<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Powszechny &#187; Świat</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/category/swiat/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 22:32:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Filozofowie, do roboty!</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Nov 2011 15:49:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław Dudycz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[Teologia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1621</guid>
		<description><![CDATA[Wyobraźmy sobie, że Pan Bóg stworzył ludzi nie tylko na Ziemi, ale też w jakiejś innej galaktyce. Stworzył nie jakieś stworzenia inteligentne, obcą formę życia, stwory znane z filmów amerykańskich, ale po prostu ludzi. Tak jak stworzył ich na Ziemi na różnych kontynentach, tak też w skali kosmosu na różnych planetach. I do tych ludzi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wyobraźmy sobie, że Pan Bóg stworzył ludzi nie tylko na Ziemi, ale też w jakiejś innej galaktyce. Stworzył nie jakieś stworzenia inteligentne, obcą formę życia, stwory znane z filmów amerykańskich, ale po prostu ludzi. Tak jak stworzył ich na Ziemi na różnych kontynentach, tak też w skali kosmosu na różnych planetach. I do tych ludzi z rubieży wszechświata też dotarł ze swoim objawieniem, też im pokazał swoją miłość w Jezusie Chrystusie.</p>
<p><span id="more-1621"></span>Jezus narodził się u nas, na Ziemi, tutaj nauczał i tutaj umarł na krzyżu, ale to przecież wcale nie musi być żadnym problemem, żeby nauka Jezusa dotarła na odległą planetę i stała się tam tą samą siłą zbawczą, co u nas. Ci ludzie z innej galaktyki mogą być na przykład inaczej rozwinięci technologicznie, mogą mieć inaczej zaawansowaną cywilizację, mogą nas mieć na wyciągnięcie ręki, posiadać wielki ekran na nasz świat. Bóg mógł im dać  takie zdolności, żeby patrzyli na to, co się dzieje u nas, czerpali z tego, korzystali z przesłania Kościoła, który u nas się narodził, na naszej planecie, nie u nich. Bóg mówi przez znaki materialne, nie jest hochsztaplerem, nie robi sztuczek. Jest konkretny. My mamy sakramenty. Ale kto wie, jak wyglądałaby materialność tych ludzi z kosmosu. Może jakoś zupełnie nie do pojęcia przez nas.</p>
<p>Załóżmy więc sobie tak zdefiniowaną sytuację. Że gdzieś w kosmosie są pełnoprawni w Bożym porządku ludzie, kochają, dotarł do nich kerygmat, mają życie tak samo zorientowane. Ale ich świat wygląda inaczej niż nasz, ma inne ukształtowanie fizyczne, inne tam występują procesy chemiczne, jest inna biologia. Na przykład tym ludziom z kosmosu palą się cztery słońca, inna jest atmosfera, inny metabolizm. Jeden ich dzień jak nasz jeden rok, oddychają innymi gazami, ich ustrój inaczej pracuje. I nieco inaczej też wygląda. Są ludźmi, bo Bóg ich ludźmi stworzył, dał im rozum, wolną wolę, ciało materialne i jego funkcje, dał im pewien konkret życia, przemówił do nich przez Jezusa Chrystusa i chce ich zbawienia. Ale jednak ci ludzie inaczej się prezentują niż my, ich człowieczeństwo inaczej się jawi, bo ewoluowało w innym środowisku.</p>
<p>I teraz wyobraźmy sobie, że dochodzi  do spotkania. I nie poznajemy w przybyszach ludzi. Bo ich ciała, choć ludzkie, to jednak są nam nieznane. Widzimy coś obcego. Ich język nie pozwala nam na komunikację. I jak się zachowujemy? Czy nie bierzemy tych ludzi za przedmioty, za podludzi, czy nie gotujemy im jakiejś krzywdy? Oczywiście, pojawia się głos mądrych uczonych, którzy ogarnęli tych przybyszów, nawiązali z nimi więź, zauważyli, że w zupełnie innej konstytucji biologicznej kryją się ludzkie postawy takie same jak nasze. Kościół zaczyna apelować o miłość do nowo poznanych bliźnich, ale głos teologów nie jest słyszalny, zaczęły się eksterminacje, uchwalono prawo, że wolno zabijać nowych. Dlaczego?</p>
<p>Dlatego, że w nowych większość nie rozpoznała ludzi. Inaczej wyglądali, nie śmiali się tak jak my, nie jedli tak jak my, mieli inne kształty, bo na ich planecie były inne warunki. Zobaczyć człowieka w takiej strukturze jest rzeczą karkołomną. Trzeba się przedrzeć przez warstwę powierzchownych zależności. I trudno mieć tu do kogoś pretensję, że mu się to nie udało, zawiodły po prostu mechanizmy percepcyjne, rozum nie dostrzegł człowieka w człowieku, bo kontekst był niecodzienny.</p>
<p>Jakże inne to jest niż znane nam z przeszłości totalitaryzmy, na przykład nazizm. Naziści rozumnie kombinowali, jak z kogoś, kto jest rozpoznawany człowiekiem, kto się zachowuje zupełnie naturalnie, jak wszyscy, kto ma pewne standardowe życie, w zupełnie definiowalnych wspólnotach, uczynić podczłowieka. A w naszej opowieści pojawia się po prostu niemoc poznawcza. Ktoś patrzy na przybysza i człowieka w nim najnormalniej nie widzi. I cóż poradzić?</p>
<p>Podobnie, myślę, z przyzwoleniem na aborcję. Wiedzą Państwo, dlaczego niektórym tak łatwo przychodzi wzgardzić płodem i skąd apele, takiej na przykład Wandy Nowickiej, żeby aborcja była powszechnie możliwa? Rzecz jest prostsza niż się nam wydaje i nie ma niczego wspólnego z dynamiką rodzenia się nazizmu, do którego bardzo ochoczo przeciwnicy aborcji porównują  ruch proabrocyjny. Naziści odczłowieczyli Żydów szeregiem posunięć ideologicznych, z powodów politycznych, ekonomicznych i społecznych, bardzo rozbudowanymi procesami. A zwolennicy aborcji  w istocie nikogo nie odczłowieczają.</p>
<p>Oni pierwotnie, w pierwszym już kontakcie, automatycznie nie widzą w płodzie człowieka. Nie umieją go dostrzec w tej rzeczywistości. Jest to przed nimi jakoś zakryte. Po prostu brzuch matki jest nietransparentny. Nie widać, czy jest w nim człowiek, czy nie. A tym bardziej nie widać, gdy mówimy o okresie, gdy nie ma jeszcze płodu, a jest zarodek czy wcześniej zygota.</p>
<p>Można się posługiwać aparaturą, pokazywać zdjęcia wykonane ultrasonografem, można wieszać na ulicy plakaty udowadniające, że w łonie matki rozwija się życie, ale niektórzy ludzie i tak nie umieją uznać, że człowiekiem może być nie tylko ten byt, z którym rozmawiają, który mija ich na ulicy, który wykonuje jakieś działania, ale i jakieś „coś” podłączone do organizmu kobiety.</p>
<p>Po prostu sytuacja człowieka w jego okresie prenatalnym nie jest typowa dla międzyludzkich doświadczeń i poznawania drugiego człowieka. To jest coś wyjątkowego. Tak jak nietypową sytuacją dla relacji z drugim człowiekiem byłoby nagłe pojawienie się jakichś innych ludzi z kosmosu. W ich wypadku nie widzielibyśmy ich człowieczeństwa, ale ich inność cywilizacyjną i inną organizację ciała.</p>
<p>W wypadku płodu widać zaś matkę, to ona uchodzi za człowieka, skupia wzrok i uwagę, płód wydaje się być częścią niej, czymś podporządkowanym. To nie jest zła wola, że ktoś w rozwijającym się płodzie nie widzi człowieka, to jest po prostu naturalne ograniczenie jego zdolności percepcyjnych, pogubienie się, niezdolność popatrzenia szerzej, spoza klucza codziennych relacji. Ktoś codziennie widzi męża, brata, dzieci, mają dwie nogi, dwie ręce, mówią. Jak z takiego przyzwyczajenia przejść do widzenia ludzi na innym poziomie, bardziej fundamentalnym? To bywa często niemożliwe, ale na pewno nie świadczy o tym, że ktoś chce zła.</p>
<p>Spójrzmy na to naprawdę uczciwie, bez ideologicznego zacięcia, szczerze, może wtedy nie będziemy na zwolenników aborcji patrzeć jak na wyrachowanych morderców. Na ogół poznajemy ludzi w sytuacjach społecznych, w działaniu, w wyrazie twarzy, w słowach, w bliskości, w rozmowie, w jakiejś współpracy, a w tym wypadku ktoś nam nakazuje rozpoznać człowieka w czymś schowanym w organizm matki.</p>
<p>I naprawdę nie może dziwić, że ktoś takiego rozpoznania nie dokonuje, że jego wrażliwość nie widzi człowieka w sytuacji niestandardowej, w doświadczeniu innym niż dotyk, rozmowa, spojrzenie w oczy, usłyszenie głosu, dostrzeżenie ruchu. To jest całkiem możliwe, że ktoś ludzi widzi tylko w pewnej konkretnej przestrzeni i konfiguracji: ruszają się, robią coś, są wokół. A z płodem przecież tak nie jest.</p>
<p>Zamiast się zatem oburzać na zwolenników aborcji i nazywać ich mordercami czy nawet nazistami, warto się zastanowić, jak ludziom tłumaczyć, że płód jest człowiekiem. Jak ich do tego przekonywać, jak rozszerzać ich osobiste zdolności poznawcze, jakimi metodami. To zadanie dla filozofów, teologów, myślicieli, literatów. Dla całej humanistyki. Trzeba po prostu nauczyć ludzi poznawać człowieczeństwo bliźniego w różnych doświadczeniach skrajnych.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Jarosław Dudycz</em></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2011/11/10/filozofowie-do-roboty/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nieporozumienie</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Jul 2010 06:29:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Socjologia]]></category>
		<category><![CDATA[Spotkania]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1308</guid>
