Kategoria O ufności

Szeroki kąt 58 Autor: Rafał Figas

Aug17

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś poza czasem i szybujesz nad gęstymi lasami w górach i obserwujesz starożytne plemię Indian. Prowadzi ich wódz, który próbuje znaleźć dla nich nowe schronienie po tym jak poprzednie uległo zniszczeniu przez kataklizm. Docierają do doliny bogatej w roślinność i zwierzynę. Rozpoczynają nowe życie. Żyje wśród nich mały chłopiec, który obserwuje życie plemienia. Z niezrozumiałej dla niego przyczyny, pewnego dnia, dochodzi do walki między dwoma członkami plemienia, w trakcie której jeden z nich ginie. Niespokojny dzień przemienia się w niespokojną noc – w trakcie burzy piorun powoduje pożar chat, które pobudowali. Wielu ginie, tracą domy. Załamany wódz wykrzykuje błagalnie w niebo, z którego szczęśliwie spada deszcz i ratuje to, co jeszcze zostało.

Następne co widzisz to ognisko, przy którym ten, którego pamiętasz jako chłopca, już jako starzec opowiada młodym dawne dzieje plemienia. W dawnych czasach tego plemienia bogowie zniszczyli ich domostwa i kazali im wynosić się z ich wspaniałej krainy. Aby nie pozostawiać ich samym sobie dali im Wielkiego Ducha – wodza, który ich prowadził, aż doprowadził ich do wspaniałej krainy, jednakże pobratymcy nie uszanowali daru bogów i znowu zaczęli czynić zło i zabijać się wzajemnie. Za karę bogowie zesłali ogień z nieba, który zaczął ich zabijać. Tylko gorące modły Wielkiego Ducha powstrzymały bogów, którzy zgasili wielki ogień i uratowały im życie. Od tego czasu plemię wyznaje zasadę, zakazującą zabijania się wzajemnie, a ludzie wznoszą modły do Wielkiego Ducha, by zaniósł ich prośby do bogów, a raz do roku całe plemię wykonuje taniec dziękczynny.

Plemię prosperuje całkiem nieźle i rośnie w siłę. Granice jego terytorium zaczynają stykać się z granicami terytoriów innych plemion. Początkowy strach plemienia zostaje podsycony wizerunkiem nieznanego, bezimiennego boga o dwóch twarzach. Wódz plemienia uznaje obcych za bluźnierców, ponieważ uważają, że ich bóg jest potężniejszy od Wielkiego Ducha. Dochodzi do wojny między plemionami. Skutkiem tej wojny jest podbicie obcego plemienia, ale jednocześnie również wyłonienie się grupy, która uważa, że zasada Wielkiego Ducha „nie zabijaj” musi dotyczyć wszystkich, a nie tylko członków plemienia. W ten sposób powstaje nowy odłam wyznawców Wielkiego Ducha.
czytaj dalej »

Między projektem a przypadkiem 13 Autor: Małgorzata Felicka

May22

W trakcie dyskusji po wykładzie prof. Andrzeja Brodziaka na temat rozwoju życia, budowy kosmosu i zgodności obserwacji tych dwóch pól z teorią ewolucji dało się zaobserwować polaryzację stanowisk. Część słuchaczy, włącznie z prelegentem, wyrażała wątpliwość, czy teoria ewolucji w zadowalający sposób może tłumaczyć wskazane na wykładzie liczne złożone i zaskakujące zjawiska, czy wyjaśnień nie należy poszukiwać gdzie indziej, natomiast reszta, zwolennicy teorii ewolucji, wzbraniali się przed przyznaniem, że należy doszukiwać się w świecie czegoś, co wykraczałoby poza świat.

