Kategoria Prasa polska

Radio Maryja w Tygodniku Powszechnym… 5 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep10

…czyli niby przewrotnie, trochę pusto

Tygodnik Powszechny wziął w ubiegłym tygodniu Radio Maryja na temat numeru. Ks. Boniecki zaczął od przyznania, że o tym „niechętnie piszemy”. Ale w zasadzie dlaczego? Dlatego, że wszystko zostało już powiedziane? Dlatego, że czegokolwiek by się nie powiedziało, to spływa po o. Rydzyku jak woda po gęsi. Dlatego, że – trzymając się wody – wszelkie krytyczne głosy będą i tak wodą na młyn propagandy Radia Maryja? Dlatego, by nie narazić się kościelnym konserwatystom i rzeszom słuchaczy, którzy Tygodnika i tak do ręki nie wezmą? Te pytania pozostają bez odpowiedzi, choć moim zdaniem pismo naraża się raczej tym, którzy czytali je do tej pory.

Przygnębiające są wypowiedzi prowincjała redemptorystów o. Ryszarda Bożyka. Mając w pamięci oczekiwania formułowane wobec niego, gdy niedawno obejmował funkcję, że przyjrzy się radiu i jego dyrektorowi, dziś można doznać rozczarowania. O. Bożyk nie widzi żadnego problemu: „Nie widzę powodów, by podejmować dziś jakąkolwiek decyzję odnośnie o. Tadeusza Rydzyka. Jestem w tej decyzji suwerenny, nikt mnie nie naciska, nikogo się nie obawiam, nie mam nic do ukrycia. Powiem więcej: życzyłbym wszystkim kapłanom, biskupom, ba, sobie samemu takiej wierności, gorliwości kapłańskiej, jaką ma ojciec Tadeusz i osoby zaangażowane w Radio Maryja”. Albo, zapytany o kwestie własnościowe i finansowe Radia Maryja, odwraca kota ogonem: „Jest to skomplikowane, ale pragnę zwrócić uwagę, że w Polsce w ogóle wiele rzeczy jest bardzo skomplikowanych. Długo mieszkałem we Włoszech. Potoczna opinia o tym kraju jest taka, że panuje tam bałagan, ale w porównaniu z Polską wszystko jest proste. […]Nie zajmuję się sprawami finansowymi. Od tego mam ekonoma [uśmiech], on się na tym zna najlepiej”.

Przeprowadzający wywiad okazał o. Bożykowi wielkoduszność. Wystarczyło odwołać się do konkretnych słów, które padają na antenie Radia Maryja, telewizji TRWAM czy na wykładach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, być może wydobyłby z siebie i pokazał czytelnikom jasno swój stosunek do treści promowanych przez o. Rydzyka. Choć nie robiąc tego, także pokazał nam, co myśli.

Tomasz Potkaj, który przeprowadzał wywiad, napisał też artykuł, którego tytuł pyta „Czy ojciec dyrektor jest celebrytą?”. Tekst niezrozumiały, zwieńczony pointą: „na ludziach, którzy naprawdę zetknęli się z Tadeuszem Rydzykiem podczas różnych etapów jego życia, osoba zakonnika pozostawiła niezatarte piętno. Ich opowieści bywają barwne, czasem dziwaczne, przeważnie – fascynujące. Bo taki właśnie jest ojciec Tadeusz. Choć z drugiej strony jest też celebrytem. Nawet, jeśli o tym sam nie wie”. Potkaj tłumaczy, kim jest tzw. celebryta i jak w tym kontekście wygląda o. Rydzyk. Wydaje się jednak, że nie w tym tkwi problem „ojca dyrektora”.

Opisowy artykuł „Wieża z kości” napisali Maciej Müller i Tomasz Ponikło. Przedstawia on fakty podawane już przez prasę. Na początku odwołuje się do nowych tekstów z wrześniowego Znaku: „Niektóre wnioski są zaskakujące. Bo kto się spodziewał, że ludzie skupieni wokół rozgłośni zdołali zbudować tak pożądane w Polsce społeczeństwo obywatelskie?”. Teza rzeczywiście zaskakuje. Zwłaszcza, że u podstaw społeczeństwa obywatelskiego leży autonomiczna, samodzielna i samorealizująca się jednostka zainteresowana sprawami publicznymi, kulturalnymi i innymi, a nie „ludzie starsi, samotni, którzy tylko w nim [Radiu Maryja] potrafią odnaleźć więź społeczną, niezaangażowani w żadne inne struktury” (tak słuchaczy opisuje w TP prof. Mirosława Grabowska, dyrektorka CBOS i socjolog z Instytutu Socjologii UW).

