<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Powszechny &#187; Społeczeństwo</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/category/spoleczenstwo/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 22:32:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Naziemna Telewizja Cyfrowa – prawdy i mity</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2012/01/19/naziemna-telewizja-cyfrowa-prawdy-i-mity</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2012/01/19/naziemna-telewizja-cyfrowa-prawdy-i-mity#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Jan 2012 17:33:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Panicz SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1715</guid>
		<description><![CDATA[Naziemna Telewizja Cyfrowa to pojęcie wciąż dla wielu obce, mimo prowadzonych od kilku lat emisji testowych, a od jesieni 2010 r. stałych. Gdyby nie zdecydowane wystąpienie o. Tadeusza Ryzyka CSSR w sprawie przyznania miejsca Telewizji Trwam na multipleksie cyfrowym byłoby tak dalej. Jednak ciągle niewiele wiemy o korzeniu tego zamieszania – dlaczego Telewizja Trwam nie dostała miejsca, czy słusznie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Naziemna Telewizja Cyfrowa to pojęcie wciąż dla wielu obce, mimo prowadzonych od kilku lat emisji testowych, a od jesieni 2010 r. stałych. Gdyby nie zdecydowane wystąpienie o. Tadeusza Ryzyka CSSR w sprawie przyznania miejsca Telewizji Trwam na multipleksie cyfrowym byłoby tak dalej. Jednak ciągle niewiele wiemy o korzeniu tego zamieszania – dlaczego Telewizja Trwam nie dostała miejsca, czy słusznie oraz jak odbierać ten cały multipleks?</p>
<p>Przejście z nadawania analogowego telewizji naziemnej na cyfrowe już kilka lat temu stało się oczywiste. Mamy cyfrowe telefony komórkowe, cyfrowe dekodery do anten satelitarnych. Ponadto obraz cyfrowy oznacza lepszej jakości oraz więcej programów. A cała Europa, nawet Białoruś przechodzi na nadawanie cyfrowe. Jest tylko jeden poważny problem- nadajniki cyfrowe pracują na tych samych częstotliwościach, co analogowe. Wyłączenie zaś nadawania analogowego oznacza przerwę w dostępie do telewizji dla bardzo wielu osób. Dlatego podjęto się zadania poszukania wolnych częstotliwości na tzw. multipleks odtworzeniowy. Ponieważ mamy siedem programów nadających naziemnie, a multipleks zmieści osiem uznano, że nie będzie z tym większych problemów, które się pojawiły. Mianowicie stacje komercyjne nie potrafiły się porozumieć z nadawca publicznym i w ramach buntu poprosiły Krajową Rade Radiofonii i Telewizji o możliwość uruchomienia niezależnego multipleksu. Ponieważ znalazły się na jego uruchomienie wolne częstotliwości zezwolono na to, a ponadto każda stacja komercyjna oprócz głównego programu miała uruchomić jeszcze jeden dodatkowy. TVP przyznano natomiast cały multipleks 3, którego nadawanie rozpoczęło się miesiąc po uruchomieniu nadawania MUX-2. Tyle, że dla MUX-3 znaleziono tylko kilka wolnych częstotliwości, w większości przypadków o bardzo małym zasięgu. Dlatego TVP miała dostać jeszcze trzy (a dostała nawet cztery) miejsca w MUX-1. Na pozostałe cztery miejsca w tym multipleksie rozpisano konkurs, aby oferta naziemnej telewizji cyfrowej była szeroka i nadawcy dotychczas nieemitujący naziemnie mogli zaistnieć w tej formie przekazu programu. W tym właśnie konkursie wzięła udział Telewizja Trwam. Miejsca otrzymały: Eska TV, U-TV, ATM Rozrywka oraz Kino Polska Nostalgia. Ostatnia z wymienionych stacji zrezygnowała z miejsca w multipleksie i przydzielono je Polo TV – kanałowi emitującemu głównie muzykę disco polo. Warto zaznaczyć, że MUX-1 rozpoczął nadawanie dopiero w grudniu 2011 z trzema głównymi kanałami TVP + czterema planszami kontrolnymi. Dopiero po tygodniu swój sygnał mogły nadawać Eska TV i Polo TV, a TTV (nowa nazwa U-TV) 2 stycznia 2012.</p>
<p><span id="more-1715"></span>Na dzień dzisiejszy MUX-2 może odbierać 94% populacji. MUX-1 jedynie 15%, aczkolwiek 92% będzie miało do niego dostęp w czerwcu 2012. MUX-3 jest dostępny na niewielkiej powierzchni kraju – zasięg ogólnopolski zyska po wyłączeniu nadawania analogowego (ostatnie nadajniki zostaną wyłączone 31 lipca 2013). Wtedy też zostanie rozpisany konkurs na cztery miejsca w MUX-1 (zwolnione po TVP, której ogólnopolski zasięg zagwarantuje MUX-3). Ponadto uruchomione zostaną kolejne multipleksy o zasięgu ogólnopolskim – łącznie będzie ich sześć ( w tym jeden przeznaczony do odbioru telewizji mobilnej). Istnieje prawdopodobieństwo, że niektóre z nich mogą być dostępne za opłatą, jednak pierwsze trzy pozostaną bezpłatne. Dlatego nieprawda jest stwierdzenie przez o. Ryzyka:, „że miejsca się skończyły, a nam nie przyznano”. Niemniej popieram jego protest nie ze względu na jakąś szczególną sympatię do Telewizji Trwam, ale ze względu na złamanie kilku zasad w wyborze aktualnych nadawców NTC. Po pierwsze, oddanie Polo TV miejsca po rezygnacji Kino Polska Nostalgia spowodowało zdublowanie w pierwszym multipleksie kanałów muzycznych (pierwszym jest Eska TV), przez co pozbawiono ten MUX różnorodności oferty, a kanału o profilu społeczno-religijnym nie ma na razie w żadnym multipleksie. Po drugie, przyznano miejsca stacjom nieistniejącym. W połowie grudnia 2011 najpopularniejszy kanał dostępny naziemnie w Polsce był po prostu ekranem testowym multipleksera (cztery programy w MUX-1 oraz jeden w MUX-2). Do dzisiaj nadawania nie rozpoczęli: PULS2 (już ponad rok) i ATM Rozrywka. Zamiast tzw. „pasów łowickich” wolałbym jakieś kanały, zwłaszcza, że sporo nadawców startowało w konkursie cztery miejsca w MUX-1.</p>
<p>A jak odebrać tą telewizję cyfrową? Ze spotu telewizyjnego, w którym główną rolę gra smok-analog niewiele się o tym dowiemy. Kupując dzisiaj telewizor na terenie Polski bez problemu kupimy odpowiedni, gdyż odpowiednia ustawa nakazuje sprzedaż wyłącznie spełniających zasady nadawania NTC w Polsce. Jeżeli chcielibyśmy kupić inny, niespełniający wymagań musimy podpisać oświadczenie, że robimy to świadomie. Większość telewizorów wyprodukowanych w ostatnich latach bez problemu odbierze nam naziemną telewizję cyfrową – jeżeli odbieramy nawet średniej jakości analogowa wystarczy poszukać w menu telewizora opcji cyfrowa (DVB), wyszukać automatycznie kanały i je zapisać. W efekcie powinniśmy otrzymać obraz bez tzw. śnieżenia oraz dostęp m.in. do EPG – elektronicznego programu telewizyjnego. Niektóre, z wyglądu nowoczesne telewizory mogą być przeznaczone do sprzedaży np. w Niemczech i posiadać stosowany tam kodek MPEG-2. Efektem wyszukania kanałów cyfrowych w Polsce będzie odbiór dźwięku bez obrazu. Należy wtedy zaopatrzyć się w moduł z kodekiem MPEG-4. Naziemną Telewizję Cyfrową odbierzemy też na każdym innym odbiorniku telewizyjnym – jeżeli nie posiada on dekodera DVB-T MPEG-4 możemy kupić dekoder zewnętrzny, za około 150 zł, a zdarza się, że w sklepie będzie tańszy. Takie urządzenie nie zajmuje wiele miejsca, podłączamy do niego antenę, zasilanie oraz łączymy przewodem SCART (eurozłącze) lub HDMI z telewizorem, w ustawieniach naszego odbiornika wybieramy odpowiednie wejście, a resztą sterujemy już przy pomocy pilota dołączonego do dekodera.</p>
<p>Warto wiedzieć, że do odbioru NTC lepsza jest antena pasywna niż ze wzmacniaczem. Wprawdzie już 40% sygnału zapewnia stabilny odbiór programów telewizyjnych, ale gdy znajdziemy się w zasięgu nadajnika pracującego z docelową mocą warto dokonać weryfikacji swojego systemu antenowego. Najlepiej sprawdzają się anteny kierunkowe Yagi lub ATX – o ilości elementów odpowiedniej do naszej odległości od nadajnika. Gdy wieloelementowa antena nie umożliwi poprawnego odbioru możemy pomyśleć o wzmacniaczu. Choc dla wielu wystarczy antena telewizyjna używana dotychczas do odbioru telewizji analogowej.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2012/01/19/naziemna-telewizja-cyfrowa-prawdy-i-mity"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2012/01/19/naziemna-telewizja-cyfrowa-prawdy-i-mity" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2012/01/19/naziemna-telewizja-cyfrowa-prawdy-i-mity" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2012/01/19/naziemna-telewizja-cyfrowa-prawdy-i-mity/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pułapka metafory</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/24/pulapka-metafory</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/24/pulapka-metafory#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Dec 2011 10:57:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław Dudycz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>
		<category><![CDATA[Boże Narodzenie]]></category>
		<category><![CDATA[Czesław Miłosz]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus Chrystus]]></category>
		<category><![CDATA[metafora]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<category><![CDATA[święta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1699</guid>
		<description><![CDATA[Metafora nie jest domeną doświadczenia, a domeną języka. Ma charakter nie duchowy, a intelektualny, w najlepszym razie psychiczny, i powoduje reakcje umowne, konwencjonalne. Metafory się uzgadnia nie w toku własnego jestestwa, ale w toku uwarunkowań kulturowych i społecznych. To jest pewna ludzka działalność, jedna z wielu sprawności, które człowiek posiada. Metaforę się napędza, sama z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY"><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/24/pulapka-metafory"><img class="alignright size-medium wp-image-1702" title="&quot;Madonna Loretańska&quot;, obraz Caravaggia" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2011/12/Madonna-180x300.jpg" alt="" width="180" height="300" /></a>Metafora nie jest domeną doświadczenia, a domeną języka. Ma charakter nie duchowy, a intelektualny, w najlepszym razie psychiczny, i powoduje reakcje umowne, konwencjonalne. Metafory się uzgadnia nie w toku własnego jestestwa, ale w toku uwarunkowań kulturowych i społecznych. To jest pewna ludzka działalność, jedna z wielu sprawności, które człowiek posiada. Metaforę się napędza, sama z siebie nie istnieje.</p>
<p align="JUSTIFY">Liryka, która jest specjalnie wypreparowanym środowiskiem metafor, nie jest sprawą życia, ale jest sprawą jakiejś kreacji, mniej lub bardziej rozwojowej i szczerej. To wynik różnych przedsięwzięć, ale na ogół nie jest to wynik tego, co można by nazwać roboczo prawdą o człowieku. W poezji niemożliwa jest rekonstrukcja, odpowiedź na pytanie: <em>co poeta miał na myśli?, </em>to nie jest dialog z człowiekiem, a pewien rodzaj narracji.<em> </em>Poezja może być prawdą, ale raczej o obecności podmiotu lirycznego w świecie, nie o nim samym. Nie sposób wyśledzić w podmiocie lirycznym człowieka, który mógłby się za podmiotem kryć. Nie widziałem nigdy w poezji tego, co się w judeochrześcijańskim kręgu nazywa<em> sercem</em>, choć, trzeba to przyznać, widziałem w poezji wiele piękna i wiele sensu.</p>