Spór taki nie jest czymś wyjątkowym, trwa właściwie od początku nowoczesnej nauki, zainteresowały mnie natomiast używane argumenty ze względu na ich warstwę językową, która jest, moim zdaniem, symptomatyczna i pozwalająca na dokonanie pewnego uogólnienia. Nietrudno było zauważyć, że po jednej stronie jak refren padało słowo „projekt” a po drugiej „przypadek”. czytaj dalej »

List o nauczycielach 4 Autor: Małgorzata Felicka

May9

Wykazałabym się naiwnością i brakiem skromności, gdybym sądziła, że Cię przekonam do wiary w świętość Księgi jednym lub dwoma krótkimi wpisami. Na pewno nie od dziś się nad tym zastanawiasz. Przede wszystkim zgadzam się z Tobą całkowicie w najistotniejszej kwestii: nie można udawać, że się coś przyjmuje za prawdę. Nie można iść na łatwiznę i z machnięciem ręki przystawać na to, co mówią inni nie podejmując własnego wysiłku poznania. To jest dopiero lekceważenie Boga! Machnąć ręką na to, co się jawi umysłowi, zamknąć go na ukazującą się prawdę, to uznać bez walki, że wszystko jest bez sensu, to obrażać Boga i Jego objawienie. Wtedy można wyznawać tylko bożka, chociaż sądzi się, że wyznaje się Boga. Temu bożkowi na imię można by dać: lenistwo, „święty” spokój, konformizm itp. Natomiast dopóki szukamy prawdy, mamy szansę ją znaleźć. Zauważam u Ciebie to przekonanie, któremu sama hołduję – że tylko ja sama jestem odpowiedzialna za to, co uznam za prawdę. I sadzę, że oboje wiemy, że dla myślącego człowieka nie jest to sprawa prosta.

Jednak, mimo, że drogę do poznania przebywa się na własny rachunek, człowiek nie przebywa jej sam, bo towarzyszą mu inni ludzie. Ta okoliczność nam często umyka w czasach promujących wolność polegającą na niezależności, samodzielności i oryginalności. Dlatego dobrze jest zwrócić szczególną uwagę na to, że ciągle spotyka się kogoś, kto może coś pokazać, na coś naprowadzić. Słowem, spotyka się nauczycieli. Nawet jednak Dobry Nauczyciel – jak Jezusa nazywali niektórzy uczniowie – mimo Jego życia i Jego ofiary – nie wszystkich przekonał. I właśnie do tych, których nie przekonał, posyła innych nauczycieli. Odzywam się więc do Ciebie po to, żeby Ci opowiedzieć o moich nauczycielach i życzyć Ci wyczulenia uwagi na spotkania z Twoimi nauczycielami. czytaj dalej »

Przyjmijmy, że to prawda 4 Autor: Rafał Figas

May3

Tekst ten jest kontynuacją dyskusji pomiędzy mną a Małgorzatą Felicką. Dyskusja ta rozpoczęła się od mojego określenia Biblii (głównie Starego Testamentu) jako „książki o facecie w rybie”. Małgorzata zaś stara się bronić mądrości i natchnionego charakteru tego utworu.

Biblię dzielę w swoich analizach na Stary i Nowy Testament. Wielokrotnie już wspominałem, że dużo łatwiej mi zaakceptować mądrość i natchniony charakter Nowego Testamentu niż Starego, choć i tu wielu może mieć wątpliwości.

Stary Testament jest zbiorem różnych pism o słabo znanym pochodzeniu. Również sposób i zasady wyboru tych pism mogą budzić wątpliwości. W uproszczeniu można rzec, że kilku facetów zebranych jako następcy apostołów usiadło i jedne pisma zatwierdziło, a inne odrzuciło. W dodatku ci sami lub ich następcy dokonali korekt uznając, że jedne zasady wygasły, a inne nie. Wystarczy się przyjrzeć chociażby wspominanemu wielokrotnie przeze mnie zakazowi tworzenia obrazów Boga zawartych w oryginalnych 10 przykazaniach czy też zakazowi przetaczania krwi, czy dziesiątkom innych zasad zawartych chociażby w Księdze Kapłańskiej. A żeby dodać jeszcze więcej dramatyzmu do całej sytuacji warto przypomnieć, że owi następcy apostołów wielokrotnie wykazywali się delikatnie rzecz ujmując niewielką moralnością zwłaszcza jak na nasze obecne standardy. To byli bardziej szamani z lokalnej wioski niż wielkie umysły, oczywiście w kategoriach dzisiejszego świata patrząc.

