<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Powszechny &#187; Socjologia</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/category/socjologia/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 19 Aug 2010 09:49:24 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Nieporozumienie</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Jul 2010 06:29:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Socjologia]]></category>
		<category><![CDATA[Spotkania]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1308</guid>
		<description><![CDATA[Siedzę sobie w Paryżu. Patrzę na Łuk Triumfalny, obserwuję kolorowy tłum i myślę o tym, jaki piękny jest świat, w którym kobiety ze wzajemnością kochają mężczyzn a mężczyżni ze wzajemnością kochają kobiety i cieszą się tym, że się pięknie różnią. To dzięki ich miłości rodzą się kochane przez nich dzieci. I to na paryskich ulicach przyciąga [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Siedzę sobie w Paryżu. Patrzę na Łuk Triumfalny, obserwuję kolorowy tłum i myślę o tym, jaki piękny jest świat, w którym kobiety ze wzajemnością kochają mężczyzn a mężczyżni ze wzajemnością kochają kobiety i cieszą się tym, że się pięknie różnią. To dzięki ich miłości rodzą się kochane przez nich dzieci. I to na paryskich ulicach przyciąga moją uwagę: dzieci otoczone opieką wpatrzonych w nie dorosłych.<br />
 I tak leniwie snując rozmyślania nad miłością, myślę jak zachwycająco różnorodne są jej postaci. Na przykład istnieje miłość do rodziców albo do przyjaciółki z młodości albo do jej córki. Te inne miłości są czasami nawet ważniesze niż miłość kobiety i meżczyzny, a często bardzo wzniosłe, ale tamta jest wyjatkowa, bo tylko w jej wyniku rodzą się dzieci.<br />
To tak na marginesie warszawskiej parady równości i imprez towarzyszących. Bo tak w ogóle, to przecież dobrze, że ludzie się kochają i nic mi do tego, kto kogo i za co. Natomiast robi mi się nieświeżo, jeśli wmawia mi się, że jestem homofobem, jeśli twierdzę to co napisałam powyżej. Przecież stwierdzam tylko oczywiste fakty, a muszę się z nich tlumaczyć jakby były moim złośliwym wymysłem.</p>
<p>Chodzi mi tylko o to, żeby jedno od drugiego odróżniać po prostu dlatego, że jest różne i że nie da się zaprzeczać Rzeczywistości bez popadania w absurd. Nie rozumiem, do czego i komu ten absurd jest potrzebny.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dziecko &#8211; nie ważyć lekce</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/06/01/dziecko-nie-wazyc-lekce</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/06/01/dziecko-nie-wazyc-lekce#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Jun 2009 00:48:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agata Słyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czyta się]]></category>
		<category><![CDATA[Socjologia]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[korczak]]></category>
		<category><![CDATA[nie biję]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=999</guid>
		<description><![CDATA[Czego potrzeba by dorośli szanowali dzieci, żeby je traktowali poważnie? Aby zważali na ich &#8211; jakże inny i rozległy &#8211; świat uczuć, aby starali się je rozumieć?