Jest więc temat potraktowany niby przewrotnie, trochę pusty. A „Ojciec dyrektor – jak pisze w swoim felietonie Wojciech Bonowicz – przetrwa wszystkie burze”. Na forum tygodnikowym Goldenline czytelnik pyta: „A kogóż ma zachęcić/zniechęcić do czytania TP bycie w.w. celebrytą czy też nie?”.

Więcej w BP:

Portret zbiorowy słuchaczy Radia Maryja

Palikot i Rydzyk, czyli jak nie ocalać Kościoła

ŚP “TYGODNIK POWSZECHNY”?

Wygodny czy powszechny

Solidarność 7 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Aug31

Zamiast cieszyć się z obrotu rzeczy, z naszej historii pełnej sukcesów, przygotowujemy się na wielką premierę książki, która opowie o naszej klęsce

Przy okazji kolejnej rocznicy Sierpnia czytam „Polską rewolucję. Solidarność 1980-1981” Timoty’ego Gartona Asha. Brytyjski historyk pisze nie kryjąc zachwytu naszym wybuchem.: „W 1979 roku istniał już zarodek cichego porozumienia robotników, inteligencji i Kościoła, bez precedensu w polskiej historii, unikalnego w bloku radzieckim, nieznanego na Zachodzie, zarodek, który miał zrosnąć się w >Solidarność<.

(…) niekomunistyczna lewica polska porzuciła przestarzały stereotyp bigoteryjnego, nacjonalistycznego, >reakcyjnego<, antysemickiego Kościoła (który to stereotyp dalej przecież straszył w wyobraźni zachodniej). Katoliccy i niekatoliccy intelektualiści znajdowali coraz rozleglejszy wspólny grunt dla obrony wspólnych wartości, zdrowego rozsądku i podstawowych praw w ostatnich latach Gierka. Natomiast Kościół Wyszyńskiego i Wojtyły osłaniał i chronił coraz otwarciej wypowiadającą się opozycję”.

Nie rozumiem, jak to się stało, że nie mamy dziś święta i że duża część opinii publicznej wypiera się największych sukcesów kraju, porozumień od Sierpnia do Okrągłego Stołu, od 1980 do 1989 r. Przecież „Okrągły Stół od początku do końca to były twarde, trudne negocjacje dla dobra Polski. Wielokrotnie dramatyczne, nawet z rzucaniem papierami, trzaskaniem krzesłami. Nie było żadnych spisków, porozumień pod stołem”, mówi ledwo słyszalnym głosem bp Alojzy Orszulik.

A co mówią Kaczyńscy? I gdzie wtedy byli – przecież po słusznej stronie. Jan Skórzyński przypomina ciekawą historię z 25 sierpnia 1988 r., kiedy grono doradców Lecha Wałęsy z udziałem braci Kaczyńskich, Tadeusza Mazowieckiego i Adama Michnika przeprowadziło naradę, kryjąc się przed podsłuchem, w dalekim kącie Stoczni. Tam na zaimprowizowanych ławach Stelmachowski wraz z Jarosławem Kaczyńskim sporządzili brulion oczekiwanego przez sekretarza Czyrka oświadczenia Lecha Wałęsy w sprawie możliwości rozpoczęcia negocjacji opozycji z władzą.

Droga do wolności byłaby niemożliwa bez woli każdej ze stron, bez porozumienia inteligencji z robotnikami i bez Kościoła. A my zamiast cieszyć się z obrotu rzeczy, z naszej historii pełnej sukcesów, przygotowujemy się na wielką premierę książki innego brytyjskiego historyka, który w wyczerpujący sposób opowie o naszej klęsce w kontekście Europy walczącej w latach 1939-45.