		<description><![CDATA[Siedzę sobie w Paryżu. Patrzę na Łuk Triumfalny, obserwuję kolorowy tłum i myślę o tym, jaki piękny jest świat, w którym kobiety ze wzajemnością kochają mężczyzn a mężczyżni ze wzajemnością kochają kobiety i cieszą się tym, że się pięknie różnią. To dzięki ich miłości rodzą się kochane przez nich dzieci. I to na paryskich ulicach przyciąga [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Siedzę sobie w Paryżu. Patrzę na Łuk Triumfalny, obserwuję kolorowy tłum i myślę o tym, jaki piękny jest świat, w którym kobiety ze wzajemnością kochają mężczyzn a mężczyżni ze wzajemnością kochają kobiety i cieszą się tym, że się pięknie różnią. To dzięki ich miłości rodzą się kochane przez nich dzieci. I to na paryskich ulicach przyciąga moją uwagę: dzieci otoczone opieką wpatrzonych w nie dorosłych.<br />
 I tak leniwie snując rozmyślania nad miłością, myślę jak zachwycająco różnorodne są jej postaci. Na przykład istnieje miłość do rodziców albo do przyjaciółki z młodości albo do jej córki. Te inne miłości są czasami nawet ważniesze niż miłość kobiety i meżczyzny, a często bardzo wzniosłe, ale tamta jest wyjatkowa, bo tylko w jej wyniku rodzą się dzieci.<br />
To tak na marginesie warszawskiej parady równości i imprez towarzyszących. Bo tak w ogóle, to przecież dobrze, że ludzie się kochają i nic mi do tego, kto kogo i za co. Natomiast robi mi się nieświeżo, jeśli wmawia mi się, że jestem homofobem, jeśli twierdzę to co napisałam powyżej. Przecież stwierdzam tylko oczywiste fakty, a muszę się z nich tlumaczyć jakby były moim złośliwym wymysłem.</p>
<p>Chodzi mi tylko o to, żeby jedno od drugiego odróżniać po prostu dlatego, że jest różne i że nie da się zaprzeczać Rzeczywistości bez popadania w absurd. Nie rozumiem, do czego i komu ten absurd jest potrzebny.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzieci i&#8230; abortowani głosu nie mają</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/25/dzieci-i-abortowani-glosu-nie-maja</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/25/dzieci-i-abortowani-glosu-nie-maja#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Nov 2009 22:35:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agata Słyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Internet]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[aborcja]]></category>
		<category><![CDATA[prawo do życia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1161</guid>
		<description><![CDATA[Bynajmniej nie chcę wywołać kolejnej jałowej dyskusji. Kiedy jednak podesłano mi link do tego nagrania, pomyślałam, że oto można usłyszeć głos &#8220;drugiej strony&#8221; w ogólnoświatowej debacie nad aborcją. Argumenty mówiące o prawie kobiet do decydowania o życiu lub śmierci ich dzieci bazują na emocjach; odwołują się do wolności, do prawa o samodecydowaniu o sobie. To [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Bynajmniej nie chcę wywołać kolejnej jałowej dyskusji. Kiedy jednak podesłano mi link do tego nagrania, pomyślałam, że oto można usłyszeć głos &#8220;drugiej strony&#8221; w ogólnoświatowej debacie nad aborcją. Argumenty mówiące o prawie kobiet do decydowania o życiu lub śmierci ich dzieci bazują na emocjach; odwołują się do wolności, do prawa o samodecydowaniu o sobie.<br />
To wideo jest również bardzo emocjonalne i również odwołuje się do podstawowych praw człowieka: do zdrowia, do godności, wolności wyboru. I do życia&#8230; (hmm..! ale to przecież takie oczywiste!)</p>
<p><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/NpOFcqrqBa0&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/NpOFcqrqBa0&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></p>
<p><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/1qa8EwCU38w&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/1qa8EwCU38w&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/25/dzieci-i-abortowani-glosu-nie-maja"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/25/dzieci-i-abortowani-glosu-nie-maja" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/25/dzieci-i-abortowani-glosu-nie-maja" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/25/dzieci-i-abortowani-glosu-nie-maja/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wojna o krzyż</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/18/wojna-o-krzyz</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/18/wojna-o-krzyz#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Nov 2009 15:49:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1158</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy wojna o krzyże stanie się tematem kolejnego polskiego sporu ideologiczno-politycznego, zdewaluujemy symbol, którego połowa dyskutantów tak mocno broni. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł niedawno, że wieszanie krzyży w klasach szkolnych to naruszenie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz wolności religijnej uczniów. Orzeczenie to ETPC wydał w sprawie mieszkającej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Kiedy wojna o krzyże stanie się tematem kolejnego polskiego sporu ideologiczno-politycznego, zdewaluujemy symbol, którego połowa dyskutantów tak mocno broni. </strong></p>
<p>Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł niedawno, że wieszanie krzyży w klasach szkolnych to naruszenie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz wolności religijnej uczniów. Orzeczenie to ETPC wydał w sprawie mieszkającej we Włoszech Finki, która od 2002 r. bezskutecznie próbowała w sądach włoskich dochodzić prawa do wychowania dzieci zgodnie z przekonaniami – ateistycznymi.</p>
<p>Wyrok Trybunału nie wiąże wszystkich krajów-członków Rady Europy (nie Unii Europejskiej), ale jest sygnałem dla tych, w których może zaistnieć problem podobny do włoskiego. Na przykład dla Polski, w której krzyż jest w szkołach obecny. Według interpretacji ETPC stanowi to naruszenie europejskiej konwencji praw człowieka.</p>
<p><span id="more-1158"></span></p>
<p>Możliwe zatem, że ktoś poskarży się na Polskę (choć najpierw będzie musiał wyczerpać drogę sądową w kraju). Ale nawet bez tego wybucha już u nas polityczno-ideologiczna wojna o krzyże. Niestety nie ma szans na to, by dyskusja osiągnęła wyższy poziom niż choćby spór o lustrację. Najpewniej skompromituje się sama. Do gry wejdą politycy i telewizja, będziemy używać krzyża do waliki politycznej i zdewaluujemy symbol, którego przynajmniej połowa dyskutantów chciałaby bronić.</p>
<p>„Świeccy bigoci zwalczają krzyże” – <a href="http://www.deon.pl/religia/kosciol/komentarze/art,35.html" target="_blank">straszy w komentarzu o. Dariusz Kowalczyk SJ</a>. „Komuniści walczący z krzyżami to byli jednak amatorzy” – ironizuje. Jeśli nawet podzielam częściowo jego obawy, uważam ten głos w dyskusji za duże uproszczenie, a ostre sądy za broń obosieczną.</p>
<p>Nie pomagają wypowiedzi o. Kowalczyka, który rysuje porównanie sprawy Lautsi przeciwko Włochom do sprawy Alicji Tysiąc: „której ten sam Trybunał nakazał wypłacić odszkodowanie za straty moralne spowodowane brakiem możliwości odwołania się od odmowy wyskrobania jej dziecka”.</p>
<p>Orzeczenie Trybunału w Strasburgu skłania do postawienia pytań o miejsce chrześcijaństwa i jego symboli sferze publicznej w Europie i w Polsce. Jeszcze na studiach mój były wykładowca opowiadał z lekką pogardą o tym, jak na początku lat 90. zaczęto u nas manifestować publicznie wiarę, święcić wszystko, co się da. Z drugiej strony ze zrozumieniem dla tej reakcji po dziesięcioleciach waliki państwa z Kościołem tłumaczył tę potrzebę obecności religii w życiu społeczno-politycznym jeden z pierwszych ministrów spraw wewnętrznych po 89 r. Potrzeba religijnej manifestacji nie ominęła jego urzędu, dawniej centrali milicji.</p>
<p>Jeżeli zaraz po przemianach 1989 r. ta naturalna potrzeba była silna, o tyle później ewoluowała. W różnym czasie w różnych państwach Europy stosunek do religii i ich symboli jest inny. Na przykład XIII-wieczny kościół dominikanów w Maastricht uratowano tylko dzięki temu, że sieć księgarni Selexyz urządziła w nim swój sklep. <a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/5,80530,7175463,Marsz_do_kosciola.html?i=9" target="_blank">To dziś najpiękniejsza księgarnia na świecie</a>. Ale też – pusty kościół.</p>
<p>Czy tak korzystna dla Polski integracja europejska pociągnie za sobą sekularyzację – to chyba główne pytanie, które się nasuwa w związku z orzeczeniem ETPC.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/18/wojna-o-krzyz"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/18/wojna-o-krzyz" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/18/wojna-o-krzyz" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/11/18/wojna-o-krzyz/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To mogłabym być ja</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2009/06/04/to-moglabym-byc-ja</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2009/06/04/to-moglabym-byc-ja#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Jun 2009 08:02:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czyta się]]></category>
		<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[ATD Czwart Świat]]></category>
		<category><![CDATA[Joseph Wrzesinski]]></category>
		<category><![CDATA[nędza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1006</guid>
