Kategoria Prasa polska

Słucham księży… 36 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Feb29

Po “zagrypionej” nocy zwlokłem się z łóżka. Prysznic: odkręcam kurek, wylewam trochę szamponu na głowę i… w tym momencie brak ciepłej wody. Czekam ileś tam minut w nadziei, że zacznie lecieć. Jest! Dzięki Bogu i rzymskim wodociągom! Odmawiam jutrznię korzystając z www.katolik.pl (duża wdzięczność dla autorów brewiarzowej strony). Po kawie i herbacie zaglądam na wp i Onet.

No tak! Media wywiązują się solidnie ze swej misji i konsekwentnie informują o najważniejszych wydarzeniach z życia Kościoła. Są dwie kościelne ważkie informacje: Księża kradną sobie kazania oraz Wyłudzili od państwa pół miliona zł dzięki… Kościołowi. Zaczynam od tej ostatniej. Okazuje się, że tym razem to nie o. Dyrektor wyłudził, ale jacyś panowie niby-duchowni z bliżej nieznanego Kościoła Głosicieli Dobrej Nowiny. Druga informacja – choć temat odgrzewany – okazuje się bardziej ciekawa. Gazeta wykryła aferę wielką – otóż bywa, że ksiądz zajrzy na jakieś pobożne strony (albo do pobożnej książki) i ściągnie sobie stamtąd tekst, który potem przeczyta w ramach kazania.

Pamiętam, jak kiedys koncelebrowałem Mszę z pewnym kapłanem. Podczas głoszonego przez niego kazania zorientowałem się, że leci ciurkiem z mojego artykułu. Bardzo byłem z tego zadowolony. Wszak nie po to człowiek pisze, aby nikt z tego nie skorzystał. Oświadczam zatem, że gdyby ktoś uznał za stosowne wykorzystać w swoim kazaniu jakiś fragment tekstu (albo cały tekst) mojego autorstwa, to niech to czyni z moim błogosławieństwem. Choć oczywiście nie można z tego rodzaju praktykami przesadzać, gdyż księdzu, który nie stara się mówić “od siebie”, grozi szybkie wyjałowienie. Ale rozumiem, że niektórzy kapłani – bardziej zapracowani niż ja – po katechezie w szkole i dniu spędzonym na kolędzie, mogą niekiedy nie zdążyć z przygotowaniem własnego kazania.

Pokrzepiony medialnymi doniesieniami z życia Kościoła wychodzę z Kolegium Bellarmino, aby zdążyć na 9.00 na kolejną sesję jezuickiej Kongregacji. W gronie ponad 200 jezuitów z całego świata staramy się finalizować nasze wielodniowe rozważania o sprawach Kościoła i zakonu. Może brak nam ostrości widzenia istoty sprawy, jaka charakteryzuje polskie media w temacie Kościoła, ale staramy się…

Wieczorem odwiedza mnie w Kolegium Bellarmino znajoma. Przynosi “Theraflu” na przyziębienie i kupiony w niedzielę pod tzw. kościołem polskim w Rzymie tygodnik “Newsweeek”. Zaraz na początku W. Maziarski poraża tytułem: “Politycy i biskupi we mgle”. W tekście czytam m.in., że jeśli obecnie rządzących można za cokolwiek krytykować, to za “ustępowanie pod naciskiem wpływowywch grup zawodowych i instytucji takich jak Kościół”. Rozumiem, że rządzący powinni ulegać jedynie głębi wywodów Maziarskiego. Wtedy byłoby lepiej. Nie wiem, czy wszystkim, ale Maziarskiemu na pewno.

