Kategoria Prasa polska

Rozmawialiśmy o mediach 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep19

Dużo myśli od rana. Rozmawialiśmy dziś o 7 w Polskim Radiu Euro o prasie: jakości informacji, etyce dziennikarskiej, wpływie mediów elektronicznych na prasę drukowaną, szkolnictwie dziennikarskim.

Właściwie jak tu rozmawiać, jeśli nie chce się mówić życzeniowo, a jednocześnie dobrze by było powiedzieć coś optymistycznego i prawdziwego?

Wszyscy (1.) narzekają na media, (2.) odmieniają tabloidyzację przez wszystkie przypadki, (3.) żalą się na obniżenie standardów dziennikarskich, (4.) krzywią się, gdy słyszą o kimś, kto skończył dziennikarskie studia.

Poniekąd mają rację. (1.) Media elektroniczne przyspieszyły obieg informacji i umasowiły przekaz, co złożyło się na obniżenie jego jakości. (2.) Tabloidyzacja prasy to pewien kłopot; brukowiec schlebia niskim gustom czytelników, jest populistyczny, nie promuje krytycznego myślenia, więc przyczynia się do wychowywania biernego społeczeństwa. (3.) Wiele można znaleźć przykładów nierzetelności dziennikarzy. (4.) Szkołom dziennikarskim też można mieć wiele do zarzucenia (choć nie oszukujmy się – nie tylko tym).

Na dodatek – wszystko zmierza w złym kierunku. Nikt na razie nie ma pomysłu na to, co mają zrobić poważne dzienniki, by zachęcić do siebie czytelników. Rano biorą oni do rąk gazetę wypełnioną informacjami, o których nasłuchali się i naoglądali poprzedniego dnia. Gdzie tu wartość dodana?

Niestety zbiega się to z kryzysem finansowym i właśnie na to, co może gazety wyróżniać, najbardziej obcina się środki. Bo kto ma dziś pieniądze, by wysłać dziennikarza na drugi koniec świata, zapłacić za dobry reportaż, zlecić przeprowadzenie wywiadu – nie telefonicznego – w odległym miejscu?

Nie potrafię jednak myśleć w sobotę rano bez optymizmu.

Przecież (1.) media elektroniczne otworzyły przed nami zupełnie nowe możliwości, mamy informacje na wyciągnięcie ręki. Trzeba nauczyć się z tego korzystać, wybierać to, co dobre, rzetelne. (2.) Nawet jeśli krytykujemy tabloidy, to zważmy – są one częścią prasowej tradycji, a kształtują się w pewnym kulturowym kontekście. Dlatego na przykład polskie brukowce nie są aż tak wścibskie czy szokujące, jak gdzie indziej. Ten segment prasy bardziej rozwinął się np. w krajach anglosaskich. (3.) Dziennikarze zawsze stają przed dylematem: pokusa czy etyka dziennikarska. Są przykłady redakcji, które stają na wysokości zadania. Wybór miejsca pracy nie jest bez znaczenia. To w istocie wybór moralny. A jeśli chodzi o (4.) szkoły, to, mimo wad uniwersytet jest świetnym miejscem, gdzie można znaleźć Mistrza. Trzeba tylko go poszukać.

Z pozytywym nastawieniem zabieramy się za korektę kolejnego “PP”, na Rakowieckiej świeci słońce.

Jagiellonizm szkodzi 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep11

Wilno
Obecnie wydaje się, jakby polityka zagraniczna Polski od zawsze budowana była na fundamentach założeń Jerzego Giedroycia i jego „Kultury”; założeń pojmowanych w III RP dogmatycznie, a więc nie podlegających dyskusji. Nie dziwi więc ostra reakcja Mirosława Czecha („Gazeta Świąteczna”, 5-6 września) na artykuł szefa MSZ Radosława Sikorskiego „Lekcja historii, modernizacja i integracja” („Gazeta”, 29-30 sierpnia).