		<description><![CDATA[Właściwie, gdy się nad tym wcześniej zastanawiałam, nie miałam żadnych wątpliwości. Liczy się przede wszystkim interes dziecka. Więc gdy znajoma lekarka opowiedziała mi pewnego dnia, z przejęciem, którego powinna się już była dawno pozbyć po latach pracy w szpitalu położniczym, że właśnie dzisiaj miała miejsce jedna z wielu podobnych historii pozbawienia praw rodzicielskich matki, która [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Właściwie, gdy się nad tym wcześniej zastanawiałam, nie miałam żadnych wątpliwości. Liczy się przede wszystkim interes dziecka. Więc gdy znajoma lekarka opowiedziała mi pewnego dnia, z przejęciem, którego powinna się już była dawno pozbyć po latach pracy w szpitalu położniczym, że właśnie dzisiaj miała miejsce jedna z wielu podobnych historii pozbawienia praw rodzicielskich matki, która jest narkomanką, pomyślałam – bardzo słusznie. Ale lekarka kontynuowała: tak, to prawda, że matka ćpała, tak, nie miała partnera, pomieszkiwała tu i tam, ale dlaczego sądowi wystarczyły zaledwie dwie godziny na podjęcie decyzji? Matka miała dwadzieścia kilka lat i było to jej pierwsze dziecko. Interesowała się nim po porodzie, przytulała, karmiła.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Trudno, mówiłam, jest uzależniona, nie podjęła leczenia, łatwo sobie wyobrazić, co byłoby z dzieckiem, gdyby je dostała i wyszła z nim ze szpitala. A tak, dziecko trafi do adopcji i będzie miało kochających rodziców, którzy o nie zadbają, dla których będzie skarbem. Społeczeństwo ma prawo bronić najsłabszych przed niebezpieczeństwem i degradacją. A nawet więcej: społeczeństwo ma obowiązek chronić bezbronne życie nowo narodzonego dziecka. Jaki byłby jego los, gdyby sąd nie zainterweniował? Przecież nie można dopuścić do tragedii. Tu nie ma miejsca na sentymenty. Ta narkomanka sam sobie jest winna.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Tak, to wszystko prawda.<span id="more-1006"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">A jednak coś zaczęło mnie nurtować, bo była to konkretna sprawa. Znałam za wiele szczegółów: wygląd matki, coś z jej historii życia, <span> </span>niektóre jej zachowania, stan i płeć dziecka. Wiedziałam, gdzie się to odbywało. Dlatego w pewnej chwili po prostu musiałam sobie ją wyobrazić i przez moment, w porywie kobiecej solidarności, postawiłam się na jej miejscu.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span> </span>Wyobraziłam sobie jak by to było, gdym to była ja. Oto jestem: brudna, zaniedbana, zmarnowana, cierpiąca, opuszczona. Nie umiem sobie poradzić z najprostszymi sprawami. Pogardzają mną. Nikt się ze mną nie liczy. Nie dojadam, w mojej głowie szum. Życie toczy się obok mnie i oglądam je jak przez mgłę.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">I rodzę dziecko. Przedtem noszę je w sobie, czuję jak rośnie, jak się porusza. Wreszcie wydaję je na świat. Moje. Z mojego ciała. Spod mojego serca. Piękne.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">A zaraz potem nie pytając mnie o zdanie zabierają mi je? Jeśli nie mam prawa do mojego dziecka, to nie mam żadnych praw! Czy jestem psem, czy człowiekiem? <span> </span>Chyba nawet psy mają lepiej.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Majestat sądu i porządek społeczny. Zasady, prawo, racje, sprawiedliwość. W oczach tej kobiety z pewnością wszystko to zamienia się na bezwzględną przemoc i gwałt na jej człowieczeństwie. Powtarzam: jeśli nie ma ona nawet prawa do dopiero co urodzonego przez siebie dziecka i może ktoś przyjść i powiedzieć: „My już pani dziękujemy, niech się pani stąd zabiera”, to jakie jeszcze prawa jej pozostają?</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Jak na zawołanie mój wzrok pada na książkę, którą otrzymałam w prezencie prawie rok temu, ale ciągle odsuwałam jej lekturę: „Ujrzymy słońce” o. Józefa Wrzesińskiego. Autor jest założycielem ruchu „ATD Czwarty Świat”, zajmującym się ludźmi tak biednymi, że nie mają żadnych praw. Założyciel pochodzi z takiej rodziny. Urodził się we Francji. Jego matka była Hiszpanką a ojciec Polakiem, stąd polskie nazwisko. Został kapłanem i po paru latach stwierdził, że jego powołaniem jest praca wśród tych, których cywilizowane społeczeństwa zepchnęły w niebyt. Opisuje sytuację tych ludzi jakby z wnętrza. On wie, jak to jest, jak przeżywa się głód i upokorzenia i jak mimo wszystkich zagrożeń cenną dla niego rzeczą była rodzina, której nie zamieniłby nigdy na żadną rodzinę zastępczą. Autor oskarża nasze dostanie, sprawnie zorganizowane, racjonalne społeczeństwa. Obok nas żyją ludzie, których nie traktujemy jak ludzi, których odsuwamy do takich miejsc, żeby ich widok nam nie przeszkadzał. Pisze: „Nędza wydaje się nam przeciwieństwem łaski, Tym, co nie znają z bliska człowieka żyjącego w nędzy, wydaje się on nie człowiekiem cierpiącym, lecz budzącym odrazę wyrzutkiem społeczeństwa. Wystawiony na nieustanne ryzyko, bez wykształcenia, odarty z wszelkiej nadziei, żyjący w zniszczonej rodzinie, jest niewygodny dla naszych wypucowanych sumień, zarazem słabych i tchórzliwych. Jakże mielibyśmy uznać go za równego nam? Oznaczałoby to, że pozwalamy mu zakwestionować nas samych, społeczeństwo, w którym odgrywamy ważną rolę, to, jak żyjemy i w co wierzymy.”</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Pisze o tym jak porządek narzucany siłą rodzi agresję w poniżanym, który staje się gwałtownikiem i furiatem i jak „ci, którym nie dokucza bieda, schodzą z drogi owemu szaleńcowi, zadowoleni, że zrobili to w odpowiednim momencie. Unikają jak mogą tego wzburzonego, nieobliczalnego człowieka, który zasłużył sobie na swój los. Nie można mu już pomóc. Z niego już nigdy nic nie będzie. Kościoły w swojej wyniosłości będą się do niego odnosić ostrożnie albo pobłażliwie. W ten oto sposób sytuacja nędzarza w naszym sytym świecie stała się najbardziej tragiczna ze wszystkich, jakich kiedykolwiek w historii doświadczał człowiek. Nigdy jeszcze nędzarz nie był tak jak dzisiaj sponiewierany, poraniony, zniewolony, pozbawiony swoich praw, honoru i miłości; oto człowiek, któremu zadano totalny gwałt w imię rozumu, sprawiedliwości, ustalonego porządku”</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Jego książka i stworzony przez niego ruch jest dramatycznym apelem, żeby nędzarza nie odrzucać, nie zapominać o nim, nie usprawiedliwiać obecnego stanu rzeczy, gdyż: „Uczynić centrum z najuboższego, to tyle, co objąć w jednym człowieku całą ludzkość. Nie oznacza to że przestajemy widzieć rzeczywistość, że przymykamy oczy. Zbliżamy się do tego człowieka do granic miłości, a miłość nie ma granic, nie zamyka<span> </span>się, nie panuje nad sobą, jest zawsze szaleństwem.”</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/06/04/to-moglabym-byc-ja"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2009/06/04/to-moglabym-byc-ja" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2009/06/04/to-moglabym-byc-ja" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2009/06/04/to-moglabym-byc-ja/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wszystko na sprzedaż</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/26/wszystko-na-sprzedaz</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/26/wszystko-na-sprzedaz#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Sep 2008 22:07:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=475</guid>
		<description><![CDATA[Pomyślałam, że jesteśmy świadkami wchodzenia społeczeństw w kolejne stadium rozwoju, kiedy usłyszałam o nadspodziewanie szerokim i entuzjastycznym odzewie, z jakim spotkała się kampania reklamowa firmy Kimberley-Clark zatytułowana „Let it out”. Pomysł był prosty: skoro reklama ma oddziaływać na prawą półkulę mózgu, która jest siedliskiem emocji, a w której również skrywają się procesy należące do podświadomości, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="justify;">Pomyślałam, że jesteśmy świadkami wchodzenia społeczeństw w kolejne stadium rozwoju, kiedy usłyszałam o nadspodziewanie szerokim i entuzjastycznym odzewie, z jakim spotkała się kampania reklamowa firmy Kimberley-Clark  zatytułowana „Let it out”. Pomysł był prosty: skoro reklama ma oddziaływać na prawą półkulę mózgu, która jest siedliskiem emocji, a w której również skrywają się procesy należące do podświadomości, to trzeba związać silne emocje z produktem, który jest reklamowany. Wytworzy to potrzebę nabywania tego produktu, a o to właśnie chodzi.</p>
<p class="MsoNormal" style="justify;">Biorąc ten mechanizm pod uwagę autorzy kampanii wpadli na pomysł, żeby skłaniać ludzi, przechodniów wielkich miast USA i Wielkiej Brytanii, do zwierzania się „dobremu słuchaczowi” na błękitnych (kolor firmowy) kanapach ustawionych na ruchliwych ulicach. Słuchaczem był jakiś znany aktor, a koło kanapy ustawiony był stolik z pudełkiem chusteczek Kleenex, którymi chętni do zwierzeń ocierali sobie łzy, po tym jak z siebie wyrzucili skrywane dotąd emocje.</p>