Na okładce “Newsweeka” czytam: “McWiara. Kościół traci rząd dusz. Polacy jeszcze chodzą na msze, ale już nie słuchają księży”. Jasne! Wiadomo przecież, że od pewnego czasy Polacy – dzięki mediom – słuchają eks-księży: Bartosia, któremu w Kościele brak m.in. niezależnych od biskupa sądów, aby ksiądz mógł skutecznie sądzić się z biskupem, oraz Węcławskiego, który formalnie wystąpił z Kościoła katolickiego, jako że stracił wiarę, iż Jezus Chrystus był nie tylko człowiekiem, ale i Bogiem. Nawiasem mówiąc niektórzy sądzą (np. TP), że utrata wiary przez Węcławskiego powinna stać się zaczątkiem narodowej dyskusji o tym, kim rzeczywiście był Jezus. Osobiście wolałbym, aby punktem wyjścia do takiej dyskusji była ostatnia książka Benedykta XVI.

Właściwie to ja dobrze rozumiem te problemy ze słuchaniem księży. Wszak od prawie dwóch miesięcy, dzień w dzień, słucham dyskutujących księży. To nic, że są to moi zakonni współbracia, mądrzy jezuici ze wszystkich kontynentów. Czasem po prostu ciężko się zorientować, którego jezuity należy posłuchać, a którego nie. A zdania mają różne… W każdym razie pragnę zapewnić, że w tym gronie kazań sobie nie kradniemy.

Smak polityki 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb23

Czyżby polska polityka równie szybko straciła smak, jak go odzyskała? Jeszcze nie tak dawno, bo minionej jesieni prof. Zdzisław Krasnodębski tłumaczył w rozmowie z udziałem Jarosława Gowina i Jerzego Hausnera w „Tygodniku” („W puszczy RP”, „TP” nr 42. z 21 października 2007), że w czasie rządów PiS, i dzięki nim, zmieniło się poczucie tożsamości Polaków:

„Nastąpił renesans polityki. Nie jest już tak, że mamy jedną słuszną politykę Balcerowicza-Geremka, i wszystko, co ją podważa, jest czystym szaleństwem.
Moja krytyczna refleksja nad stanem spraw polskich zaczęła się, gdy uświadomiłem sobie rolę stanowczego sprzeciwu ośrodków opiniotwórczych w sprawie lustracji. Otóż to był wtedy dogmat. Ten dogmat i wiele innych złamano, co jest zasługą PiS-u”.

„Polityka odzyskała smak?” – dopytał prowadzący rozmowę Roman Graczyk. Krasnodębski: „Tak to można nazwać”.

Czy może zmiany, jakie zaszły w kraju po ostatnich wyborach, skłaniają do refleksji zgoła odwrotnej: że nastał czas postpolityczności, o której pisze w pierwszym po Nowym Roku numerze „Tygodnika” Jarosław Makowski (nr 1. z 6 stycznia 2008)?

„Postpolityczność – tłumaczy autor – to koniec podziału na prawicę i lewicę. Kres sporów odmiennych grup interesów, które przecież drzemią w społeczeństwie i których konflikty są bodaj jedyną demokratycznotwórczą siłą. Postpolityczność jest więc – w ujęciu tych, którzy ją wytropili i jej nie lubią – zwycięstwem konsensu, porozumienia i dialogu, który zabija demokrację, gdyż niweluje społeczne antagonizmy. (…) Polska znajduje się w szponach postpolityczności. Przejawem tego jest zwycięstwo PO. Szerzenie się politycznego cynizmu i populizmu, którego symbolem jest Donald Tusk”.

Może więc polityka straciła nie smak, ale sens? Czy mamy w sobie jeszcze zapał i ideowość, czy może zwierzęta polityczne są na wymarciu? Moim zdaniem, nie jest jeszcze tak źle. Często bywa, że im większe idee w polityce, tym większa ich kompromitacja. By nie sięgać daleko w głąb historii, wystarczy przypomnieć losy tzw. IV RP. Dlatego cieszę się i jestem dumny, że za rok obchodzić będziemy dwudziestolecie Kompromisu.

