Kategoria Wydarzenia

Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki – myśli z drugiego planu 1 Autor: Małgorzata Felicka

Jun7

Ten dzień rozpoczął się w nocy. Wracaliśmy pośpiesznie z Wilna, żeby zdążyć na rozpoczynającą się rano uroczystość. Czekała na nas zalana piwnica i zalany ogród. Ale nic to. Kładę się spać późno, a o piątej budzi mnie śpiew ptaków. Długo namyślam się, jak mam się ubrać, żeby kochanego księdza Jerzego uhonorować, ale żeby było mi wygodnie. Wyruszam wcześnie, bo chcę spokojnie dojść  przez las do metra, być na Mszy u św. Andrzeja Boboli, a potem dojechać na plac Piłsudskiego. Po wyjściu z lasu waham się przez chwilę, którą ścieżką przemierzyć wertepy oddzielające mnie od Ursynowa. Wybieram tę biegnącą w prawo, chociaż niepokoi mnie figura faceta z psem, który stoi z boku ścieżki w zaroślach. Odmawiam różaniec, więc co mi tam. Po chwili pies, bezskutecznie powstrzymywany okrzykami swojego pana, gna w moim kierunku i skacze na mnie zabłoconymi łapami. Nie jest groźny, nie przestrasza mnie. No tak, ale na nic moje strojenie się. Oglądam spodnie: na jasnobłękitnym tle widnieją teraz brązowe plamy rozmazanego błota. Mówię właścicielowi:

-Proszę pana, jaka ja teraz jestem brudna! czytaj dalej »

Dni, które wstrząsają Polską 0 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Apr12

Żyjemy od sobotniego poranka 10 kwietnia pogrążeni w bólu i zadumie po tragicznej śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii oraz członków delegacji naszego kraju na uroczystości oddania hołdu pomordowanym w Katyniu polskim oficerom. W katastrofie zginęła elita naszego narodu, ludzie wszystkich stanów, reprezentujący wszystkie niemal grupy społeczne: oprócz Pary Prezydenckiej i ostatniego Prezydenta na Uchodźctwie śmierć ponieśli parlamentarzyści ze wszystkich klubów, ministrowie, urzędnicy państwowi, dowódcy wojskowi, biskupi i księża różnych wyznań, artyści i naukowcy, żołnierze Biura Ochrony Rządu, członkowie rodzin pomordowanych oficerów, przedstawiciele organizacji kultywujących pamięć o zbrodni katyńskiej oraz załoga samolotu. Na miejscu zbrodni, która była aktem bestialstwa i zemsty, w katastrofie lotniczej po 70 latach zginęła cząstka całego narodu.  Przez to Katyń stał się szczególnie współczesny również naszemu pokoleniu. Nikt na świecie nie będzie mógł już powiedzieć, że nie wie co to jest Katyń, również w Rosji.

Trwa tydzień żałoby narodowej. Czuje się to na ulicach naszych miast: ludzie są wyciszeni, bardziej spokojni i uprzejmi, nie słychać pokrzykiwań, klaksonów i głośnej muzyki. W modlitewnej zadumie składamy życie wszystkich, którzy zginęli w sercu Boga. Prosimy o ukojenie w bólu dla rodzin i przyjaciół zmarłych. Z wielkim trudem próbujemy zrozumieć sens tego, co się stało w wymiarze osobistym i społecznym. Pewnie towarzyszy nam myśl o kruchości życia, o tym, że tak niewiele od nas zależy, czujemy, że bardziej powinniśmy doceniać ludzi, lepiej o nich myśleć i po prostu mocniej ich kochać póki są z nami. Warto wydobywać z siebie to, co najlepsze, nie czekać do czasu, kiedy wydarzy się coś złego.

