Kategoria Wiara

starcie postu z karnawałem 2 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Feb16

Rozpoczynamy Wielki Post, który jest czasem przygotowania do Świąt Paschalnych. One stanowią serce roku liturgicznego. W tym czasie często rozbrzmiewać będzie wezwanie do nawrócenia, a więc do zerwania z grzechem i przemiany mentalności. Są one możliwe, ponieważ Bóg jako pierwszy umiłował człowieka i skrócił dystans wobec niego posypując sobie głowę popiołem, a więc wchodząc w ludzką kruchość i przemijalność. Odtąd słowa: “prochem jesteś i w proch się obrócisz” przestały być przekleństwem, a stały się źródłem nadziei na lepsze, bo przemienione światłem paschalnym życie.

Wojna o krzyż 7 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Nov18

Kiedy wojna o krzyże stanie się tematem kolejnego polskiego sporu ideologiczno-politycznego, zdewaluujemy symbol, którego połowa dyskutantów tak mocno broni.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł niedawno, że wieszanie krzyży w klasach szkolnych to naruszenie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz wolności religijnej uczniów. Orzeczenie to ETPC wydał w sprawie mieszkającej we Włoszech Finki, która od 2002 r. bezskutecznie próbowała w sądach włoskich dochodzić prawa do wychowania dzieci zgodnie z przekonaniami – ateistycznymi.

Wyrok Trybunału nie wiąże wszystkich krajów-członków Rady Europy (nie Unii Europejskiej), ale jest sygnałem dla tych, w których może zaistnieć problem podobny do włoskiego. Na przykład dla Polski, w której krzyż jest w szkołach obecny. Według interpretacji ETPC stanowi to naruszenie europejskiej konwencji praw człowieka.

czytaj dalej »

Tajemnica śmierci 1 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Nov1

W Dzień Zaduszny pochylamy się nad tajemnicą śmierci. Współczesna kultura robi wiele, aby oddalić ten temat i nie burzyć dobrego samopoczucia. Wiadomo, że śmierć przeraża i budzi lęk, a my nosimy w sobie pragnienie życia, które się nie kończy. Czy mogło by ono pozostać niezaspokojone? Trzeba jasno powiedzieć, że jeżeli śmierć nie ma sensu, nie ma sensu również życie. Na nic nie przydadzą się fotografie i wspomnienia, cz też inne wyrazy utrwalonej pamięci, skoro nas nie będzie. Chociaż tego lęku nie możemy wyeliminować nawet mocnymi środkami uspokajającymi, to możemy go przezwyciężać wiarą, nadzieją i miłością. One nie mogą opierać się jedynie na wzniosłych hasłach. Muszą być realne tak, jak zagrożenie, które przed nami staje. Bez wielkanocnego poranka nie bylibyśmy w stanie za nimi pójść. Zostaliśmy poprzez zmartwychwstanie Chrystusa ostatecznie wyrwani z objęć śmierci. Od tego momentu umieramy po to, aby otrzymać coś, czego byśmy sobie sami nie byli w stanie dać.