<p align="JUSTIFY"><span id="more-1699"></span>Co ciekawe, jeśliby któryś autor próbował mówić o <em>sercu, </em>do <em>serca </em>oczywiście wcale nie docierając, to popaść może w niebezpieczne tendencje romantyzujące i tajemnice <em>serca </em>będzie rejestrował przemocą, wikłając się nawet w konotacje wampiryczne i sekciarskie. Mickiewicz chciał być poetą <em>serca </em>i doprowadziło go to do kryzysu. Jakże inaczej na tym tle prezentuje się Czesław Miłosz, który był poetą umiaru i równowagi, i z jego poetyckiej dykcji da się wyłącznie odczytać ślad <em>serca, </em>samo<em> serce </em>zaś<em> </em>jest nietykalną tajemnicą. Dużo za to jest piękna, stoicyzmu, historii, rysowania krajobrazów, swoistej scenografii dla <em>serca.</em> Świat Miłosza żyje, jest sensowny i celowy, ale tylko sugeruje sens, nie próbuje go okiełznać.</p>
<p align="JUSTIFY">Różne są doktryny w teorii literatury, jedne w poezji widzą siłę umysłu, wytężoną pracę, warsztat, inne siłę uczuć, jeszcze inne, zwłaszcza te najnowsze, uważają często, że poezja jest sprawą swoistej gry i eksperymentu. A Czesław Miłosz uważał, że poezja jest proroctwem, że dajmonion ją szepce. Ale, teraz już przechodząc na grunt Objawienia Bożego, proroctwa nie są Chrystusem. Chrystus przyszedł po proroctwach. Podobnie z metaforą: nie niesie życia, co najwyżej jakoś je zdradza. Często zaś zniewala.</p>
<p align="JUSTIFY">W kontekście powyższej refleksji patrzę na Boże Narodzenie. I widzę w nas rzecz niebezpieczną: tryumf metafory nad Chrystusem. Tryumf różnych proroctw i znaków nad obecnością Pana. Czasami w poezji znać jaskrawą przewagę metafory nad życiem autora, język mu się jawnie wymyka spod kontroli, staje się abstrakcyjny. Więcej gmatwa niż mówi. Podobnie jest po wielekroć z naszym patrzeniem na święta.</p>
<p align="JUSTIFY">Powtarzalność kalendarza liturgicznego zmetaforyzowała w oczach ludzi Jezusa Chrystusa. Rozerwała życie na codzienność i na konwencję odtwarzaną co dwanaście miesięcy. Życie ma odtąd w sobie powszedniość i święto, i Jezus zostaje zepchnięty do drugiego obszaru. Dostrzegamy w tym przedłożenie języka nad <em>serce. </em>Oto Chrystus, który jest w Kościele codziennie i codziennie Go można szukać, zaczyna być bardziej<em> </em>widoczny w okolicach świąt, w ich specyficznych słowach i gestach. Traci niejako autonomię, nie jest Chrystusem, ale jakimś duchem świąt. Nie jest jako żywy Chrystus, ale jako swoisty cień Chrystusa. Chrystus staje się tym, który się co roku rodzi w Betlejem, o którym się corocznie mówi w czasie teraźniejszym, ale jest to teraźniejszość poezji, a nie teraźniejszość ludzkiego doświadczenia. Chrystus jest <em>teraz</em>, ale nie w życiu, ale <em>teraz </em>w pewnej kulturowej celebracji. Jest jak oglądany film. Rzeczywiście <em>teraz, </em>ale za moment się skończy.</p>
<p align="JUSTIFY">Język, choć go z okazji świąt za wszelką cenę chcemy powiązać z Bogiem, sugeruje jednak prawdę o naszej postawie. Mówimy do dzieci: <em>popatrz, tam w szopce jest Jezusek.</em> <em> </em>Mówimy także: <em>muszę pójść do spowiedzi, Jezus się rodzi. </em>Jak to wytłumaczyć? Czy nie pewnym rozdwojeniem? Jak wytłumaczyć namnożenie religijnych atrybutów, szopek, nabożeństw, okołoświątecznych zabiegów? Czy to nie jest sztuka zamiast życia? Bardziej szczere może być, tak myślę, błogie lenistwo w święta i beztroskie kupowanie, niż teatr, który Jezusa sprowadza do corocznych uniesień, na jednym poziomie stawiając Zbawiciela, szopkę, barszcz i biały obrus. Znam historię człowieka, który tak się przejął symboliką świąt, że się pochorował w Wigilię, bo sobie uprzytomnił, że zapomniał o zdobyciu opłatka.</p>
<p align="JUSTIFY">Wygląda to zatem u nas mniej więcej tak: opłatek jest, karp jest, Jezusek w szopce jest, więc wszystko gra. To spis metafor, z życiem niewiele ma to wspólnego.</p>
<p align="JUSTIFY">Zastanawiają mnie także mocno takie wynurzenia, które biegną w drugą stronę: że Boże Narodzenie powinno być codziennie, bo codziennie trzeba żyć z Chrystusem. Zastanawiają mnie egzaltacje kaznodziejów, którzy na Pasterkach mówią, że Jezus rodzi się w sercu każdego człowieka, kiedy ten przyjmuje Komunię. To jest próba ochrzczenia wyżej przedstawionych tendencji. Ludzie chcą mieć święta i to głównie święta ich mobilizują do czegokolwiek, więc się im te święta próbuje rozciągnąć na codzienność, próbuje się to Boże Narodzenie za wszelką cenę powiązać z Jezusem. Próbuje się frazę <em>Boże Narodzenie </em>przypiąć do czego tylko się da. Kombinuje się jak może. Kiepski poeta czasami szuka metafor na siłę.</p>
<p align="JUSTIFY">Kombinowanie powinno zamienić się w pewien wyraźny komunikat. Dobrze, że są święta i dobrze, że jest wtedy więcej czasu na rozmowy. I dobrze, że Kościół ma kalendarz liturgiczny, że nie wszystkie msze są odprawiane według jednego formularza. Warto liczyć na to, że święta autentycznie kogoś zainspirują. Trzeba jednak wyraźnie widzieć w świętach pewną umowność i dodatek, jedynie język, opowieść. Warto świąt nie czynić elementem będącym na równi z doświadczeniem życiowym. Warto w świętach widzieć przenośnię. Nie żyć w niewoli schematu: w czerwcu wakacje, we wrześniu szkoła, w grudniu Jezus.</p>
<p align="JUSTIFY">Jakoś trzeba odróżniać poezję od samego siebie. Wyobrażam sobie rzeczywistość, w której nie obchodzi się świąt. Nie miałoby to pewnie żadnego negatywnego wpływu na odkrywanie własnego serca i szukanie Jezusa, może nawet wręcz przeciwnie. Czasami może lepiej nie świętować&#8230; Ebenezer Scrooge podniósł rękę na Boże Narodzenie i ujrzał prawdę o sobie. Stary ksiądz powiedział mi kiedyś: <em>spróbuj święta spędzić bez świętowania, samemu. Pewnie się czegoś dowiesz na swój temat, gdy wyrzucisz choinkę.</em></p>
<p align="JUSTIFY">Czasami warto nie czytać wierszy.</p>
<p align="JUSTIFY"><em>Jarosław Dudycz</em></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/24/pulapka-metafory"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/24/pulapka-metafory" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/24/pulapka-metafory" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/24/pulapka-metafory/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy media skompromitują ideę społeczeństwa informacyjnego?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/13/czy-media-skompromituja-idee-spoleczenstwa-informacyjnego</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/13/czy-media-skompromituja-idee-spoleczenstwa-informacyjnego#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 20:39:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Poznański SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1671</guid>
		<description><![CDATA[Dwadzieścia lat wolnych mediów w Polsce to zarazem dużo i mało. Dużo, bo po przełomie roku ‘89 otworzyły się ogromne możliwości. Mało, bo nie mieliśmy tradycji dobrego dziennikarstwa, nie było mistrzów, u których można by terminować, nie było wypracowywanych przez lata standardów i etosu. Wszystko to musiało w końcu wyjść na jaw i ukazać się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/13/czy-media-skompromituja-idee-spoleczenstwa-informacyjnego"><img class="alignright size-full wp-image-1685" title="Okładka listopadowo-grudniowego numeru &quot;Więzi&quot;" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2011/12/Więź.jpg" alt="" width="160" height="228" /></a>Dwadzieścia lat wolnych mediów w Polsce to zarazem dużo i mało. Dużo, bo po przełomie roku ‘89 otworzyły się ogromne możliwości. Mało, bo nie mieliśmy tradycji dobrego dziennikarstwa, nie było mistrzów, u których można by terminować, nie było wypracowywanych przez lata standardów i etosu. Wszystko to musiało w końcu wyjść na jaw i ukazać się z całą mocą.</p>
<p>Ostatnie dwa lata to czas przyspieszonej degeneracji mediów. Nie sposób tego nie zauważyć. Coraz częściej się o tym mówi, choć brak szerszych analiz. Listopadowo-grudniowy numer katolickiego miesięcznika „Więź” został poświęcony temu zagadnieniu. Tytuł oddaje minorowy nastrój zawartych wewnątrz numeru wypowiedzi: „Środki społecznego zamętu”. Redaktorom udało się zebrać ankietowe odpowiedzi wielu wysoko postawionych ludzi mediów i decydentów (m.in. T. Lis, J. Żakowski, M. Bajer, B. Wildstein, I. Kurski, J. Baczyński, ks. M. Garncarczyk, i inni) oraz dwie dłuższe publicystyczne analizy zjawiska upadku massmediów w naszym kraju (ks. A. Luter oraz prof. S. Mocek).</p>
<p><span id="more-1671"></span></p>
<p>Do tego ks. A. Draguła w pogłębiony teologicznie sposób analizuje wykorzystywanie symboli religijnych przez reklamę i media, a o. K. Knotz OFMcap dzieli się interesującymi uwagami na kanwie swoich intensywnych i bardzo różnorodnych kontaktów z mediami zarówno świeckimi, jak i katolickimi. Można też dodać tutaj recenzję filmu o duszpasterstwie o. Knotza w reż. K. Szołajskiego, autorstwa Z. Nosowskiego.</p>
<p>Zarówno teksty uważnych obserwatorów mediów, jak i samych dziennikarzy jasno wskazują, że jest głęboki kryzys. Wszyscy są jednak bezradni. Na stronnicach miesięcznika daje się odczuć mocny powiew pesymizmu ze strony samych ludzi mediów. Dziennikarstwo umiera. Traci swój etos i poczucie misyjności. Środki społecznego przekazu to twór, który ich przerasta, światek, do którego czują niechęć, ale z którym z różnych powodów nie mogą się rozstać. Ks. A. Luter, który przeprowadził rozmowy z kilkunastoma dziennikarzami stwierdza: „rzeczywistość zmusza ich do kompromisów, których wewnętrznie nie akceptują”.</p>
<p>Diagnoza wskazuje na wiele różnych spraw, pośród których wyróżnić można kilka najczęściej wymienianych. Tak więc problem finansowania mediów oraz fakt, że coraz bardziej w tym środowisku liczy się pieniądz a „media stały się maszynkami do robienia pieniędzy”. Innym problemem, może nawet ważniejszym dla wielu dziennikarzy, jest upolitycznienie mediów. Partyjne sympatie i antypatie głęboko przeorały środowisko. Trzecim – tabloidyzacja, schematyzacja i gonienie za sensacją oraz skoncentrowanie na rozrywce. Media zamiast być środkami społecznej komunikacji, stają się coraz bardziej wytwórcą rozrywki. Informacja staje się infotainment (zlewanie się w jedno dziennikarstwa i rozrywki). Zamiast przekazywać informacje o świecie, media coraz mocniej i jaskrawiej przetwarzają świat lub nawet go wytwarzają. And last but not least: problemem jest arogancja i pycha ludzi mediów.</p>
<p>Chciałbym podkreślić jeden, mało zauważany w prezentowanych wypowiedziach problem. Mówi o nim skrótowo T. Lis: „Postęp technologiczny jest bowiem jak tsunami które rozwala wszystko, jeżeli odpowiednio szybko nie zostaną wybudowane wały ochronne w postaci nienaruszalnych standardów dziennikarskich”. I mam wrażenie, że coś w tym jest. Gdyby nie nowoczesne technologie, media nie byłyby tak atrakcyjne dla świata bussinesu czy polityki. Opóźniony rozwój wolnego, polskiego dziennikarstwa został nagle zaburzony przez ogromne przyspieszenie technologiczne na początku XXI wieku. Ludzie mediów nie zdążyli do tego czasu wypracować swojego etosu, standardów, mechanizmów kontroli jakości mediów, sposobów na chronienie środowiska dziennikarskiego przed zakusami partii politycznych. Postęp technik komunikacyjnych jak walec rozkruszył wątłe zalążki.</p>
<p>Już kilkadziesiąt lat temu filozofowie zauważyli, że wbrew naiwnym twierdzeniom o neutralności, technika i technologia, zwłaszcza high technology nie jest taka niewinna. Ona także aktywnie wpływa na człowieka, przemienia go i przekształca jego widzenie świata i jego świat wartości, a nawet samą jego naturę. „Obszar styku ludzkiej psychiki i nowoczesnej techniki jest źródłem wielu problemów, których rozwiązanie pilnie wymaga naukowej diagnozy” (R. Tadusiewicz).</p>