Przy wielkim postępie nauk psychologicznych i antropologicznych, medycyny i techniki, można twierdzić, że dziś dzieci traktowane są zupełnie inaczej niż sto lat czy wieki temu. Dziś bieda mniejsza, rozwinięty [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="TEXT-ALIGN: justify">Czego potrzeba by dorośli szanowali dzieci, żeby je traktowali poważnie? Aby zważali na ich &#8211; jakże inny i rozległy &#8211; świat uczuć, aby starali się je rozumieć?<br />
Przy wielkim postępie nauk psychologicznych i antropologicznych, medycyny i techniki, można twierdzić, że dziś dzieci traktowane są zupełnie inaczej niż sto lat czy wieki temu. Dziś bieda mniejsza, rozwinięty system pomocy społecznej, szkoły i podwórka nowoczesne, mieszkania jasne i wygodne. Dzieci mniej, w rodzinach mają więcej opieki, uwagi swoich rodziców. Oczywiście, wygląda to inaczej w Warszawie, inaczej na Śląsku czy na wschodzie, w mieście inaczej niż na wsi. Dziś o dziecko trudniej, trzeba się starać; dziecka się pragnie i o dziecko się dba. Już się pewnie nie słyszy samousprawiedliwiającego  &#8220;Bóg dał, Bóg zabrał&#8230;&#8221;<br />
Dzieci mają &#8211; bo są ludźmi &#8211; prawo do godności. Różnica z dorosłymi polega na tym, że dzieci nie umieją się bronić, kiedy to ich prawo łamane jest przez dorosłych właśnie. Dzieci są całkowicie zależne od dorosłych. Nie tylko materialnie. Od ich troski, opieki, uwagi. Od ich obecności, także emocjonalnej. Dzieci postrzegają dorosłych jako <em>półbogów, którzy wszystko wiedzą i mogą</em> *.<br />
Poruszający jest stosunek do dzieci Starego Doktora, jak nazywał siebie Janusz Korczak. Poruszające, że został celibatariuszem po to, by być dla dzieci. I to, że pozostał im wierny do śmierci w komorze gazowej w Treblince. Jednak najwięcej mnie porusza kształt życia Doktora, odbity w jego twórczości, które miało miejsce między tymi dwoma wydarzeniami. To ponad 30 lat, połowa tego życia.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify"><span id="more-999"></span><br />
Janusz Korczak szanował dzieci, ich indywidualizm, ich pragnienia, myśli. Szanował ich uczucia. Twierdził, że nie tyle dzieci muszą dorównać dorosłym i wejść na ich poziom, by było porozumienie, ale dorośli nie dorastają do świata uczuciowego dzieci. Mały <em>dziecinnie cieszy się i smuci, kocha i gniewa, obraża i wstydzi, obawia się i ufa</em>. Dzieci przeżywają świat uczuciowo. Przez to są autentyczne, nie kłamią. Z czasem dopiero uczą się używać kłamstwa &#8211; od dorosłych. Czasem Korczak zwierzał się, że nie umie rozmawiać z dorosłymi. Z dziećmi po prostu był.</p>
<address>Gdy jestem z dziećmi &#8211; towarzyszę im; one mi towarzyszą. Rozmawiamy albo nie. (&#8230;) Moja i jego godzina na zegarze, gdy jesteśmy razem; nasza wspólna, dobra godzina życia &#8211; moja i ich. Nie wróci&#8230;</address>
<p style="TEXT-ALIGN: justify">Dawał dzieciom prawo do popełniania błędów, do uczenia się na błędach. Ufał w dobre intencje. Chociaż również dostrzegał u niektórych dzieci, skazę, skłonność do bezinteresownego zła. Nie rozumiał jej. takie dzieci chciał izolować, by nie zarażały innych. Przejawy występności traktował jako chorobę, którą trzeba leczyć, zabezpieczać przed rozprzestrzenianiem. Naturalna u dzieci jest skłonność do rozwoju, wzrastania, tak fizycznie, jak mentalnie i duchowo. W porzucaniu wiary przez dorastające dzieci widział pomyłkę zarozumiałego poszukiwacza wiedzy. To jak zgubienie dobrej drogi w lesie albo zarzucenie przez nieuwagę cennej rzeczy. Był dobrej myśli, że kiedy młody dojrzeje, zdąży znaleźć wiarę.<br />
To, czego Doktor wymagał od wychowawcy to umiejętność przebaczania. Każdemu, w każdym przypadku i całkowicie.</p>