Boże Ciało obecne – bez transsubstancjacji? 19 Autor: Agata Słyk

Jun11

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, różni teologowie, katoliccy i protestanccy, pojedynczo ale i we współpracy, na zjazdach i konferencjach, próbowali opracowywać nowe, przystające do myśli współczesnej formuły, wyrażające rzeczywistość przemiany, jaka zachodzi podczas wypowiadania sakramentalnych słów konsekracji. Próby takie podejmowane były także podczas trwania Soboru Watykańskiego II. Niestety, nie dopracowano się systematycznego i satysfakcjonującego wykładu. Jakby w odpowiedzi, a nawet na przekór nie przynoszącym konkretnych owoców spekulacjom, Papież Paweł VI ogłosił Encyklikę Mysterium Fidei (czyli Tajemnica Wiary), w której przedstawiał to, w co Kościół wierzy na temat rzeczywistej obecności Chrystusa w sakramencie Eucharystii.
Paweł VI użył w encyklice pojęcia transsubstancjacji, chociaż Sobór Watykański II nie chciał posługiwać się tym pojęciem. Sobór jednak nie zajmował się Eucharystią od strony dogmatycznej. Nie miał na celu opisu jej rzeczywistości. Przypuszczalnie z tego powodu Paweł VI sięgnął po wyrażenie transsubstancjacja: dlatego, że było jedynym potwierdzonym przez poprzedni Sobór Trydencki (1545 – 1563). Z kolei ów Sobór głosił rzeczywistą, prawdziwą i substancjalną obecność (całego) Chrystusa w Eucharystii w reakcji na głoszenie przez niektóre nurty protestanckie jedynie symbolicznego znaczenia Ciała i Krwi Pańskiej.
Można prowadzić dyskusję, czy Paweł VI miał intencję utrzymania pojęcia transsubstancjacja dla opisu tajemnicy eucharystycznej przemiany. Za tym świadczyłoby stwierdzenie, iż nie można zmieniać, pomijać czy reinterpretować raz już wyłożonej dokładnie doktryny oraz poszczególnych słów (10, 23). Nie można również mówić o tajemnicy przeistoczenia bez wspomnienia, iż cała substancja chleba ulega cudownej przemianie w substancję Ciała, zaś cała substancja wina przemienia się w Krew Chrystusa (11). Z drugiej strony, w następnych akapitach czytamy: (…) przecież te formuły jak również i inne, których Kościół używa dla określenia dogmatów wiary wyrażają pojęcia, które nie są związane z żadnym określonym typem kultury, ani z żadnym etapem rozwoju nauki ani z tą czy inną szkołą teologiczną (…) (24). I dalej: Można je wprawdzie jaśniej i bardziej przystępnie wyłożyć – co jest z wielką korzyścią – zawsze jednak tylko w tym znaczeniu w jakim zostały użyte, żeby w miarę rozwoju zrozumienia, wiary, sama prawda wiary pozostała niezmieniona (25). Jest więc tu zachęta do pogłębiania rozumienia i wyjaśniania wiary, przy zachowaniu jej tożsamości.

czytaj dalej »

Wyjątkowy wykładowca 0 Autor: Małgorzata Felicka

Jun5

Tym, co od razu rzucało się w oczy była jego uprzejmość i elegancja w sposobie bycia. Niemal nadmierna, taka nie pasująca do naszej kultury, jakby przeniesiona z innego świata, w którym każdy jest ważny i wart skupienia na nim uwagi. Przy bliższym obcowaniu ujawniały się oczywiście dalsze jego cechy pozwalające wyczuć, że ma się przed sobą prawdziwego filozofa, ginący gatunek miłośnika mądrości. Mądrości, która nie jest wiedzą, chociaż się na niej wspiera, ale umiejętnością docierania do istoty rzeczy dzięki zaangażowaniu całej osoby.

Miałam przywilej i zaszczyt być uczennicą Jerzego Wociala, bo o nim jest mowa.

Zachęcam do przeczytania wywiadu przeprowadzonego z nim przez Katarzynę Jabłońską a wydrukowanego w Rzeczypospolitej w zeszłą sobotę, bo zawarte w nim wyznania wprost unoszą czytelnika. http://www.rp.pl/artykul/61991,312794_Bliski_jak_powietrze.html

Dzień później, w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, o szóstej rano Jerzy Wocial zmarł.

Kto wymyślił duszę 11 Autor: Małgorzata Felicka

May7

Gdyby urządzono konkurs na to, który opis rzeczywistości najdłużej pobudzał wyobraźnię i najsilniej oddziałał na przekonania, pierwsze miejsce trzeba by chyba przyznać platońskiemu podziałowi na świat idei i świat materii, i wynikającemu stąd dualizmowi ducha i ciała.

Od dwóch tysięcy lat judeochrześcijańska koncepcja człowieka jako duchowo-cielesnej całości przegrywa z tym utrwalonym przez Platona podziałem. Według Platona dusza jest tym,  co w człowieku boskie, wieczne i piękne. Tę duszę spotyka przykrość: upada i ląduje w ciele na naszym niedoskonałym, bo materialnym, a więc poddanym zmianom, świecie. Po śmierci ciało ulega rozpadowi, a dusza porzuca je i rozpoczyna swą pozaziemską wędrówkę, żeby w zależności od tego, jak sprawowała się na ziemi, doznać wyzwolenia i zasłużyć na przebywanie w niezmiennym świecie idei, lub ponownie stoczyć się na ziemię i zamieszkać w kolejnym ciele. Tymczasem, jak pisał teolog angielski N. Lash, „rozróżnienie biblijne nie opisuje różnicy między żywymi systemami i ich zdolnościami (jak w przypadku umysłu i materii czy duszy i ciała), ale między tym, co rodzi się do życia, i tym, co rozpada w proch, między nie-życiem lub złym życiem a życiem: życiem rzeczywistym, życiem prawdziwym, życiem Bożym i życiem całego stworzenia w Bogu”. czytaj dalej »

