Kategoria Teologia

Przyjmijmy, że to prawda 4 Autor: Rafał Figas

May3

Tekst ten jest kontynuacją dyskusji pomiędzy mną a Małgorzatą Felicką. Dyskusja ta rozpoczęła się od mojego określenia Biblii (głównie Starego Testamentu) jako „książki o facecie w rybie”. Małgorzata zaś stara się bronić mądrości i natchnionego charakteru tego utworu.

Biblię dzielę w swoich analizach na Stary i Nowy Testament. Wielokrotnie już wspominałem, że dużo łatwiej mi zaakceptować mądrość i natchniony charakter Nowego Testamentu niż Starego, choć i tu wielu może mieć wątpliwości.

Stary Testament jest zbiorem różnych pism o słabo znanym pochodzeniu. Również sposób i zasady wyboru tych pism mogą budzić wątpliwości. W uproszczeniu można rzec, że kilku facetów zebranych jako następcy apostołów usiadło i jedne pisma zatwierdziło, a inne odrzuciło. W dodatku ci sami lub ich następcy dokonali korekt uznając, że jedne zasady wygasły, a inne nie. Wystarczy się przyjrzeć chociażby wspominanemu wielokrotnie przeze mnie zakazowi tworzenia obrazów Boga zawartych w oryginalnych 10 przykazaniach czy też zakazowi przetaczania krwi, czy dziesiątkom innych zasad zawartych chociażby w Księdze Kapłańskiej. A żeby dodać jeszcze więcej dramatyzmu do całej sytuacji warto przypomnieć, że owi następcy apostołów wielokrotnie wykazywali się delikatnie rzecz ujmując niewielką moralnością zwłaszcza jak na nasze obecne standardy. To byli bardziej szamani z lokalnej wioski niż wielkie umysły, oczywiście w kategoriach dzisiejszego świata patrząc.

Przyjmijmy jednak, że to wszystko co nam się mówi to prawda. Przyjmijmy, że w tych pismach mówi do nas Bóg, przyjmijmy, że to jego słowo pisane ręką natchnionego autora. Zastanówmy się jakie są konsekwencje takiego założenia?

czytaj dalej »

Paradoks kochania – w kręgu myśli Simone Weil 12 Autor: Małgorzata Felicka

Apr18

Bóg jest miłością. Jako taki nie może być sam. Miłość to pragnienie uszczęśliwienia kogoś innego. Z zapomnieniem siebie. Dopiero uszczęśliwienie kogoś innego, bezgraniczne skupienie na tym uwagi i woli, przynosi jako efekt uboczny szczęście temu, kto tak czyni. Nie może on jednak nigdy działać mając (choćby tylko w tle) ten uboczny efekt na względzie. Jedynym celem musi być uszczęśliwianie drugiego.

A zatem Bóg potrzebuje innego, bo jest Miłością. U Greków był Dobrem. Dobro jest statyczne. Ono jest gdzieś ponad nami, w świecie idei Platona. Jest jak odważnik, jak słońce. Miłość zaś jest dynamiczna. Miłość jest wektorem, strzałą dążącą do innego. Można by powiedzieć, że miłość jest wektorem a dobro skalarem. Miłość nie może zrealizować się w Jedni Plotyna ani u Pierwszego Poruszyciela Arystotelesa, ani w Idei najwyższej Platona. Absolut Greków jest statycznym wpatrywaniem się doskonałego Bytu w samego siebie. Jest w tym czystość i cisza, nieporuszona wieczność i lodowata samotność.

czytaj dalej »

Jahwe, Jezus, Allach – trzy imiona Jednego 12 Autor: Romek Swoboda SJ

Apr3

Stanisław Krajewski i Zbigniew Nosowski

Profesor Stanisław Krajewski, zaczynając swój referat na temat Boga w religii żydowskiej, zauważył, iż to, że muzułmanie, chrześcijanie i Żydzi siadają razem 1 kwietnia przy stole, by rozmawiać o swoim doświadczeniu Absolutu, przez wielu mogło by być potraktowane za primaaprilisowy żart. Ale fakt taki tego dnia w istocie miał miejsce na Rakowieckiej 61, w auli wielkiej Papieskiego Wydziału Teologicznego „Bobolanum”, który to wraz z „Laboratorium Więzi” zorganizował sesję pt.: „Dzieci Abrahama”. Przedstawiciel muzułmanów ostatecznie z niewiadomych przyczyn niestety nie dotarł, więc uczestnicy musieli ograniczyć się tylko do posłuchania, co o Bogu mówią Żydzi i katolicy.