<p>Przykładowo, media nowoczesne wymagają ogromnej szybkości przekazywania informacji. Samo to ma ogromne konsekwencje. Między innymi prowadzi do spłycania przekazu. Wielu dziennikarzom nie chce się pisać ambitniejszych tekstów, bo wiedzą, że i tak „zafunkcjonują” one w najlepszym wypadku kilka godzin. „Pogłębianie informacji kosztuje dużo pieniędzy i czasu, a wcale nie przekłada się na czytelnictwo i oglądalność – nie jest więc premiowane” (ks. Luter). Trzeba więc upraszczać przekaz. Technika wydaje się mieć swój wkład w degenerację dziennikarskiego warsztatu. Ks. Luter cytuje jednego z dziennikarzy, który tak diagnozuje stan tego zawodu: „Wielu dziennikarzy to dziennikarze ‘ze słyszenia’ – sami nic nie wiedzą, nic nie rozumieją i nic ich nie interesuje, polegają na tym, co ktoś im powie. Takimi dziennikarzami łatwo manipulować, robić przez nich ‘wrzutki’ – bo nie są w stanie samodzielnie ocenić czy zrozumieć przekazanej im informacji, a więc bardziej dziennikarsko jej obrobić”. Nie są w stanie, bo przygniata ich nieprzebrana ilość danych w każdej sekundzie dostarczanych z całego świata na ich monitory. Odpowiedzią na to ze strony człowieka może być tylko bierność albo w najlepszym razie automatyzacja.</p>
<p>Media nowoczesne są coraz bardziej interaktywne. Ks. Luter pyta: „Czy poziom dziennikarstwa jest tak niski, bo chcą tego odbiorcy (czytelnicy, widzowie), czy może jednak tandetę tę wymuszają media?” Raczej wydaje się to być proces wzajemnej interakcji, swego rodzaju zapętlenia. Interaktywność pozwala bardzo szybko reagować na zapotrzebowanie rynku. W związku z tym media równają do poziomu odbiorców. Przecież to o nich walczą. Fora internetowe są pełne brutalnych opinii, skandalizujących czy obrazoburczych komentarzy. Media przejmują tę poetyką i idą w kierunku tabloidyzacji. W rezultacie, publiczność już wiele się po mediach nie spodziewa. Z resztą, sama została wychowana przez tych, którzy na nią narzekają, choć się do niej dostosowują. Prowadzi to do coraz większej wzajemnej pogardy: dziennikarzy do odbiorców, i odwrotnie.</p>
<p>Rutyna, standaryzacja, automatyzacja to zjawiska, które promuje właśnie technika. To pokazuje, jak w rezultacie rozwoju mediów człowiek tak naprawdę zaczyna tracić w dużej mierze swoją twórczą podmiotowość, inwencyjność, niepowtarzalność. Co więcej, staje się elementem technologicznego i informatycznego uniwersum, które narzuca mu co ma robić i jak się zachowywać. Jak wskazywali klasyczni filozofowie techniki, choćby Oswald Spengler: „rozwój techniki sprowadza kulturę do poziomu kultury masowej, gdzie to, co niepowtarzalne, indywidualne i twórcze spychane jest na margines i traci wyraźnie na znaczeniu”. Potwierdza to R. Tadeusiewicz: „Współczesne systemy informacyjne tworzą rodzaj kapsuły, cywilizacyjnej powłoki, która ogarnia i zamyka w sobie wszystko i wszystkich. Informatycy często mówią przy tym o wirtualizacji określonych działań i obiektów. (… ) Przy wirtualizacji nie ma miejsca na podmiotowość jednostki czy nawet całego społeczeństwa (…)” A gdzie nie ma podmiotu, żywej i twórczej świadomości, tam jest zamęt i chaos.</p>
<p>Wydaje się, że w ten oto sposób na naszych oczach rozkłada się mit tzw. społeczeństwa informacyjnego. To jedna z wielkich narracji przełomu XX i XXI wieku. Termin „społeczeństwo informacyjne” użył po raz pierwszy Tadao Umesao, japoński dziennikarz. Było to w latach sześćdziesiątych. Hasło to dało impuls dla gospodarki Japonii, szukającej wtedy swych dróg rozwojowych. Dzisiaj idea społeczeństwa informacyjnego jest jednym z priorytetów Unii Europejskiej, a więc i Polski. W pogoni za realizacją tego ideału trwa wyścig w nasycaniu gospodarek zaawansowaną elektroniką. Tworzony jest, może nieraz na siłę, pewien cywilizacyjny kokon. A jak zauważa Tadeusiewicz, każdy kolejny kokon sprawia, że „z czegoś trzeba zrezygnować, żeby coś innego uzyskać – i z reguły to, z czego się rezygnuje, mieści się w sferze niematerialnej (w sferze wartości takich jak na przykład wolność), natomiast zyski dają się wyrazić głównie sferze materialnej (wygoda, zamożność, komfort). Obserwacja pozwala stwierdzić, że zdecydowana większość ludzi jest skłonna zaakceptować fakt konieczności rezygnacji z określonych wartości na rzecz określonych korzyści materialnych”. Te uwagi badacza przemian społeczeństwa informatycznego wydają się całkiem dobrze sprawdzać w przypadku polskiego środowiska dziennikarskiego. Coraz mniej wartości tej grupy społecznej pochodzi ze sfery niematerialnej. Dziennikarze to ludzie, którzy pierwsi mają kontakt z nowoczesnymi narzędziami technologicznymi, będącymi zasadniczym budulcem społeczeństwa informacyjnego. Dlatego przyglądanie się temu, co się z nimi dzieje, może być w jakimś stopniu papierkiem lakmusowym przyszłych przemian większych grup społecznych.</p>
<p>Dla mnie cała ta historia bardzo dobrze ilustruje znaną prawdę, że w kontakcie z high technology trzeba być już wcześniej dobrze uformowaną i zintegrowaną osobowością oraz moralnie i kulturowo rozwiniętym społeczeństwem. W przeciwnym wypadku to technologia przejmie tę formację, a właściwie doprowadzi do dezintegracji korzystającej z niej osobowości czy też społeczeństwa.</p>
<p>Trzeba systematycznie dbać o niezapośredniczony kontakt z rzeczywistością, o jak najbardziej realne relacje z ludźmi oraz dawać sobie czas na wymiar osobistej kontemplacji i refleksji, by mimo wszystko nowy cywilizacyjny kokon nie prowadził do odzierania człowieka z wartości duchowych, moralnych i intelektualnych. Jest to bardzo istotne, gdyż ważniejsza od informacji, jej szybkiego przetworzenia i przekazania jest wiedza, której nabywanie i pielęgnowanie wymaga wszystkich tych wartości. To dopiero w jej kontekście także informacja stanie się wartością.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/13/czy-media-skompromituja-idee-spoleczenstwa-informacyjnego"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/13/czy-media-skompromituja-idee-spoleczenstwa-informacyjnego" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/13/czy-media-skompromituja-idee-spoleczenstwa-informacyjnego" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/12/13/czy-media-skompromituja-idee-spoleczenstwa-informacyjnego/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fałszywa alternatywa 11 listopada</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/18/falszywa-alternatywa-11-listopada</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/18/falszywa-alternatywa-11-listopada#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Nov 2011 10:32:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1627</guid>
		<description><![CDATA[11 listopada społeczeństwo obywatelskie powinno się zjednoczyć w imię wspólnego dobra, a nie politycznych sympatii 11 listopada poszedłem na oficjalne uroczystości przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Chodziłem na nie od dziecka, jednak od kilku lat je opuszczałem. Rok temu z powodu dyżuru w redakcji, a wcześniej dlatego, że nie chciałem pojawiać się w pobliżu władzy wywodzącej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/18/falszywa-alternatywa-11-listopada"><img src="/wp-content/uploads/2011/11/kprm4721.jpg" alt="Iluminacja KPRM na 11 listopada. Fot. Grzegorz Rogiński/KPRM" /></a></p>
<p><strong>11 listopada społeczeństwo obywatelskie powinno się zjednoczyć w imię wspólnego dobra, a nie politycznych sympatii</strong></p>
<p>11 listopada poszedłem na oficjalne uroczystości przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Chodziłem na nie od dziecka, jednak od kilku lat je opuszczałem. Rok temu z powodu dyżuru w redakcji, a wcześniej dlatego, że nie chciałem pojawiać się w pobliżu władzy wywodzącej się z Prawa i Sprawiedliwości. Uważałem, że Święto Niepodległości jest świętem państwowym, i wolałem wówczas nie zbliżać się do ludzi PiS-u, który chciał mieć monopol na polskość, patriotyzm i praworządność.</p>
<p>Choć w okolicznościowych przemówieniach z okazji Święta Niepodległości prezydent Lech Kaczyński nie dzielił Polaków na lepszych i gorszych, były to raczej wyjątkowe chwile w politycznej praktyce obozu IV Rzeczpospolitej.</p>
<p>Natomiast w tym roku na plac Piłsudskiego wybrałem się chętnie. <span id="more-1627"></span></p>
<p><strong>„Tego oczekuje większość”</strong></p>
<p>Po drodze, przed drzwiami kawiarni Nowy Wspaniały Świat minąłem grupę ubranych na czarno mężczyzn, przynajmniej jeden trzymał poręczną pałkę (kij bejsbolowy?) ubraną w pokrowiec. Wyglądali groźnie. Nie wiedziałem, czy są z prawicy, czy z lewicy; z lektury późniejszej prasy wnioskuję, że to ci sławni antyfaszyści z Niemiec, których niebawem zatrzymała policja.</p>
<p>Na Krakowskim Przedmieściu widziałem turystów, którzy z zadowoleniem kupowali biało-czerwony szalik, pewnie jako pamiątkę. Nastrój był sielankowy. Na pl. Piłsudskiego było trochę inaczej niż kiedyś. Funkcjonariusze sprawdzili mnie wykrywaczem metali. Na obrzeżach placu nie było tradycyjnych stolików z nacjonalistycznymi publikacjami. Podczas uroczystości widziałem zaledwie jeden transparent jakiejś radykalnej organizacji.</p>
<p>Prezydent Bronisław Komorowski miał bardzo dobre przemówienie. Zwykle drażni mnie jego „biskupi” sposób mówienia i nadmierne zamiłowanie do tradycji. Tym razem nawiązał do przeszłości, ale mówił o dzisiejszej Polsce i dzisiejszych zadaniach.</p>
<p><iframe width="350" height="208" src="http://www.youtube.com/embed/kSvd4bMbYKs" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Odniósł się także do tego, co przy okazji święta dopiero miało się wydarzyć: „W rozległej, polskiej przestrzeni wolności jest miejsce dla różnych poglądów i różnych wrażliwości. Niech zwłaszcza 11 listopada ich manifestowanie odbywa się bez agresji i bez nienawiści, bez uzurpowania sobie przez kogokolwiek monopolu na Polskę. Jestem pewien, że tego oczekuje absolutna większość obywateli, absolutna większość Polaków”.</p>
<p>Niestety dalsza część dnia zależała w Warszawie od mniejszości.</p>
<p><strong>Fajnie?</strong></p>
<p>Poszedłem na plac Konstytucji i zrobiło mi się smutno. Powyrywane kostki chodnikowe, zniszczony sygnalizator przy przejściu dla pieszych, wokoło bandyci, nie wiadomo było, co jeszcze się może stać. Słychać było okrzyki i patetyczno-wulgarne hasła o polskości.</p>
<p>Tyle zostało z Marszu Niepodległości, który się tu wcześniej zebrał, ale potem porozchodził w różne strony.</p>
<p>Dalej kordon policji i wiec-blokada, która miała powstrzymać Marsz. Z wiecu dochodziły okrzyki „Pokojowa demonstracja!”. W ten wiec Kolorowa Niepodległa chciały uderzyć grupy, które zjechały do stolicy na Marsz Niepodległości. Widać było, jak przemieszczają się bocznymi ulicami i szukają drogi do natarcia. Szli z żółto-czerwonymi flagami Obozu Narodowo-Radykalnego. Później przeczytałem, że do drobnych starć doszło.</p>
<p>Poszedłem na plac na Rozdrożu. Narodowcy i bandyci zbierali się pod pomnikiem Romana Dmowskiego. Alejami Ujazdowskimi szło kilkoro osób niosąc drewniany krzyż. Wyglądali jak wyjęci z filmu „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” Marka Koterskiego. Stanęli, rozmawiali z przechodniami. – To jest czas dni ostatecznych – mówili. – Ja też tak uważam – odpowiedziała zaczepiona osoba.</p>