Bóg – winny czy niewinny? 11 Autor: Agata Słyk

Apr8

Postawmy Boga w stan oskarżenia. Już czas najwyższy, już jest ta godzina – w nabożeństwach pasyjnych, w Drodze Krzyżowej spotykamy się z tym wydarzeniem – Chrystus pod sąd postawiony. Uaktualnijmy je.
O co dziś pytają ludzie oskarżający Boga?
Boże, czy przyznajesz się do tego, że kazałeś Abrahamowi wziąć jego umiłowanego syna, którego mu dałeś, i złożyć go Tobie w ofierze? – Czy wymagasz od ludzi by gotowi byli Tobie oddawać, co w ich życiu najcenniejsze?

Czy przyznajesz się, że zabiłeś wszystkich pierworodnych synów egipskich? – Dlaczego pozwalasz na cierpienie i śmierć niewinnego dziecka? Na niezawinione cierpienie i śmierć? Jakiekolwiek cierpienie i śmierć..?

Dlaczego potrzebowałeś krwi tysięcy baranów, kozłów, cielców; ofiar całopalnych, dziękczynnych, pochwalnych, przebłagalnych..? Codziennych, szabatnich, sezonowych, dorocznych, paschalnych..? Czy jesteś Bogiem żądnym krwi? – Dlaczego sprawiedliwość Twa żąda ofiary, zadośćuczynienia, odbycia kary? 

Kto będzie mówił jako obrońca Boga? Czy znajdzie się ktoś, kto zechce bronić Jego – Dobry – imienia?
Chcemy by mógł się wypowiedzieć, chcemy, by zapadł sprawiedliwy wyrok.
Czy w procesie będą brać udział świadkowie? Czy ława przysięgłych zechce podać wyrok?

czytaj dalej »

Ostatnie wywiady prof. Zbigniewa Religi 8 Autor: Małgorzata Felicka

Mar10

Legitymacją do pisania na temat śmierci profesora Zbigniewa Religi jest, jak mi się zdaje, fakt, że udzielił on wywiadów, w których o swej rychłej śmierci mówił. Więc chyba życzył sobie, żebyśmy się jego umieraniu przyjrzeli, a cisza na ten temat byłaby sprzeniewierzeniem się jego woli.

Choć materia jest delikatna, to mam nadzieję, że uda mi się nie urazić niniejszym tekstem niczyich uczuć i nie naruszyć szacunku, jaki żywię dla pamięci  tego wspaniałego człowieka.

Przede wszystkim było to heroiczne umieranie wielkiego Polaka, które zostało upublicznione i w związku z tym nasunęły mi się porównania z tym, co świat, a z nim cała Polska, obserwowała niemal dokładnie pięć lat temu, kiedy umierał Jan Paweł II. Jak wypada to porównanie? Obaj, po ludzku patrząc, mieli życie spełnione. O papieżu tak wiele powiedziano, że nie trzeba nic dodawać, a w przypadku profesora można tylko zadumać się nad tym, czy może być coś piękniejszego niż wykorzystywanie wszystkich swych talentów po to, by dawać innym ludziom, skazanym na śmierć, szansę na dalsze życie? Czy coś innego może przynieść więcej satysfakcji i poczucia mocy?

Nie chodzi mi jednak o zestawianie tych dwóch postaci i porównywanie ich wielkości, tylko o to, jakim przesłaniem uczynili swoje umieranie. Najpierw wyliczę podobieństwa: obaj mieli do swej śmierci budzący podziw heroiczny stosunek – patrzyli jej bez lęku prosto w oczy. Obaj chcieli umierać wśród swoich a nie w szpitalu, i obaj, choć mogli, nie imali się nadzwyczajnych środków medycznych dla podtrzymania własnego życia. No i oczywiście to podobieństwo, które w pierwszym rzędzie przykuło moją uwagę: obaj chcieli przez swoją śmierć coś ważnego przekazać tym, którzy śmierć mają jeszcze przed sobą.