Trudna historia koegzystencji tych trzech monoteizmów i niełatwa współczesność czyni takie spotkanie nie do przecenienia. Ale nie tylko z przyczyn historyczno-politycznych warto się chyba spotykać. Spojrzenie na tego samego Boga z różnych perspektyw może być przecież wielką przygodą duchową. Bo w istocie nasze religie są mocno spokrewnione.

Stanisław Krajewski podkreślał, że judaizm paradoksalnie nie zna teologii, szczególnie takiej uprawianej na sposób chrześcijański, systematyczny. Nie ma też w judaizmie pytania: Czy Bóg istnieje? Dla Żyda Bóg jest niekwestionowalnym faktem, choć Żyd o Bogu, o Jego naturze tak naprawdę nic nie wie. Dostrzega tylko jego działanie. Mówienie o tym jaki Bóg jest, nadawanie mu przymiotów, imion może mieć charakter tylko i jedynie analogiczny. O Bogu samym w sobie nic wiedzieć niepodobna. Jest On bezkresem bez atrybutów.

czytaj dalej »

Racjonalność ufności 11 Autor: Małgorzata Felicka

Mar29

Uważne słuchanie, w trakcie którego wstępnie założy się, że ten, kogo słuchamy może mieć coś ważnego do powiedzenia, jak również założy się, że mówiący może mieć rację, prowadzić może do dwóch efektów. Jeden to zrozumienie, a więc zgoda z mówiącym. Wtedy człowiek staje się posłuszny temu, co zrozumiał, własnemu rozumowi. To posłuszeństwo przychodzi łatwo. Jest racjonalne, tak musimy postępować, żeby żyć. Po to zostaliśmy obdarzeni rozumem, żeby się nim kierować. Jest to, poza tym, przyjemne, gdyż, przyjemne jest odkrywanie zdolności własnego rozumu do rozumienia czegoś, co dotąd było niezrozumiałe, a więc zakryte.

Trudniejszy i budzący opór jest drugi efekt. Zachodzi on wówczas, gdy nie rozumiemy tego, co do nas ktoś mówi, lub rozumiemy tylko częściowo. Tak przemawia do nas świat, co starałam się pokazać na podstawie wykładu o współczesnych teoriach dotyczących budowy wszechświata (post „Potrzeba posłuchania, potrzeba posłuszeństwa”). Jeśli się dobrze zastanowić, to każdy przekaz jest niepełny, każdemu rozmówcy musimy dać pewien kredyt zaufania. Oczywiście istnieje kwestia stopnia. Jeśli więc mamy do czynienia z mową, której w większości nie rozumiemy, to możemy ją odrzucić. Nasz racjonalny umysł prawie tego wymaga, bo chce przyjmować tylko to, co jest dowiedzione. Jednak obszar tego, co dowiedzione jest niewielki. Przyjęcie takiego stanowiska prowadzi do tego, że otacza nas wtedy cała ogromna przestrzeń niedotykalna myślą ani mową (jak przewrotnie, bo pozornie, proponował Wittgenstein w swoim Traktacie logiczno-filozoficznym). Nadal jednak chcemy rozumieć nasze otoczenie i samych siebie. Tak po prostu jesteśmy skonstruowani – jako byty dążące do rozumienia. czytaj dalej »

Czy Jezus był konserwatystą? 23 Autor: Rafał Figas

Mar22

Jakiś czas temu przyszło mi do głowy właśnie takie pytanie. Wzięło się ono z zastanowienia, czy kościół (mam na myśli hierarchów i ich nauczanie) rzeczywiście podobny jest w postawie do swego założyciela.

O kościele myślę, że można spokojnie powiedzieć, że jest konserwatywny. Nie jest to obelga, lecz stwierdzenie faktu. Mam nadzieję, że każdy się z tym zgodzi – ja przynajmniej tak to postrzegam, że kościół bardzo niechętnie wypływa na nieznane wody i bardzo sceptycznie podchodzi do nowych teorii. Konserwatyzm jako taki dopuszcza ideę ulepszania, chociaż moim zdaniem w przypadku kościoła to ulepszanie również jest raczej minimalizowane.