Problem polega na tym, że Mirosław Czech tak przestraszył się krytycznej rewizji poglądów na miejsce Polski w Europie i świecie, że wolał na zapas nadinterpretować słowa ministra. Tymczasem jego tekst ani nie zapowiada zasadniczej zmiany naszej polityki zagranicznej, ani nie jest – jakby można było się spodziewać z okazji kolejnej rocznicy wybuchu wojny – polityczną laurką czy laniem wody. Zasługuje na uwagę, bo proponuje inny punkt widzenia i prowokuje do debaty o sprawach dla państwa kluczowych, w gruncie rzeczy nie dyskutowanych.

Sikorski zachęca do trzeźwego spojrzenia, pozostawienia na chwilę narodowej martyrologii i „zdjęcia korony cierniowej”. Mówi: „Przegrana wojna polsko-niemiecka 1939 roku oznaczała klęskę cywilizacyjną »państwowości jagiellońskiej«. II Rzeczpospolita była przednowoczesnym w istocie państwem wielonarodowym”. Takie słowa, zwłaszcza po niedawnych obchodach 65. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, to wiadro zimnej wody. Żywimy się mitem II RP – z nostalgii, z chęci odreagowania propagandy PRL czy budowania tożsamości i poszukiwania wzorców – nie chcemy pamiętać, że nie było to państwo idealne, ale targane wewnętrznymi konfliktami i biedne. Jego historia fascynuje, ale – czego uczy np. „Wyprawa w Dwudziestolecie” Czesława Miłosza – fascynacja nie powinna przysłaniać prawdy. Bo w przeciwnym razie ślizgamy się po wierzchu. Mało który polityk ma dziś – w czasach wzmożenia uczuć patriotycznych – odwagę o tym mówić.

Z klęski II RP wyciąga Sikorski wniosek, że „właściwej odpowiedzi na dylematy geostrategiczne i tożsamościowe Polski nie oferują jagiellońskie ambicje mocarstwowe”. Czech bije na alarm: Sikorski próbuje odejść od linii Giedrojcia i III RP, „wizja Sikorskiego jest fałszywa politycznie i groźna dla właściwego kształtowania polityki zagranicznej”, a o ambicjach mocarstwowych nikt przytomny sobie jego zdaniem nie roi. Czyżby? Zaznaczam, że nie mam do dawnych Kresów Wschodnich stosunku obojętnego. Część rodziny brała udział w Powstaniu Warszawskim, ale bliżsi mieszkali w Wilnie, brat prababki dowodził operacją „Ostra Brama”, częścią akcji „Burza”. W Wilnie czuję się trochę jak u siebie, porównuję budynki z obrazami z rodzinnych fotografii. Jednak jest mi przykro, gdy słyszę pogardliwe wypowiedzi Polaków o narodzie litewskim, jakoby wymyślonym, zupełnie zależnym historycznie i kulturowo od Polski. Czuję się nieswojo, kiedy po spotkaniu z mieszkającymi na Litwie Polakami moi rówieśnicy mówią o nich „ruscy Polacy”.

Nie są to sprawy błahe ani marginalne. Klimat społeczny sprzężony jest z polityczną praktyką. Każdy naród ma prawo do wspomnień, historii, ale i do szacunku, tymczasem ze względu na nasz „jagielloński” bagaż traktujemy Wschód z góry, paternalistycznie, a nie podmiotowo. Litwę widzimy przez pryzmat „Pana Tadeusza”. Białoruś – to rozmodlone kobiety klęczące przed Donaldem Tuskiem, który zdobywa wyborcze punkty składając wizytę Andżelice Borys (sierpień 2005). Ukrainie pomagaliśmy w pomarańczowej rewolucji i – o ironio – chyba zdała egzamin: pomarańczowi są w rozsypce, tak jak rozeszły się drogi tych, którzy walczyli z PRL-em. Czy jesteśmy dobrym nauczycielem, czy dajemy przykład choćby na to, jak chronić system polityczny przed populizmem? Chcemy Ukrainy w NATO, bo leży to również w interesie Polski, ale czy wsłuchujemy się w głos Ukraińców? Warto być jej rzecznikiem w Unii Europejskiej, ale w stosunkach dwustronnych bądźmy partnerami.

Kilka tygodni temu pokazywałem Warszawę Litwinkom, koleżankom studiującym w Wilnie. Na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie czuły się jak w domu – bo przecież przypominają ulice Wilna. Jednak szczerze się ucieszyłem, że nie pytały zanadto o historię, a chciały obejrzeć wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej i w Zachęcie. W dusznym klimacie paternalizmu w stosunku do ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś) było to dla mnie wielką radością i sprawiło ulgę.