Czyta się (2): Prezydent i telewizory 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Aug20

Inny od obowiązującego sposób wyboru prezydenta, wznioślej nazywanego głową państwa, od wielu lat, niezależnie od okresu i uregulowań konstytucyjnych, jest powtarzającym się tematem debat publicznych. Na przykład w styczniowych i lutowych numerach Robotnika, prasowego organu Polskiej Partii Socjalistycznej, z 1928 roku (okres kampanii wyborczej przed wyborami do Sejmu i Senatu II kadencji) znajdziemy postulat takiej zmiany ustrojowej, która dawałaby możliwość wyboru prezydenta pośrednio, przez przedstawicieli społeczeństwa, czyli ogólnie mówiąc elekcji na sposób amerykański. Miałoby to bardziej zdemokratyzować wybory, które dotąd znajdowały się w domenie połączonych izb parlamentu, czyli Zgromadzenia Narodowego.

We wtorkowej Rzeczpospolitej Jarosław Makowski (“Ten polityczny układ trzeba rozbić”) widzi nadzieję na zmianę obyczaju wyborczego, ale bez konieczności wprowadzenia modyfikacji konstytucyjnych: „Zarówno niektóre poczynania Kwaśniewskiego, jak i obecne wolty Kaczyńskiego pokazują, że prezydent z rozdania partyjnego to dla kraju utrapienie. Może się okazać, (…) że Polacy rzeczywiście zechcą widzieć w prezydencie autentycznego arbitra polskich sporów, a nie partyjnego żołnierza.
Rodzi się więc szansa dla takich ludzi jak były rzecznik praw obywatelskich Andrzej Zoll czy były prezes Trybunału Konstytucyjnego Marek Safjan. I jeden, i drugi mogą liczyć na szerokie poparcie obywatelskie oraz przychylność mediów. Obaj też uosabiają spokój, powagę i kompetencję, których Polacy oczekują od głowy państwa”.

Bez dwóch zdań, sam zagłosowałbym na Andrzeja Zolla, a zwłaszcza na Marka Safjana. Ale fakt, że prezydent angażuje się coraz bardziej w spory polityczne, nie sprawia jeszcze, że zbiorowa mądrość wyborców wspartych przez media zadziała na korzyść kandydatów może nie bez-, ale ponadpartyjnych. Brutalizacja – według niektórych obserwatorów życia politycznego profesjonalizacja – polskich polityków i polityki w ogóle ostatnio zadziałała raczej aktywizująco na wyborców. Jeżeli taka polityka nie odstręcza, to dlaczego szansę miałyby dostać niewybijające się bezpartyjne wykształciuchy? To wbrew logice, która rządzi dzisiejszą sceną polityczną.

Co nie znaczy, że to obecny model jest dobry. Ja skłaniałbym się do zmiany konstytucji (oczywiście, obecnie niemożliwej) i zastosowania rozwiązania przedwojennego, czyli wyboru prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe. Może nie ze względu na zbiorową mądrość tym razem parlamentu, ale choćby dlatego, by prezydent – nie wybierany już w wyborach powszechnych – nie rościł sobie zbyt wielu praw, jak to ma w zwyczaju czynić obecnie nam panujący Lech Kaczyński. Moim typem prezydenta wybranego przez Zgromadzenie byłby Piotr Węgleński, poprzedni rektor UW (Węgleński na prezydenta!).

Ludzie nie odsuwają się od partyjnych polityków, ale – może po części dlatego, że jednak mają ich dosyć – przestają oglądać telewizję. „Ludzi bez odbiornika TV jest już całkiem sporo – pisze Donata Subbotko w środowej Gazecie Wyborczej (“Jest życie bez telewizora”). – Wolą gazety i przede wszystkim internet. Przejściowa moda czy zmierzch epoki? (…) większość rodaków po latach postu uprawia konsumpcyjny wyścig na coraz większe plazmy, a status społeczny mierzy się przekątną ekranu.

Jednak obserwujemy cichy protest wobec oferty płynącej z telewizorów. I chodzi nie tylko – jak w przypadku manifestacyjnego nieposiadania telefonów komórkowych – o bunt wobec technologii, która nas ubezwłasnowolnia, ale także o wstręt do bezmyślnego gapienia się w telewizor. No i wybór internetu jako bardziej odpowiadającego czasom źródła informacji.”

Sam straciłem kontakt z telewizorem, ostatnia rzecz jaką oglądałem w domu to „Trzech kumpli”, opowieść o Maleszce, Pyjasie i Wildsteinie. Ale gdy trafia się okazja, nie mogę odmówić sobie odcinka „Seksu w wielkim mieście”, a przegapienie kolejnej powtórki „Czterech wesel i pogrzebu” wymagałoby ode mnie głębokiej samokrytyki. Trudno też nie obejrzeć – ale na szczęście w tak doniosłej chwili ratuje nas internet – przemówienia tej najważniejszej naszej głowy, głowy najjaśniejszej RP.