A czy Jezus był konserwatystą? Moim zdaniem nie. To w ogóle była ciekawa postać, jeśli ktoś jeszcze nie zauważył ;-). Nie był również rewolucjonistą-awanturnikiem. Jezus nie występował nigdy specjalnie przeciwko istniejącemu porządkowi rzeczy. Nie kwestionował funkcji żołnierzy, pomimo, że Bóg rzekł „nie zabijaj”. Nie walczył z podatkami mówiąc „oddajcie cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie”. Nie był też zbyt dosłowny w interpretacji wymagań prawa i przykazań. Nie pozwolił ukarać cudzołożnicy mimo, że Bóg rzekł „nie cudzołóż”. Nie sprzeciwił się pracy apostołów mimo, że Bóg rzekł „pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Już to nasuwa myśl, że Jezus nie był zbyt konserwatywny i przywiązany sztywno do zasad.

Ale istnieją również ciekawsze fragmenty życia Jezusa, które rzucają nieco światła na temat. czytaj dalej »

Świętowanie wielkanocnych tajemnic 5 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Mar18

Pamiętam, że już jako dziecko bardzo lubiłem wielkotygodniowy nastrój: Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielka Sobota i poranek Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Dla mnie święta wielkanocne to przede wszystkim liturgia Kościoła.

W Czwartek wieczorem wspominamy szczególnie to, co wydarzyło się 2000 lat temu: Ostatnią Wieczerzę. Dzisiaj używamy wielu różnych słów na określenie misterium uobecniającego tamto wydarzenie. Eucharystia, bo jest dziękczynieniem (gr. eucharistein) Bogu, zakorzenionym w żydowskich błogosławieństwach (berakot), które – głównie podczas posiłków – wychwalają dzieła Boże. Łamanie Chleba, bo temu gestowi, charakterystycznemu dla żydowskich posiłków, sam Jezus nadał na tyle nowe znaczenie, że – jak czytamy w Ewangelii – uczniowie poznali Go po łamaniu chleba. Najświętsza Ofiara, ponieważ uobecnia jedyną i niepowtarzalna ofiarę Chrystusa Zbawiciela i włącza w nią ofiarę Kościoła. Komunia, bo przez ten sakrament jednoczymy się z Jezusem i pomiędzy sobą: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało” (1 Kor 10,16-17). I wreszcie Msza święta, ponieważ liturgia kończy się posłaniem (missio) wiernych, aby pełnili wolę Bożą.

Wielki Czwartek to również ryt umycia nóg i wspominanie słynnego dialogu pomiędzy Jezusem i Piotrem: „Rzekł do Niego Piotr: ‘Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał’. Odpowiedział mu Jezus: ‘Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze mną’” (J 13,8). Historia ta wzywa nas do tego, abyśmy pozwolili się zbawić Jezusowi. Uczy nas też łączenia pokory i autorytetu: Jezus miał autorytet i władzę, ale jednocześnie był pokorny w służbie innym.

W centrum Wielkiego Piątku stoi adoracja krzyża. Nie jest to jednak dzień żałoby. W liturgii tego dnia mówi się o błogosławionej męce, o chwalebnym krzyżu. W jutrzni jedna z antyfon głosi: „Wielbimy krzyż Twój, Panie Jezus, wysławiamy Twoje święte zmartwychwstanie, bo przez drzewo krzyża przyszła radość dla całego świata”. Krzyż powinien być zatem widziany w łączności ze zmartwychwstaniem i z prawdą o zbawieniu. Popatrzmy na krzyż od trzech stron. Od strony człowieka krzyż oskarża nas i pokazuje okropieństwo grzechu, z którego człowiek nie jest w stanie sam siebie oczyścić. Krzyż ujawnia, że grzech nie jest jakąś zabronioną przyjemnością, ale złowrogą rzeczywistością, która prowadzi do śmierci. Od strony Jezusa krzyż okazuje się być paradoksalnie drogą do zmartwychwstania, czyli do życia. Od strony Boga Ojca, który współcierpiał z Synem, krzyż jest objawieniem nowej formy miłości: miłości w wymiarze krzyża. Adoracja krzyża Jezusowego może nam pomóc zaakceptować własny życiowy krzyż, np. jakieś fizyczne, psychiczne lub moralne cierpienie. Jaką postawę możemy przyjąć wobec krzyża (tego Jezusowego i naszego własnego)? Możemy stać i patrzeć się jak to czynił anonimowy, żądny sensacji tłum zebrany na Golgocie. Możemy uważać – jak żołnierze – że krzyż to po prostu życiowa pomyłka i porażka. Możemy gorszyć się i mówić o skandalu jak Sanhedryn. A możemy także powiedzieć za dobrym łotrem: „Jezu, wspomnij na mnie!”.