<p class="MsoNormal" style="justify;">Bo to jest tak &#8211; kombinowali twórcy kampanii &#8211; człowiek chce wyrażać silne emocje, ale nie ma po temu okazji, tłumi je więc w sobie i źle się z tym czuje. Jeśli da mu się szansę, żeby bez wysiłku, ryzyka i niepotrzebnej straty czasu wyrzucił je z siebie, to poczuje się znacznie lepiej. Jeśli zaś w tym wydarzeniu weźmie udział chusteczka, to będzie się dobrze kojarzyć i za nią potencjalny klient zacznie tęsknić jako za czymś, co przynosi ulgę.<span id="more-475"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="justify;">Dawniej zwykły człowiek zanadto zajęty był walką o przetrwanie, żeby wgłębiać się w to, dlaczego czuje to, co czuje. Po prostu czuł. Mógł o swych uczuciach stworzyć pieśń, albo zadumać się chwilę nad nimi w samotności, lub kogoś mocno przytulić do piersi, albo spojrzeć mu głęboko w oczy czy – w przypadku negatywnych emocji &#8211; zazgrzytać zębami albo rzucić się na kogoś z pięściami. Potem nastały czasy łatwiejszego życia i człowiek zachłysnął się sobą. Zaczął roztrząsać i rozbierać swe uczucia na czynniki pierwsze. Stały się one najpierw wstydliwe, potem cenne, potem znów zaczęły przeszkadzać, bo gromadziło się ich wciąż więcej i więcej. Nie wystarczało już być dla kogoś dobrym ani opiekuńczym, trzeba było nazwać uczucia, które takie zachowanie wywoływały. Z tymi wszystkimi uczuciami, które wypłynęły na światło dzienne trzeba było następnie dać sobie radę. Trzeba było znaleźć kogoś, z kim można było się nimi podzielić. Można było się zwierzyć przyjacielowi lub żonie, komuś bliskiemu. Szukać u nich potwierdzenia słuszności wyborów podyktowanych emocjami albo szukać wsparcia lub porady czy też drogi wyprowadzającej z błędu.</p>
<p class="MsoNormal" style="justify;">Później nastała era kozetek u psychoanalityków i niezliczonych sesji terapeutycznych.</p>
<p class="MsoNormal" style="justify;">A teraz? Chyba idzie nowe. Ta oto kampania reklamowa pokazała, że członkowie zaawansowanych rozwojowo społeczeństw &#8211; Amerykanie i Brytyjczycy &#8211; nie mają na terapię czasu! Nie mają czasu na własne uczucia. Nie mają czasu, żeby je wyrazić i dlatego, po drodze do pracy, w biegu, w pośpiechu ale ochoczo, wyrzucają z siebie jakiemuś obcemu człowiekowi to, co ich cieszy czy boli. Już nie przyjacielowi ani terapeucie, który – teoretycznie przynajmniej – starał się pomóc. Teraz przyjacielem nie zostaje ten człowiek, któremu się zwierzają. Nie oczekują od niego niczego, poza tym, że będzie ich przez kilka minut słuchał. Charakterystyczne przy tym, że tym człowiekiem jest znany aktor. Więc jest to ktoś niby-znajomy i ktoś niby-prawdziwy. Przez to, że jest aktorem, tylko jedną nogą należy do rzeczywistego świata: on gra, jego zachowanie to teatr. Dlatego ten człowiek, który na chwilę przysiada na błękitnej kanapie ma poniekąd świadomość, że bierze udział w spektaklu. <span> </span>Jednak sztuką, którą przede wszystkim odgrywa, jest zdyszany bieg przez życie i na kanapie. chce wyjść z roli i odpocząć. Widzi, że puszcza się do niego oko, a mimo to odkrywa swoje prawdziwe emocje.</p>
<p class="MsoNormal" style="justify;">Lecz jeśli chce chwili prawdy, to spotka go rozczarowanie: dostaje nową rolę. Rolę, w której płacze.</p>
<p class="MsoNormal" style="justify;">W wyniku tej inscenizacji ma się wrażenie, że w całym tym zaplątaniu tylko ocierająca łzy chusteczka jest autentyczna. Tylko dzięki chusteczce człowiek na kanapie wie, że jego łzy nie były na niby. Niestety wydaje się, że &#8220;nowe&#8221; polega na tym, że ludzie tak chętnie godzą się na to, co kiedyś uznaliby za drwinę z siebie: na to, żeby chusteczka była ich świadkiem i przyjacielem.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/26/wszystko-na-sprzedaz"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/26/wszystko-na-sprzedaz" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/26/wszystko-na-sprzedaz" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/26/wszystko-na-sprzedaz/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Von Marschall: Czym Obama różni się od Tuska?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Sep 2008 20:10:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[obama]]></category>
		<category><![CDATA[usa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=412</guid>
		<description><![CDATA[Jak różnie patrzą na wybory w Ameryce Polacy i Niemcy, można było się przekonać na spotkaniu z Christophem von Marschallem, autorem książki „Barack Obama czarnoskóry Kennedy” wczoraj w redakcji Polityki. – W Niemczech pytają, dlaczego jestem wobec Obamy tak krytyczny, a tu, w Polsce, dlaczego się nim tak fascynuję – mówił o odbiorze swojej książki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak różnie patrzą na wybory w Ameryce Polacy i Niemcy, można było się przekonać na spotkaniu z Christophem von Marschallem, autorem książki „Barack Obama czarnoskóry Kennedy” wczoraj w redakcji Polityki. – W Niemczech pytają, dlaczego jestem wobec Obamy tak krytyczny, a tu, w Polsce, dlaczego się nim tak fascynuję – mówił o odbiorze swojej książki von Marschall, redaktor berlińskiej gazety Der Tagesspiegel, od 2005 r. korespondent w Waszyngtonie.</p>
<p>Nic dziwnego, jeśli przypomnieć sobie, że Obama zgromadził na wiecu w Berlinie 200 tys. ludzi, czyli więcej niż na jakimkolwiek wiecu w USA. Czy to „prawdziwy łowca ludzi”, jak nazywa demokratycznego kandydata na prezydenta von Marschall? I dlaczego go tak nazywa, pytał prowadzący spotkanie Marek Ostrowski.  – Ludzie są zmęczeni tradycyjną polityką, także Kongresu, dla którego poparcie jest bardzo niskie. Nazywają go „Do Nothing Congress” – tłumaczył von Marschall. Nie robiący nic, bo sparaliżowany przez rywalizację dwóch obozów. Wg autora książki, dopiero Obama ma szansę pojednać Republikanów i Demokratów.</p>
<p>I może to zrobić właśnie teraz. Bo, jak mówi von Marschall, „To powinien być rok Demokratów. Notowania Partii Demokratycznej są znacznie wyższe niż Republikanów”. Ale nie przekłada się to na notowania kandydatów z obu partii. Czy z powodu koloru skóry Obamy? Von Marschall: &#8211; Jeszcze trudniejszy do przełknięcia dla Amerykanów będzie może nie mulat Obama, ale jego czarno-czarna żona Michelle Obama.</p>
<p>Wszyscy chcą być łatwiejsi przełknięcia, dlatego Obama wziął na kandydata na swojego wiceprezydenta jakby McCaina – Joe’go Bidena, a McCain – Sarah Palin. W każdym razie będą to bardzo ciekawe wybory, a obaj kandydaci są dobrzy. Sam raczej obstawiam McCaina. Ale oddolny ruch poparcia dla Obamy i ta rekordowa liczba 1,7 mln Amerykanów, którzy przekazali pieniądze na jego kampanię przez internet – to robi wrażenie.</p>
<p><a href="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2008/09/okladka_0bama200.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-413" title="okladka_0bama200" src="http://www.blogpowszechny.pl/wp-content/uploads/2008/09/okladka_0bama200.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a><br />
<span id="more-412"></span><br />
<object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="344" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/wKsoXHYICqU&amp;hl=en&amp;fs=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/v/wKsoXHYICqU&amp;hl=en&amp;fs=1" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="344" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/jjXyqcx-mYY&amp;hl=en&amp;fs=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/v/jjXyqcx-mYY&amp;hl=en&amp;fs=1" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/09/12/von-marschall-czym-obama-rozni-sie-od-tuska/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Księża powrócą po Igrzyskach</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/08/09/ksieza-powroca-po-igrzyskach</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/08/09/ksieza-powroca-po-igrzyskach#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 09 Aug 2008 10:46:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dariusz Kowalczyk SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=314</guid>
		<description><![CDATA[Mówią, że ceremonia otwarcia Olimpiady w Pekinie zaszokowała świat swoją wspaniałością. Osobiście nie czuję się radośnie zszokowany. Towarzyszy mi raczej pewien niepokój i zażenowanie. Kiedy zobaczyłem setki precyzyjnie zsynchronizowanych Chińczyków krzyczących i grających precyzyjnie na bębnach, pomyślałem, że to doskonała ilustracja ideologii, w której „jednostka zerem, jednostka bzdurą”. Liczy się bezduszny system i wytrenowanie posłusznych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Mówią, że ceremonia otwarcia Olimpiady w Pekinie zaszokowała świat swoją wspaniałością. Osobiście nie czuję się radośnie zszokowany. Towarzyszy mi raczej pewien niepokój i zażenowanie. Kiedy zobaczyłem setki precyzyjnie zsynchronizowanych Chińczyków krzyczących i grających precyzyjnie na bębnach, pomyślałem, że to doskonała ilustracja ideologii, w której „jednostka zerem, jednostka bzdurą”. Liczy się bezduszny system i wytrenowanie posłusznych systemowi trybików.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Zapewne dam się – przynajmniej w pewnym momentach – ponieść emocjom olimpijskiej rywalizacji. Będę śledził występy polskich sportowców, podziwiał kunszt najlepszych, czytał zestawienia i medalowe statystyki. A jednak nie opuści mnie przeczucie, że uczestniczę w jakiejś światowej hucpie, w której komunistyczny chiński zamordyzm będzie udowadniał światu, iż jest potężny, ergo, ma rację. A świat będzie udawał, że generalnie jest pięknie&#8230;</span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Mówi się dużo o męczeństwie Tybetańczyków. I słusznie! Ja poczytałem trochę o losie katolików w Chinach. Z raportu organizacji „Kościół w Potrzebie” na temat prześladowań chrześcijan w latach 2005-2006 możemy się dowiedzieć, że w momencie oddania raportu do druku „co najmniej dwóch biskupów przebywało w więzieniu, podczas gdy 13 innym uniemożliwiono sprawowanie posługi duchowej; około 20 księży było w więzieniu lub zaginęło. Oskarża się ich o sprawowanie nielegalnych Mszy świętych i głoszenie rekolekcji”. Raport opisuje wiele konkretnych przypadków pobić, zastraszeń i rozmaitych prześladowań chrześcijan.