BXVI do jezuitów: Kościół was potrzebuje 28 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Feb22

Ojciec św. Benedykt XVI zaprosił jezuitów, uczestników Kongregacji Generalnej, na spotkanie w Sali Klementyńskiej. W swoim przemówieniu, zwracając się do dzisiejszych synów św. Ignacego, powiedział m.in.: “Kościół was potrzebuje, liczy na was i nie ustaje zwracać się do was z ufnością, szczególnie gdy chodzi o dotarcie do tych miejsc fizycznych i duchowych, dokąd inni nie docierają albo mają trudności, aby dotrzeć”. 

Tymczasem niejaki Piotr Zychowicz nakłamał (wczesniejsze “łże” wyrzucone jako slowo “niesmaczne”) w “Rzepie” stwierdzając, iż kard. Rode “skrytykował zakon jezuitów, którego wielu członków – jak stwierdził – oddala się od nauczania Kościoła“. Natomiast – uważający się zapewne za dobrego katolika – Jacek Bartyzel oznajmia: “Nie jesteśmy naiwni i wiemy dobrze, jakiej degrengoladzie uległ na całym świecie przez pół wieku zakon jezuitów, powstały jako armia papieża, lecz od dawna niestety już będący raczej wysuniętą szpicą antykościoła“.

No to mamy problem. Przychodzą mi do głowy 3 możliwości: 1. BXVI myli się i czem prędzej powinien udać sie po nauki do Zychowicza i Bartyzela; 2. BXVI nie myli się, tylko tak dyplomatycznie udaje i stara sie być uprzejmy wobec jezuitów, ale tak naprawdę sądzi to samo, co Bartyzel; 3. BXVI mówi to, co uważa za prawdę, a Bartyzel z Zychowiczem powinni czem prędzej udać się do wielkopostnej spowiedzi i wyznać oszczercze rozmijanie się z rzeczywistością.

Drogi internauto! który z tych trzech punktów zakreślisz kółeczkiem jako właściwą odpowiedź. A może należy dopisać kolejne możliwości?

Już po strachu. I jak? 9 Autor: Małgorzata Felicka

Feb13

Szeroko dyskutowana książka Jana Tomasza Grossa jest prowokacją. Miałam takie wrażenie zarówno po jej przeczytaniu, jak i przeczytaniu kilku wywiadów z autorem a zwłaszcza po spotkaniu autorskim w Warszawie 22 stycznia w Szkole im. L.Kuźmińskiego. Jednak ostatecznie przekonał mnie do takiego wniosku kapitalny artykuł arcybiskupa lubelskiego, Józefa Życińskiego, w ostatnim sobotnio-niedzielnym wydaniu GW. Nasuwa się pytanie o intencje autora. Zabawa w ich zgadywanie to rzecz zbyt trudna i ryzykowna, pominę więc roztrząsanie tego pytania i przyjmę, że intencje biorą się z bólu i poczucia krzywdy autora.

Wszakże drugim, ważniejszym pytaniem jest to, do czego autor prowokuje. Warto zacząć od najbardziej błahej prowokacji: jako praca niby-historyczna książka jest prowokacją dla historyków, bo podważa sens trzymania się warsztatu i utrzymywania standardów naukowych. Jest również prowokacją z punktu widzenia logiki, bowiem stanowi kolejny przykład opisanej przez Karla Poppera hipotezy nie dającej się sfalsyfikować a więc nienaukowej a podszywającej się pod jej miano. Chodzi o to, że hipoteza zawarta w tej książce w największym skrócie, ale oddając chyba jej ducha, brzmi: „Polacy to antysemici”. Jeśli nie odpowiada się nic, potwierdza się tę hipotezę, jeśli odpowiada się, że jest fałszywa, potwierdza się tę hipotezę, no i oczywiście, jeśli odpowiada się, ze jest prawdziwa, potwierdza się tę hipotezę.

czytaj dalej »

Czy mamy prawo odbierać 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan31

Po długiej, a w zasadzie w czasie niekończącej się, dyskusji o możliwości odbierania przez Niemców mienia pozostawionego w Polsce, pojawił się w końcu artykuł o problemie, który wcześniej w prasie nie istniał, a zanim zniknie na dobre (bo tekst przeszedł bez echa), warto do niego nawiązać. Chodzi o polskie mienie nad Wilią, o Wilno i Wileńszczyznę, o artykuł z poprzedniego Dużego Formatu (21.01.2008) „Wilno zdobędziemy!” Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego.