Orędzie Prezydenta RP

Wygląda na to, że kadencja weszła w fazę schyłkową, a prezydent nie ma nam nic do powiedzenia. Na pewno nie ma nic do powiedzenia od siebie, bo ciągłe zmiany tonu przemówień świadczą o tym, że specjaliści od wizerunku gotowi są układać mowy wzajemnie sprzeczne, byleby tylko wizerunek prezydenta był mniej tragiczny. I dlatego stał się on groteskowy. Chyba pierwszy raz poczułem, że naprawdę interesuje mnie, co Lech Kaczyński w głębi duszy myśli o Polsce (albo choćby o dokonaniach od 89 r.: czuje dumę i wdzięczność czy ucisk w gardle oplecionym układem?). Kiedy czyta w telewizji nieswoje słowa, nieswoim rytmem, robi wrażenie przygnębiającego człowieka na niewłaściwej funkcji.

Pocieszenie “administratora religii” 5 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Jul16

Warto czasem nadstawić ucha, by usłyszeć, co mówią po drugiej stronie barykady. W tym celu nabyłem kwartalnik „Bez Dogmatu” (wiosna 2008). A w nim przeczytałem m.in. tekst Barbary Stanosz pt. „Mistrz fikcji filozoficznej”. Owym mistrzem fikcji dla prof. Stanosz jest prof. Leszek Kołakowski. Stanosz szuka wyjaśnienia dla „transformacji, po której rzecznik dyktatury proletariatu [...] jako realizatora «historycznej konieczności» staje się rzecznikiem wiary religijnej, wspierającym jej natchnionych przez Ducha Świętego zarządców…”. Jedną z diagnoz – zdaniem pani profesor nie całkiem chybioną – może być wyjaśnienie psychoanalityczne, zgodnie z którym w powyższej transformacji został zachowany „rdzeń postawy życiowej nacechowanej silnym lękiem przed pospólstwem uwolnionym od wędzideł”. A zatem przemiana Kołakowskiego jest pozorna. W istocie chodzi o minimalizowanie lęku: „W warunkach dyktatury – partii politycznej lub politycznie wpływowego kościoła – lęk ten jest mniej dokuczliwy, bo wędzidła wydają się dostatecznie mocno osadzone”.

Barbarę Stanosz irytuje to, że postawa Kołakowskiego służy „administratorom religii” oraz „ich publicystycznym kibicom”, gdyż „wzbogaca zasób ich środków o argument, iż nawet filozof-ateista, wie, że «rozum bez teologicznych założeń ma ogromne kłopoty»”. Panią profesor irytuje też prof. Kołakowski, kiedy stwierdza: „to, że nie ma [w traktacie lizbońskim] ani słowa o przemożnym udziale chrześcijaństwa w historii Europy, w kształtowaniu europejskiej kultury i europejskich instytucji, jest w moim przekonaniu absurdalne”. Stanosz widzi ostatnie 2000 lat zdecydowanie inaczej: „chrystianizacja była dla Europy dolegliwym «wypadkiem przy pracy», którego skutki odczuwamy do dziś”.

„Na jakiej podstawie [Kołakowski] twierdzi – denerwuje się pani profesor – że chrześcijaństwo i Kościół nigdy nie zginie, natomiast lewicy już teraz nie ma na świecie? Albo że «istnieje pewna ciągłość między Marksem a gułagiem», ale «wyprawy krzyżowe nie są naturalnym owocem wiary chrześcijańskiej»”. Po czym kłuje Stanosz Kołakowskiego ostrzem swej ironii: „Jeśli znalazł kryterium, zgodnie z którym rozsądnie jest wierzyć w cudotwórczą moc pewnego (znanego mu osobiście) papieża, ale już nie w złowrogą moc kobiet zwerbowanych do służby przez Szatana, ani w dyskretną uczynność krasnoludków itp., to czemu nie podzieli się z nami tym wiekopomnym odkryciem?”. Stanosz nie odważa się zanegować inteligencji i wiedzy prof. Kołakowskiego. Dlatego też podejrzewa, że „jego filozofowanie jest świadomą błazenadą”. Na koniec stwierdza: „Wypadałoby jednak, by dość licznej grupie osób, które traktują go jako swego guru, powiedział w końcu: «Przepraszam, żartowałem»”.

