Matura to od kilku lat kryterium przyjmowania na studia wyższe 5
Należę do drugiego rocznika, który odbywał naukę w trzyletnim gimnazjum. Ponieważ tematy społeczne, w tym dotyczące oświaty są mi bliskie, z zaciekawieniem słucham nowych doniesień o kolejnej reformie reformy. Wszak w 1999 r. dokonano jasnego podziału stopni szkół, zasad przeprowadzania egzaminów końcowych itp. Jednak kolejni Ministrowie Edukacji Narodowej chcą dokładać swoje pomysły, najczęściej nietrafione. Przykre jest słuchać, że moje pokolenie jest głupsze niż poprzednie, bo może sobie maturę kupić, a największy problem polskiej oświaty to sprawa podwyżek dla nauczycieli.
Przed reformą, w dwustopniowym podziale szkół w jednym budynku znajdowały się 7-letnie dzieci oraz 14-letnia młodzież. W wielu technikach spotykali się 15-latkowie z 20-latkami. Myślę, że tak duża różnica wieku nie była dobra. Utworzenie 3-letnich gimnazjów zmniejszyło te różnice, dzięki czemu po 6 latach nauki podstawowej dzieci piszą państwowy egzamin i „awansują” do kolejnej szkoły. Po 3 latach podobnie, z tym, że wynik egzaminu gimnazjalnego w 50% decyduje o punktach w naborze do szkoły ponadgimnazjalnej.
Niestety, dokonano zbyt mało zmian w programie nauczania i szkoleniu nauczycieli. Po zdobyciu wiedzy podstawowej na przedmiotach ogólnych uczeń zaczynał w gimnazjum lekcje podzielone dyscyplinami. Niestety, w szkołach ponadgimnazjalnych pozostał ten sam tok, co najwyraźniej widać na przykładzie historii w obu typach szkół trwającej od starożytności do początków XX w! Brakowało momentu na naukę historii współczesnej – szczególnie okresu komunizmu w Polsce. Dlatego nowa podstawa programowa wskazuje na kontynuowanie w klasie pierwszej szkoły ponadgimnazjalnej wiedzy z gimnazjum (w przypadku historii właśnie na historię XX w.). Byłby to jednocześnie czas weryfikowania przez ucznia wybranego kierunku kształcenia, tak, aby w klasach II i III skoncentrować się na przedmiotach związanych z przyszłym kierunkiem studiów. Wszak od wyników egzaminu maturalnego, zwłaszcza na poziomie rozszerzonym zależy dostanie się na wymarzone studia. Matura przestała być tylko egzaminem dojrzałości, uwieczniającym dotychczasową edukację. Do egzaminu na poziomie rozszerzonym (lepiej punktowanym przy naborze na studia) trzeba się długo przygotowywać. Dlatego szkoła ponadgimnazjalna powinna oferować kierunki kształcenia pomagające się przygotować do konkretnych przedmiotów, a całościową naukę na poziomie podstawowym zakończyć w klasie pierwszej. Najbardziej przykre jest słuchanie i czytanie opinii osób, których reforma z 1999 r. nie objęła. Swoją wiedzę opierają o nieprawdziwe teorie, widoczne chyba najbardziej na maturze ustnej z języka polskiego. Nie da się jej kupić – multimedia mogą być jedynie dodatkiem! Uczeń ma przydzielony tematy, który opracowuje i musi go przedstawić komisji. Po prezentacji otrzymuje kolka pytań, niekoniecznie związanych z tematem jego prezentacji. Taka forma egzaminu jest przygotowaniem do uczestnictwa w seminariach naukowych i obrony pracy magisterskiej. O wiele łatwiej było „kupić” starą maturę – w przypadku pisemnych wiadomo było kto je sprawdza, więc można było belfra dofinansować. Teraz wszystkie egzaminy na zakończenie danego etapu edukacji są jednakowe w całej Polsce i sprawdzane zewnętrznie, informacją do kogo należy arkusz jest numer PESEL. Dzięki temu jest on oceniany sprawiedliwej.
Możemy dyskutować o zmianach w polskiej szkole, ale róbmy to patrząc na kompatybilność wszystkich szczebli edukacji, a nie tylko przez pryzmat odcinania młodego pokolenia od nauki historii!