Przyjmijmy jednak, że to wszystko co nam się mówi to prawda. Przyjmijmy, że w tych pismach mówi do nas Bóg, przyjmijmy, że to jego słowo pisane ręką natchnionego autora. Zastanówmy się jakie są konsekwencje takiego założenia?

czytaj dalej »

A jeśli to prawda? 4 Autor: Małgorzata Felicka

Apr21

Jeśli zgadzam się na to, że moje oczy widzą rzeczywistość tak, że mówią mi o niej coś istotnego, coś takiego, że mogę się w niej poruszać, planować, wnioskować, to przecież z logicznego punktu widzenia zgadzam się na absurd. Ulegam aberracji i swój punkt widzenia uprzywilejowuję. No bo, czym jest mały wycinek widma, który widzę w porównaniu z całym spektrum, czym jest ta perspektywa, która jest dostępna mojemu wzrokowi w porównaniu z widokiem całego wszechświata widzianym z nieskończonej liczby jego miejsc? To przecież absurd, żeby na podstawie tak małej ilości informacji o czymkolwiek móc wnioskować. A jednak wnioskuję. I to z powodzeniem, a świadczy o tym to, że umiem utrzymać się przy życiu.

Dlatego, będąc świadoma, że nie zawsze postępuję zgodnie z logiką i że czasami jest to opłacalne, nie odrzucam Pisma świętego jako słowa Boga bez chwilowego choćby założenia, że może jednak jest inaczej niż podpowiada logika. A może to racja, że jest święte? Może to Bóg mówi przez natchnionych autorów? Intelektualna uczciwość wymaga sprawdzenia obu ewentualności 1) że to bzdura i bajeczki 2) że to prawda. Jeśli tak naprawdę, bez uprzedzenia dopuszczę możliwość, że to prawda, to dopiero wtedy skorzystam z pełni władz mojego rozumu.

czytaj dalej »

Racjonalność ufności 11 Autor: Małgorzata Felicka

Mar29

Uważne słuchanie, w trakcie którego wstępnie założy się, że ten, kogo słuchamy może mieć coś ważnego do powiedzenia, jak również założy się, że mówiący może mieć rację, prowadzić może do dwóch efektów. Jeden to zrozumienie, a więc zgoda z mówiącym. Wtedy człowiek staje się posłuszny temu, co zrozumiał, własnemu rozumowi. To posłuszeństwo przychodzi łatwo. Jest racjonalne, tak musimy postępować, żeby żyć. Po to zostaliśmy obdarzeni rozumem, żeby się nim kierować. Jest to, poza tym, przyjemne, gdyż, przyjemne jest odkrywanie zdolności własnego rozumu do rozumienia czegoś, co dotąd było niezrozumiałe, a więc zakryte.

Trudniejszy i budzący opór jest drugi efekt. Zachodzi on wówczas, gdy nie rozumiemy tego, co do nas ktoś mówi, lub rozumiemy tylko częściowo. Tak przemawia do nas świat, co starałam się pokazać na podstawie wykładu o współczesnych teoriach dotyczących budowy wszechświata (post „Potrzeba posłuchania, potrzeba posłuszeństwa”). Jeśli się dobrze zastanowić, to każdy przekaz jest niepełny, każdemu rozmówcy musimy dać pewien kredyt zaufania. Oczywiście istnieje kwestia stopnia. Jeśli więc mamy do czynienia z mową, której w większości nie rozumiemy, to możemy ją odrzucić. Nasz racjonalny umysł prawie tego wymaga, bo chce przyjmować tylko to, co jest dowiedzione. Jednak obszar tego, co dowiedzione jest niewielki. Przyjęcie takiego stanowiska prowadzi do tego, że otacza nas wtedy cała ogromna przestrzeń niedotykalna myślą ani mową (jak przewrotnie, bo pozornie, proponował Wittgenstein w swoim Traktacie logiczno-filozoficznym). Nadal jednak chcemy rozumieć nasze otoczenie i samych siebie. Tak po prostu jesteśmy skonstruowani – jako byty dążące do rozumienia. czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com