Przeżywamy w tych dniach coś w rodzaju narodowego misterium śmierci, która łączy ludzi w bólu i we współczuciu, ale oprócz tego uczestniczymy w wielkiej lekcji patriotyzmu, miłości do ojczyzny, poświęcenia dla jej dobra. Jest obecna jakaś niezwykła symbolika w osobach, miejscu i czasie, w których obecny jest wyczuwalny, ale nie do końca zrozumiały sens. To trudna “łaska chwili”, która ma szansę przerodzić się w jakieś dobro. Niektórzy pytają: czy to jest możliwe, skoro nie udało się pięć lat temu? Odpowiadam: to jest możliwe i potrzebne. W jakich obszarach? Na pewno w zjednoczeniu serc w rodzinach, środowiskach i wspólnotach, dalej we wzajemnych relacjach polityków różnych opcji oraz ich stosunku do obywateli. W tych dniach politycy odzyskali zaufanie społeczeństwa. Nie można tego zmarnować. Czekamy na mądre i niekonwencjonalne posunięcia. Na płaszczyźnie międzynarodowej mamy prawo oczekiwać postępu na drodze pojednania między narodami oraz nowego otwarcia w stosunkach pomiędzy Rosjanami i Polakami. Wielu ludzi tego pragnie. Wiem, że nie zbudujemy raju na ziemi i nie należy naiwnie oczekiwać, że wszystko się zmieni, ale niech nie będzie już tak jak było.

10.04.2010 3 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Apr11

czytaj dalej »

Zmartwychwstał i żyje 2 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Apr4

Po wtoczeniu kamienia na grób Jezusa apostołowie już na nic nie czekali. Ich wspólnota rozpadła się. Sprawa ich nauczyciela dobiegła końca. Trzeba było zapomnieć o bolesnej porażce oraz jak najszybciej wrócić do dawnych zajęć. Dzień pomiędzy Wielkim Piątkiem a Niedzielą Zmartwychwstania był dla przyjaciół Jezusa czasem pustki, dniem straconych nadziei. Sens świata został dla nich pogrzebany. Pośród ciemności nocy wydarzyło się jednak coś nieoczekiwanego. Bóg przerwał swoje milczenie. Jezus Chrystus pokonał śmierć i wyszedł z grobu. On jest liną ratowniczą, która zostaje spuszczona do przepaści ludzkiego życia. Ogromnie potrzeba nam dzisiaj chrześcijaństwa bardziej paschalnego, które nie zamyka się w logice krzyża, czyli zamartwiania się i narzekania, ale żyje radością zmartwychwstania. Zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią nie jest Jego prywatnym losem, ale jest ukazaniem perspektywy życia każdego człowieka. Dzisiejsze aktualności w prasie, dziennikach radiowych i wiadomościach telewizyjnych jutro będą przestarzałe, przyjdą nowe. Radosna nowina o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa rozpoczęła swoją wędrówkę dawno temu, w zapadłej rzymskiej prowincji, szła przez wieki jak spokojna, majestatyczna fala. Dotarła do nas. Minęło dwadzieścia wieków, a ona nadal rozbrzmiewa jasna i świeża jak za pierwszym razem. Nic i nikt jej nie zatrzyma aż do końca świata. Jezus Chrystus, ukrzyżowany, powstał z martwych! To najbardziej radosna i budząca nadzieję wiadomość jaką możemy usłyszeć.

Święta Paschalne – serce roku 0 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Apr1