<address>Wszystko rozumieć &#8211; to wszystko wybaczać. Wychowawca zmuszony burczeć, zrzędzić, krzyczeć, besztać, grozić, karać &#8211; musi w sobie i dla siebie pobłażliwie sądzić każde wykroczenie, uchybienie, winę. Zawiniło, bo nie wiedziało; bo się nie zastanowiło; bo uległo pokusie, namowie; bo probowało; bo nie mogło inaczej. Nawet tam, gdzie działa złośliwa zła wola, odpowiedzialność ponoszą ci, którzy tę złą wolę wzbudzili.</address>
<p style="TEXT-ALIGN: justify"> To co najistotniejsze, to dostrzegać i współodczuwać. Działanie z tego wypływające, ze zrozumienia sytuacji małego drugiego, nie może być działaniem krzywdzącym czy uwłaczającym. Nalegał, by nie działać w gniewie, w silnym wzburzeniu. Takie działanie na pewno nie będzie najlepszym z możliwych. Dostrzegał też, że sam gniew, zasmucenie rodzica jest dużą dla wrażliwego winowajcy karą.<br />
Więc wiemy &#8211; dzieci trzeba szanować i nie można krzywdzić. Czy bywają krzywdzone przez najbliższych? O tym, że owszem, zdaje się przekonywać obecność akcji społecznej KOCHAM &#8211; NIE BIJĘ. Korczak był zagorzałym przeciwnikiem stosowania kar cielesnych u dzieci. W praktyce nie widział w nich żadnego pożytku. A przecież miał doskonały materiał badawczy w postaci często trudnych, „występnych” dzieci. W tekście <em>Dwa razy dwa &#8211; cztery</em> tak bronił ich nietykalności cielesnej:</p>
<address>Ciekawe byłoby obliczenie, za co najczęściej dziecko bywa bite. Czy za to, co może groźnie zaważyć na jego przyszłości, będzie plamą i krzywizną ducha? Nie &#8211; poszturchuje się, bije i chłoszcze najczęściej wtedy, gdy jest zły humor, gdy dziecko szkodę pieniężną przyniosło. Porównaj własną wielką, twardą rękę z małą rączką dziecka, porównaj zgrubiałą skórę z jego gładką i cienką. Przyjrzyj mu się małemu i tak beznadziejnie zależnemu od ciebie. Ani sił się bronić, ani prawa. Nie znajduję porównania w życiu dorosłego człowieka. Już nie najsilniejsze w pasji wyrżnięcie, ale każde uderzenie przypomina katowanego w więzieniu skazańca. (&#8230;) Pamiętać należy, że to niesilne uderzenie jest również karą brutalną &#8211; bijemy bezbronnego. Bijemy, żeby się bało. Dziecko zawsze się boi &#8211; jedno, bo ojciec pas zdejmie, drugie, że je wykrzyczą, trzecie żeby nie zasmucić. Nieusłuchany ten zawsze będzie, od którego zbyt wiele żądamy, który zrozpaczony, do żywego dotknięty lub zbuntowany, beznadziejnie stwierdza, że się poprawić nie może.</address>
<p style="TEXT-ALIGN: justify">Pragnę dorosłym życzyć aby chcieli i umieli być przyjaciółmi dzieci. By widzieli w dziecku <em>małego brata &#8211; człowieka</em>.<br />
I jeszcze tego, by wobec Boga stawali się dziećmi. A to znaczy uznać swoją całkowitą niewystarczalność i zależność od Dobrego, godnego zaufania Ojca.  </p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-<br />
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki: J. Korczak, Pisma Wybrane, II, Warszawa 1984.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/06/01/dziecko-nie-wazyc-lekce/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Doktor Szczegóła, tezy ogóła</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2007/11/10/doktor-szczegola-tezy-ogola</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2007/11/10/doktor-szczegola-tezy-ogola#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Nov 2007 00:31:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Socjologia]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=53</guid>
		<description><![CDATA[