Tekst Barbary Stanosz jest dla mnie w gruncie rzeczy pocieszeniem. Pokazuje on bowiem, że myśl ateistyczna, antychrześcijańska i antykatolicka znajduje się dziś w dość opłakanym stanie. Żenująca miałkość dorównuje w niej chorobliwemu zacietrzewieniu. Zastanawiam się tylko, co każe prof. Stanosz pisać takie rzeczy: racjonalna refleksja czy osobiste zranienia? To samo pytanie nasuwało mi się podczas dyskusji, jaką prowadziłem swego czasu na łamach „Życia Duchowego” (kiedy red. naczelnym był St. Obirek) z prof. Janem Woleńskim. Jego książka „Granice niewiary”, w której jestem zaszczycony licznymi odniesieniami, stanowi pomieszanie niby naukowo-logicznych argumentów ze złością na Rydzyka i na to, że jakiemuś zwolennikowi aborcji odmówiono katolickiego pogrzebu. No cóż! mam wrażenie, że nie ma dziś już racjonalnych ateistów, którzy potrafią tyleż logicznie, co spokojnie argumentować przeciwko wierze Kościoła.

Czyta się 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jul12

Wydawało mi się, że teza mówiąca, że nie ma w naszej polityce alternatywy dotyczyła relacji PO i PiS. Tymczasem Marek Beylin w dzisiejszej Świątecznej pyta, “czy jest jakieś podobieństwo między Jarosławem Kaczyńskim a Grzegorzem Napieralskim” i odpowiada, iż tylko “pozornie nie”. Jednak są oni do siebie, zdaniem redaktora Gazety, podobni. “Przede wszystkim – mówią tak, jakby wielka wyprawa cywilizacyjna Polaków w przyszłość już się skończyła.
Według Kaczyńskiego Polska stanie się lepsza, gdy wykluczeni zamienią się miejscami z beneficjentami systemu, a o tej zmianie będzie się opowiadać językiem dumy narodowej. Według Napieralskiego będzie dobrze, gdy portfele biedniejszych nieco pogrubieją, bogatszych trochę schudną, a ludzie pomyślą, że dokonał się skok do królestwa sprawiedliwości”.
Czyli alternatywy jak nie było, tak nie ma – a problem ma, jak się okazuje, zasięg szerszy niż środowisko dwóch partii prawicy.

W Polityce ciekawy reportaż Edyty Gietki “Na oczy czarne” o rumuńskich żebrakach z ulic Warszawy. “Dwa tygodnie temu bossowie podjechali autem na skrzyżowanie Nowoursynowskiej z Doliną Służewiecką i skatowali kijami od bejsbola dwóch Rumunów, bo weszli na rejon ich kobiet z dzieciątkami. Akcja trwała półtorej minuty, a na kilka dni żebractwo w rejonie zapadło się pod ziemię”.
Pisze Gietka: “Gdy rumuńskie dzieci robią się starsze, matowieją im te duże oczy, rośnie zarost i śmierdzą papierosami jak dorośli, przestają być dochodowe”. Jak zaradzić problemowi żebractwa? Mówi się o odstawianiu do granicy, o polityce imigracyjnej, o podpatrywaniu Włochów, którzy mają z tym największy problem, ale nic o zwalczaniu handlu żywym towarem. Gietka pisze wprawdzie, że mały Rumun kosztuje 25 tys. euro, dziewczynka 20 proc. taniej, opisuje, jak wygląda podkupywanie dzieci, ale co z tego wynika? Tego nie wiemy.

Wracając do polityki. W komentarzu Dziennika “Regulaminowa gilotyna” Piotr Zaremba puentuje, że “w ciągu prawie 20 lat polskiej demokracji wiele standardów dotyczących relacji władza – obywatel czy rząd – opozycja wcale się nie poprawiło, a czasem wręcz uległo wtórnemu pogorszeniu”, a “każdy następny parlament jest bardziej restrykcyjny wobec opozycji niż poprzedni”. Opinia ta wpisuje się w analizy aktualnych wydarzeń w Sejmie, ale można ją zobaczyć w szerszym ujęciu. Nie po raz pierwszy słychać podobne głosy. Albo taki: że Sejm kontraktowy był w istocie najsprawniejszy w naszym dwudziestoleciu. Może więc go zrehabilitujemy w naszej narodowej pamięci? Rok 2009 na karku – dobra okazja.