<p>Miasto było już ciemne i ponure. Nie widać było sensu dziejących się wydarzeń. Potem czytałem, że pobito fotoreportera, były podpalenia. Na stronach internetowych różnych mediów, choć nie skrajnych, czytałem sprzeczne informacje. Trudno było wyrobić sobie zdanie, gdy wiarygodność informacji spadła na łeb. I tym trudniej było zgodzić się z pisanymi na szybko komentarzami – gdy autorzy angelizowali tych ze swojej strony barykady, a demonizowali przeciwników. W ciągu kolejnych dnia jedni pisali, że na Marsz przyszły matki z dziećmi; drudzy, że spędzanie czasu w wiecu między szpalerami policji było wyjątkowo fajne.</p>
<p>Moim zdaniem popołudnie 11 listopada fajne nie było. Kiedy radykalizacja nastrojów społecznych będzie narastać, w kolejnych starciach bojówek ktoś może zginąć. Były już takie przykłady w historii państwa, które odrodziło się w 1918 roku. Być może zbyt lekkomyślnie sięgamy do jego dziedzictwa.</p>
<p><iframe width="350" height="208" src="http://www.youtube.com/embed/9vOor1xmVDs" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p><strong>Co zrobić, żeby było inaczej?</strong></p>
<p>Proponowane przez przedstawicieli władzy zmiany w przepisach o zgromadzeniach potwierdzają, że 11 listopada organy państwa okazały się nieskuteczne – odpowiednich przepisów nie brakuje, nie są one jednak wykorzystywane, np. przez policję (<a href="http://wyborcza.pl/1,75515,10645487,Syndrom_konduktorki.html">pisała o tym Ewa Siedlecka, „Gazeta” 15 listopada</a>). Tymczasem zgłaszane pomysły ograniczają wolność zgromadzeń – są zatem niebezpieczne.</p>
<p>Konstytucja daje podpowiedź, jak należy się zachować. W artykule 13. mówi: „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.</p>
<p>Jeżeli na tej podstawie nie można zabronić organizacji Marszu Niepodległości, wyobrażam sobie, że obywatelskim obowiązkiem władz miasta, a może nawet państwa, jest danie świadectwa przywiązania do wartości demokratycznych – stanięcie na drodze pochodowi skrajnej prawicy. Społeczeństwo obywatelskie powinno się zjednoczyć w imię wspólnego dobra, a nie politycznych sympatii.</p>
<p>To się okazuje jednak nie do wykonania: władza umywa ręce, a przestrzeń obywatelskiego sprzeciwu wypełniają ugrupowania lewicowe. Powstaje w ten sposób fałszywa alternatywa: albo Marsz Niepodległości narodowców i wandali, albo jego blokada połączona z wiecem Kolorowa Niepodległa.</p>
<p>Alternatywa jest fałszywa dlatego, że w powszechnym odbiorze zaciera fundamentalną różnicę między zgromadzeniami – z których jedno jest antydemokratyczne.</p>
<p>Fałszywa jest także dlatego, że nie ma nic wspólnego z Świętem Niepodległości, które stało się dniem manifestacji przekonań politycznych. Tego dnia chciałbym wybierać nie prawicę bądź lewicę, ale państwo.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/18/falszywa-alternatywa-11-listopada"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/18/falszywa-alternatywa-11-listopada" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/18/falszywa-alternatywa-11-listopada" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/18/falszywa-alternatywa-11-listopada/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Filozofowie, do roboty!</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Nov 2011 15:49:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław Dudycz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[Teologia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1621</guid>
		<description><![CDATA[Wyobraźmy sobie, że Pan Bóg stworzył ludzi nie tylko na Ziemi, ale też w jakiejś innej galaktyce. Stworzył nie jakieś stworzenia inteligentne, obcą formę życia, stwory znane z filmów amerykańskich, ale po prostu ludzi. Tak jak stworzył ich na Ziemi na różnych kontynentach, tak też w skali kosmosu na różnych planetach. I do tych ludzi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wyobraźmy sobie, że Pan Bóg stworzył ludzi nie tylko na Ziemi, ale też w jakiejś innej galaktyce. Stworzył nie jakieś stworzenia inteligentne, obcą formę życia, stwory znane z filmów amerykańskich, ale po prostu ludzi. Tak jak stworzył ich na Ziemi na różnych kontynentach, tak też w skali kosmosu na różnych planetach. I do tych ludzi z rubieży wszechświata też dotarł ze swoim objawieniem, też im pokazał swoją miłość w Jezusie Chrystusie.</p>
<p><span id="more-1621"></span>Jezus narodził się u nas, na Ziemi, tutaj nauczał i tutaj umarł na krzyżu, ale to przecież wcale nie musi być żadnym problemem, żeby nauka Jezusa dotarła na odległą planetę i stała się tam tą samą siłą zbawczą, co u nas. Ci ludzie z innej galaktyki mogą być na przykład inaczej rozwinięci technologicznie, mogą mieć inaczej zaawansowaną cywilizację, mogą nas mieć na wyciągnięcie ręki, posiadać wielki ekran na nasz świat. Bóg mógł im dać  takie zdolności, żeby patrzyli na to, co się dzieje u nas, czerpali z tego, korzystali z przesłania Kościoła, który u nas się narodził, na naszej planecie, nie u nich. Bóg mówi przez znaki materialne, nie jest hochsztaplerem, nie robi sztuczek. Jest konkretny. My mamy sakramenty. Ale kto wie, jak wyglądałaby materialność tych ludzi z kosmosu. Może jakoś zupełnie nie do pojęcia przez nas.</p>
<p>Załóżmy więc sobie tak zdefiniowaną sytuację. Że gdzieś w kosmosie są pełnoprawni w Bożym porządku ludzie, kochają, dotarł do nich kerygmat, mają życie tak samo zorientowane. Ale ich świat wygląda inaczej niż nasz, ma inne ukształtowanie fizyczne, inne tam występują procesy chemiczne, jest inna biologia. Na przykład tym ludziom z kosmosu palą się cztery słońca, inna jest atmosfera, inny metabolizm. Jeden ich dzień jak nasz jeden rok, oddychają innymi gazami, ich ustrój inaczej pracuje. I nieco inaczej też wygląda. Są ludźmi, bo Bóg ich ludźmi stworzył, dał im rozum, wolną wolę, ciało materialne i jego funkcje, dał im pewien konkret życia, przemówił do nich przez Jezusa Chrystusa i chce ich zbawienia. Ale jednak ci ludzie inaczej się prezentują niż my, ich człowieczeństwo inaczej się jawi, bo ewoluowało w innym środowisku.</p>
<p>I teraz wyobraźmy sobie, że dochodzi  do spotkania. I nie poznajemy w przybyszach ludzi. Bo ich ciała, choć ludzkie, to jednak są nam nieznane. Widzimy coś obcego. Ich język nie pozwala nam na komunikację. I jak się zachowujemy? Czy nie bierzemy tych ludzi za przedmioty, za podludzi, czy nie gotujemy im jakiejś krzywdy? Oczywiście, pojawia się głos mądrych uczonych, którzy ogarnęli tych przybyszów, nawiązali z nimi więź, zauważyli, że w zupełnie innej konstytucji biologicznej kryją się ludzkie postawy takie same jak nasze. Kościół zaczyna apelować o miłość do nowo poznanych bliźnich, ale głos teologów nie jest słyszalny, zaczęły się eksterminacje, uchwalono prawo, że wolno zabijać nowych. Dlaczego?</p>
<p>Dlatego, że w nowych większość nie rozpoznała ludzi. Inaczej wyglądali, nie śmiali się tak jak my, nie jedli tak jak my, mieli inne kształty, bo na ich planecie były inne warunki. Zobaczyć człowieka w takiej strukturze jest rzeczą karkołomną. Trzeba się przedrzeć przez warstwę powierzchownych zależności. I trudno mieć tu do kogoś pretensję, że mu się to nie udało, zawiodły po prostu mechanizmy percepcyjne, rozum nie dostrzegł człowieka w człowieku, bo kontekst był niecodzienny.</p>
<p>Jakże inne to jest niż znane nam z przeszłości totalitaryzmy, na przykład nazizm. Naziści rozumnie kombinowali, jak z kogoś, kto jest rozpoznawany człowiekiem, kto się zachowuje zupełnie naturalnie, jak wszyscy, kto ma pewne standardowe życie, w zupełnie definiowalnych wspólnotach, uczynić podczłowieka. A w naszej opowieści pojawia się po prostu niemoc poznawcza. Ktoś patrzy na przybysza i człowieka w nim najnormalniej nie widzi. I cóż poradzić?</p>
<p>Podobnie, myślę, z przyzwoleniem na aborcję. Wiedzą Państwo, dlaczego niektórym tak łatwo przychodzi wzgardzić płodem i skąd apele, takiej na przykład Wandy Nowickiej, żeby aborcja była powszechnie możliwa? Rzecz jest prostsza niż się nam wydaje i nie ma niczego wspólnego z dynamiką rodzenia się nazizmu, do którego bardzo ochoczo przeciwnicy aborcji porównują  ruch proabrocyjny. Naziści odczłowieczyli Żydów szeregiem posunięć ideologicznych, z powodów politycznych, ekonomicznych i społecznych, bardzo rozbudowanymi procesami. A zwolennicy aborcji  w istocie nikogo nie odczłowieczają.</p>
<p>Oni pierwotnie, w pierwszym już kontakcie, automatycznie nie widzą w płodzie człowieka. Nie umieją go dostrzec w tej rzeczywistości. Jest to przed nimi jakoś zakryte. Po prostu brzuch matki jest nietransparentny. Nie widać, czy jest w nim człowiek, czy nie. A tym bardziej nie widać, gdy mówimy o okresie, gdy nie ma jeszcze płodu, a jest zarodek czy wcześniej zygota.</p>
<p>Można się posługiwać aparaturą, pokazywać zdjęcia wykonane ultrasonografem, można wieszać na ulicy plakaty udowadniające, że w łonie matki rozwija się życie, ale niektórzy ludzie i tak nie umieją uznać, że człowiekiem może być nie tylko ten byt, z którym rozmawiają, który mija ich na ulicy, który wykonuje jakieś działania, ale i jakieś „coś” podłączone do organizmu kobiety.</p>
<p>Po prostu sytuacja człowieka w jego okresie prenatalnym nie jest typowa dla międzyludzkich doświadczeń i poznawania drugiego człowieka. To jest coś wyjątkowego. Tak jak nietypową sytuacją dla relacji z drugim człowiekiem byłoby nagłe pojawienie się jakichś innych ludzi z kosmosu. W ich wypadku nie widzielibyśmy ich człowieczeństwa, ale ich inność cywilizacyjną i inną organizację ciała.</p>
<p>W wypadku płodu widać zaś matkę, to ona uchodzi za człowieka, skupia wzrok i uwagę, płód wydaje się być częścią niej, czymś podporządkowanym. To nie jest zła wola, że ktoś w rozwijającym się płodzie nie widzi człowieka, to jest po prostu naturalne ograniczenie jego zdolności percepcyjnych, pogubienie się, niezdolność popatrzenia szerzej, spoza klucza codziennych relacji. Ktoś codziennie widzi męża, brata, dzieci, mają dwie nogi, dwie ręce, mówią. Jak z takiego przyzwyczajenia przejść do widzenia ludzi na innym poziomie, bardziej fundamentalnym? To bywa często niemożliwe, ale na pewno nie świadczy o tym, że ktoś chce zła.</p>
<p>Spójrzmy na to naprawdę uczciwie, bez ideologicznego zacięcia, szczerze, może wtedy nie będziemy na zwolenników aborcji patrzeć jak na wyrachowanych morderców. Na ogół poznajemy ludzi w sytuacjach społecznych, w działaniu, w wyrazie twarzy, w słowach, w bliskości, w rozmowie, w jakiejś współpracy, a w tym wypadku ktoś nam nakazuje rozpoznać człowieka w czymś schowanym w organizm matki.</p>
<p>I naprawdę nie może dziwić, że ktoś takiego rozpoznania nie dokonuje, że jego wrażliwość nie widzi człowieka w sytuacji niestandardowej, w doświadczeniu innym niż dotyk, rozmowa, spojrzenie w oczy, usłyszenie głosu, dostrzeżenie ruchu. To jest całkiem możliwe, że ktoś ludzi widzi tylko w pewnej konkretnej przestrzeni i konfiguracji: ruszają się, robią coś, są wokół. A z płodem przecież tak nie jest.</p>
<p>Zamiast się zatem oburzać na zwolenników aborcji i nazywać ich mordercami czy nawet nazistami, warto się zastanowić, jak ludziom tłumaczyć, że płód jest człowiekiem. Jak ich do tego przekonywać, jak rozszerzać ich osobiste zdolności poznawcze, jakimi metodami. To zadanie dla filozofów, teologów, myślicieli, literatów. Dla całej humanistyki. Trzeba po prostu nauczyć ludzi poznawać człowieczeństwo bliźniego w różnych doświadczeniach skrajnych.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Jarosław Dudycz</em></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ksiądz Skarga jako odtrutka?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Oct 2011 19:30:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław Dudycz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Paweł II]]></category>