W czwartek, 8 listopada, poszedłem do PAN na panel dyskusyjny &#8220;Socjologia polska wobec wyborów 2007&#8243;. Sesję poprowadzili Barbara Fatyga (UW) i Piotr Gliński (PAN). Udałem się do Pałacu Staszica z nadzieją na zapoznanie się z próbną – bo przecież niewiele minęło od 21 października – analizą socjologiczną tych ciekawych (choć każde są ciekawe) pod wieloma [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2007/11/jhpsocjolwybory.jpg" alt="jhpsocjolwybory.jpg" /></p>
<p>W czwartek, 8 listopada, poszedłem do PAN na panel dyskusyjny &#8220;Socjologia polska wobec wyborów 2007&#8243;. Sesję poprowadzili Barbara Fatyga (UW) i Piotr Gliński (PAN). Udałem się do Pałacu Staszica z nadzieją na zapoznanie się z próbną – bo przecież niewiele minęło od 21 października – analizą socjologiczną tych ciekawych (choć każde są ciekawe) pod wieloma względami wyborów parlamentarnych.</p>
<p>Wyszedłem z trwającej ponad trzy godziny dyskusji rozczarowany. Najpierw pewien socjolog wygłosił – publicystyczną w gruncie rzeczy – tezę, potem większość rozmówców się do niej odwoływała, polemizowała, niepotrzebnie trwoniąc swoją energię. Na szczęście jednak przebiło się także kilka interesujących spostrzeżeń.</p>
<p><span id="more-53"></span><br />
Zanim do tego doszło, miało się wrażenie, że dyskusja toczy się nie pomiędzy socjologami, ale publicystami. Dr Lech Szczegóła stwierdził, że przez ostatnie 18 lat dokonał się pełny obrót sceny politycznej, czego korzystnym efektem jest ukształtowanie systemu partyjnego o znamionach dojrzałości i konsolidacji, klarownego podziału sceny politycznej na dwie duże i dwie małe partie.</p>
<p>– Scena polityczna się upraszcza – powiedział dr Szczegóła. – Jej podział na pewno odtworzy się w przyszłej kadencji. – Jego zdaniem, będzie nawet jeszcze trwalszy, mówił w perspektywie wielu lat w przyszłość. Wg dr. Szczegóły, obecny układ polityczny odzwierciedla naturalny podział społeczeństwa.</p>
<p>Z dwóch powodów uważam te tezy za fałszywe: po pierwsze, wybory nie pokazały, jak dzieli się polskie społeczeństwo (bo wiele osób mogło głosować na PO tylko dlatego, by skutecznie odsunąć PiS od władzy); po drugie, geograficzny podział zwolenników różnych partii, na co powoływał się dr Szczegóła, nie jest kluczem, który pomaga w analizie tych zwłaszcza wyborów (taki sam rozkład głosów powtarzał się przez kolejne lata, kiedy wygrywała raz prawica, raz lewica).</p>
<p>Zatem, moim zdaniem, jego wystąpienie miało charakter publicystyczny. Podobnie jak następne, dr. Antoniego Dudka, który stwierdził, że „młodzież dała się nabrać na brutalny język polityków”, i dlatego poszła głosować. Chociaż zgadzam się, kiedy mówi, że wcale nie było niebywałej frekwencji, a ostatnie wybory, wbrew powtarzanym opiniom, nie były najważniejsze od 1989 r. (z tym, że on za takie uznaje wybory z lat 1993 i 2005, a ja żadnych).</p>
<p>Stawianie słabych hipotez albo głoszenie tez publicystycznych obniżyło znacznie poziom dyskusji. Dlaczego socjolodzy idą w tym kierunku? Ich atut to umiejętność przygotowania merytorycznej analizy, a wolą, mimo braku dowodów, kategoryczne stwierdzenia odnoszące się do przyszłości. Co to ma wspólnego z socjologią jako nauką o zachowaniach grup społecznych?</p>
<p>Dr Szczegóła, po wysłuchaniu polemik, wytłumaczył się mówiąc, że woli stawiać tezy „błędne niż mętne”; że lepiej uczyć się na błędach. Cichy głos z sali sugerował zachowanie skromności&#8230;</p>
<p>Ciekawe spostrzeżenia miała dr Krystyna Szafraniec, która nawiązała do aktywność internetowej młodzieży i mówiła, że młodzi poczuli wspólnotę (która jednak raczej się nie utrzyma).</p>
<p>Padła opinia, że młodzi poszli na wybory jak <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Flash_mob" target="_blank">Flash mob</a>, a nie grupa społeczna.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2007/11/10/doktor-szczegola-tezy-ogola/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