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Niektórzy wyrażali nadzieję, że Olimpiada przyczyni się do zmiękczenia postępowania władz chińskich. Niestety, nic na to nie wskazuje. Wręcz przeciwnie! Serwisy donoszą: Na czas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie władze chińskie nałożyły szereg restrykcji na duchowieństwo Kościoła „podziemnego” (wiernego Stolicy Apostolskiej). Wielu biskupów i księży otrzymało pod koniec lipca zakaz sprawowania sakramentów i prowadzenia pracy duszpasterskiej. Wobec ścisłej kontroli, wprowadzonej przez władze miejskie Pekinu, księża z nieuznawanego przez państwo Kościoła „podziemnego” pracujący na co dzień w stolicy Chin, opuścili miasto, zamierzając powrócić po zakończeniu Igrzysk. Niektórzy biskupi „podziemni” zostali umieszczeni w areszcie domowym i znajdują się pod ścisłym nadzorem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="0cm 0cm 0pt;"><span style="Times New Roman;">Olimpiada będzie zapewne wielkim sukcesem organizacyjnym i sportowym Chin. Jak się skończy, to jedni księża wrócą do Pekinu, a inni wyjdą z aresztu domowego. Ci w więzieniach pozostaną tam, gdzie są. A może mimo wszystko coś drgnie? Ech! Ta nadzieja!</span></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/08/09/ksieza-powroca-po-igrzyskach"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/08/09/ksieza-powroca-po-igrzyskach" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/08/09/ksieza-powroca-po-igrzyskach" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/08/09/ksieza-powroca-po-igrzyskach/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Daleki strajk</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/15/daleki-strajk</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/15/daleki-strajk#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Jul 2008 20:08:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/15/daleki-strajk</guid>
		<description><![CDATA[Ukoronowaniem naszej wyprawy do Peru miało być legendarne Machu Picchu. Było nas dwanaścioro plus nasza przewodniczka. Już się poznaliśmy. Jeździliśmy razem drogami i dróżkami Peru od niemal trzech tygodni. Część z nas tylko po to, żeby znaleźć się na Machu Picchu. I raptem plan zaczął się załamywać, bo zapowiadany w zeszłym tygodniu na jeden dzień [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ukoronowaniem naszej wyprawy do Peru miało być legendarne Machu Picchu. Było nas dwanaścioro plus nasza przewodniczka. Już się poznaliśmy. Jeździliśmy razem drogami i dróżkami Peru od niemal trzech tygodni. Część z nas tylko po to, żeby znaleźć się na Machu Picchu. I raptem plan zaczął się załamywać, bo zapowiadany w zeszłym tygodniu na jeden dzień strajk transportowców przedłużono w ostatniej chwili o dodatkowy dzień: 8 lipca, ten właśnie dzień, w którym mieliśmy dojechać do celu.</p>
<p>Na początku nie zdawaliśmy sobie sprawy z dramatu. Strajk to strajk, cóż to nas może obchodzić? Zawsze można znaleźć prywatny samochód, albo kogoś, kogo strajk nie będzie dotyczył. Tylko nasza przewodniczka, mieszkająca w Peru Polka, wydawała się zgnębiona. Zapowiedziała wieczorem, tuż po tym jak dotarliśmy do hostelu w Cusco, że jeśli wiadomości się potwierdzą, mamy w ciągu dziesięciu minut stawić się spakowani i gotowi do odjazdu przed hotelem. Inaczej &#8211; klapa. Byliśmy wykończeni po całym dniu jazdy i poprzedniej nocy spędzonej u Indian na wyspie na jeziorze Titicaca, gdzie nie można było się umyć i warunki były zdecydowanie prymitywne, a Indianie &#8211; żeby nas dobrze przyjąć &#8211; zorganizowali tańce wokół ogniska trwające do późna w nocy. Niestety sprawdził się czarny scenariusz, zdążyliśmy tylko wziąć prysznic w Cusco i zamiast ułożyć się spać, trzeba było znowu ruszać w drogę.  A rankiem następnego dnia, zaopatrzeni w wodę, wyruszyliśmy z miejscowości Olantaytambo z jak najmniejszymi plecaczkami na dwudniową wyprawę.</p>
<p><span id="more-292"></span> Najpierw wsiedliśmy na pakę ciężarówki należącej do miejscowego rolnika, który wracał do domu i mógł nas podwieźć jakieś trzydzieści kilometrów. Mieliśmy przykazane, żeby się do siebie nie odzywać, siedzieć w pozycji skulonej tak, by nikt z  zewnątrz nie mógł nas zauważyć i zakrywać ramionami głowy, gdyby posypały się na nas kamienie. Pokornie spełnialiśmy wszystkie polecenia. Co chwila zatrzymywaliśmy się, ale nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Wreszcie hasło: wysiadać. Niestety do stacji kolei i końca drogi samochodowej pozostało jeszcze czternaście kilometrów. Po wyjściu zorientowaliśmy się, na czym polega ten niezrozumiały wcześniej przez nas strajk: na drodze przed nami leżały stosy głazów zrzucone z wysokiego pobocza (tu wszędzie są góry). Nie było wątpliwości – dalej samochód nie pojedzie. Niespodziewanie mamy więc do przejścia na piechotę nie dwadzieścia osiem, lecz czterdzieści dwa kilometry. Nikt się nie wycofuje. Jest to przecież dla nas jedyna szansa na zobaczenie Machu Picchu. Wszystko we mnie zamiera z niepokoju: czy dam radę? Postanawiam maksymalnie oszczędzać siły i nie odzywam się niepotrzebnie, nie przyspieszam ani nie zwalniam, skupiam się na  marszu, na następnym kroku, na tym, żeby tak stawiać nogi, żeby chronić ugniatane przy każdym zetknięciu z podłożem miejsca na stopach.</p>
<p>Jest zima. Jesteśmy blisko równika, na wysokości około dwóch tysięcy metrów, dzień trwa trochę mniej niż dwanaście godzin. Musimy więc iść szybko, bo nie zdążymy przed zmrokiem i będziemy musieli iść po ciemku. Pierwszy etap wzdłuż normalnej drogi przebywamy sprawnie &#8211; mamy średnią prędkość sześć kilometrów na godzinę. Na 82 km przy stacji kolejowej miejscowe kobiety ostrzegają nas przed strażnikami, którzy mogą nie wpuścić nas na tory. Przewodniczka na wszelki wypadek przygotowuje dla nich łapówkę. Jednak strażnicy nie interesują się nami – nie wiadomo jakie mają zadania, po prostu tam tkwią. Droga samochodowa się skończyła i zaczynamy iść po torach. Między podkładami wysypany jest gruby tłuczeń, po którym stąpa się bardzo niewygodnie. Maszerujemy Świętą Doliną Inków. Towarzyszy nam szum wartkiej rzeki płynącej kamienistą doliną. Poza tym jest cicho, bezludnie i zielono. Zerkam na święte góry z podziwem, ale tylko krótkimi rzutami oka, bo trzeba ciągle patrzeć pod nogi, żeby nie skręcić kostki, albo nie wpaść stopą pomiędzy podkłady w tych miejscach, gdzie tory wiszą w powietrzu nad strumykami i gdzie zamiast na tłuczeń stopa może natrafić na pustkę.</p>
<p>Rano było wściekle zimno a teraz robi się gorąco. Postanawiamy robić krótkie odpoczynki co godzinę. Podczas kolejnych przerw sprawdzamy nasze tempo i  coraz bardziej niepokoimy się o to, czy zdążymy przed zmrokiem. No, cóż, to była dla wszystkich próba wytrzymałości. Ostatnią godzinę szliśmy w ciemności w tempie 3 km/godz. Jeden z uczestników mdlał z wysiłku. Wszyscy mieliśmy całe stopy w pęcherzach. Słanialiśmy się ze zmęczenia, ale dotarliśmy do celu marszu, którym była tabliczka z napisem 110 km i za nią miasteczko Aguas Calientes.</p>
<p>Następnego dnia cieszyliśmy się nagrodą &#8211; co prawda chodziliśmy jak paralitycy, ale oglądaliśmy Machu Picchu, tym bardziej tajemnicze, że puste w wyniku strajku. Dowiózł nas na miejsce elegancki busik, którego strajk nie obowiązywał. Ujrzeliśmy zachwycający cud przyrody i cud ludzkiego kunsztu urbanistycznego, który przyrodę w tym miejscu koronuje nic jej nie ujmując ani jej nie raniąc. Inkaskie imponujące miasto jaśniało w ostrym górskim równikowym słońcu, idealnie wkomponowane w krajobraz, umiejscowione na jedynym w miarę płaskim miejscu pośród sterczących pionowo, porośniętych dżunglą gór.</p>
<p>Na pewno nigdy nie zapomnimy ani tego widoku ani wysiłku i determinacji, jaki włożyliśmy, żeby móc cieszyć nim nasze oczy. Nie dość nam było wyczynu. Mieliśmy tak podniosły nastrój, że postanowiliśmy wejść na okoliczne szczyty. Jedni na Machu Picchu, inni na Wayno Picchu, jeszcze inni trawersem do wrót prowadzących do doliny.</p>
<p>Oprócz piękna świata, tak oczywistego w tym miejscu, pamiętać będę jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza to miejscowi Indianie zdążający w przeciwną niż my stronę. Pojawiali się na torach spoceni, strudzeni, obciążeni ogromnymi, ciężkimi tobołami przytroczonymi do pleców. Niektórzy biegli po naszych torach w przeciwnym kierunku wprawiając nas tym w nieme osłupienie. My ledwie szliśmy, a oni biegli z ciężarem na grzbiecie. I to pewnie nie po raz pierwszy. Przyszło mi do głowy, że w odróżnieniu od nas oni naprawdę nie mają wyboru. Nie biegną z ciekawości zobaczenia sławnego z urody miejsca, ale z potrzeby zarobienia paru groszy. I – co najbardziej zdumiewające – mimo okropnego wysiłku, starczało im sił na skierowanie na mnie wzroku i wypowiedzenie pozdrowienia „buenos dias’, a w dalszej części dnia „buenos tardes”. U tych prostych, spracowanych ludzi potrzeba pozdrowienia napotykanego człowieka była więc silniejsza niż ból i zmęczenie!</p>