„Teresa Subotowicz zaprowadziła nas na podupadłe targowisko. Obrzydliwy barak stoi w samym środku osiedla – na ziemi jej rodziców. Teren jest wart kilkadziesiąt milionów dolarów, ale pani Teresa musi mieszkać w wieżowcu, gdzie żule wciąż podpalają windę” – piszą autorzy o jednej z bohaterów swojego reportażu. „Lista Polaków czekających na zwrot gruntu w samym Wilnie to ponad 7 tysięcy osób. Wokół miasta – kolejne 35 tysięcy. Od 1991 roku, gdy powstała niepodległa Litwa, aż do lata ubiegłego roku ogonek praktycznie stał w miejscu – choć w pozostałych rejonach kraju reprywatyzacja dobiegła końca. Powód jest prosty: do 1939 roku Wileńszczyzna leżała w granicach Polski, więc ponad 90 proc. ziemi należało tu do potomków polskich właścicieli i to im trzeba teraz oddawać stolicę”.

Dlaczego o tym się nie rozmawia? Podskórny konflikt staje się pożywką dla trwałych niechęci i uprzedzeń, które, wyniesione z przeszłości, łączą się z obecnymi i np., jak opowiedział mi niedawno chłopak z ekipy remontowej, strach jechać do dobrze płatnej pracy na Litwę, bo można wrócić bez głowy; „jednego skatowali, drugiemu obcięli głowę” – mówił.

Jak rozwiązać sprawy, które skomplikowała wojna i losy powojenne (przypominają się też odszkodowania dla zabużan)? W jakim stopniu państwo odpowiada za mienie, nieruchomości odebrane właścicielom albo zniszczone kilkadziesiąt lat temu? Często się nad tym zastanawiam. Czy gdybym miał dokumenty potwierdzające własność majątku prapradziadka Józefa albo mieszkania pradziadka Leona, to wystąpiłbym o jego zwrot? Czy przeciwnie – bo chciałbym zachować konsekwencję, broniąc siedziby Akademii Sztuk Pięknych przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie? Jeżeli budynek został odbudowany przez państwo i przez sześćdziesiąt lat służył ASP, czy należy go zwracać trzem córkom przedwojennego właściciela?

Zdaję sobie sprawę z niepodobieństwa poruszanych tu wątków i złożoności spraw. A jeżeli chodzi o kwestie kresowe, to również z faktu, który podkreślają dawni i obecni mieszkańcy tych ziem – że trudno było i jest być Polakiem na kresach, że tam dopiero poznaje się patriotyzm. Jeśli jednak przełożyć powyższe zagadnienia na język ekonomiczno-nieruchomościowy, to nadgorliwcy mogliby uznać, że ziemie i Litwy, i Białorusi, i Ukrainy, od morza do morza należą się Polakom.

Przezwisko Michnik 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan21

(Václav Havel i Adam Michnik, Kraków, 3.09.2007)

– Moje nazwisko to już nie jest nazwisko, to przezwisko. A w tej książce jestem ja – mówił Adam Michnik w rozmowie z Romanem Kurkiewiczem w jego wczorajszej audycji „Pod tytułem” (Radio TOK FM, 20.01.2008) o swoim ostatnim zbiorze publicystyki „W poszukiwaniu utraconego sensu” (Zeszyty Literackie, Warszawa 2007).