		<category><![CDATA[jezuici]]></category>
		<category><![CDATA[rok Skargi]]></category>
		<category><![CDATA[Sejm]]></category>
		<category><![CDATA[Skarga]]></category>
		<category><![CDATA[święci]]></category>
		<category><![CDATA[żydzi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1587</guid>
		<description><![CDATA[Polacy mają ogromne inklinacje do myślenia mitologicznego i hagiograficznego, które charakteryzuje się naiwnością wyjętą żywcem z przedszkolnej katechezy. Zaznacza się ta naiwność chociażby w kanonach ikonograficznych sztuki sakralnej, w tych wszystkich niebieskich oczętach zwróconych ku niebu, licznych liliach, mdłym wyrazie twarzy, ustach wąskich i zaciśniętych, żeby przypadkiem żadne niepotrzebne słowo się z nich nie wydostało. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka"><img class="alignnone size-medium wp-image-1687" title="&quot;Kazanie Skargi&quot;, obraz Jana Matejki" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2011/12/Skarga-300x169.jpg" alt="" width="300" height="169" /></a></p>
<p>Polacy mają ogromne inklinacje do myślenia mitologicznego i hagiograficznego, które charakteryzuje się naiwnością wyjętą żywcem z przedszkolnej katechezy. Zaznacza się ta naiwność chociażby w kanonach ikonograficznych sztuki sakralnej, w tych wszystkich niebieskich oczętach zwróconych ku niebu, licznych liliach, mdłym wyrazie twarzy, ustach wąskich i zaciśniętych, żeby przypadkiem żadne niepotrzebne słowo się z nich nie wydostało. A poza malarstwem czy rzeźbą widać tandetę i miałkość naszego rozumienia świętości w różnych narracjach o świętych, w legendach, podaniach, modlitewnikach, różnej pobożnej literaturze, w której ulubionymi zajęciami Bożych ludzi są: mdleć na widok nagości, biczować się i ciągle być w gotowości do największych rzeczy, które świętym przytrafiają się na każdym kroku. Przekaz jest prosty: święty mało je, mało śpi, mało mówi, nie chodzi do toalety, nigdy się nie brudzi, zawsze ładnie pachnie, mężnie znosi wszystkie bóle, prędzej umrze niż zgrzeszy, pracuje za dziesięciu, modli się za cały Kościół.</p>
<p>Bohaterów mamy zatem w naszym panteonie, przynajmniej pozornie, wyjątkowo szablonowych i mało pociągających, którzy nikogo nigdy nie zapalą do chrześcijańskiego życia, za to utrwalą mnóstwo stereotypowych wyobrażeń na temat Kościoła i wiary, sprowadzając sprawy Boże do jakichś rytuałów i dewocyjnych praktyk. Chciałoby się powiedzieć: pokaż mi swojego świętego, a powiem ci, kim jesteś. Jak rozumiesz dzieło Jezusa Chrystusa. Spora liczba naszych rodaków na tę prośbę wskazałaby tak spreparowane, urobione, lukrowane życiorysy świętych, że od razu byłoby znać, iż wiara to tylko dodatek do ich życia, odpustowy pistolet na kapiszony, obrazeczek kupiony na jarmarku, tradycja odziedziczona po babci, która ma postać wykrochmalonej białej bluzki ubieranej na niedzielną mszę, ale nie niesie ducha zmian.</p>
<p><span id="more-1587"></span></p>
<p>Procesy te dotknęły chociażby Jana Pawła II, który wzorem życia aktywnego i twórczego, rozumnego mógł się stać pierwszorzędnym, szybko został przemielony jednak przez naszą narodową maszynkę hagiograficzną. O Karolu Wojtyle mówiło się u nas zawsze, jak o człowieku ze skały, jakby był postacią literacką, żadnego błędu nie popełnił, jakby nie miał żadnej drogi życiowej, nie uczył się, nie pracował nad sobą, jakby nie był zrodzony, a stworzony, jakby go z niebios przysłano na obłoku. Masowa wyobraźnia wykreowała Wojtyłę na swój obraz i podobieństwo, stworzyła sobie bożka, którym może usprawiedliwiać swoje infantylne rozumienie świata, w którym niczego nie trzeba osiągać, ale wszystko zostaje dane. I tak oto Polacy Janem Pawłem II zaczęli wygładzać błędy polskiego Kościoła, rozgrzeszać wszystkie swoje niedostatki, umywać ręce od reform, rosnąć w chorą pychę, że jakoś to zawsze będzie, skoro się ma takiego orędownika.</p>
<p>Karol Wojtyła stał się herosem. Zaczęły o nim krążyć niestworzone historie. Że przepływa dziennie sto długości basenu, że zna wszystkie języki świata, że na nartach jeździ jak Hermann Mayer, że biega szybciej niż Irena Szewińska. Ktoś nawet twierdził, że Wojtyła sam pilotował samolot, spał tylko godzinę na dobę, w świeckim ubraniu przechadzał się po Rzymie i pomagał ubogim. W Polsce pojawiła się osobliwa metoda erystyczna, o której nie śniło się nawet Schopenhauerowi, wystarczyło mianowicie zaczynać wypowiedź od „<em>Jan Paweł II swego czasu zrobił&#8230;”</em> i już otwierały się wszystkie drzwi, rozmówca kapitulował, na wszystko się zgadzał. Po kraju zaczęły krążyć nachalne anegdoty o papieżu, które wcale nie były kolportowane przez niewykształcone panie z parafii w Pcimiu, ale przez wysoko postawionych hierarchów. Mogliśmy się nasłuchać więc różnych bon motów: co papież jadł, jak odpoczywał i jak <em>emanowała z niego świętość.</em></p>
<p><em> </em>W pewnym momencie namnożyło się różnych kolegów Karola Wojtyły, okazywało się, że w jego klasie było ze sto osób i nagle wszyscy chcą się wypowiedzieć, jacyś księża przypominali sobie, że studiowali u Karola Wojtyła, a siostry zakonne odkrywały, że mu gotowały i prały, chociaż przez ostatnie lata nic im na ten temat nie było wiadomo.</p>
<p>Ruszyła pewna fabryka, pracuje na pełnych obrotach i długo jeszcze będzie. Produkuje się w niej Karola Wojtyłę-geniusza, taternika, mistyka, poetę lepszego niż Szekspir, aktora zdolniejszego niż Marlon Brando. Z takim Janem Pawła II naród może być samozadowolony w nieskończoność, z takim Janem Pawłem II może obrastać w piórka. Z prawdziwym musiałby się wziąć ostro do roboty. Łatwo opowiadać młodym ludziom komunały, że Jan Paweł II odbył mnóstwo podróży zagranicznych, sprzeciwiał się aborcji i <em>szanował każdego człowieka, </em>ale trudniej już go prezentować jako wzór tytanicznej pracy intelektualnej, autora ciekawych książek, człowieka, który odebrał trudną i wymagającą, klasyczną formację umysłową, która go kosztowała wiele wyrzeczeń i nie miała niczego wspólnego z miałkością dzisiejszego systemu edukacji.</p>
<p>Może nasi politycy, którzy mają usta pełne frazesów o Janie Pawle II, wzięliby się do roboty i zreformowali, właśnie pod patronatem papieża, szkolnictwo tak, żeby dawało młodym ludziom tę samodzielność, śmiałość zadawania pytań i uczciwość poznawczą, którą miał Karol Wojtyła, a nie było tylko tresurą jałowych egzaminów, pamięciowym opanowywaniem wiedzy, okrojonym kanonem lektur? Dziś system edukacji jest ściśle podporządkowany rynkowi pracy, uczy się ludzi po to, żeby nie byli bezrobotni, a nie po to, żeby poznawali określone wartości. Chcemy mieć Jana Pawła II za patrona, musimy to zmienić, poprawić nasz aparat edukacyjny, podnieść jego poziom. Sęk w tym, że Jan Paweł II to dla większości obywateli wyłącznie sympatyczny duchowny nie zgadzający się na antykoncepcję, który ładnie mówił w wielu językach, a nie mąż stanu i wielki impuls naprawy społeczeństwa.</p>
<p>Ze względu na powyższe sprawy z radością powitałem pomysł, żeby patronem roku 2012 został ksiądz Piotr Skarga, który pomnikową postacią nie jest i nigdy nie będzie, a zatem ma szansę rzeczywiście zagrać ludziom w głowach i rozpalić dyskusję. Zresztą, już ją rozpala, atmosfera powoli staje się namiętna. Skarga to człowiek głęboko złamany, dwuznaczny, którego nie sposób zaszufladkować i okadzić. To wielki mistrz polszczyzny, prekursor kultury języka polskiego, autor bardzo interesującej literatury, której nie można nie znać, jeśli się chce mieć panoramiczny obraz cywilizacji europejskiej. Poza tym, to wzięty działacz charytatywny i akademicki, jezuita pełną gębą, który tożsamość Towarzystwa Jezusowego miał we krwi. To budowniczy kościołów i szkół, jednostka przedsiębiorcza i zaradna, wybitny umysł, porywający mówca, esteta. Jakby żył dzisiaj i stał na czele polskich struktur jezuickich, to „Przegląd Powszechny” miałby, mówiąc pół żartem, pół serio, nakład „Gazety Wyborczej”, portal Deon.pl siłę Google, a Blog Powszechny tętniłby życiem Facebooka.</p>
<p>Złośliwi twierdzą, że Skarga poprowadziłby dzisiaj jezuitów w tę stronę, w którą ojciec Rydzyk powiódł redemptorystów. „Przegląd Powszechny” byłby jak „Nasz Dziennik”. Nic z tych rzeczy! Ksiądz Skarga nie byłby dzisiaj drugim ojcem Rydzykiem, to zdecydowanie nie ta mentalność, to zupełnie inny typ wrażliwości. Piotr Skarga był szaleńcem, prezentował pewien typ wariactwa, które, mimo wielu ograniczeń, wad i obsesji, było paradoksalnie niezwykle otwarte i śmiałe, odważne, skłonne do prekursorskich eksperymentów. Skarga, choć obcych nie lubił i postawy ksenofobiczne nie były mu obce, potrafił ryzykować, rozwijać się, był bardzo dynamiczny, wieloma rzeczami się interesował, miał ogromną wiedzę. Jestem przekonany, że Skarga byłby dziś w awangardzie rozwoju kultury, tworzyłby media i uczelnie wyższe, połączyłby w sobie wszystkie kościelne charaktery, które obserwujemy w przestrzeni publicznej. Byłby więc trochę jak ojciec Kłoczowski, trochę jak ksiądz Boniecki, trochę też jak Bartoś, ale zarazem byłoby w nim widać ojca Krąpca, ojca Badeniego, ojca Oszajcę. Słowem, Skarga był postacią polifoniczną, wielobarwną i nie sposób o nim wypowiadać się dogmatycznie. Zaskakiwał, i dzisiaj, gdyby żył współcześnie, też by nas zaskoczył.</p>
<p>Co tu dużo mówić, miał też skłonność do różnych świństw i mówienia podłości. To taka ludzka cecha, my też to mamy, z wieloma ludźmi jesteśmy na bakier. Nienawidzimy sąsiadów, rodziców, szefa, kolegów, gejów, Palikota, Kaczyńskiego, PiS czy Platformy, Romów, kibiców Górnika Zabrze albo Widzewa Łódź. Mamy w sobie dużo skłonności rasistowskich, skandalicznie upraszczamy życie ludzi z naszego otoczenia. Często jest w nas za mało miłości bliźniego, ta miłość kuleje, nie jest zasilana Ewangelią i posługą Kościoła. Skarga, jako człowiek z krwi i kości, przeżywał ten sam problem, też go to trapiło, nie umiał wiernie przyjmować miary Chrystusowej. Żydów odsądzał od czci i wiary, nie znosił heretyków, o Turkach mówił z takim szwungiem, aż mu się pewnie nóż w kieszeni otwierał. Był maniakiem kontrreformacji, głosił niejednokrotnie radykalne opinie, pisał, że mało kto jest w stanie Żydów przewyższyć w nieuczciwości, a z wyznaniami heretyckimi nie wiąże się żadne dobro. Wierzył też w różne teorie spiskowe, często przemawiał językiem linczu, szukał kozłów ofiarnych. Prymitywne, żenujące diagnozy przeplatały się u niego z błyskotliwością, mądrością i dobrą wolą.</p>
<p>Skarga miał niewątpliwie spory problem życiowy z szacunkiem wobec bliźnich, był pyszny i wyniosły, wierzył w różne mity, ale jakoś z tym sobie, można to wyczytać z jego pism, radził, był świadomy swoich ograniczeń, próbował własne problemy obłaskawiać, neutralizować innymi działaniami. Na pewno była to postać walki i duchowego wzrostu, na pewno się starała, na pewno wiele się udało jej osiągnąć. To była na pewno postać drogi i ryzyka. Człowiekowi trudno jest zwalczyć swoje wady, przezwyciężyć patologie osobowości, zrzucić z siebie ciężar różnych utartych schematów, w których został wychowany, wartościowe nie jest zatem bycie idealnym, bo to się nigdy nie uda, ale sublimacja, wyciszanie wad, trzymanie je w ryzach. Skarga to robił, z różnymi skutkami, raz lepiej, raz gorzej, ale jednak, trzeba mu oddać sprawiedliwość, robił.</p>