<p>A drugim przeżyciem było to, jak zakończyła się przygoda koleżanki z naszej grupy. Na nieszczęście zostawiła ona w skromnym hoteliku pod Machu Picchu aparat fotograficzny z dużą kwotą pieniędzy w futerale i spostrzegła to dopiero po wyjeździe, gdy znów byliśmy w Cusco odległym o ponad sto kilometrów. Telefon do hotelu i natychmiastowe potwierdzenie: JEST. Przeliczono pieniądze. Ku mojemu zaskoczeniu aparat i pieniądze – nietknięte &#8211; zostały dostarczone przez umyślnego posłańca, jakiegoś znajomego właściciela hoteliku, który jechał do Cusco jeszcze tego samego wieczora.</p>
<p>A spodziewałam się, że jadę do dość dzikiego kraju!<br />
Te dwie interakcje z Peruwiańczykami wywarły na mnie nie mniej piorunujące wrażenie niż wielkie cuda przyrody i architektury razem wzięte!</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/15/daleki-strajk"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/15/daleki-strajk" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/15/daleki-strajk" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/15/daleki-strajk/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prostytucja: niewolnictwo i masowy przemysł</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/07/zglobalizowana-prostytucja-%e2%80%93-nowa-forma-niewolnictwa</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/07/zglobalizowana-prostytucja-%e2%80%93-nowa-forma-niewolnictwa#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jul 2008 16:46:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[ciało]]></category>
		<category><![CDATA[handel ludźmi]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[niewolnica]]></category>
		<category><![CDATA[niewolnictwo]]></category>
		<category><![CDATA[niewolnik]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[płany sex]]></category>
		<category><![CDATA[płatny seks]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>
		<category><![CDATA[sex]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=283</guid>
		<description><![CDATA[Publikujemy niezwykle ciekawy tekst z czerwcowego Przeglądu Powszechnego: GIUSEPPE DE ROSA SJ (notka o autorze poniżej) &#8211; &#8220;Zglobalizowana prostytucja – nowa forma niewolnictwa&#8221;. Prostytucja kobiet i niepełnoletnich obojga płci osiągnęła gigantyczne rozmiary: Będąc w rękach organizacji przestępczych bez żadnych moralnych skrupułów, za to skrajnie sprawnych – chodzi o ogromne mafie azjatyckie, europejskie i południowoamerykańskie – [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Publikujemy niezwykle ciekawy tekst z czerwcowego Przeglądu Powszechnego: GIUSEPPE DE ROSA SJ (notka o autorze poniżej) &#8211; &#8220;Zglobalizowana prostytucja – nowa forma niewolnictwa&#8221;</strong><strong>. Prostytucja kobiet i niepełnoletnich obojga płci osiągnęła gigantyczne rozmiary:</strong></p>
<p>Będąc w rękach organizacji przestępczych bez żadnych moralnych skrupułów, za to skrajnie sprawnych – chodzi o ogromne mafie azjatyckie, europejskie i południowoamerykańskie – ma olbrzymie szanse rozwoju ze szkodą dla milionów istot ludzkich spośród najsłabszych i najbardziej bezbronnych.</p>
<p>Jednym z największych skandali historii ludzkości był handel afrykańskimi niewolnikami w XVI-XIX w.; chwytano ich w brutalny sposób, przewożono do Ameryk w niewypowiedzianych mękach; zatrudniano w nieludzkich warunkach na plantacjach i w kopalniach. Szacuje się, że w okresie 400 lat było 11,5 tys. ofiar – kobiet i mężczyzn. Ten fakt – dziś tak skandaliczny dla ludzkiego sumienia, że piętnuje się go jako horrendalną i nieludzką krwiożerczość, a handlarzy Afrykanami uznaje za pozbawionych chrześcijańskiego zmysłu – był rzeczywiście haniebnym przestępstwem; liczebnie jest to jednak &#8220;skromna wielkość&#8221; w porównaniu z dziesięcioleciem, w którym z Południowo-Wschodniej Azji przemycono 33 mln kobiet przeznaczonych do prostytucji.</p>
<p><span id="more-283"></span></p>
<p>R. Poulin, profesor socjologii z Ottawy (Kanada) pisze: &#8211; W ciągu ostatniego trzydziestolecia zauważa się w krajach południowej półkuli zawrotny wzrost prostytucji i handel kobietami i dziećmi z przeznaczeniem do prostytucji. W nieco dłużej niż dziesięcioleciu można mówić to samo o krajach byłego Związku Radzieckiego, Środkowo-Wschodniej Europy i Bałkanach. (…) Wzrasta także prostytucja coraz młodszych dzieci wykorzystywanych w handlu pornografią. (…) Prostytucyjny przemysł młodocianych wykorzystuje ich 400 tys. w Indiach, 100 tys. na Filipinach, między 200 a 230 tys. w Tajlandii, 100 tys. na Tajwanie i między 244 a 325 tys. w Stanach Zjednoczonych. W Chińskiej Republice Ludowej prostytuujących się dzieci jest od 200 do 500 tys.; w Brazylii od 500 tys. do 2 mln. 35 procent prostytutek Kambodży stanowią dziewczyny poniżej 17 lat, a 60 procent prostytuujących się w Europie Albańczyków – to małoletni.</p>
<p>Niektóre studia utrzymują, że jedno prostytuujące się dziecko sprzedaje swoje &#8220;seksualne usługi&#8221; ok. 2 tys. mężczyzn. W 1996 r. raport Rady Europy szacował, że 100 tys. dzieci ze Wschodniej Europy prostytuowało się w Europie Zachodniej. Pewne opracowanie UNICEF-u (2001), z okazji Drugiego Światowego Kongresu przeciwko handlowemu wykorzystywaniu małoletnich, odbywającego się w Jokohamie (Japonia), podawało, że 1 mln dzieci – zwłaszcza dziewczynek – pracowało w przemyśle seksualnym. Dziś przynajmniej 1 mln dzieci prostytuuje się tylko w Południowo-Wschodniej Azji.</p>
<p>Najbardziej dotknięte tym procederem są Indie, Tajlandia, Tajwan i Filipiny. Omawiana tu prostytucja nie jest własnowolna. Związana jest z handlem – uprawianym przez osoby i organizacje przestępcze – kobietami i niepełnoletnimi, przeznaczonymi do prostytucji w kraju ich pochodzenia lub w odległym kraju. Oprócz tej formy prostytucji, istnieje jeszcze inna – tzw. prostytucja wolna lub dobrowolna – uprawiana przede wszystkim w domach, do których dociera się przez internet. O nich informuje się i podaje adresy, gdyż jest ona prawnie dozwolona w naszym kraju. Nielegalne jest jedynie czerpanie korzyści z prostytucji. Trzeba zaznaczyć jeszcze, że &#8220;wolna&#8221; prostytucja dotyczy nie tylko kobiet włoskich. Wiele cudzoziemek, docierających do Włoch z legalnym prawem do pracy, uprawia prostytucję albo dlatego, że nie znajdują pracy, albo z powodu większych zarobków, które wysyłają dzieciom czy krewnym w kraju.</p>
<p><strong>Prostytucja jako fenomen masowy</strong></p>
<p>Prostytucja stała się dziś fenomenem masowym, rozprzestrzenionym na cały świat, a pornografia znalazła miejsce w każdym społeczeństwie. Zyski obydwu &#8220;przemysłów&#8221;, najbardziej dochodowych na świecie, są ogromne: w 2002 r. wpływy z prostytucji wyniosły ok. 60 mld euro, z pornografii zaś ok. 57 mld euro. Roczny przychód z agencji turystyki seksualnej przez internet wynosi 1 mld euro, podczas gdy przemyt w celu prostytucji waha się między 7 a 13 mld euro. Dziesiątki milionów ludzkich istnień, przede wszystkim kobiet, chłopców i dziewcząt, doznają fizycznego i psychicznego szoku spowodowanego handlem seksem. W 2002 r. liczbę prostytutek w świecie szacowano na 40 mln, zaś liczba ich klientów ustawicznie wzrasta. Każdego roku 500 tys. kobiet, chłopców i dziewcząt zasila rynek płatnego seksu w krajach Europy Zachodniej. 75 procent kobiet-ofiar tego przemytu jest poniżej 25. roku życia, wśród nich zaś znajduje się trudny do określenia, ale znaczący procent niepełnoletnich. Około 4 mln kobiet, chłopców i dziewcząt podlega rok rocznie przemytowi w celu prostytucji.</p>
<p><strong>Prostytucja – przemysł wysoko opłacalny</strong></p>
<p>W licznych krajach dochody z prostytucji są obecnie ważnym elementem Dochodu Narodowego Brutto (DNB): w Brazylii 5 procent DNB pochodzi z prostytucji; w Japonii zaś między 1 procent a 3 procent. W Danii dochody z pornografii sytuują się na trzecim miejscu DNB; na Węgrzech szybko wzrastają, kraj ten cieszy się estymą producentów filmów pornograficznych. Przemysły związane z seksem już są ważne – niektóre weszły na międzynarodową giełdę – i przynoszą ogromne korzyści w twardej walucie, tak płatniczych bilansach, jak i płynnych kontach różnych krajów, które z tego powodu uważają je za żywotne dla swej gospodarki. De facto prostytucja wchodzi do strategii rozwoju wielu krajów azjatyckich zmuszonych spłacać zagraniczne długi. Międzynarodowy Fundusz Monetarny i Bank Światowy zachęcają je i podtrzymują tę strategię, udzielając wysokich pożyczek na rozwój przemysłu turystycznego i rozrywkowego, faworyzującego seksualny rynek. Tajlandia stanowi tu znamienny przykład: rozwój turystyki (rychło seksualnej) przynosił w 1995 r. 7,1 mln dolarów i był najważniejszym źródłem obcej waluty. Stanowił 13 procent DNB Tajlandii, która stała się pierwszym celem rekreacyjnym Południowo-Wschodniej Azji.</p>
<p>Sondaż z 2004 r. szacował, że prostytucja pod różnymi formami zatrudniała ok. 2 mln osób, w tym 800 tys. małoletnich, i miała przynosić 4 mld euro. W rzeczywistości Tajlandia przyjmuje najwięcej turystów (od 8 do 10 mln rocznie). Handluje się nie tylko Tajkami, ale także kobietami i dziećmi pochodzącymi z Kambodży, Laosu, Myanmaru (eks-Birma), by odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie masowej turystyki czy też dla wewnętrznego, będącego w ekspansji, rynku.</p>