Dzisiaj Mszą Świętą Wieczerzy Pańskiej rozpoczyna się Triduum Paschalne. Te największe dla chrześcijan Święta obchodzone są w tym roku zarówno na wschodzie jak i na zachodzie w tym samym czasie. Triduum Paschalne to serce roku liturgicznego. Wieczorna Liturgia Wielkiego Czwartku odprawiana jest na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy Jezusa z apostołami. To wtedy został ustanowiony sakrament eucharystii i służebnego kapłaństwa. Gest umywania nóg opisywany przez Ewangelię św. Jana wyrażał uniżenie się Syna Bożego w męce i śmierci czyli w profetyczny sposób zapowiadał to, co wydarzy się następnego dnia w ogrodzie Getsemani, przez trybunałem Piłata i na Golgocie. Tu zawiera się odpowiedź na pytanie: dlaczego jako chrześcijanie powinniśmy uczestniczyć w Eucharystii oraz dlaczego nic jej nie może zastąpić. Powtarzając słowa i gesty z ostatniej wieczerzy, które odnosiły się do wydarzeń bezpośrednio związanych z męką i śmiercią Chrystusa stajemy się w nich obecni. To jest dla nas realny sposób uczestnictwa w tym, co ze względu na dystans czasowy zdawałoby się niemożliwe. Dzięki Eucharystii stajemy się obecni pod krzyżem Jezusa Chrystusa i przy Jego pustym grobie. Tutaj aktualizuje się nasze zbawienie. Eucharystia uobecnia wydarzenie śmierci i zmartwychwstania dla nas żyjących w XXI wieku, w jakimkolwiek zakątku ziemi. To dlatego powinniśmy na niej bywać, a w zasadzie nie bywać, tylko nią żyć.

Co różni Romana Polańskiego od Dennisa Polansky’ego? 2 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Oct1

Wczytując się w tekst Marka Magierowskiego opublikowany w czwartkowej Rzeczpospolitej w dnia 1 października moim spontanicznym odruchem było przyklaśnięcie autorowi trafności analogii pomiędzy wybitnym reżyserem a mitycznym księdzem. Przecież podobne oceny moralne za takie same czyny powinny być stosowane wobec wszystkich ludzi, bez względu na status społeczny czy dorobek artystyczny. Trzeba odrzucić wszelką solidarność klanową, pobłażliwą dla swoich, a surową dla obcych, tych z poza “branży”. Nie można przymykać oczu na naganne zachowania i przykrywać ich osiągnięciami z innej dziedziny życia. Tym bardziej nie należy wybielać popełnionych w przeszłości przestępstw zarzucając ofiarę oskarżeniami i pomówieniami bez pokrycia. Tutaj jednak analogie pomiędzy bohaterami się kończą.

Nigdy nie byłem zwolennikiem ostrego potępiania kogokolwiek. Sam mam różne grzechy na koncie i chociaż nie są one prawnie karalne nie uważam się za lepszego od innych ludzi. Casus reżysera jest trochę odmienny od wyimaginowanego księdza Polansky’ego, dlatego, że pierwszy chociaż uciekał przed wymiarem sprawiedliwości zapewne nigdy nie pretendował do tego, aby być wzorem moralności. Tak, jak z resztą wielu z tych, którzy domagają się jego uwolnienia. Trochę inny jest zatem stopień sprzeniewierzenia się głoszonym przez siebie zasadom. Nie wszystko jest przykładem takiego samego faryzeizmu. Różnicę też można upatrywać w innych nieco poprzeczkach etycznych, które stawia się wobec różnych ludzi. Trzeba liczyć się z tym, że zawsze oczekiwania wobec przewodników duchowych będą większe, a przez to także rany zadane przez nich mogą stać się bardziej dotkliwe. Pokazują to konkretne przykłady z życia wzięte.

Oba przypadki uczą jednak, że odrzucając zło i naprawiając krzywdy, trzeba troszczyć się o zachowanie dobrego imienia tego, które je popełnił. Bez względu na to, czy jest artystą, czy księdzem.

Wyrok sądowy w rękach ideologów 10 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Sep24

Dużo naczytałem się wczoraj na temat sporu wokół orzeczenia sądu w Katowicach w sprawie pozwu Pani Alicji Tysiąc przeciwko redakcji tygodnika “Gość Niedzielny” i Archidiecezji Katowickiej. Atmosfera wokół aborcji znowu się zagęściła. Różne strony wydają oświadczenia. Blogi polityków i publicystów pełne są komentarzy. Każdy mówi swoje w zależności od tego, czy sąd postąpił zgodnie z jego przekonaniem, czy nie.