<p>I jako taki jest bardzo dobrym przykładem dla ludzi obarczonych rozmaitymi skazami charakteru, jak można różne swoje wady pacyfikować poprzez zaangażowanie w kulturę, naukę, pracę u podstaw. Sęk w tym, żeby się nie okłamywać, nie zamiatać brudów pod dywan, nie zakładać masek. Skarga nigdy nie twierdził o sobie, że jest tolerancyjny, nie udawał przyjaciela heretyków, nie bratał się z nikim ostentacyjnie, nie próbował grać kogoś, kim nie był, nie stroił min. Często wyżywał się na ludziach obcych, traktował ich źle, przedmiotowo, nie próbował tego jednak przypudrować kulturą osobistą, kindersztubą, konwenansami. Nie był taki, jak my często jesteśmy: w istocie obojętni, zimni, wyrachowani, mający w nosie prawdę, nieznający samych siebie, za to kolekcjonujący uśmiechy i umizgi. Skarga zaś w tym, w czym był złamany i parszywy, był gorący, szczerze mówił, co myślał, uczciwie wyznawał swoją pogardę. Był jej świadom i próbował z nią coś zrobić, nosiło go od tej pogardy, rzucał się w wir filantropii, budował, tworzył. Mam wrażenie, że im więcej Skarga nautyskiwał się na heretyków, tym potem mocniej wychodził do ludzi. Tylko taka postawa pozwala na przemianę, tylko na żywej, odsłoniętej, zranionej tkance może działać Chrystus.</p>
<p>Dobrze się zatem stało, że Sejm zechciał Skargę zaprezentować. Może się on stać swoistą odtrutką na ten sposób mówienia o ludziach Kościoła, którego ofiarą padł wspomniany w pierwszej części tekstu błogosławiony Jan Paweł II. Skarga nie jest świętym, nie jest podatny na hagiografię, może ludzi autentycznie zafascynować, może nie oberwać porcją gorącego brązu.</p>
<p>Problem teraz w tym, czy wierni Kościoła nie będą chcieli Skargi na siłę kolorować, rozmiękczać i upiększać. Już się można z tymi próbami spotkać. Czytam tu i ówdzie, że Skarga może i nie lubił Żydów, ale to były takie czasy, inny porządek społeczny, inne obyczaje i nie warto przykładać dzisiejszych norm do tamtych struktur. Sęk w tym, że dla chrześcijan normą jest Ewangelia, a ona zawsze była taka sama i zawsze rysowała ten sam model świata i interpersonalnych więzi.  I jeśli ktoś gardził innowiercami, to po prostu naruszał logikę Ewangelii, niezależnie, czy to był wiek XVI, XIX czy XXI. Święty Paweł może i nie walczył z niewolnictwem, ale przecież na pewno nie pochwalał złego traktowania niewolników, nie mówił o nich z pogardą. Jeśli zatem Skarga źle pisał o Żydach, to odchodził w tym miejscu od Ewangelii i trzeba to jasno przyznać. I jeśli był wówczas taki klimat społeczny, żeby źle mówić o Żydach, to też trzeba szczerze przyznać, że był to klimat niezgodny z duchem Jezusowym, a nie opowiadać, że to były <em>inne czasy i inne zasady.</em></p>
<p>Tylko wtedy Skarga – jako człowiek, który bywał na bakier z Ewangelią – może być rzeczywiście pociągającym autorytetem. Jeśli zaś uznamy, że wszystko ze Skargą było w porządku, to wytraci on swój impet i stanie się kolejnym polskim złotym cielcem, narkotykiem, który naród wprawi w hurraoptymistyczne przekonanie, że wszystko w narodzie gra jak należy.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Jarosław Dudycz</em></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/24/ksiadz-skarga-jako-odtrutka/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Straszenie widmem Palikota</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/17/straszenie-widmem-palikota</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/17/straszenie-widmem-palikota#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Oct 2011 10:28:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Palikot]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Sejm]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1582</guid>
		<description><![CDATA[Ludzie lubią personalizować zło. Nergal po swojej wpadce z &#8220;uzdrawianiem niepełnosprawnych&#8221; stracił płaszcz ochronny nawet ze strony tych, którzy do tej pory byli pobłażliwi dla jego artystycznych ekspresji. Ośmieszanie ludzi nie przejdzie, zwłaszcza tych, którzy są poszkodowani przez życie i zmagają się z przeciwnościami. Chociaż myślę, że nie to było  intencją Darskiego. W centrum spektaklu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ludzie lubią personalizować zło. Nergal po swojej wpadce z &#8220;uzdrawianiem niepełnosprawnych&#8221; stracił płaszcz ochronny nawet ze strony tych, którzy do tej pory byli pobłażliwi dla jego artystycznych ekspresji. Ośmieszanie ludzi nie przejdzie, zwłaszcza tych, którzy są poszkodowani przez życie i zmagają się z przeciwnościami. Chociaż myślę, że nie to było  intencją Darskiego. W centrum spektaklu znalazł się znowu temat religijny, tym razem modlitwa o uzdrowienie. Nergal niedługo zakończy występy w Telewizji Polskiej, ale zapewne nadal pozostanie celebrytą utożsamianym z demonicznym światem. Oczywiście wierzę głęboko, że może z niego wyjść. Chciałoby się jednak powiedzieć, że nadciąga nowe widmo z krainy ciemności. To Janusz Palikot i jego drużyna. Strach obleciał wielu ludzi. Nie wiadomo czego można oczekiwać po jego mocnym wejściu na scenę polityczną. Czy znikną krzyże ze ścian? Może religia zostanie wyprowadzona ze szkoły? Czy dotychczasowe standardy obyczajowe nie zostaną wywrócone? Palikot i spółka są wytworem mediów i specjalistów od public relations dla których liczy się przyciąganie uwagi oraz szokowanie osobliwościami. To, czego jeszcze nie było staje się najważniejsze. Względny sukces wyborczy jest także odreagowaniem na dotychczasowe rządy, których celem w odbiorze społecznym było trwanie przy władzy. Spróbujmy postawić na kogoś innego w proteście przeciwko tym wszystkim, którzy już byli. Zanim zostaniemy zaczadzeni &#8220;palikotyzmem&#8221; może warto na serio potraktować wyborców nie tylko w dniu głosowania. Może trzeba być bardziej oszczędnym w składaniu obietnic i zapewnianiu, że będzie lepiej.  Może politycy kończący swoje ślubowania wymownym zdaniem: tak mi dopomóż Bóg, będą mieli teraz okazję bardziej zaświadczyć o swojej wierze niż poprzez przesiadywanie na dożynkach i odpustach. Straszenie Palikotem wywołuje nerwowe reakcje w Kościele. Zupełnie niepotrzebnie. Palikot jest przede wszystkim wyzwaniem do wyjścia z marazmu, odrętwienia i stagnacji. Potrzeba nowego przebudzenia, szukania nowych dróg spotkania z niewierzącymi, a nawet z obyczajową awangardą. Nie można obrażać się na rzeczywistość, tym bardziej na wyborców. Nie straszmy Palikotem. Róbmy swoje. Nie bądźmy prorokami nieszczęścia. Bądźmy zdecydowanie prorokami nadziei.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/17/straszenie-widmem-palikota"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/17/straszenie-widmem-palikota" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/17/straszenie-widmem-palikota" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/10/17/straszenie-widmem-palikota/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ja jestem Prawdą&#8230;</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/28/ja-jestem-prawda</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/28/ja-jestem-prawda#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2011 07:30:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław Dudycz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1537</guid>
		<description><![CDATA[Eleganckiej, starszej pani, która mi w ostatnią niedzielę próbowała przed kościołem wcisnąć do ręki ulotkę Prawa i Sprawiedliwości, powiedziałem chyba nie najgłupiej: &#8220;Czy się pani nie wstydzi urządzać konkurencję Jezusowi Chrystusowi, który ma zdecydowanie lepszą propozycję?&#8221;. Agitatorka jedynej słusznej prawdy, kolportująca ulotki z mantrą na ustach: &#8220;prawdziwy katolik głosuje na prawdziwego katolika&#8221;, spojrzała na mnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Eleganckiej, starszej pani, która mi w ostatnią niedzielę próbowała przed kościołem wcisnąć do ręki ulotkę Prawa i Sprawiedliwości, powiedziałem chyba nie najgłupiej: <em>&#8220;Czy się pani nie wstydzi urządzać konkurencję Jezusowi Chrystusowi, który ma zdecydowanie lepszą propozycję?&#8221;.</em></p>
<p>Agitatorka jedynej słusznej prawdy, kolportująca ulotki z mantrą na ustach: &#8220;<em>prawdziwy katolik głosuje na prawdziwego katolika&#8221;, </em>spojrzała na mnie bez wyrazu, oniemiała na chwilę, nie doczekałem się żadnej riposty. Wszystko to odbyło się w przeciągu chwili, ja odszedłem,  a kobieta wróciła do swojej specyficznej pracy. Jak tak patrzyłem po ludziach, opuszczając z nimi teren kościoła, to większość trzymała w garści rzeczone wydawnictwa partyjne, niektórzy się nimi wachlowali, bo dzień, chociaż wrześniowy, był dość ciepły, inni zaczęli od razu uskuteczniać, nie chcąc marnować czasu, gorące polityczne dyskusje.</p>
<p>Widok był naprawdę groteskowy: niby byliśmy po mszy, a aura wokoło była taka, jakbyśmy mieli za sobą jakiś partyjny wiec, miting wyborczy. Zaręczam, że to nie imię Jezusa gościło ludziom na ustach i nie Ewangelia była dyskutowana jako program rozwoju człowieka.</p>
<p><span id="more-1537"></span></p>
<p>Do dzisiaj myślę o tym, choć już kilka dni od tamtej niedzieli minęło, co się wtedy stało, czego ode mnie chciała starsza pani i czy właściwie zareagowałem na jej nachalną promocję Prawa i Sprawiedliwości.</p>
<p><em>Konkurencja dla Jezusa Chrystusa.</em>.. Jest w tym coś na rzeczy, trudno zaprzeczyć&#8230; Zaiste, te ulotki to konkurencja, w dodatku brzydka, kiepska i niewiele warta, godna śmietnika. To najlepsze, co mogło spotkać te ulotki. Bo po co wierzącym w Chrystusa, którzy przyjęli przed momentem Komunię &#8211; w której, jak wierzymy, Bóg dał człowiekowi wszystko, czego człowiek potrzebuje &#8211; jakiekolwiek programy wyborcze, partyjne scenariusze, różne drobne i poszatkowane obietnice gospodarcze, ekonomiczne i społeczne? Po co ochrzczonym, wierzącym w życie wieczne, mającym Ewangelię, drobnica i miałkość jakichkolwiek ustaleń państwowych? Po co politycy i ich slogany ludziom, którzy mają Chrystusa? Po co jakiekolwiek elementy poboczne komuś, kto już otrzymał pełnię?</p>
<p>Ulotki rozdawano po liturgii. Liturgia to, tak nas uczy Kościół, niemal niebo, Boży ład, pełna prawda o powołaniu człowieka i jego relacjach. To udział w tym wszystkim, co Bóg człowiekowi obiecał: w miłości, w pokoju, w poczuciu sensu życia. Kto ma szczęście posiadać rozwiniętą duchowość liturgiczną, ten niczego więcej nie potrzebuje, zna prawdę o sobie, wie, jak żyć. Kto rozumnie i świadomie korzysta z darów Kościoła, ten nie słucha żadnych innych obietnic, no bo niby w jakim celu?  To jest naprawdę bardzo logiczne: kto się nawrócił, komu odpuszczono jego grzechy, kto otrzymuje Boga, ten się nie ogląda za siebie. Nie interesują go surogaty rozwoju, takie jak nasza nędzna, jałowa polityka.</p>
<p>Żałośnie wybrzmiewają zatem ulotki Prawa i Sprawiedliwości dystrybuowane po mszy, przed kościołem. To tak, jakby rozdawać fiaciki ludziom, którzy przed chwilą otrzymali mercedesy. Czymże są propozycje Prawa i Sprawiedliwości &#8211; czy jakiejkolwiek innej partii; o PiS-ie mówię dlatego, że to jego ulotki bezczelnie mi wciskano- wobec propozycji Jezusa Chrystusa? Trzeba przyznać uczciwie: są niczym, są słomą. Dla pewności możemy porównać program obydwu podmiotów, śmiało zestawić treści głoszone przez Prawo i Sprawiedliwość i Ewangelię.</p>