Misterium Wielkiej Soboty spowite jest milczeniem zstąpienia do piekieł. „Chrystus bowiem raz umarł za grzechy [...]. Zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem. W nim poszedł ogłosić zbawienie nawet duchom zamkniętym w więzieniu” (1 P 3,18-19). Niekiedy błędnie mówi się o liturgii wielkosobotniej mając na myśli Wigilię paschalną. Tymczasem uroczystości rozpoczynające się liturgią światła należą już do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Płomień świecy paschalnej symbolizuje Chrystusa Zmartwychwstałego. Orędzie wielkanocne (Exultet) to radosny śpiew oznajmujący zmartwychwstanie Pana. Długa liturgia czytań opowiada o czterech nocach: nocy poprzedzającej stworzenie, nocy, w której Abraham szedł z Izaakiem na górę Moria, nocy przejścia przez Morze Czerwone oraz nocy, w której Jezus wrócił z cmentarza żywy. Te noce zapowiadają naszą paschę: przejście przez śmierć do życia wiecznego, oraz ostateczne przyjście Pana: paruzję. Tajemnicę przejścia ze śmierci do życia uobecnia też liturgia chrzcielna, w tym nasze odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Liturgia Wigilii Paschalnej wprowadza nas w radosną procesję rezurekcyjną. Oto grób okazuje się być pusty, a Jezus zmartwychwstały przychodzi do nas i mówi: Pokój wam!

W ewangelicznej opowieści o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa nie ma jakichś cudowności. Jest ludzki lęk, zwątpienie, podłość, a także ludzka nadzieja, łzy oczyszczenia i miłości, radość i odwaga. Jest wreszcie coś, co rzuca światło na niezrozumiałe samo w sobie przejście uczniów od tchórzliwego opuszczenia Jezusa w godzinie śmierci do odważnego głoszenia zbawienia w Jego imię. Tym czymś jest obecność Ducha. Zauważmy, że pięćdziesiąt dni po śmierci Jezusa – pomimo doświadczenia Go jako zmartwychwstałego – uczniowie siedzą zamknięci w wieczerniku, boją się wrogiego świata i nie wiedzą tak naprawdę, co mają robić. Choć otrzymali już Dobrą Nowinę o zwycięstwie nad grzechem i śmiercią, to przecież istnieje niebezpieczeństwo, że Nowina ta pozostanie uwięziona, i to nie tylko za zamkniętymi drzwiami wieczernika, lecz przede wszystkim w ich zalęknionych sercach. W takiej właśnie sytuacji na Apostołów zstępuje Duch Święty. Jest to Duch, którego posłał im Zmartwychwstały. Teraz wiedzą, co robić. Idą na cały świat i głoszą Ewangelię oddając za nią życie. Ten sam Duch pozwala nam wejść w doświadczenie wielu pokoleń, źe Jezus, którego zabito i pochowano w grobie, zmartwychwstał.