„Jagiellonizm” czy paternalizm nam szkodzi: prowadzi do niezrozumienia (jak rozmawiać z tymi, dla których budowanie tożsamości oznaczało uniezależnienie się od polskiej kultury?), stawia też w gorszej sytuacji, gdy trzeba walczyć o nasze rzeczywiste racje (np. spory o fakty historyczne z XX w. między Polakami a Litwinami).

Czy odejście od „jegiellonizmu” rodem z II RP miałoby oznaczać zaledwie prowadzenie polityki zagranicznej na zasadzie skromnego pragmatyzmu, jak mówi Czech? Stawiane przez Sikorskiego hasła integracji i modernizacji – typowe dla naszej centroprawicy – nie są skromne, jeśli potraktować je poważnie.

Według Mirosława Czecha, „część polityków i komentatorów na bezczelnego serwuje nam interpretacje partyjne”. Nawet jeśli taki charakter ma artykuł ministra Sikorskiego, czytanie go bez partyjnych okularów pozwala w nowym świetle zobaczyć ważny problem polskiej polityki zagranicznej.

Bieda 5 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep5

Dwa najważniejsze dzienniki otwierają swoje weekendowe dodatki publicystyczne tym samym tematem. Nie chodzi o spór polityczny, ale sprawę społeczną. O biedę i sposób jej postrzegania – wydaje się, że dominujący – taki, który doprowadził do wysterylizowania bez pytania o zgodę przez lekarza Wioletty Woźnej oraz odebrania jej dziecka przez sąd.

Oba dzienniki patrzą na sprawę nieco inaczej. Paweł Lisicki z Rzeczpospolitej nazywa ją „ostrzeżeniem przed zakusami różnej maści fachowców od naprawiania rodziny”, czyli lekarzy, kuratorów i sędziów, którzy mogą być głupi i bezduszni. Uważa, że nie poradzimy sobie z patologią w rodzinie, zwiększając kompetencje urzędników. Nie podoba mu się przykład Szwecji, bo obawia się powiększenia kompetencji państwa kosztem rodziny.

Tymczasem Gazeta Wyborcza publikuje rozmowę Aleksandry Klich z socjolog prof. Elżbietą Tarkowską. „- Nie znamy biedy?” „- Nie dostrzegamy jej. Moja znajoma z tytułem profesora odkryła biedę dopiero podczas przygotowywania paczek bożonarodzeniowych w swojej parafii. Stało się to, gdy przeczytała list od staruszki, która pisała, że marzy o tym, by wypić kiedyś herbatę earl grey. W dobrej warszawskiej dzielnicy są ludzie, których nie stać na taką herbatę”.

Bardzo polecam ten wywiad. Chociaż nie czyta się go wygodnie. Siedzę w barze burger king, słomka od sprite’a w ustach, w jednej ręce kanapka, w drugiej gazeta – w niej przykład pani, która nie może nawet wypić herbaty. Prof. Tarkowska mówi o studentach: „- Podczas zajęć dla studentów pracy socjalnej zrobiłam ankietę, w której zapytałam, kim jest dla nich biedny. Odpowiadali: pijak, jego dzieci schodzą na złą drogę, przegrany.” Nie tak dawno skończyłem studia, które poniekąd przygotowują do służby publicznej, a sam często wchodzę w logikę myślenia, którą opisuje prof. Tarkowska: „- Im lepiej nam się powodzi, tym bardziej jesteśmy przekonani, że biedni są sami sobie winni”. Z drugiej strony mam poczucie winy oraz wrażenie, że za mało robię dla swojej społeczności. Czy bieda stanie się wyzwaniem intelektualnym i politycznym, czy znajdą się osoby gotowe je podjąć?

