieć. W jego składzie są m.in. Krzysztof Kozłowski, Józefa Hennelowa, Marian Stala, Marcin Król, Jacek Woźniakowski. Z dawnego zespołu zostaną m.in. Halina Bortnowska i Stefan Wilkanowicz. Teraz będą wymieniani w stopce redakcyjnej jako stali współpracownicy – pisze Agnieszka Rybak.

Zespół nie zgadza się ze zmianami, które zamierza wproadzić nowy wydawca, ITI, w tym z polityką personalną. Po zatrudnieniu na stanowisku zastępcy redaktora naczelnego Dariusza Jaworskiego (“Rz” podaje błędnie nazwisko Jabłoński) z poznańskiej “Gazety Wyborczej”, z redakcji odeszło siedmiu dziennikarzy, a z funkcji szefa działu krajowego zrezygnował Krzysztof Kozłowski. Kontrowersje budzi zatrudnienie Elżebiety Isakiewicz, zastępczyni naczelnego “Gazety Polskiej”, gdy był nim Piotr Wierzbicki.

Na znak protestu „wypisał się” z zespołu „Tygodnika” prof. Władysław Bartoszewski. A Andrzej Wajda nie przyjął przyznawanego przez tytuł odznaczenia św. Jerzego – pisze Rybak.

Udało mi się w ubiegłym roku spędzić w redakcji “Tygodnika” dwa miesiące, wrzesień i październik, poznać nietuzinkowe osoby, przeżyć kilka miłych chwil i wiele się nauczyć. Żałuję, że polityka redakcyjna zmierza w kierunku pozbywania się tak wartościowych osób.

O nowym TP pisaliśmy w “Wygodny czy powszechny“.

Palikot i Rydzyk, czyli jak nie ocalać Kościoła 96 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Jan5

Tak naprawdę w interesie Kościoła jest, by PO „wykończyła” Rydzyka” – oświadczył na swoim blogu polityk PO Janusz Palikot. Swego czasu ojciec Dyrektor stwierdził ponoć, że trzeba zatopić platformę (mówił przez małe „p”, ale wszyscy zakapowali, że chodzi jak najbardziej o duże „P”). Niewątpliwie, Rydzyk i Palikot to godni siebie przeciwnicy. Obydwaj potrafią tyleż barwnie, co skrótowo wyrazić jakąś złotą myśl.

Mówią, że swego czasu to jezuici byli w Kościele od czarnej roboty, czyli od usuwania niewygodnych dla papiestwa osobników. Jeden ze współbraci zwierzył mi się nawet, że jego powołanie do zakonu zrodziło się, kiedy przeczytał, iż jezuici nie wahali się w razie potrzeby używać trucizny i sztyletu. Niestety, to już tylko historia, i to raczej legendarna. Tym bardziej cieszy, że są dziś ludzie odwalić niewdzięczną robotę w interesie Kościoła.

Chociaż od dłuższego już czasu uważam, że publiczne wyzywanie Rydzyka na ubite pole, to droga nawet nie do nikąd, ale wręcz do umocnienia tzw. imperium ojca Dyrektora. Kiedyś dane mi było zwiedzić siedzibę główną Radia Maryja. Pokazano mi m.in. pomieszczenie wypełnione od podłogi do sufitu pudełkami. W tych pudełkach zbierane są profesjonalnie wszystkie, produkowane przez różne redakcje, teksty na temat Radia i Telewizji „Trwam”. Z owych zbiorów wynika, że w jednym z minionych lat „Gazeta Wyborcza” publikowała średnio 1,5 artykułu dziennie na temat Rydzyka. Nawet jeśli teksty te były ze wszech miar krytyczne, to stanowiły w gruncie rzeczy swoistą reklamę dla instytucji prowadzonych przez ojca Dyrektora. Żyjemy wszak w czasach, kiedy nie jest tak bardzo ważne, czy się mówi o nas źle, czy dobrze; ważne, aby się mówiło. Ci, którzy nie znoszą gazety Adama Michnika, siłą rzeczy zwracali łaskawie wzrok ku ojcu Dyrektorowi, skoro jawił się jako bardzo ważny przeciwnik „GW”.