Tak naprawdę nie o wyrok sądu tu chodzi, ale o wykorzystanie go do promowania swoich idei. To częsty mechanizm w naszym życiu publicznym. Osoba “z problemem” jest traktowana  instrumentalnie do tego, aby walić w przeciwników i bronić swoich poglądów. Wyrok sądu nie jest uznawany samoistnie jako naruszenie dóbr osobistych. Nie chodzi o 30 tysięcy,które trzeba będzie zapłacić, ale o kolejną próbę rozpalenia emocji i wyciągnięcia kontrowersyjnego tematu na światło dzienne. Orzeczenie sądowe stało się zwyczajnym pretekstem do kolejnej próby sił. Może teraz uda się zachwiać świadomością moralną społeczeństwa.

Jakiś czas temu podobne działanie podjęto przy okazji dziecka poczętego przez 14-letnią Agatę. Wtedy posłużono się prawem, aby udowodnić jej nielegalne postępowanie. W jej przypadku zezwalało ono na dokonanie legalnej aborcji. Można spytać kto poniósł największą cenę  nieodpowiedzialnego zachowania młodocianych? Gdy nastąpi poczęcie czyn trzeba ukarać, ale kogo karze się najbardziej? Najbardziej karze się najsłabszego, który nie może bronić się sam. Ale po kilku dniach, gdy wrzawa przycichnie nikt już nie będzie o nim pamiętał. Mniej więcej to wydarzyło się w Katowicach. Sąd nie wypowiedział się na temat dopuszczalności aborcji oraz na temat, czy jest ona złem czy nie. Sąd wypowiedział się na temat, czy przy jasnej ocenie wartości moralnej czynu można iść na “ostro” wobec człowieka.

Nie można w słusznej sprawie posługiwać się niegodziwymi metodami, ani nie można wykorzystywać dramatycznych ludzkich losów do tego, aby zwalczać swoich przeciwników. Jakie będą jednak rzeczywiste skutki tych działań  dla głównych uczestników dramatu. Tego już się pewnie nie dowiemy.

Dlaczego Feniks nie powstał z popiołów? 2 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Sep10

Po pierwszej połowie przegranego w fatalnym stylu meczu eliminacyjnego ze Słowenią, miałem nadzieję, że jakimś cudem nasza reprezentacja niczym “Feniks powstanie z popiołów”. Tak się nie stało. W kolejnych 45 minutach przeciwnik trafił jeszcze raz do naszej bramki zadając nokautujący cios. Po meczu pomyślałem, że można przegać z Anglią, Brazylią czy Italią, nawet 3:0, ale ze Słowenią, nieco ponad dwumilionym krajem to straszny obciach i wstyd.

Oczywiście nie zostawiono suchej nitki na Leo, bo wiadomo, że porażka ma zawsze jednego “ojca” w przeciwieństwie do zwycięstwa. Owszem selekcjoner w czasie meczu stał sztywno, jakby nie grał z drużyną, zwlekał ze zmianami i obrał zbyt defensywną taktykę. Nie da się jednak zamknąć sprawy krótkim: “Beenhakker musi odejść!”. Zapytajmy: ilu naszych zawodników gra w pierwszych drużynach swoich klubów i jakie to są zespoły? Czy któryś z nich wyrasta ponad europejskiego średniaka? Trzeba spytać, czy naszym zawodnikom poza zarabianiem pieniędzy chodzi o doskonalenie umiejętności? Chyba szkoda już czasu na załamywanie rąk nad poziomem naszej ligi oraz porażkami we wstępnych rundach europejskich pucharów. Co ze szkoleniem młodzieży w szkółkach piłkarskich i klubach? Dlaczego boisk podwórkowych mamy jak na lekarstwo? Ilu działaczy, sedziów a także piłkarzy wyprowadzano w kajdankach pod zarzutem ustawiania wyników, a to wszystko przy milczącym akompaniamencie i całkowitej bezradności piłkarskiej centrali.