Książka zbiera eseje Michnika z Gazety Wyborczej z ostatnich dwóch lat (z wyjątkiem tekstu „Ręce chirurga”, 1992 r., któremu jednak aktualność przywraca sprawa dr. G.; autor stawia pytanie, czy lekarzowi można uniemożliwić wykonywanie zawodu), więc ci, którzy czytają prasę raczej będą je pamiętać albo kojarzyć. To teksty, które poruszają się w przestrzeni literatury i historii, czytamy o „Czerwonym i czarnym” Stendhala, o Mickiewiczu, Żeromskim, o rewolucji francuskiej, o Narutowiczu, Piłsudskim, Wojtyle, Miłoszu.

Ale postaci i wydarzenia to tło. Zamysłem książki jest rozrachunek Michnika z tzw. IV RP: – Czytelnikom należy się namysł nad genezą zjawisk, które obserwowaliśmy w Polsce. Pisanie wprost jest nieciekawe, bo ludzie z PiS są nieciekawi. Oni nie prowokują intelektualnie, oni mnie niepokoją – tłumaczył autor w TOK FM. Struktura zjawisk, o których pisze Michnik, jest zawsze taka sama. Dlatego czytając o nagonkach na wielkich bohaterów historii Polski, mamy wrażenie, że obcujemy z metaforą dnia dzisiejszego. Eseje Michnika są przy tym, jak sam podkreśla, bardzo osobiste. Odniosłem takie wrażenie zwłaszcza podczas lektury eseju „Gniew Komendanta” oraz „W poszukiwaniu utraconego sensu”. Sporo tam goryczy. Ma rację prof. Barbara Skarga, która pisze w bieżącym „Tygodniku Powszechnym” (nr 3, 20 stycznia 2008), że artykuły „wyrażają gorycz autora i nieustający gniew”. Pisze jednak Michnik, że główne cele jego generacji zostały osiągnięte; eseje nie są przesiąknięte pesymizmem.

Jest w nich natomiast trochę marzeń i pisania, jak słusznie zauważył Roman Kurkiewicz, anachronicznego. Michnik odpowiada: – Wizja Polski zawsze była anachroniczna, bo marzenia są anachroniczne. Gdyby nie marzenia, nie moglibyśmy zmieniać świata na lepsze. Wszyscy, o których się uczyłem, zostali oskarżeni, że są anachroniczni: Stanisław Wojciechowski, Piłsudski, Kołakowski, Herbert.

O książce Adama Michnika napiszemy szerzej w papierowym „PP”. Jest warta przeczytania, bardziej rozpolitykowana od poprzednich dwóch; erudycja autora uprzyjemnia lekturę, ciekawe tylko – ile osób dzisiaj czyta Michnika?

ŚP “TYGODNIK POWSZECHNY”? 9 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan15

(Zasłonięty Krzysztof Kozłowski)

To, o czym ostatnio mówiło się na uczelniach i w redakcjach, ujrzało w końcu światło dzienne. “Rzeczpospolita” pisze o pożegnalnym liście, który ma ukazać się jutro w “Tygodniku Powszechnym”.

Istniejący od 1980 r. zespół redakcyjny przestaje istnieć. W jego składzie są m.in. Krzysztof Kozłowski, Józefa Hennelowa, Marian Stala, Marcin Król, Jacek Woźniakowski. Z dawnego zespołu zostaną m.in. Halina Bortnowska i Stefan Wilkanowicz. Teraz będą wymieniani w stopce redakcyjnej jako stali współpracownicy – pisze Agnieszka Rybak.

Zespół nie zgadza się ze zmianami, które zamierza wproadzić nowy wydawca, ITI, w tym z polityką personalną. Po zatrudnieniu na stanowisku zastępcy redaktora naczelnego Dariusza Jaworskiego (“Rz” podaje błędnie nazwisko Jabłoński) z poznańskiej “Gazety Wyborczej”, z redakcji odeszło siedmiu dziennikarzy, a z funkcji szefa działu krajowego zrezygnował Krzysztof Kozłowski. Kontrowersje budzi zatrudnienie Elżebiety Isakiewicz, zastępczyni naczelnego “Gazety Polskiej”, gdy był nim Piotr Wierzbicki.