Nie rozumiem podziału dziennikarzy 5 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun19

Zbiory Biblioteki Dziennikarzy Polskich od czwartku zostały udostępnione w Czytelni Naukowej nr XXI na warszawskim Mokotowie. Dotąd dostęp do tego księgozbioru, przechowywanego w magazynach Domu Dziennikarza oraz w jednej z warszawskich szkół, był bardzo ograniczony – podaje dziś PAP. Co to znaczy „bardzo ograniczony”? Mniej więcej tyle, że książki, niekiedy bardzo cenne, porastały grzybem. Części zbiorów nie udało się odratować. Obecnie jest to 19 tys. książek, 750 tomów czasopism oprawnych oraz 450 tytułów prasy. Najstarszy wolumin pochodzi z 1589 roku – wierszowana broszura Bartosza Paprockiego “Pamięć nierządu w Polszcze przez dwie fakcye uczynionego w roku 1587″. Sprzed 1948 roku pochodzi 2 tys. książek BDP.

Piszę o tym z dwóch powodów. Pierwszy – bo to ciekawe miejsce. A także pomnik, który pozostawia po sobie mój przyjaciel i były wykładowca, redaktor Henryk Zagańczyk, który w otwarciu tej biblioteki miał swój wielki udział.

Drugi – bo nie rozumiem podziału w środowisku dziennikarzy. To znaczy, rozumiem i nie rozumiem. Przykładem dla wyjaśnienia problemu niech będzie owa biblioteka. Powołuję się dalej na PAP: Księgozbiór Dziennikarzy Polskich gromadzony był przez środowisko od 1948 roku. Jego właścicielem było najpierw Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Po wprowadzeniu stanu wojennego władze komunistyczne rozwiązały SDP, tworząc w jego miejsce prorządowe Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL, które przejęło bibliotekę.

Po 1989 roku SDP zostało reaktywowane, zaś SD PRL zmieniło nazwę na Stowarzyszenie Dziennikarzy RP. Oba stowarzyszenia dzieli organiczna niechęć. Zwłaszcza – jak mówią niektórzy ich działacze – niechęć tę przejawiają kierownictwa stowarzyszeń. Boją się, że w wyniku połączenia stracą pozycję?

Ten spór wydaje się jakoś zrozumiały. Przecież historia najnowsza podzieliła u nas nie tylko dziennikarzy. Czego nie rozumiem, to – jaką rolę widzą dla siebie samorządy dziennikarskie, czym chcą rzeczywiście być, jaką siłę ma mieć ich głos, kogo i jak zamierzają zachęcić do wstąpienia w swoje szeregi? Jak chcą odpowiadać na te pytania skazując się jednocześnie na marginalizację z powodu ciągłego pielęgnowania starego podziału?

Sam zastanawiałem się nad wstąpieniem do stowarzyszenia dziennikarskiego. Nadal uważam, że oprócz legitymacji z redakcji, legitymacja stowarzyszonego dziennikarza ma swoją wagę. Stowarzyszenie może przyczynić się do dbania o zawodowy etos, standardy w mediach i tak dalej. Ale które stowarzyszenie? Pomyślałem – dobrych przyjaciół mam w obu. Lepiej to sobie daruję.

Na tym tle otwarcie – wspólne – Biblioteki Dziennikarzy Polskich może być małym krokiem dla skłóconych dziennikarzy, ale wielkim krokiem dla dziennikarstwa.

Czytelnia Naukowa nr XXI, ul. Bukietowa 4a


Wyświetl większą mapę

Przy okazji znalazłem zdjęcie z otwarcia, na którym się znalazłem;) (fot. Paweł Supernak/PAP)

Wyjątkowy wykładowca 0 Autor: Małgorzata Felicka

Jun5

Tym, co od razu rzucało się w oczy była jego uprzejmość i elegancja w sposobie bycia. Niemal nadmierna, taka nie pasująca do naszej kultury, jakby przeniesiona z innego świata, w którym każdy jest ważny i wart skupienia na nim uwagi. Przy bliższym obcowaniu ujawniały się oczywiście dalsze jego cechy pozwalające wyczuć, że ma się przed sobą prawdziwego filozofa, ginący gatunek miłośnika mądrości. Mądrości, która nie jest wiedzą, chociaż się na niej wspiera, ale umiejętnością docierania do istoty rzeczy dzięki zaangażowaniu całej osoby.

Miałam przywilej i zaszczyt być uczennicą Jerzego Wociala, bo o nim jest mowa.