Moim zdaniem, zwolennicy „wykończenia” Rydzyka, zrobiliby najlepiej, gdyby całkowicie na jego temat zamilkli. Wyobraźmy sobie, że GW, TVN24 oraz inne media w ogóle nie nasłuchują RM, nie czytują i nie cytują „Naszego Dziennika”, nie robią żadnych filmików na temat lotu Dyrektora do Urugwaju. Nic! Zupełna cisza! Czyli brak zainteresowania. Czyż w dzisiejszych medialnych czasach tego rodzaju sposób postępowania nie godzi bardziej śmiertelnie niż odmienianie wroga na wszelkie przypadki? A jeśli jakieś ministerstwa lub prokuratorzy mają konkretne wątpliwości co do imperium ojca Rydzyka, to niech dyskretnie robią swoje, a nie zaczynają pracy od medialnych, hucznych zapowiedzi, że mu tu się weźmiemy i sprawdzimy. Najpierw zróbcie, a potem ewentualnie mówcie.

Rola ojca Dyrekora Rydzyka jest od lat absurdalnie wyolbrzymiana. Po co? Mam na ten temat pewne przemyślenia, ale na razie wstrzymam się od podzielenia się nimi. W Kościele dzieje się tysiące rzeczy każdego dnia – głoszenie słowa, rekolekcje, posługa sakramentalna, dzieła miłosierdzia itd. I 99,99 % tych spraw nie ma żadnego związku z Radiem Maryja. No, ale wystarczy, że ojciec Rydzyk palnie coś o szambie, to przez kilka dni jest to wieść numer jeden w największych mediach. Czyż to nie jest absurdalne?! I czyż tego rodzaju postępowanie nie jest działaniem przynoszącym dokładnie odwrotne rezultaty niż te, o których wspomniał na swym blogu poseł Palikot?

Piąta władza 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan3

Joanna Senyszyn: „UPR, LPR i PR dzieli wszystko prócz dwóch liter. W koalicji dadzą cztery”. Ryszard Czarnecki: „Kończę dzień bardzo pokojowo usposobiony. Na przekór wojennemu otoczeniu…”. Blogi prowadzi wielu polityków, oprócz cytowanych, np. Piotr Gadzinowski, Janusz Korwin-Mikke, nawet były prezydent Lech Wałęsa.

Opowiadają nieistotne historie z życia codziennego, wchodzą w rolę ciętych publicystów, publikują prowokacyjne treści – politycy coraz chętniej piszą w internecie. Jaki wpływ na życie publiczne mają ich blogi oraz blogi internetowych komentatorów sceny politycznej? O wampirach, nawiedzonych oszołomach i poszukiwaczach prawdy, czyli o politycznym wymiarze blogosfery.

Tekst równolegle ukazał się w papierowym „Przeglądzie Powszechnym” (“PP” 1/2008).

czytaj dalej »

Hilton w błocie. Relacja z Grand Press 2007 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec20

Trudne zadanie miał prowadzący galę wręczenia nagród Grand Press 2007 Jacek Fedorowicz. Najpierw długo zabiegał o uwagę publiczności, w końcu nalegał, by go wreszcie posłuchać, bo „nestor do was mówi!” i często przypominał o biciu braw.

Ci z gości, których można by nazwać zdystansowanymi, stali raczej skromnie, by wysłuchać, co trzeba i wyjść; inni – przejęci – raczej gadali. Do grupy pierwszej zaliczyć można Annę Mateję i Krzysztofa Kozłowskiego. Przyjechali z Krakowa pociągiem „Jagiełło”, wrócili wieczorem z nagrodą dla Anny Matei za wywiad z Ewą Szumańską w “Tygodniku Powszechnym”.

Taka nagroda oznacza, że o Grand Press nie można mówić tylko jako o spotkaniu wzajemnie adorujących się dziennikarzy z warszawki, chociaż na pierwszy rzut oka takie właśnie wrażenie sprawia. I chociaż tytuł Dziennikarza Roku 2007 otrzymali ex aequo Marcin Kącki, (“Gazeta Wyborcza”, pisał o tzw. seksaferze w Samoobronie) i Tomasz Lis, czyli osoby raczej na topie, to jury potrafiło docenić i nagrodzić wartościowe, ale mniej znane dzieła.

