Ponieważ u samego Arystotelesa za pojęciem substancji kryje się wiele znaczeń, ponieważ od czasu, kiedy scholastyka znikła z uniwersytetów i dziś pewnie dla nikogo (jeśli jest, to przepraszam i składam ukłony) nie jest jasne znaczenie, w jakim używano wówczas pewnych terminów, a mimo to Kościół nadal w tych terminach wyraża prawdy wiary, skutkiem czego większość wiernych ich nie rozumie, postanowiłam uzewnętrznić i oddać pod dyskusję moje tezy. Czynię tak zachęcona wezwaniem Kościoła, ponawianym w dziełach soborowych i papieskich, by wykładać naukę zrozumiale. Jednocześnie świadomie ryzykuję przekroczenie napomnienia, by przestrzegać ustalonego sposobu mówienia i nie naruszać wypracowanych formuł.
Chcąc dziś wyrażać prawdy wiary w języku dziedziczonym po filozofach starożytnych i średniowiecznych teologach, trzeba by podać najpierw zbiór definicji dokładnie określających jak rozumieć poszczególne słowa i pojęcia. Co znaczą, co w sobie zawierają, a z czym absolutnie nie powinno się ich mylić i czego nie łączyć. Zwłaszcza, że wiele z tych słów ma w dzisiejszym języku własne znaczenie, jakoś popularnie rozumiane, jakieś, zależne od różnic społeczno-historyczno-kulturowych konotacje. Bez tego, trudno jest współczesnemu człowiekowi, nawet o przyzwoitym poziomie wykształcenia, rozumieć podstawowe prawdy wiary. A trudno o coś gorszego niż ignorancja w dziedzinie religii, zwłaszcza, gdy powiązana jest z redukcją wiary do sfery prywatnej. Rodzi to własne rozumienie Boga, objawienia, sensu życia, dobra i zła.
Problematyczne słowa to np. substancja, forma, natura, osoba, istota.
Osoba. Jezus jest osobą boską, nie jest osobą ludzką; ludzką ma jedynie naturę po wcieleniu. To na pewno bardzo ważne. Tylko czy coś wnosi do rozumienia Jezusa Pana przez statystycznego, praktykującego lub nie, katolika? Czy nie pozostanie on głuchy na tak podaną naukę? Substancje chleba i wina podczas przeistoczenia całe zmieniają się w substancje ciała i krwi Chrystusa, pozostają jedynie przypadłości chleba i wina. A może da się to wyrazić prościej? Tak, by można mówić o tym do ludzi, aby mogli głębiej wchodzić w tajemnice wiary. Aby rozumieli. By dysponowali wiedzą o swojej wierze i by mogli czynić z niej użytek w życiu, w codziennych decyzjach. Może wtedy nie zarzucano by katolikom, że mówią „tak, bo tak mówi Kościół”.