Zachęcam do przeczytania wywiadu przeprowadzonego z nim przez Katarzynę Jabłońską a wydrukowanego w Rzeczypospolitej w zeszłą sobotę, bo zawarte w nim wyznania wprost unoszą czytelnika. http://www.rp.pl/artykul/61991,312794_Bliski_jak_powietrze.html

Dzień później, w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, o szóstej rano Jerzy Wocial zmarł.

Zachęta do zabijania w PP? 39 Autor: Adam Juchnowicz SJ

Mar2

Podobno dobra publicystyka powinna: podejmować niebanalne tematy, prowokować do myślenia, przełamywać utarte schematy, oraz mobilizować do odnajdywania prawdy i podejmowania działania. Jeśli tak, to wiele z tych zalet gatunku prezentuje wywiad Pawła Smoleńskiego z o. Stanisławem Opielą w styczniowym numerze PP.

Szereg ważnych kwestii z życia Kościoła w ostatnich dziesięcioleciach przedstawionych z wnikliwością i troską o autentyczność ewangelicznego przesłania. Orzeźwiający powiew świeżości. Wartka opowieść o katolickim (szczególnie w wydaniu Towarzystwa Jezusowego) zaangażowaniu na Wschodzie, stanięcie w prawdzie gdy chodzi o niektóre przyczyny niechęci do Kościoła, strzał w dziesiątkę co do skandalicznej tendencji do pobłażliwości wobec nadużyć seksualnych osób duchownych…

Jeden z wątków wzbudził jednak moje zdumienie. Otóż w paru pytaniach przeprowadzający wywiad zdaje się sugerować, że Kościół nie ma moralnego ani nawet religijnego mandatu by aktywnie przeciwdziałać zabijaniu dzieci nienarodzonych. A już na pewno nie powinien wpływać na prawo państwowe by chroniło życie ludzkie od poczęcia. Hierarchia, jak i katolicy świeccy, mogą co najwyżej delikatnie „tłumaczyć” (z naciskiem na delikatnie) oraz… „wychowywać aby aborcja nie była potrzebna”.

Ciekawy jest moment, w którym o. Opiela zwraca uwagę, że człowiek rozpoczyna swoje życie w momencie poczęcia i że nie sposób podać żadnej innej racjonalnej cezury. Dodajmy na marginesie, że jest to fakt wskazywany przez nauki przyrodnicze – biologię i genetykę a nie jakiś specyficznie katolicki artykuł wiary.

Co na to redaktor Smoleński? – Niestety nie podejmuje merytorycznej dyskusji a jedynie wypowiada ogólnikowe argumenty emocjonalne w rodzaju, że zwolennicy poglądu przeciwnego bywają całkiem sympatyczni a nawet są… „często (…) lepsi niż wielu katolików”. Przy okazji, Kościół w Polsce, jako wzór do naśladowania dostaje… Giscarda d’Estainga, bo – mimo, że uważał się za katolika, jako prezydent Francji bez zająknięcia podpisał wyjątkowo liberalną ustawę otwierającą szeroko drzwi dla zabijania dzieci nienarodzonych!

W wywiadzie wypływa również głośny w połowie ubiegłego roku przypadek czternastolatki, która zaszła w ciążę ze swoim o rok starszym kolegą. Tym razem, Paweł Smoleński potępia Kościół i przedstawicielki organizacji pro-life za próby (ostatecznie bezskuteczne zresztą) przekonania dziewczynki i jej rodziców by nie pozbawiać życia oczekującego na urodzenie dziecka. Próby te, zdaje się sugerować redaktor Przeglądu, zaprzeczają autentyczności… chrześcijańskiej wiary i katolickiego miłosierdzia tych, którzy je podejmowali!

Będę szczery. Trudno mi zrozumieć logikę tego typu rozumowań. Może jakieś „koło ratunkowe od przyjaciół” na BP? :-)

Abp Życiński o “Dzienniku” w Środę Popielcową 5 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb27


Co o tym myślicie?

Kogo obchodzi Europa Wschodnia? 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep29

Ostatnio wprawdzie nasza uwaga się na niej koncentruje w kontekście konfliktu w Gruzji, ale czy zainteresowanie nie jest chwilowe? Powiedziano już o nowej zimnej wojnie, o możliwościach rozszerzenia NATO, prezydent Kaczyński „podjął walkę”. I na tym właściwie się kończy.