Nominowani do tytułu Dziennikarza Roku byli Tomasz Sianecki (TVN, TVN 24), Grzegorz Miecugow (TVN 24), Bogdan Rymanowski (TVN 24), Adam Wajrak (“Gazeta Wyborcza”). Ponieważ w dziennikarstwie najcenniejsze wydaje mi się słowo pisane, moje typy byłyby inne. Spodziewałem się też wyższej pozycji Adama Wajraka. Przy okazji, zauważył on ciekawy problem: czy angażując się w sprawy ochrony środowiska, zwłaszcza Doliny Rospudy, nie przekroczył tej granicy, za którą dziennikarz staje się działaczem.

Więcej: www.grandpress.pl

Media w służbie społeczeństwu 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Nov26

Publikujemy dziś kolejną dyskusję redakcyjną PP. Miała ona miejsce 9 I 2007 r. Rozmawiają: prof. Wiesław Godzic, dr Tadeusz Jerzy Kononiuk, prof. Krzysztof Koseła, Jan Lityński, red. Jan Wróbel oraz prowadzący: Rafał Huzarski SJ i Roman Swoboda SJ.

Zaproponowaliśmy Państwu dyskusję nt. „Media w służbie społeczeństwu”, ze szczególnym zaakcentowaniem słowa „służba”. Chcielibyśmy się zastanowić, czy pojęcie „służba” na rynku medialnym ma jeszcze jakikolwiek sens.

Czy istnieją w Polsce warunki do tego by dziennikarze mogli służyć społeczeństwu. Czym jest służba dziennikarza w dzisiejszym świecie?

czytaj dalej »

Srutututu a prześladowania chrześcijan 7 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Nov12

Sorry, jeśli jestem trochę monotematyczny. Znowu chcę poruszyć temat prześladowanych. Tym razem tych rzeczywiście prześladowanych. Wpadł mi w ręce raport o prześladowaniach chrześcijan w latach 2005-2006 pt. “Prześladowani i zapomniani”, przygotowany przez Kirche in Not, czyli Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Szokujący to raport!

Tak się jakoś w świecie mediów porobiło, że zabicie księdza albo siostry zakonnej, zburzenie katolickiego kościoła albo wyrżnięcie grupy katolików non fa notizia – jak mówią Włosi – czyli nie robi newsa. Skutek jest taki, że ludzie sądzą, iż prześladowania chrześcijan działy się jedynie za Nerona. Za to lubią bredzić o okrutnych zbrodniach inkwizycji. Tymczasem z raportu Kirche in Not wynika, że chrześcianie są najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie. Co roku z przyczyn religijnych zabijanych jest 170 tysięcy chrześcijan. Szacuje się, że w XX wieku 45 milionów chrześcijan zginęło jako ofiary nienawiści na tle religijnym.

Raport podaje statystyki i opisuje konkretne przypadki. W Arabii Saudyjskiej aresztuje się za posiadanie Biblii lub zorganizowanie nabożeństwa w prywatnym domu. Tak było np. w kwietniu 2005 r., kiedy 40 chrześcijan, w tym dzieci, zostało aresztowanych za udział w nabożeństwie w prywatnym domu w Riyadh. W Egipcie w maju 2005 r. grupę koptyjskich chrześcijan uwięziono i zmuszono do przejścia na islam. Z realcji wynika, że młodych mężczyzn wykorzystywano seksualnie w celu zmuszenia ich do zmiany wyznania. W Sudanie trwa dramat chrześcijan w Darfurze, gdzie islamiści bezkarnie dokonują religijnych czystek. Raport zadaje kłam obiegowym opiniom, jakoby buddyści i hinduiści byli pokojowo nastawieni do wszystkich. Chrześcijanie w niektórych krajach (Indie, Sri Lanka) doznają ucisku z rąk ekstremistów obydwu tych religii.