Do Euro 2012 zostało trzy lata. Szkoda, że na ten okres wypadniemy ze światowej piłki. Budujemy piękne stadiony. Ufajmy, że polska piłka będzie przyżywać na nich lepsze chwile niż te w Mariborze. O ile oczywiście przejdzie głębokie uzdrowienie. W oczekiwaniu na jego dobre efekty polecam Ligę Mistrzów. Będzie co oglądać.

Wyjątkowy wykładowca 0 Autor: Małgorzata Felicka

Jun5

Tym, co od razu rzucało się w oczy była jego uprzejmość i elegancja w sposobie bycia. Niemal nadmierna, taka nie pasująca do naszej kultury, jakby przeniesiona z innego świata, w którym każdy jest ważny i wart skupienia na nim uwagi. Przy bliższym obcowaniu ujawniały się oczywiście dalsze jego cechy pozwalające wyczuć, że ma się przed sobą prawdziwego filozofa, ginący gatunek miłośnika mądrości. Mądrości, która nie jest wiedzą, chociaż się na niej wspiera, ale umiejętnością docierania do istoty rzeczy dzięki zaangażowaniu całej osoby.

Miałam przywilej i zaszczyt być uczennicą Jerzego Wociala, bo o nim jest mowa.

Zachęcam do przeczytania wywiadu przeprowadzonego z nim przez Katarzynę Jabłońską a wydrukowanego w Rzeczypospolitej w zeszłą sobotę, bo zawarte w nim wyznania wprost unoszą czytelnika. http://www.rp.pl/artykul/61991,312794_Bliski_jak_powietrze.html

Dzień później, w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, o szóstej rano Jerzy Wocial zmarł.

Bez retuszu 0 Autor: Małgorzata Felicka

Apr8

Na szczęście jest ciepło, ale nie upalnie. Panuje ścisk. Rozczarowani ludzie głośno upominają się o swoje prawa. Przecież mają bilety. Dlaczego nie pozwala im się wejść? Machają zielonymi i żółtymi kartkami z zazdrością patrząc na tych szczęśliwców, którzy siedzą po drugiej stronie ogrodzenia. To proste – trzeba było przyjść wcześniej. W pewnym momencie jakiś potężny mężczyzna koło sześćdziesiątki postanawia skorzystać z okazji: Wierząc w swoją siłę, próbuje się przepchać, kiedy dwaj umundurowani młodzieńcy stojący w bramce kogoś innego jednak przepuszczają. Oj, mundurowi tego nie lubią! Odpychają krzepkiego  jegomościa gwałtownie poza ogrodzenie wykrzykując pod jego adresem nieprzyjazne określenia. Później jeden z porządkowych popycha go z całej siły jeszcze raz, a potem jeszcze. Wszyscy milkną zaskoczeni tak gwałtowną reakcją. Ale już nikt nie ma wątpliwości: gabaryty nic nie pomogą. Porządek musi być. Mundurowi dalej pokrzykują na tego pana śpiewnie, ale z nienawiścią w oku. Trochę strach, że może dojść do bójki, ale nikt nie reaguje i właściwie z przyjemnością konstatuję, że siła nic nie pomogła. To i dobrze – sama nie mam jej tyle, żeby próbować.