W takim kontekście na rynku prasowym pojawił się nowy dwumiesięcznik „Nowa Europa Wschodnia”. „W polu zainteresowania pisma będzie zarówno polityka, historia, kultura, jak i życie codzienne – by pokazać możliwie najpełniejszy obraz regionu. Niemal wszystkie ważne wydarzenia, które miały i mają miejsce na wschód od Polski, w jakimś stopniu wpływają także na nasz kraj”, piszą Bogumiła Berdychowska – przewodnicząca Rady Redakcyjnej, Andrzej Brzeziecki – redaktor naczelny, Jan Andrzej Dąbrowski – prezes Kolegium Europy Wschodniej i Adolf Juzwenko – przewodniczący Rady Kolegium Europy Wschodniej. „Zmiany zachodzące na wschodzie Europy stanowią dla Polski wyzwanie, ale też ogromną szansę” – piszą.

Wyzwaniem dla czytelnika będzie przeczytanie całej zawartości numeru. Nie będzie to czas stracony. Pierwsze dwadzieścia stron uświadamia nam, jak mało wiadomości z Europy Wschodniej i Azji Centralnej przenika do naszych mediów; znajdziemy tu kronikę i komentarze: Azja Centralna, Białoruś, Kaukaz, Rosja, Ukraina. Dalej działy Publicystyka i Analizy; Historia; Rozmowa; Reportaż; Prezentacje; Recenzje.

Andrzej Brzeziecki, naczelny, wcześniej w „Tygodniku Powszechnym”, zebrał do pierwszego numeru ciekawe nazwiska. O „obcej i niezrozumiałej historii Europy Wschodniej” pisze Timothy Snyder.

O współczuciu dla Rosjan mówi w wywiadzie Barbara Skarga: „Jeśli i my mamy sowieckie nawyki, które dają o sobie znać na każdym kroku, to co mówić o Rosjanach? Ta mentalność jest jak zaraza, która gdzieś się zakorzenia i potem jest nie do wyleczenia. Trzeba mieć wyrozumiałość wobec ludzi, którzy przez tyle lat cierpieli, i szukać porozumienia z nimi”.

Niektóre teksty można już przeczytać na stronie internetowej.

Tygodnik Powszechny zdjął tekst 17 Autor: Gościnnie

Sep20

Napisała Gościówa

Mam wiadomość o bratnim piśmie katolickim.

Ze stron Tygodnika Powszechnego redakcja zdjęła tekst o buncie polskiego teologa ks. Hryniewicza wobec Kongregacji Nauki Wiary. Artykuł był przez niespełna dobę, po czym został przez redakcję usunięty bez słowa wyjaśnienia.

Skoro już raz tekst został upubliczniony, przyzwoitość nakazywałaby przynajmniej pozostawić czytelnikom wyjaśnienie powodów, dla których został zdjęty.

Przypominam, że w stanie wojennym Tygodnik Powszechny ZAZNACZAŁ ingerencje cenzury.
Przypominam, że około 50 lat temu Tygodnik odmówił wydrukowania pochwalnego tekstu o Stalinie. W czasach gdy nie tylko zakłamana sowiecka gazeta Prawda, lecz również każda polska gazeta płaszczyły się przed władzą. Tygodnik za karę został zamknięty na kilka lat. Dziś – co za ironia losu! – wolności prasy broni rosyjska Prawda. Na stronie internetowej tej gazety polscy internauci wkleili oryginał usuniętego artykułu.

Dziś nie można już działać jak Ministerstwo Prawdy u Orwella. W internecie nic nie ginie. Żadnego tekstu nie da się usunąć bez śladu.

Czy tak redakcja TP boi się jednego telefonu z kurii? Dawniej tej gazecie groziły gorsze rzeczy niż odebranie podtytułu “katolicki”. Bądźmy zakłamani, byle być katoliccy?

Więcej o sprawie (m.in. oryginał artykułu) można przeczytać tutaj:
http://tnij.org/hryn

Opiela: Kościół dziś tylko straszy 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep19

Z katechetami powinno się móc dyskutować. Szczególnie w okresie buntu – wywiad w Polska The Times z byłym naczelnym Przeglądu Powszechnego.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com