<p>Już pojęcia fundamentalne są odmiennie zdefiniowane. Skrajnie różnie wygląda w obydwu systemach wartości, ewangelicznym i pisowskim, pojęcie prawdy. Dla PiS-u prawda to zespół określonych zdarzeń historycznych, taka, nie inna faktografia, ciągłe śledztwa, tropienie winnych, nieustanne oskarżanie. Prawda ma w tym układzie charakter zewnętrzny, dzieje się wokół nas, to ciąg różnych haniebnych zdarzeń, które są rzekomo generowane przez szeroko pojętą opcję przeciwstawną do PiS-u i z których ta opcja przeciwstawna, zdaniem PiS-u, musi bezwzględnie być rozliczona. Prawda to zatem jakieś zło, które robią <em>oni,</em> przeciw dobru, które realizuje PiS. Prawda to jest to wszystko, co się dzieje w konfrontacji, w zwarciu.</p>
<p>Tymczasem ewangeliczna definicja prawdy ma wymiar immanentny, osobisty, dotyczy ludzkiego wnętrza, ludzkiej kondycji, nie ma rysu fabularnego, nie jest obserwowaną z dystansu narracją. Prawda to nie jest to, co można powiedzieć o jakichś <em>innych.</em> Wyraźnie w Ewangelii stoi, że prawdą jest Chrystus, a zatem prawda jest możliwa tylko przez osobiste, głębokie przyjęcie Chrystusa i jego nauki w misterium Kościoła. Nie ma tym samym żadnej innej prawdy, jak tylko prawda o sobie samym, o swoim życiu, o swoim wnętrzu i o Bogu, który w człowieku i dla człowieka działa. Nie ma żadnej innej prawdy, jak tylko nawrócenie i słuchanie głosu Jezusa. W rozumieniu Chrystusowym nie ma więc czegoś takiego, jak odkrywanie prawdy o katastrofie smoleńskiej, taka rzecz bowiem nie może służyć pryncypiom, lepszemu poznaniu siebie, większej miłości. Można by raczej mówić w tym temacie tylko o możliwości pewnych faktów. Szafowanie wielkim i doniosłym pojęciem prawdy jest tu nadużyciem.</p>
<p>Nadawanie takim jaskrawym, zideologizowanym zdarzeniom funkcjonującym w przestrzeni publicznej wielkiego znaczenia moralnego, utrzymywanie, że chodzi tu o szukanie jakiejś wielkiej prawdy, ma zawsze bardzo podejrzany charakter, jest znajdowaniem kozłów ofiarnych, jest wskazywaniem źdźbła w oku bliźniego, uciekaniem od odpowiedzialności za naprawę własnego życia. Wytykanie innym jakiegoś niesamowitego zła, mówienie, jak to słyszymy obecnie, o <em>krwi na rękach, </em>pozwala zabić niewygodną i trudną wrażliwość na własne rany i błędy. Oczywiście, co innego szukać prawdy w zewnętrznej opowieści, na ekranie telewizora, wśród różnych narodowych czy społecznych obsesji, a co innego nazywać prawdziwie, po imieniu, publicznie, gdy potrzeba, zło czynione w naszym otoczeniu, krzywdę bliźnich.  Niezbyt mądre jest tylko to pierwsze, sprawia, że umiejscawiamy ciężar moralny jak najdalej od siebie.</p>
<p>Życie takimi odległymi <em>prawdami</em>, jakimiś śledztwami wielkiej polityki czy historii, jest domeną wielu ludzi. Jakąś <em>prawdą</em> ukrytą, utajoną, na którą czekają całe lata i którą rzekomo wciąż zakłamują obce siły, ludzie odwracają uwagę od własnych dramatów, w ten sposób unikają troski o własne życie, odpowiedzialności za swoje wybory. Widzieliśmy to na Krakowskim Przedmieściu: grupę sfrustrowanych, obolałych ludzi, narzekających na rząd, wysyłających Donalda Tuska do więzienia, tropiących spiski, pomstujących na państwo, żądających śledztwa w sprawie Smoleńska. Czy tu można mówić o jakiejkolwiek prawdzie? Raczej nie.</p>
<p>Prawdą tych ludzi bowiem w istocie nie jest to, w jaki sposób się rozbił rządowy samolot w kwietniu 2010 roku, ale to, że ktoś się pokłócił z matką dziesięć lat temu i do tej pory się do niej nie odzywa, własną córkę wyrzucił z domu, bo ta zaszła w ciążę niespodziewanie, przez lata okradał swojego pracodawcę, dał wiarę jakimś ideologiom i stereotypom, zrezygnował z rozwoju duchowego, zdradza żonę. Prawdą jest to, co kto ma na sumieniu, jak jest traktowany przez innych i jak innych traktuje, czy umie kochać, jakie ma zadry i bóle w sobie, jak był wychowywany, w co wierzy, jaką ma odwagę w ocenie własnego życia, czy jest gotowy uwolnić się od własnego egoizmu.</p>
<p>To jest prawda, którą chce z nami udźwignąć Chrystus i którą chce nas doprowadzić do zbawienia. I tylko to się godzi nazywać prawdą. Bo tylko z tym &#8211; z żywym człowiekiem &#8211; wchodzi w relację Jezus Chrystus, Prawda.</p>
<p>Powie ktoś w tym miejscu, że PiS to przecież  nie tylko polityka historyczna, szukanie jakiejś <em>prawdy</em> dziejowej, ale także, na przykład, ustawodawstwo przychylne moralności chrześcijańskiej. Ale czy to prawo definiuje katolika? Czy myślenie na poziomie legislacyjnym, strach przed paragrafami, sprowadzanie wszystkich do jednego ustawowego wzoru, niezależnie od tego, na jakim są etapie rozwoju moralnego, jest zgodne z duchem Ewangelii? Czy to na odpowiednich regulacjach ma się opierać wychowywanie ludzkiej wolności?</p>
<p>Te ulotki pisowskie rozdawane przed kościołem, ludzka potrzeba ich brania &#8211; chociaż  dopiero wyszło się ze mszy, ze szczytu i źródła życia chrześcijańskiego &#8211; dowodzą, że wciąż w nas, wierzących w Chrystusa, jakaś <em>prawda</em> wygrywa z Chrystusowym <em>&#8220;Ja jestem Prawdą&#8230;&#8221;. </em>Wciąż <em>prawdą</em> są dla nas sprawy partyjne, jakieś narodowe mity, różne obsesje polityczne, pielęgnowanie naszego własnego ogródka, niechęć do zasadniczych, ewangelicznych zmian, sympatia do wygodnych, naiwnych wzorców.</p>
<p>Mam wrażenie, że cały czas konkurujemy z Jezusem Chrystusem. Te ulotki, na sprawie których oparłem niniejszy tekst, to doskonale obrazują. Pójście na liturgię to dla nas nic specjalnego, to akt pewnego społecznego, rodzinnego rytuału, konserwowanie mocno zjełczałego modelu życia,  wyraz stagnacji i braku gotowości do nawrócenia. Liturgia w powszechnym mniemaniu to przedsięwzięcie jedno z wielu, pozbawione wymiaru transcendentnego, spozycjonowane obok niedzielnego rosołu, wizyty rodziny, pójścia na wybory, wyprawy do zoo. To pewna tradycja, która nas umacnia w przekonaniu, że wszystko jest w porządku, żyjemy dobrze, jesteśmy dojrzali. Liturgia to dla nas swoiste zaklęcie magiczne, wprawienie się w otumanienie, w fałszywe przekonanie, że skoro <em>chodzimy do kościoła</em>, to jesteśmy idealni. Liturgia stała się konwenansem, regułką zwalniającą z samodzielnego myślenia.</p>
<p>Czas, żeby liturgia była wyrazem odwagi, żeby nas zwaliła z nóg, stała się umieraniem starego człowieka, fermentem. Porywem serca, wzburzeniem naszego spokojnego, drobnomieszczańskiego wnętrza. Czas, żeby liturgia  przestała być zatęchłym, jałowym <em>chodzeniem do kościoła, </em>żeby przestała utrwalać staropolski model rodziny, w którym liczą się powierzchowne reguły, a zaczęła być nową jakością, w której widać Boga.</p>
<p>I wtedy na żadne ulotki partyjne nie będzie przed kościołem miejsca. Trzeba mieć świadomość, że wiarę zaczyna się wspomagać polityką albo mitologią &#8211; rodzinną czy narodową- kiedy jest w niej za mało Jezusa Chrystusa.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>Jarosław Dudycz</em></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/28/ja-jestem-prawda"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/28/ja-jestem-prawda" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/28/ja-jestem-prawda" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/28/ja-jestem-prawda/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak reagować na nergalizację mediów?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/20/jak-reagowac-na-nergalizacje-mediow</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/20/jak-reagowac-na-nergalizacje-mediow#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Sep 2011 07:35:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dariusz Kowalczyk SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Nergal]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1527</guid>
		<description><![CDATA[Ludzie mówią różne rzeczy. Czasem powiedzą coś mądrze, a niekiedy całkiem głupio. Bywa też tak, że ta sama wypowiedź dla jednych jest celna i „odważna”, a dla innych to zupełny bełkot albo chamstwo. Dlatego też w pluralistycznych demokracjach powinny istnieć zróżnicowane media, aby każda opcja mogła dotrzeć ze swoim przekazem do społeczeństwa. W Polsce nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ludzie mówią różne rzeczy. Czasem powiedzą coś mądrze, a niekiedy całkiem głupio. Bywa też tak, że ta sama wypowiedź dla jednych jest celna i „odważna”, a dla innych to zupełny bełkot albo chamstwo. Dlatego też w pluralistycznych demokracjach powinny istnieć zróżnicowane media, aby każda opcja mogła dotrzeć ze swoim przekazem do społeczeństwa. W Polsce nie jest pod tym względem najlepiej. Symptomatyczne jest to, że coraz więcej niezależnych twórców prezentuje swe dzieła i spotyka się z odbiorcami w salkach parafialnych albo w internecie, gdyż na wejście do TVP, o dwóch wielkich telewizjach prywatnych nie wspominając, nie mają szans. Taki los spotkał na przykład kilka dobrych filmów o katastrofie smoleńskiej. Okazuje się nawet, że nasze zideologizowane telewizje nie chcą za pieniądze reklamować nowego dziennika, który im nie odpowiada.</p>
<p>Jak w tej sytuacji powinien zachować się Kościół? Zawsze uważałem, że powinien tworzyć własne media, ale jednocześnie starać się być obecnym w innych mediach publicznych i prywatnych, nawet jeśli niektóre z nich prezentują nurt raczej daleki od katolickiego nauczania. Oczywiście, są pewne granice i szanujący się katolik nie powinien wypowiadać się dla takich mediów jak np. „Nie” lub „Fakty i mity”, które są znane ze swej wściekłej chrystofobii. Rozwój sytuacji na rynku medialnym pokazuje, że opcja tworzenia i umacniania kościelnych mediów jest coraz ważniejsza. Tylko w ten bowiem sposób można ocalić autentyczną niezależność nie tylko w wypowiadaniu się, ale także – co czasem jest ważniejsze – w doborze tematów dyskusji.</p>
<p><span id="more-1527"></span></p>
<p>Z działalnością mediów wiąże się problem granic wolności wypowiedzi. Istnieją różnego rodzaju gremia kontrolujące media, które mogą jakąś wypowiedź uznać za niedopuszczalną i nałożyć stosowną karę. Są też sądy, do których może zwrócić się każdy, kto uważa, iż został pokrzywdzony jakąś publicznie wygłoszoną opinią. Niestety, wygląda na to, że nawet wyroki sądowe w sprawach dopuszczalności określonych wypowiedzi, są raczej dowolne. Można niekiedy odnieść wrażenie, że wszystko zależy od tego, kto kogo nie lubi.</p>
<p>Ciekawym przypadkiem jest w tej perspektywie walka z o. Rydzykiem. Jego wypowiedź o totalitarnych praktykach obecnej władzy w Polsce została nagłośniona jako całkowicie niedopuszczalna. Minister Sikorski wystosował kuriozalną notę dyplomatyczną do Watykanu ze skargą na polskiego obywatela Rydzyka. Ot! zagwozdka – Kto i z jakiego paragrafu ma uciszyć niepokornego dyrektora Radia Maryja? Zaznaczam, że nie piszę o tym, czy wypowiedź ks. Rydzyka była mądra, czy też głupia. Piszę o tym, czy o. Dyrektor ma prawo głosić takie poglądy, czy też nie. Wielu „demokratów” twierdzi, że nie.</p>