Rozlega się muzyka. Śpiewy. Na telebimie można obserwować uroczystość, która przenosi się w pobliże miejsca, w którym stoimy. Jakiejś starszej kobiecie po policzkach zaczynają płynąć cichutkie łzy. Stróże porządku to widzą i pewnie dla zatarcia niekorzystnego wrażenia bójki, która miał przed chwilą miejsce, wpuszczają tę panią i dwie młodsze kobiety (chyba córki), które jej towarzyszą. Podsuwają im krzesła. No, właśnie, myślę, siła nie pomaga, ale na współczucie można liczyć. I rzeczywiście, umundurowani chłopcy wyłuskują spośród tłumu kolejne starsze osoby, potem niewidomych z przewodnikami. Zerkają spode łba na tego, który się pchał: „Ten nie wejdzie, bo mnie wkurzył” mówi ten wyższy. A postawny mężczyzna (okazało się, że jest to Niemiec) stoi zupełnie spacyfikowany. Piękne śpiewy zakłócane są przez okrzyki młodych Hiszpanów, których stara się wprowadzić do zamkniętego sektora ich opiekun. Nic nie pomaga. Za to nasza sytuacja się poprawia, gdyż docieramy do barierki, bo ci, którzy koło niej stali zrezygnowali ze zmęczenia czy znudzenia i poszli sobie. Mamy teraz uprzywilejowaną pozycję. Tymczasem jakaś pani udaje że mdleje. Porządkowi dają się nabrać. Po drugiej stronie już jej dobrze, porzuca zbolałą minę i stara się o wpuszczenie swojej towarzyszki.

Właściwie nic specjalnego. Ot, zwyczajna scenka. Tyle tylko, że to nie stadion ani koncert rockowy, lecz Msza św. w Niedzielę Palmową na Placu św. Piotra. Właśnie odśpiewana została Pasja Chrystusa. Msza jest piękna i uroczysta, ale koło nas niewielu wydaje się ją śledzić. Nadal trwa napór i przepychanka, która skupia całą uwagą. Jakaś malutka wyfiokowana Francuzka przekonuje włoskiego porządkowego, że przecież wyszła tylko do toalety i ma tam w środku swoje zarezerwowane miejsce. Na to duża żona dużego Niemca odpycha ją biodrem i trafia nim w jej bark a potem przechyla się na nią całym swoim ogromnym ciałem. Francuzka niknie pod nią, sapie z wysiłkiem i wycofuje się pokonana. My dwie, oparte o barierkę, usiłujemy skupić się na Mszy. Klękamy w czasie końcowego akordu Pasji. Wykorzystuje to młody Hiszpan i pokazując zabandażowaną nogę przepycha się na nasze miejsca. Ale nie dajemy się. Kiedy już myślę, że takie to wszystko przykre, że lepiej było zostać w Warszawie, nagle wychodzi grupka ludzi, których Msza zmęczyła i porządkowi zapraszają na zwolnione krzesła do środka właśnie nas dwie i jeszcze trzecią Polkę. Może rozczuliło ich nasze przyklęknięcie? Mamy więc siedzące miejsca i spokój.

A papieska homilia jest na temat tego, co Jezus pokazuje swym życiem i śmiercią na krzyżu. Papież zwraca uwagę na dwa elementy przesłania płynące z krzyża: że szczęściem, ale też trudem każdej chwili naszego życia jest ufać, że wola Ojca jest wolą, której można się bez protestu podporządkować, (prawda, myślę sobie, na przykład podporządkować temu, że nie zostało się wpuszczonym do sektora z krzesłami), oraz że życie Jezusa było życiem ofiarowanym dla wszystkich. To znaczy, było wskazówką, że wartością jest uniwersalizm. Ten uniwersalizm, zwraca uwagę Benedykt XVI, zazwyczaj jest swoistym krzyżem, bo wymaga porzucenia tego, co własne i partykularne na rzecz tego, co wspólne i łączące. A nie jest to łatwe. Zaiste, ta druga trudność również dała o sobie znać nawet teraz, w czasie tej Mszy! Z jaką łatwością przyklejałam etykietki: Włoch taki, Niemka owaka…

Komunia. Potem papieskie pozdrowienia w różnych językach. Po pozdrowieniu w języku polskim wylatują w górę wypuszczone przez polskich pielgrzymów czerwone baloniki z biało-czerwoną flagą, na której widnieje napis: „Jan Paweł II”. Lecą najpierw nad ołtarz a potem wysoko, wysoko, do nieba. Jednak warto było przyjechać.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com