“Prześladowani i zapomniani” – o tym raporcie nie wspomną wielkie media. Interesuje ich co innego. W Polsce jest kilka “katolickich” dyżurnych tematów: ojciec dyrektor Rydzyk, lustracja księży, ks. Jankowski, no i betanki. Czyli srutututu – jak powiedział pewien klasyk.

W cieniu dobrego dziennikarstwa 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Nov5

Mariusz Janicki, Wiesław Władyka, „Cień wielkiego brata. Ideologia i praktyka IV RP”, „Polityka” – Spółdzielnia Pracy, Warszawa 2007, ss. 272.

O tej książce będziemy pisać szerzej w grudniowym „PP”. Nie wnikając w poruszane w niej główne zagadnienia, chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz: Janicki i Władyka swoją robotą bronią dziennikarstwa politycznego. „Bronią”, bo, moim zdaniem, wymaga ono obrony. Z dwóch powodów. Po pierwsze, dziennikarstwo zdaje się pędzić za bieżącymi wydarzeniami, nagłaśniać je i opisywać, ale często brakuje w tym ogólniejszej refleksji, zauważania ciągów przyczynowo-skutkowych, tendencji, procesów; informowanie zmieniło się w rozbawianie, a objaśnianie w zaciemnianie obrazu rzeczywistości.

Po drugie, komentarzom czy innym formom publicystycznej wypowiedzi brakuje rzetelności, a niedobór ten – zamiast pokorą, wyważeniem, rozważaniem racji – uzupełnia się ostrością stylu i demagogią.

Ks. Adam Boniecki, naczelny “Tygodnika Powszechnego”, mówi, że nie poszukuje autorów wśród studentów dziennikarstwa; być może tendencja do chodzenia na skróty i jednocześnie posiadania nieuzasadnionej pewności siebie ich (albo “nas” – kilku autorów Bloga Powszechnego kończy właśnie dziennikarstwo na UW) charakteryzuje. Np. dlatego, że nie zderzają się na studiach z tzw. prawdziwą wiedzą, nie zgłębiają konkretnej dziedziny, zatem nie nabywają pokory wobec ogromu wiedzy (to tylko moje luźne skojarzenia).

W tym zawodzie łatwo, przy pewnych umiejętnościach i ciężkiej pracy szybko zaistnieć i mieć osiągnięcia. Zdarzają się wyjątki, samouki, którym wiedzę akademicką zastąpiły wielkie talenty. Ale nie idealizujmy. Wystarczy spojrzeć na bardzo niski poziom merytoryczny konferencji prasowych. Dziennikarze często nie umieją zadawać pytań. Nie są dociekliwi, brakuje im narzędzi, zwłaszcza wiedzy.

Najgorzej, jeśli prowadzi to do nierzetelności, którą przykrywa zarozumiałość; w dziennikarstwie politycznym – po prostu politykowania, uzupełniania argumentów wyrazistością sądów.

Dewaluacja dziennikarstwa – mówiąc patetycznie – szkodzi demokracji. Dziennikarz, który nie wie, jak i o co pytać, gdzie szukać, co czytać, nie służy społeczeństwu. To on na co dzień w imieniu społeczeństwa wymaga od polityków – jak ma to robić bez przygotowania? Może oczywiście służyć samemu sobie; uprawia zawód, który daje wiele przyjemności i satysfakcji; jeśli jednak wartości te są celami same w sobie, nie mówimy już o dziennikarstwie.

Wracając do „Cienia wielkiego brata”, autorzy napisali dobrą książkę polityczną. Odwołują się do konkretów, sięgają w głąb, analizują. Kto dziś w artykułach powołuje się na badania GUS? Przypominają drobne sprawy, które zebrały się na praktykę rządów braci Kaczyńskich, ale także parzą z dalszej perspektywy. Tłumaczą, pomagają zrozumieć. Wprawdzie książka jest mocno osadzona w bieżącej polityce, można się zastanawiać, na ile będzie aktualna i atrakcyjna za kilka miesięcy, ale mówi wiele o polskiej polityce i nie ma w niej pustosłowia. Takie dziennikarstwo daje się lubić.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com