<p>Mam wrażenie, że niejeden z tych, którzy na różne sposoby domagają się uciszenia Rydzyka, z drugiej strony bronią zaciekle Adama „Nergala” Darskiego. Wiadomo, że Nergal, lider zespołu Behemoth, uprawia „sztukę”, która polega na „satanistycznym” makijażu, robieniu groźnych min oraz wykrzykiwaniu w rytm ostrych dźwięków przesłań typu: „Chwała mordercom Wojciecha” (chodzi o św. biskupa Wojciecha). Ktoś zastanawiał się, co by było, gdyby jakiś inny „artysta” napisał utwór: „Chwała mordercom z Jedwabnego”… Na jednym ze swych koncertów Nergal nazwał Kościół katolicki „zbrodniczą sektą” oraz darł Biblię i rzucał kartki ze sceny wrzeszcząc: „Zryjcie to gówno”. Ów facet znalazł wielu obrońców, którzy twierdzą m.in., że artysta ma prawo do tego rodzaju zachowań, bo jest artystą, który stosuje takie właśnie metafory. Pani Kofta popisała się nawet dowcipem, że Nergal może się bronić, iż wyrywał kartki Biblii i rzucał, „bo chciał zapoznać widownię z tekstem świętej księgi”. A co by było, gdyby tak ktoś nazwał urzędników Unii Europejskiej zbrodniczą sektą, a na scenie darł Traktat lizboński? Czy ta cała zgraja „tolerasów” (tolerasi to parodia ludzi prawdziwie tolerancyjnych) by go broniła twierdząc, że nie wolno ograniczać artysty, który wyraża swoje wkurzenie na bezkarność brukselskich cwaniaków?</p>
<p>Z jednej strony ogranicza się pluralizm mediów wyrzucając z nich bardzo dobrych dziennikarzy, ale mających ten „feler”, że ich światopogląd nie przystaje do obowiązującego głównego nurtu, to znaczy jest zbyt konserwatywny albo &#8211; o zgrozo! &#8211; katolicki. Z drugiej strony zaprasza się do publicznej telewizji człowieka, który drze Biblię i każe „żreć to gówno”, a na krytykę reaguje się &#8220;argumentem&#8221;, że przecież musimy być pluralistyczni. TVP nie znalazła pieniędzy, aby zrobić jakąś przyzwoitą relację ze spotkania prawie 2 mln młodzieży z całego świata z Benedyktem XVI w Madrycie, ale znajduje kasę by demoralizować widzów, szczególnie młodych, robiąc z satanisty jurora, czyli autorytet.</p>
<p>Niestety, prawdopodobnie degrengolada mediów publicznych będzie postępować. „Nergalów” będzie coraz więcej. Trzeba sprzeciwiać się temu, nawet jeśli szanse na jakieś opamiętanie są niewielkie. Nie znaczy to, że należy się obrazić i sobie pójść. Kościół powinien wykorzystywać możliwości bycia obecnym w mediach, współpracując z osobami, u których czucie podstawowych wartości nie zostało zachwiane. Ale jednocześnie trzeba umacniać media prowadzone przez podmioty kościelne. To umacnianie polega m.in. na przekonywaniu, że świadomy katolik powinien kupować i czytać katolicką prasę. A widząc takie osoby, jak Nergal, w TVP, powinien wyłączać telewizor.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Dariusz Kowalczyk SJ</em></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/20/jak-reagowac-na-nergalizacje-mediow"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/20/jak-reagowac-na-nergalizacje-mediow" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/20/jak-reagowac-na-nergalizacje-mediow" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/20/jak-reagowac-na-nergalizacje-mediow/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czas barbarzyńców</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/15/czas-barbarzyncow</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/15/czas-barbarzyncow#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 06:30:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław Dudycz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Socjologia]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[biblia]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[Nergal]]></category>
		<category><![CDATA[sąd]]></category>
		<category><![CDATA[telewizja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1490</guid>
		<description><![CDATA[Do takiego Micińskiego Nergalowi bardzo daleko. Nie to pokolenie, nie ta formacja umysłowa, umiejętności także nie te. To zupełnie inna liga, trzeba to powiedzieć uczciwie. Nergal nie jest intelektualistą, o żaden mu nie chodzi dyskurs, o żadne tradycje filozoficzne, rzecz wyłącznie w pewnej koniunkturze, w zagospodarowaniu określonej niszy i czerpaniu z niej zysków. Nergal zauważył [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Do takiego Micińskiego Nergalowi bardzo daleko. Nie to pokolenie, nie ta formacja umysłowa, umiejętności także nie te. To zupełnie inna liga, trzeba to powiedzieć uczciwie. Nergal nie jest intelektualistą, o żaden mu nie chodzi dyskurs, o żadne tradycje filozoficzne, rzecz wyłącznie w pewnej koniunkturze, w zagospodarowaniu określonej niszy i czerpaniu z niej zysków. Nergal zauważył po prostu zapotrzebowanie na daną estetykę, zajął obszar wcześniej niemal dziewiczy, zręcznie znalazł target, użył odpowiednich narzędzi marketingowych. Wykreował swój wizerunek przemyślanie i teraz odcina kupony. Oto cała tajemnica jego satanizmu: to niezła taktyka finansowa, bardzo lukratywna, prostą drogą prowadząca Nergala od jego dokonań muzycznych na salony naszej przaśnej popkultury.</p>
<p>Pan Darski jest niewątpliwie bardzo sprawnym biznesmenem, potrafi robić duże interesy, w kaszę sobie nie da dmuchać. Ma strategię i się jej trzyma. Jakby śpiewanie <em>Barki</em> było bardziej dochodowe, to śpiewałby <em>Barkę</em>. Zresztą, nigdy nie można wykluczać spektakularnego, przed kamerami, nawrócenia Nergala. Historia zna takich przypadków bez liku. W polskim show-biznesie ikonami chrześcijańskiego stylu są mdła Eleni wybaczająca mordercy swojej córki, twierdząca przy tym, że do jednego stołu i tak by z nim nie usiadła, i uduchowiony po wypadku samochodowym Krzysztof Krawczyk, traktujący różaniec jak bransoletkę, ale to ikony nieco już zmurszałe, przydałyby się świeższe. Przemieniony Nergal byłby jak znalazł. Styl Nergala-satanisty kiedyś się na pewno wyeksploatuje i nie będzie już tak nośny, być może właśnie wtedy muzyk gruntownie przekształci swój wizerunek. Będzie pozował w koszulce z napisem <em>JPII</em> i wszem wobec mówił o tym, jak bardzo kiedyś był ślepy. Wszystko przed nim. Może i jestem ironiczny, ale trudno odmówić mi nosa,  dobrą mam intuicję. Od nonszalanckiego, agresywnego odcinania się od religii do ostentacyjnej, niedojrzałej religijności jest rzut beretem.</p>
<p><span id="more-1490"></span></p>
<p>Jak tak spojrzymy na sprawy Nergala ex post, to wszystko się układa w logiczny ciąg, wyraźnie widać, że Nergal od dawna pręży muskuły, by stać się rozpoznawany na ulicy, co chwila przekracza coraz to kolejne granice parcia na szkło: wpierw był tylko liderem kontrowersyjnego zespołu metalowego, który znany był wyłącznie w swojej dziedzinie, potem nadszedł czas namiętnego związku z piosenkarką Dodą, płomienne relacje w tabloidach z każdego ich kroku, regularne raporty z uczuciowych napięć, następnie cała Polska handlowała tematem zdrowia muzyka, a teraz Nergal został muzycznym ekspertem i komentuje koślawą polszczyzną występy młodych wokalistów w telewizyjnym programie, każdemu uczestnikowi mówiąc te same dyrdymały, operując spranymi bon motami i niezbyt angielskim poczuciem humoru. Nędza wyłazi uszami, to estetyka zdecydowanie naiwna, dla amatorów igrzysk i walki w kisielu. Ale Nergal czuje się w tym jak ryba w wodzie. Zdaje się, że o to mu chodziło.</p>
<p>Precyzyjną reżyserię i konsekwentne, z fascynacją, eksplorowanie siermiężnego światka polskich mediów widać w tym wszystkim gołym okiem. Wielki, niezależny Pan Satanista gustuje dokładnie w tej samej aurze, co każda inna gwiazdka telewizyjna, nieodróżniająca Austrii od Australii i prymasa od premiera. Pan Nergal, tak się złożyło, jest w tej chwili kolegą po fachu niejakiej Joanny Krupy, Jolanty Rutowicz czy pamiętnej Frytki, przystał do bardzo szlachetnego towarzystwa, może się wymieniać z nim doświadczeniami. Może przybić piątkę Krzysiowi Ibiszowi i poklepać po plecach Kasię Cichopek. Jak widać, daleko go ten jego satanizm nie zaprowadził, nie mamy mu czego zazdrościć. Wielkie honoraria za nic nierobienie, nudne ględzenie w telewizji o niczym i zespół podbijający zachodnie rynki to trochę za mało, żeby uznać Nergala za człowieka ciekawego i oryginalnego.</p>
<p>Pan Nergal może sobie zatem krzyczeć <em>Non serviam</em> ile sił w płucach, może się Szatanem fascynować do woli, może uprawiać satanizm teistyczny albo laveyański, może Szatana wprost czcić albo uważać za źródło inspiracji i metaforę, ale to wszystko i tak będzie jedynie tandetną stylizacją, ledwie tatuażami i brukową symboliką. Nikt poważny nie da się na to nabrać, to tylko popelina, kilka słów bez pokrycia. Fakt, że Nergal to uprawia w mediach, od razu zdradza, jaką to ma proweniencję. Jest zwykłym towarem. I tyle.</p>
<p>Właśnie przez pryzmat wyżej zarysowanych spraw trzeba spojrzeć na zniszczenie przez Nergala Biblii. Nie są potrzebne tony religijne i wysoki diapazon, sprawa jest naprawdę prosta: jeden nieokrzesany błazen zniszczył książkę, a tłum błaznów-analfabetów mu zaklaskał, ktoś w dodatku przyniósł kamerę. Ot, prosta rozrywka gawiedzi, ludyzm, zabawa dla niezbyt wyrobionych. To dokładnie to samo, co Nergal uprawia w telewizji, coś na miarę jego związku ze wspomnianą Dodą Elektrodą, która większości Polaków kojarzy się z publicznymi zwierzeniami dotyczącymi swojego życia seksualnego. Co ciekawe, akces do tego mętnego grona zgłosił również sąd, który najwyraźniej ma podobne gusta. <em>De gustibus&#8230;</em>, warto jednak mieć świadomość, że niszczenie książki to praktyki rodem z buszu, nieprzystające do kultury europejskiej. To tak jak ze szczaniem do doniczki: może trudno za to skazywać, ale nazywać sztuką też nie jest najrozsądniej. Za szczanie do kwiatka może i nie grozi więzienie, za to grozi towarzyski ostracyzm.</p>
<p>Niech sobie zatem Nergal o Biblii myśli, co chce, ale niech ma świadomość, że w pewnych kręgach za zniszczenie książki będzie uchodził za oszołoma. Wykształcony Europejczyk nawet Marksa nie może spalić, tak mnie uczono. Książka to dla naszego kręgu kulturowego świętość, zapis ludzkiego doświadczenia, emocji, poglądów, przewodnik po drogach kultury, trop w stawianiu diagnozy o świecie. Książka to metoda rekonstruowania przeżyć, nośnik pamięci, sposób na to, by w poznawaniu świata nie zaczynać za każdym razem od nowa. To busola, środek budowania tożsamości. Im więcej różnych książek w głowie, tym swoboda epistemologiczna człowieka większa. Za Biblią, którą Nergal zniszczył, bo ją uważał za stos kłamstw, kryje się kawał świata, tysiące lat dojrzewania ludzkości, opowieść potężna jak dąb. Wizja człowieka, w której przejrzeć się możemy jak w lustrze. To wszystko poparte jest latami badań dokonywanych przez umysły, którym Nergal do pięt nie dorasta.</p>
<p>Zniszczyć książkę, zwłaszcza tak mięsistą jak Biblia, to podnieść rękę na bogactwo i różnorodność świata, wyrzec się polifoniczności, zostać przy swoim małym ogródeczku. To barbarzyństwo, a nie kreacja artystyczna. Media niewątpliwie promują barbarzyństwo i głupotę. Już od dłuższego czasu. Nergal jest więc na swoim miejscu.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Jarosław Dudycz</em></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/15/czas-barbarzyncow"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/15/czas-barbarzyncow" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/15/czas-barbarzyncow" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/09/15/czas-barbarzyncow/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