I tu zaczynają się różnice: Jan Paweł II dał niesamowite świadectwo wiary, że przechodzi do domu Ojca. Trudno wyobrazić sobie tak głębokie przekonanie o tym, że śmierć jest przejściem do domu Ojca, jakie miał papież, ale chciałabym takie przekonanie mieć.

Profesor Religa dał świadectwo stanowczej niewiary. Mówił, że po tamtej stronie nic nie ma i że wie, gdzie będzie – w ziemi.  Dlaczego łatwo mi uwierzyć w spokój osoby wierzącej w obliczu śmierci, a nie chce mi się wierzyć w spokój ateisty? Nie wyobrażam sobie, że można spokojnie mówić, że dalej już nic, bo myślę, że to jakby powiedzieć: nic nie miało i nie ma sensu. Czy to ułomność wyobraźni?

I jeszcze dwie rzeczy: Zbigniew Religa był bez wątpienia prawym człowiekiem, który wiele dobrego zdziałał. Bóg najwyraźniej nie był mu do tego potrzebny. Mówił dziennikarce, że kierował się w życiu dekalogiem. Ale to nie był dekalog, tylko w najlepszym przypadku „oktalog”, bo pierwsze dwa przykazania, według nas, wierzących, fundujące wszystkie następne, odrzucił. Profesor dał świadectwo tego, że tak okrojony dekalog wystarcza, jeśli się dobrze czyni i ma na względzie dobro bliźnich. Patrząc na przykład, jaki dał Zbigniew Religa, chciałoby się zrewidować niektóre apodyktyczne twierdzenia chrześcijan (w tym Jana Pawła II) o wpływie wiary na moralność, na jakość życia i stosunków z ludźmi. Sądzę, że do takiej rewizji Profesor chciał nas sprowokować.

Zastanowiło mnie natomiast mocne stwierdzenie Profesora, że jest zadowolony ze swego życia i że było ono dokładnie takie, jakie chciał, żeby było i że nie ma do siebie o nic pretensji. (Dziennik,09/03/09, wywiad przeprowadzony przez Renatę Kim). Oczywiście patrząc z boku, nie sposób to podważać. Było to życie odważne, piękne, pożyteczne. Ale, że tak można spojrzeć na swoje życie, które się kończy, trudno mi uwierzyć. Jest to co prawda marzeniem i celem każdego, ale czy to w ogóle możliwe? Nawet jeśli nie było żadnych złych uczynków, świństewek, zaniedbań, które się w życiu zdarzają, to przecież były sytuacje dylematów moralnych, z którymi stykamy się, czy chcemy czy nie i które pozostawiają osad żalu i poczucie winy, że odrzuciliśmy przeciwną opcję. Lekarz z pewnością przeżywa takich sytuacji więcej niż przeciętny człowiek. Więc zastanawiam się, czy Profesor był do końca szczery w rozmowie z dziennikarzami.

Szkoda, że już nie można zadać tego pytania Zbigniewowi Relidze, szkoda, że nie ma go już wśród nas.