Media Night 2008 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun19

Wczoraj, jak co rok, odbyła się konferencja Fundacji Konrada Adenauera Media Night o stanie polskiego dziennikarstwa. Zeszłoroczna mocno osadzała się w kontekście bieżących wydarzeń politycznych. Rząd PiS-u grał kartą antyniemiecką, w niemieckiej prasie z Kaczyńskich zrobiono kartofle. Teraz jest spokojnie, stosunki z zachodnim sąsiadem, przynajmniej na zewnątrz, w sferze gestów i symboli, układają się bardziej niż poprawnie. Można rozmawiać o mediach bez obciążenia – oczywiście nie do końca – polityką.

Fundacja przygotowała jak zwykle trzy panele: „Nowe media, nowe dziennikarstwo?”, „Nieoczekiwana zmiana miejsc: Media pierwszą władzą?” i „O sztuce dziennikarstwa i wartościach w mediach”.

Najbardziej widownię zainteresował ten drugi (trzeba było wybierać, ponieważ odbywały się równolegle). Jednym z jego uczestników był Michał Kamiński z kancelarii prezydenta, który winę za przegraną PiS w ostatnich wyborach parlamentarnych zrzucił właśnie na media. Decydująca wg niego była kapania z hasłem „Idź na wybory, zmień Polskę”, którą podobno obejrzała ogromna liczba Polaków i jej posłuchała. Dziwne, że doświadczony polityk może mieć aż tak zasłonięte oczy. Przypuszczam, że wiele osób o tym haśle w ogóle nie słyszało. Zresztą „zmień Polskę” nie oznacza od razu „odsuń od władzy PiS”, bo każde wybory, jak każda decyzja, są zmianą. Jeśli politycy PiS uważają, że przegrali przez media (a przecież mieli większość silnych mediów za sobą), to znaczy, że niczego się nie nauczyli.

Tymczasem najciekawszy wydał mi się panel poświęcony sztuce dziennikarstwa. Thomas Urban, niemiecki korespondent w Polsce zauważył, że nasze media, bardziej niż gdzie indziej, zajęte są same sobą. „Prawie codziennie pół kolumny poświęca się walce z inną gazetą” – mówił. – „I mam wrażenie, że ten spór rozumie w kraju nie więcej niż dziesięć osób. Walka między mediami prowadzi do przekazywania samych informacji w inny sposób – to znaczy do obniżania ich jakości”. Słuszne uwagi. U nas warto czytać kilka tytułów, by lepiej wyrobić sobie opinię o wydarzeniach. Ale z drugiej strony – nie tylko u nas.

Michnik-Opiela: Bez religii ani rusz 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Apr11

Z dzisiejszej Gazety Wyborczej:

Wśród polskich czasopism katolickich poczesne miejsce zajmuje miesięcznik jezuitów “Przegląd Powszechny”. Niemal najstarszy wiekiem (istnieje od 124 lat!) zachowuje się całkiem młodzieńczo. Jeśli przez młodość rozumieć odwagę. Jeśli za odwagę uważać otwieranie numeru (kwietniowego) wywiadem z Adamem Michnikiem, podobno wrogiem wszystkiego, co święte.

Z redaktorem naczelnym “Gazety Wyborczej” rozmawia były szef “Przeglądu” ks. Stanisław Opiela SJ. Znają się od dawna, rozmawiają jak przyjaciele, często mówią rzeczy ważne, zawsze mówią śmiało, nie oglądają się na obiegowe poglądy swojego środowiska. Poniżej fragment rozmowy.

Fragment rozmowy w GW | Całość w bieżącym numerze PP

(Na zdjęciu Papież Jan Paweł II w Sejmie 11 czerwca 1999 r. Fot. Sławomir Kamiński/Gazeta Wyborcza)

Kościół po JPII 6 Autor: Andrzej Figas

Apr1

Przeżywamy właśnie trzecią już rocznicę śmierci Jana Pawła II, a rocznicy tej towarzyszy sporo wspomnień, komentarzy i artykułów. W “Gazecie Wyborczej” warto przeczytać m.in:

Jeżeli trafiliście na jakieś ciekawe artykuły wrzucajcie linki tutaj. To również miejsce na Wasze przemyślenia o Kościele na świecie po śmierci JPII, o Kościele w Polsce, coś się zmieniło? Jakie znaczenie dla polskiego Kościoła miał JPII?