<p>To samo dotyczy ogromnego rozwoju seksualnej turystyki w Kambodży, kraju – trzeba przypomnieć – który stracił 2 mln ludzi w czasie słynnego reżimu Pol Pota i Czerwonych Khmerów: w 2003 r. odwiedziło ją 700 tys. osób, co spowodowało wzrost liczby prostytutek, z czego 25-30 procent niepełnoletnich.</p>
<p>Na pierwszy rzut oka prostytucja w Kambodży wydaje się mieć łagodną, prawie niewinną, uśmiechniętą formę: masażystki, sprzedawczynie pomarańczy, śpiewaczki karaoke, taxi-girls, nieposzlakowane – uliczne prostytutki oferują własne usługi z humorem. Rzeczywistość jest jednak z gruntu inna: zgłębiając historię młodych prostytutek, okaże się, że wiele z nich sprzedano jeszcze w dziewiczym stanie, następnie zgwałcono, wielokrotnie odsprzedano, seksualnie wykorzystano w sutenerskich siatkach, kaleczono i często torturowano. W większości restauracji, w hotelach, taksówkach i wielu innych sferach korzystano wprost czy pośrednio, by je wprowadzić w prostytucję. Ofiary popychane biedą wykorzystują przemytnicy i sutenerzy. Często rodziny przekazują za zadłużenia swoje córki właścicielom zakładów, w których praktykuje się prostytucję. Tak zamyka się pułapka z młodocianymi ofiarami, których przyszłość staje się pewna. Naprawdę niewielu z nich udaje się uciec, wiele umiera na AIDS. Rzeczywiście, z powodu rozwoju przemysłu seksu, w Kambodży szybko rozprzestrzenia się AIDS: UNICEF szacował w 1999 r. 180 tys. przypadków.</p>
<p>Innym krajem mocno wspierającym prostytucję są Filipiny. Niedawny sondaż rządowy potwierdził, że filipińskie kobiety są sprzedawane do co najmniej 74 krajów, m.in. do Japonii, Malezji, Hong-Kongu, Korei, Laosu, Nigerii. Więcej niż milion Filipinek opuszcza kraj, by pracować jako służące na Środkowym Wschodzie, w Singapurze, Hong-Kongu, Malezji, Kanadzie i w Europie; szacuje się, że ok. 500 tys. kobiet jedzie w charakterze pomocnic do Japonii. Jest to obowiązkowe przejście do prostytucji w tym kraju.</p>
<p>W rzeczywistości, z krajów Dalekiego Wschodu, przemysł seksualny jest najbardziej rozwinięty w Japonii. Już w czasie II wojny światowej 200 tys. kobiet i dziewcząt zamknięto, by zadowolić potrzeby seksualne żołnierzy frontowych. Dziś w zamkniętej zonie o powierzchni 0,34 km2 jest 3,5 tys. lokali – soaplands, love banks, peepshows, erotycznych telefonów i lokali, w których praktykuje się najbardziej gwałtowny i perwersyjny seks zwany enjokoai (prostytucja podrostków). Za pośrednictwem prasy, rysunków animowanych, wideo-gier i katalogów sprzedaje się kobiety i dziewczęta (także części ich ciał) po niskiej cenie.</p>
<p>Także Tajwan jest znanym miejscem seksowego przemysłu: ok. 40 tys. miejscowych kobiet i dziewcząt zmusza się do prostytucji. W Indiach, w wielkich miastach jak Bombaj, Kalkuta i New Dehli znajduje się więcej niż tysiąc tzw. red light districts (zakątki czerwonego światła) i domów publicznych. Liczne kobiety sprzedane w celu prostytucji pochodzą zwłaszcza z Nepalu, Bangladeszu, Myanmaru i Bhutanu. W Pakistanie roczna sprzedaż kobiet i dzieci sięga 200 tys.; wiele z nich porywa się w Bangladeszu i sprzedaje w celu seksualnego wykorzystania.</p>
<p><strong>Prostytucja w Ameryce Łacińskiej</strong></p>
<p>Jeśli chodzi o Amerykę Łacińską, prostytucja funkcjonuje w każdym kraju i może przybierać dwie formy. Na rynku wewnętrznym przewozi się kobiety w inne zakątki kraju, a na rynku zewnętrznym kobiety są sprzedawane do innych krajów. Tym sposobem zaspokaja się wciąż rosnące zapotrzebowanie międzynarodowe. W tym celu działają w krajach Ameryki Łacińskiej mafijne sieci ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Azji. Najstarsze ośrodki przemytu znajdują się w krajach zaopatrujących: Brazylii (która jest m.in. celem turystyki seksualnej ok. 80 tys. Włochów), Surinamie, Kolumbii, Republice Dominikany i Antylach. Krajami przeznaczenie są Hiszpania (gdzie 70 procent prostytutek pochodzi z Ameryki Łacińskiej), Grecja, Niemcy, Belgia, Holandia, Izrael, Korea, Japonia i Stany Zjednoczone.</p>
<p>Przemytnicy zamieszczają oferty w prasie, proponują dość intratną pracę za granicą; w rzeczywistości oszukane kobiety czeka ciężka niewola. Inne przybywają do krajów wskazanych przez przemytników pod pretekstem adopcji albo fikcyjnego zamążpójścia, co jest jedną z przerażających, choć jeszcze mało znanych form niewolnictwa. Nawet 4-letnie dziewczynki zmusza się do pożycia z ich własnymi &#8220;mężami&#8221;; często są one w rzeczywistości więzione i stają się brzemienne, gdy ledwie dorosną do seksualnej dojrzałości. Otóż dziewczyna mniej niż 15-letnia ryzykuje 5 razy częściej niż 20-letnia śmiercią w czasie ciąży i porodu. W niektórych zonach internetu wychwala się kobiety-niewolnice za odporność na ból i tortury (w celu usatysfakcjonowania sadystycznych mężczyzn) oraz gotowość do spełnianie wszelkich zachcianek.</p>
<p>Odnośnie do Meksyku, najintensywniejszy przemyt seksualny ma miejsce na granicy (3 tys. km) ze Stanami Zjednoczonymi, szczególnie w miastach Ciudad Juarez i Tijuana – ośrodkach odprężenia dla turystów i żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych i miejscach &#8220;przemytników ludzi&#8221; (miałoby ich być w samym Tijuana między 300 a 400). Z jednej strony miasta graniczne przyjmują osoby, które przyjeżdżają do Meksyku, by tu zamieszkać i czekają na okazję, by przeprawić się doń legalnie lub nielegalnie. Z innej strony w tych miastach zatrzymują się każdego miesiąca setki nielegalnych repatriantów wydalonych ze Stanów Zjednoczonych. Wśród osób oczekujących na granicy na przejście albo repatriantów są nieletnie dziewczęta i dzieci, które przemytnicy zmuszają do prostytucji w miastach Ciudad Juarez, Tijuana i Nuevo Laredo. Wiele dziewcząt pracujących w tych miastach ma 13 i 14 lat. Według licznych świadectw, jedna czwarta zwerbowanych jedenasto-, dwunasto- i trzynastolatek w 18. roku życia staje się &#8220;stara&#8221; w oczach opiekunów. Sygnalizuje się także przypadki dzieci wykorzystywanych do produkcji materiałów pornograficznych północnoamerykańskich albo japońskich.</p>
<p><strong>Prostytucja w Afryce</strong></p>
<p>W Afryce prostytucja kwitnie głównie w Maghrebie. Prostytutki marokańskie są wykorzystywane zwłaszcza w monarchiach Zatoki Perskiej i Arabii Saudyjskiej, gdzie ich opiekunowie umieszczają je w restauracjach i luksusowych hotelach. Wiele z nich jest ubogich, a ta żałosna profesja ma im pomóc wyjść z nędzy. Są jednak dziewczęta-prostytutki, którymi powoduje pragnienie dostatku umożliwiającego im zakup odzieży czy innych luksusowych przedmiotów. Zdarza się zatem, że w turystycznych miastach, jak np. Meknes, prostytucja zasila hotelarskie usługi. W pewnych przypadkach transformacja seksu w dochodową działalność spotyka się z przyzwoleniem rodziny, która, nie dysponując środkami utrzymania, pozwala córkom na prostytucję i sprzedaż turystom. Zdarza się też, że dziewczynki bywają jawnie zachęcane przez rodzinę – matka prosi o &#8220;wyjście&#8221;, by zdobyć pożywienie, dziewczyna zaś, uprawiając ten proceder, jest w stanie utrzymać rodziców i rodzeństwo. Mafijne siatki marokańskie zaopatrują też europejski rynek, zwłaszcza hiszpański. Jednocześnie przy współudziale osób z miejscowych władz i policji dostarczają one młode prostytutki licznym turystom arabskim i europejskim w Maroku.</p>
<p>Wszystkie kraje środkowej i południowej Afryki dotyka w większym czy mniejszym stopniu tragedia prostytucji i handlu ludźmi, szczególnie dziewczynami i młodzieżą, prowadzonego przez przemytników związanych z międzynarodowymi sieciami przemytu żywego towaru. Chcemy tu zwrócić szczególną uwagę na Nigerię, najliczniejszy kraj afrykański, gdyż prostytutki te &#8220;pracują&#8221; zwłaszcza we Włoszech, oprócz tych, które pochodzą ze Wschodniej Europy (Mołdawia, Białoruś, Ukraina, Bułgaria). Młode Nigeryjki powierzają rodziny miejscowym opiekunom, którzy obiecują im znalezienie uczciwej i dobrze płatnej pracy we Włoszech czy innym europejskim kraju. Płacą opiekunom słone pieniądze za paszport i podróż; po przyjeździe do Włoch odbiera się im paszporty i inne dokumenty osobiste; nakłada się na nie ogromne sumy na pokrycie wydatków podróży, jakie poniósł opiekun – należność ta jest tak wysoka, że nigdy nie mogą jej spłacić. Następnie powierza się je starym madames nigeryjskim, czyli osobom &#8220;opiekującym&#8221; się nimi, mogącym całkowicie nimi dysponować. Pozbawione kontaktu z rodziną i poddane surowej kontroli o każdej porze dnia i nocy oraz odcięte od kontaktu z włoskimi władzami z racji nielegalnej imigracji, zatem z groźbą wydalenia, młode Nigeryjki są zredukowane do niewolnic bez nadziei na wyzwolenie – z wyjątkiem, gdy chorują, więdną i już nie są &#8220;potrzebne&#8221;.</p>
<p><strong>Przyczyny wzrostu prostytucji</strong></p>
<p>Po handlu bronią i narkotykami prostytucja w każdej formie (prostytucja kobiet, dzieci i mężczyzn) jest trzecią &#8220;dziedziną&#8221; handlu najbardziej rozpowszechnioną i dochodową. Dziś stała się globalna, obejmuje całą planetę, a jej ofiary przewozi się z kraju do kraju, z kontynentu na kontynent w zależności od potrzeb (zwłaszcza męskich) seksualnych; zatem prostytucja rokuje nadzieje na większe zyski. Jest globalna także w takim znaczeniu, że używa wszelkich dostępnych środków komunikacji, szczególnie internetu, oraz jest w rękach międzynarodowej siatki przestępczej, która działa na światowej arenie i w wielu krajach popierają ją skorumpowani urzędnicy państwowi, zwłaszcza siły policyjne.</p>