Czy Kościół zna się na etyce? 13 Autor: Małgorzata Felicka

Feb21

Dyskusja wywołana tekstem o. Dariusza Kowalczyka pt „Czy Kościół zna się na seksie?” ujawniła, że my, jej uczestnicy, w wielu punktach nie byliśmy w stanie przyjąć nauczania Kościoła na tematy obyczajowe, uważając je – krótko mówiąc – za nieprzystające do rzeczywistości. Niezrozumiałe wydawało się, dlaczego nie można uprawiać seksu przed ślubem, dlaczego nie wolno korzystać ze środków antykoncepcyjnych, po co upierać się przy naturalnych metodach kontroli urodzeń. Co więcej, przekonująco brzmiały argumenty tych, którzy mówili, że skoro ich sumienie podpowiada im postawy odmienne od tych oficjalnie aprobowanych przez Kościół, to nie mogą się poddać zewnętrznej władzy wbrew własnemu wyczuciu, co jest dobre a co złe. Zwłaszcza, że w swych rozmowach z własnym sumieniem stawiali na pierwszym miejscu miłość, jakże więc mieliby teraz zaprzeczyć miłości w imię zgodności z kościelnymi nakazami? Czyż miłość nie jest ważniejsza od Kościoła? A może to Kościół powinien zrewidować swoje „zacofane” nauczanie, aby nie stawiać swych wiernych w sytuacji wyboru między zdrowym rozsądkiem i własnymi przekonaniami z jednej a wymaganiami, które niczemu nie służą z drugiej strony? Tłumaczenie o. Dariusza, że „Etyka seksualna Kościoła rodzi się z doświadczenia twarzy Boga, czyli Jezusa” nie znalazło uznania. Wzięto je za wybieg, unik.

Dyskusja ta, ale też ogólnie znany fakt, że tylko naprawdę nielicznym katolikom udaje się sprostać nakazom i zakazom głoszonym przez Kościół, pokazuje, że zarzuty pod adresem katolickiej etyki trzeba wziąć poważnie. Mówią one, że etyka ta tak niesłychanie wysoko zawiesza poziom wymagań moralnych, iż mało kto traktuje je serio, a większość w ogóle ich nie respektuje. Jakie są zatem argumenty na poparcie tej etyki? Dlaczego Kościół nie powinien obniżać poprzeczki? Jako pomoc w znalezieniu odpowiedzi na te pytania wskazana została książka pt „ABC chrześcijaństwa” o. Alfreda Cholewińskiego SJ. Postaram się udzielaną w niej odpowiedź pokrótce przedstawić.

czytaj dalej »

A kiedy walczył Jakub z Aniołem 9 Autor: Robert M. Rynkowski

Jan23

W najnowszym “Tygodniku Powszechnym” znaleźć można informację, że jeden z najbardziej znanych polskich teologów Tomasz Węcławski po tym, jak w marcu ubiegłego roku porzucił kapłaństwo, 21 grudnia 2007 r. wystąpił z Kościoła Rzymskokatolickiego. To wiadomość, która porusza.

czytaj dalej »

Nadzieja i sprawiedliwość 19 Autor: Robert M. Rynkowski

Dec19

Jakieś dwa lata temu na czas adwentu wypadło mi napisanie recenzji książki Brunona Fortego “Trójca Święta jako historia”. Czas przedświątecznego zabiegania raczej nie sprzyja ani wnikliwej lekturze, ani pisaniu. Ale wysiłek się opłacił, bo książka, dotycząca samego sedna wiary chrześcijańskiej, przy tym napisana przez bardzo dobrego teologa, stała się okazją do porządnego zastanowienia się nad istotą wydarzenia, którego przypomnieniem jest Boże Narodzenie. Niechcący zrobiłem więc sobie bardzo solidne rekolekcje. Odtąd staram się zapewniać sobie podobne lektury przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. W ten adwent postanowiłem wrócić do swoich teologicznych korzeni, czyli twórczości ks. Wacława Hryniewicza, tym bardziej że od wiosny na półce stoi jedna z jego ostatnich książek “Teraz trwa nadzieja”. I po raz kolejny przekonałem się, że warto go czytać.

czytaj dalej »

Kościół Zachodu z Kościołem Wschodu? 5 Autor: Emil Górecki

Nov17

A może raczej jeden Kościół Wschodu i Zachodu? Chciałem krótko. Wczorajsza Rzeczpospolita opublikowała tekst o wspólnym dokumencie katolickich i prawosławnych hierarchów, który ma zbliżyć stanowiska obydwu Kościołów. Rewolucji nie będzie – tak uważają duchowni zarówno watykańscy, jak i prawosławni. I to chyba dobrze. Ale co się potem zmieni? To ma być początek dalekiej drogi do pojednania. Nasuwają się mi różne pytania, na które nie znajduję odpowiedzi. Czy sposób celebry jest taki ważny, że dzieli nas do dziś? Do czego papieżowi władza absolutna? (św. Piotr takiej przecież nie miał) I ilu z nas wierzy, że modlimy się do tego samego Boga? I czy Bogu robi różnicę, czy czcimy Go przy dźwiękach organów czy raczej chóru?

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com