Na znak protestu „wypisał się” z zespołu „Tygodnika” prof. Władysław Bartoszewski. A Andrzej Wajda nie przyjął przyznawanego przez tytuł odznaczenia św. Jerzego – pisze Rybak.

Udało mi się w ubiegłym roku spędzić w redakcji “Tygodnika” dwa miesiące, wrzesień i październik, poznać nietuzinkowe osoby, przeżyć kilka miłych chwil i wiele się nauczyć. Żałuję, że polityka redakcyjna zmierza w kierunku pozbywania się tak wartościowych osób.

O nowym TP pisaliśmy w “Wygodny czy powszechny“.

Hilton w błocie. Relacja z Grand Press 2007 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec20

Trudne zadanie miał prowadzący galę wręczenia nagród Grand Press 2007 Jacek Fedorowicz. Najpierw długo zabiegał o uwagę publiczności, w końcu nalegał, by go wreszcie posłuchać, bo „nestor do was mówi!” i często przypominał o biciu braw.

Ci z gości, których można by nazwać zdystansowanymi, stali raczej skromnie, by wysłuchać, co trzeba i wyjść; inni – przejęci – raczej gadali. Do grupy pierwszej zaliczyć można Annę Mateję i Krzysztofa Kozłowskiego. Przyjechali z Krakowa pociągiem „Jagiełło”, wrócili wieczorem z nagrodą dla Anny Matei za wywiad z Ewą Szumańską w “Tygodniku Powszechnym”.

Taka nagroda oznacza, że o Grand Press nie można mówić tylko jako o spotkaniu wzajemnie adorujących się dziennikarzy z warszawki, chociaż na pierwszy rzut oka takie właśnie wrażenie sprawia. I chociaż tytuł Dziennikarza Roku 2007 otrzymali ex aequo Marcin Kącki, (“Gazeta Wyborcza”, pisał o tzw. seksaferze w Samoobronie) i Tomasz Lis, czyli osoby raczej na topie, to jury potrafiło docenić i nagrodzić wartościowe, ale mniej znane dzieła.

Nominowani do tytułu Dziennikarza Roku byli Tomasz Sianecki (TVN, TVN 24), Grzegorz Miecugow (TVN 24), Bogdan Rymanowski (TVN 24), Adam Wajrak (“Gazeta Wyborcza”). Ponieważ w dziennikarstwie najcenniejsze wydaje mi się słowo pisane, moje typy byłyby inne. Spodziewałem się też wyższej pozycji Adama Wajraka. Przy okazji, zauważył on ciekawy problem: czy angażując się w sprawy ochrony środowiska, zwłaszcza Doliny Rospudy, nie przekroczył tej granicy, za którą dziennikarz staje się działaczem.

Więcej: www.grandpress.pl

Wygodny czy powszechny 8 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec7

“Tygodnik Powszechny” ukazał się w środę 5 grudnia w nowym formacie. Wygląda pięknie. Czy “piękno jest tylko przerażenia początkiem”- jak cytowała w książce “Katecheci i frustraci” Rilkego Marianna G. Świeduchowska (właśc. Grzegorz Dyduch i Marcin Świetlicki), pisząc o środowisku intelektualnym Krakowa? Zobaczmy, jak się zmieniło pismo.

czytaj dalej »

Tadam! 3 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec5

Blogi to dziś najszybsze źródło informacji w internecie. Oddajemy w Wasze ręce wyjątkowe wydanie “Metra” – w całości napisane i zredagowane przez blogerów ;)

Drugą stronę przygotował BlogPowszechny. Zapraszamy!

A to nasza petycja “Nasze Euro, nasz Prezydent”, czyli Lech Wałęsa dziadkiem Euro2012!

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com