Niepokoje na temat Boskich nakazów 25 Autor: Małgorzata Felicka

Feb27

Czy Bóg może nakazać coś, co jest sprzeczne z Jego przykazaniami?  Starożytność udzieliła odpowiedzi na to pytanie ustami Sokratesa, który w jednym z dialogów Platona wypowiada się następująco: „Bośmy się zgodzili, że bogowie dlatego lubią to, co zbożne, że jest ono zbożne, a nie ono jest zbożne dlatego, że bogowie je lubią.” Mowa tu o pogańskich bogach. Wydawałoby się, że tym bardziej Bóg Jedyny powinien lubić to, co jest zbożne.
Dlatego tak niepokojące są te fragmenty Biblii, które wydają się świadczyć o czymś przeciwnym. Ks Rdz 22 to jedno z najbardziej przejmujących zdarzeń, jakie kiedykolwiek zostały opisane. Jest nim dramat Abrahama, któremu Bóg nakazał zabicie długo wyczekiwanego i ukochanego syna, Izaaka. Ta opowieść frapowała wielu myślicieli różnych epok i różnie ją interpretowano. Sens tej biblijnej sceny genialnie zgłębia między innymi duński XIX-wieczny prekursor egzystencjalizmu, Soren Kierkegaard, w swym dziele pt „Bojaźń i drżenie”. Stwierdza tam, że ponieważ Abraham chciał być posłuszny Bogu, to tym samym w swym sercu został mordercą syna. To, że czynu nie dokonał nie ma istotnego znaczenia. Co więcej – pisze Kierkegaard – jego decyzja była słuszna, chociaż niemoralna, gdyż wiara zawiesza etykę. Inaczej mówiąc, nakaz Boga anuluje normy etyczne, ma wyższy niż one priorytet. Ale wiedzieć o tym może tylko ten, argumentuje Kierkegaard, kto podjął ryzyko wiary, zgodził się na absurd i stał się rycerzem wiary.
Boję się rycerzy wiary. Myślę sobie: a co, jeśli pomylą głos Boga z jakimś innym głosem?
W książce „O sytuacjach bez wyjścia w etyce” Barbara Chyrowicz pisze o tym, jaki pogląd na decyzję Abrahama ma współczesny etyk, Philips Quinn. Mówi on, że ma nadzieję, iż takie wybory nie mogą się zdarzyć. Mówi dalej, że gdyby mimo wszystko, wbrew swej nadziei, znalazł się w sytuacji Abrahama, pewnie pomyślałby, że nakaz zabicia Izaaka nie jest nakazem Boga. Jednak powodem, dla którego tak właśnie by pomyślał, nie byłoby przeświadczenie, że doskonale dobry Bóg nie mógłby zlecić takiego nakazu, ale to, że nakaz taki nie mógłby być skierowany bezpośrednio do niego. czytaj dalej »

Walentynki 2009 11 Autor: Agata Słyk

Feb14

Bóg jest wielki! – Stworzył człowieka. Jego serce, jego wolność, jego rozum.
W historii biblijnej (na marginesie, czytania w ostatnim tygodniu pochodziły właśnie z początku Księgi Rodzaju) Bóg stwarza pojedynczego człowieka i dostrzega ujawniający się w tym brak: Nie jest dobrze by człowiek był sam. Przyprowadza do niego różne istoty żywe, by człowiek znalazł wśród nich adekwatne dla siebie dopełnienie. Nie znajduje. Kiedy Bóg przedstawia mężczyźnie kobietę, dopiero wtedy Adam woła: Ta dopiero jest częścią mnie! Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.

Na pewno niektórzy się zżymają na sentymentalizm, powierzchowność, banalność Walentynek. Ale można w takim dniu zatrzymać nad tym, jak bardzo podstawowe dla człowieka i głęboko w nim zapisane jest pragnienie wzajemnej, trwałej i wyłącznej miłości. 

Dostałam smsa z życzeniami płomiennej miłości i spełnienia erotycznych marzeń. Oczywiście pragnę, by się spełniły… Czy mogłabym w swoim pragnieniu być jakimś wyjątkiem wśród katolików? 

Ortega y Gasset twierdził: niech inni myślą sobie co chcą: dla mnie szczyt ludzkiego życia to czysta i subtelnie dramatyczna namiętność. Dlaczego nie miałabym się z nim zgodzić? Hiszpański myśliciel mówi o miłości, że jest aktywnością i ruchem duszy ku ukochanemu obiektowi, jest ontologicznym związkiem z nim. Rodzi się, gdy w drugim rozpoznajemy/odnajdujemy najcenniejsze dla nas wartości. Mierzyć ją można zdolnością do przyjmowania cierpienia i znoszenia bólu. (Z drugiej strony, przecież cierpienie poszerza serce i zwielokratnia zdolność miłowania.) Miłość według Ortegi jest afirmacją obiektu, uznaniem i trwaniem w przekonaniu, że ten oto ma prawo do swego istnienia, jest godny by być.

Kochać coś, to zabiegać by istniało, nie przyjmować do wiadomości, na ile to możliwe, by wszechświat mógłby trwać bez naszego obiektu.

Chciałabym, by chrześcijaństwo nie utożsamiało pożądania z grzesznością, nie dzieliło człowieka na cielesnego i duchowego, a rzeczywistości na przyziemną, niegodną uwagi oraz wzniosłą, do której dążymy. Oczekuję syntezy, integracji ciała i ducha, również w sobie. I tego wszystkim życzę.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com