<p>Najbardziej niepokojące jest to, że handel żywym towarem w celu seksualnego wykorzystywania wciąż rośnie. Aktualnie, według szacunku ONZ, roczne dochody z tego procederu plasują się między 5 a 7 mld dolarów, liczba zaś ofiar sięga 4 mln. Czym wytłumaczyć zasięg tego zjawiska handlu żywym towarem i seksualnym wykorzystywaniem oraz ich wzrost?</p>
<p>Podstawową i najważniejszą przyczyną popychania osób w prostytucję jest nędza, w jakiej żyją liczne rodziny, oraz globalizacja z jej przemieszczaniem kapitałów, a zatem i przemieszczaniem się zatrudnienia z jednego kraju do drugiego w zależności od korzyści ekonomicznych i finansowych; sytuację pogarsza też opuszczanie wsi w celu życia w mieście.</p>
<p>Gdy przemytnik dostanie raz swoje ofiary, włącza je w olbrzymi kołowrót prostytucji, używając następujących środków: zabiera dokumenty tożsamości, podróży i zdrowotnego ubezpieczenia; zmusza do zwrotu kosztów podróży, hoteli, pożywienia i środków pierwszej potrzeby; grozi donosem do władz imigracyjnych z racji nielegalnego przebywania ofiar; gwałci, rani i stosuje fizyczną i psychiczną przemoc w razie buntu; stosuje ciągły nadzór i inne metody ograniczające swobodę poruszania się; żąda zapłaty za mieszkanie, pożywienie, ubranie, leki. Bandy kryminalistów, w których mocy znalazły się kobiety i dzieci, posługują się zupełnie bezkarnie gwałtem, groźbami, zastraszeniami. Ich ofiary – zwłaszcza przebywające w innych krajach i zmuszone do prostytucji ulicznej i w domach publicznych z wyczerpującym rozkładem czasowym – są pozbawione możliwości, a zwłaszcza siły i odwagi do denuncjowania swych wyzyskiwaczy, nie wiedzą też, do kogo się zwrócić.</p>
<p>Innym powodem wzrostu prostytucji jest ogromny rozwój środków transportu; w ciągu niewielu godzin można się przemieścić z jednego kontynentu na drugi. Daje to możliwość, w ciągu niedługiego czasu, znalezienia się w miejscu przygotowanym do doświadczeń seksualnych, szczególnie tzw. hard, które wstyd stosować we własnych domach, a to wszystko za skromną cenę. Wyjątkową atrakcją &#8220;turystów seksualnych&#8221; jest szeroki asortyment dziewczynek i dziewcząt.</p>
<p>Trzecim powodem wzrostu tego fenomenu jest zapotrzebowanie domów publicznych, miejsc rozrywki a nawet sieci hoteli dbających o zawsze nowy i coraz atrakcyjniejszy materiał ludzki dla wciąż rosnących wymagań klienteli, spragnionej &#8220;szczególnych&#8221; doświadczeń. Wymaga to stałej wymiany i odmładzania personelu uciech. Nieprzypadkowo rocznie przybywa do Europy 500 tys. nowych osób, w znaczącej części niepełnoletnich, a tyle samo wykorzystanych i często chorych wyrzuca się na ulice; są one wykończone i opuszczone.</p>
<p>Czwartą przyczynę wzrostu prostytucji stanowi jej legalizacja w niektórych krajach (Holandia, Niemcy, Szwajcaria, Australia, Nowa Zelandia, Włochy). R. Poulin przytacza przykład Holandii: 2,5 tys. prostytutek w 1981 r., 10 tys. w 1985 r.; 20 tys. w 1989 r. a w 2004 r. 30 tys. W tym kraju działa 2 tys. domów publicznych i co najmniej 7 tys. lokali przeznaczonych do sprzedawania usług seksualnych; 80% prostytutek to cudzoziemki, w tym 70 procent działających nielegalnie ofiar przemytu. W 1960 r. 95 procent prostytutek w Holandii było Holenderkami; w 1999 r. było ich już tylko 20 procent. Legalizacja prostytucji miała zapobiec prostytucji niepełnoletnich; a jednak Defence for Childern International Nederland szacuje, że od 1996 do 2001 r. liczba małoletnich prostytutek wzrosła z 4 do 15 tys., w tym co najmniej 5 tys. jest obcego pochodzenia. W pierwszym roku legalizacji przemysł seksualny powiększył swoje dochody o 25%. W Danii w ciągu ostatniej dekady liczba prostytutek obcego pochodzenia, ofiar przemytu, wzrosła dziesięciokrotnie (R. Poulin, dz. cyt., s. 14).</p>
<p>W końcu, nie ostatnią przyczyną prostytucji jest obecność żołnierzy tak zachodnich, jak i międzynarodowych sił w znaczącej liczbie krajów. Nie jest to nowością. Szacuje się, że w latach 1937-1945 japońska armia okupacyjna korzystała z usług 100 do 200 tys. koreańskich prostytutek uwięzionych w &#8220;komfortowych&#8221; domach publicznych. W Azji Południowo-Wschodniej przemysł seksualny zaczął się z wojną w Korei i Wietnamie oraz wraz z garnizonami zachodnimi w Tajlandii i na Filipinach. W latach dziewięćdziesiątych XX w. 18 tys. koreańskich prostytutek było na usługach 43 tys. żołnierzy amerykańskich obecnych w tym kraju. Międzynarodowa Organizacja dla Migrantów (IOM) szacowała na 10 tys. liczbę nielegalnych prostytutek w Bośni; uważa też, że 250 tys. kobiet, chłopców i dziewcząt z Europy Wschodniej to ofiary przerzutu przez Serbię i kraje sąsiednie i że wielka ich liczba dociera do Bośni i Kosowa, gdzie pochłaniają je &#8220;struktury rekreacyjne&#8221; dla żołnierzy.</p>
<p><strong> Ogromny problem sumienia</strong></p>
<p>Prostytucja kobiet i niepełnoletnich obojga płci osiągnęła gigantyczne rozmiary. Będąc w rękach organizacji przestępczych bez żadnych moralnych skrupułów, za to skrajnie sprawnych – chodzi o ogromne mafie azjatyckie, europejskie i południowoamerykańskie – ma olbrzymie szanse rozwoju ze szkodą dla milionów istot ludzkich spośród najsłabszych i najbardziej bezbronnych. Nawet ma się wrażenie, że ta nowa forma niewolnictwa, chyba twardsza, krwawsza, bardziej dehumanizacyjna niż w przeszłości, nie jest znana w swej tragicznej rzeczywistości i nie jest uważana za to, czym jest faktycznie: unicestwieniem ludzkiej osoby, sprowadzonej do przedmiotu uciech, na którym człowiek może wyładować swoje najbardziej perwersyjne i krwawe instynkty oraz bezwstydne zachcianki.</p>
<p>Organizuje się liczne manifestacje protestu przeciw małym i wielkim niesprawiedliwościom dzisiejszego świata; walczy się o wielkie sprawy – przeciwko zanieczyszczeniu atmosfery, niszczeniu lasów, o prawa dla zwierząt; ale problem moralny i ludzki, jaki stawia sumieniu fenomen prostytucji, spowija quasi-absolutne milczenie. Więcej – wywołuje zażenowanie nawet mówienie o nim, jakby chodziło o temat nieprzyzwoity i politycznie niepoprawny. Można powiedzieć, że poruszanie tego problemu jest bezużyteczne, gdyż prostytucja istniała od zawsze i na zawsze. Nie jest jednak pozbawione sensu – przeciwnie, jest obowiązkowe – co najmniej wyrażenie mocnego i donośnego sprzeciwu wobec tego złowrogiego i dehumanizującego fenomenu, który znajduje w uogólnionym milczeniu usprawiedliwienie, jeśli nie milczącą aprobatę.</p>
<p>Dwa niedawne dokumenty Kościoła wyraźnie potępiają prostytucję. II Sobór Watykański potępia wszystko, co rani ludzką godność, jak nieludzkie warunki życia, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą (&#8220;Gaudium et spes&#8221;, nr 27). &#8220;Kompendium nauki społecznej Kościoła&#8221; (2004 r.) zaś podkreśla, że uroczystemu proklamowaniu praw człowieka przeczy bolesna rzeczywistość przemocy, rozprzestrzeniające się niemal wszędzie wciąż nowe formy niewolnictwa, jak handel istotami ludzkimi, prostytucja (nr 158). Następnie dodaje: Także w krajach demokratycznych nie zawsze te prawa są w całości respektowane. &#8220;Nie zawsze&#8221; albo &#8220;nie w całości&#8221;? To pytanie zobowiązuje.</p>
<p>Chcemy jednak wyrazić głęboką wdzięczność tym osobom czy stowarzyszeniom, które wielkim nakładem sił i pieniędzy zajmują się problemem prostytucji w naszym kraju, wydzierając prostytutki ulicy, oswobadzając je od ich cynicznych i bezwzględnych &#8220;opiekunów&#8221; i zapewniając im godziwą pracę. Zadanie to napotyka ogromne trudności, ryzykuje zderzenie z nieskutecznością już to z powodu wielkiego zagrożenia ze strony protektorów samych prostytutek – groźby sięgające do nadużyć seksualnych, okaleczeń, tortur a nieraz nawet śmierci – już to dlatego, że protektorzy mogą uderzyć w ich rodziny. Zastraszenia te, z braku jakiegokolwiek zmysłu moralnego i ludzkiego &#8220;protektorów&#8221;, zniechęcają ofiary prostytucji do porzucenia smutnego zawodu. Co nie znaczy, że pomoc udzielana im w porzuceniu tego procederu nie jest godna pochwały chrześcijan, którzy dostrzegają w ofiarach prostytucji synów i córki Boga, którym należy przywrócić godność ludzką i chrześcijańską.</p>
<p>Artykuł ukazał się w &#8220;Civilta Cattolica&#8221;, nr I/2008.</p>
<p>tłum. Stanisław Opiela SJ</p>
<p>***</p>
<p><strong>GIUSEPPE DE ROSA SJ</strong>, ur. 1921, ukończył historię i filozofię na uniwersytecie w Neapolu, uzyskał licencjat z teologii na jezuickim fakultecie w Louvain-Eegenhoven w Belgii. Członek redakcji i były wicedyrektor &#8220;La Civilta Cattolica&#8221;, autor książek: &#8220;Il volto segreto della Chiesa&#8221; (1963); &#8220;Perche sono christiano&#8221; (1965); &#8220;Una Chiesa nuova per i tempi nuovi&#8221; (1973); &#8220;La vita umana ha un senso?&#8221; (1987). Mieszka w Rzymie.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/07/zglobalizowana-prostytucja-%e2%80%93-nowa-forma-niewolnictwa"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/07/zglobalizowana-prostytucja-%e2%80%93-nowa-forma-niewolnictwa" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/07/zglobalizowana-prostytucja-%e2%80%93-nowa-forma-niewolnictwa" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2008/07/07/zglobalizowana-prostytucja-%e2%80%93-nowa-forma-niewolnictwa/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