Ale rok 2005 to również rok, kiedy usłyszeliśmy Habemus Papam. Po 3 latach możemy powiedzieć już co nieco o pontyfikacie B16. Zapraszamy do dyskusji!

Którędy szedł Chrystus 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Mar23

Hieronim Bosch
(Hieronim Bosch “Chrystus dźwigający krzyż”, 1515-16, Muzeum Sztuk Pięknych w Gandawie)

Bardzo ciekawy wywiad z Jerzym Kropiwnickim, prezydentem Łodzi, w Gazecie Wyborczej. Kropiwnicki wsławił się w swoim mieście wprowadzeniem czapek i szarf z herbem miasta dla urzędników. Ale oprócz tego, prowadzi ożywione kontakty z Żydami, w 2006 r. wydał książkę “Wędrówki po Ziemi Świętej”, sam przynajmniej dwa razy do roku do niej jeździ i często oprowadza pielgrzymów.

Seksualność – obsesja spowiedników 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Mar23

Z wielkanocnej prasy podoba mi się wywiad Krzysztofa Burnetki z augustianinem o. Wiesławem Dawidowskim w „Polityce”. Rozmawiają oni o Polaków grzechach i Polaków spowiedzi.

Dawidowski:

Najłatwiej wyznać grzechy, które najmniej obciążają sumienie: tego, że się nie modliłem, nie poszedłem w niedzielę do kościoła. Trudniej przyznać się przed samym sobą do grzechu przeciw siódmemu przykazaniu, czyli do szeroko rozumianej kradzieży: a więc oszukiwania w podatkach czy wypłatach dla pracowników, a w przypadku uczniów czy studentów do grzechu ściągania. A i to przecież są formy wyrafinowanej kradzieży.
(…)
Ludzie w średnim wieku rzadko spowiadają się ze swoich relacji z rodzicami. Nie chodzi o to, że oddali ich do domów starców, ale o to, że ochłodzili z nimi stosunki: rzadko ich odwiedzają, lekceważą ich zdanie.
(…)
Rzadko słyszę też, jak ktoś mówi „żyję jak faryzeusz”, czyli w hipokryzji. A faryzeizm był grzechem najostrzej piętnowanym przez Jezusa.

A dziś tylko seks. O seksie mówią ci, którzy nie wiedzą, czy iść do spowiedzi w obawie, że ich grzechy nie będą odpuszczone; ci, którzy już są po przejściach – rozmawiali o seksie w konfesjonale i nie spotkali się ze zrozumieniem; w końcu wszyscy ci, którzy nie wiedzą, jak do tematu podejść, ale zgadzają się co do jednego – spowiedź i seks to prawie dwie strony tego samego medalu.

Dawidowski mówi:

Lepiej jeśliby spowiednicy i grzesznicy, a ci pierwsi też są w roli drugich, skończyli z tą obsesją grzechów ze sfery szóstego przykazania, czyli tyczących seksualności.

Ma rację. Bo sfera intymności interesuje spowiedników bardziej niż inne: choćby relacje z bliskimi, z rodziną, w pracy. Co gorsza, erotyka pobudza ich wnikliwość w większym stopniu niż pozostałe sprawy. Dopytują o szczegóły – czy w taki sam sposób rozmawiają o problemach rodzinnych?

Inne tematy schodzą na plan dalszy. Czy są mniej ważne?

Czasami pytam w konfesjonale: kim jest dla ciebie Bóg? Jakie miejsce on zajmuje w twoim życiu? I wtedy często spowiadający się wpada w panikę, bo przyzwyczajony do jurydycznego traktowania spowiedzi, nie jest gotów zaglądnąć głębiej w siebie. Ludzie postrzegają często Pana Boga na własny strój. Osobowy Bóg objawienia zdaje się na co dzień nie być koniecznie do zbawienia potrzebny. I to chyba główny grzech dzisiejszej religijności, będący korzeniem innych grzechów – albo braku poczucia grzeszności

- uważa Dawidowski.

+ więcej na BP:

Czy Kościół zna się na etyce?

Kilka słów o czystości

Świeccy, księża, no i oczywiście seks

Czy Kościół zna się na seksie?

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com